emocje są ważne

Na jednym z moich ostatnich szkoleń odbyłam bardzo ciekawą rozmowę z pewnym Uczestnikiem. Dotyczyła ona wątku emocji, tego, co w danej chwili czujemy i przeżywamy. Czy emocje są ważne? Oraz: czy możemy mieć na nie wpływ, na przykład, w chwilach wzburzenia?

W trakcie tej dyskusji postawiłam tezę, że owszem, mamy wpływ na to, co czujemy.

– No a wyobraź sobie taką ekstremalną sytuację – powiedział z dużą dozą wątpliwości w głosie ww. Uczestnik – dowiaduję się, że żona mnie zdradza. Wiadomo, jestem wściekły. A ty chcesz powiedzieć, że mogę tego nie czuć?

No właśnie. Dobre pytanie i dobry przykład.

Bo wcale nie chodzi o to, by nic nie czuć. Emocje są ważne. Wściekłość, rozczarowanie i smutek w takiej sytuacji wskazują nam, że naruszone zostały nasze granice, standardy, wartości.

Więc o co chodzi? Chodzi o to, że na te same zdarzenia możemy reagować różnie. Emocje są jak paleta barw – mają natężenie, nasilenie, odcienie…

Przełomem wspomnianej dyskusji był mój przykład o panowaniu nad strachem przed wystąpieniami publicznymi. To przecież też negatywna emocja.

– Czy w takiej sytuacji dopuszczacie – zapytałam Uczestnika i resztę grupy – że można mieć wpływ na to, co się przeżywa? Ile czuje się strachu, stojąc na scenie, że można tę sytuację w pewnym zakresie opanować? Że zamiast strachu możemy czuć lekki niepokój lub dyskomfort?

– No, tak – odpowiedział – to akurat dopuszczam i rozumiem.

– Ok – odparłam – z każdą emocją jest podobnie. Możemy mieć wpływ na to, jak reagujemy na daną sytuację. Jeśli coś nas zdenerwowało, możemy zareagować furią, wściekłością, złością, irytacją itd. Jest całe spektrum emocji. Mają inną nazwę, oddają inną temperaturę tego, co przeżywamy.

Są zresztą dwie szkoły i dwa podejścia do tematu „regulowania” emocji. Pierwsza mówi: „Czuję, to co czuję i tego nie kwestionuję. Nic z tym nie zrobię, na wprost akceptuję”. A druga uczy: „Mogę dostrzec to, co czuję i mogę mieć na to wpływ – zmniejszyć, zwiększyć, zmodyfikować swoje emocje i doznania”.

Która szkoła jest lepsza?

Trudno powiedzieć. Co więcej, uważam, że się nie wykluczają. Bo w chwili, gdy uznaję, że czuję to, co czuję, robię właśnie pierwszy krok ku temu, by móc poczuć coś innego. Sam fakt dostrzeżenia emocji sprawia, że ta emocja już się trochę przekształca.

Jak to może zadziałać? Oto przykład:

Wyobraź sobie że odwiedzasz swoich rodziców. Od progu, jeszcze zanim usłyszysz „Dzień dobry”, Twoja mama „startuje” z zarzutami, że dzieci za cienko ubrane, że na pewno się przeziębią i będą się męczyły z katarem. A poza tym… (bla, bla, bla)

warsztat rozwoju osobistego

Ty czujesz, jak puchnie Ci głowa, ogarnia Cię wściekłość i myślisz same złe rzeczy o swojej matce i waszej relacji. Jeśli zareagujesz automatycznie, idąc za wściekłością, zanim pomyślisz, możesz powiedzieć coś niemiłego, czego po chwili będziesz żałować.

Jeśli natomiast w tej sytuacji, zamiast odwetowego „naskoczenia” powiesz do siebie: „Jestem teraz wściekła/wściekły, że tego słucham!”, wykonasz dwie czynności: nazwiesz swoją emocję (czyli ją dostrzeżesz i „zmaterializujesz”). A równocześnie, dzięki temu, poczujesz mniejszą złość, bo samym faktem nazwania tego, co przeżywasz, „przewentylowałeś” swoje negatywne doświadczenie.

Nazwałam/-em to. I tak wściekłość może stać się złością, a potem nawet irytacją, a to już lżejsze uczucie.

asertywność

asertywność

Krótki przepis na pierwszy krok pracy z emocjami:

Zadawaj sobie kilka razy dziennie pytanie: „Co ja teraz czuję?” I odpowiadaj na nie.

Naucz się nazywać swoje emocje. Naucz się nazywać, co czujesz w danej chwili.

Sprawdź, jaką to robi różnicę. I pamiętaj: emocje są ważne. Doświadczaj ich świadomie.

Pozdrawiam ciepło.