Wpisy

jak reagujesz w sytuacji stresowej

W literaturze dotyczącej zdrowia i psychologii znaleźć możemy różne informacje o tym, jak my, ludzie, reagujemy w sytuacji stresowej.

W sytuacji takiej uciekamy się do stylów zachowań, które można usystematyzować w następujący sposób:

  • styl skoncentrowany na zadaniu
  • styl skoncentrowany na emocjach
  • styl skoncentrowany na unikaniu

Styl skoncentrowany na zadaniu

Styl taki stosuje osoba, która w sytuacji stresowej skupia się na problemie i szybko zabiera się za jego rozwiązanie, lub usuwanie jego przyczyn. To styl skupiony na konstruktywnym działaniu i poszukiwaniu sposobów wpływu na rzeczywistość.

Wiele lat temu, w grudniowe popołudnie, sąsiadka zauważyła, że w moim domu, w którym pogaszone są wszystkie światła, widać było błyski latarek.

Natychmiast oceniła, że to włamywacze, zadzwoniła do mnie, by mnie o tym fakcie poinformować, a następnie chwyciła za szczotkę z długim kijem i ruszyła przegonić złodziei.

Historia skończyła się o tyle dobrze, że przestępcy uciekli wcześniej i nie zrobili jej krzywdy.

To idealny przykład zachowania w stresie, skoncentrowanego na działaniach.

Styl skoncentrowany na emocjach

Styl ten oznacza, że w sytuacji stresowej osoba doświadczająca napięcia, przede wszystkim skupia się na przeżywaniu tego, czego doświadcza i próbach rozładowania swoich emocji.

Osoba, która przeżywa stres w taki sposób w głowie, wielokrotnie prowadzi dialog wewnętrzny, pisze scenariusze, co zrobi lub powie, jeśli sytuacja dotyczyła osób trzecich lub rozpamiętuje w kółko to, co się stało.

Styl skoncentrowany na unikaniu

W stylu skoncentrowanym na unikaniu albo angażujemy się w czynności zastępcze albo uciekamy w poszukiwanie kontaktów towarzyskich. Pojawiają się tu np. sprzątanie, seriale, ale też długie rozmowy telefoniczne.

Nasuwa się pytanie, który styl jest najlepszy? Część koncepcji na ten temat wskazuje koncentrację na zadaniu, jako najbardziej pożądaną. Warto jednak na style spojrzeć także inaczej, przez pryzmat tego, że radzenie sobie w sytuacji stresowej może być kilkuetapowe i że dany styl, w danym momencie, może być po prostu adekwatny do bieżącej chwili.

Za przykład niech nam posłuży moja osobista historia, bardzo stresującej dla mnie, wpadki zawodowej. Jakiś czas temu, w sobotni poranek, tuż przed rozpoczęciem warsztatów, zadzwoniła do mnie, z zupełnie innego miasta, moja klientka. Zdziwionym głosem zapytała, gdzie jestem, bo jej zespół handlowy, zgodnie z ustaleniami, siedzi właśnie w sali szkoleniowej, czekając na moje szkolenie.

To, co się zdarzyło potem i jak tym kryzysem zarządziłam, jest dobrym przykładem na to, że różne style radzenia sobie ze stresem mogą być adekwatne na kolejnych etapach sytuacji stresowej.

W pierwszej chwili pomyślałam wtedy: „O rety, o rety! Coś pewnie oni pomieszali! To nie może być prawdą!” Po krótkiej rozmowie z dzwoniącą klientką ustaliłyśmy, że odezwę się później. A ja, wątek zapomnianego terminu „zaparkowałam” na czas szkolenia, które właśnie zaczynałam. Rozpoznajecie tu styl unikania? Powiedziałam sobie wtedy: „Nie myśl o tym, skup się na tym, co tu i teraz”.

Po zakończeniu dnia szkoleniowego pierwszą rzeczą, jaką sprawdzenie, jak to się stało.

Uświadomienie sobie, że to faktycznie ja pomieszałam terminy sprawiło, że pojawiło się we mnie dużo emocji, ukrytych pod myśleniem: „ale porażka!”, „jak mogłam zapomnieć!”. Potrzebowałam czasu, by emocje związane z tym zdarzeniem – złość, bezradność, żal- po prostu „przeżyć”. Tak, to był etap koncentracji na emocjach.

Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, zaczęłam analizować możliwości, obmyślać plan, jak rozwiązać zaistniałą sytuację. Byłam już w mocnym skupieniu na zadaniu.

Także, gdy doświadczasz stresującej sytuacji, która wybiła cię z rytmu życia, dostrzeż, którą strategię radzenia sobie ze stresem uruchomiłeś na początku. Sprawdź, na ile jest ona w danej chwili pomocna i – co najważniejsze – jak długo chcesz w niej pozostać.

Potrzebujesz się na chwilę wyłączyć? Ok, obejrzyj film, schowaj się przed światem, „zaparkuj” problem. Ale nie siedź w tym zbyt długo, sprawdź, kiedy pora iść dalej. Wyzłość się, wysmuć, wyżal. Zaopiekuj własnymi emocjami, i daj im trochę przestrzeni. I znowu – sprawdź, kiedy pora, by iść dalej. By otrzepać się, uznać fakty, ustalić, na co masz wpływ i świadomie przejść do etapu koncentracji na rozwiązaniu, by zacząć budować konstruktywny plan.

A Ty jak reagujesz w sytuacji stresowej?

Jeżeli obecna sytuacja jest dla ciebie źródłem stresu, sprawdź, jak na nią zareagowałeś, co się zmieniło przez ostatnie tygodnie i na jakim etapie jesteś obecnie. Czy unikasz konfrontacji i udajesz, że rzeczywistość się nie zmieniła? Czy jesteś na etapie emocjonalnego przeżywania tego, co się dzieje? Bo może już pora, by przejść do etapu skupienia się na projektowaniu nowych, skutecznych rozwiązań? Szkoda byłoby ten etap przegapić.

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
relacje z partnerem

Izoluje, odbiera siłę, zdrowie, zniechęca do działania, sprawia, że przestajemy myśleć racjonalnie. Podsyca negatywne emocje, niszczy relacje z partnerem… tak właśnie działa na nas STRES.

Długotrwały stres pochłania wiele energii, rodzi poczucie bezsilności i osamotnienia. Ma też dużą siłę rażenia – udziela się osobom w naszym najbliższym otoczeniu. W konsekwencji sieje spustoszenie nie tylko w naszym zdrowiu psychicznym i fizycznym, ale i w życiu naszego partnera, a nawet naszych dzieci.

Co znamienne – stres działa „po cichu”, z początku niezauważony. Czasem potrzeba wielu rozmów, żeby uświadomić sobie, że problemy z komunikacją, rozłamy, izolacja w związku to efekty długotrwałego stresu. Warto zatem wiedzieć, jak rozpoznać objawy stresu oraz jak sobie z nimi poradzić, zanim będzie za późno, a nasze relacje z partnerem ucierpią bezpowrotnie.

Jeśli stres to choroba, to jak zatem rozpoznać negatywne symptomy?

  1. Rozdrażnienie

Gdy zamykasz się na partnera w stresujących momentach z pozoru masz wrażenie, że daje to panowanie nad całą sytuacją. Nie obciążasz bliskiej osoby swoimi problemami, wydaje Ci się, że pozwalasz jej na spokojne życie, w czasie gdy Ty toczysz wewnętrzną walkę. A teraz przyjrzyj się sobie w codziennych sytuacjach. Jak często po stresującym dniu zdarza Ci się wybuchnąć na z pozoru błahe sprawy? Rozrzucone buty, za głośna muzyka, sprzeczające się dzieci?

Gdy niesiemy ze sobą bagaż stresu, o wiele szybciej dajemy upust negatywnym emocjom, w najbardziej nieodpowiednich momentach. Dużo częściej zdarza się nam wtedy powiedzieć coś, czego po chwili żałujemy. Partner, którego nie dopuszczasz do swoich problemów nie wie, co jest źródłem takiego zachowania. Czuje się pogubiony, często zraniony i trudno mu się dziwić.

Pomyśl o szczerej rozmowie z bliską osobą. Być może nie będzie Ci w stanie zaproponować rozwiązania, ale już sam fakt, że ktoś Cię wysłucha, może mieć tutaj duże znaczenie. Mówienie o swoich problemach i lękach pozwoli Ci je nazwać, a tym samym oswoić. Spojrzeć na nie z pewnej perspektywy. Jest taki poziom stresu, przy którym nie widzimy już jasno wyjścia z sytuacji. Pamiętaj że są ludzie, którzy profesjonalnie zajmują się pomaganiem i rozmowami pomocnymi w pracy ze stresem. Decyzja o skorzystaniu z fachowej pomocy jest dowodem odwagi i troski o siebie i najbliższych.

  1. Problemy z koncentracją

A dokładnie koncentracja na niewłaściwych kwestiach. Powiedzenie, że „nieszczęścia chodzą parami” ma w sobie coś z prawdy. Zauważyłeś, że w stresujących momentach zdarza Ci się popełniać więcej błędów, tym samym czasem jeszcze pogarszać swoją sytuację. Dzieje się tak, bo koncentrujesz się tylko i wyłącznie na problemie, zamiast na jego rozwiązaniu. Rozkładasz go na czynniki pierwsze, myślisz o tym, jak to na Ciebie wpływa, w głowie piszesz kolejne czarne scenariusze. Im bardziej na tym koncentrujesz swoją energię, tym większa szansa, że któryś z tych czarnych scenariuszy się zrealizuje.

Kiedy jesteśmy zestresowani, nasz mózg przechodzi w tryb „walki lub ucieczki”, a nasze decyzje stają się bardziej pochopne lub odwrotnie nie podejmujemy ich wcale. Takie zachowanie nie wpływa dobrze ani na naszą sytuację w pracy, ani relacje z partnerem.

Czujesz przygnębienie, a może złość? W takiej sytuacji pomyśl sobie, że to Ty panujesz nad swoimi emocjami, nie one nad Tobą. Przypomnij sobie wydarzenie, gdy pod wpływem emocji podejmowałeś decyzję. Jakie były jej skutki? Weź kilka oddechów, opanuj się zanim zareagujesz. Powiedz, że potrzebujesz więcej czasu. Nie ma w tym nic złego.

  1. Tryb oszczędnościowy

Stres poważnie wpływa na Twoje zdrowie. Poza tym, że przewlekły stres jest przyczyną chorób serca, osłabia układ odpornościowy, powoduje depresję to także – mówiąc wprost – odbiera nam siły. Twój organizm to czuje. Jak często po tym, jak jesteś poddany długotrwałej presji chcesz po prostu zostać na kanapie, nakryć się kocem na głowę, zniknąć. Wybierasz patrzenie w telewizor i paczkę chipsów częściej niż spacer, wierząc, że poprawią Ci humor?

Takie zachowanie ma wpływ nie tylko na Ciebie, ale i na Twoje relacje z partnerem, a także na twoje dzieci. Zwróć uwagę na swoje zwyczaje: co ląduje w Twoim koszyku, gdy robisz zakupy. Jak wyglądają Wasze rodzinne posiłki. Jak często stres odbiera Ci siłę do przygotowania obiadu i decydujesz się na zamówienie czegoś na wynos.

Zestresowani rodzice spędzają też mniej czasu ze swoimi dziećmi. Wtedy najczęściej rolę opiekuna przejmuje telewizor, komputer lub telefon. A my, zamiast planować weekendowy wypad za miasto całą energię skupiamy w tym czasie na dręczących nas problemach.

Rozwiązanie? Gdy w sytuacji stresowej Twój mózg podpowiada Ci, by sięgnąć po słodycze i zostać na kanapie, tak naprawdę wypad na siłownię, spędzenie czasu z dzieckiem na wycieczce może mieć na Ciebie terapeutyczne oddziaływanie. Pozwoli Ci skupić się na czymś innym, nabrać zdrowego dystansu, uświadomić sobie, co w życiu jest ważne. Gdy czujesz, że świat Cię przerasta, zacznij od prostych ćwiczeń oddechowych. Skup się na tym, co tu i teraz.

  1. Izolacja i relacje z partnerem

Stres niszczy Twoje relacje. Nie robi tego gwałtownie, lecz niepostrzeżenie. Często więc go bagatelizujemy. A jednak zawsze nasze relacje z partnerem narażone są na efekty długotrwałego stresu. Dlatego nawet te najtrwalsze związki nie są w stanie tego przetrwać. Kiedy jesteś zestresowany, jesteś też bardziej wrażliwy. Napotykane trudności wydają się nie do pokonania. Twoje porażki są coraz większe, a Ty przy nich jesteś coraz mniejszy. Kurczy się Twoja pewność siebie.

Tu już jest prosta droga do problemów z komunikacją i niezrozumieniem. Z jednej strony sam izolujesz się od świata, żyjąc w przekonaniu, że nikt nie może do końca wczuć się w Twoją sytuację, postawić się na Twoim miejscu. Nie wiedząc, jak ci pomóc, twój partner czuje się natomiast odtrącony i beznadziejny. Znam przypadki, gdy długotrwały stres jednego z partnerów kończył się depresją bliskiej osoby.

Uświadom sobie, że nawet najtrudniejsza sytuacja nie musi pociągnąć Was dwojga na skraj przepaści. Pierwszy krok ku temu to uświadomienie sobie, że to Ty decydujesz o tym, jak przeżyjesz swoje życie, nie zły lub dobry los, szczęśliwy czy nieszczęśliwy przypadek. Uświadom sobie, że wszyscy doświadczamy wzlotów i upadków, nie zmienisz tego, możesz jednak zmienić swój sposób reagowania na takie sytuacje. Czas uświadomić sobie, że chwilowe problemy nie muszą decydować o być albo nie być Twojego związku. To pierwszy krok.

A kolejne? Aby uniknąć sytuacji, gdy stres niszczy Twoje relacje z partnerem, dowiedz się, jak radzić sobie z nim w zdrowy i skuteczny sposób. Techniki, z których korzystać można w codziennym życiu, poznają uczestnicy mojego szkolenia „Zarządzanie stresem i emocjami”. Poznają ćwiczenia, które pomagają im mieć kontrolę nad swoimi emocjami: takimi jak strach, złość, niecierpliwość. Uczą się panować nad swoimi reakcjami emocjonalnymi, dowiadują się jak przestać roztrząsać przeszłość oraz wybierać i decydować, co chcą myśleć i jak chcą się czuć. Chcesz zapoczątkować u siebie zmiany? Skorzystaj ze szkolenia.

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Przeczytaj poniższe zdania. Być może niektóre z nich brzmią dla Ciebie znajomo. Być może pod którymiś się podpisujesz. Być może, któreś z nich towarzyszy Ci w życiu…

  • „Ja to mam zawsze pod górkę”
  • „Jak ma się coś komuś wydarzyć, to na pewno to będę ja”
  • „Ja to sobie zawsze poradzę”
  • „Mam wspaniałe dzieci”
  • „Miałem cudownie dzieciństwo”
  • „Miałem beznadziejne dzieciństwo”

Wszystkie powyższe myśli to PRZEKONANIA.

Żadne z nich nie jest prawdą.

Każde ma wpływ na osobę, na jej życie, na jej sukcesy i porażki.


Przekonania są istotną i bardzo ciekawą częścią naszego funkcjonowania. Powstają w naszym życiu wskutek jednorazowych silnych doświadczeń, wieloletnich doświadczeń lub są nam przekazywane z pokolenia na pokolenie. Przekonania są potrzebne, bo porządkują nam świat, upraszczają rozumienie tego, co nas w życiu spotyka, czego doświadczamy i co wokół siebie widzimy.

Co jeszcze warto wiedzieć o przekonaniach?

Przekonania są bardzo trwałe i równocześnie trudne do zauważenia (wyłapania). Bardzo wierzymy, że są prawdziwe. Gdy czasem wdajemy się w dyskusję i polemiki z innymi, najczęściej dotyczą one właśnie różnic w naszych przekonaniach.

Warto wiedzieć, że przekonania dzielą się na dwie grupy:

  1. Przekonania wspierające
  2. Przekonania ograniczające

Warto przyjrzeć się przekonaniom, jakie nam w życiu towarzyszą.

Jeśli masz ugruntowane pewne „prawdy” o sobie, o innych, o tym, jak funkcjonuje świat, warto zadać sobie pytanie: czy to, co myślę na ten temat, to prawda? Skąd wiem, że to prawda? Na ile mnie ta myśl w życiu wspiera, a na ile odbiera energię, motywację i życiowo ogranicza?

Weźmy taki przykład: „Ja to w życiu zawsze mam pod górkę”.

To jest klasyczne przekonanie. Jest bardzo ogólne i dotyczy każdej i wszystkich sytuacji w życiu danej osoby. Wyklucza kontekstowość, odstępstwa, wyjątki. A przecież jeżeli przynajmniej raz zdarzyło się inaczej (miałem w życiu z górki, coś mi się udało, coś poszło łatwo), przekonanie  traci swoją prawdziwość i jest możliwe do zanegowania.

Ale ponieważ jest to przekonanie – osoba, która w to wierzy filtruje swoje doświadczenia życiowe tak, by pasowały do jej przekonania. Pomija więc wręcz doświadczenia życiowe, które mogłyby temu przekonaniu zaprzeczyć.

Za takim przekonaniem idzie określone nastawienie, określony sposób myślenia i działania, co w następstwie działa jak samospełniająca się przepowiednia.

Osoba, która ma przeciwne, wspierające przekonanie w stylu: „ja to sobie w życiu zawsze poradzę” lub „ja to jestem w czepku urodzony”, życiowe wyzwania podejmuje z zupełnie innym nastawieniem, z zupełnie inną energią, więc rezultaty jej działań będą zupełnie inne.

Co jest też ciekawe, osoba ze wspierającym przekonaniem, gdy odniesie sukces, powie sobie: „No właśnie, tego się spodziewałam!”. A gdy odniesie porażkę, powie: „Ok, to odstępstwo do reguły. Szukam dalej rozwiązań”.

Jak wspomniałam wcześniej, w przypadku przekonań nie da się obiektywnie powiedzieć, że są one prawdziwe lub fałszywe. Dane przekonanie jest, można powiedzieć, WŁAŚCIWE danej osobie. Określa jej subiektywną rzeczywistość. Jest więc w pewnym sensie „prawdziwe” w świecie danej osoby.

Jak warto pracować z przekonaniami?

Warto przede wszystkim zauważać własne przekonania.

Warto się im przyglądać krytycznie i sprawdzać, które z nich nas ograniczają, a które wspierają.

Warto też zadawać sobie pytanie „Czy to jest prawda?” oraz każdorazowo znaleźć przynajmniej 3 dowody podważające prawdziwość tego przekonania.

Po co warto to robić?

W przekonaniach ograniczających żyjemy trochę jak w klatce. Zaprzeczanie im niesie ze sobą możliwość poszerzenia perspektywy, zmiany ich na bardziej wspierające. Daje też możliwość postrzegania siebie i świata w innym, nowym świetle i dalej – szansę na nowe sposoby myślenia, podejmowanie nowych działań, osiąganie nowych rezultatów.

To szansa na rozwój i pozytywną zmianę, więc jest o co grać.

Powodzenia w odkrywaniu własnych przekonań! 🙂

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

„Dzieci są najważniejsze, przestań myśleć o sobie!”, „Szanuj starszych, słuchaj się matki!”, „A pomyślałaś, co ludzie powiedzą”. Od dziecka uczono nas, że przy podejmowaniu decyzji należy najpierw brać pod uwagę dobro i potrzeby innych ludzi. Dopiero na końcu swoje. Przecież inaczej postępują tylko egoiści… Jeśli jesteś osobą, dla której znajomo brzmi taki sposób myślenia, zapraszam do lektury.

Każdego dnia stajemy przed wyborami, jak postąpić. Czy robić coś dla siebie, zgodnie z własnymi przekonaniami, czy postąpić jednak tak, by zadowolić innych. Gdzieś głęboko w nas mamy często  świadomość, że życie i robienie czegoś, by zadowolić innych ludzi wiąże się z pominięciem swoich potrzeb i ma swoją cenę. Jednak w obliczu dylematów i poważnych życiowych wyborów, często rezygnujemy z siebie na rzecz innych, relacji z nimi, ich szczęścia.

Gdzie więc jest granica? Jak sprawdzać, czy żyjemy w zgodzie ze sobą?

Granicą jest różnica między zaangażowaniem w relacje a poświęceniem dla innych. To dwa różne stany, dwie różne rzeczy. Bo angażowanie się w relacje, współpraca, szukanie dobrych rozwiązań i robienie z energią rzeczy dla innych jest zdrowe i ma sens. Poświęcanie się natomiast, w długim okresie czasu prowadzi do ogromnego żalu wobec świata i bliskich i wielkiego rozgoryczenia z powodu rezygnacji z siebie. Koniec końców, traci na tym nie tylko osoba, która się poświęca. Tracą też ludzie wokół, których żal, gorycz i pretensje także dotykają (na przykład dzieci, partner życiowy).

Do głębokiej refleksji nad tym zachęciła mnie myśl, jaką niedawno przeczytałam.

Jeżeli zastanawiasz się, jak w życiu postąpić. Masz wątpliwość, czy podążyć za własnymi potrzebami, zrobić to, czego pragniesz, czy też poświęcić siebie dla innych, pamiętaj: Jesteś jedyną osobą, która zostanie z Tobą do końca życia.

Dlaczego poświęcamy się, zamiast wybrać siebie? Często wpisana jest w to nasza wewnętrzna obawa przed stratą i rozstaniem. Boimy się: braku akceptacji, negatywnej reakcji, krytyki ze strony  innych.

Warto uświadomić sobie, że rozstania są naturalną częścią życia.

Z przyjaciółmi czasem traci się kontakt. Dzieci się wyprowadzają, rodzice – czy tego chcemy czy nie – w końcu odchodzą, a związki z czasem się kończą.

Jeżeli więc myślisz, jak postąpić i kogo wybrać, pomyśl, że warto wybrać siebie, postąpić według własnych potrzeb. To ty odpowiadasz za siebie, swoje życie i szczęście. I tylko ty będziesz ze sobą do ostatniego dnia swojego życia. Także – to twoja bardzo ważna relacja. Z samym sobą.

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:
  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Każdego dnia, w każdej chwili, w naszym codziennym życiu, nieprzerwanie toczy się w nas wewnętrzny dialog, gonitwa myśli o tym, co się dzieje, jak postrzegamy napotykane zdarzenia, co o nich myślimy i jak postrzegamy w tym wszystkim samych siebie.

Część z tych myśli jest pozytywna lub neutralna. I to jest ok. Mamy jednak także takie myśli, które są ocenami, interpretacjami i niepochlebnym dialogiem o nas samych. Im częściej i więcej myślimy źle o sobie, tym bardziej utrwalamy schemat takiego myślenia i osłabiamy tym sposobem siebie.

Na przykład nie zdążyłeś z czymś na czas, ktoś obtrąbił Cię bo zagapiłeś się na drodze, zjadłeś pączka, choć umówiłeś się ze sobą, że jesteś na diecie, puściły Ci nerwy i nakrzyczałeś na swoje dziecko.

Być może po tych zdarzeniach pojawiają się w Twojej głowie takie myśli:

„Nic mi się nie udaje”

„Jestem beznadziejnym kierowcą”

„Znowu poniosłem porażkę” / „Nigdy nie dotrzymuję postanowień”.

„Jestem beznadziejną matką / ojcem”

Jeżeli nawykowo źle o sobie myślisz, to po pierwsze zauważ ten fakt. Po drugie pamiętaj – to, co myślisz o sobie, nie jest żadną prawdą. Po trzecie miej świadomość, że w żaden sposób takim sposobem myślenia i postrzegania siebie sobie nie pomagasz.

Takie myślenie niczemu dobremu nie służy. Jest dla Ciebie demotywujące. Co więcej, z biegiem czasu zaczynasz w to coraz mocniej wierzyć i staje się to Twoją nową, niezbyt optymistyczną rzeczywistością. Z naukowego punktu widzenia, w efekcie nawykowego złego myślenia o sobie, w naszym mózgu powstają nowe, silne połączenia neuronowe, przez co coraz łatwiej nam w taki właśnie sposób o sobie myśleć i siebie postrzegać.

Dlatego też chcę Cię zaprosić do czegoś, co nie jest łatwe i wymaga pracy i powtórzeń, ale co sprawi, że zadbasz o siebie i wzmocni Cię życiowo.

Po pierwsze, wyobraź sobie, że dajesz sobie bezwarunkową akceptację. Po drugie uświadom sobie, że jesteś jedyną osobą, która będzie z Tobą do końca życia. Po trzecie pomyśl, że masz prawo w życiu wybierać siebie.

I jeszcze, najważniejsze, aby to wszystko się działo, abyś mógł zacząć praktycznie działać nad samoakceptacją, aby tworzyć i wzmacniać w mózgu nowe połączenia neuronowe, zacznij od rekomendowanego przez specjalistów od neuronauki ćwiczenia. Ćwiczenia wzmacniającego i budującego pewność siebie i poczucie własnej wartości.

Otóż, na każdą krytyczną myśl lub ocenę o samym sobie odpowiedz co najmniej siedmioma wzmocnieniami, czyli pozytywnymi myślami o sobie.

Bądź w tym bardzo konsekwentny. Na początku wyzwaniem jest już samo zauważenie i „złapanie” automatycznych myśli krytycznych. Bądź uważny i dobry dla siebie. Gdy zauważysz, że znów siebie oceniłeś, wypowiedz w myślach, na głos, lub sobie zapisz siedem pozytywnych zdań o sobie. I tyle.

Ponieważ to nie jest żadna magia i czary, lecz wykorzystywanie potencjału naszego umysłu i po prostu tworzenie połączeń neuronowych w Twoim mózgu odpowiedzialnych za pozytywne myślenie o sobie, ćwiczenie to wymaga powtórzeń i konsekwencji w wykonywaniu.

Potrzebujesz regularnie ćwiczyć, aby Twój mózg wytworzył połączenia neuronowe dobrego myślenia o sobie. Na początek daj sobie tydzień, od dziś przez 7 dni i wykonuj ćwiczenie pisemnie. Potem zdecyduj, jak dalej chcesz je kontynuować- pisemnie czy w głowie. Powodzenia. I pamiętaj: nie wahaj się w życiu wybierać siebie. To Twoja odpowiedzialność, by zrobić wszystko i dbać o samego siebie. Przez całe Twoje życie.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

 

 

5 języków miłości

Dr Gary Chapman, autor znanego poradnika dla małżeństw „Pięć języków miłości”,  wyróżnił w swojej książce 5 podstawowych działań naszych i naszego partnera, które sprawiają, że czujemy się w związku kochani. Na podstawie badań okazało się, że większość ludzi wyraża i interpretuje miłość na te same pięć sposobów. Tak właśnie zostało wyróżnionych 5 języków miłości.

Aby wyjaśnić, na czym języki miłości polegają, najpierw przykład (z życia wzięty) 🙂

Żona mówi z żalem do męża:

Już mnie nie kochasz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przytuliłeś mnie na dzień dobry!

Mąż ze zdziwieniem wykrzykuje:

Jak to nie kocham?!? Przecież kupuję ci kwiaty i wymieniam opony w twoim aucie!

Zanim przeczytasz więcej o 5 językach miłości, zrób krótkie ćwiczenie. Zrozumiesz, jakimi językami miłości mówisz.


Oto ćwiczenie:

Pomyśl o bardzo bliskiej Ci osobie.

Zastanów się przez chwilę nad tym, skąd wiesz, że ta osoba cię kocha.

A teraz dokończ poniższe zdania trzema spontanicznymi zakończeniami, określającymi, co ta osoba takiego robi, że Ty jesteś przekonany o jej miłości do Ciebie.

Wiem, że ta osoba mnie kocha.

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Gdy masz już swoje własne odpowiedzi, poznaj 5 języków miłości i sprawdź, w które konkretnie wpisują się Twoje odpowiedzi.


5 języków miłości

Oto krótkie opisy wszystkich języków.

  • Słowa czyli wyrażenia afirmatywne. Czujemy się kochani, gdy słyszymy od kogoś słowa wsparcia, pochwały i docenienia. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Gdy mówi mi często, jak wspaniale wyglądam, że wierzy we mnie że dam radę.
  • Dobry czas. Potrzebujemy spędzać z ukochanym jak najwięcej czasu – wspólne spacery, jedzenie posiłków, rozmowa przy kawie. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po tym np., że wspólnie ogląda ze mną filmy, jedzie na wakacje, idzie na spacer.
  • Prezenty i niespodzianki. Nie chodzi tu o materializm, a o małe gesty, które są dowodami miłości. Liściki z wyrazami uczuć, drobne prezenciki czy kwiatek. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Nawet ze zwykłych zakupów potrafi przynieść niespodziewanie coś, co lubię.
  • Drobne przysługi. Robimy coś dla partnera. Czego on nie umie, nie lubi, nie ma czasu. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po takich gestach jak np. odebranie marynarki z pralni, wymiana wspomnianych wcześniej opon, kanapka do pracy.
  • Dotyk, przytulanie, pocałunki. Trzymamy się za ręce, całujemy i przytulamy, kiedy tylko pojawi się okazja. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Mój partner głaszcze mnie, przytula, jesteśmy w ciepłym kontakcie fizycznym.

Warto być otwartym na wszystkie 5 języków i świadomym, które z nich są najważniejsze dla bliskich nam osób, którym chcemy okazywać miłość.

Jeśli nie jesteśmy tego świadomi, możemy bardzo się starać okazać, jak bardzo zależy nam na drugiej osobie. Jeśli jednak nie robimy tego w sposób, który do niej przemawia, osiągniemy efekt, jakbyśmy mówiąc tylko po angielsku rozmawiali z kimś, kto posługuje się wyłącznie chińskim.

Jeśli chcesz mieć pewność, który z wymienionych języków dominuje w Twoim przypadku, możesz także rozwiązać test online w języku polskim TUTAJ lub na oficjalnej stronie anglojęzycznej TUTAJ.

Polecam też podsunięcie testu bliskiej Ci osobie. A potem porównanie wyników i ustalenie, co dla kogo jest najważniejsze – które dwa języki najbardziej się liczą dla każdego z Was.

Co ciekawe, swoim życiowym partnerom możemy nieświadomie przypisywać te języki miłości, które są ważne dla nas. Dlatego warto zaciekawić się, jak jest naprawdę i wymienić się wynikami testu.

I przygotujcie się na niespodzianki 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

ktoś cię obraził

Mam znajomą, która kilka miesięcy temu dostała na swoje urodziny od męża trzymiesięczny karnet na siłownię. Z uśmiechem otworzyła prezent i….

po chwili uśmiech zniknął z jej twarzy…. Spojrzała na swojego męża tężejącą z sekundy na sekundę miną i…

…co było dalej, możecie sobie pewnie wyobrazić. Cóż, najbardziej dyplomatycznie mówiąc, dość dobitnie dała wyraz temu, że prezent jej się nie spodobał.

Temat był dla niej na tyle istotny i żywy, że jeszcze kilka tygodni po tym wydarzeniu w rozmowach ze mną do niego wracała. Rozmawiałyśmy, przyglądając się, co tak naprawdę się wydarzyło i skąd u niej aż takie emocje.

No właśnie, skąd u niej aż takie emocje?

Gdyby popatrzeć na to wydarzenie zupełnie z zewnątrz, obiektywnie i sprowadzając je do faktów, moja znajoma otrzymała od męża papierowy kartonik zapisany tekstem. To, co wydarzyło się dalej, po przeczytaniu treści „kartonika” i zorientowaniu się, co jest prezentem, zadziało się bardzo szybko i było ciągiem myśli – interpretacji tego zdarzenia i reakcją emocjonalną mojej znajomej.

Jakie myśli przewinęły się przez jej głowę w chwili, gdy otrzymała prezent?

Przypuszczalnie, było to coś w stylu:

  • Mąż chciał mnie obrazić!
  • Chciał powiedzieć, że jestem za gruba!
  • Uważa, że powinnam chodzić na siłownię!
  • Chciał mi dogadać!
  • Nie jestem atrakcyjna dla męża!

Za tymi automatycznymi myślami uruchomiły się emocje – najszybciej złość (na męża), może też wstyd (przed sobą), dalej żal (do męża), strach…

Gdy moją znajomą zalały emocje, uruchomiło to jej dalsze zachowania – powiedziała (a bardziej: wykrzyczała) w złości mężowi, co o tym myśli, w ich relacji coś się na tamtą chwilę zmieniło.

Jak to możliwe, że osoba dostaje karnet na siłownię i czuje tak dużą presję, że krzyczy na darczyńcę? Jak to możliwe, że prezent może zepsuć aż tak bardzo humor?

Przyjrzyjmy się temu zdarzeniu z dwóch perspektyw: zarządzania emocjami i umiejętności myślenia asertywnego.

My, ludzie, stresujemy się w życiu, gdy czujemy, że nie mamy wyboru. Frustracja nam rośnie, gdy czujemy, że nie mamy wpływu na daną sytuację. Tak było w przypadku mojej znajomej. Jasne, że otwarcie prezentu i gwałtowną reakcję znajomej dzieliły sekundy, wydarzyło się wszystko szybko i nieświadomie. Jednak w tym krótkim zdarzeniu akcja-reakcja, uznała ona, że pójście na siłownię zostało jej narzucone, że ona nie ma wyboru. Że będzie MUSIAŁA pójść ćwiczyć.

Odnosząc się do asertywności – moja znajoma odebrała sobie co najmniej klika asertywnych praw. Oto kilka, wydawać by się mogło, oczywistych myśli, które mogłyby ją w tamtej sytuacji wesprzeć i umocnić, a w rezultacie zainicjowałyby inną reakcję na prezent:

„Mam przecież prawo wyglądać jak chcę”

„Mam prawo według własnego uznania dysponować własnym czasem”

„Mam prawo wybierać, czym chcę się zajmować w swoim wolnym czasie”

„Mam prawo do swojego stylu dbania o zdrowie”

„Mój mąż mnie kocha i chce dla mnie dobrze.”

Co więcej, gdyby zamiast myśli automatycznych i własnej interpretacji, co mąż chciał prezentem wyrazić, zapytałaby go o jego intencje. Wtedy, być może, dowiedziałaby się, że jej partner, który regularnie chodzi na siłownię pomyślał, że to byłaby dobra okazja do spędzania wspólnie czasu? Lub, że usłyszał kilka tygodni temu, jak mówiła, że chciałaby coś zrobić ze swoją aktywnością sportową?

A co, gdyby zapytany, faktycznie powiedział, że chciał zasugerować, żeby zrzuciła kilka kilogramów?

Gdyby w takiej sytuacji umiała myśleć w sposób asertywny, miałaby jasność, że ma prawo decydować i wybierać, jak żyć. Takie myślenie sprawiłoby, że nawet jeśli zrobiłoby jej się przykro w tej sytuacji, umiałaby zareagować w inny, spokojniejszy i bardziej konstruktywny sposób. Z korzyścią dla siebie i dla relacji z mężem.

Mogłaby wtedy, na przykład, powiedzieć do męża: „Jestem bardzo zaskoczona takim prezentem. Zastanowię się i zdecyduję, czy chcę chodzić na siłownię.”

Myślisz, że trudno jest spokojne reagować, gdy ktoś „nas obraża”? Że „są sytuacje, gdy się nie da”?

Viktor Frankl, austriacki psychoterapeuta, autor książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu” powiedział, że między bodźcem (czyli pewnym zdarzeniem w naszym życiu) a naszą reakcją na ten bodziec leży przestrzeń wolności wyboru jak zareagujemy. Że zawsze mamy wybór, więc że sekwencja wygląda tak:

Bodziec    >>>>   wybór jak chcemy zareagować   >>>>   reakcja

I chociaż czasem ta przestrzeń wyboru jest mała, niewielka, niezauważalna, to i tak zawsze jest. Rozwijając się, wzrastając, ucząc nowych zachowań, dostrzegania własnych myśli, rozumienia tego, co przeżywamy i co się z nami dzieje, możemy tę przestrzeń wyboru świadomie poszerzać. Zwiększać własne możliwości reagowania, dawać sobie wybór.

A więc, gdy ty także kolejny raz znajdziesz się w sytuacji „bez wyjścia” (np. gdy poczujesz, że ktoś cię obraził)weź najpierw głęboki oddech i powiedz sobie: „Mam wybór. Mam wybór, jak chcę zareagować.” A następnie skorzystaj z tego prawa. I oddychaj dalej świadomie, bo na to zawsze masz wpływ i to zawsze pomaga. 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Często martwimy się o to, co powiedzą (lub pomyślą) inni, a strach przed oceną powstrzymuje nas od działania, od decyzji, od robienia po swojemu. Należy (i warto) mieć świadomość i pogodzić się z tym, że zawsze, niezależnie od tego, co będziemy robić lub czego nie robić, znajdą się tacy, którzy nas skrytykują.

Podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę” bardzo często pojawia się wątek obaw i strachu przed tym, jak zareagują inni.

Ktoś zwleka z rozwodem, tylko dlatego, bo boi się reakcji rodziny. Ktoś od lat pozwala zrzucać na siebie nadgodziny, bo jest „lubiany” w pracy i nie chce tego zmieniać, stawiając na swoim. Spotykałam osoby, które od wielu lat odkładają marzenia o własnej firmie, bo słyszą od swojego partnera, rodziców, przyjaciół, że „powinni” mieć stabilną pracę i comiesięczny, stały dochód.

I chociaż czasami już jesteśmy świadomi, że jeśli nie wykonamy żadnego kroku, nic w naszym życiu się nie poprawi, to jednak lęk przed tym, co powiedzą inni jest zbyt duży, by podjąć działanie. Życie w takim poczuciu rezygnacji i niespełnienia, z biegiem czasu przepełnia nas poczuciem żalu, zmarnowanych okazji, zgorzknieniem.

W trakcie rozmów o strachu przed oceną pytam:

„Co może stać się najgorszego, gdy ktoś coś o Tobie pomyśli lub powie?”

Zazwyczaj okazuje się, że… nic się nie stanie. Czasami natomiast, ponieważ jako ludzie chcemy przynależeć. Najbardziej boimy się odrzucenia i wykluczenia z jakiejś społeczności. Ucierpi wtedy nasze ego.

Zatem, jak warto myśleć o strachu przed tym, co powiedzą inni?

Otóż, po pierwsze, w prawdziwych relacjach i związkach jest przestrzeń na inność, na akceptację drugiej osoby, otwartość na to, że ma swoje zdanie i swoją koncepcję na życie. Dlatego warto zadać sobie pytanie czy warto utrzymywać relacje, które nas ograniczają.

Z drugiej strony, w takich trudnych sytuacjach warto zainteresować się tym, co czujemy i głębiej zastanowić, skąd w nas strach przed tym, co pomyślą lub powiedzą inni?

Bo na przykład, ktoś wychowywał się w małej wiosce, w której poczucie przynależności lub wykluczenia były ogromnie ważne. Od wczesnego dzieciństwa był „ostrzegany”, jak ważne jest to, co powiedzą sąsiedzi. I teraz niesie w sobie taką koncepcję, podawaną z pokolenia na pokolenie i ma ją głęboko w sobie zakorzenioną. Należy wtedy zadać sobie pytanie, czy moje martwienie się o opinie innych ludzi jest wciąż adekwatne? Czy ma zastosowanie? Co najgorszego się może zdarzyć? Czy jednak strach mnie oszukuje i dyktuje wyobraźni scenariusze bez pokrycia?

Zazwyczaj obawy dyktowane strachem raczej wyolbrzymiają to, że inni ludzie o nas myślą i się nami przejmują.

W rzeczywistości ludzie zajmują się sobą, dbają o siebie i swoje potrzeby, a nie myślą o nas. Jeżeli trudno ci w to uwierzyć, odwróć myślenie. Zastanów się, ile czasu sam poświęcasz na myślenie o innych, a ile na myślenie o sobie. Wierz mi, każdy ma podobnie 😉

W martwieniu się, co powiedzą inni, warto też wziąć pod uwagę jeszcze jeden aspekt. Jeśli zaczynamy żyć pod dyktando innych, robiąc to, czego od nas oczekują, ale wbrew sobie, wchodzimy w układ, w którym konsekwencje życiowych decyzji przypadną nam, a nie naszym „doradcom”. Także warto mieć dystans do tego, jaki pomysł na nasze życie mają inni (przyjaciele, rodzice, najbliżsi).

Jak jeszcze można sobie pomóc?

Należy wiedzieć, czego się w życiu chce. Co się chce realizować, co jest ważne, jakie wartości nam przyświecają. Wtedy przestaje być tak ważne, co pomyślą lub powiedzą inni.

I po drugie – warto umieć uspokoić swoją głowę i swoje myśli. Umieć zatrzymać myśli katastrofizujące, karmiące strachem naszą wyobraźnię. Należy umieć oddzielać fakty od interpretacji i skupiać się wyłącznie na faktach.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
zmiany

Skuteczne zmiany są trudne, to wiemy. Zastanawiałeś się jednak kiedyś, dlaczego? Jak to się dzieje, że tak często z naszych postanowień noworocznych, decyzji o rozpoczęciu diety, zakupie karnetu na siłownię czy kursu języka obcego, po paru dniach czy tygodniach zostaje tylko rozczarowanie i wyrzuty sumienia, że znowu się nie udało?… Otóż częstym powodem jest nasza tendencja do „świętowania” zmian!

Pomyśl o czymś, co miałeś w planach, ale nie starczyło Ci wytrwałości. A teraz przypomnij sobie, jak przygotowywałeś się do tej zmiany. Najczęściej przy decyzji o zmianie popadamy w pułapkę – zmiana to dla nas ogromne wydarzenie. Jedni o swoim postanowieniu opowiadają znajomym, rodzinie, piszą o planach w mediach społecznościowych. Inni szykują się do zmiany z rozmachem – np. wyznaczają datę rozpoczęcia diety czy kursu języka angielskiego na termin w przyszłości (od poniedziałku, od nowego miesiąca, od nowego roku). Inni kupują karnet na siłownię, a potem kolejne dni spędzają czas na dalszych zakupach – szukają stroju, butów, bidonu itd…

Każda z tych osób powie, że na swój sposób mentalnie przygotowuje się do zaplanowanej zmiany.

Tymczasem wszystkie te działania: planowanie, rozmowy o szykowaniu się do zmiany, myślenie o tym, zużywają bardzo dużo naszej energii. Jeśli za bardzo skupiamy się na rozpoczęciu działań, zapominamy, że będziemy tej energii potrzebować na później, gdy czar nowości i „miesiąc miodowy” opadnie, a pojawią się pierwsze wyzwania związane z motywacją i wytrwałością.

Jeżeli stracimy całą energię na starcie, to potem, gdy będzie nam potrzebna do kontynuacji, może okazać się, że mamy jej już bardzo mało lub nie mamy jej wcale. Blisko wtedy do tego, by zamierzone wyzwanie porzucić.

Jak temu zaradzić?

Pracując w coachingu z Klientami, którzy chcą wprowadzić w swoim życiu zmiany – lubię ten temat rozpatrywać z poziomu metafory biegów na określony dystans.

Zmiana to nie jest bieg na 60 metrów. Gdy mobilizujesz całą swoją energię, by przebiec krótki odcinek, zbierasz się, by jak najszybciej osiągnąć cel. Jednak zmiana życiowa trwa długo i przypomina zdecydowanie bardziej maraton. Dlatego też swoje siły rozłóż równomiernie i dodatkowo załóż, że im dłużej będziesz biec, tym więcej wyzwań związanych z energią będziesz mieć do pokonania i tym lepszej strategii potrzebujesz na ten czas. Warto więc już na początku rozłożyć swoje siły równomiernie.

Planujesz dietę? Zamiast radykalnie rezygnować ze wszystkiego i przerzucać się od razu na samą sałatę, zacznij od jednego zdrowego posiłku dziennie lub zmniejszenia porcji.

Chcesz zacząć żyć bardziej aktywnie? Nie inwestuj od razu w roczny karnet na siłownię i dodatkowo na basen, nie kupuj najdroższych butów do treningu. Spróbuj od 10 minut aktywności dziennie. Po prostu wyjdź przez próg własnego domu i pójdź na krótki spacer do parku. Zrobisz coś prostego, dostaniesz nagrodę w postaci satysfakcji i zyskasz motywację, by jutro powtórzyć to samo. Proporcja wysiłku do nagrody będzie bardzo motywująca.

Pamiętaj: Bardzo radykalne zmiany i skupianie się na nich „z wielkim rozmachem” powodują duże napięcie, zużywają mnóstwo energii, zastanawiamy się, czy damy radę, snujemy dalekosiężne plany. Gdy po kilku dniach przychodzi moment, że energia przygotowań maleje, a wkład wysiłku w wielki plan pozostaje taki sam, czujemy tak duże napięcie zmiany, że musi ono znaleźć gdzieś ujście. Dlatego po trzech dniach męczenia się z samą sałatą nagle złapiesz się na tym, że odreagowałeś przy tabliczce czekolady 😉

Pomyśl o zmianie, którą chcesz wprowadzić w swoim życiu od dawna i ciągle Twoje plany kończyły się porażką. A teraz weź długopis, zapisz co chcesz, oraz zastanów się, jaką pierwszą małą zmianę mógłbyś wprowadzić w tym temacie.  Zmodyfikuj swoje życie metodą małych kroków, na luzie, bez niepotrzebnego napięcia. Zacznij już dziś, od czegoś małego. I sprawdzaj, jak CI z tym będzie, co dalej. Pobiegnij w maratonie, zacznij powoli, dbaj o energię, a odniesiesz wspaniały sukces.

Powodzenia.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Gdy podejmuję temat asertywności czy to na szkoleniach, sesjach coachingowych czy w mediach społecznościowych, od różnych moich klientów słyszę stwierdzenia w takim stylu:

„Mój szef jest bardzo asertywny”, albo

„Mój mąż to dopiero potrafi być asertywny, też bym tak chciała”,

„Załamuję ręce, jak widzę, że moja mama kompletnie nie jest asertywna”.

Być może podobnie myślisz o sobie, swoim dziecku lub innych znanych Ci osobach – w kategoriach tego, jak bardzo są lub nie są asertywne.

I podobnie, jak wiele innych osób, postrzegasz temat asertywności w kategoriach zero – jedynkowych.

Czyli że ktoś jest lub nie jest asertywny, że to cecha,  którą się ma lub nie. Warto wiedzieć, że tak nie jest. Asertywność to nie cecha charakteru, asertywność to umiejętność.

Pamiętam bardzo ciekawą rozmowę sprzed kilku tygodni, z moją Klientką – Eweliną, na temat asertywności właśnie. W czasie tej rozmowy Ewelina opowiadała o swoich zdarzeniach z pracy i z domu, podkreślając co kilka zdań, jak bardzo NIE JEST asertywna.

Wiesz, ja wcale nie umiem zawalczyć o siebie. Kompletnie nie jestem stanowcza i asertywna. To straszne” – mówiła – „Co prawda, ostatnio, gdy moja córka poprosiła mnie o pożyczenie bluzki, którą bardzo lubię, powiedziałam jej, że się nie zgadzam. Bo wiesz- kontynuowała- problem w tym, że gdy ona coś pożycza, rzeczy nigdy nie wracają na swoje miejsce. Zawsze obiecuje, że odda, a potem, dopóki sama nie znajdę i nie upiorę pożyczonej, to jej nie mam. Dlatego tym razem było mi łatwiej powiedzieć córce „nie”, więc odmówiłam, ale tak poza tym NIE JESTEM wcale asertywna.”

A i jeszcze taka sytuacja…” – dodała po chwili – „Zwróciłam pewnemu facetowi uwagę w sklepie, po tym jak próbował stanąć przede mnie bez kolejki. Ale to już naprawdę wszystko”.

Słuchałam Eweliny i jej historii i pomyślałam, że tak mocno jest uczepiona myśli o tym, że NIE JEST asertywna, że całkowicie pomija lub pomniejsza znaczenie tych sytuacji, w których UMIE zachować się asertywnie.

Ewelina nie jest odosobnionym przypadkiem. Wiele osób uważa, że asertywność to cecha charakteru, którą się ma lub której się nie ma.

Co warto zrobić, by być bardziej asertywnym?

Przestań powtarzać: „Nie jestem asertywny”. Zamiast tego zacznij zwracać uwagę na sytuacje, w których umiesz postąpić asertywnie: zadbać o siebie, odmówić, powiedzieć, co wolisz, co Ci się nie podoba. Powiedz sobie: w tej sytuacji ZACHOWAŁAM SIĘ asertywnie. W tej byłam mniej asertywna.

Gdy myślisz o asertywności: na ile punktów oceniasz jej poziom u siebie – przydziel sobie punkty na skali od 1 do 10, gdzie 1 to mało asertywności, a 10 to dużo. Czyli na ile jesteś asertywny? Na 4? Może 5? A może 6 lub więcej?

Z doświadczenia wiem, że zdarzają się sytuacje, gdy trudno nam zachować się asertywnie. Gdy na przykład coś nowego nas zaskoczy. Jeżeli w pierwszym momencie nie zareagowałeś tak, jak byś tego chciał, fakt ten nie przekreśla jeszcze Twojej asertywności i tego, że w innej sytuacji, a może wobec innej osoby, zachowasz się asertywnie.

I na zakończenie tak a wskazówka: zawsze, gdy masz wątpliwości, czy w danej sytuacji zachowałeś się asertywnie, zadaj sobie pytanie Herberta Fensterheim’a, „guru” tego tematu:

 

„Jeśli masz wątpliwości, czy Twoje dane zachowanie było asertywne, sprawdź, czy chociaż odrobinę zwiększyło ono Twój szacunek do samego siebie.”

I będziesz wiedział.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.