Wpisy

Gdy obecnie rozglądam się wokół, rozmawiam z Klientami, przyjaciółmi, znajomymi, mam ogromne poczucie, że pandemia szaleje, wymknęła się spod kontroli i rozlewa się z niewyobrażalną siłą pomiędzy ludźmi.

Chorowanie to po pierwsze cały temat zdrowotny, jeżeli chodzi o ciało, ale to także bardzo duży temat dotyczący naszego stanu psychicznego i emocjonalnego.

Miałam w ostatnich dniach okazję rozmawiać z osobami, które – przechodząc wirusa całkiem łagodnie – mierzyły się z równie poważnymi jak wirus tematami: strachu przed tym, co będzie, obaw jak jest, z tematem odosobnienia, „uziemienia”- że muszą siedzieć w domu, nigdzie nie wychodzić, po prostu być i czekać.

Dlatego też zdecydowałam się, że wnioski z moich rozmów z osobami, które chorują, konkluzje, jak lepiej sobie radzić w obecnej sytuacji, zbiorę, by mogli z nich skorzystać inni. Sprawdź, bo być może pomogą Tobie lub okażą się przydatne bliskim Ci osobom.

1. Przede wszystkim bądź bardzo uważny na swój stan zdrowia fizycznego. Jeśli przechodzisz chorobę w miarę łagodnie, i tak miej plan, co zrobisz, gdyby zdrowie zaczęło poważniej szwankować. Ustal numery telefonów, porozmawiaj z bliskimi. Określ scenariusz, co po kolei zrobisz i jak zadziałasz.

2. Zdrowie jest w tej sytuacji najważniejsze. Dlatego też miej świadomość, że Twój organizm mierzy się z wirusem, z jakim nigdy nie miał do czynienia. Więc znowu podkreślam: bądź mądrze uważny na wszystkie objawy, by reagować, gdyby była taka potrzeba. Jako ludzie mamy przedziwną właściwość pomniejszania i bagatelizowania sytuacji. Obecna sytuacja jest poważna. Uznaj to.

3. Nie ufaj temu, że poczujesz się lepiej. Ten wirus działa tak, że w ciągu choroby będą chwile, gdy będziesz się czuć, jakbyś był w pełni zdrowy. Nie ufaj temu. Załóż, że przez minimum dwa, trzy tygodnie chorujesz. Daj sobie przez ten czas pełną opiekę i troskę o swój organizm. Rozmawiałam z wieloma osobami i wiem, że chorują w taki sposób, że czują się źle, potem po nocy nagle odzyskują siły, zaczynają normalnie funkcjonować, a potem znowu dopada je załamanie zdrowotne. Załóż sobie na sztywno, że murowane dwa tygodnie przeznaczasz na chorowanie i dochodzenie do siebie.

4. Włącz pokorę, pokorę i jeszcze raz pokorę. Po prostu masz dać sobie czas, poczekać, wytrwać. Doceń, jeżeli przechodzisz wirusa łagodnie. Miej jednak świadomość, że i tak sytuacja może się pokomplikować, oraz że zarażasz.

5. Choruj „po kawałku”. Wracaj do zdrowia małymi krokami. Pewnie czas Ci się dłuży, pewnie rośnie Twoja niecierpliwość. Pamiętaj, że to wszystko jest naturalne. Dziel powrót do zdrowia na małe odcinki czasu. Powtarzaj sobie: „Ok, wytrzymam do jutra”, „Ok, wytrzymam do soboty”. Pomyśl, czym jest jeden tydzień w skali całego Twojego życia? Mów do siebie: „Jeszcze trochę poczekam”. Uznaj, że irytacja z powodu tego, że nie możesz pójść, gdzie chcesz, nie możesz spotkać się z kim chcesz, że frustrujesz się tym, że przez 2 tygodnie masz żyć inaczej niż normalnie, jest naturalna. Włącz pokłady pokory i cierpliwości. Pamiętaj i powtarzaj sobie, że przecież niebawem, za kilka dni to wszystko się skończy.

6. Jeżeli czujesz się wystarczająco dobrze, planuj sobie dzień. Bądź w kontakcie z bliskimi, rozmawiaj, przyjmuj pomoc.

I na koniec jeszcze jeden skuteczny sposób:

Jeśli jest Ci, lub będzie naprawdę trudno psychicznie i emocjonalnie, weź do ręki kartkę i długopis. Zrób spokojny wdech i wydech. Wyobraź sobie, że sytuacja się odwróciła: jesteś zdrowy i właśnie rozmawiasz z przyjacielem, który zadzwonił do Ciebie z informacją, że zachorował i mówi Ci właśnie, jest bardzo jest mu ciężko. Opowiada, że mu trudno siedzieć w domu, że czuje się ograniczony, porzucony, że czas mu się dłuży, boi się o pracę, o to, co będzie dalej.

I teraz zadanie dla Ciebie: Co byś mu powiedział? Spisz na kartce skrupulatnie swoje słowa otuchy, wsparcia, pocieszenia. Spisz wszystko, co z tej perspektywy wiesz, widzisz i co jest pomocne.

Gdy już wszystko dokładnie zapiszesz, przeczytaj to sobie (po cichu, na głos, wypróbuj na różne sposoby). Lub poproś, by ktoś Ci to przeczytał. Lub nagraj to sobie na dyktafon i odsłuchaj.

Sprawdź osobiście, jak bardzo podniesie Cię to na duchu. Sprawdź, jak bardzo to będzie pomocne.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

     

    Zdjęcie w nagłówku:

    House photo created by diana.grytsku – www.freepik.com

    żąl i uraza

    Negatywne doświadczenia, takie jak żal i uraza do kogoś, mogą nas trzymać w swoim uścisku latami. A że żal i urazę karmimy swoimi myślami, swoją własną energią, często niewiele tej energii pozostaje nam na radość życia, cieszenie się tym, co mamy i czego doświadczamy na co dzień. Nawet gdy ktoś nam radzi „Odpuść, wybacz, zapomnij!”, najczęściej reagujemy irytacją, zasłaniamy się tym, że inni nas nie rozumieją.

    Wbrew temu, co nam służy, w tej niewygodnej sytuacji chowania urazów potrafimy się na stałe „rozgościć”. I dzieje się tak, pomimo że przeżywanie bez końca tych samych zdarzeń z przeszłości rani nas samych, wpływa negatywnie na naszą energię, relacje ze światem, na nasz komfort życia. Dlatego na szkoleniach uczę Uczestników, że w życiu warto umieć wybaczać. Wybaczać sobie i innym. I podkreślam, że wybacza się „dla siebie”, z myślą o sobie i dla swojej siły i jakości życia.

    Rozmowę o tym, czym są długoletni żal i uraza oraz o roli wybaczania, miałam okazję prowadzić niedawno podczas sesji coachingowej z Anną, moją klientką. Anna to dojrzała kobieta, po 50-tce, która pracowała w czasie sesji z tematami swojej relacji z mężem.

    Zwróciło moją uwagę, że Anna dość wytrwale pomijała w swoich relacjach to, jak układa jej się obecnie w związku z mężem, a wspominając o swojej sytuacji małżeńskiej nawiązywała do pewnego zdarzania sprzed ok. 20 lat (tak, dwudziestu!).

    Jej mąż w tamtym czasie bardzo ciężko i niespodziewanie zachorował na serce. Wylądował w szpitalu. I jak na początku bywa, chorym interesuje się każdy, z czasem bliskich i znajomych w szpitalu pojawiało się mniej. Za to moja Klientka trwała przy mężu, jak przy małżeńskiej przysiędze „na dobre i złe”. Odwiedzała go, opiekowała się nim, dodawała otuchy, dotrzymywała towarzystwa. Jednego dnia, jak opowiadała Anna, bardzo spieszyła się do domu. Ich wspólne dzieci, wtedy jeszcze całkiem małe, zostały tego dnia same w domu. I w czasie tej wizyty, gdy chciała już biec na pociąg do ich miasta, mąż błagalnym tonem poprosił, aby została z nim jeszcze chwilę dłużej. Anna została, pojechała następnym pociągiem.

    Historia choroby zakończyła się szczęśliwie, mąż stanął na nogi, wrócił do domu, z czasem do pracy. Można by powiedzieć, że wszystko wróciło do normy.

    Ale nie do końca…

    W czasie naszej rozmowy, Anna, opowiadając tę historię, była naprawdę rozgoryczona. „Wyobraża to Pani sobie?!?”– pytała mnie retorycznie podniesionym głosem – „Małe dzieci były same w domu, a on myślał wtedy tylko o sobie! Zostałam wtedy w szpitalu, a nigdy, ale to nigdy mi za to nawet nie podziękował!”

    „Tak jakby to było takie oczywiste”– kontynuowała – „A przecież nie było! Wymagało ode mnie wyrzeczeń, pracy, było mi naprawdę ciężko. Też potrzebowałam wsparcia. A on wtedy myślał tylko o sobie i swojej chorobie! Takim był egoistą! A chociaż proste słowo „Dziękuję” wiele by zmieniło” – zakończyła z żalem w głosie.

    Moja Klientka nigdy nie zdecydowała się na rozmowę z mężem. „Dziś, po 20 latach, nawet gdybym powiedziała mu o swoich uczuciach, to nic już by to nie zmieniło. Nie potrafię mu wybaczyć, że wziął mnie wtedy za pewnik”. I tak relację tej kobiety z mężem od wielu lat przepełnia żal i uraza.

    Kto w tej relacji został tak naprawdę ukarany? Kto cierpiał?

    Mąż, który nie wiedział, że 20 lat temu sprawił tak wielką przykrość małżonce czy Anna, u której stare wspomnienia są wciąż żywe i patrząc na męża, często myśli tylko i wyłącznie o tym, jak ją zranił wiele lat temu? Dawny żal i uraza powodują w niej złość, złość przekłada się na sposób, w jaki rozmawia z mężem, nie dostrzega pozytywnych oznak jego miłości, troski i wkładu w małżeństwo i tak błędne koło się zamyka.

    Skoro chowanie urazy, żal negatywnie wpływają na nas samych, to jak to się dzieje, że z własnej woli możemy w niej tkwić np. 20 lat?

    Trzymanie się naszych negatywnych doświadczeń, wracanie do nich, przeżywanie ich na nowo, można porównać do rozdrapywania gojącej się rany. Sprawia nam to ból, czemu więc to robimy? Bo lubimy się trzymać się rzeczy, sytuacji i okoliczności, które znamy, nawet jeśli są dla nas nieprzyjemne. „Wygoda” polega na tym, że wszystko to już się wydarzyło, bezpiecznie jest rozpamiętywać, że np. mąż nie podziękował, najlepsza przyjaciółka zdradziła, dziecko oszukało.

    Czasem może też być tak, że negatywne doświadczenia z przeszłości chętnie wykorzystujemy do uzasadnienia tego na co się nie decydujemy w teraźniejszości. Pamiętasz tę paskudną rzecz, którą ktoś wyrządził ci lata temu? Przed czym Cię to powstrzymuje? Przed rozmową, spotkaniem z rodziną, przed budową nowego związku, przed poszukaniem lepszej pracy? Prawda jest taka, że jeżeli nie potrafisz wybaczyć, przeszłość staje się częścią twojej teraźniejszości i działa przeciwko tobie. Zabiera energię, hoduje negatywne emocje, okrada ze szczęścia.

    Jeśli umiesz wybaczyć, energię marnowaną na chowanie urazy wykorzystasz na pozytywne aspekty swojego życia, na jego wzbogacanie.

    Wiesz, jak możesz to zrobić?

    Oddziel przeszłość od teraźniejszości. Mam swoją własną metaforę życia jako długiej, piaszczystej drogi, którą widzę w środku ciepłego, słonecznego lata. Na poboczach mojej drogi (życia) rosną polne kwiaty (głównie rumianki i niebieskie chabry), także chwasty i nierównej wysokości trawa. Będąc w tej metaforze – zostaw przeszłość w przeszłości. Zamiast nieść ją na plecach, odłóż ją na poboczu swojej drogi. Niech przeszłe wydarzenia, żal i uraza zostaną tam, gdzie ich miejsce.

    Naucz się myśleć o dawnych urazach w taki sposób: nawet jeżeli ktoś zrobił nam kiedyś coś bardzo marnego, zrobił maksymalnie wszystko, na co było go wtedy stać. Gdyby mógł zrobić w tamtym czasie więcej, pewnie by zrobił. Ale nie zrobił. Zostawiaj życiowe balasty na poboczu, w przeszłości. I co ważne: pamiętaj, że to, że wybaczasz, nie znaczy, że akceptujesz. Ale że wybaczasz. Bo wybacza się dla siebie i swojej życiowej siły.

    Anna, moja klientka, po rozmowach ze mną, w końcu wybaczyła swojemu mężowi tamte zdarzenia z przeszłości. Spojrzała szerzej na ich relację i jego rolę w rodzinie przez te wszystkie lata. Dostrzegła, jakim był ojcem. Jak dbał o nich, zabierał dzieci na wakacje, gotował obiady, pomagał. Dostrzegła w końcu, że na emeryturze troszczył się też z miłością o wnuki, pilnował ich, wychowywał, opiekował się. Był na każde zawołanie dzieci i wnuków. I nigdy nawet słowa nie powiedział, nigdy na to nie narzekał. Anna uświadomiła sobie, że nie wprost przez słowo „dziękuję”, ale przez wiele swoich uczynków okazał wdzięczność żonie i oddanie rodzinie.

    Temat wybaczania jest ważnym zagadnieniem, poruszanym przeze mnie także podczas warsztatów rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”. Jeśli chcesz go zgłębić, przepracować urazy z przeszłości, by iść dalej wolnym i silnym, zapraszam na warsztaty. Na nich się tego nauczysz.

     

    NEWSLETTER

    Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

     

      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

       

      ktoś cię obraził

      Mam znajomą, która kilka miesięcy temu dostała na swoje urodziny od męża trzymiesięczny karnet na siłownię. Z uśmiechem otworzyła prezent i….

      po chwili uśmiech zniknął z jej twarzy…. Spojrzała na swojego męża tężejącą z sekundy na sekundę miną i…

      …co było dalej, możecie sobie pewnie wyobrazić. Cóż, najbardziej dyplomatycznie mówiąc, dość dobitnie dała wyraz temu, że prezent jej się nie spodobał.

      Temat był dla niej na tyle istotny i żywy, że jeszcze kilka tygodni po tym wydarzeniu w rozmowach ze mną do niego wracała. Rozmawiałyśmy, przyglądając się, co tak naprawdę się wydarzyło i skąd u niej aż takie emocje.

      No właśnie, skąd u niej aż takie emocje?

      Gdyby popatrzeć na to wydarzenie zupełnie z zewnątrz, obiektywnie i sprowadzając je do faktów, moja znajoma otrzymała od męża papierowy kartonik zapisany tekstem. To, co wydarzyło się dalej, po przeczytaniu treści „kartonika” i zorientowaniu się, co jest prezentem, zadziało się bardzo szybko i było ciągiem myśli – interpretacji tego zdarzenia i reakcją emocjonalną mojej znajomej.

      Jakie myśli przewinęły się przez jej głowę w chwili, gdy otrzymała prezent?

      Przypuszczalnie, było to coś w stylu:

      • Mąż chciał mnie obrazić!
      • Chciał powiedzieć, że jestem za gruba!
      • Uważa, że powinnam chodzić na siłownię!
      • Chciał mi dogadać!
      • Nie jestem atrakcyjna dla męża!

      Za tymi automatycznymi myślami uruchomiły się emocje – najszybciej złość (na męża), może też wstyd (przed sobą), dalej żal (do męża), strach…

      Gdy moją znajomą zalały emocje, uruchomiło to jej dalsze zachowania – powiedziała (a bardziej: wykrzyczała) w złości mężowi, co o tym myśli, w ich relacji coś się na tamtą chwilę zmieniło.

      Jak to możliwe, że osoba dostaje karnet na siłownię i czuje tak dużą presję, że krzyczy na darczyńcę? Jak to możliwe, że prezent może zepsuć aż tak bardzo humor?

      Przyjrzyjmy się temu zdarzeniu z dwóch perspektyw: zarządzania emocjami i umiejętności myślenia asertywnego.

      My, ludzie, stresujemy się w życiu, gdy czujemy, że nie mamy wyboru. Frustracja nam rośnie, gdy czujemy, że nie mamy wpływu na daną sytuację. Tak było w przypadku mojej znajomej. Jasne, że otwarcie prezentu i gwałtowną reakcję znajomej dzieliły sekundy, wydarzyło się wszystko szybko i nieświadomie. Jednak w tym krótkim zdarzeniu akcja-reakcja, uznała ona, że pójście na siłownię zostało jej narzucone, że ona nie ma wyboru. Że będzie MUSIAŁA pójść ćwiczyć.

      Odnosząc się do asertywności – moja znajoma odebrała sobie co najmniej klika asertywnych praw. Oto kilka, wydawać by się mogło, oczywistych myśli, które mogłyby ją w tamtej sytuacji wesprzeć i umocnić, a w rezultacie zainicjowałyby inną reakcję na prezent:

      „Mam przecież prawo wyglądać jak chcę”

      „Mam prawo według własnego uznania dysponować własnym czasem”

      „Mam prawo wybierać, czym chcę się zajmować w swoim wolnym czasie”

      „Mam prawo do swojego stylu dbania o zdrowie”

      „Mój mąż mnie kocha i chce dla mnie dobrze.”

      Co więcej, gdyby zamiast myśli automatycznych i własnej interpretacji, co mąż chciał prezentem wyrazić, zapytałaby go o jego intencje. Wtedy, być może, dowiedziałaby się, że jej partner, który regularnie chodzi na siłownię pomyślał, że to byłaby dobra okazja do spędzania wspólnie czasu? Lub, że usłyszał kilka tygodni temu, jak mówiła, że chciałaby coś zrobić ze swoją aktywnością sportową?

      A co, gdyby zapytany, faktycznie powiedział, że chciał zasugerować, żeby zrzuciła kilka kilogramów?

      Gdyby w takiej sytuacji umiała myśleć w sposób asertywny, miałaby jasność, że ma prawo decydować i wybierać, jak żyć. Takie myślenie sprawiłoby, że nawet jeśli zrobiłoby jej się przykro w tej sytuacji, umiałaby zareagować w inny, spokojniejszy i bardziej konstruktywny sposób. Z korzyścią dla siebie i dla relacji z mężem.

      Mogłaby wtedy, na przykład, powiedzieć do męża: „Jestem bardzo zaskoczona takim prezentem. Zastanowię się i zdecyduję, czy chcę chodzić na siłownię.”

      Myślisz, że trudno jest spokojne reagować, gdy ktoś „nas obraża”? Że „są sytuacje, gdy się nie da”?

      Viktor Frankl, austriacki psychoterapeuta, autor książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu” powiedział, że między bodźcem (czyli pewnym zdarzeniem w naszym życiu) a naszą reakcją na ten bodziec leży przestrzeń wolności wyboru jak zareagujemy. Że zawsze mamy wybór, więc że sekwencja wygląda tak:

      Bodziec    >>>>   wybór jak chcemy zareagować   >>>>   reakcja

      I chociaż czasem ta przestrzeń wyboru jest mała, niewielka, niezauważalna, to i tak zawsze jest. Rozwijając się, wzrastając, ucząc nowych zachowań, dostrzegania własnych myśli, rozumienia tego, co przeżywamy i co się z nami dzieje, możemy tę przestrzeń wyboru świadomie poszerzać. Zwiększać własne możliwości reagowania, dawać sobie wybór.

      A więc, gdy ty także kolejny raz znajdziesz się w sytuacji „bez wyjścia” (np. gdy poczujesz, że ktoś cię obraził)weź najpierw głęboki oddech i powiedz sobie: „Mam wybór. Mam wybór, jak chcę zareagować.” A następnie skorzystaj z tego prawa. I oddychaj dalej świadomie, bo na to zawsze masz wpływ i to zawsze pomaga. 😊

       

      NEWSLETTER

      Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

       

        • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

        Często martwimy się o to, co powiedzą (lub pomyślą) inni, a strach przed oceną powstrzymuje nas od działania, od decyzji, od robienia po swojemu. Należy (i warto) mieć świadomość i pogodzić się z tym, że zawsze, niezależnie od tego, co będziemy robić lub czego nie robić, znajdą się tacy, którzy nas skrytykują.

        Podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę” bardzo często pojawia się wątek obaw i strachu przed tym, jak zareagują inni.

        Ktoś zwleka z rozwodem, tylko dlatego, bo boi się reakcji rodziny. Ktoś od lat pozwala zrzucać na siebie nadgodziny, bo jest „lubiany” w pracy i nie chce tego zmieniać, stawiając na swoim. Spotykałam osoby, które od wielu lat odkładają marzenia o własnej firmie, bo słyszą od swojego partnera, rodziców, przyjaciół, że „powinni” mieć stabilną pracę i comiesięczny, stały dochód.

        I chociaż czasami już jesteśmy świadomi, że jeśli nie wykonamy żadnego kroku, nic w naszym życiu się nie poprawi, to jednak lęk przed tym, co powiedzą inni jest zbyt duży, by podjąć działanie. Życie w takim poczuciu rezygnacji i niespełnienia, z biegiem czasu przepełnia nas poczuciem żalu, zmarnowanych okazji, zgorzknieniem.

        W trakcie rozmów o strachu przed oceną pytam:

        „Co może stać się najgorszego, gdy ktoś coś o Tobie pomyśli lub powie?”

        Zazwyczaj okazuje się, że… nic się nie stanie. Czasami natomiast, ponieważ jako ludzie chcemy przynależeć. Najbardziej boimy się odrzucenia i wykluczenia z jakiejś społeczności. Ucierpi wtedy nasze ego.

        Zatem, jak warto myśleć o strachu przed tym, co powiedzą inni?

        Otóż, po pierwsze, w prawdziwych relacjach i związkach jest przestrzeń na inność, na akceptację drugiej osoby, otwartość na to, że ma swoje zdanie i swoją koncepcję na życie. Dlatego warto zadać sobie pytanie czy warto utrzymywać relacje, które nas ograniczają.

        Z drugiej strony, w takich trudnych sytuacjach warto zainteresować się tym, co czujemy i głębiej zastanowić, skąd w nas strach przed tym, co pomyślą lub powiedzą inni?

        Bo na przykład, ktoś wychowywał się w małej wiosce, w której poczucie przynależności lub wykluczenia były ogromnie ważne. Od wczesnego dzieciństwa był „ostrzegany”, jak ważne jest to, co powiedzą sąsiedzi. I teraz niesie w sobie taką koncepcję, podawaną z pokolenia na pokolenie i ma ją głęboko w sobie zakorzenioną. Należy wtedy zadać sobie pytanie, czy moje martwienie się o opinie innych ludzi jest wciąż adekwatne? Czy ma zastosowanie? Co najgorszego się może zdarzyć? Czy jednak strach mnie oszukuje i dyktuje wyobraźni scenariusze bez pokrycia?

        Zazwyczaj obawy dyktowane strachem raczej wyolbrzymiają to, że inni ludzie o nas myślą i się nami przejmują.

        W rzeczywistości ludzie zajmują się sobą, dbają o siebie i swoje potrzeby, a nie myślą o nas. Jeżeli trudno ci w to uwierzyć, odwróć myślenie. Zastanów się, ile czasu sam poświęcasz na myślenie o innych, a ile na myślenie o sobie. Wierz mi, każdy ma podobnie 😉

        W martwieniu się, co powiedzą inni, warto też wziąć pod uwagę jeszcze jeden aspekt. Jeśli zaczynamy żyć pod dyktando innych, robiąc to, czego od nas oczekują, ale wbrew sobie, wchodzimy w układ, w którym konsekwencje życiowych decyzji przypadną nam, a nie naszym „doradcom”. Także warto mieć dystans do tego, jaki pomysł na nasze życie mają inni (przyjaciele, rodzice, najbliżsi).

        Jak jeszcze można sobie pomóc?

        Należy wiedzieć, czego się w życiu chce. Co się chce realizować, co jest ważne, jakie wartości nam przyświecają. Wtedy przestaje być tak ważne, co pomyślą lub powiedzą inni.

        I po drugie – warto umieć uspokoić swoją głowę i swoje myśli. Umieć zatrzymać myśli katastrofizujące, karmiące strachem naszą wyobraźnię. Należy umieć oddzielać fakty od interpretacji i skupiać się wyłącznie na faktach.

         

        NEWSLETTER

        Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

         

          • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
          zostawić przeszłość

          Czy potrafisz zostawiać przeszłe zdarzenia, dawne urazy, żal, za sobą, w przeszłości? Czy może nosisz w sobie to, co było kiedyś i jest w Tobie wciąż żywe? Ktoś Cię zawiódł, bo zrobił coś, co uważałeś za złamanie zasad i nie potrafisz zapomnieć? Ktoś powiedział Ci coś, co zraniło Cię do głębi i na zawsze wpłynęło na Twój, pełen żalu, stosunek do tej osoby?

          Dziś nie otrzymasz tu ode mnie gotowego rozwiązania – jak zostawić przeszłość za sobą. Jednak opowiem Ci bajkę i ciekawa jestem, do jakich refleksji Cię ona skłoni. Jaką mądrość z niej weźmiesz dla siebie i jak ta historia wpłynie na Twoje życie…

           

           

          Bajka zaczyna się w momencie, gdy dwóch mnichów zen sposobiło się do przejścia rzeki w bród. Nadeszła też wtedy nad rzekę młoda, piękna dziewczyna. Ona również pragnęła przeprawić się na drugą stronę, lecz przerażał ją gwałtowny nurt.

          Jeden z mnichów wziął ją z uśmiechem na swoje ramiona i z dużą łatwością przeniósł na drugi brzeg rzeki. Dziewczyna podziękowała i poszła w swoją stronę.

          Jego towarzysz, zobaczywszy, co zrobił mnich, zawrzał gniewem i zawołał wzburzony: „Cóż uczyniłeś!? Mnichowi nie wolno przecież dotknąć ciała kobiety!…”

          I dalej, przez całą drogę, gdy szli razem, nie rozluźnił zaciśniętych z gniewu zębów. Dwie godziny później, kiedy dochodzili już do klasztoru, oznajmił głosem pełnym wyrzutu, że o tym, co się stało, powiadomi w klasztorze ich mistrza.

          „To, co zrobiłeś, jest zawstydzające i zabronione przez regułę naszego klasztoru!” – wyjaśniał dalej współtowarzyszowi podróży.

          Wielce to zadziwiło tego drugiego. Po chwili ciszy i zastanowienia, zapytał z nutą zdumienia w głosie:

          „Co jest zadziwiające? Co jest zabronione?”

          „Jak to?!? Zapomniałeś już, co karygodnego zrobiłeś? Już tego nie pamiętasz? Przecież chwilę temu niosłeś na swoich ramionach piękną dziewczynę!” – grzmiał.

          „A, o to ci chodzi…” – rzekł z uśmiechem pierwszy z mnichów i dodał– „To prawda, że ją niosłem. Ale upłynęły już dwie godziny, odkąd ja zostawiłem ją na drugim brzegu. Ty tymczasem, mój bracie, nadal wytrwale ją niesiesz na swoich plecach!…”

           

          NEWSLETTER

          Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

           

            • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

            Zdarza Ci się myśleć, że byłbyś spokojniejszym, bardziej opanowanym człowiekiem, gdyby nie Ci wszyscy ludzie, którzy Cię otaczają…? Jak często ich bezmyślność, nieodpowiedzialność, bezsensowne działania wyprowadzają Cię z równowagi i wiesz, że gdyby nie oni, byłbyś oceanem spokoju…

            No właśnie… Jak to się dzieje, że inni nas denerwują, złoszczą, wkurzają? Jak to możliwe, że ktoś nieznajomy, lub przeciwnie – bardzo bliski – potrafi sprawić, że w dwie minuty wybuchamy i jesteśmy praktycznie „ugotowani”? Jak inni to robią, że potrafią tak umiejętnie wpłynąć na nasze emocje?

            Ja odpowiedź na pytanie o tym, kto odpowiada za moją irytację, dostałam kiedyś od swojej nastoletniej córki. Był to taki etap w moim życiu zawodowym, że zajmowałam się już od jakiegoś czasu tematami emocji, zarządzania stresem, radzenia sobie z tym, co przeżywamy. No ale ponieważ w życiu często droga od teorii do praktyki jest dość wyboista, historia, którą chcę się z wami tu podzielić, olśniła mnie, wręcz rozwojowo spiorunowała.

            A więc, pewnego letniego popołudnia, jakieś 3 lata temu, zajrzałam do pokoju mojej córki, chcąc ją o coś zapytać. Od razu (korzystając z modułu auto-matki) obiegam jej pokój wzrokiem, robiąc szybką (i dość krytyczną) ocenę, że ten standard czystości, który zastałam, jest daleki od tego, na jaki umawiałam się (tyle już razy) z moją córką.

            Gdy tylko zobaczyłam, co zobaczyłam, zaczęłam odruchowo zwracać się do niej podniesionym głosem (według córki: czepiać się 😉) i mówić, co mi się nie podoba.

            Czemu od razu krzyczysz?”- zapytała dość obojętnym tonem córka.

            Ja, nadal podniesionym głosem, odparłam (odkrzyczałam): Krzyczę, bo Ty mnie znowu denerwujesz!

            W odpowiedzi Hania, z dużym spokojem i dystansem, ważąc każde słowo, odpowiedziała: „Mamo. Chciałabym Ci przypomnieć, że nikt nie może Cię zdenerwować, tylko ty sama siebie, Więc jeżeli się denerwujesz, to weź odpowiedzialność za swoje emocje, bo to jest Twoja własna decyzja.”

            Bang! To był ten moment, kiedy teoria skleiła mi się z praktyką i nastąpiło olśnienie. Sama tak córki mówiłam wiele razy, a teraz dostałam tę refleksję z powrotem… 😊 Możecie sobie wyobrazić moją minę w tamtym momencie…

            Wiecie, jakie dwa ciekawe wnioski wyciągnęłam z tego zdarzenia?

            1. Lubię dzieci, bo skutecznie oduczają nas, dorosłych, głupoty 😉 i sprawnie potrafią wyłapać niekonsekwencję między tym, co robimy i co mówimy. Czuję pokorę i wdzięczność, gdy dostaję takie życiowe prezenty, opakowane w dziecięcą inteligencję.
            2. Faktycznie moja córka miała rację. Nie da się temu zaprzeczyć.

             

             

            W sytuacjach, gdy puszczają nam nerwy, często mówimy, że dzieje się tak, bo „ktoś nas zdenerwował”. Otóż nie. Zdenerwowaliśmy się sami. Nikt i nic nas nie może zdenerwować, dopóki to my na to zdenerwowanie sobie nie pozwolimy.

            Oczywiście, są osoby i sytuacje, które mogą, potrafią i próbują oddziaływać na nas emocjonalnie. Są osoby, które dobrze wiedzą, jak prowokować nas do reakcji emocjonalnej. Jednak pamiętaj – jeśli powiesz: „To on mnie sprowokował, że nakrzyczałem”, będzie to nieprawdą. To Ty pozwoliłeś się sprowokować. Bo to zawsze jest Twoja wewnętrzna decyzja, jak zareagujesz w danej sytuacji.

            Co wobec tego wynika z mojego doświadczenia z córką i jak można podsumować temat tego, kto Cię denerwuje i czy inni nas denerwują?

            1. Po pierwsze, dobra wiadomość jest taka, że tylko i wyłącznie Ty odpowiadasz za to, jak reagujesz na rożne okoliczności, to, co powiedzieli bądź zrobili inni.
            2. Następnym razem gdy zrobisz komuś wyrzut: „Bo to ty mnie zdenerwowałeś!”, usłysz siebie i powiedz sobie „No cóż, tak, to ja się zdenerwowałem na to, co się stało”.

            Sprawdź, jaką to zrobi różnicę i pamiętaj, że w życiu zawsze masz wpływ.

            Masz wpływ na siebie, jak zareagujesz, co poczujesz, jak zechcesz przeżyć daną sytuację.

            Powiem więcej: to jest bardzo dobra, wręcz doskonała wiadomość. 😊

             

            NEWSLETTER

            Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

             

              • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
              sposoby na poprawę nastroju

              Inny kierowca zajeżdża Ci drogę, a Ty po chwili łapiesz się na tym, że gestykulujesz i krzyczysz w jego stronę? Czujesz jak robisz się czerwony ze złości, bo dzieci lub partner kolejny raz nie robią tego, o co prosisz? W pracy zlecono Ci dodatkowe zdanie, więc by rozładować gromadzące się w Tobie napięcie trzaskasz drzwiami?

              Jeżeli należysz do osób, które na trudne sytuacje najczęściej reagują właśnie złością i wybuchem emocji… a potem tego żałujesz, mamy dziś dla Ciebie 4 sprawdzone sposoby na poprawę nastroju. Spróbuj, a zobaczysz, że w Twój nastrój zmieni się w pięć minut!

              To wydaje się z pozoru banalne, ale złość powoduje napięcie w ciele, a idąc dalej – osoby spięte częściej na różne sytuacje reagują właśnie złością i nerwami. Wpada się w pewnego rodzaju błędne koło. Zwróć uwagę, jak często chwilę przed tym, zanim wybuchniesz, słyszysz od kogoś: „Co masz taką dziwną minę?”, „O, widać po Tobie, że coś się stało”, „Co jesteś taki zły?”. Te sygnały widoczne są bowiem na Twojej twarzy, w twoim głosie. Zaciskasz zęby, pięści, zmieniasz postawę.

              Inni widzą Twoją złość, a Ty najczęściej ją czujesz.

              Wiele osób, z którymi pracuję nad zarządzaniem emocjami mówi, że w takich sytuacjach czuje ścisk w żołądku i gardle, ucisk  w klatce piersiowej, spocone dłonie, ciężar na barkach i spłycony oddech.

              Wiele osób podkreśla, że nie ma nad tymi odczuciami kontroli. Po prostu, w jednej chwili ich ciało zbiera się do walki, przyjmuje agresywną postawę, jest w pełnej mobilizacji. Po fakcie wiedzą już, że była to mobilizacja nieadekwatna. A w chwili, gdy już się taka agresja „wylała” w naszym ciele, co dalej zrobić z tym zmagazynowanym w nas gniewem i złymi emocjami?

              W chwili, gdy zaczynasz odczuwać napięcie w ciele, warto przywołać myśl, że to napięcie jest pożywką dla złości. I dalej, warto włączyć wybraną, wyuczoną technikę redukcji stresu w ciele. Damy wtedy sygnał do głowy, by wydzielić hormony spokoju i zmienić stan, w jakim się znajdujemy.

              Co wobec tego możesz świadomie zrobić, by świadomie wpływać na swój nastrój?

              Oto sprawdzone sposoby na poprawę nastroju:

               

              1. Patrz na świat łagodnie

              Ktoś stoi za blisko Ciebie w kolejce, ktoś zbyt głośno rozmawia przez telefon w autobusie, ktoś zajeżdża Ci drogę na ulicy – jak często w takiej chwili przeszywasz taką osobę mrożącym spojrzeniem. Patrzysz groźnie, z ukosa, cały się napinasz próbując przyciągnąć spojrzenie tej osoby. Za każdym razem, gdy zdarzy się taka sytuacja, świadomie dostrzeż, co robisz i co się dzieje. I gdy poczujesz napięcie, skieruj swoją uwagę na ten fakt, a następnie dosłownie rozluźnij napięcie w oczach.

              1. Pamiętaj o oddechu

              Gdy ogarnia Cię gniew i czujesz, że coraz ciężej Ci oddychać, zatrzymaj się na chwilę i pomyśl o tym. Weź kilka głębokich oddechów – wciągaj powietrze przez nos i spokojnie wypuszczaj je przez usta. Skup się na oddechu, pomoże Ci w tym np. liczenie w myśli oddechów.

              1. Nie zapomnij o swoim normalnym głosie

              Rozmawiasz z partnerem, dzieckiem, przełożonym lub podwładnym na jakiś trudny temat? Kontroluj swój głos. Zwróć uwagę na to, czy wraz z rosnącym napięciem nie zaczynasz mówić coraz szybciej lub coraz głośniej. Jeżeli tak jest, skup na tym swoją uwagę: zwolnij tempo, wróć do swojego zwyczajowego tonu. Warto pamiętać, że niektóre osoby w złości mają tendencję do mówienia coraz ciszej – jeżeli należysz do tych osób, to także staraj się to kontrolować i skup się na tym by mówić wyraźnie i odpowiednio głośno.

              warsztaty uważności mindfulness

              1. Naprzemiennie napinaj i rozluźniaj mięśnie

              Dzięki temu w chwili rozluźnienia poczujesz kojące odprężenie. Przy okazji możesz sobie powiedzieć w myślach: „Jeszcze kilka razy tak zrobię i przejdzie mi złość”, „Nie stracę panowania nad sobą, bo na spokojnie łatwiej będzie mi załatwić tę sprawę / przeprowadzić tę rozmowę”, „Opanuję się, bo powiem coś, za co potem będę przepraszać”.

              Przy kolejnej emocjonującej sytuacji spróbuj wykonać te ćwiczenia i zwróć uwagę na to, jak zmieni się Twoje samopoczucie. Tajemnica tkwi w tym, że zamiast skupiać się na swoim gniewie, energię skupisz najpierw na odzyskaniu kontroli nad sytuacją, a następnie z jaśniejszym umysłem łatwiej znajdziesz wyjście z sytuacji, w jakiej się znalazłeś.

              I pamiętaj o jednym – nie masz kontroli nad innymi ludźmi – zawsze może znaleźć się ktoś, kto zajedzie Ci drogę, nie będzie liczył się z Twoim zdaniem, czy nie weźmie pod uwagę Twoich potrzeb. Tego nie zmienisz i na całe szczęście nie musisz.

              Wystarczy, że zmienisz swoje reakcje na tego typu sytuacje, a na to  masz realny wpływ.

              Co ważne, z wykonaniem ćwiczeń nie czekaj do ostatniej chwili, gdy już znajdziesz się na krawędzi. Spróbuj wykonać ćwiczenia wcześniej, jeżeli stoisz w korku i już czujesz pojawiające się napięcie, spróbuj się rozluźnić. Wiesz, że czeka Cię trudna rozmowa, weź kilka głębszych oddechów zanim ją zaczniesz.

              I pamiętaj praktyka czyni mistrza!

               

              NEWSLETTER

              Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

               

                • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                potrzeba kontroli

                Każdego czasem ponoszą emocje. W takich sytuacjach, po fakcie już, mówimy: „Straciłem panowanie nad sobą”, „Wściekłam się”. Źródła problemu szukamy wtedy w BRAKU KONTROLI nad emocjami, chociaż tak naprawdę problem leży gdzie indziej: to nasza potrzeba KONTROLI danej sytuacji i innych osób.

                Jak to działa? Na czym polega potrzeba kontroli? Opowiem Wam na przykładzie Laury, mojej klientki. Laura jest mamą dwójki nastolatków. Wybrali się w tym roku na wspólne wakacje. Po powrocie, na moje pytanie „Jak było?”, odpowiedziała: „Koszmar!”.

                Potem opowiedziała mi, że praktycznie każdego dnia dzieci doprowadzały ją do furii, co wiele razy kończyło się dziką awanturą i karami (dla nastolatków!). „Same się o to prosiły” – opowiadała sfrustrowana Laura. W jaki sposób się prosiły? W dalszej rozmowie zrozumiałam: nie robiły tego, co chciała Laura.

                Syn spędził dzień w towarzystwie kolegi i pod wieczór wrócił z ogoloną głową, twierdząc, że w starej fryzurze było mu za gorąco… Córka wybrała właśnie te wakacje na swój randkowy debiut.

                Zapytałam, czy kłótnie i awantury przyniosły oczekiwany skutek – czyli chęć dzieci do współpracy i realizacji oczekiwań mamy. Zasmucona Laura przyznała, że nie.

                Że sytuacja jedynie eskalowała, a im bardziej ona traciła nad sobą panowanie, tym dzieci były bardziej „nieposłuszne”.

                Poprosiłam Laurę, by na spokojnie pomyślała o potrzebach swoich i dzieci. Przyznała, że złość ogarniała ją za każdym razem, gdy czuła, że dzieci wymykają się jej spod kontroli. Złościła się, chociaż przecież włosy syna odrosną, a córka może bardziej potrzebowałaby rozmowy, jak nawiązywać relacje w bezpieczny sposób…

                No właśnie. Często wpadamy we wściekłość, bo wydaje się nam, że inni mają w stosunku do nas jakieś zobowiązania (powinni nas słuchać, brać nasze zdanie pod uwagę itd.) lub dlatego, że jesteśmy przekonani, że wiemy, co dla nich dobre (a wręcz najlepsze).

                Tymczasem inni ludzie (nawet nastoletni) mają dokładnie tak samo jak my swoje zdanie, potrzebę autonomii, samostanowienia, własne przekonanie na temat tego, co dla nich jest dobre.

                Zanim ponownie najdzie Cię ochota, by podnieść głos, poddać się emocjom, trzasnąć drzwiami – pamiętaj, że jedyne, co jesteś w stanie kontrolować – to nie inni ludzie, ale Twoje reakcje i sposób, w jaki się komunikujesz z drugą osobą.

                Zwróć uwagę, że rozmowa z szacunkiem to nie tylko słowa, jakie wypowiadasz. To także ton głosu, w którym słychać akceptację, szacunek, wyrozumiałość. Im szybciej uświadomisz sobie, że nikt nie jest Twoją własnością (mąż, dzieci, przyjaciele), tym szybciej wpłyniesz pozytywnie na swoje emocje i reakcje. Warto – z szacunku dla siebie i innych.

                Wszystkich, którzy chcieliby poznać techniki i ćwiczenia pomocne w kierowaniu własnymi emocjami, serdecznie zapraszamy na nasze warsztaty „Zarządzanie stresem i emocjami”. Ćwiczymy na przykładach z naszego codziennego życia!

                 

                NEWSLETTER

                Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

                 

                  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                  dlaczego ludzie krzyczą

                  Pewien hinduski mędrzec udał się nad rzekę Ganges, żeby odbyć świętą kąpiel. Na brzegu natknął się na grupę krewnych, którzy strasznie na siebie wrzeszczeli.

                  – Dlaczego ludzie krzyczą na siebie, kiedy są wściekli? – zapytał uczniów, którzy podążali za nim w tej wyprawie.

                  Zastanawiali się długo, w milczeniu. Wreszcie jeden z nich odpowiedział mędrcowi:

                  – Kiedy tracimy spokój, nie możemy się wyciszyć, więc zaczynamy krzyczeć.


                  SZKOLENIA DLA CIEBIE

                  W odpowiedzi mędrzec zadał swoim uczniom kolejne pytanie:

                  – Po co krzyczeć, skoro osoba, do której się zwracasz, stoi tuż obok ciebie? Równie dobrze można mówić cichym głosem…

                  Uczniowie dawali różne odpowiedzi, ale żadna nie satysfakcjonowała mistrza. Wreszcie sam zabrał głos.

                  – Kiedy ludzi ogrania złość, ich serca oddalają się od siebie. Muszą krzyczeć, żeby się wzajemnie usłyszeć. Im bardziej są wściekli, tym głośniej muszą krzyczeć, bo dzieląca ich odległość się zwiększa. A co się dzieje, kiedy dwoje ludzi zakochuje się w sobie? Szepczą. Nie muszą mówić głośniej , bo ich serca lgną do siebie nawzajem. Kiedy ich miłość nabiera mocy, w ogóle nie muszą już mówić. Słowa są niepotrzebne, wystarczy  że patrzą sobie w oczy – dokończył*.


                  SZKOLENIA DLA CIEBIE


                  Kiedy więc kłócisz się z kimś, nie używaj słów, które odpychają wasze serca.

                  Zamilknij, poczekaj, poszukaj słów…

                  I zacznij mówić szeptem.

                  By serce drugiej osoby… nadstawiło uszy, pragnąc cię usłyszeć.

                  I aby się przybliżyło…

                   

                  * Historia na podstawie hinduskiej opowieści, którą można znaleźć na różnych stronach internetowych

                   

                  NEWSLETTER

                  Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

                   

                    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                    wyrażanie emocji

                    Czasem słyszę od Uczestników moich szkoleń, że asertywność jest wyrazem egoizmu. Czasem, że jest ugrzeczniona i oznacza „cywilizowaną” komunikację, ale bez okazywania emocji i przez zaciśnięte ze złości zęby.

                    Jest kilka sposobów na wyrażanie emocji. Ze względu na swoje zdrowie (zarówno fizyczne jak i psychiczne), warto mieć świadomość, jak my, ludzie, wyrażamy to, co w danej chwili czujemy.

                    Oto kilka najczęstszych sposobów wyrażania własnych emocji:

                    Sposób Numer 1: …Nie wyrażać.

                    W takiej sytuacji, nawet jeśli coś przeżywamy, blokujemy swoje emocje (tłumimy je w sobie) lub przeżywamy je w sobie, „do środka”. Nie wyrażamy tego w żaden sposób, nie nazywamy, czasem nie umiemy nawet nazwać tego, co się z nami dzieje. Świat zewnętrzny nie wie nawet, że coś nam, na przykład, nie pasuje, że coś się nam nie podoba, że chcielibyśmy czegoś innego. Nie wie, bo nie widzi, nie słyszy, nie czuje, że czegoś doświadczamy. Wszystko mamy schowane, a na zewnątrz możemy wręcz mieć na twarzy maskujący prawdę uśmiech.

                    Sposób numer 2: Można własne emocje wykrzyczeć i „wytupać”.

                    Nie podoba mi się to, co zrobiło moje dziecko? Irytuje mnie kolejka w sklepie? Korki na drodze? Krzyczę, używam okropnych słów, oskarżam, wpędzam w poczucie winy. Wydaje mi się, że robię to „dla dobra” drugiej strony, ale tak naprawdę to mój – niekonstruktywny- sposób na wyrażanie emocji i radzenia sobie z tym, co właśnie przeżywam. Najprawdopodobniej jest to złość, wściekłość, irytacja, GNIEW.

                    Sposób Numer 3: Miksowanie sposobu 1 i 2

                    Najpierw jesteś miły, zaciskasz zęby, nic nie mówisz, nie sygnalizujesz (szczególnie trudnych) emocji. Robisz tak na przykład wobec pewnych osób lub w określonych sytuacjach. Jak dużo wszystkiego w tobie urośnie, wybuchasz. Czyli przechodzisz do sposobu nr 2. Wyrażasz wtedy to, co czujesz, w nieprzyjemny dla innych sposób.

                    Sposób Numer 4: Wyrażanie emocji w sposób konstruktywny

                    Aby wyrazić swoje emocje w sposób konstruktywny, wpisujący się w założenia asertywnej komunikacji, należy przede wszystkim wiedzieć, jakie emocje towarzyszą nam, ludziom. Umieć je NAZWAĆ. Następnie warto nabyć umiejętność, by doświadczając różnych emocji w swoim życiu, dostrzec sam fakt, że coś przeżywamy. Nazwać to, co przeżywam. Już samo nazwanie emocji jest pomocne. Pomaga to w pewnym sensie „zmaterializować” to, co przeżywamy. Jak to wygląda w praktyce? Np. „Jestem zła na tę sytuację!” „Czuję wściekłość, że się spóźnił!” „Strasznie mnie to czekanie zirytowało!”

                    I dalej, kolejnym krokiem konstruktywnego radzenia sobie z emocjami, jest umiejętność ich wyrażania w relacjach z innymi. Jeśli potrafimy konstruktywnie wyrazić to, co w danej chwili przeżywamy, rośnie jakość naszej komunikacji, a tym samym poprawiamy nasze relacje i dajemy sobie większą szansę na wspomniane wcześniej zdrowie (psychiczne i fizyczne).

                    Jak konstruktywnie wyrażać własne emocje? Co jeszcze potrzebujesz na ten temat wiedzieć? Czego warto się nauczyć? Odpowiedzi na wszystkie te pytania zdobędziecie na naszym kursie „Asertywność – warsztat rozwoju osobistego”. W wersji ONLINE już w weekend 25-26 kwietnia (2 dni po 4 godziny, w tym przerwy). Zaplanowaliśmy też edycje stacjonarne, które odbędą się 6 czerwca w Warszawie21 czerwca w Krakowie. Weź udział w kursie i naucz się z nami, jak asertywnie dbać o siebie, komunikować się ze światem, wyrażać to, co czego doświadczasz. Zrób to, a skorzystasz Ty sam i Twoje otoczenie. Polecamy.

                     

                    NEWSLETTER

                    BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

                    Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.