Wpisy

jak pocieszać

Pamiętam jedną z rozmów z Klientem, który pracował ze mną w  life-coachingu. Miał bardzo trudny okres w życiu osobistym, kłopoty z byłą żoną, sprawy dotyczące opieki nad synami. W czasie naszego spotkania opowiadał, że był już naprawdę zmęczony swoim aktualnym życiem, ciągłą mobilizacją, walką o ułożenie relacji na nowo.

🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

Opowiadał też, bardzo sfrustrowany, jak dzielił się swoimi troskami z własnymi rodzicami. Wsparcie, jakie dostawał od nich, polegało głównie na powtarzanej (w dobrej wierze) „mantrze”: „Nie przejmuj się, zobaczysz, wszystko będzie dobrze”.

Pamiętam, jak opowiadając mi o tym, niepocieszony, wybuchł: „Co oni mi mówią?? Jak będzie dobrze?? Jest tak beznadziejnie, jest mi ciężko, skąd oni wiedzą, jak będzie?!?”

Jak wobec tego pocieszać innych?

Pomyślałam wtedy, w trakcie tamtej rozmowy, że nie wystarczy mieć dobre chęci, by być komuś pomocnym. A przecież każdemu z nas zdarza się rozmawiać z bliską osobą – z partnerem, własnym dzieckiem, rodzicem, przyjacielem – gdy mają właśnie gorszy czas i dzielą się z nami swoimi troskami. I warto wiedzieć, że odruchowe słowa pocieszenia: „nie przejmuj się”, „wszystko będzie dobrze”, „zobaczysz, wszystko wróci do normy”,  wcale takiego pocieszenia nie dają. To, co najszybciej spowodują, to większe poczucie bycia samotnym w swoich kłopotach…

Dlatego też, jeśli chcemy ofiarować drugiej osobie zrozumienie, wsparcie, pocieszenie i poczucie ulgi, warto wiedzieć więcej, jak to zrobić.

Jeżeli naprawdę chcesz pomóc komuś, komu jest ciężko, kto dzieli się z Tobą swoimi troskami, kto widzisz, że przeżywa trudne chwile, daj mu od siebie dwa wartościowe „prezenty”:

Po pierwsze: Słuchaj i nic nie mów. Nie przerywaj, nie zaprzeczaj, nie pocieszaj. Słuchaj.

Po drugie: Gdy wysłuchasz, spróbuj tylko (i aż) nazwać, co aktualnie przeżywa druga osoba.

Nazywanie przeżyć

Co to znaczy „nazwij to, co przeżywa”? Powiedz coś takiego:

„Słyszę, że ci ciężko”

„Widać, że się tym przejmujesz…”

„Słyszę, że  bardzo Ci na tym zależy”

„Jesteś na to zły”

„Obawiasz się tego”

„Słyszę, że to dla Ciebie ważne…”

„Chciałbyś, żeby się dobrze ułożyło”

„Jesteś już tym zmęczony”

„Czujesz się bezsilny w tej sytuacji”

„Chyba dużo w Tobie żalu?…”

Widzisz już, jak pocieszać? Będąc z osobą, której jest ciężko, wybierz adekwatną, szczerą reakcję i nazwij (może być w formie pytania), co ona przeżywa.

Jak pocieszać okazując wsparcie i zrozumienie?

Może Ci się wydawać, że to mało lub, że to brzmi dziwnie, ale obserwuj, jak z Twojego rozmówcy uchodzą emocje, jakim jest to dla niego wsparciem i zrozumieniem. Nie obawiaj się także, że się pomylisz, oceniając błędnie to, co ta osoba przeżywa. Szczególnie, jeżeli sformułujesz to w formie pytania, będzie w tym przestrzeń dla Twojego rozmówcy. W naturalny sposób odniesie się do Twoich słów – potwierdzi lub zaprzeczy, opisując własnymi słowami, co czuje w tym momencie.

Osobiście doświadczyłam jakiś czas temu, jak to działa, w rozmowie z moją nastoletnią córką. Dzień przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego w liceum, moja córka szykowała się wieczorem na następny dzień. Zauważyłam, że jest bardzo, ale to bardzo przejęta tym faktem.

Powiedziałam: „Chyba bardzo przejmujesz się tym, że idziesz do nowej szkoły?”

Odpowiedziała: „Nie, nie o to chodzi, chodzi o znajomych”.

„Obawiasz się jacy będą?” – zapytałam ponownie.

„Nie, bardziej chodzi o to, że nie będzie już moich starych znajomych” – odparła w odpowiedzi.

„Czyli że ci starzy byli fajni?” – spytałam.

„Nie, chodzi o to, że starzy znajomi są lepsi od tych, których się nie zna.” – wyjaśniła.

„Aha, czyli martwisz się tym, że nie znasz ludzi z Twojej nowej szkoły?” – zapytałam po raz ostatni.

„No, dokładnie o to chodzi” – odparła.

I tak jakoś, na zakończenie tej krótkiej wymiany zdań, ton jej głosu był lżejszy, emocje trochę opadły i zakończyłam tę rozmowę z poczuciem, że naprawdę spotkałyśmy się w komunikacji. Nie doradzałam (co jednak często uruchamia mi się w rozmowach, szczególnie z dziećmi), nie pocieszałam, nie zaprzeczałam, powtarzając oklepane słowa „wszystko będzie dobrze, zobaczysz”.

Przetestuj

Twój partner wraca milczący lub zdenerwowany z pracy, nastoletnie dziecko boryka się ze złamanym sercem po zakończonych wakacjach, przyjaciel ma problemy w związku? Zastanawiasz się jak pocieszać ich w takiej sytuacji? Przetestuj taki sposób rozmowy (słuchaj + milcz + nazwij co przeżywa) i sprawdź, jak taki sposób wsparcia pomoże bliskiej Ci osobie.

Ucz się i obserwuj, jak być z bliską Ci osobą, by pocieszyć…

Powodzenia i wrażliwości!

NEWSLETTER

Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
    żal i uraza

    Negatywne doświadczenia, takie jak żal i uraza do kogoś, mogą nas trzymać w swoim uścisku latami. A że żal i urazę karmimy swoimi myślami, mogą one nam zabierać energię i radość życia, przesłaniać to, co obecne i czego dobrego doświadczamy na co dzień.

    Nawet gdy ktoś bliski nam radzi „Odpuść, wybacz, zapomnij!”, możemy reagować irytacją, zasłaniamy się tym, że inni nas nie rozumieją.

    🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

    I pomimo, że płacimy cenę za chowanie urazów, potrafimy się na stałe „rozgościć” w przeszłych wydarzeniach i patrzeniu na kogoś przez pryzmat tego, co wydarzyło się w przeszłości.

    Dlaczego w życiu warto umieć wybaczać? Bo wybacza się sobie i innym. Wybacza się, zwróć uwagę, także dla siebie, z myślą o sobie i dla swojej energii i jakości życia.

    Długoletni żal i uraza

    Rozmowę o tym, czym są długoletni żal i uraza oraz o roli wybaczania, miałam okazję prowadzić niedawno podczas sesji coachingowej z Anną, moją klientką. Anna to dojrzała kobieta, po 50-tce, w czasie sesji rozmawiłyśmy o jej relacji z mężem.

    Zwróciło moją uwagę, że Anna dość wytrwale pomijała w swoich relacjach to, jak układa jej się obecnie w związku z mężem, a nawiązywała do pewnego zdarzania sprzed ok. 20 lat (tak, dwudziestu!).

    Jej mąż w tamtym czasie bardzo ciężko i niespodziewanie zachorował na serce. Wylądował w szpitalu. Po pierwszych dniach zainteresowania i odwiedzin bliskich i znajomych, w szpitalu pojawiało się ich coraz mniej. Za to moja Klientka trwała przy mężu, jak w małżeńskiej przysiędze „na dobre i złe”. Odwiedzała go, opiekowała się nim, dodawała otuchy, dotrzymywała towarzystwa.

    Historia choroby zakończyła się po kilku tygodniach szczęśliwie, mąż stanął na nogi, wrócił do domu, z czasem do pracy. Można by powiedzieć, że wszystko wróciło do normy.

    Błędne koło

    Gdzie więc jest w tej historiii „ale”?

    W czasie naszej rozmowy, Anna, opowiadając o tych zdarzeniach sprzed lat, była naprawdę rozgoryczona. „Wyobraża to Pani sobie?!?”– pytała mnie retorycznie podniesionym głosem – „Tyle tygodni byłam przy nim wtedy w szpitalu, a on nigdy mi za to nawet nie podziękował!”

    „Tak, jakby to było takie oczywiste”– kontynuowała – „A przecież nie było! Wymagało ode mnie wyrzeczeń, było mi naprawdę ciężko. Też potrzebowałam wsparcia. Chociaż proste „Dziękuję” mi się należało…” – zakończyła z żalem w głosie.

    Moja Klientka nigdy nie zdecydowała się na rozmowę o tamtych zdarzeniach z mężem. Towarzyszyło jej przekonanie, że po 20 latach, nawet gdyby powiedziała mu o swoich uczuciach, to nic już by to nie zmieniło. Nie potrafiła mu wybaczyć tego braku „dziękuję”. I tak relację tej kobiety z mężem od wielu lat przepełniały żal i chowana w sercu uraza.

    A dawny żal i uraza powodowały w niej złość, złość przekładała się na sposób, w jaki rozmawiała z mężem, nie dostrzegając pozytywnych oznak jego obecnej miłości, troski i wkładu w małżeństwo.

    Trzymanie się negatywnych doświadczeń

    Skoro chowanie urazy i żal negatywnie wpływają na nas samych, to jak to się dzieje, że możemy przeszłe zdarzenia rozpamiętywać przez 20 lat?

    To wynik tego, że utknęliśmy gdzieś emocjonalnie. Coś, co wydarzyło się w przeszłości, było dla nas tak silnym przeżyciem, że emocje z tego zdarzenia zabraliśmy ze sobą, „zaczepiły się” one w nas i niesiemy je przez obecne życie.

    Jak sobie pomóc? Co zrobić, by wybaczyć, zamknąć przeszłość i uwolnić energię?

    Zostaw przeszłość za sobą

    Wyobraź sobie, że Twoje życie to droga. Niech będzie długa, piaszczysta, widzisz ją w środku ciepłego, słonecznego lata. Na poboczach tej drogi (życia) rosną polne kwiaty (głównie rumianki i niebieskie chabry), trochę chwasty i nierównej wysokości trawa. Idziesz z plecakiem na plecach, w którym mieścisz bagaż swoich doświadczeń.

    Sprawdź, co w tym plecaku dokładnie niesiesz. Jakie zdarzenia, emocje, przeżycia. Ile doświadczeń, wniosków i mądrości? Ile urazów, przykrości, cierpień?

    I gdy je wszystkie przeglądasz, sprawdź, co naprawdę chcesz nieść dalej ze sobą, a co zdecydujesz się zostawić. Które sprawy z przeszłości chcesz zostawić w przeszłości? Jakie uczucia? Które emocje? Które lekcje i doświadczenia?

    Zamiast nieść je wszystkie na plecach, możesz dokonać wyboru. Możesz świadomie część z nich zostawić tam, gdzie się wydarzyły, gdzie jest ich miejsce.

    Anna, moja klientka, po rozmowach ze mną, w końcu wybaczyła swojemu mężowi tamte zdarzenia i zamknęła przeszłość. Zabrała refleksję, naukę, wnioski. To pozwoliło jej spojrzeć szerzej na ich relację i rolę męża w rodzinie przez te wszystkie lata. Dostrzegła, jakim był ojcem. Jak dbał o nich, zabierał dzieci na wakacje, gotował obiady, wspierał. Anna uświadomiła sobie, że nie wprost, przez słowo „dziękuję”, ale przez wiele swoich uczynków, okazał wdzięczność żonie i oddanie rodzinie. Było to dla niej bardzo uwalniające.

    Temat wybaczania jest ważny. Uczymy się wybaczać podczas warsztatów rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”. Jeśli czujesz, że chciałbyś umieć wybaczać, zostawić przeszłość za sobą, przerobić urazy z przeszłości, warsztaty będą pomocne. Polecam.

    NEWSLETTER

    Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
      mentalność dostatku

      Co najczęściej Cię stresuje? Nie czytam w Twoich myślach, ale zapewne nie pomylę się, że Twoja odpowiedź związana jest z martwieniem się, co będzie, co może się stać, lub z tym, że masz za mało czasu, pieniędzy, za dużo zajęć i obowiązków, niesatysfakcjonujące relacje, boisz się, co pomyślą lub powiedzą inni, lub: czy jesteś i czy będziesz wystarczająco bezpieczny.

      Obsesje i lęki w stresie

      Im większy stres, tym bardziej obsesyjnie rozmyślamy o rzeczach, których nie mamy lub których możemy być pozbawieni. Strach popycha nas do działania w trybie awaryjnym – na przykład odkładania każdego grosza na „czarną przyszłość”, planowania zajęć na każdą minutę dnia, bez zostawiania sobie czasu na odpoczynek.

      Stres potęguje strach, strach potęguje zachowawcze działania, a to wszystko razem, z czasem sprawia, że zapętlamy się w spirali presji i stresu.

      W zarządzaniu swoim stanem i swoją sytuacją pomocne będzie świadome skupienie się na budowaniu mentalności dostatku. Pierwszym małym krokiem jest zatrzymanie się na chwilę w pędzie i świadome spojrzenie na swoje życie z szerszej i długofalowej perspektywy. Oto kilka wskazówek, które pomogą Ci zbudować poczucie dostatku i obfitości, obniżając stres i wspierając Twoją długofalową odporność emocjonalną.

      Zbuduj mentalność dostatku!

      1. Skup się na tym, co masz… a nie na tym czego ci brakuje. By poczuć obfitość skoncentruj się na dobrych rzeczach, które towarzyszą Ci w życiu – miłości, rodzinie, osiągnięciach, przeżyciach. Najlepszy sposób to spisanie wszystkiego, co jest. Bojąc się o przyszłość, możemy nieświadomie przegapiać teraźniejszość. Dla przykładu, można tak bać się tego, że zachorujemy na jakąś poważną chorobę, że kompletnie  nie zauważymy faktu, iż od lat żyjemy w zdrowiu. Dlatego pisemna odpowiedź na pytanie: „Co mam? Co  jest obecne?” jest nieoceniona.

      2. Uściślij swoje priorytety. Ustal swoje cele wcześniej, po to, by w sytuacji stresowej wiedzieć, co jest dla Ciebie najważniejsze. Może to będzie rodzina, bezpieczeństwo, praca, zrównoważone życie. Nie kończ na jednym celu, zastanów się, co jeszcze jest dla Ciebie ważne, i co jeszcze, i jeszcze… A potem tak wydatkuj czas, pieniądze, energię, by skupiać się na tym, co dla Ciebie ważne. Pozwoli Ci to także nazywać i odpuszczać rzeczy mniej ważne.

      Łatwiej Ci będzie na przykład odmówić przyjęcia na siebie dodatkowych obowiązków w pracy, jeżeli Twoim priorytetem jest rodzina. Łatwiej będzie Ci się zdecydować, by w końcu zrobić prawo jazdy, jeżeli jest Ci ono potrzebne do awansu w pracy.

      Co jeszcze?

      3. Z wyprzedzeniem planuj. Planuj na spokojnie, nie zostawiaj sobie decyzji na czas, gdy jesteś w stresie, bo wtedy działasz bardziej impulsywnie. Jeśli robisz wszystko na ostatnią chwilę, naucz się początku dnia robić plan działania. Nie możesz się skupić? Wyeliminuj z otoczenia, to, co Cię rozprasza, np. wyłącz maila, wycisz telefon na czas robienia raportu. Pójdź do sklepu z listą zakupów, jeśli boisz się wydać za dużo. Przestań przeglądać profile znajomych w mediach społecznościowych, jeżeli nagminnie porównujesz się do innych.

      4. Podejmuj uzasadnione ryzyko. Uczuciem, które nieodłącznie towarzyszy nam w stresie jest strach. W trudnych sytuacjach wydaje się nam więc, że lepiej nie robić nic, niż ryzykować działanie. Pisanie czarnych scenariuszy może nas blokować i sprawiać, że w życiu zawodowym, czy osobistym nic się nie zmienia, mimo że czujemy doskwierającą niewygodę. Naucz się podejmować uzasadnione ryzyko, np. zmianę pracy na taką, która pozwoli Ci spędzać więcej czasu z rodziną.

      5. Pracuj nad relacjami, które dają wsparcie. To, co może zwiększać stres, to poczucie, że jesteśmy w nim sami. Stres zasłania często rzeczywistość i sprawia, że przegapiamy obecność życzliwych nam ludzi wokół. Aby poczuć obfitość, rozejrzyj się wokół siebie i zrób listę życzliwych Ci osób. Kto Cię wspiera, na kogo możesz liczyć, kto jest pomocny.

      I dalej, świadomie buduj i podtrzymuj relacje z tymi osobami. Na spotkaniach, spacerach, rozmowach, byciu w kontakcie. Pamiętaj, że kontakty z przyjaznymi ludźmi silnie wzmacniają poczucie obfitości i dostatku. Pielęgnujmy je świadomie.

      Warsztat rozwoju osobistego

      Co teraz?

      Zrób małe ćwiczenie.

      Pomyśl teraz o sobie. Spójrz raz jeszcze na powyższych 5 obszarów, w których możesz budować swoje poczucie dostatku i odpowiedz sobie na pytanie, który obszar możesz wzmocnić już dzisiaj? Wybierz jeden i zrób w nim jedną małą rzecz, która zadziała na Twoją korzyść.

      A ja wysyłam życzenia konsekwencji i radości w budowaniu poczucia dostatku.

      To piękny stan. 😊

      NEWSLETTER

      Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

        • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
        bajka o przywiązanym słoniu

        Ostatnio spotkałam człowieka, który opowiedział mi historię ze swojego dzieciństwa. Kiedy był mały, uwielbiał cyrk, a najbardziej w cyrku podobały się mu zwierzęta. Jego uwagę przyciągał zwłaszcza słoń.

        🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

        Trudne pytania

        Podczas przedstawień to ogromne zwierzę paradowało, zachwycając dzieci swoim niesamowitym ciężarem, rozmiarem, niewyobrażalną siłą. Ale po przedstawieniu i krótko przed wejściem na scenę słoń zawsze siedział z tyłu cyrku, uwiązany jedną nogą do kołka wbitego w ziemię. Co dziwiło mojego znajomego? Kołek, do którego był uwiązany słoń, był tylko niewielkim kawałkiem drewna, wbitym w ziemię na zaledwie kilka centymetrów. Wydawało się oczywiste, że słoń, który z łatwością może wyrwać drzewo z korzeniami, z łatwością mógłby także uwolnić się z kołka i uciec.

        To była oczywista tajemnica.

        „Co go trzyma wobec tego? Czemu nie ucieka?” – zastanawiał się wielokrotnie, jako mały chłopiec, mój rozmówca.

        Opowiadał mi dalej, że ponieważ sprawa nie dawała mu spokoju, pytał o to w tamtym czasie dorosłych – zapytał ojca, wuja, dziadka – o tajemnicę słonia. Ktoś mu odpowiedział, że słoń nie ucieka, bo jest tresowany.

        „Skoro jest tresowany, to po co go przywiązują?”– zadał oczywiste pytanie chłopiec i nie dostał już na to pytanie żadnej logicznej odpowiedzi.

        W końcu znalazł się ktoś wystarczająco mądry, by odpowiedzieć chłopcu na to pytanie.

        Domyślasz się już wyjaśnienia?…

        Tajemnica bycia w niewoli

        Słoń nie uciekał z cyrku, bo od najmłodszych lat był przywiązywany do różnych kołków. Pierwszy raz został przywiązany, gdy był jeszcze nowo narodzonym, bezbronnym słonikiem. Wtedy jeszcze usilnie starał się uwolnić: ciągnął, pchał, pocił się, szarpał. Ale ponieważ był mały, pomimo użycia wszystkich swoich sił, nie dawał rady się zerwać: kołek był dla niego za solidny.

        Zasypiał więc ze zmęczenia i następnego dnia próbował znowu. I kolejnego, i kolejnego… Aż nadszedł kiedyś dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swoją niemoc i zdało się na swój los.

        Ten potężny, silny słoń, którego w dzieciństwie oglądał w cyrku mój znajomy, nie uciekał, bo nie wierzył w swoją siłę i moc. Miał w sobie utrwalone wspomnienie niemocy, którą przeżył krótko po przyjściu na świat. I potem już, przez wszystkie lata swojego życia, nigdy nie zakwestionował poważnie tego wspomnienia. Nigdy więcej nie starał się ponownie wypróbować swoich sił. Nie spróbował tego nawet jeden raz…

        Przekonanie, że „nie mogę”

        Podobnie do słonia z tej bajki, mamy w życiu kołki, które sprawiły, że zapomnieliśmy o swojej sile i wierze w siebie i w to, że potrafimy, możemy, damy radę. I już od dawna tego nie kwestionujemy…

        Często żyjemy w przekonaniu, że „nie możemy” wykonać różnych rzeczy tylko dlatego, że kiedyś, pewnego razu, dawno temu, gdy byliśmy mali, ktoś nas przywiązał, a my podjęliśmy zakończoną niepowodzeniem próbę. W ważnych sprawach zarejestrowaliśmy w pamięci taką wiadomość: „Nie mogę, nie mogę. I nigdy nie będę mógł!”.

        Jednak pomyśl: czas się zmienił, sytuacja także, Ty się zmieniłaś. Zamiast małego słoniątka, które nieudolnie szarpało kołek, jesteś dorosła(-y).

        Dorosły. Dorosła. Dlatego wierz w siebie. I pamiętaj: dopóki żyjemy, wciąż wszystko jest możliwe.

        Inspirowane książką Jorge’a Bucay „Pozwól, że Ci opowiem…”

        Jeśli poszukujesz siły wewnętrznej i wiary w siebie, warsztaty rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę” są właśnie dla Ciebie. Najbliższa edycja: 2-3 lipca 2022.

        Możesz uczestniczyć w Warszawie lub zdalnie online.

        Jesteś zainteresowana/-y? Kliknij poniżej:

        Warsztat rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę” 

        warsztat rozwoju osobistego

        NEWSLETTER

        Bądź z nami w kontakcie i otrzymuj informacje o nowościach, artykułach i nadchodzących szkoleniach.

          • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
          asertywność działa

          Miałam kiedyś na szkoleniu z asertywności Tomka, menedżera. Trafił do mnie jako początkujący kierownik. Właśnie awansował i zaczął zarządzać zespołem swoich kolegów, z którymi dotychczas współpracował.

          Na zakończenie szkolenia Uczestnicy zawsze dostają ode mnie zadanie domowe. Tym razem „zadaniem domowym” dla Uczestników było opisanie sytuacji, w której po szkoleniu zachowali się asertywnie.

          🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

          Asertywność działa!

          Wiadomość od Tomka była wyjątkowo długa i rozbudowana. Opisał mi w mailu historię, jak był z córką na zakupach w hipermarkecie. Kilkuletnią córkę trzymał w wózku z zakupami, po zrobieniu zakupów podjechali z wózkiem do kasy i stanęli spokojnie w kolejce.

          W pewnej chwili wcisnął się przed nich inny klient. Jak gdyby nigdy nic, ustawił się przed Tomkiem. W pierwszej chwili Tomek był kompletnie zaskoczony. Gdy pierwsze zdumienie minęło, rozpoczął sam ze sobą rozbudowany monolog wewnętrzny.

          Pierwsza myśl Tomka był okraszona zbulwersowaniem i złością: „No jak on śmie! Zaraz mu nawrzucam!”

          Myśl druga, korygująca pierwszą: „Nie no jak nawrzucam, dziecko przecież będzie słyszało. Nie wypada.”

          Myśl trzecia, odpuszczająca jakąkolwiek reakcję: „Dobra, nie taka duża sprawa, niech sobie stoi.”

          Myśl czwarta, po krótkiej refleksji: „No nie! Byłem na szkoleniu u Uli, uczyłem się asertywności! Nie muszę reagować agresywnie czy ulegle. Mogę zachować się asertywnie.”

          W wiadomości Tomek opisał, że przy tym dialogu ze sobą najbardziej bał się, jak zareaguje człowiek, któremu chciał zwrócić uwagę. Że może nakrzyczy, będzie nieprzyjemny, zaatakuje.

          Jednak, po przemyśleniu wszystkiego, zebrał się w sobie i spokojnym, ale też zdecydowanym głosem zwrócił się do mężczyzny:

          „Przepraszam proszę pana. Koniec kolejki jest tam” – i pokazał palcem miejsce za sobą.

          Wiecie, z jaką reakcją spotkał się Tomek?

          Mężczyzna z kolejki, lekko zaskoczony, odwrócił się do Tomka, spojrzał na niego, a następnie powiedział: „Ojej, przepraszam bardzo”, i przeszedł na wskazane miejsce.

          Wiesz, o czym jest ta historia?

          Oczywiście, o asertywności, o reagowaniu, o odwadze.

          Jednak tak najbardziej jest to historia o tym, że często tak bardzo boimy się, jak zareagują inni, że nawet nigdy nie spróbowaliśmy zwrócić im uwagi, zareagować, by sprawdzić, jak się zachowają i co powiedzą. Jest to historia o tym, że często to nie inni ludzie stawiają nam granice i nas blokują, lecz że robimy to sobie my sami.

          Ula! Asertywność działa!” – z dużą energią zakończył wtedy swoją opowieść Tomek.

          Chcesz stawiać granice w pracy lub życiu prywatnym? Sprawdź, czy kiedykolwiek próbowałeś zachować się inaczej, niż w sposób uległy lub agresywny.

          Powodzenia.

          NEWSLETTER

          Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych 🙂

            • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
            zostawić przeszłość

            Czy potrafisz zostawić przeszłość, przeszłe zdarzenia, dawne urazy, żal, za sobą? Czy może nosisz w sobie to, co było kiedyś i jest w Tobie wciąż żywe?

            Ktoś Cię zawiódł, bo zrobił coś, co uważałeś za złamanie zasad i nie potrafisz zapomnieć? Ktoś powiedział Ci coś, co zraniło Cię do głębi i na zawsze wpłynęło na Twój, pełen żalu, stosunek do tej osoby?

            🎧 Wyłącznie na moim kanale na YouTube wykonasz ćwiczenie, które pozwoli Ci zostawić przeszłość za sobą. Kliknij poniżej!

            Chociaż to niełatwe, a czasem niezmiernie trudne, warto umieć zostawiać przeszłość za sobą. Mam dziś dla Ciebie bajkę filozoficzną i ciekawa jestem, do jakich refleksji Cię ona skłoni. Weź z niej mądrość dla siebie i pomyśl, jak chcesz, by ta historia wpłynęła na Twoje życie…

            Jak zostawić przeszłość za sobą?

            Dwóch mnichów zen sposobiło się do przejścia rzeki w bród. Nadeszła też wtedy nad rzekę młoda, piękna dziewczyna. Ona również pragnęła przeprawić się na drugą stronę, lecz przerażał ją gwałtowny nurt.

            Jeden z mnichów wziął ją z uśmiechem na swoje ramiona i z dużą łatwością przeniósł na drugi brzeg rzeki. Dziewczyna podziękowała i poszła w swoją stronę.

            Jego towarzysz, zobaczywszy, co zrobił mnich, zawrzał gniewem i zawołał wzburzony: „Cóż uczyniłeś!? Mnichowi nie wolno przecież dotknąć ciała kobiety!…”

            I dalej, przez całą drogę, gdy szli razem, nie rozluźnił zaciśniętych z gniewu zębów. Dwie godziny później, kiedy dochodzili już do klasztoru, oznajmił głosem pełnym wyrzutu, że o tym, co się stało, powiadomi w klasztorze ich mistrza.

            „To, co zrobiłeś, jest zawstydzające i zabronione przez regułę naszego klasztoru!” – wyjaśniał dalej współtowarzyszowi podróży.

            Wielce to zadziwiło tego drugiego. Po chwili ciszy i zastanowienia, zapytał z nutą zdumienia w głosie:

            „Co jest zadziwiające? Co jest zabronione?”

            „Jak to?!? Zapomniałeś już, co karygodnego zrobiłeś? Już tego nie pamiętasz? Przecież chwilę temu niosłeś na swoich ramionach piękną dziewczynę!” – grzmiał.

            „A, o to ci chodzi…” – rzekł z uśmiechem pierwszy z mnichów i dodał– „To prawda, że ją niosłem. Ale upłynęły już dwie godziny, odkąd ja zostawiłem ją na drugim brzegu. Ty tymczasem, mój bracie, nadal wytrwale ją niesiesz na swoich plecach!…”

            Jeśli coś Cię w życiu zgorszyło, zraniło, zasmuciło, nie nieś całego bagażu tego zdarzenia ze sobą przez dalsze życie. Zostaw to na poboczu swojej drogi życia wszystko, co może na mim pozostać. Wystarczy, że w dalszą podróż zabierzesz jedynie esencję tego doświadczenia – naukę z niego płynącą, życiową lekcję, mądrość, które przydadzą Ci się dalej w życiu.

            Warsztat rozwoju osobistego

            NEWSLETTER

            Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

              • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
              trójkąt dramatyczny

              Zdarzyło Ci się kiedykolwiek, że zrobiłeś coś dla kogoś bezinteresownie, z dobrego serca i szczerej dobroci, a to druga osoba nawet nie podziękowała?

              Pomyślałeś wtedy, że to brak wdzięczności i że przynajmniej proste „dziękuję” powinno się pojawić?

              Jeśli tak, to zapraszam Cię do lektury – sprawdź, bo możesz być w TRÓJKĄCIE! 😊

              🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

              Rzecz o wdzięczności

              Rozmawiałam kilka tygodni temu ze znajomą, która z dużym oburzeniem opowiadała mi o swoim ostatnim weekendzie z rodziną. O tym, że w sobotę pomyślała, że super będzie w niedzielę zrobić i podać pyszny, zdrowy i uroczysty obiad dla męża, dzieci… W sobotę więc rano wybrała się na drugi koniec miasta do sklepu z ekologicznymi produktami. Warzywa zakupiła w innej części miasta – prosto od „rolnika”. Dzięki zaangażowaniu i przebyciu kilkudziesięciu kilometrów, w niedzielę rano miała wszystko. Był: pomysł na obiad. Najwyższej jakości (czyli bardzo droga) polędwica, ekologiczne warzywa, składniki na przystawkę i zupę. Wszystko, co potrzebne też do zrobienia pysznego deseru. Miała też dużo entuzjazmu i plan, od czego zacząć pracę i w jakiej kolejności podać dania.

              W niedzielę ruszyła z gotowaniem. Po jakimś czasie, na etapie szykowania ciasta, przeszło jej przez głowę, że tyle się najeździła, od rana już pracuje, a dzieci w piżamach przed telewizorem.. Gdy obierała marchewkę, przez głowę przeszła jej kolejna myśl. Mąż – zamiast siedzieć w gabinecie ze swoimi sprawami – mógłby chociaż przyjść i zapytać, czy jej pomóc… Po kolejnej godzinie, na etapie szykowania polędwicy, czując już ból w plecach, miała mnóstwo żalu do dzieci i męża. Nawet herbaty nikt jej nie zaproponował…

              Warsztat rozwoju osobistego

              Gdy w końcu, po kilku godzinach gotowania, podała cały obiad, a rodzina zjadła i nawet dobrze nie podziękowała (nie mówiąc już o pomocy przy sprzątaniu), moja znajoma była na nich wściekła.

              Wpadła do pokoju, gdzie mąż oglądał telewizję i ze łzami w oczach zaczęła mu wrzucać o braku wdzięczności, podziękowania. O tym, że nawet nie zapytał, czy pomóc, że nie posprzątał…

              Wiecie, co powiedział jej mąż, szczerze zdziwiony??

              „No ale przecież sama chciałaś to wszystko zrobić, nikt cię o to nie prosił..”

              Czym jest trójkąt dramatyczny?

              Powyższa historia jest klasycznym przykładem czegoś, co w psychologii znane jest pod nazwą „trójkąt dramatyczny Karpmana”. W trójkącie mówimy o trzech rolach: wybawcy (zrobię dla wszystkich pyszny obiad), ofiary (nikt nie docenia mojej pracy) i kata (zero wdzięczności! Jak mogą!).

              Do trójkąta najczęściej „wchodzi się” drzwiami wybawcy. Ktoś mnie nie poprosił o przysługę, a pomagam, chcę coś zrobić dla niego lub za niego. Jeśli najpierw nieproszony wyświadczasz przysługę, a potem zaczynasz myśleć, że ta osoba powinna się odwdzięczyć, a potem myślisz jeszcze gorzej o tej osobie, to właśnie znak, że jesteś w trójkącie dramatycznym.

              Być może teraz myślisz: „No tak, ale jak ktoś coś ode mnie dostał, to wypadałoby, żeby przynajmniej podziękował”…

              Jeśli ktoś nie prosił, a Ty coś tej osobie dałeś (przysługę, prezent, uczynek), to pamiętaj, że dawanie jest bezinteresowne. Ze jest emocjonalnie „za darmo”. Z korzyścią dla ciebie i dla waszej relacji..

              Trójkąt dramatyczny może mieć wiele odmian i twarzy – są trójkąty trwające krócej i dłużej, mniejsze w wymiarze emocjonalnym i większe, pojedyncze i wieloosobowe… Bycie w trójkącie jest zawsze toksyczne, a wchodzenie w rolę nieproszonego wybawcy, potem skrzywdzonej ofiary i dalej rozzłoszczonego kata, może wyrządzić nam i naszym relacjom wiele szkody.

              Jak unikać toksycznych relacji?

              Warto być czujnym i obserwować, kiedy, z kim, w jakich kontekstach zdarza się nam przyjmować role wybawcy, ofiary i kata. To warunek budowania zdrowych relacji i troski o samego siebie.

              Na warsztatach z budowania siły wewnętrznej pt. „Znajdź swoją wewnętrzną siłę” opowiadam szczegółowo, jak działa bycie w trójkącie. Co nam daje, jak wyłapywać, że w nim jesteśmy lub powtarzalnie wchodzimy. Oraz jak konkretnie z takich relacji wychodzić. Pojawia się mnóstwo przykładów – najpierw moich, potem Uczestników warsztatów, którzy chcą się podzielić swoimi doświadczeniami. To jedna z ważniejszych części szkolenia. Jak powiedział kiedyś jeden Uczestnik: „Przecież większość naszego życia, to takie ciągłe bycie w trójkącie.”

              Świadomie więc pilnuj siebie. Bądź uważny też na to, co robią inni, z którymi żyjesz. Bo najlepsze i jedyne, co warto robić, to zawsze pozostawać poza trójkątem dramatycznym, który z definicji jest zawsze toksyczny.

              NEWSLETTER

              BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

              Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                zdrowe relacje

                Dziś poruszam temat inwestowania. Nie, nie będzie o finansach i zysku mierzonym w złotówkach 🙂 Pisząc „inwestowanie” mam na myśli życiowe angażowanie się: w zdrowe relacje, codzienne inwestycje energii, czasu i uwagi. Będzie też o tym, jak weryfikować, czy angażujemy się zdrowo i otrzymujemy adekwatny „zwrot z inwestycji”.

                Pomyśl o sobie. Masz w życiu sytuacje, projekty, relacje, gdzie dajesz z siebie bardzo dużo, ale gdzie Twój nakład energii, uwagi i wysiłku nie przynosi Ci oczekiwanego zwrotu, oczekiwanych rezultatów i spodziewanej satysfakcji?

                Może to relacja – znajomość prywatna lub zawodowa, przyjaźń lub związek intymny.

                Czujesz, że ta relacja za dużo Cię kosztuje? Chociaż wciąż się angażujesz, czujesz, że dajesz więcej niż otrzymujesz?

                A może to np. zmaganie się z własnym ciałem? Być może wkładasz całe mnóstwo uwagi i energii w pilnowanie diety, forsowanie reżimów „jedzeniowych” i sportowych, makijaże i układanie fryzur? Sprawdź i upewnij się, co Ci to daje, czy naprawdę ilość uwagi i pracy jest adekwatna do tego, o co, być może od wielu lat, walczysz.

                Bo być może zmniejszenie nakładów – odpuszczenie, poluzowanie, wycofanie nadmiaru energii przywoła więcej równowagi w Twoim życiu? Zniknie napięcie, wyciskanie, oczekiwania, a w ich miejsce pojawią się spokój, równowaga, życzliwość względem siebie i spełnione, zdrowe relacje?

                Inwestujemy codziennie. Walutą jest nasza uwaga i energia.

                Każdego dnia odpowiedz więc sobie na pytanie: „Gdzie chcę dziś skierować swoją uwagę i energię? W co chcę ją zainwestować? Na co „opłaci” mi się przeznaczyć dziś siebie? Co jest naprawdę warte zainwestowania właśnie dziś?”

                Nie skupiaj się na tym, co uznasz za niewarte inwestowania uwagi i energii. Nie dokładaj do „biznesu”, nie przeinwestowuj i nie nadpłacaj. Pozwól sprawom układać się, a energii przepływać. Jak każdy wytrawny inwestor monitoruj rynek swojego życia i adekwatnie decyduj o swoich „finansach”.

                W co chcę dziś zainwestować siebie?

                • Wspólny czas z dziećmi?
                • Spotkanie z przyjacielem?
                • Telefon do Klienta?
                • Lektura ciekawej książki?
                • Spacer?

                Uważnie decyduj, będąc ekspertem od bilansu swojego życia.

                Warto też odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest zwrot z inwestycji. Jak można obliczyć, że inwestycja jest trafiona?

                Miernika szukaj w sobie – sprawdzaj swoje uczucia: zadowolenie, satysfakcję, równowagę, przyjemność, radość, spokój, równowagę energii. Tam, gdzie przeinwestowujesz, będzie smutek, żal, rozczarowanie i pretensje.

                I jeszcze jedno ważne, na koniec: jasne, że każde inwestowanie niesie też w sobie ryzyko. Nie bój się tego ryzyka podejmować, nie bój się inwestować w projekty, relacje, aktywności. Dzięki trafionym i nietrafionym inwestycjom uczysz się, czego Ci w życiu potrzeba. Uczysz się dbać o siebie i budować zdrowe, adekwatne relacje. Życzę Ci uważności, mądrości i wielu trafionych decyzji inwestycyjnych. Powodzenia. 🙂

                NEWSLETTER

                Bądź z nami w kontakcie i otrzymuj informacje o nowościach, artykułach i nadchodzących szkoleniach.

                  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                  dlaczego czas tak szybko mija

                  Kiedy myślmy o zarządzaniu czasem, to w miarę oczywiste wydaje nam się zarządzanie czasem pracy. Tymczasem zagadnienie zarządzania czasem warto rozważyć również w kontekście czasu wolnego. I chodzi tu zarówno o urlop, weekend, jak i wolne popołudnie.

                  Zastanów się przez chwilę, jak często zdarza Ci się po weekendzie stwierdzić: „nie wiem gdzie mi umknął ten czas”, albo powiedzieć: „miałam tyle planów, czas minął, a ja nic nie zrobiłam”. A może po urlopie czujesz się tak samo zmęczony, jak przed?

                  No właśnie, dlatego z pomocą przychodzi umiejętność zarządzania czasem wolnym, czyli takiego organizowania sobie czasu, by spędzać go bardziej efektywnie. By nie kończyć weekendu czy urlopu z poczuciem, że czas nam minął, a nic konstruktywnego się dla nas nie wydarzyło.

                  Sprawdziłam to na samej sobie. Dopóki nie przeformułowałam swojej organizacji czasu wolnego, często zdarzało mi się, zwłaszcza w weekend, albo mieć poczucie przeładowania obowiązkami i przytłoczenia, albo że nie zrobiłam niczego ze swoich planów i zmarnowałam ten czas.

                  Dlatego wyciągając wnioski z tego, czego nauczyłam się o zarządzaniu czasem, w każdy weekend, siedząc z poranną kawą, spisuję to, co chcę, aby się w ten weekend wydarzyło (łącznie z listą zakupów i podziałem zadań na dzieci), a następnie planuję sobie trzy najważniejsze zadania.

                  Trzy najważniejsze zadania dnia (3NZD) to rozwiązanie, które przeniosłam do organizowania się w życiu prywatnym z życia zawodowego. 3NZD to trzy rzeczy, które chcę, aby zrealizowały się w moim wolnym czasie.

                  Zapisuję te trzy cele (3 maksimum), dzięki czemu wiem, że zakończę wspomniany wcześniej weekend z poczuciem sensownie wykorzystanego czasu.

                  Podobnie warto robić w czasie urlopu. Od lat, na wyjazdach z rodziną ustalamy, jakie 3 rzeczy, 3 aspekty wakacji, są dla każdego ważne. A potem czynimy ustalenia, jak nasze potrzeby pogodzić. Także, jeśli chcesz spróbować, możesz na przykład zapisać sobie trzy najważniejsze miejsca, które chcesz podczas wyjazdu odwiedzić, byś uznał urlop za udany i dobrze wykorzystany.

                  By rzeczywiście zadziałała satysfakcja i frajda z dobrze wykorzystanego czasu, pamiętaj, że chodzi w tym głównie o to, by tych planów nie było zbyt dużo. By nie były przeładowane, a zdecydowanie wyważone. Dzięki temu nie będą dla Ciebie źródłem stresu i Twój mózg nie będzie szukał wymówek, by jednak dać sobie z nimi spokój.

                  Uczestnik jednego z moich szkoleń z zarządzania czasem, w czasie modułu poświęconego właśnie zarządzaniu czasem wolnym, rzucił w grupie pytanie: „No dobrze, ale czy nie o to chodzi w czasie wolnym, żeby nic nie planować? Bo co ze spontanicznością, luzem i odpoczynkiem?”

                  To było dobre pytanie i słuszna myśl.

                  Planowanie i korzystanie z umiejętności zarządzania czasem w kontekście życia prywatnego to poszukiwanie optimum.

                  Właśnie po to, by się nie przeładowywać, ale też mieć poczucie dobrej organizacji (bo przecież w życiu prywatnym normalnie mamy także mnóstwo codziennych spraw „do ogarnięcia), na czas wolny planujemy sobie trzy najważniejsze zadania dnia.

                  Możemy mieć więcej planów, jednak wyłonienie 3NZD jest kluczowe dla poczucia spełnienia i sensu.

                  I tym sposobem utrzymujemy też balans między spontanicznością i realizacją tego, co mamy ważne i zaległe.

                  Tak więc, zarządzaj swoim wolnym czasem, by nadawać kierunek swoim działaniom, a resztę czasu pozostawiaj spontaniczności. Dzięki temu z jednej strony unikniesz poczucia, że czas przecieka Ci przez palce, z drugiej dasz sobie przestrzeń na dowolność.

                  Podsumowując, celem zarządzania czasem prywatnym jest poszukanie optimum między odpoczynkiem a satysfakcją z tego, że „ogarniasz” 🙂

                  NEWSLETTER

                  BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

                  Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                  asert

                    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

                    jak nie zepsuć sobie wakacji

                    Urlop to ważny czas w naszym życiu. Są co prawda osoby, które potrafią spakować się i ruszyć w podróż z dnia na dzień, jednak dla większości z nas wyjazd na wakacje związany jest z planowaniem i przygotowaniami. A jak to w życiu bywa, im przedsięwzięcie wymaga większego zaangażowania, tym większe są wobec niego nasze oczekiwania i tym większe rozczarowanie, jeśli coś idzie nie po naszej myśli. Warto więc w takiej sytuacji wiedzieć, jak nie zepsuć sobie wakacji.

                    Nie jest najgorzej, gdy winą za wakacyjną katastrofę można obarczyć biuro podróży, linię lotniczą czy hotel. Gorzej, gdy towarzysza podróży… Emocje tym większe, im bardziej mieliśmy określoną wizję wyjazdu, liczyliśmy na wspólny czas i nadrobienie zaległości co do bliskości, przygody, odpoczynku…

                    Ostatnio rozmawiałam z klientką, Martyną, która razem ze swoim mężem skorzystała z możliwości wcześniejszego wyjazdu, jeszcze przed końcem roku. Ze smutkiem przyznała, że jej wakacje zakończyły się podróżą powrotną w milczeniu, z rozczarowaniem i żalem do partnera. Wspólnie analizowałyśmy, co się wydarzyło krok po kroku, dzięki czemu stało się dla nas całkiem jasne, że wspólne wakacje zakończyły się katastrofą przez nieudaną komunikację. Przeczytaj, co się wydarzyło, by dowiedzieć się, jak uniknąć błędów i nie zepsuć sobie wakacji.

                    „Planowałam tę podróż na Węgry przez dobre pół roku. Mieliśmy jechać ze znajomymi, ich samochodem. Wzięłam organizację na siebie, bo bardzo to lubię. Dodatkowo, chciałam i mojemu Krzyśkowi i pozostałym sprawić przyjemność, zabierając ich na dobrze przygotowany wyjazd. Przeczytałam chyba wszystkie możliwe przewodniki i blogi o Węgrzech. Gdzie warto pojechać, gdzie zatrzymać się na dłużej, co zwiedzić, żeby nie było banalnie. Długo myślałam jak zaplanować wszystko, żeby było idealnie i jak nie zepsuć sobie wakacji”

                    „Minęły pierwsze trzy dni urlopu, a my poruszaliśmy się zaplanowaną przeze mnie trasą. Było super. Niestety, czwartego dnia znajomy dostał telefon ze swojej firmy. Jeden z jego pracowników uległ ciężkiemu wypadkowi. Po dłuższym zastanowieniu przeprosił nas i powiedział, że wraca do Polski. Samochód, którym podróżowaliśmy, należał do niego, więc stanęliśmy przed trudną decyzją, co robić dalej. Popadliśmy w lekką konsternację.

                    Zostać i wracać samolotem? Bez sensu, bo zaplanowaliśmy wycieczkę objazdową… Wynająć samochód? Byłoby bardzo drogo… Każde z nas zastanawiało się, co zrobić, jak nie zepsuć sobie wakacji. Sytuacja była napięta, bo decyzja trudna i żadne rozwiązanie nie było dobre.

                    W trakcie rozmowy, w której przerzucaliśmy się pomysłami, zasugerowałam jeszcze jedną opcję: powrót ze znajomym do Polski, przesiadkę do własnego auta i kontynuację podróży tylko we dwójkę.  Krzysiek, słysząc ten pomysł, popatrzył na mnie i mocno zamyślony, zapytał: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?”

                    „Powiem Ci, że zdębiałam.”- opowiadała wzburzona. -„W głowie pojawiło mi się kłębowisko myśli i chyba nigdy w życiu nie było mi aż tak przykro! Tyle moich planów, pracy, zaangażowania, a on jednym zdaniem zasugerował, że kiepsko to zaplanowałam? Że chce wracać? Że nie podobało mu się, a nawet nie pisnął słowem!? Poświęcał się dla mnie, nic nie mówiąc?!? Nie zależało mu?…”

                    Koniec końców wróciliśmy ze znajomym do Polski w totalnym milczeniu, ja na fochu, on też. Jeszcze przez tydzień nie rozmawialiśmy.

                    Gdy trochę emocje opadły i powiedziałam mu, o co mam żal, on odpowiedział, że „tylko pytał” i że „zależało mu bardzo, żeby znaleźć rozwiązanie” oraz „nie chciał mnie urazić, wyjazd mu się bardzo podobał”. Podobał! Wyobrażasz sobie??”

                    Oczywiście wyobrażam sobie i bardzo dobrze rozumiałam zarówno moją klientkę, jak i zaskoczonego jej reakcją partnera. Takie komunikacyjne „mijanki” dzieją się między ludźmi na co dzień 😊

                    Prześledźmy na przykładzie historii Martyny, co wydarzyło się w komunikacji między nią i jej partnerem:

                    • Martyna przygotowała dokładnie wyjazd, włożyła w to dużo zaangażowania (i była dumna ze swojego planu)
                    • Podróż przebiegała zgodnie z planem
                    • Pojawiły się nieprzewidziane okoliczności
                    • Oboje, Martyna i Krzysiek szukali najlepszego rozwiązania (mieli POZYTYWNE intencje)
                    • Krzysiek zadał pytanie: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?” (nadał KOMUNIKAT)
                    • Martyna odebrała komunikat, ale dokonała własnej INTERPRETACJI, na poziomie ich RELACJI, dodając od siebie, co Krzysiek sądzi o wyjeździe.
                    • Pojawiły się EMOCJE u Martyny (żal, smutek, złość)
                    • Krzysiek próbował TŁUMACZYĆ to, co miał na myśli (jakie miał INTENCJE), ale emocje Martyny już nie pozwoliły jej tego zrozumieć i przyjąć.
                    • Pojawiły się EMOCJE u Krzyśka (żal, smutek, złość, bezsilność).
                    • Foch, milczenie, obopólny żal.

                    Widzisz, gdzie nastąpiło zniekształcenie? Gdzie warto było skomunikować się inaczej, wyrazić swoje potrzeby, pczekiwania i nie zepsuć wakacji?

                    Krzysiek zadając pytanie: „Czy warto tu wracać” chciał zastanowić się rzeczowo i dosłownie: „Czy warto tu wracać”.

                    Co usłyszała Martyna? „Źle wybrałaś wycieczkę, to Twoja wina, że nie jest tutaj interesująco, więc nie warto tu wracać”.

                    Pierwszym krokiem do porozumienia w komunikacji (między partnerami, rodzicami a dziećmi, pracownikiem a pracodawcą, firmą a Klientem), jest uświadomienie sobie, że komunikujemy się na różny sposób, że w rozmowach kółko dokonujemy własnych interpretacji, że dokładamy do tego emocje i komunikacja – mówiąc potocznie – „się rozjeżdża”.

                    Co wobec tego robić, by się komunikować?

                    1. NADSTAWIAJ USZY, wsłuchuj się nie tylko w to, co mówi druga osoba, ale także w to, jaka stoi za tym INTENCJA.
                    2. Jeśli masz wątpliwości, zanim puścisz wodze fantazji i pozwolisz „zaszaleć” urażonemu ego, DOPYTAJ (Martyna: „Co chcesz przez to powiedzieć? Że nie podoba ci się wyjazd, czy że co?”).
                    3. Gdy to ty mówisz, ćwicz komunikację WPROST. Dbaj o to, aby jak najjaśniej wyrażać swoje POTRZEBYINTENCJE.

                    To wymaga wysiłku, staranności, dodatkowego wyjaśnienia, trochę dłuższej wypowiedzi. (Krzysiek do Martyny: „Kurczę, zastanawiam się, co byłoby dla nas najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. Tyle się naplanowałaś i tyle przygotowań, a z drugiej strony to tak dużo kilometrów do Polski. Zastanawiam się, czy dalsze zwiedzanie jest warte powrotu, czy może przełożyć to na inny raz? Bo martwi mnie też, że mój samochód nie jest aż taki komfortowy… Co ty o tym sądzisz?”)

                    Swoich Klientów na szkoleniach i w coachingu uczę, że ważne jest, w jakie SŁOWA ubierzesz swoje INTENCJE, oraz jak starannie się wsłuchasz w wypowiedź drugiej strony. Czy usłyszysz INTENCJE, EMOCJE i czy dopytasz, gdy masz wątpliwości.

                    Komunikacji warto uczyć się ciągle, nieustannie, to naprawdę niezagospodarowania przestrzeń rozwoju. Dlaczego warto? Bo nagrodą są RELACJE. Ocalone niejedne wakacje i niejedna ważna znajomość.

                    Powodzenia! 😉

                    NEWSLETTER

                    Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

                      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.