Wpisy

zdrowe relacje

Dziś poruszam temat inwestowania. Nie, nie będzie o finansach i zysku mierzonym w złotówkach 🙂 Pisząc „inwestowanie” mam na myśli inwestycje życiowe: w zdrowe relacje, codzienne inwestycje energii, czasu i uwagi. Będzie też o sprawdzaniu, czy „inwestując” otrzymujemy adekwatny „zwrot z inwestycji”.

Pomyśl o sobie. Masz w życiu sytuacje, projekty, relacje, gdzie przeinwestowujesz? Gdzie Twój nakład energii, uwagi i wysiłku nie przynosi Ci oczekiwanego zwrotu?

Może to być relacja z kimś – znajomość prywatna lub zawodowa, przyjaźń lub związek intymny.

Czujesz, że ta relacja dużo Cię kosztuje? Łożysz środki i czujesz, że wciąż dopłacasz?

A może to np. zmaganie się z własnym ciałem? Być może wkładasz całe mnóstwo uwagi i energii w pilnowanie diety, forsowanie reżimów „jedzeniowych” i sportowych, makijaże i układanie fryzur? Sprawdź i upewnij się, czy to inwestycja z adekwatnym zwrotem.

Bo być może zmniejszenie nakładów – odpuszczenie, poluzowanie, wycofanie nadmiaru energii przywoła więcej równowagi w Twoim życiu? Zniknie napięcie, wyciskanie, oczekiwania, a w ich miejsce pojawią się spokój, równowaga, życzliwość względem siebie i spełnione, zdrowe relacje?

Inwestujemy codziennie. Walutą jest nasza uwaga i energia.

Każdego dnia odpowiedz więc sobie na pytanie: „Gdzie chcę dziś skierować swoją uwagę i energię? W co chcę ją zainwestować? Na co „opłaci” mi się przeznaczyć dziś siebie? Co jest naprawdę warte zainwestowania właśnie dziś?”

Nie skupiaj się na tym, co uznasz za niewarte inwestowania uwagi i energii. Nie dokładaj do „biznesu”, nie przeinwestowuj i nie nadpłacaj. Pozwól sprawom układać się, a energii przepływać. Jak każdy wytrawny inwestor monitoruj rynek swojego życia i adekwatnie decyduj o swoich „finansach”.

W co chcę dziś zainwestować siebie?

  • Wspólny czas z dziećmi?
  • Spotkanie z przyjacielem?
  • Telefon do Klienta?
  • Lektura ciekawej książki?
  • Spacer?

Uważnie decyduj, będąc ekspertem od bilansu swojego życia.

Warto też odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest zwrot z inwestycji. Jak można obliczyć, że inwestycja jest trafiona?

Miernika szukaj w sobie – sprawdzaj swoje uczucia: zadowolenie, satysfakcję, równowagę, przyjemność, radość, spokój, równowagę energii. Tam, gdzie przeinwestowujesz, będzie smutek, żal, rozczarowanie i pretensje.

I jeszcze jedno ważne, na koniec: jasne, że każde inwestowanie niesie też w sobie ryzyko. Nie bój się tego ryzyka podejmować, nie bój się inwestować w projekty, relacje, aktywności. Dzięki trafionym i nietrafionym inwestycjom uczysz się, czego Ci w życiu potrzeba. Uczysz się dbać o siebie i budować zdrowe, adekwatne relacje. Życzę Ci uważności, mądrości i wielu trafionych decyzji inwestycyjnych. Powodzenia. 🙂

NEWSLETTER

Bądź z nami w kontakcie i otrzymuj informacje o nowościach, artykułach i nadchodzących szkoleniach.

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
jak nie zepsuć sobie wakacji

Urlop to ważny czas w naszym życiu. Są co prawda osoby, które potrafią spakować się i ruszyć w podróż z dnia na dzień, jednak dla większości z nas wyjazd na wakacje związany jest z planowaniem i przygotowaniami. A jak to w życiu bywa, im przedsięwzięcie wymaga większego zaangażowania, tym większe są wobec niego nasze oczekiwania i tym większe rozczarowanie, jeśli coś idzie nie po naszej myśli. Warto więc w takiej sytuacji wiedzieć, jak nie zepsuć sobie wakacji.

Nie jest najgorzej, gdy winą za wakacyjną katastrofę można obarczyć biuro podróży, linię lotniczą czy hotel. Gorzej, gdy towarzysza podróży… Emocje tym większe, im bardziej mieliśmy określoną wizję wyjazdu, liczyliśmy na wspólny czas i nadrobienie zaległości co do bliskości, przygody, odpoczynku…

Ostatnio rozmawiałam z klientką, Martyną, która razem ze swoim mężem skorzystała z możliwości wcześniejszego wyjazdu, jeszcze przed końcem roku. Ze smutkiem przyznała, że jej wakacje zakończyły się podróżą powrotną w milczeniu, z rozczarowaniem i żalem do partnera. Wspólnie analizowałyśmy, co się wydarzyło krok po kroku, dzięki czemu stało się dla nas całkiem jasne, że wspólne wakacje zakończyły się katastrofą przez nieudaną komunikację. Przeczytaj, co się wydarzyło, by dowiedzieć się, jak uniknąć błędów i nie zepsuć sobie wakacji.

„Planowałam tę podróż na Węgry przez dobre pół roku. Mieliśmy jechać ze znajomymi, ich samochodem. Wzięłam organizację na siebie, bo bardzo to lubię. Dodatkowo, chciałam i mojemu Krzyśkowi i pozostałym sprawić przyjemność, zabierając ich na dobrze przygotowany wyjazd. Przeczytałam chyba wszystkie możliwe przewodniki i blogi o Węgrzech. Gdzie warto pojechać, gdzie zatrzymać się na dłużej, co zwiedzić, żeby nie było banalnie. Długo myślałam jak zaplanować wszystko, żeby było idealnie i jak nie zepsuć sobie wakacji”

„Minęły pierwsze trzy dni urlopu, a my poruszaliśmy się zaplanowaną przeze mnie trasą. Było super. Niestety, czwartego dnia znajomy dostał telefon ze swojej firmy. Jeden z jego pracowników uległ ciężkiemu wypadkowi. Po dłuższym zastanowieniu przeprosił nas i powiedział, że wraca do Polski. Samochód, którym podróżowaliśmy, należał do niego, więc stanęliśmy przed trudną decyzją, co robić dalej. Popadliśmy w lekką konsternację.

Zostać i wracać samolotem? Bez sensu, bo zaplanowaliśmy wycieczkę objazdową… Wynająć samochód? Byłoby bardzo drogo… Każde z nas zastanawiało się, co zrobić, jak nie zepsuć sobie wakacji. Sytuacja była napięta, bo decyzja trudna i żadne rozwiązanie nie było dobre.

W trakcie rozmowy, w której przerzucaliśmy się pomysłami, zasugerowałam jeszcze jedną opcję: powrót ze znajomym do Polski, przesiadkę do własnego auta i kontynuację podróży tylko we dwójkę.  Krzysiek, słysząc ten pomysł, popatrzył na mnie i mocno zamyślony, zapytał: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?”

„Powiem Ci, że zdębiałam.”- opowiadała wzburzona. -„W głowie pojawiło mi się kłębowisko myśli i chyba nigdy w życiu nie było mi aż tak przykro! Tyle moich planów, pracy, zaangażowania, a on jednym zdaniem zasugerował, że kiepsko to zaplanowałam? Że chce wracać? Że nie podobało mu się, a nawet nie pisnął słowem!? Poświęcał się dla mnie, nic nie mówiąc?!? Nie zależało mu?…”

Koniec końców wróciliśmy ze znajomym do Polski w totalnym milczeniu, ja na fochu, on też. Jeszcze przez tydzień nie rozmawialiśmy.

Gdy trochę emocje opadły i powiedziałam mu, o co mam żal, on odpowiedział, że „tylko pytał” i że „zależało mu bardzo, żeby znaleźć rozwiązanie” oraz „nie chciał mnie urazić, wyjazd mu się bardzo podobał”. Podobał! Wyobrażasz sobie??”

Oczywiście wyobrażam sobie i bardzo dobrze rozumiałam zarówno moją klientkę, jak i zaskoczonego jej reakcją partnera. Takie komunikacyjne „mijanki” dzieją się między ludźmi na co dzień 😊

Prześledźmy na przykładzie historii Martyny, co wydarzyło się w komunikacji między nią i jej partnerem:

  • Martyna przygotowała dokładnie wyjazd, włożyła w to dużo zaangażowania (i była dumna ze swojego planu)
  • Podróż przebiegała zgodnie z planem
  • Pojawiły się nieprzewidziane okoliczności
  • Oboje, Martyna i Krzysiek szukali najlepszego rozwiązania (mieli POZYTYWNE intencje)
  • Krzysiek zadał pytanie: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?” (nadał KOMUNIKAT)
  • Martyna odebrała komunikat, ale dokonała własnej INTERPRETACJI, na poziomie ich RELACJI, dodając od siebie, co Krzysiek sądzi o wyjeździe.
  • Pojawiły się EMOCJE u Martyny (żal, smutek, złość)
  • Krzysiek próbował TŁUMACZYĆ to, co miał na myśli (jakie miał INTENCJE), ale emocje Martyny już nie pozwoliły jej tego zrozumieć i przyjąć.
  • Pojawiły się EMOCJE u Krzyśka (żal, smutek, złość, bezsilność).
  • Foch, milczenie, obopólny żal.

Widzisz, gdzie nastąpiło zniekształcenie? Gdzie warto było skomunikować się inaczej, wyrazić swoje potrzeby, pczekiwania i nie zepsuć wakacji?

Krzysiek zadając pytanie: „Czy warto tu wracać” chciał zastanowić się rzeczowo i dosłownie: „Czy warto tu wracać”.

Co usłyszała Martyna? „Źle wybrałaś wycieczkę, to Twoja wina, że nie jest tutaj interesująco, więc nie warto tu wracać”.

Pierwszym krokiem do porozumienia w komunikacji (między partnerami, rodzicami a dziećmi, pracownikiem a pracodawcą, firmą a Klientem), jest uświadomienie sobie, że komunikujemy się na różny sposób, że w rozmowach kółko dokonujemy własnych interpretacji, że dokładamy do tego emocje i komunikacja – mówiąc potocznie – „się rozjeżdża”.

Co wobec tego robić, by się komunikować?

  1. NADSTAWIAJ USZY, wsłuchuj się nie tylko w to, co mówi druga osoba, ale także w to, jaka stoi za tym INTENCJA.
  2. Jeśli masz wątpliwości, zanim puścisz wodze fantazji i pozwolisz „zaszaleć” urażonemu ego, DOPYTAJ (Martyna: „Co chcesz przez to powiedzieć? Że nie podoba ci się wyjazd, czy że co?”).
  3. Gdy to ty mówisz, ćwicz komunikację WPROST. Dbaj o to, aby jak najjaśniej wyrażać swoje POTRZEBYINTENCJE.

To wymaga wysiłku, staranności, dodatkowego wyjaśnienia, trochę dłuższej wypowiedzi. (Krzysiek do Martyny: „Kurczę, zastanawiam się, co byłoby dla nas najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. Tyle się naplanowałaś i tyle przygotowań, a z drugiej strony to tak dużo kilometrów do Polski. Zastanawiam się, czy dalsze zwiedzanie jest warte powrotu, czy może przełożyć to na inny raz? Bo martwi mnie też, że mój samochód nie jest aż taki komfortowy… Co ty o tym sądzisz?”)

Swoich Klientów na szkoleniach i w coachingu uczę, że ważne jest, w jakie SŁOWA ubierzesz swoje INTENCJE, oraz jak starannie się wsłuchasz w wypowiedź drugiej strony. Czy usłyszysz INTENCJE, EMOCJE i czy dopytasz, gdy masz wątpliwości.

Komunikacji warto uczyć się ciągle, nieustannie, to naprawdę niezagospodarowania przestrzeń rozwoju. Dlaczego warto? Bo nagrodą są RELACJE. Ocalone niejedne wakacje i niejedna ważna znajomość.

Powodzenia! 😉

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:
  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
relacje z partnerem

Izoluje, odbiera siłę, zdrowie, zniechęca do działania, sprawia, że przestajemy myśleć racjonalnie. Podsyca negatywne emocje, niszczy relacje z partnerem… tak właśnie działa na nas STRES.

Długotrwały stres pochłania wiele energii, rodzi poczucie bezsilności i osamotnienia. Ma też dużą siłę rażenia – udziela się osobom w naszym najbliższym otoczeniu. W konsekwencji sieje spustoszenie nie tylko w naszym zdrowiu psychicznym i fizycznym, ale i w życiu naszego partnera, a nawet naszych dzieci.

Co znamienne – stres działa „po cichu”, z początku niezauważony. Czasem potrzeba wielu rozmów, żeby uświadomić sobie, że problemy z komunikacją, rozłamy, izolacja w związku to efekty długotrwałego stresu. Warto zatem wiedzieć, jak rozpoznać objawy stresu oraz jak sobie z nimi poradzić, zanim będzie za późno, a nasze relacje z partnerem ucierpią bezpowrotnie.

Jeśli stres to choroba, to jak zatem rozpoznać negatywne symptomy?

  1. Rozdrażnienie

Gdy zamykasz się na partnera w stresujących momentach z pozoru masz wrażenie, że daje to panowanie nad całą sytuacją. Nie obciążasz bliskiej osoby swoimi problemami, wydaje Ci się, że pozwalasz jej na spokojne życie, w czasie gdy Ty toczysz wewnętrzną walkę. A teraz przyjrzyj się sobie w codziennych sytuacjach. Jak często po stresującym dniu zdarza Ci się wybuchnąć na z pozoru błahe sprawy? Rozrzucone buty, za głośna muzyka, sprzeczające się dzieci?

Gdy niesiemy ze sobą bagaż stresu, o wiele szybciej dajemy upust negatywnym emocjom, w najbardziej nieodpowiednich momentach. Dużo częściej zdarza się nam wtedy powiedzieć coś, czego po chwili żałujemy. Partner, którego nie dopuszczasz do swoich problemów nie wie, co jest źródłem takiego zachowania. Czuje się pogubiony, często zraniony i trudno mu się dziwić.

Pomyśl o szczerej rozmowie z bliską osobą. Być może nie będzie Ci w stanie zaproponować rozwiązania, ale już sam fakt, że ktoś Cię wysłucha, może mieć tutaj duże znaczenie. Mówienie o swoich problemach i lękach pozwoli Ci je nazwać, a tym samym oswoić. Spojrzeć na nie z pewnej perspektywy. Jest taki poziom stresu, przy którym nie widzimy już jasno wyjścia z sytuacji. Pamiętaj że są ludzie, którzy profesjonalnie zajmują się pomaganiem i rozmowami pomocnymi w pracy ze stresem. Decyzja o skorzystaniu z fachowej pomocy jest dowodem odwagi i troski o siebie i najbliższych.

  1. Problemy z koncentracją

A dokładnie koncentracja na niewłaściwych kwestiach. Powiedzenie, że „nieszczęścia chodzą parami” ma w sobie coś z prawdy. Zauważyłeś, że w stresujących momentach zdarza Ci się popełniać więcej błędów, tym samym czasem jeszcze pogarszać swoją sytuację. Dzieje się tak, bo koncentrujesz się tylko i wyłącznie na problemie, zamiast na jego rozwiązaniu. Rozkładasz go na czynniki pierwsze, myślisz o tym, jak to na Ciebie wpływa, w głowie piszesz kolejne czarne scenariusze. Im bardziej na tym koncentrujesz swoją energię, tym większa szansa, że któryś z tych czarnych scenariuszy się zrealizuje.

Kiedy jesteśmy zestresowani, nasz mózg przechodzi w tryb „walki lub ucieczki”, a nasze decyzje stają się bardziej pochopne lub odwrotnie nie podejmujemy ich wcale. Takie zachowanie nie wpływa dobrze ani na naszą sytuację w pracy, ani relacje z partnerem.

Czujesz przygnębienie, a może złość? W takiej sytuacji pomyśl sobie, że to Ty panujesz nad swoimi emocjami, nie one nad Tobą. Przypomnij sobie wydarzenie, gdy pod wpływem emocji podejmowałeś decyzję. Jakie były jej skutki? Weź kilka oddechów, opanuj się zanim zareagujesz. Powiedz, że potrzebujesz więcej czasu. Nie ma w tym nic złego.

  1. Tryb oszczędnościowy

Stres poważnie wpływa na Twoje zdrowie. Poza tym, że przewlekły stres jest przyczyną chorób serca, osłabia układ odpornościowy, powoduje depresję to także – mówiąc wprost – odbiera nam siły. Twój organizm to czuje. Jak często po tym, jak jesteś poddany długotrwałej presji chcesz po prostu zostać na kanapie, nakryć się kocem na głowę, zniknąć. Wybierasz patrzenie w telewizor i paczkę chipsów częściej niż spacer, wierząc, że poprawią Ci humor?

Takie zachowanie ma wpływ nie tylko na Ciebie, ale i na Twoje relacje z partnerem, a także na twoje dzieci. Zwróć uwagę na swoje zwyczaje: co ląduje w Twoim koszyku, gdy robisz zakupy. Jak wyglądają Wasze rodzinne posiłki. Jak często stres odbiera Ci siłę do przygotowania obiadu i decydujesz się na zamówienie czegoś na wynos.

Zestresowani rodzice spędzają też mniej czasu ze swoimi dziećmi. Wtedy najczęściej rolę opiekuna przejmuje telewizor, komputer lub telefon. A my, zamiast planować weekendowy wypad za miasto całą energię skupiamy w tym czasie na dręczących nas problemach.

Rozwiązanie? Gdy w sytuacji stresowej Twój mózg podpowiada Ci, by sięgnąć po słodycze i zostać na kanapie, tak naprawdę wypad na siłownię, spędzenie czasu z dzieckiem na wycieczce może mieć na Ciebie terapeutyczne oddziaływanie. Pozwoli Ci skupić się na czymś innym, nabrać zdrowego dystansu, uświadomić sobie, co w życiu jest ważne. Gdy czujesz, że świat Cię przerasta, zacznij od prostych ćwiczeń oddechowych. Skup się na tym, co tu i teraz.

  1. Izolacja i relacje z partnerem

Stres niszczy Twoje relacje. Nie robi tego gwałtownie, lecz niepostrzeżenie. Często więc go bagatelizujemy. A jednak zawsze nasze relacje z partnerem narażone są na efekty długotrwałego stresu. Dlatego nawet te najtrwalsze związki nie są w stanie tego przetrwać. Kiedy jesteś zestresowany, jesteś też bardziej wrażliwy. Napotykane trudności wydają się nie do pokonania. Twoje porażki są coraz większe, a Ty przy nich jesteś coraz mniejszy. Kurczy się Twoja pewność siebie.

Tu już jest prosta droga do problemów z komunikacją i niezrozumieniem. Z jednej strony sam izolujesz się od świata, żyjąc w przekonaniu, że nikt nie może do końca wczuć się w Twoją sytuację, postawić się na Twoim miejscu. Nie wiedząc, jak ci pomóc, twój partner czuje się natomiast odtrącony i beznadziejny. Znam przypadki, gdy długotrwały stres jednego z partnerów kończył się depresją bliskiej osoby.

Uświadom sobie, że nawet najtrudniejsza sytuacja nie musi pociągnąć Was dwojga na skraj przepaści. Pierwszy krok ku temu to uświadomienie sobie, że to Ty decydujesz o tym, jak przeżyjesz swoje życie, nie zły lub dobry los, szczęśliwy czy nieszczęśliwy przypadek. Uświadom sobie, że wszyscy doświadczamy wzlotów i upadków, nie zmienisz tego, możesz jednak zmienić swój sposób reagowania na takie sytuacje. Czas uświadomić sobie, że chwilowe problemy nie muszą decydować o być albo nie być Twojego związku. To pierwszy krok.

A kolejne? Aby uniknąć sytuacji, gdy stres niszczy Twoje relacje z partnerem, dowiedz się, jak radzić sobie z nim w zdrowy i skuteczny sposób. Techniki, z których korzystać można w codziennym życiu, poznają uczestnicy mojego szkolenia „Zarządzanie stresem i emocjami”. Poznają ćwiczenia, które pomagają im mieć kontrolę nad swoimi emocjami: takimi jak strach, złość, niecierpliwość. Uczą się panować nad swoimi reakcjami emocjonalnymi, dowiadują się jak przestać roztrząsać przeszłość oraz wybierać i decydować, co chcą myśleć i jak chcą się czuć. Chcesz zapoczątkować u siebie zmiany? Skorzystaj ze szkolenia.

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

naucz się medytacji

O medytacji mówi się i pisze bardzo dużo, więc zakładam, że Ty też już co nieco na ten temat słyszałeś. Niezależnie od tego, czy już wiesz, jak medytować, czy też dopiero zaczynasz, poniżej znajdziesz informacje, które tę wiedzę zbierają, porządkują i wyjaśniają, dlaczego warto medytować. Naucz się medytacji z nami, by osobiście doświadczyć jej dobrodziejstw.

 

1. Czym jest medytacja?

Ludzki umysł uwielbia być zajęty. W dobie Internetu, krótkich przekazów, przeskakiwania z tematu na temat, miliona reklam, zajawek, newsów, skupia się on na wszystkim i… na niczym.

W rezultacie to, czego doświadczamy, to rozkojarzenie, trudności z koncentracją, ciągła potrzeba stymulacji nowymi bodźcami.

Medytacja jest tymczasem określana jako „nic-nie-robienie”. Czas bycia, w którym pozbywamy się pośpiechu i pędu, oczyszczamy naszą głowę, uspokajamy ciało.

Medytacja polega na maksymalnym skupieniu się na procesie oddychania. Na robieniu wdechów i wydechów. Co ważne – nie ma dobrej ani złej medytacji. I cokolwiek się w czasie medytowania dzieje i pojawia, warto przyjmować z łagodną akceptacją.

Co może być istotne, pisząc o medytacji warto nadmienić, że pomimo różnych na ten temat opinii (i/lub obaw), medytacja jest wolna od jakiejkolwiek religii.

2. Korzyści i dobrodziejstwa medytacji

O dobroczynnym wpływie medytacji, można by pisać długo. Zbierając jednak bazowy zestaw korzyści, które odniesiesz dzięki regularnemu medytowaniu, sprowadza się on do następujących aspektów:

  • większa zdolność koncentracji
  • redukcja stresów i napięć
  • umiejętność reagowania i lepsze radzenie sobie z emocjami.
  • zyskanie zdrowego dystansu do tego, co się dzieje w naszym życiu
  • spokój umysłu
  • wzrost odporności fizycznej i psychicznej

3. Naucz się medytacji- czyli jak to robić?

Medytować możesz, kiedy masz na to czas, chociaż najlepsze rezultaty przynosi medytacja  o stałej, określonej porze w ciągu dnia. Na przykład rano, zanim zaczniemy inne obowiązki. Na początek wystarczy zacząć od 15 minut dziennie, wykonując poniższe kroki:

  1. Usiądź na podłodze na macie lub na czymś innym wygodnym, po turecku
  2. Podłóż coś pod pośladki, tak, żeby były wyżej. Ja wykorzystuję np. zwinięty na grubo ręcznik
  3. By nie sprawdzać, co chwilę ile czasu już minęło (może być tak, ze będziesz mieć na to ochotę), ustaw sobie timer np. w telefonie. Niech poinformuje Cię, gdy upłynie zaplanowany czas.
  4. Przetestuj medytację z muzyką (do medytacji) oraz bez muzyki. Sprawdź, co Ci służy.
  5. Przyjmij wygodną i prostą pozycję kręgosłupa i zacznij odmierzać czas. Dłonie możesz położyć na kolanach. Sprawdź pozycję dłoni otwartą do góry.
  6. Skieruj całą swoją uwagę na swój oddech. Na proces WDYCHANIA powietrza nosem i WYDYCHANIA ustami. Po prostu bądź. I oddychaj.

4. Czego możesz się spodziewać w trakcie medytacji?

Pamiętaj, że medytacja to trening. Oznacza to więc, że im dłużej to robisz, tym będziesz mieć lepsze efekty i bardziej będziesz odczuwać dobrodziejstwa medytacji. To, co wydaje się być bardzo proste w instrukcji (usiądź i świadomie oddychaj) w praktyce, szczególnie na początku może stwarzać ci pewne trudności.

Naturalne rzeczy, których możesz się spodziewać w trakcie medytowania to:

  1. Twój umysł będzie chciał być zajęty. Dlatego naturalne jest, że prędzej czy później przez Twoją głowę będą przepływały różne myśli: co ugotować na obiad, co mam jeszcze do zrobienia, czy wysłałem tamtego maila. Uznaj, że to naturalne. Za każdym razem, gdy dostrzeżesz, że Twoja uwaga się rozprasza, łagodnie i ze spokojem kieruj ją na świadome oddychanie.
  2. Drugim zjawiskiem, które możesz dość szybko zaobserwować w czasie medytacji, to „protest” Twojego ciała. Prędzej czy później zacznie ono domagać się uwagi i „krzyczeć” – niewygodnie mi! boli! popraw się natychmiast! I w tym przypadku także pamiętaj, że to naturalne i jest ok. Zasada jest następująca: z jednej strony w medytacji nie chodzi o to, aby siedzieć długo w niewygodnej pozycji, z drugiej natomiast, zamiast – jak to robimy zazwyczaj – od razu reagować na sygnały płynące z ciała, przy pierwszej niewygodzie skierować swoją uwagę na oddychanie i poczekać ze zmianą dłużej niż zwykle. Chodzi o to, by nie reagować od razu, pobyć chwilę w tym doświadczeniu niewygody i zobaczyć, co wydarzy się dalej. Z zaskoczeniem możesz zauważyć, że doświadczane przed chwilą napięcie zmniejsza, się, znika lub ulega pewnej modyfikacji. Oczywiście, jeżeli nadal będziesz chciał zmiany pozycji, to to po prostu zrób.
  3. Po trzecie pamiętaj również, że na to, jak czujesz się w trakcie medytacji, naprawdę nie ma żadnej zasady. W zależności od dnia, Twojej kondycji, ilości spraw, które Cię absorbują, możesz doświadczać: cudownego spokoju w głowie lub przeciwnie: gonitwy myśli, większego spokoju w ciele lub przeciwnie: większych napięć. Trenuj w tym wszystkim AKCEPTACJĘ. Wewnętrzna zgodę, że czegokolwiek doświadczasz – wszystko jest właściwe i poprawne, że jest ok.

  4. I w końcu, w czasie medytacji bądź też przygotowany na to, że dziać się będą dziwne rzeczy z Twoimi postrzeganiem upływu czasu. Czasem będziesz mieć wrażenie, że 15 minut mija niezmiernie szybko, innym razem ten czas może Ci się dłużyć. To też jest naturalne i jest ok. W zależności od dnia możesz sobie ustawić timer na 10-15-20 minut, czasem zrobić sobie dłuższą medytację. Sprawdzaj, co najlepiej Ci służy. Rozwijaj się. Zalecane przez praktyków optimum, do którego możesz zmierzać, to 20 minut każdego dnia, dwa razy dziennie plus raz na tydzień dłuższa medytacja, np. 50 minut w weekend.

Co warto napisać na koniec? Pamiętaj, że wspaniałości i dobrodziejstw medytacji nie doświadczysz „na sucho”. MEDYTACJI NIE DA SIĘ ZROZUMIEĆ – można ją jedynie przeżyć i poczuć. Dlatego zacznij, daj sobie kilka dni – na przykład 7. Po tym czasie będziesz wiedzieć, o co chodzi i co dobrego Ci ona daje.

Szczerze polecam – naucz się medytacji, bądź szczęśliwy, żyj pełnią życia.

     

    NEWSLETTER

    BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

    Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

asertywność kobiet

Kobiecość w obecnych czasach. Gorąca debata społeczna i uliczne protesty. O roli kobiet w życiu społecznym i rodzinnym warto mówić. Warto poruszać tematy stereotypów, międzypokoleniowych „prawd” i „mądrości”, konceptu miejsca kobiet w społeczeństwie.

Temat ten łączy się w szczególny sposób z tematem asertywności. Dlatego też zdecydowałam się poruszyć kwestię wyrażania swoich emocji, mówienia NIE, reagowania, gdy ktoś narusza nasze granice i wyrażania swoich emocji w odniesieniu właśnie do asertywności.

Zacznijmy od samej definicji – czym właściwie jest asertywna komunikacja?

Asertywna komunikacja jest, wbrew obiegowym opiniom, takim rodzajem relacji ze światem, w którym dbamy o siebie i swoje granice na równi z dbaniem o innych. W asertywność wpisuje się szacunek, jaki okazujemy sobie i innym. W asertywność wpisuje się także akceptacja dla odmienności, odmiennych poglądów, odmiennego zdania.

Warto też nadmienić, że asertywność nie jest tylko odmawianiem i umiejętnością mówienia NIE, chociaż – znowu – funkcjonują takie obiegowe opinie. Umiejętność odmawiania wpisuje się w asertywność, jest jednak tylko jej częścią.

Na szkoleniach i w pracy indywidualnej z moimi klientami słyszę też często, że asertywność kojarzona jest z egoizmem i dbaniem tylko o siebie. Otóż nie, jak wspomniałam wcześniej, w asertywność wpisana jest duża uważność i wrażliwość na innych. Ale w połączeniu z uczciwym dbaniem także o siebie.

Wychowanie a asertywność kobiet

Znacie to sformułowanie, kierowane do dziewczynek i kobiet: „Uśmiechnij się, złość piękności szkodzi”? Rozważając modele wychowywania w zależności od płci dziecka, chociaż to się przez lata poprawia, i tak dziewczynki w naszym kraju są bardziej wychowywane na uległość: na bycie grzecznymi, ustępującymi innym, nie okazującymi emocji, uśmiechającymi się, niezależnie od tego, że w środku aż kipią z emocji. Chłopcy z kolei wychowywani są na silnych i walczących, bez okazywania słabości – czyli w konsekwencji bardziej poddawani są treningowi na zachowania agresywne (powiedzenie do chłopców: „Co będziesz płakał? Baba jesteś?”).

Na nasze umiejętności asertywnej komunikacji (i na ich brak) wpływa też szkoła, która w tradycyjnym modelu kształcenia i wychowania promuje raczej uległość i posłuszeństwo wobec tych, którzy mają władzę i przewagę.

Jak to potem wpływa na dorosłe życie?

Edukacja w duchu wspomnianej tu szkoły tradycyjnej ma wpływ na życie i funkcjonowanie dzieci, gdy dorosną. Osoby tak ukształtowane niosą w sobie model zachowań uległych, ale także model, który mówi, że ten, kto jest silniejszy, wygrywa, decyduje, rządzi. Nie ma tu szacunku dla potrzeb każdej ze stron, jest trudność w odmawianiu, dbaniu o siebie, wyrażaniu własnego zdania.

Wychowywanie dziewczynek na grzeczne, ułożone, uśmiechnięte i zawsze ustępują, niesie za sobą konsekwencje tego, jak funkcjonują potem w dorosłym życiu. Kobiety takie nie wiedzą, że mają prawo chcieć, mają prawo się nie zgodzić, mają prawo odmówić i zadbać o siebie. Kobiety takie mogą latami żyć w przekonaniu, że to one odpowiadają za obowiązki domowe, gotowanie, wychowanie dzieci. Może być tak, że nie potrafią tego zakwestionować, poddać w wątpliwość, oddać odpowiedzialności np. swojemu partnerowi, mężowi.

Kobiety w więzieniu, które szkoliłam z kompetencji społecznych, a które są osadzone za ciężkie często przestępstwa, to niejednokrotnie ofiary wieloletniej przemocy domowej.

Zresztą dla osadzonych temat asertywności ma dwa wymiary – do jakiego stopnia można być asertywną w środowisku, w którym żyje się obecnie. Oraz wymiar drugi – jak korzystać z asertywności po wyjściu na wolność. Praca z nimi dobitnie pokazała mi, że temat asertywności wobec siebie i wobec innych jest ważną kompetencją społeczną, którą absolutnie warto nabyć i doskonalić.

Z drugiej strony, nowoczesne szkoły, a takie znam, nastawione są na dialog, debatę, zaciekawienie innym punktem widzenia, wartością tego, że ludzie są różni. W takim wychowaniu jest zgoda na odmowę, na inne zdanie, na negocjowanie, szukanie rozwiązań, by godzić potrzeby różnych stron.

Czasem możemy słyszeć głosy, że model edukacji opartej na asertywności, pozwalający dzieciom pytać, kwestionować, odmawiać jest niebezpieczny, niesie za sobą ryzyko wykształcenia dzieci, które nie mają granic, zahamowań, są roszczeniowe itd. Aby uspokoić takie głosy warto rozumieć, że brak granic i wymagań wobec dzieci to jedno – to faktycznie może rodzić zagubienie u dziecka i nieumiejętność funkcjonowania z innymi. Czymś innym jednak jest rozumienie, że każdy człowiek jest odrębną jednostką i ma swoje granice, które należy szanować.

W asertywnej debacie dziecko uczy się wrażliwości na granice innych i rozumienia, co byłoby ich naruszeniem. W asertywnym funkcjonowaniu osoba potrafi zauważyć, że ktoś narusza jej granice i umie konstruktywnie zareagować, by zadbać o siebie. Edukacja dzieci nastawiona na takie postrzeganie relacji jest jak najbardziej pożądana.

Także podsumowując, na moich szkoleniach odpowiedzi na pytanie „Jak komunikować się asertywnie” – szukają kobiety, mężczyźni, rodzice, nastolatkowie, szefowie i podwładni. Ludzie w naprawdę różnych kontekstach życia zawodowego i prywatnego.

Chcemy wiedzieć, jak odmawiać rodzicom (bo mogą wpływać na nasze życie nawet, gdy  jesteśmy już dorośli), jak konstruktywnie wyrażać swoje niezadowolenie wobec partnera, jak komunikować się z dziećmi, przyjaciółmi, jak zwrócić uwagę nieznajomej osobie w sklepie, która stanęła przed nami bez kolejki, jak zwrócić uwagę podwładnemu, że nie podoba się nam, że się spóźnia, jak odmówić szefowi? – to pytania, na które szukają odpowiedzi uczestnicy moich szkoleń, warsztatów i spotkań indywidualnych. A wszystkie te pytania i odpowiedzi wpisują się w ramy asertywnej komunikacji.

Asertywność a agresja

Często granica między asertywnością a agresją jest, jak lubię to nazywać, „koronkowa”- bardzo subtelna. Czasem to samo zdanie, wypowiedziane innym tonem, z asertywnego zmienia się w agresywne lub uległe. Koncepcja asertywności wskazuje, że to, czy dany przekaz jest asertywny czy agresywny, zależy też od intencji mówiącego.

Herbert Fensterheim, doktor psychologii i profesor psychiatrii, który zajmował się tematem asertywności w relacjach międzyludzkich, powiedział dwie ważne rzeczy w kontekście asertywności:

„Masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie – nawet jeśli rani to kogoś innego – dopóki twoje intencje nie są agresywne, lecz asertywne.

Oraz:

„Jeśli masz wątpliwości, czy dane zachowanie jest asertywne, sprawdź, czy choćby odrobinę zwiększa ono Twój szacunek do samego siebie.”

Tak więc, jeśli komunikuję coś, mając intencje asertywneobrony własnych granic, zaznaczenia, że ktoś istotnie narusza moją prywatność, a do tego jeśli to, co robię, zwiększa mój szacunek wobec samej siebie, to tak – wpisuję się w asertywność.

 

Funkcjonuje społecznie taki mit, że zawsze trzeba być asertywnym.

To nie jest prawda. Asertywność to wybór. I są sytuacje, gdy wybór innej strategii, np. uległości lub agresji oraz zachowania nieasertywnego ma uzasadnienie i będzie po prostu bardziej adekwatny do danej sytuacji.

I na koniec warto pamiętać…

Temat asertywności jest tematem wymagającym, żeby nie powiedzieć, trudnym. Wiąże się z relacjami z innymi, z troską o utrzymanie, często bardzo dla nas ważnych, relacji. Asertywność niesie też dylematy, jak się zachować, by pozostać w relacji, budzi strach i obawy o to, co będzie, gdy przestaniemy być mili i powiemy, że coś się nam nie podoba.

W poszukiwaniu asertywnego „środka” balansujemy między troską o własną autonomię i troską o przynależność do społeczności.

Asertywności warto uczyć się cały czas – dlatego na naszym blogu regularnie piszemy na ten temat, odpowiadamy na pytania, poruszamy najważniejsze zagadnienia.

 

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

Przeczytaj poniższe zdania. Być może niektóre z nich brzmią dla Ciebie znajomo. Być może pod którymiś się podpisujesz. Być może, któreś z nich towarzyszy Ci w życiu…

  • „Ja to mam zawsze pod górkę”
  • „Jak ma się coś komuś wydarzyć, to na pewno to będę ja”
  • „Ja to sobie zawsze poradzę”
  • „Mam wspaniałe dzieci”
  • „Miałem cudownie dzieciństwo”
  • „Miałem beznadziejne dzieciństwo”

Wszystkie powyższe myśli to PRZEKONANIA.

Żadne z nich nie jest prawdą.

Każde ma wpływ na osobę, na jej życie, na jej sukcesy i porażki.


Przekonania są istotną i bardzo ciekawą częścią naszego funkcjonowania. Powstają w naszym życiu wskutek jednorazowych silnych doświadczeń, wieloletnich doświadczeń lub są nam przekazywane z pokolenia na pokolenie. Przekonania są potrzebne, bo porządkują nam świat, upraszczają rozumienie tego, co nas w życiu spotyka, czego doświadczamy i co wokół siebie widzimy.

Co jeszcze warto wiedzieć o przekonaniach?

Przekonania są bardzo trwałe i równocześnie trudne do zauważenia (wyłapania). Bardzo wierzymy, że są prawdziwe. Gdy czasem wdajemy się w dyskusję i polemiki z innymi, najczęściej dotyczą one właśnie różnic w naszych przekonaniach.

Warto wiedzieć, że przekonania dzielą się na dwie grupy:

  1. Przekonania wspierające
  2. Przekonania ograniczające

Warto przyjrzeć się przekonaniom, jakie nam w życiu towarzyszą.

Jeśli masz ugruntowane pewne „prawdy” o sobie, o innych, o tym, jak funkcjonuje świat, warto zadać sobie pytanie: czy to, co myślę na ten temat, to prawda? Skąd wiem, że to prawda? Na ile mnie ta myśl w życiu wspiera, a na ile odbiera energię, motywację i życiowo ogranicza?

Weźmy taki przykład: „Ja to w życiu zawsze mam pod górkę”.

To jest klasyczne przekonanie. Jest bardzo ogólne i dotyczy każdej i wszystkich sytuacji w życiu danej osoby. Wyklucza kontekstowość, odstępstwa, wyjątki. A przecież jeżeli przynajmniej raz zdarzyło się inaczej (miałem w życiu z górki, coś mi się udało, coś poszło łatwo), przekonanie  traci swoją prawdziwość i jest możliwe do zanegowania.

Ale ponieważ jest to przekonanie – osoba, która w to wierzy filtruje swoje doświadczenia życiowe tak, by pasowały do jej przekonania. Pomija więc wręcz doświadczenia życiowe, które mogłyby temu przekonaniu zaprzeczyć.

Za takim przekonaniem idzie określone nastawienie, określony sposób myślenia i działania, co w następstwie działa jak samospełniająca się przepowiednia.

Osoba, która ma przeciwne, wspierające przekonanie w stylu: „ja to sobie w życiu zawsze poradzę” lub „ja to jestem w czepku urodzony”, życiowe wyzwania podejmuje z zupełnie innym nastawieniem, z zupełnie inną energią, więc rezultaty jej działań będą zupełnie inne.

Co jest też ciekawe, osoba ze wspierającym przekonaniem, gdy odniesie sukces, powie sobie: „No właśnie, tego się spodziewałam!”. A gdy odniesie porażkę, powie: „Ok, to odstępstwo do reguły. Szukam dalej rozwiązań”.

Jak wspomniałam wcześniej, w przypadku przekonań nie da się obiektywnie powiedzieć, że są one prawdziwe lub fałszywe. Dane przekonanie jest, można powiedzieć, WŁAŚCIWE danej osobie. Określa jej subiektywną rzeczywistość. Jest więc w pewnym sensie „prawdziwe” w świecie danej osoby.

Jak warto pracować z przekonaniami?

Warto przede wszystkim zauważać własne przekonania.

Warto się im przyglądać krytycznie i sprawdzać, które z nich nas ograniczają, a które wspierają.

Warto też zadawać sobie pytanie „Czy to jest prawda?” oraz każdorazowo znaleźć przynajmniej 3 dowody podważające prawdziwość tego przekonania.

Po co warto to robić?

W przekonaniach ograniczających żyjemy trochę jak w klatce. Zaprzeczanie im niesie ze sobą możliwość poszerzenia perspektywy, zmiany ich na bardziej wspierające. Daje też możliwość postrzegania siebie i świata w innym, nowym świetle i dalej – szansę na nowe sposoby myślenia, podejmowanie nowych działań, osiąganie nowych rezultatów.

To szansa na rozwój i pozytywną zmianę, więc jest o co grać.

Powodzenia w odkrywaniu własnych przekonań! 🙂

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Każdego dnia, w każdej chwili, w naszym codziennym życiu, nieprzerwanie toczy się w nas wewnętrzny dialog, gonitwa myśli o tym, co się dzieje, jak postrzegamy napotykane zdarzenia, co o nich myślimy i jak postrzegamy w tym wszystkim samych siebie.

Część z tych myśli jest pozytywna lub neutralna. I to jest ok. Mamy jednak także takie myśli, które są ocenami, interpretacjami i niepochlebnym dialogiem o nas samych. Im częściej i więcej myślimy źle o sobie, tym bardziej utrwalamy schemat takiego myślenia i osłabiamy tym sposobem siebie.

Na przykład nie zdążyłeś z czymś na czas, ktoś obtrąbił Cię bo zagapiłeś się na drodze, zjadłeś pączka, choć umówiłeś się ze sobą, że jesteś na diecie, puściły Ci nerwy i nakrzyczałeś na swoje dziecko.

Być może po tych zdarzeniach pojawiają się w Twojej głowie takie myśli:

„Nic mi się nie udaje”

„Jestem beznadziejnym kierowcą”

„Znowu poniosłem porażkę” / „Nigdy nie dotrzymuję postanowień”.

„Jestem beznadziejną matką / ojcem”

Jeżeli nawykowo źle o sobie myślisz, to po pierwsze zauważ ten fakt. Po drugie pamiętaj – to, co myślisz o sobie, nie jest żadną prawdą. Po trzecie miej świadomość, że w żaden sposób takim sposobem myślenia i postrzegania siebie sobie nie pomagasz.

Takie myślenie niczemu dobremu nie służy. Jest dla Ciebie demotywujące. Co więcej, z biegiem czasu zaczynasz w to coraz mocniej wierzyć i staje się to Twoją nową, niezbyt optymistyczną rzeczywistością. Z naukowego punktu widzenia, w efekcie nawykowego złego myślenia o sobie, w naszym mózgu powstają nowe, silne połączenia neuronowe, przez co coraz łatwiej nam w taki właśnie sposób o sobie myśleć i siebie postrzegać.

Dlatego też chcę Cię zaprosić do czegoś, co nie jest łatwe i wymaga pracy i powtórzeń, ale co sprawi, że zadbasz o siebie i wzmocni Cię życiowo.

Po pierwsze, wyobraź sobie, że dajesz sobie bezwarunkową akceptację. Po drugie uświadom sobie, że jesteś jedyną osobą, która będzie z Tobą do końca życia. Po trzecie pomyśl, że masz prawo w życiu wybierać siebie.

I jeszcze, najważniejsze, aby to wszystko się działo, abyś mógł zacząć praktycznie działać nad samoakceptacją, aby tworzyć i wzmacniać w mózgu nowe połączenia neuronowe, zacznij od rekomendowanego przez specjalistów od neuronauki ćwiczenia. Ćwiczenia wzmacniającego i budującego pewność siebie i poczucie własnej wartości.

Otóż, na każdą krytyczną myśl lub ocenę o samym sobie odpowiedz co najmniej siedmioma wzmocnieniami, czyli pozytywnymi myślami o sobie.

Bądź w tym bardzo konsekwentny. Na początku wyzwaniem jest już samo zauważenie i „złapanie” automatycznych myśli krytycznych. Bądź uważny i dobry dla siebie. Gdy zauważysz, że znów siebie oceniłeś, wypowiedz w myślach, na głos, lub sobie zapisz siedem pozytywnych zdań o sobie. I tyle.

Ponieważ to nie jest żadna magia i czary, lecz wykorzystywanie potencjału naszego umysłu i po prostu tworzenie połączeń neuronowych w Twoim mózgu odpowiedzialnych za pozytywne myślenie o sobie, ćwiczenie to wymaga powtórzeń i konsekwencji w wykonywaniu.

Potrzebujesz regularnie ćwiczyć, aby Twój mózg wytworzył połączenia neuronowe dobrego myślenia o sobie. Na początek daj sobie tydzień, od dziś przez 7 dni i wykonuj ćwiczenie pisemnie. Potem zdecyduj, jak dalej chcesz je kontynuować- pisemnie czy w głowie. Powodzenia. I pamiętaj: nie wahaj się w życiu wybierać siebie. To Twoja odpowiedzialność, by zrobić wszystko i dbać o samego siebie. Przez całe Twoje życie.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

 

 

asertywny rodzic

W rozmowach z partnerem, przyjaciółmi, współpracownikami, szukamy argumentów do prowadzenia dojrzałych, merytorycznych dyskusji. A jak to jest w rozmowach z dziećmi? Nie zawsze starcza nam cierpliwości.

Każdy z rodziców przyzna, że miewa w relacjach z dziećmi sytuacje, gdy jest przekonany, że my, dorośli, wiemy, co dla naszych dzieci najlepsze.

W rezultacie, w spornych rozmowach, forsuje własne zdanie i ucina szybko „zbędne” dyskusje lub, gdy w rozmowie z dziećmi czuje się bezsilny, dla świętego spokoju daje za wygraną, odpuszcza i zgadza się na wszystko.

Tak więc, podsumowując, w roli rodzica przerzucamy się często pomiędzy agresją i uległością, a towarzyszące nam uczucia to na zmianę złość i bezsilność.

Jak więc pozostawać w dobrej relacji, mieć uważność na siebie, swoje potrzeby, szanując równocześnie potrzeby dziecka? Jak zachowa się asertywny rodzic?

Odnieśmy się od koncepcji Marshall’a B. Rosenberga, twórcy nurtu Porozumienia Bez Przemocy (NVC). Postawił on słuszną tezę, że my, ludzie (bez względu na wiek), nigdy nie działamy przeciwko innym, lecz w imię zaspokojenia swoich własnych POTRZEB. Rosenberg wyjaśnia, że za każdym zachowaniem stoi jakaś istotna dla danej osoby potrzeba. Umiejętność słuchania i „przetłumaczenia” zachowań danej osoby na język potrzeb to szansa na odkrycie zupełnie nowej płaszczyzny porozumienia. Nie tylko z własnymi z dziećmi.

O co chodzi w praktyce?

Weźmy za przykład sytuację, w której znalazł się zapewne każdy rodzic. Jest środek tygodnia, popołudnie. Twoje dziecko skończyło już zajęcia w szkole. Przed nim jeszcze zadania domowe, może lektura do czytania, bądź też przygotowanie do klasówki. Zwyczajna szkolna codzienność. Twoje dziecko przychodzi do Ciebie i pada znamienne pytanie: „Mamo, czy mogę pograć godzinkę?” Ty wiesz, że priorytetem są zadania domowe, wiesz też, że nigdy nie kończy się na godzinie. Zaczyna się więc między Wami słowna przepychanka. Odmawiasz, dziecko ponownie prosi: „ale tylko godzinkę”, „jeszcze zdążę z lekcjami”. Ty z rosnącą irytacją negocjujesz: „może później”, „może jutro”. Dziecko wykłada na stół najsilniejsze argumenty: „ale wszyscy umówili się teraz. Piotrek będzie grał, Kacper też, a mnie nie będzie!” Ty, przytłoczony dyskusją, albo ustępujesz, czując wyrzuty sumienia, albo, mając dość słownych utarczek, podnosisz głos i używasz przewagi bycia rodzicem i mówisz: „Nie obchodzi mnie Piotrek, czy Kacper! Bierz się za lekcje w tej chwili!”. Na tym najczęściej się nie kończy – zaczynają się łzy, awantura. Dziecko naburmuszone odrabia lekcje w żółwim tempie, a Ty masz wszystkiego dość.

Kto wygrał a kto przegrał?

Pozostajecie po dwóch stronach barykady, dziecko ma poczucie krzywdy i niezrozumienia, ty podobnie, tak naprawdę więc każda ze stron przegrała.

Przyjrzyjmy się teraz tej sytuacji z perspektywy komunikacji opartej na porozumieniu bez przemocy. Zacznijmy od przeanalizowania potrzeb każdej ze stron.

Jakie były potrzeby Rodzica w sytuacji nakazu odrobienia lekcji?

Opieka, dobre oceny, przygotowanie do lekcji, może też forma odpoczynku inna niż komputer. Zatem można powiedzieć w skrócie: odpowiedzialność, bezpieczeństwo, sumienność.

Jakie potrzeby miało Dziecko, gdy chciało pograć, zanim zacznie odrabiać lekcje?

Samostanowienie, decydowanie o sobie, radość, zabawa, przyjemność.

Gdy nasze dziecko się buntuje, złości, jest „nieposłuszne”, mamy pokusę myślenia, że robi to celowo, przeciwko nam, chce nam zrobić na złość. Odbieramy to zachowanie personalnie i jako skierowane przeciwko nam. Tymczasem porozumienie bez przemocy uczy nas, że cokolwiek robi drugi człowiek, robi to po to, by zaspokoić swoje potrzeby. W takiej sytuacji warto więc uświadomić sobie, że bunt jest wyrazem braku zaspokojenia potrzeb, nie działaniem przeciwko rodzicowi.

Co oznacza to dla nas, jako rodziców? Jak podejdzie do tego asertywny rodzic?

Podejmując decyzje i dokonując wyborów, warto szukać takich płaszczyzn porozumienia, które pozwolą nam realizować nasze potrzeby z równoprawnym uwzględnieniem potrzeb drugiej strony, w tej sytuacji naszego dziecka.

Pamiętajmy: dziecko ma swoje potrzeby i uczucia i podobnie jak my, chce by były one zaspakajane i brane pod uwagę.

Pamiętaj też, że rozwiązania siłowe zawsze budzą opór. Jeśli chcesz osiągnąć jakiś cel – chcesz by dziecko robiło czegoś mniej lub więcej, szukaj takiej drogi komunikacji, takich sposobów porozumienia, które doprowadzą do tego celu, z uwzględnieniem każdej ze stron. Nie musisz odpuszczać tego, co dla ciebie ważne. Szukaj tylko skutecznych dróg, które do tego celu doprowadzą. Bądź uważny, czy to, co robisz, działa.

Zwracaj też uwagę, jakie koszty niesie ze sobą Twój sposób osiągania celu. Można bowiem „zafiksować się” tak mocno na celu np. na odrobionych lekcjach, że razi to nieodwracalnie w nasze relacje z dzieckiem i obopólny szacunek.

Punktem wyjścia jest więc także uznanie wolnej woli drugiego człowieka, także gdy jest nim dziecko. Gdy to zrobimy, łatwiej jest nam przyznać mu prawo do decydowania, do posiadania własnej racji, do własnego punktu widzenia. Prawo do bycia autonomicznym. Od uświadomienia sobie tego faktu zaczyna się szansa na dobrą relację, dialog, szukanie rozwiązań i porozumienie.

Dlaczego warto o to wszystko zadbać? Dlaczego warto być mądrze asertywnym?

Wróćmy do naszego przykładu.

Jak zatem to popołudnie po szkolnych zajęciach mogłoby wyglądać, gdyby rodzic podszedł do sytuacji od strony nazwania potrzeb własnych i dziecka? Być może w chwili, gdy dziecko poprosi o możliwość gry na komputerze, zanim odrobi lekcje, zamiast od razu się poddawać lub wpadać w złość – zareagowałby w taki sposób: „Kochanie, słyszę, że chcesz teraz spotkać się na wspólną grę z kolegami i miło spędzić czas. Z drugiej strony dla mnie ważne jest odpowiedzialne podejście do obowiązków szkolnych i systematyczność. Wieczorem będziesz mieć już za mało energii, by skupić się na zadaniach. Co w związku z tym ty proponujesz, by osiągnąć satysfakcję dla każdego z nas?”

Pewnie w pierwszym odruchu mówicie sobie „u mnie to nie zadziała„. Spokojnie, porozumienie bez przemocy to umiejętność, zatem warto się go nauczyć i ćwiczyć. Być może Wasza domowa komunikacja będzie wymagała prób i powtórek. Jak z każdą nową umiejętnością, to naturalne.

Zapewniam Cię – dzieci, które traktujemy poważnie, które widzą, że rodzic dostrzega i szanuje ich uczucia, dużo chętniej współpracują. Pytane o to, czego chcą, chętnie udzielają odpowiedzi i wskazówek na temat własnych potrzeb. A jeśli systematycznie stosujemy te zasady w kontaktach rodzinnych, najmłodsi szybko je przyswajają i także stosują język porozumienia w komunikacji z rodzicami i rówieśnikami.

Tak więc pamiętaj, że dajesz przykład! Asertywny rodzic to asertywne dziecko.

I miej świadomość, że wychowanie to nie tylko to, co przekazujesz swojemu dziecku słowami. Dzieci to najlepsi obserwatorzy, obserwują zachowania rodziców i z tego się uczą. Zatem, zamiast wygłaszać wykłady o odpowiedzialności, o zdrowym spędzaniu wolnego czasu, czy nawet o tym jak żyć, postępuj we właściwy sposób, a dzieci się tego od Ciebie nauczą.

Podczas kolejnej domowej sprzeczki spróbuj zastosować się do zasad porozumienia bez przemocy: nazwij (wystarczy w myślach) swoje potrzeby, nazwij potrzeby swojego dziecka. Sprawdź, co dobrze działa i stosuj najlepsze rozwiązania. A dodatkowo, świeć dobrym przykładem 😉

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

sobie wybaczyć

Czasem w życiu jest tak, że ktoś nas rani. Czasem jest też tak, że to my ranimy innych. Czasem ranimy też samych siebie. Zdarza nam się w życiu robić głupstwa, świństwa, marne rzeczy. Czasem szybko o tym zapominamy, a czasem latami nie potrafimy o tym zapomnieć i tego sobie wybaczyć.

I dzieje się też tak, że nawet gdy już przeprosimy osobę, którą skrzywdziliśmy. Ona nam wybaczyła, ale nie potrafimy tego wybaczyć sami sobie. Rozpamiętujemy sprawę, niesiemy ją w sobie, pomimo upływu czasu wciąż w nas jest i się nią zadręczamy. Znam ludzi, którzy latami nie potrafią sobie wybaczyć, chodzą i się obwiniają. Tak można, jasne, ale często to kompletnie niczemu nie służy. Osłabia naszą wiarę w siebie, naszą siłę wewnętrzną, nasze poczucie własnej wartości.

Dlatego warto umieć sobie w życiu wybaczyć popełnione błędy.

Warto umieć powiedzieć sobie, że to, co wtedy zrobiliśmy względem innej osoby, nawet jeśli było naprawdę marne i słabe, było maksymalnie tym, na co nas w danym momencie życia było stać.

Bo gdybyśmy wtedy mogli zachować się inaczej, lepiej, bardziej godnie i po ludzku, to z pewnością byśmy się tak zachowali. Więc, niezależnie od tego, jak małe było nasze zachowanie, było naszym maksymalnym w tamtej sytuacji i w tamtym czasie.

Czasem jest też tak, że to, co zrobiliśmy drugiej osobie, jest w naszej ocenie tak duże, że idziemy do skrzywdzonej osoby i jej o tym mówimy. Warto odpowiedzieć sobie wtedy na pytanie, po co to chcemy uczynić. Czasami takie wyznanie jest po prostu nikomu niepotrzebne. Wtedy też warto umieć sobie po prostu wybaczyć. Bez dzielenia się tym z osobą, którą skrzywdziliśmy.

Pamiętam dobrze jedną moją klientkę Kasię, uczestniczkę warsztatów „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”. Kasia wiele lat wcześniej, w firmowej kuchni, niepochlebnie wypowiadała się na temat swojej koleżanki z pracy. I dopiero po dobrych kilku minutach zorientowała się, że koleżanka stoi nieopodal i wszystko słyszy.

Zrobiło jej się bardzo głupio, przeproszona koleżanka w końcu jej wybaczyła. Jednak Kasia przez lata nie potrafiła wybaczyć sama sobie swojego zachowania. Wstyd i udręczenie tamtą sprawą niosła w sobie aż do czasu naszego spotkania na szkoleniu. Pomimo upływu lat wspomnienie było wciąż bardzo żywe, a jej opowieść pełna emocji – wstydu, zażenowania, zawstydzenia. Wtedy też, na szkoleniu, Kasia zrobiła ćwiczenie, które pomogło jej sprawdzić, czy jest gotowa rozstać się w tym wspomnieniem i je sobie wybaczyć.

Poniżej znajdziesz ćwiczenie, które podczas szkolenia wykonała Kasia. Zapraszam Cię, byś je wykonał i sprawdził osobiście, jak działa wybaczanie sobie. Zajmie Ci ono nie więcej niż 5 minut.

Oto instrukcja:

  1. Weź kartkę papieru i zapisz na niej trzy rzeczy, które Ci ciążą, z których nie jesteś dumny, jakieś świństwa, które zrobiłeś innym i których nie potrafisz sobie wybaczyć.
  2. Jeśli już je zapisałeś, przeczytaj kilka razy to, co zapisałeś na kartce. Popatrz na nie z należytą zadumą i refleksją w sercu, z uczuciami wybaczenia, rozstania, akceptacji.
  3. Gdy będziesz już gotowy, by się z nimi rozstać i je sobie wybaczyć, złóż tę kartkę kilka razy, następnie połóż ją sobie na sercu i na głos powiedz do siebie: „mogę to sobie wybaczyć”.
  4. Stań teraz z tą złożoną kartką przed lustrem, spójrz sobie w oczy, i raz jeszcze, na głos, powiedz do siebie: „możesz to sobie wybaczyć”
  5. Gdy to wszystko zrobisz, porwij tę kartkę i wyrzuć, spal, zniszcz w najlepszy dla siebie sposób.

Jeśli zrobisz to ćwiczenie, wykonasz ważny krok w stronę wybaczania sobie. Zobaczysz i doświadczysz, jakie to ćwiczenie będzie dla Ciebie, jak je odbierzesz, co poczujesz, co to będzie dla Ciebie za przeżycie.

Czasem może też pojawić się wątpliwość, czy jeżeli robię innym świństwa, a potem „sprawnie” sobie wybaczam, czy nie stanę się kimś nieczułym, niewrażliwym, kto bezrefleksyjnie krzywdzi innych.

Na szczęście tak to nie działa. Jeżeli jesteś osobą, która wie, jak to jest dręczyć się latami, z powodu tego, że zrobiłeś komuś przykrość, że kogoś zraniłeś, Twoja wrażliwość i samoświadomość jest duża, a umiejętność wybaczania sobie będzie Ci pomocna w relacji nie z innymi, a z samym sobą.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

życiowe cele

Koniec roku i początek kolejnego to dobra okazja, by podsumować to, co się wydarzyło w minionym czasie i planować kolejne miesiące.

W tym kontekście przygotowałam dla Ciebie zaskakująco skuteczne ćwiczenie, które pomoże Ci zrealizować życiowe cele.

Znalazłam je kiedyś gdzieś w sieci. Przyznaję, że do jego skuteczności podeszłam dość sceptycznie. Jednak zdecydowałam się przetestować jego działanie, wykonując skrupulatnie każdy element instrukcji i przyznaję, że finalnie byłam niezmiernie zaskoczona pozytywnymi rezultatami, jakie ono przyniosło.

Najpierw pozwól, że wyjaśnię na czym ono polega, potem opiszę więcej, jak działa.

Instrukcja wykonania ćwiczenia jest całkiem prosta.

Otóż, Twoim zadaniem jest każdego dnia, przez 30 kolejnych dni, spisywać 10 swoich najważniejszych celów, jakie chcesz osiągnąć w najbliższym czasie. Spisanie celów zajmie Ci codziennie nie więcej niż 5-10 minut.

Jest jednak kilka warunków skuteczności tego ćwiczenia, które masz wziąć pod uwagę.

  • Po pierwsze, jeśli podejmiesz wyzwanie, by wykonać to ćwiczenie, podejdź do niego bardzo systematycznie. Wykonuj je codziennie przez wspomniane 30 dni.
  • Po drugie, sformułuj życiowe cele w czasie teraźniejszym, w formie dokonanej, jakby już się wydarzyły i były spełnione. Określaj je też konkretnie, w postaci maksymalnie mierzalnej.

Czyli na przykład, jeżeli Twój cel dotyczy Twojej wagi, sformułowania w stylu – „odchudzam się w 2021 roku” lub: „schudłam 5 kg” będą gorsze niż cel określony w takiej postaci:

„Jest 30 czerwca 2021 roku. Ważę 57 kg”

(gdzie 57 kg w momencie pisania celów było wagą pożądaną, którą chciałeś osiągnąć, a 30 czerwca datą, do której chcesz swój cel osiągnąć).

Inny przykład, gdyby Twój cel dotyczył finansów. Określenia „dostałem podwyżkę”, „zarabiam więcej” będą gorszym celem niż:

„Jest 30 grudnia 2021. Podpisałem już nową umowę. Moje wynagrodzenie wynosi 10 tys. PLN”

(gdzie 10 tys. jest kwotą, która określa, ile chcesz zarabiać).

Zatem, podsumowując: w tym ćwiczeniu określasz swoje życiowe cele w przyszłości, jakby były obecne i realizowane (bądź już zrealizowane), jakby były Twoją aktualną rzeczywistością, której już doświadczasz. Pozwól się ponieść marzeniom, śmiałym planom, temu, czego pragniesz. Zapisuj.

I jeszcze jeden warunek konieczny skuteczności ćwiczenia. Na końcu, każdego dnia, dopisz także takie zdanie:

„Spisałem swoje cele. Jestem konsekwentny.”

Jak napisałam wcześniej, wykonuj ćwiczenie przez 30 dni. Codziennie wypisuj konsekwentnie 10 swoich najważniejszych celów. I podejdź do ćwiczenia z życzliwą otwartością. Nie musisz wierzyć w jego skuteczność. Po prostu sprawdź, jak zadziała u Ciebie. Zaufaj swojej skuteczności i potędze podświadomości, która będzie Twoje działania skupiać na dążeniu do realizacji tego, co sobie określiłeś.

I jeszcze jedno, jeżeli z dnia na dzień Twoje życiowe cele będą się w pewnym stopniu modyfikowały, to to też jest ok. Podążaj za tym, co podpowiada Ci Twoja intuicja. Po 30 dniach, gdy się rozćwiczysz i uczynisz pisanie swoim standardem – zakładam, że po prostu sam będziesz chciał kontynuować przez kolejny miesiąc.

Daj też temu projektowi i swojej skuteczności czas i wtedy, jak napisałam wyżej, będziesz pozytywnie zaskoczony tym, co się wydarzy!

A więc: kiedy dokładnie zaczynasz? 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.