Wpisy

czy coaching jest dla mnie

Aby odpowiedzieć na powyższe pytanie, należy najpierw zrozumieć istotę coachingu i odpowiedzieć sobie na pytanie „Czym tak naprawdę jest coaching?”. Dobre rozumienie coachingu jest tym ważniejsze, że na temat takiej formy wsparcia i rozwoju krąży mnóstwo różnych, często niepochlebnych opinii.

Aby zrozumieć najwierniej wartość i istotę coachingu, na wstępie poznaj historię Miltona Ericsona o zabłąkanym koniu.

🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

Opowiedział on kiedyś:

Pewnego dnia, gdy byłem jeszcze uczniem szkoły średniej, do naszego gospodarstwa przybłąkał się koń. Był kompletnie zdezorienowany. Miał na sobie siodło, był bardzo spocony i dyszał. Daliśmy mu wody i postanowiliśmy odprowadzić do właściciela. Nikt jednak nie wiedział, skąd przyszedł.

Wsiadłem więc na niego i poprowadziłem w kierunku drogi. Czułem, że koń wybierze właściwy kierunek, choć nie wiedziałem, jaki on będzie. Koń pognał do przodu. Od czasu do czasu zatrzymywał się i wchodził na pola skubać trawę. Wtedy delikatnie przypominałem mu o drodze. Po pewnym czasie koń skręcił do czyjegoś gospodarstwa. Ucieszony i zdumiony gospodarz wyszedł nam na spotkanie:

   – To mój koń, gdzie go znalazłeś?
    – Jakieś siedem kilometrów stąd.
    – Ale skąd wiedziałeś dokąd go odprowadzić??
    – Nie wiedziałem. Koń wiedział. Ja tylko kierowałem jego uwagę na drogę.

Kiedy coaching jest dobrym rozwiązaniem?

W życiu prywatnym i zawodowym, niezależnie od tego, czy działamy w wybranej dziedzinie przez 5 czy 20 lat, stajemy czasami twarzą w twarz z problemami, których nie umiemy rozwiązać samodzielnie. Po prostu „utykamy” w problemie i nie wiemy, jak go pokonać. Czasem też mamy poczucie, że napotkane problemy nas przerastają. Warto w takiej sytuacji zadać sobie pytanie: „Jak mogę siebie wesprzeć?” oraz: „Czy coaching jest w tej sytuacji rozwiązaniem?

Sprawy, z którymi się mierzymy, mogą dotyczyć wielu kwestii. Jeśli kierujemy zespołem lub całą firmą, możemy mieć trudności z zatrudnieniem właściwych ludzi. Lub mamy kłopot z komunikacją z pracownikami, którymi zarządzamy. Możemy też stanąć przed zupełnie nowymi wyzwaniami w życiu zawodowym – zmianą pracy, rozmową w sprawie podwyżki czy awansu i mierzyć się z brakiem pewności siebie lub stresem.

Podobnie w życiu osobistym. Nawet jeśli mamy za sobą lata doświadczeń, przychodzą chwile, gdy możemy poczuć blokadę, doświadczać uczucia, że stoimy w miejscu lub że to, co nas spotyka, po prostu nas przerasta.

W tych wszystkich sytuacjach warto skorzystać z pomocy specjalisty.

Czy coaching jest dla mnie?

Albert Einstein powiedział, że problemu nie da się rozwiązać z poziomu, na jakim on powstał. Dlatego praca z coachem stwarza nieocenioną okazję do zyskania nowej perspektywy w opisanych powyżej sytuacjach. Pozwala zyskać obiektywizm, spojrzeć z dystansu na to, w czym na co dzień funkcjonujemy. Idąc za tym dalej, coaching pomaga wygenerować nowe pomysły, zyskać motywację do działania, ominąć przeszkody i wypracować plan realizacji celów.

Coach, przygotowany profesjonalnie do swojej pracy, towarzyszy Klientowi w poprawnym określeniu celów, które ten chce osiągnąć. Pyta o cel, docieka, doprecyzowuje, pomaga nazwać potrzeby, przewidzieć i ominąć przeszkody, konfrontuje z obiekcjami, wykorzystując do tego narzędzia coachingowe i wiedzę na temat psychologii człowieka. Wszystko to wspiera Klienta w przejściu drogą zmiany do założonych celów.

Współpracuję coachingowo od ponad 7 lat zarówno z osobami indywidualnymi jak i z firmami, które kierują do mnie swoich menedżerów, handlowców lub całe zespoły zarządzające (wtedy prowadzę coaching zespołowy). Regularnie pracuję z właścicielami firm i członkami zarządu. Każdy, kto chce wypracować ponadprzeciętne rezultaty i znaleźć niestandardowe rozwiązania, skorzysta z coachingu. W pracy coacha wykorzystuję wachlarz narzędzi z obszarów efektywności, psychologii, neuronauki, dopasowując techniki i metody pracy do aktualnych potrzeb osoby, z którą współpracuję. Współtworzymy dzięki temu wydajną i efektywną relację, w pełni nakierowaną na  realizację celów Kliena.

Osoba w coachingu podświadomie zna swoją drogę. Coach towarzyszy, by motywować, inspirować i kierować uwagę na to, co najważniejsze.

Do zobaczenia w coachingu. 🙂

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
    asertywny rodzic

    W rozmowach z partnerem, przyjaciółmi, współpracownikami, szukamy argumentów do prowadzenia dojrzałych, merytorycznych dyskusji. A jak to jest w rozmowach z dziećmi? Nie zawsze starcza nam cierpliwości.

    Każdy z rodziców przyzna, że miewa w relacjach z dziećmi sytuacje, gdy jest przekonany, że my, dorośli, wiemy, co dla naszych dzieci najlepsze.

    W rezultacie, w spornych rozmowach, forsuje własne zdanie i ucina szybko „zbędne” dyskusje lub, gdy w rozmowie z dziećmi czuje się bezsilny, dla świętego spokoju daje za wygraną, odpuszcza i zgadza się na wszystko.

    Tak więc, podsumowując, w roli rodzica przerzucamy się często pomiędzy agresją i uległością, a towarzyszące nam uczucia to na zmianę złość i bezsilność.

    Jak więc pozostawać w dobrej relacji, mieć uważność na siebie, swoje potrzeby, szanując równocześnie potrzeby dziecka?

    Jak zachowa się asertywny rodzic?

    Odnieśmy się od koncepcji Marshall’a B. Rosenberga, twórcy nurtu Porozumienia Bez Przemocy (NVC). Postawił on słuszną tezę, że my, ludzie (bez względu na wiek), nigdy nie działamy przeciwko innym, lecz w imię zaspokojenia swoich własnych POTRZEB. Rosenberg wyjaśnia, że za każdym zachowaniem stoi jakaś istotna dla danej osoby potrzeba. Umiejętność słuchania i „przetłumaczenia” zachowań danej osoby na język potrzeb to szansa na odkrycie zupełnie nowej płaszczyzny porozumienia. Nie tylko z własnymi z dziećmi.

    O co chodzi w praktyce?

    Weźmy za przykład sytuację, w której znalazł się zapewne każdy rodzic. Jest środek tygodnia, popołudnie. Twoje dziecko skończyło już zajęcia w szkole. Przed nim jeszcze zadania domowe, może lektura do czytania, bądź też przygotowanie do klasówki. Zwyczajna szkolna codzienność. Twoje dziecko przychodzi do Ciebie i pada znamienne pytanie: „Mamo, czy mogę pograć godzinkę?” Ty wiesz, że priorytetem są zadania domowe. Wiesz też, że nigdy nie kończy się na godzinie. Zaczyna się więc między Wami słowna przepychanka. Odmawiasz, dziecko ponownie prosi: „ale tylko godzinkę”, „jeszcze zdążę z lekcjami”. Ty z rosnącą irytacją negocjujesz: „może później”, „może jutro”. Dziecko wykłada na stół najsilniejsze argumenty: „ale wszyscy umówili się teraz. Piotrek będzie grał, Kacper też, a mnie nie będzie!” Ty, przytłoczony dyskusją, albo ustępujesz, czując wyrzuty sumienia. Albo, mając dość słownych utarczek, podnosisz głos i używasz przewagi bycia rodzicem i mówisz: „Nie obchodzi mnie Piotrek, czy Kacper! Bierz się za lekcje w tej chwili!”. Na tym najczęściej się nie kończy – zaczynają się łzy, awantura. Dziecko naburmuszone odrabia lekcje w żółwim tempie, a Ty masz wszystkiego dość.

    Kto wygrał a kto przegrał?

    Pozostajecie po dwóch stronach barykady. Dziecko ma poczucie krzywdy i niezrozumienia, ty podobnie, tak naprawdę więc każda ze stron przegrała.

    Przyjrzyjmy się teraz tej sytuacji z perspektywy komunikacji opartej na porozumieniu bez przemocy. Zacznijmy od przeanalizowania potrzeb każdej ze stron.

    Jakie były potrzeby Rodzica w sytuacji nakazu odrobienia lekcji?

    Opieka, dobre oceny, przygotowanie do lekcji. Może też forma odpoczynku inna niż komputer. Zatem można powiedzieć w skrócie: odpowiedzialność, bezpieczeństwo, sumienność.

    Jakie potrzeby miało Dziecko, gdy chciało pograć, zanim zacznie odrabiać lekcje?

    Samostanowienie, decydowanie o sobie, radość, zabawa, przyjemność.

    Gdy nasze dziecko się buntuje, złości, jest „nieposłuszne”, mamy pokusę myślenia, że robi to celowo, przeciwko nam, chce nam zrobić na złość. Odbieramy to zachowanie personalnie i jako skierowane przeciwko nam. Tymczasem porozumienie bez przemocy uczy nas, że cokolwiek robi drugi człowiek, robi to po to, by zaspokoić swoje potrzeby. W takiej sytuacji warto więc uświadomić sobie, że bunt jest wyrazem braku zaspokojenia potrzeb. Nie działaniem przeciwko rodzicowi.

    Co oznacza to dla nas, jako rodziców?

    Jak podejdzie do tego asertywny rodzic?

    Podejmując decyzje i dokonując wyborów, warto szukać takich płaszczyzn porozumienia, które pozwolą nam realizować nasze potrzeby z równoprawnym uwzględnieniem potrzeb drugiej strony, w tej sytuacji naszego dziecka.

    Pamiętajmy! Dziecko ma swoje potrzeby i uczucia i podobnie jak my, chce by były one zaspakajane i brane pod uwagę.

    Pamiętaj też, że rozwiązania siłowe zawsze budzą opór. Jeśli chcesz osiągnąć jakiś cel – chcesz by dziecko robiło czegoś mniej lub więcej, szukaj takiej drogi komunikacji, takich sposobów porozumienia, które doprowadzą do tego celu, z uwzględnieniem każdej ze stron. Nie musisz odpuszczać tego, co dla ciebie ważne. Szukaj tylko skutecznych dróg, które do tego celu doprowadzą. Bądź uważny, czy to, co robisz, działa.

    Zwracaj też uwagę, jakie koszty niesie ze sobą Twój sposób osiągania celu. Można bowiem „zafiksować się” tak mocno na celu np. na odrobionych lekcjach, że razi to nieodwracalnie w nasze relacje z dzieckiem i obopólny szacunek.

    Punktem wyjścia jest więc także uznanie wolnej woli drugiego człowieka, także gdy jest nim dziecko. Gdy to zrobimy, łatwiej jest nam przyznać mu prawo do decydowania, do posiadania własnej racji, do własnego punktu widzenia. Prawo do bycia autonomicznym. Od uświadomienia sobie tego faktu zaczyna się szansa na dobrą relację, dialog, szukanie rozwiązań i porozumienie.

    Dlaczego warto o to wszystko zadbać?

    Dlaczego warto być mądrze asertywnym?

    Wróćmy do naszego przykładu.

    Jak zatem to popołudnie po szkolnych zajęciach mogłoby wyglądać, gdyby rodzic podszedł do sytuacji od strony nazwania potrzeb własnych i dziecka? Być może w chwili, gdy dziecko poprosi o możliwość gry na komputerze, zanim odrobi lekcje, zamiast od razu się poddawać lub wpadać w złość – zareagowałby w taki sposób: „Kochanie, słyszę, że chcesz teraz spotkać się na wspólną grę z kolegami i miło spędzić czas. Z drugiej strony dla mnie ważne jest odpowiedzialne podejście do obowiązków szkolnych i systematyczność. Wieczorem będziesz mieć już za mało energii, by skupić się na zadaniach. Co w związku z tym ty proponujesz, by osiągnąć satysfakcję dla każdego z nas?”

    Pewnie w pierwszym odruchu mówicie sobie „u mnie to nie zadziała„. Spokojnie, porozumienie bez przemocy to umiejętność, zatem warto się go nauczyć i ćwiczyć. Być może Wasza domowa komunikacja będzie wymagała prób i powtórek. Jak z każdą nową umiejętnością, to naturalne.

    Zapewniam Cię – dzieci, które traktujemy poważnie, które widzą, że rodzic dostrzega i szanuje ich uczucia, dużo chętniej współpracują. Pytane o to, czego chcą, chętnie udzielają odpowiedzi i wskazówek na temat własnych potrzeb. A jeśli systematycznie stosujemy te zasady w kontaktach rodzinnych, najmłodsi szybko je przyswajają. Język porozumienia stosują następnie w komunikacji z rodzicami i rówieśnikami.

    Asertywny rodzic to asertywne dziecko

    Tak więc pamiętaj, że dajesz przykład! I miej świadomość, że wychowanie to nie tylko to, co przekazujesz swojemu dziecku słowami. Dzieci to najlepsi obserwatorzy, obserwują zachowania rodziców i z tego się uczą. Asertywny rodzic zamiast wygłaszać wykłady o odpowiedzialności, o zdrowym spędzaniu wolnego czasu, czy nawet o tym jak żyć, postępuje we właściwy sposób, a dzieci się tego uczą poprzez obserwację.

    Podczas kolejnej domowej sprzeczki spróbuj zastosować się do zasad porozumienia bez przemocy. Nazwij (wystarczy w myślach) swoje potrzeby, nazwij potrzeby swojego dziecka. Sprawdź, co dobrze działa i stosuj najlepsze rozwiązania. A dodatkowo, świeć dobrym przykładem 😉

    NEWSLETTER

    BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

    Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
      żal i uraza

      Negatywne doświadczenia, takie jak żal i uraza do kogoś, mogą nas trzymać w swoim uścisku latami. A że żal i urazę karmimy swoimi myślami, mogą one nam zabierać energię i radość życia, przesłaniać to, co obecne i czego dobrego doświadczamy na co dzień.

      Nawet gdy ktoś bliski nam radzi „Odpuść, wybacz, zapomnij!”, możemy reagować irytacją, zasłaniamy się tym, że inni nas nie rozumieją.

      🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

      I pomimo, że płacimy cenę za chowanie urazów, potrafimy się na stałe „rozgościć” w przeszłych wydarzeniach i patrzeniu na kogoś przez pryzmat tego, co wydarzyło się w przeszłości.

      Dlaczego w życiu warto umieć wybaczać? Bo wybacza się sobie i innym. Wybacza się, zwróć uwagę, także dla siebie, z myślą o sobie i dla swojej energii i jakości życia.

      Długoletni żal i uraza

      Rozmowę o tym, czym są długoletni żal i uraza oraz o roli wybaczania, miałam okazję prowadzić niedawno podczas sesji coachingowej z Anną, moją klientką. Anna to dojrzała kobieta, po 50-tce, w czasie sesji rozmawiłyśmy o jej relacji z mężem.

      Zwróciło moją uwagę, że Anna dość wytrwale pomijała w swoich relacjach to, jak układa jej się obecnie w związku z mężem, a nawiązywała do pewnego zdarzania sprzed ok. 20 lat (tak, dwudziestu!).

      Jej mąż w tamtym czasie bardzo ciężko i niespodziewanie zachorował na serce. Wylądował w szpitalu. Po pierwszych dniach zainteresowania i odwiedzin bliskich i znajomych, w szpitalu pojawiało się ich coraz mniej. Za to moja Klientka trwała przy mężu, jak w małżeńskiej przysiędze „na dobre i złe”. Odwiedzała go, opiekowała się nim, dodawała otuchy, dotrzymywała towarzystwa.

      Historia choroby zakończyła się po kilku tygodniach szczęśliwie, mąż stanął na nogi, wrócił do domu, z czasem do pracy. Można by powiedzieć, że wszystko wróciło do normy.

      Błędne koło

      Gdzie więc jest w tej historiii „ale”?

      W czasie naszej rozmowy, Anna, opowiadając o tych zdarzeniach sprzed lat, była naprawdę rozgoryczona. „Wyobraża to Pani sobie?!?”– pytała mnie retorycznie podniesionym głosem – „Tyle tygodni byłam przy nim wtedy w szpitalu, a on nigdy mi za to nawet nie podziękował!”

      „Tak, jakby to było takie oczywiste”– kontynuowała – „A przecież nie było! Wymagało ode mnie wyrzeczeń, było mi naprawdę ciężko. Też potrzebowałam wsparcia. Chociaż proste „Dziękuję” mi się należało…” – zakończyła z żalem w głosie.

      Moja Klientka nigdy nie zdecydowała się na rozmowę o tamtych zdarzeniach z mężem. Towarzyszyło jej przekonanie, że po 20 latach, nawet gdyby powiedziała mu o swoich uczuciach, to nic już by to nie zmieniło. Nie potrafiła mu wybaczyć tego braku „dziękuję”. I tak relację tej kobiety z mężem od wielu lat przepełniały żal i chowana w sercu uraza.

      A dawny żal i uraza powodowały w niej złość, złość przekładała się na sposób, w jaki rozmawiała z mężem, nie dostrzegając pozytywnych oznak jego obecnej miłości, troski i wkładu w małżeństwo.

      Trzymanie się negatywnych doświadczeń

      Skoro chowanie urazy i żal negatywnie wpływają na nas samych, to jak to się dzieje, że możemy przeszłe zdarzenia rozpamiętywać przez 20 lat?

      To wynik tego, że utknęliśmy gdzieś emocjonalnie. Coś, co wydarzyło się w przeszłości, było dla nas tak silnym przeżyciem, że emocje z tego zdarzenia zabraliśmy ze sobą, „zaczepiły się” one w nas i niesiemy je przez obecne życie.

      Jak sobie pomóc? Co zrobić, by wybaczyć, zamknąć przeszłość i uwolnić energię?

      Zostaw przeszłość za sobą

      Wyobraź sobie, że Twoje życie to droga. Niech będzie długa, piaszczysta, widzisz ją w środku ciepłego, słonecznego lata. Na poboczach tej drogi (życia) rosną polne kwiaty (głównie rumianki i niebieskie chabry), trochę chwasty i nierównej wysokości trawa. Idziesz z plecakiem na plecach, w którym mieścisz bagaż swoich doświadczeń.

      Sprawdź, co w tym plecaku dokładnie niesiesz. Jakie zdarzenia, emocje, przeżycia. Ile doświadczeń, wniosków i mądrości? Ile urazów, przykrości, cierpień?

      I gdy je wszystkie przeglądasz, sprawdź, co naprawdę chcesz nieść dalej ze sobą, a co zdecydujesz się zostawić. Które sprawy z przeszłości chcesz zostawić w przeszłości? Jakie uczucia? Które emocje? Które lekcje i doświadczenia?

      Zamiast nieść je wszystkie na plecach, możesz dokonać wyboru. Możesz świadomie część z nich zostawić tam, gdzie się wydarzyły, gdzie jest ich miejsce.

      Anna, moja klientka, po rozmowach ze mną, w końcu wybaczyła swojemu mężowi tamte zdarzenia i zamknęła przeszłość. Zabrała refleksję, naukę, wnioski. To pozwoliło jej spojrzeć szerzej na ich relację i rolę męża w rodzinie przez te wszystkie lata. Dostrzegła, jakim był ojcem. Jak dbał o nich, zabierał dzieci na wakacje, gotował obiady, wspierał. Anna uświadomiła sobie, że nie wprost, przez słowo „dziękuję”, ale przez wiele swoich uczynków, okazał wdzięczność żonie i oddanie rodzinie. Było to dla niej bardzo uwalniające.

      Temat wybaczania jest ważny. Uczymy się wybaczać podczas warsztatów rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”. Jeśli czujesz, że chciałbyś umieć wybaczać, zostawić przeszłość za sobą, przerobić urazy z przeszłości, warsztaty będą pomocne. Polecam.

      NEWSLETTER

      Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

        • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
        mentalność dostatku

        Co najczęściej Cię stresuje? Nie czytam w Twoich myślach, ale zapewne nie pomylę się, że Twoja odpowiedź związana jest z martwieniem się, co będzie, co może się stać, lub z tym, że masz za mało czasu, pieniędzy, za dużo zajęć i obowiązków, niesatysfakcjonujące relacje, boisz się, co pomyślą lub powiedzą inni, lub: czy jesteś i czy będziesz wystarczająco bezpieczny.

        Obsesje i lęki w stresie

        Im większy stres, tym bardziej obsesyjnie rozmyślamy o rzeczach, których nie mamy lub których możemy być pozbawieni. Strach popycha nas do działania w trybie awaryjnym – na przykład odkładania każdego grosza na „czarną przyszłość”, planowania zajęć na każdą minutę dnia, bez zostawiania sobie czasu na odpoczynek.

        Stres potęguje strach, strach potęguje zachowawcze działania, a to wszystko razem, z czasem sprawia, że zapętlamy się w spirali presji i stresu.

        W zarządzaniu swoim stanem i swoją sytuacją pomocne będzie świadome skupienie się na budowaniu mentalności dostatku. Pierwszym małym krokiem jest zatrzymanie się na chwilę w pędzie i świadome spojrzenie na swoje życie z szerszej i długofalowej perspektywy. Oto kilka wskazówek, które pomogą Ci zbudować poczucie dostatku i obfitości, obniżając stres i wspierając Twoją długofalową odporność emocjonalną.

        Zbuduj mentalność dostatku!

        1. Skup się na tym, co masz… a nie na tym czego ci brakuje. By poczuć obfitość skoncentruj się na dobrych rzeczach, które towarzyszą Ci w życiu – miłości, rodzinie, osiągnięciach, przeżyciach. Najlepszy sposób to spisanie wszystkiego, co jest. Bojąc się o przyszłość, możemy nieświadomie przegapiać teraźniejszość. Dla przykładu, można tak bać się tego, że zachorujemy na jakąś poważną chorobę, że kompletnie  nie zauważymy faktu, iż od lat żyjemy w zdrowiu. Dlatego pisemna odpowiedź na pytanie: „Co mam? Co  jest obecne?” jest nieoceniona.

        2. Uściślij swoje priorytety. Ustal swoje cele wcześniej, po to, by w sytuacji stresowej wiedzieć, co jest dla Ciebie najważniejsze. Może to będzie rodzina, bezpieczeństwo, praca, zrównoważone życie. Nie kończ na jednym celu, zastanów się, co jeszcze jest dla Ciebie ważne, i co jeszcze, i jeszcze… A potem tak wydatkuj czas, pieniądze, energię, by skupiać się na tym, co dla Ciebie ważne. Pozwoli Ci to także nazywać i odpuszczać rzeczy mniej ważne.

        Łatwiej Ci będzie na przykład odmówić przyjęcia na siebie dodatkowych obowiązków w pracy, jeżeli Twoim priorytetem jest rodzina. Łatwiej będzie Ci się zdecydować, by w końcu zrobić prawo jazdy, jeżeli jest Ci ono potrzebne do awansu w pracy.

        Co jeszcze?

        3. Z wyprzedzeniem planuj. Planuj na spokojnie, nie zostawiaj sobie decyzji na czas, gdy jesteś w stresie, bo wtedy działasz bardziej impulsywnie. Jeśli robisz wszystko na ostatnią chwilę, naucz się początku dnia robić plan działania. Nie możesz się skupić? Wyeliminuj z otoczenia, to, co Cię rozprasza, np. wyłącz maila, wycisz telefon na czas robienia raportu. Pójdź do sklepu z listą zakupów, jeśli boisz się wydać za dużo. Przestań przeglądać profile znajomych w mediach społecznościowych, jeżeli nagminnie porównujesz się do innych.

        4. Podejmuj uzasadnione ryzyko. Uczuciem, które nieodłącznie towarzyszy nam w stresie jest strach. W trudnych sytuacjach wydaje się nam więc, że lepiej nie robić nic, niż ryzykować działanie. Pisanie czarnych scenariuszy może nas blokować i sprawiać, że w życiu zawodowym, czy osobistym nic się nie zmienia, mimo że czujemy doskwierającą niewygodę. Naucz się podejmować uzasadnione ryzyko, np. zmianę pracy na taką, która pozwoli Ci spędzać więcej czasu z rodziną.

        5. Pracuj nad relacjami, które dają wsparcie. To, co może zwiększać stres, to poczucie, że jesteśmy w nim sami. Stres zasłania często rzeczywistość i sprawia, że przegapiamy obecność życzliwych nam ludzi wokół. Aby poczuć obfitość, rozejrzyj się wokół siebie i zrób listę życzliwych Ci osób. Kto Cię wspiera, na kogo możesz liczyć, kto jest pomocny.

        I dalej, świadomie buduj i podtrzymuj relacje z tymi osobami. Na spotkaniach, spacerach, rozmowach, byciu w kontakcie. Pamiętaj, że kontakty z przyjaznymi ludźmi silnie wzmacniają poczucie obfitości i dostatku. Pielęgnujmy je świadomie.

        Warsztat rozwoju osobistego

        Co teraz?

        Zrób małe ćwiczenie.

        Pomyśl teraz o sobie. Spójrz raz jeszcze na powyższych 5 obszarów, w których możesz budować swoje poczucie dostatku i odpowiedz sobie na pytanie, który obszar możesz wzmocnić już dzisiaj? Wybierz jeden i zrób w nim jedną małą rzecz, która zadziała na Twoją korzyść.

        A ja wysyłam życzenia konsekwencji i radości w budowaniu poczucia dostatku.

        To piękny stan. 😊

        NEWSLETTER

        Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

          • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
          jak rozpoznać wypalenie zawodowe

          Wypalenie zawodowe to zjawisko społecznie i cywilizacyjnie. W dzisiejszej rzeczywistości jest to problem obecny w życiu wielu osób. Często nie dostrzegamy jego pierwszych objawów, a szukamy pomocy dopiero, gdy poważnie zaczyna wpływać na nasze życie zawodowe i zdrowie. Zatem, jak rozpoznać wypalenie zawodowe?

          🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

          Czym jest wypalenie zawodowe?

          Jeżeli w miejscu pracy jesteśmy poddani wysokim oczekiwaniom – własnym lub środowiska, w którym pracujemy, jeżeli stawiane przed nami wymagania przekraczają nasze możliwości, w dłuższym okresie czasu sytuacja taka niesie za sobą ryzyko pojawienia się tego, co nazywamy wypaleniem zawodowym.

          Dzieje się tak dlatego, bo wygórowane oczekiwania to poważne źródło stresu. Permanentny stres natomiast to nieprzerwane negatywne emocje – może to być np. poczucie niepowodzenia, frustracji, bezradności, tego że zawodzimy, że nie dajemy rady.

          Nasz organizm, umysł, nasze życie emocjonalne są wtedy w sposób ciągły bombardowane oczekiwaniami. W końcu, by sobie z tym poradzić, by przetrwać, odcinamy się emocjonalnie, zamykamy w sobie, obojętniejemy.

          Nasz umysł i nasze ciało uznają, że odcięcie się jest najlepszym rozwiązaniem, żeby siebie ochronić. Zatem gdzieś na końcu wypalenia zawodowego doświadczamy poczucia pustki emocjonalnej, zobojętnienia, bezsensu. Dochodzimy do momentu, że nie potrafimy już dać z siebie niczego więcej. Już nie tylko w przenośni, ale psychicznie i fizycznie dochodzimy do kresu sił.

          Jak rozpoznać wypalenie zawodowe?

          Wyobraź sobie taką sytuację. Jesteś już bardzo zmęczony, myślisz z tęsknotą o urlopie. W końcu nadchodzi ten dzień. Wyjeżdżasz, może nawet na dwa pełne tygodnie, wypoczywasz. Wydaje Ci się, że w końcu wszystko jest ok. Tymczasem wracasz, i może już po jednym dniu, a może nawet po kilku godzinach w pracy czujesz, że ten wypoczynek w niczym nie pomógł, niczego w Twojej sytuacji nie zmienił. Nie nastąpiła regeneracja, odświeżenie, reset. Emocjonalnie, energetycznie, mentalnie jesteś w tym samym punkcie, co przed urlopem. Nie czujesz, że wracasz do pracy z nową energią. Towarzyszą ci myśli typu: „znowu to samo”, „zacznie się od nowa”, „znowu jestem zmęczony”.

          Osobom borykającym się z wypaleniem zawodowym towarzyszy też często bezsenność lub nadmierna senność, ciągłe zmęczenie, zniechęcenie, infekcje, spadek odporności. To taki stan, gdzie narażony na ciągły stres organizm woła STOP i zaczyna się dopominać o troskę.

          Warto być na to uważnym na wszelkie sygnały, bo wypalenie zawodowe przekłada się na zdrowie fizyczne, psychiczne i emocjonalne.

          Jak przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu?

          Warto to wiedzieć, bo zdecydowanie lepiej zapobiegać, niż przywracać sytuację do normy i stawiać się na nogi, gdy zacznie z nami dziać się coś złego.

          1. Zwróć uwagę na szeroko rozumianą higienę swojego życia. Mam tu na myśli dietę, sen, sport. To nie są rzeczy przereklamowane, tylko realne, konkretne obszary życia, które mają wpływ na Twoje życie. Troska o nie przyczynia się do naszego dobrostanu i do tego, by praca znalazła właściwe miejsce w naszym życiu.
          2. Dbaj o balans i równowagę między czasem pracy zawodowej i życiem prywatnym.
          3. Bądź świadomy i uważnie obserwuj symptomy wypalenia zawodowego. Znając objawy i wiedząc, na czym polega wypalenie zawodowe, zwracaj uwagę na symptomy, by odpowiednio wcześnie zareagować.

          Jak radzić sobie z wypaleniem zawodowym?

          Literatura mówi o trzech etapach wypalenia zawodowego:

          – niewielkim

          – średnim

          – bardzo dużym.

          Etapy te pokazują, że wypalenie nie pojawia się z dnia na dzień, ale ukradkiem wkrada się do naszego życia.

          Co zatem robić, gdy zaczniemy je u siebie dostrzegać?

          Po pierwsze, jeżeli Twoje objawy są niewielkie, zadbaj o wspomniane wcześniej kwestie: higienę życia, dietę, sport, sen oraz proporcje praca – życie po pracy. Sprawdź czy to Ci pomoże.

          Jeżeli swoje objawy oceniasz jako średnie, to pomóż sobie, ucząc się, jak radzić sobie ze stresem, jak radzić sobie asertywnie z relacjami w środowisku pracy, jak zarządzać czasem, jak kontrolować emocje.

          Jeżeli poziom wypalenia zawodowego jest średni i zadbasz o siebie w obszarach psychoedukacji, będzie to pomocne i wystarczające.

          Wypalenie zawodowe o bardzo dużym nasileniu to stan obojętności, apatii, ogromnej niechęci i do miejsca pracy i do ludzi. Te emocje mogą występować naprzemiennie i w połączeniu ze sobą – raz możemy czuć apatię i obojętność, po chwili rozdrażnienie, złość, niechęć. Przy dużym nasileniu wypalenia zawodowego możemy cierpieć na bezsenność, ciągłe napięcie i nieuzasadniony lęk. Objawy bardzo obciążają nasz organizm. W takim stanie wymagana jest konsultacja u psychoterapeuty lub psychiatry.

          Dlatego kluczowe jest, by być świadomym i uważnym, dbać o higienę życia, proporcje życia w pracy i po pracy w taki sposób, by każdy obszar naszego życia dawał nam radość i nas cieszył.

          Czasami źródłem stresu jest po prostu środowisko, w jakim pracujemy. Jeżeli w miejscu pracy doświadczamy dużego obciążenia, nieadekwatnych oczekiwań, toksycznych relacji, watro odpowiedzieć sobie na pytanie, czy aby wrócić do dobrostanu potrzebna będzie zmiana organizacji, w jakiej pracujemy.

          Równocześnie należy być bardzo uważnym, by sprawdzić, czy zmiana miejsca pracy coś zmienia. Jeżeli zmieniamy kolejne firmy i dalej czujemy się tak samo, może to znaczyć, że niesiemy w sobie pewne mentalne nawyki, sposoby myślenia, podejście do relacji, które sprawiają, że nie chodzi a zmianę miejsca, lecz zmianę w nas samych.

          NEWSLETTER

          Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

            • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
            asertywność działa

            Miałam kiedyś na szkoleniu z asertywności Tomka, menedżera. Trafił do mnie jako początkujący kierownik. Właśnie awansował i zaczął zarządzać zespołem swoich kolegów, z którymi dotychczas współpracował.

            Na zakończenie szkolenia Uczestnicy zawsze dostają ode mnie zadanie domowe. Tym razem „zadaniem domowym” dla Uczestników było opisanie sytuacji, w której po szkoleniu zachowali się asertywnie.

            🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

            Asertywność działa!

            Wiadomość od Tomka była wyjątkowo długa i rozbudowana. Opisał mi w mailu historię, jak był z córką na zakupach w hipermarkecie. Kilkuletnią córkę trzymał w wózku z zakupami, po zrobieniu zakupów podjechali z wózkiem do kasy i stanęli spokojnie w kolejce.

            W pewnej chwili wcisnął się przed nich inny klient. Jak gdyby nigdy nic, ustawił się przed Tomkiem. W pierwszej chwili Tomek był kompletnie zaskoczony. Gdy pierwsze zdumienie minęło, rozpoczął sam ze sobą rozbudowany monolog wewnętrzny.

            Pierwsza myśl Tomka był okraszona zbulwersowaniem i złością: „No jak on śmie! Zaraz mu nawrzucam!”

            Myśl druga, korygująca pierwszą: „Nie no jak nawrzucam, dziecko przecież będzie słyszało. Nie wypada.”

            Myśl trzecia, odpuszczająca jakąkolwiek reakcję: „Dobra, nie taka duża sprawa, niech sobie stoi.”

            Myśl czwarta, po krótkiej refleksji: „No nie! Byłem na szkoleniu u Uli, uczyłem się asertywności! Nie muszę reagować agresywnie czy ulegle. Mogę zachować się asertywnie.”

            W wiadomości Tomek opisał, że przy tym dialogu ze sobą najbardziej bał się, jak zareaguje człowiek, któremu chciał zwrócić uwagę. Że może nakrzyczy, będzie nieprzyjemny, zaatakuje.

            Jednak, po przemyśleniu wszystkiego, zebrał się w sobie i spokojnym, ale też zdecydowanym głosem zwrócił się do mężczyzny:

            „Przepraszam proszę pana. Koniec kolejki jest tam” – i pokazał palcem miejsce za sobą.

            Wiecie, z jaką reakcją spotkał się Tomek?

            Mężczyzna z kolejki, lekko zaskoczony, odwrócił się do Tomka, spojrzał na niego, a następnie powiedział: „Ojej, przepraszam bardzo”, i przeszedł na wskazane miejsce.

            Wiesz, o czym jest ta historia?

            Oczywiście, o asertywności, o reagowaniu, o odwadze.

            Jednak tak najbardziej jest to historia o tym, że często tak bardzo boimy się, jak zareagują inni, że nawet nigdy nie spróbowaliśmy zwrócić im uwagi, zareagować, by sprawdzić, jak się zachowają i co powiedzą. Jest to historia o tym, że często to nie inni ludzie stawiają nam granice i nas blokują, lecz że robimy to sobie my sami.

            Ula! Asertywność działa!” – z dużą energią zakończył wtedy swoją opowieść Tomek.

            Chcesz stawiać granice w pracy lub życiu prywatnym? Sprawdź, czy kiedykolwiek próbowałeś zachować się inaczej, niż w sposób uległy lub agresywny.

            Powodzenia.

            NEWSLETTER

            Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych 🙂

              • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
              autopilot

              Jeden z moich Klientów – Piotr, w sesjach coachingowych opowiedział mi ostatnio o niespotykanej dla niego sytuacji.

              Pewnego wieczora, gdy w piątkowe popołudnie wszedł do swojej sypialni, zaczął się przebierać w piżamę i rozmyślać o tym, jak w pracy piętrzyły się przed nim niezliczone trudności.

              Przez głowę przewijały mu się rozważania o tym, że koledzy zrzucają na niego odpowiedzialność za wszystkie ważne kwestie. Myślał też o tym, jak ciężko mu wybrnąć z tej sytuacji, bo robili to w pozornie miły sposób: „To zadanie dla ciebie, bo najlepiej się na tym znasz”, „Zadzwoń do Klienta, bo on Ciebie lubi…”

              🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

              O kurcze! – w pewnej chwili swoich rozmyślań powiedział do siebie mój Klient- nie wpisałem do kalendarza, że obiecałem kontrahentowi zadzwonić do niego z samego rana, żeby ustalić termin spotkania. Kalendarz chyba zostawiłem w pokoju syna.

              Syn… – jego myśli pobiegły teraz w tym kierunku. Martwiły go bowiem słabe oceny chłopca. To już drugi rok nauczania zdalnego, a w następnym roku egzamin ósmoklasisty. No właśnie, mieliśmy z Kasią porozmawiać o korepetycjach. Ona uważa, że nie warto zaczynać już latem, mi się wydaje jednak…

              Piotrek rusz się! Rodzice już idą” – głos żony z korytarza wyrwał go gwałtownie z rozmyślań. I w tym momencie dotarło do niego, że do sypialni poszedł nie po to, żeby się położyć, ale po wieszaki na płaszcze dla rodziców, którzy niebawem mieli wpaść na kolację.

              Czym jest autopilot?

              Czy Piotr miał problemy z pamięcią? Bynajmniej… Piotr, pod natłokiem wielości zdarzeń, był tak zatopiony w rozważaniach, że wykonywane czynności podejmował na autopilocie. Autopilot to mechanizm umysłu, który zajęty niekończącym się strumieniem myśli odcina nas od świadomego przeżywania teraźniejszości.

              Może tobie także zdarzyła się taka sytuacja:

              • jechałeś do sklepu, a złapałeś się na tym, że właśnie skręciłeś w drogę, która prowadzi Cię codziennie do pracy
              • zacząłeś obierać ziemniaki, mimo, że wcześniej przygotowałeś sobie wszystkie składniki na potrawę z ryżem
              • odpisywałeś na maile i po pół godziny, odkładając komputer, uświadomiłeś sobie, że zajrzałeś na skrzynkę tylko po plik potrzebny Ci do raportu

              To trochę tak, jakby twój umysł działał niezależnie od ciała, lub odwrotnie – ciało działało automatycznie, w oderwaniu od umysłu. A wszystko dzieje się tak subtelnie, że przez długie godziny możesz nie być tego świadomym.

              Czy autopilot jest pomocny?

              Autopilot może nam czasem nastręczyć problemów, a jednocześnie jest jednym z największych dokonań ewolucji. Pomaga nam, bo jednorazowo możemy się mocno skupić tylko na jednej rzeczy lub powierzchownie na kilku mniej znaczących.

              Zatem, gdy po głowie plącze Ci się kilka a może nawet kilkanaście ważnych myśli – Twoja „pamięć robocza” zaczyna się przepełniać. To moment, kiedy zaczynasz odczuwać stres. Jest tyle spraw do załatwienia, problemów do rozwiązania, tyle wątpliwości, zmartwień, zadań w kolejce…

              To w takich sytuacjach ludzie mówią, że „życie przecieka im przez palce”. Bo nie da się jednocześnie cieszyć spacerem z dzieckiem i myśleć o wczorajszych problemach w pracy, dostrzegać piękna wiosny i myśleć o tym, co trzeba jutro kupić na obiad dla rodziny.

              Gdy pogrążasz się głęboko w swoich myślach, w końcu Twój umysł się zawiesza i ciało potrzebuje wsparcia do funkcjonowania – włącza autopilota.

              To w sposób oczywisty pomocne – dzięki temu pogrążeni w myślach możemy prowadzić samochód, gotować obiad, pisać raport.

              Wady funkcjonowania na autopilocie

              Autopilot niesie też ze sobą pewne niebezpieczeństwa i ograniczenia. Bo to tryb oszczędnościowy, często w niewielkim stopniu angażujący naszą świadomość. To dlatego nie do końca wiemy, co robimy i najlepszym przykładem była historia mojego Klienta…

              W trybie autopilota nawyk wywołuje nawyk. Łapiesz się najpierw na tym, że wychodząc z pracy tak bardzo zagadałeś się ze współpracownikiem, że nie zabrałeś ze stołu kluczy do domu, choć mówiłeś sobie, żeby pamiętać, że tam leżą. Po dojściu do domu uświadamiasz sobie, że dotarłeś tu automatycznie zapominając, że umówiłeś się na mieście. Siedząc w taksówce i pędząc spóźniony na spotkanie uświadamiasz sobie, że nie masz przy sobie gotówki… itd.

              Funkcjonując na autopilocie zmniejszasz lub gubisz kontrolę na swoim życiem i nad czasem. Tracisz go na naprawianie błędów i niedociągnięć. Marnujesz czas na robienie czegoś, czego być może wcale nie planowałeś, podczas gdy faktyczne zadania, które miałeś do realizacji, czekają…

              W Twoje życie subtelnie, krok po kroku, wkrada się chaos.

              Jeśli dodatkowo nawykowe myśli są negatywne: „ktoś na pewno myśli o mnie źle”, „ktoś na pewno chce mnie wykorzystać”, „ktoś na pewno zrobił tak, bo chciał mi zrobić na złość”, to do chaosu dołącza stres, smutek i lęk.

              Trenuj uważność!

              Co zatem zrobić? Sekretem jest zauważanie, kiedy w Twojej głowie kłębi się zbyt wiele myśli, czy kiedy te myśli z góry zakładają czarne scenariusze. Sekretem jest swego rodzaju przebudzenie: uważność na to, co się dzieje, czego doświadczam, co czuję i myślę.

              I zanim powiesz, że to nie takie łatwe – nie bez powodu mówi się o praktykowaniu lub treningu uważności. Wysportowanej sylwetki nie osiągniesz bez ćwiczeń, to samo dotyczy spokoju, skupienia na chwili obecnej, świadomego życia.

              Ćwicz skupianie się na tym co tu i teraz. Zauważaj, gdy jesteś bez końca zatopiony w myślach, gdy tkwisz myślami w tym, co już się wydarzyło lub gdy jesteś nimi już w przyszłości: w okolicach jutra, a może tego, co za miesiąc lub za 10 lat.

              Skupiając się na tym, na co realnie masz wpływ, obniżasz swój stres, odzyskujesz kontrolę, wiesz, co robisz. Będąc bardziej „obecnym” w pracy, staniesz się bardziej efektywnym. Będąc bardziej „obecnym” w domu, odzyskasz radość z przebywania z bliskimi. Same zalety, dlatego warto. Życzymy ci wspaniałego treningu bycia w teraźniejszości 🙂

              NEWSLETTER

              BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

              Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                stawiać granice

                Znajoma (poprosiła mnie o zmianę imienia, więc niech będzie dziś Kaśką), opowiedziała mi ostatnio o ćwiczeniu, które wykonywała kiedyś, uczestnicząc w warsztatach z asertywności dla kobiet.

                🎧 Wolisz posłuchać? Tekst bloga czyta autorka, Urszula Grabowska – Maleszko.

                Ćwiczenie przebiegało w parach. Jedna osoba miała za zadanie odejść na pewną odległość, a następnie zacząć się powoli przybliżać do koleżanki, z którą ćwiczyła. Miała przybliżać się i przybliżać do czasu, aż usłyszy od tej drugiej komunikat: GRANICA. Miał to być znak, aby się zatrzymać i nie przybliżać się bardziej. Tak więc, zadaniem Kaśki w tym ćwiczeniu było doświadczać przybliżania i w chwili, gdy koleżanka z pary będzie już za blisko (przekroczy subiektywne granice bliskości), zareagować i powiedzieć „GRANICA”.

                asertywność

                W parze mojej znajomej ćwiczenie przebiegało „dziwnie”. Za każdym razem koleżanka „przybliżająca się” wchodziła wręcz fizycznie na moją znajomą. Po kilku próbach dziewczyny zgłosiły się więc do prowadzącej o pomoc, z pytaniem, co w przebiegu ich ćwiczenia idzie „nie tak”.

                Prowadząca warsztaty weszła w rolę przybliżającej się. W sposób lekko przerysowany (dość szybko i zdecydowanie) zaczęła zbliżać się „ćwiczeniowo” do Kaśki. I znów powtórzyło się to, co w poprzednich odsłonach ćwiczenia.

                Prowadząca także dosłownie weszła na Kaśkę, która nagle, w gwałtownym odruchu, odepchnęła ją od siebie.

                „Co ty robisz?”– padło od prowadzącej warsztaty zaciekawione pytanie.

                „No jak to co?„- prawie wykrzyknęła Kaśka – „Odepchnęłam cię, bo na mnie weszłaś!”

                „Jasne”– odpowiedziała ze spokojem prowadząca.- „A gdzie była twoja „GRANICA”, którą miałaś dać mi znać, że jestem już za blisko i chcesz, żebym się zatrzymała?”

                Kaśka, jak mi opowiadała, w tamtym momencie szkolenia – zdębiała. I to dosłownie. Otworzyła szeroko zdziwione oczy, zamilkła i zrobiła ustami „karpia”.

                jak asertywnie odmawiać

                Uświadomiła sobie w tamtej sekundzie, że faktycznie, pomimo, iż miała w rękach „narzędzie”, w jakiś sposób, mentalnie, było ono poza jej zasięgiem. Jej zdziwienie było ogromne, bo w ćwiczeniu, jak w soczewce, zobaczyła swoje dotychczasowe relacje w życiu osobistym i zawodowym. Z dziećmi, z mężem, ze swoimi rodzicami, w firmie.

                Olśniło ją, że podobnie jak na szkoleniu – pozwala innym przekraczać własne granice, nie dając bliskim jasno znać, gdzie te granice biegną i że one już są. I gdy już ma dość i jest przeciążona tym, że „podchodzą za blisko” i „krążą” po jej terytorium – naskakuje, warczy, odpycha i atakuje złością. Oni nie rozumieją i są zaskoczeni, bo przecież nic wcześniej nie sygnalizowała, a ona zła – i na nich i na siebie, że się nie domyślili.

                Czego nauczyłam się od Kaśki? Czego możemy nauczyć się z jej historii?

                Tego, by sprawdzać najpierw, gdzie jest nasza granica. Nie musimy jej „stawiać”, bo ona najpewniej już jest, istnieje, mamy ją już ustawioną. Najpierw tylko sami potrzebujemy ją dostrzec. Zobaczyć, gdzie się zaczyna, gdzie kończy, jakie terytorium obejmuje. Następnie zaś należy upewnić się, czy REAGUJEMY czując, że ktoś tę granicę przekracza.

                stres

                A ty? Reagujesz? Mówisz wystarczająco wcześnie i jednoznacznie słowo: „GRANICA”?

                Mówisz je głosem spokojnym i zdecydowanym, bez wykrzyknika, bo reagujesz na czas? Bez czekania, aż ktoś wejdzie ci na głowę? Wcześniej, od razu?

                To ważne, by tak było i by świat wiedział, gdzie przebiega granica naszego terytorium. Ważne i dla nas i dla świata.

                I to my odpowiadamy za to, by była pełna jasność co do tego, gdzie ta nasza granica dokładnie jest. 🙂

                NEWSLETTER

                Bądź z nami w kontakcie i otrzymuj informacje o nowościach, artykułach i nadchodzących szkoleniach.

                  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

                  matryca relacji

                  Na początek mamy dla Ciebie pytanie: W jaki sposób reagujesz, gdy spotykają Cię w życiu problemy, wydarzenia, na które się nie zgadzasz, rzeczy, które Cię zaskoczyły?

                  Czy napotykając problem przeżywasz zdarzenie raz za razem, nie potrafiąc skupić się na niczym innym? A może szukasz winnych, obwiniasz siebie, lub od razu zabierasz się do działania, by rozwiązać problem?

                  Aby uświadomić sobie, jak zazwyczaj działasz, pomyśl o ostatnim takim zdarzeniu. Być może było to jakieś głębokie rozczarowanie w pracy, a może trudne wydarzenie z życia osobistego – związane z partnerem, dzieckiem, rodzicem lub znajomymi? Przerwij teraz na chwilę czytanie, weź kartkę (lub notes) i długopis i zapisz krótko, czego dotyczy Twoja obecna sytuacja problemowa. Na końcu artykułu czeka na Ciebie ćwiczenie, dzięki któremu będziesz mieć okazję przyjrzeć się swojej sytuacji problemowej w inny, nowy sposób.

                  Alan Seale w swojej książce „Transformująca obecność” prezentuje matrycę relacji, pokazując, na jakim poziomie większość z nas angażuje się w trudną i problemową dla nas życiową sytuację.

                  Otóż, według jego podejścia, matryca relacji obejmuje cztery sposoby zaangażowania w problem:

                  1. Dramat
                  2. Sytuacja
                  3. Wybór
                  4. Możliwości

                  „Jak to możliwe?” – poziom Dramatu

                  Najbardziej na powierzchni w podejściu jest poziom Dramatu, czyli reakcja emocjonalna. Na tym poziomie pojawia się zaskoczenie i myśli w stylu: „Jak to możliwe, że mnie to spotkało?”, „To niemożliwe, że tak się stało!”.

                  Na tym poziomie dosyć szybko przechodzimy do szukania winnego, pytając siebie: „Czyja to wina?”, „Jak on mógł mi to zrobić?”, „Kto zawinił tej sytuacji?”

                  Ten etap przez chwilę może być nam przydatny, bowiem skupiając się na emocjach pozwalamy sobie, by zeszło z nas pierwsze napięcie. Jednakże, zbyt długie przebywanie w Dramacie (chociażby przez wielokrotne opowiadanie tej samej historii komuś bliskiemu) to głównie pułapka dla nas samych. Tracimy energię na tkwienie w emocjach. To zabiera nam siłę, czas i koncentrację.

                  „Jak temu zaradzić?” – poziom Sytuacji

                  Kolejny etap zaangażowania w sytuację problemową to wg autora poziom Sytuacji. Gdy uda nam się w niego wkroczyć, emocje zastępuje analiza tego, co się wydarzyło i poszukiwanie rozwiązań.

                  Na tym etapie zadajemy sobie pytanie: „Jak temu zaradzić”, lub czasem: „Jak temu zaradzić najszybciej, by świat zewnętrzny nie dowiedział się, co się wydarzyło?” Zapraszam Cię, byś znów zrobił przerwę w czytaniu i zapisał odpowiedzi na pytanie: „Jak mogę temu teraz zaradzić?”

                  Będąc na poziomie Sytuacji chcemy spowodować, by znowu było „dobrze”, „normalnie”. Chcemy „załatwić sprawę” i o niej zapomnieć.

                  Jeśli w trudnej (lub bardzo dla siebie trudnej) sytuacji pozostaniesz na poziomach Dramatu i Sytuacji, niewiele się z tego nauczysz. Na tych poziomach nie dostrzegamy jasno tego, co się naprawdę wydarzyło. Co więcej, istnieje prawdopodobieństwo, że podobna sytuacja znowu się pojawi, ponieważ rzeczywisty PROBLEM leżący u jej podstawy (przesłanie płynące z tej sytuacji) pozostaje niedostrzeżony.

                  W naszym społeczeństwie poziom Sytuacji bywa często ostatnim poziomem, do jakiego docieramy. Jesteśmy świetnie wyszkoleni w poszukiwaniu winnych za to, co się stało lub w byciu „rozwiązywaczami” problemów. To ustawia nas w pozycji, w której różne rzeczy w życiu nam „się wydarzają” i musimy sobie z nimi jakoś radzić.

                  „Jaką rolę wybieram w tej sytuacji?” – poziom Wyboru

                  Warto przekroczyć kolejny próg zaangażowania w problem, który pojawił się w Twoim życiu i przejść na poziom Wyboru.

                  Wyjdź z inspirującego założenia, że „Problem nie jest czymś, co należy od razu rozwiązać. To wiadomość, której należy wysłuchać”.

                  Na tym poziomie zaangażowania nie chodzi bynajmniej o wybór sposobu, jak naprawić daną sytuację. Ten poziom zachęca nas do podjęcia świadomego wyboru odnośnie tego, kim chcemy być w tej sytuacji. To pytanie o wybór roli i postawy względem zdarzenia.

                  By dać sobie szansę obecności na tym poziomie, odpowiadamy na pytania:

                  „Jaką rolę chcę przyjąć w tej sytuacji?”

                  „Jaką rolę odegrałem w tej sytuacji?”

                  „Jak zamierzam się teraz zaangażować w tę sytuację?”

                  Ten etap uświadamia nam, że choć nie możemy już zmienić tego, co się wydarzyło, mamy wpływ na to, kim będziemy w tych okolicznościach. To ogromny krok w stronę odpowiedzialności za siebie, swoje wybory i działania. By zaangażować się i współtworzyć z życiem, a nie pozwalać, by życie nam „się zdarzało”.

                  „Co chce się wydarzyć?” – poziom Możliwości

                  Analiza zdarzenia na poziomie Możliwości otwiera nas na zmianę i niepowtarzalny rozwój.

                  Na tym poziomie najmocniejsze pytanie brzmi: „Co chce się wydarzyć?”

                  Przyjmujemy tu do wiadomości, że sytuacja zdarzyła się z jakiegoś powodu, nawet, jeżeli jeszcze nie rozumiemy, z jakiego. Uznajemy, że trudna i problemowa sytuacja próbuje nam coś powiedzieć i przekazać ważną wiadomość.

                  Im większy Dramat tym większe Możliwości.

                  Bo dramat jest jak dzwonek, który alarmuje nas, że COŚ CHCE SIĘ ZMIENIĆ.

                  I tak, jeżeli Twoje zaangażowanie dochodzi jedynie do poziomu Dramatu i Sytuacji, złapiesz się w końcu na tym, że tkwisz tylko w bieżącym gaszeniu pożarów. Będziesz czuć, że żyjesz od jednego kryzysu do kolejnego. Twoje życie to będzie akcja – reakcja, do czasu, aż opadniesz z sił.

                  Jeśli jednak zaangażujesz się w swoje życie na poziomie Wyboru i Możliwości – zobaczysz, że odzyskując kontrolę odzyskasz też energię. To Ty będziesz wybierać, kim chcesz być w danej sytuacji, a pytanie „Co chce się wydarzyć” otworzy Cię na przeogromny rozwój.

                  Jak wdrożyć w codzienne życie 4 poziomy zaangażowania?

                  W kontekście trudnej sytuacji, którą zapisałeś i na przykładzie której przetestujesz podejście na 4 poziomach zaangażowania, przejdź w skupieniu przez kolejne etapy, odpowiadając na pytania z każdego poziomu:

                  1. Dramatu: Czyja to wina? Kto powinien za to odpowiedzieć? Dlaczego mnie to spotkało?
                  2. Sytuacji: Jak mogę to naprawić najszybciej, jak to możliwe?
                  3. Wyboru: Jaką wybieram rolę w tej sytuacji? Jaką wybieram postawę wobec tej sytuacji?
                  4. Możliwości: Co chce się wydarzyć? Co chce się poprzez to ujawnić? Co próbuje się zmienić? Jaki przełom próbuje się wydarzyć? Jakie pojawiają się tu możliwości?

                  Teraz, gdy doszedłeś do poziomu Możliwości, przejdź raz jeszcze „w górę”, dopisując kolejno nowe odpowiedzi na pytania:

                  1. A więc, co chce się wydarzyć?
                  2. Do bycia kim mnie to zaprasza?
                  3. Do zrobienia czego mnie to zaprasza?
                  4. Kto jest winny?

                  Matryca relacji jest prosta, lecz naprawdę potężna i rozwijająca. Wydarzyła się w Twoim życiu tragedia? Nie poprzestawaj na obwinianiu i szukaniu rozwiązania. Przyjmij przesłanie- mądrą lekcję płynącą z tego zdarzenia, by w przyszłości uniknąć powtórzeń.

                  NEWSLETTER

                  BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

                  Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                    jak reagujesz w sytuacji stresowej

                    W literaturze dotyczącej zdrowia i psychologii znaleźć możemy różne informacje o tym, jak my, ludzie, reagujemy w sytuacji stresowej.

                    W sytuacji takiej uciekamy się do stylów zachowań, które można usystematyzować w następujący sposób:

                    • styl skoncentrowany na zadaniu
                    • styl skoncentrowany na emocjach
                    • styl skoncentrowany na unikaniu

                    Styl skoncentrowany na zadaniu

                    Styl taki stosuje osoba, która w sytuacji stresowej skupia się na problemie i szybko zabiera się za jego rozwiązanie, lub usuwanie jego przyczyn. To styl skupiony na konstruktywnym działaniu i poszukiwaniu sposobów wpływu na rzeczywistość.

                    Wiele lat temu, w grudniowe popołudnie, sąsiadka zauważyła, że w moim domu, w którym pogaszone są wszystkie światła, widać było błyski latarek.

                    Natychmiast oceniła, że to włamywacze, zadzwoniła do mnie, by mnie o tym fakcie poinformować, a następnie chwyciła za szczotkę z długim kijem i ruszyła przegonić złodziei.

                    Historia skończyła się o tyle dobrze, że przestępcy uciekli wcześniej i nie zrobili jej krzywdy.

                    To idealny przykład zachowania w stresie, skoncentrowanego na działaniach.

                    Styl skoncentrowany na emocjach

                    Styl ten oznacza, że w sytuacji stresowej osoba doświadczająca napięcia, przede wszystkim skupia się na przeżywaniu tego, czego doświadcza i próbach rozładowania swoich emocji.

                    Osoba, która przeżywa stres w taki sposób w głowie, wielokrotnie prowadzi dialog wewnętrzny, pisze scenariusze, co zrobi lub powie, jeśli sytuacja dotyczyła osób trzecich lub rozpamiętuje w kółko to, co się stało.

                    Styl skoncentrowany na unikaniu

                    W stylu skoncentrowanym na unikaniu albo angażujemy się w czynności zastępcze albo uciekamy w poszukiwanie kontaktów towarzyskich. Pojawiają się tu np. sprzątanie, seriale, ale też długie rozmowy telefoniczne.

                    Nasuwa się pytanie, który styl jest najlepszy? Część koncepcji na ten temat wskazuje koncentrację na zadaniu, jako najbardziej pożądaną. Warto jednak na style spojrzeć także inaczej, przez pryzmat tego, że radzenie sobie w sytuacji stresowej może być kilkuetapowe i że dany styl, w danym momencie, może być po prostu adekwatny do bieżącej chwili.

                    Za przykład niech nam posłuży moja osobista historia, bardzo stresującej dla mnie, wpadki zawodowej. Jakiś czas temu, w sobotni poranek, tuż przed rozpoczęciem warsztatów, zadzwoniła do mnie, z zupełnie innego miasta, moja klientka. Zdziwionym głosem zapytała, gdzie jestem, bo jej zespół handlowy, zgodnie z ustaleniami, siedzi właśnie w sali szkoleniowej, czekając na moje szkolenie.

                    To, co się zdarzyło potem i jak tym kryzysem zarządziłam, jest dobrym przykładem na to, że różne style radzenia sobie ze stresem mogą być adekwatne na kolejnych etapach sytuacji stresowej.

                    W pierwszej chwili pomyślałam wtedy: „O rety, o rety! Coś pewnie oni pomieszali! To nie może być prawdą!” Po krótkiej rozmowie z dzwoniącą klientką ustaliłyśmy, że odezwę się później. A ja, wątek zapomnianego terminu „zaparkowałam” na czas szkolenia, które właśnie zaczynałam. Rozpoznajecie tu styl unikania? Powiedziałam sobie wtedy: „Nie myśl o tym, skup się na tym, co tu i teraz”.

                    Po zakończeniu dnia szkoleniowego pierwszą rzeczą, jaką sprawdzenie, jak to się stało.

                    Uświadomienie sobie, że to faktycznie ja pomieszałam terminy sprawiło, że pojawiło się we mnie dużo emocji, ukrytych pod myśleniem: „ale porażka!”, „jak mogłam zapomnieć!”. Potrzebowałam czasu, by emocje związane z tym zdarzeniem – złość, bezradność, żal- po prostu „przeżyć”. Tak, to był etap koncentracji na emocjach.

                    Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, zaczęłam analizować możliwości, obmyślać plan, jak rozwiązać zaistniałą sytuację. Byłam już w mocnym skupieniu na zadaniu.

                    Także, gdy doświadczasz stresującej sytuacji, która wybiła cię z rytmu życia, dostrzeż, którą strategię radzenia sobie ze stresem uruchomiłeś na początku. Sprawdź, na ile jest ona w danej chwili pomocna i – co najważniejsze – jak długo chcesz w niej pozostać.

                    Potrzebujesz się na chwilę wyłączyć? Ok, obejrzyj film, schowaj się przed światem, „zaparkuj” problem. Ale nie siedź w tym zbyt długo, sprawdź, kiedy pora iść dalej. Wyzłość się, wysmuć, wyżal. Zaopiekuj własnymi emocjami, i daj im trochę przestrzeni. I znowu – sprawdź, kiedy pora, by iść dalej. By otrzepać się, uznać fakty, ustalić, na co masz wpływ i świadomie przejść do etapu koncentracji na rozwiązaniu, by zacząć budować konstruktywny plan.

                    A Ty jak reagujesz w sytuacji stresowej?

                    Jeżeli obecna sytuacja jest dla ciebie źródłem stresu, sprawdź, jak na nią zareagowałeś, co się zmieniło przez ostatnie tygodnie i na jakim etapie jesteś obecnie. Czy unikasz konfrontacji i udajesz, że rzeczywistość się nie zmieniła? Czy jesteś na etapie emocjonalnego przeżywania tego, co się dzieje? Bo może już pora, by przejść do etapu skupienia się na projektowaniu nowych, skutecznych rozwiązań? Szkoda byłoby ten etap przegapić.

                    NEWSLETTER

                    BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

                    Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.