Wpisy

bajka o przywiązanym słoniu

Ostatnio spotkałam człowieka, który opowiedział mi historię ze swojego dzieciństwa. Kiedy był mały, uwielbiał cyrk, a najbardziej w cyrku podobały się mu zwierzęta. Jego uwagę przyciągał zwłaszcza słoń.

🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

Trudne pytania

Podczas przedstawień to ogromne zwierzę paradowało, zachwycając dzieci swoim niesamowitym ciężarem, rozmiarem, niewyobrażalną siłą. Ale po przedstawieniu i krótko przed wejściem na scenę słoń zawsze siedział z tyłu cyrku, uwiązany jedną nogą do kołka wbitego w ziemię. Co dziwiło mojego znajomego? Kołek, do którego był uwiązany słoń, był tylko niewielkim kawałkiem drewna, wbitym w ziemię na zaledwie kilka centymetrów. Wydawało się oczywiste, że słoń, który z łatwością może wyrwać drzewo z korzeniami, z łatwością mógłby także uwolnić się z kołka i uciec.

To była oczywista tajemnica.

„Co go trzyma wobec tego? Czemu nie ucieka?” – zastanawiał się wielokrotnie, jako mały chłopiec, mój rozmówca.

Opowiadał mi dalej, że ponieważ sprawa nie dawała mu spokoju, pytał o to w tamtym czasie dorosłych – zapytał ojca, wuja, dziadka – o tajemnicę słonia. Ktoś mu odpowiedział, że słoń nie ucieka, bo jest tresowany.

„Skoro jest tresowany, to po co go przywiązują?”– zadał oczywiste pytanie chłopiec i nie dostał już na to pytanie żadnej logicznej odpowiedzi.

W końcu znalazł się ktoś wystarczająco mądry, by odpowiedzieć chłopcu na to pytanie.

Domyślasz się już wyjaśnienia?…

Tajemnica bycia w niewoli

Słoń nie uciekał z cyrku, bo od najmłodszych lat był przywiązywany do różnych kołków. Pierwszy raz został przywiązany, gdy był jeszcze nowo narodzonym, bezbronnym słonikiem. Wtedy jeszcze usilnie starał się uwolnić: ciągnął, pchał, pocił się, szarpał. Ale ponieważ był mały, pomimo użycia wszystkich swoich sił, nie dawał rady się zerwać: kołek był dla niego za solidny.

Zasypiał więc ze zmęczenia i następnego dnia próbował znowu. I kolejnego, i kolejnego… Aż nadszedł kiedyś dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swoją niemoc i zdało się na swój los.

Ten potężny, silny słoń, którego w dzieciństwie oglądał w cyrku mój znajomy, nie uciekał, bo nie wierzył w swoją siłę i moc. Miał w sobie utrwalone wspomnienie niemocy, którą przeżył krótko po przyjściu na świat. I potem już, przez wszystkie lata swojego życia, nigdy nie zakwestionował poważnie tego wspomnienia. Nigdy więcej nie starał się ponownie wypróbować swoich sił. Nie spróbował tego nawet jeden raz…

Przekonanie, że „nie mogę”

Podobnie do słonia z tej bajki, mamy w życiu kołki, które sprawiły, że zapomnieliśmy o swojej sile i wierze w siebie i w to, że potrafimy, możemy, damy radę. I już od dawna tego nie kwestionujemy…

Często żyjemy w przekonaniu, że „nie możemy” wykonać różnych rzeczy tylko dlatego, że kiedyś, pewnego razu, dawno temu, gdy byliśmy mali, ktoś nas przywiązał, a my podjęliśmy zakończoną niepowodzeniem próbę. W ważnych sprawach zarejestrowaliśmy w pamięci taką wiadomość: „Nie mogę, nie mogę. I nigdy nie będę mógł!”.

Jednak pomyśl: czas się zmienił, sytuacja także, Ty się zmieniłaś. Zamiast małego słoniątka, które nieudolnie szarpało kołek, jesteś dorosła(-y).

Dorosły. Dorosła. Dlatego wierz w siebie. I pamiętaj: dopóki żyjemy, wciąż wszystko jest możliwe.

Inspirowane książką Jorge’a Bucay „Pozwól, że Ci opowiem…”

Jeśli poszukujesz siły wewnętrznej i wiary w siebie, warsztaty rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę” są właśnie dla Ciebie. Najbliższa edycja: 2-3 lipca 2022.

Możesz uczestniczyć w Warszawie lub zdalnie online.

Jesteś zainteresowana/-y? Kliknij poniżej:

Warsztat rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę” 

warsztat rozwoju osobistego

NEWSLETTER

Bądź z nami w kontakcie i otrzymuj informacje o nowościach, artykułach i nadchodzących szkoleniach.

    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
    asertywność działa

    Miałam kiedyś na szkoleniu z asertywności Tomka, menedżera. Trafił do mnie jako początkujący kierownik. Właśnie awansował i zaczął zarządzać zespołem swoich kolegów, z którymi dotychczas współpracował.

    Na zakończenie szkolenia Uczestnicy zawsze dostają ode mnie zadanie domowe. Tym razem „zadaniem domowym” dla Uczestników było opisanie sytuacji, w której po szkoleniu zachowali się asertywnie.

    🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

    Asertywność działa!

    Wiadomość od Tomka była wyjątkowo długa i rozbudowana. Opisał mi w mailu historię, jak był z córką na zakupach w hipermarkecie. Kilkuletnią córkę trzymał w wózku z zakupami, po zrobieniu zakupów podjechali z wózkiem do kasy i stanęli spokojnie w kolejce.

    W pewnej chwili wcisnął się przed nich inny klient. Jak gdyby nigdy nic, ustawił się przed Tomkiem. W pierwszej chwili Tomek był kompletnie zaskoczony. Gdy pierwsze zdumienie minęło, rozpoczął sam ze sobą rozbudowany monolog wewnętrzny.

    Pierwsza myśl Tomka był okraszona zbulwersowaniem i złością: „No jak on śmie! Zaraz mu nawrzucam!”

    Myśl druga, korygująca pierwszą: „Nie no jak nawrzucam, dziecko przecież będzie słyszało. Nie wypada.”

    Myśl trzecia, odpuszczająca jakąkolwiek reakcję: „Dobra, nie taka duża sprawa, niech sobie stoi.”

    Myśl czwarta, po krótkiej refleksji: „No nie! Byłem na szkoleniu u Uli, uczyłem się asertywności! Nie muszę reagować agresywnie czy ulegle. Mogę zachować się asertywnie.”

    W wiadomości Tomek opisał, że przy tym dialogu ze sobą najbardziej bał się, jak zareaguje człowiek, któremu chciał zwrócić uwagę. Że może nakrzyczy, będzie nieprzyjemny, zaatakuje.

    Jednak, po przemyśleniu wszystkiego, zebrał się w sobie i spokojnym, ale też zdecydowanym głosem zwrócił się do mężczyzny:

    „Przepraszam proszę pana. Koniec kolejki jest tam” – i pokazał palcem miejsce za sobą.

    Wiecie, z jaką reakcją spotkał się Tomek?

    Mężczyzna z kolejki, lekko zaskoczony, odwrócił się do Tomka, spojrzał na niego, a następnie powiedział: „Ojej, przepraszam bardzo”, i przeszedł na wskazane miejsce.

    Wiesz, o czym jest ta historia?

    Oczywiście, o asertywności, o reagowaniu, o odwadze.

    Jednak tak najbardziej jest to historia o tym, że często tak bardzo boimy się, jak zareagują inni, że nawet nigdy nie spróbowaliśmy zwrócić im uwagi, zareagować, by sprawdzić, jak się zachowają i co powiedzą. Jest to historia o tym, że często to nie inni ludzie stawiają nam granice i nas blokują, lecz że robimy to sobie my sami.

    Ula! Asertywność działa!” – z dużą energią zakończył wtedy swoją opowieść Tomek.

    Chcesz stawiać granice w pracy lub życiu prywatnym? Sprawdź, czy kiedykolwiek próbowałeś zachować się inaczej, niż w sposób uległy lub agresywny.

    Powodzenia.

    NEWSLETTER

    Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych 🙂

      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
      zostawić przeszłość

      Czy potrafisz zostawić przeszłość, przeszłe zdarzenia, dawne urazy, żal, za sobą? Czy może nosisz w sobie to, co było kiedyś i jest w Tobie wciąż żywe?

      Ktoś Cię zawiódł, bo zrobił coś, co uważałeś za złamanie zasad i nie potrafisz zapomnieć? Ktoś powiedział Ci coś, co zraniło Cię do głębi i na zawsze wpłynęło na Twój, pełen żalu, stosunek do tej osoby?

      🎧 Wyłącznie na moim kanale na YouTube wykonasz ćwiczenie, które pozwoli Ci zostawić przeszłość za sobą. Kliknij poniżej!

      Chociaż to niełatwe, a czasem niezmiernie trudne, warto umieć zostawiać przeszłość za sobą. Mam dziś dla Ciebie bajkę filozoficzną i ciekawa jestem, do jakich refleksji Cię ona skłoni. Weź z niej mądrość dla siebie i pomyśl, jak chcesz, by ta historia wpłynęła na Twoje życie…

      Jak zostawić przeszłość za sobą?

      Dwóch mnichów zen sposobiło się do przejścia rzeki w bród. Nadeszła też wtedy nad rzekę młoda, piękna dziewczyna. Ona również pragnęła przeprawić się na drugą stronę, lecz przerażał ją gwałtowny nurt.

      Jeden z mnichów wziął ją z uśmiechem na swoje ramiona i z dużą łatwością przeniósł na drugi brzeg rzeki. Dziewczyna podziękowała i poszła w swoją stronę.

      Jego towarzysz, zobaczywszy, co zrobił mnich, zawrzał gniewem i zawołał wzburzony: „Cóż uczyniłeś!? Mnichowi nie wolno przecież dotknąć ciała kobiety!…”

      I dalej, przez całą drogę, gdy szli razem, nie rozluźnił zaciśniętych z gniewu zębów. Dwie godziny później, kiedy dochodzili już do klasztoru, oznajmił głosem pełnym wyrzutu, że o tym, co się stało, powiadomi w klasztorze ich mistrza.

      „To, co zrobiłeś, jest zawstydzające i zabronione przez regułę naszego klasztoru!” – wyjaśniał dalej współtowarzyszowi podróży.

      Wielce to zadziwiło tego drugiego. Po chwili ciszy i zastanowienia, zapytał z nutą zdumienia w głosie:

      „Co jest zadziwiające? Co jest zabronione?”

      „Jak to?!? Zapomniałeś już, co karygodnego zrobiłeś? Już tego nie pamiętasz? Przecież chwilę temu niosłeś na swoich ramionach piękną dziewczynę!” – grzmiał.

      „A, o to ci chodzi…” – rzekł z uśmiechem pierwszy z mnichów i dodał– „To prawda, że ją niosłem. Ale upłynęły już dwie godziny, odkąd ja zostawiłem ją na drugim brzegu. Ty tymczasem, mój bracie, nadal wytrwale ją niesiesz na swoich plecach!…”

      Jeśli coś Cię w życiu zgorszyło, zraniło, zasmuciło, nie nieś całego bagażu tego zdarzenia ze sobą przez dalsze życie. Zostaw to na poboczu swojej drogi życia wszystko, co może na mim pozostać. Wystarczy, że w dalszą podróż zabierzesz jedynie esencję tego doświadczenia – naukę z niego płynącą, życiową lekcję, mądrość, które przydadzą Ci się dalej w życiu.

      Warsztat rozwoju osobistego

      NEWSLETTER

      Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

        • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
        trójkąt dramatyczny

        Zdarzyło Ci się kiedykolwiek, że zrobiłeś coś dla kogoś bezinteresownie, z dobrego serca i szczerej dobroci, a to druga osoba nawet nie podziękowała?

        Pomyślałeś wtedy, że to brak wdzięczności i że przynajmniej proste „dziękuję” powinno się pojawić?

        Jeśli tak, to zapraszam Cię do lektury – sprawdź, bo możesz być w TRÓJKĄCIE! 😊

        🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

        Rzecz o wdzięczności

        Rozmawiałam kilka tygodni temu ze znajomą, która z dużym oburzeniem opowiadała mi o swoim ostatnim weekendzie z rodziną. O tym, że w sobotę pomyślała, że super będzie w niedzielę zrobić i podać pyszny, zdrowy i uroczysty obiad dla męża, dzieci… W sobotę więc rano wybrała się na drugi koniec miasta do sklepu z ekologicznymi produktami. Warzywa zakupiła w innej części miasta – prosto od „rolnika”. Dzięki zaangażowaniu i przebyciu kilkudziesięciu kilometrów, w niedzielę rano miała wszystko. Był: pomysł na obiad. Najwyższej jakości (czyli bardzo droga) polędwica, ekologiczne warzywa, składniki na przystawkę i zupę. Wszystko, co potrzebne też do zrobienia pysznego deseru. Miała też dużo entuzjazmu i plan, od czego zacząć pracę i w jakiej kolejności podać dania.

        W niedzielę ruszyła z gotowaniem. Po jakimś czasie, na etapie szykowania ciasta, przeszło jej przez głowę, że tyle się najeździła, od rana już pracuje, a dzieci w piżamach przed telewizorem.. Gdy obierała marchewkę, przez głowę przeszła jej kolejna myśl. Mąż – zamiast siedzieć w gabinecie ze swoimi sprawami – mógłby chociaż przyjść i zapytać, czy jej pomóc… Po kolejnej godzinie, na etapie szykowania polędwicy, czując już ból w plecach, miała mnóstwo żalu do dzieci i męża. Nawet herbaty nikt jej nie zaproponował…

        Warsztat rozwoju osobistego

        Gdy w końcu, po kilku godzinach gotowania, podała cały obiad, a rodzina zjadła i nawet dobrze nie podziękowała (nie mówiąc już o pomocy przy sprzątaniu), moja znajoma była na nich wściekła.

        Wpadła do pokoju, gdzie mąż oglądał telewizję i ze łzami w oczach zaczęła mu wrzucać o braku wdzięczności, podziękowania. O tym, że nawet nie zapytał, czy pomóc, że nie posprzątał…

        Wiecie, co powiedział jej mąż, szczerze zdziwiony??

        „No ale przecież sama chciałaś to wszystko zrobić, nikt cię o to nie prosił..”

        Czym jest trójkąt dramatyczny?

        Powyższa historia jest klasycznym przykładem czegoś, co w psychologii znane jest pod nazwą „trójkąt dramatyczny Karpmana”. W trójkącie mówimy o trzech rolach: wybawcy (zrobię dla wszystkich pyszny obiad), ofiary (nikt nie docenia mojej pracy) i kata (zero wdzięczności! Jak mogą!).

        Do trójkąta najczęściej „wchodzi się” drzwiami wybawcy. Ktoś mnie nie poprosił o przysługę, a pomagam, chcę coś zrobić dla niego lub za niego. Jeśli najpierw nieproszony wyświadczasz przysługę, a potem zaczynasz myśleć, że ta osoba powinna się odwdzięczyć, a potem myślisz jeszcze gorzej o tej osobie, to właśnie znak, że jesteś w trójkącie dramatycznym.

        Być może teraz myślisz: „No tak, ale jak ktoś coś ode mnie dostał, to wypadałoby, żeby przynajmniej podziękował”…

        Jeśli ktoś nie prosił, a Ty coś tej osobie dałeś (przysługę, prezent, uczynek), to pamiętaj, że dawanie jest bezinteresowne. Ze jest emocjonalnie „za darmo”. Z korzyścią dla ciebie i dla waszej relacji..

        Trójkąt dramatyczny może mieć wiele odmian i twarzy – są trójkąty trwające krócej i dłużej, mniejsze w wymiarze emocjonalnym i większe, pojedyncze i wieloosobowe… Bycie w trójkącie jest zawsze toksyczne, a wchodzenie w rolę nieproszonego wybawcy, potem skrzywdzonej ofiary i dalej rozzłoszczonego kata, może wyrządzić nam i naszym relacjom wiele szkody.

        Jak unikać toksycznych relacji?

        Warto być czujnym i obserwować, kiedy, z kim, w jakich kontekstach zdarza się nam przyjmować role wybawcy, ofiary i kata. To warunek budowania zdrowych relacji i troski o samego siebie.

        Na warsztatach z budowania siły wewnętrznej pt. „Znajdź swoją wewnętrzną siłę” opowiadam szczegółowo, jak działa bycie w trójkącie. Co nam daje, jak wyłapywać, że w nim jesteśmy lub powtarzalnie wchodzimy. Oraz jak konkretnie z takich relacji wychodzić. Pojawia się mnóstwo przykładów – najpierw moich, potem Uczestników warsztatów, którzy chcą się podzielić swoimi doświadczeniami. To jedna z ważniejszych części szkolenia. Jak powiedział kiedyś jeden Uczestnik: „Przecież większość naszego życia, to takie ciągłe bycie w trójkącie.”

        Świadomie więc pilnuj siebie. Bądź uważny też na to, co robią inni, z którymi żyjesz. Bo najlepsze i jedyne, co warto robić, to zawsze pozostawać poza trójkątem dramatycznym, który z definicji jest zawsze toksyczny.

        NEWSLETTER

        BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

        Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

          • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

          Pamiętam jedną z rozmów z Klientem, który pracował ze mną w  life-coachingu. Miał bardzo trudny okres w życiu osobistym, kłopoty z byłą żoną, sprawy dotyczące opieki nad synami. W czasie naszego spotkania opowiadał, że był już naprawdę zmęczony swoim aktualnym życiem, ciągłą mobilizacją, walką o ułożenie relacji na nowo.

          🎧 Wolisz posłuchać? Czyta autorka, Urszula Grabowska – Maleszko.

          Opowiadał też, bardzo sfrustrowany, jak dzielił się swoimi troskami z własnymi rodzicami. Wsparcie, jakie dostawał od nich, polegało głównie na powtarzanej (w dobrej wierze) „mantrze”: „Nie przejmuj się, zobaczysz, wszystko będzie dobrze”.

          Pamiętam, jak opowiadając mi o tym, niepocieszony, wybuchł: „Co oni mi mówią?? Jak będzie dobrze?? Jest tak beznadziejnie, jest mi ciężko, skąd oni wiedzą, jak będzie?!?”

          Warsztat rozwoju osobistego

          Pomyślałam wtedy, w trakcie tej rozmowy, że nie wystarczy mieć dobre chęci, by być komuś pomocnym. A ponieważ każdemu z nas zdarza się rozmawiać z bliską osobą– z partnerem, własnym dzieckiem, rodzicem, przyjacielem – która to osoba ma właśnie gorszy dzień, gorszy czas i dzieli się z nami swoimi troskami, warto wiedzieć, że odruchowe słowa pocieszenia: „nie przejmuj się”, „wszystko będzie dobrze”, „zobaczysz, wszystko wróci do normy”,  wcale takiego pocieszenia nie dają. To, co najszybciej spowodują, to poczucie bycia samotnym w swoich kłopotach…

          Zastanawiasz się jak pocieszać, by pocieszyć? Jeśli chcesz ofiarować drugiej osobie zrozumienie, wsparcie, pocieszenie i poczucie ulgi, warto żebyś wiedział, jak to zrobić.

          A więc, jeżeli naprawdę chcesz pomóc komuś, komu jest ciężko, kto dzieli się z Tobą swoimi troskami, kto widzisz, że przeżywa trudne chwile, daj mu od siebie dwa wartościowe „prezenty”:

          Po pierwsze: Słuchaj i nic nie mów. Nie przerywaj, nie zaprzeczaj, nie pocieszaj. Słuchaj.

          Po drugie: Gdy wysłuchasz, spróbuj tylko (i aż) nazwać, co aktualnie przeżywa druga osoba.

          Co to znaczy „nazwij to, co przeżywa”? Powiedz coś takiego:

          „Widzę, że się tym przejmujesz…”

          „Słyszę, że  bardzo Ci na tym zależy”

          „Jesteś na to zły?”

          „Obawiasz się tego?”

          „Słyszę, że to dla Ciebie ważne…”

          „Chciałbyś, żeby się dobrze ułożyło?”

          „Jesteś już tym zmęczony?”

          „Czujesz się bezsilny w tej sytuacji?”

          „Chyba dużo w Tobie żalu?”

          Jak pocieszać? Obserwując osobę, z którą rozmawiasz, wybierz adekwatny, szczery komentarz i nazwij (może być w formie pytania), co ona przeżywa.

          Może Ci się wydawać, że to mało lub, że to brzmi dziwnie, ale obserwuj, jak z Twojego rozmówcy uchodzą emocje, jakim jest to dla niego wsparciem i zrozumieniem. Nie obawiaj się także, że się pomylisz, oceniając błędnie to, co ta osoba przeżywa. Szczególnie, jeżeli sformułujesz to w formie pytania, będzie w tym przestrzeń dla Twojego rozmówcy, aby się odnieść do Twoich słów – potwierdzi lub zaprzeczy, opisując swoimi słowami, co czuje w tym momencie.

          Osobiście doświadczyłam ostatnio, jak taki sposób pocieszania działa, w rozmowie z moją nastoletnią córką. Było to dzień przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego w liceum, moja córka szykowała się wieczorem na następny dzień. Zauważyłam, że jest bardzo, ale to bardzo przejęta tym faktem.

          Powiedziałam: „Chyba bardzo przejmujesz się tym, że idziesz do nowej szkoły?”

          Odpowiedziała: „Nie, nie o to chodzi, chodzi o znajomych”.

          „Obawiasz się jacy będą?” – zapytałam ponownie.

          „Nie, bardziej chodzi o to, że nie będzie już moich starych znajomych” – odparła w odpowiedzi.

          „Czyli że ci starzy byli fajni?” – spytałam.

          „Nie, chodzi o to, że starzy znajomi są lepsi od tych, których się nie zna.” – wyjaśniła.

          „Aha, czyli martwisz się tym, że nie znasz ludzi z Twojej nowej szkoły?” – zapytałam po raz ostatni.

          „No, dokładnie o to chodzi” – odparła.

          I tak jakoś, na zakończenie tej krótkiej wymiany zdań, ton jej głosu był lżejszy, emocje trochę opadły i zakończyłam tę rozmowę z poczuciem, że naprawdę spotkałam się w komunikacji z moją córką. Nie doradzałam, nie pocieszałam, nie zaprzeczałam, powtarzając oklepane słowa „wszystko będzie dobrze, zobaczysz”.

          Twój partner wraca milczący lub zdenerwowany z pracy, nastoletnie dziecko boryka się ze złamanym sercem po zakończonych wakacjach, przyjaciel ma problemy w związku? Zastanawiasz się jak pocieszać ich w takiej sytuacji? Przetestuj taki sposób rozmowy (słuchaj + milcz + nazwij co przeżywa) i sprawdź, jak taki sposób wsparcia pomoże bliskiej Ci osobie. Czyli na koniec jeszcze: obserwuj, by być obok, by być z bliską Ci osobą, by pocieszyć.

          NEWSLETTER

          Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

            • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
            zdrowe relacje

            Dziś poruszam temat inwestowania. Nie, nie będzie o finansach i zysku mierzonym w złotówkach 🙂 Pisząc „inwestowanie” mam na myśli życiowe angażowanie się: w zdrowe relacje, codzienne inwestycje energii, czasu i uwagi. Będzie też o tym, jak weryfikować, czy angażujemy się zdrowo i otrzymujemy adekwatny „zwrot z inwestycji”.

            Pomyśl o sobie. Masz w życiu sytuacje, projekty, relacje, gdzie dajesz z siebie bardzo dużo, ale gdzie Twój nakład energii, uwagi i wysiłku nie przynosi Ci oczekiwanego zwrotu, oczekiwanych rezultatów i spodziewanej satysfakcji?

            Może to relacja – znajomość prywatna lub zawodowa, przyjaźń lub związek intymny.

            Czujesz, że ta relacja za dużo Cię kosztuje? Chociaż wciąż się angażujesz, czujesz, że dajesz więcej niż otrzymujesz?

            A może to np. zmaganie się z własnym ciałem? Być może wkładasz całe mnóstwo uwagi i energii w pilnowanie diety, forsowanie reżimów „jedzeniowych” i sportowych, makijaże i układanie fryzur? Sprawdź i upewnij się, co Ci to daje, czy naprawdę ilość uwagi i pracy jest adekwatna do tego, o co, być może od wielu lat, walczysz.

            Bo być może zmniejszenie nakładów – odpuszczenie, poluzowanie, wycofanie nadmiaru energii przywoła więcej równowagi w Twoim życiu? Zniknie napięcie, wyciskanie, oczekiwania, a w ich miejsce pojawią się spokój, równowaga, życzliwość względem siebie i spełnione, zdrowe relacje?

            Inwestujemy codziennie. Walutą jest nasza uwaga i energia.

            Każdego dnia odpowiedz więc sobie na pytanie: „Gdzie chcę dziś skierować swoją uwagę i energię? W co chcę ją zainwestować? Na co „opłaci” mi się przeznaczyć dziś siebie? Co jest naprawdę warte zainwestowania właśnie dziś?”

            Nie skupiaj się na tym, co uznasz za niewarte inwestowania uwagi i energii. Nie dokładaj do „biznesu”, nie przeinwestowuj i nie nadpłacaj. Pozwól sprawom układać się, a energii przepływać. Jak każdy wytrawny inwestor monitoruj rynek swojego życia i adekwatnie decyduj o swoich „finansach”.

            W co chcę dziś zainwestować siebie?

            • Wspólny czas z dziećmi?
            • Spotkanie z przyjacielem?
            • Telefon do Klienta?
            • Lektura ciekawej książki?
            • Spacer?

            Uważnie decyduj, będąc ekspertem od bilansu swojego życia.

            Warto też odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest zwrot z inwestycji. Jak można obliczyć, że inwestycja jest trafiona?

            Miernika szukaj w sobie – sprawdzaj swoje uczucia: zadowolenie, satysfakcję, równowagę, przyjemność, radość, spokój, równowagę energii. Tam, gdzie przeinwestowujesz, będzie smutek, żal, rozczarowanie i pretensje.

            I jeszcze jedno ważne, na koniec: jasne, że każde inwestowanie niesie też w sobie ryzyko. Nie bój się tego ryzyka podejmować, nie bój się inwestować w projekty, relacje, aktywności. Dzięki trafionym i nietrafionym inwestycjom uczysz się, czego Ci w życiu potrzeba. Uczysz się dbać o siebie i budować zdrowe, adekwatne relacje. Życzę Ci uważności, mądrości i wielu trafionych decyzji inwestycyjnych. Powodzenia. 🙂

            NEWSLETTER

            Bądź z nami w kontakcie i otrzymuj informacje o nowościach, artykułach i nadchodzących szkoleniach.

              • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
              dlaczego czas tak szybko mija

              Kiedy myślmy o zarządzaniu czasem, to w miarę oczywiste wydaje nam się zarządzanie czasem pracy. Tymczasem zagadnienie zarządzania czasem warto rozważyć również w kontekście czasu wolnego. I chodzi tu zarówno o urlop, weekend, jak i wolne popołudnie.

              Zastanów się przez chwilę, jak często zdarza Ci się po weekendzie stwierdzić: „nie wiem gdzie mi umknął ten czas”, albo powiedzieć: „miałam tyle planów, czas minął, a ja nic nie zrobiłam”. A może po urlopie czujesz się tak samo zmęczony, jak przed?

              No właśnie, dlatego z pomocą przychodzi umiejętność zarządzania czasem wolnym, czyli takiego organizowania sobie czasu, by spędzać go bardziej efektywnie. By nie kończyć weekendu czy urlopu z poczuciem, że czas nam minął, a nic konstruktywnego się dla nas nie wydarzyło.

              Sprawdziłam to na samej sobie. Dopóki nie przeformułowałam swojej organizacji czasu wolnego, często zdarzało mi się, zwłaszcza w weekend, albo mieć poczucie przeładowania obowiązkami i przytłoczenia, albo że nie zrobiłam niczego ze swoich planów i zmarnowałam ten czas.

              Dlatego wyciągając wnioski z tego, czego nauczyłam się o zarządzaniu czasem, w każdy weekend, siedząc z poranną kawą, spisuję to, co chcę, aby się w ten weekend wydarzyło (łącznie z listą zakupów i podziałem zadań na dzieci), a następnie planuję sobie trzy najważniejsze zadania.

              Trzy najważniejsze zadania dnia (3NZD) to rozwiązanie, które przeniosłam do organizowania się w życiu prywatnym z życia zawodowego. 3NZD to trzy rzeczy, które chcę, aby zrealizowały się w moim wolnym czasie.

              Zapisuję te trzy cele (3 maksimum), dzięki czemu wiem, że zakończę wspomniany wcześniej weekend z poczuciem sensownie wykorzystanego czasu.

              Podobnie warto robić w czasie urlopu. Od lat, na wyjazdach z rodziną ustalamy, jakie 3 rzeczy, 3 aspekty wakacji, są dla każdego ważne. A potem czynimy ustalenia, jak nasze potrzeby pogodzić. Także, jeśli chcesz spróbować, możesz na przykład zapisać sobie trzy najważniejsze miejsca, które chcesz podczas wyjazdu odwiedzić, byś uznał urlop za udany i dobrze wykorzystany.

              By rzeczywiście zadziałała satysfakcja i frajda z dobrze wykorzystanego czasu, pamiętaj, że chodzi w tym głównie o to, by tych planów nie było zbyt dużo. By nie były przeładowane, a zdecydowanie wyważone. Dzięki temu nie będą dla Ciebie źródłem stresu i Twój mózg nie będzie szukał wymówek, by jednak dać sobie z nimi spokój.

              Uczestnik jednego z moich szkoleń z zarządzania czasem, w czasie modułu poświęconego właśnie zarządzaniu czasem wolnym, rzucił w grupie pytanie: „No dobrze, ale czy nie o to chodzi w czasie wolnym, żeby nic nie planować? Bo co ze spontanicznością, luzem i odpoczynkiem?”

              To było dobre pytanie i słuszna myśl.

              Planowanie i korzystanie z umiejętności zarządzania czasem w kontekście życia prywatnego to poszukiwanie optimum.

              Właśnie po to, by się nie przeładowywać, ale też mieć poczucie dobrej organizacji (bo przecież w życiu prywatnym normalnie mamy także mnóstwo codziennych spraw „do ogarnięcia), na czas wolny planujemy sobie trzy najważniejsze zadania dnia.

              Możemy mieć więcej planów, jednak wyłonienie 3NZD jest kluczowe dla poczucia spełnienia i sensu.

              I tym sposobem utrzymujemy też balans między spontanicznością i realizacją tego, co mamy ważne i zaległe.

              Tak więc, zarządzaj swoim wolnym czasem, by nadawać kierunek swoim działaniom, a resztę czasu pozostawiaj spontaniczności. Dzięki temu z jednej strony unikniesz poczucia, że czas przecieka Ci przez palce, z drugiej dasz sobie przestrzeń na dowolność.

              Podsumowując, celem zarządzania czasem prywatnym jest poszukanie optimum między odpoczynkiem a satysfakcją z tego, że „ogarniasz” 🙂

              NEWSLETTER

              BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

              Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

              asert

                • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

                jak nie zepsuć sobie wakacji

                Urlop to ważny czas w naszym życiu. Są co prawda osoby, które potrafią spakować się i ruszyć w podróż z dnia na dzień, jednak dla większości z nas wyjazd na wakacje związany jest z planowaniem i przygotowaniami. A jak to w życiu bywa, im przedsięwzięcie wymaga większego zaangażowania, tym większe są wobec niego nasze oczekiwania i tym większe rozczarowanie, jeśli coś idzie nie po naszej myśli. Warto więc w takiej sytuacji wiedzieć, jak nie zepsuć sobie wakacji.

                Nie jest najgorzej, gdy winą za wakacyjną katastrofę można obarczyć biuro podróży, linię lotniczą czy hotel. Gorzej, gdy towarzysza podróży… Emocje tym większe, im bardziej mieliśmy określoną wizję wyjazdu, liczyliśmy na wspólny czas i nadrobienie zaległości co do bliskości, przygody, odpoczynku…

                Ostatnio rozmawiałam z klientką, Martyną, która razem ze swoim mężem skorzystała z możliwości wcześniejszego wyjazdu, jeszcze przed końcem roku. Ze smutkiem przyznała, że jej wakacje zakończyły się podróżą powrotną w milczeniu, z rozczarowaniem i żalem do partnera. Wspólnie analizowałyśmy, co się wydarzyło krok po kroku, dzięki czemu stało się dla nas całkiem jasne, że wspólne wakacje zakończyły się katastrofą przez nieudaną komunikację. Przeczytaj, co się wydarzyło, by dowiedzieć się, jak uniknąć błędów i nie zepsuć sobie wakacji.

                „Planowałam tę podróż na Węgry przez dobre pół roku. Mieliśmy jechać ze znajomymi, ich samochodem. Wzięłam organizację na siebie, bo bardzo to lubię. Dodatkowo, chciałam i mojemu Krzyśkowi i pozostałym sprawić przyjemność, zabierając ich na dobrze przygotowany wyjazd. Przeczytałam chyba wszystkie możliwe przewodniki i blogi o Węgrzech. Gdzie warto pojechać, gdzie zatrzymać się na dłużej, co zwiedzić, żeby nie było banalnie. Długo myślałam jak zaplanować wszystko, żeby było idealnie i jak nie zepsuć sobie wakacji”

                „Minęły pierwsze trzy dni urlopu, a my poruszaliśmy się zaplanowaną przeze mnie trasą. Było super. Niestety, czwartego dnia znajomy dostał telefon ze swojej firmy. Jeden z jego pracowników uległ ciężkiemu wypadkowi. Po dłuższym zastanowieniu przeprosił nas i powiedział, że wraca do Polski. Samochód, którym podróżowaliśmy, należał do niego, więc stanęliśmy przed trudną decyzją, co robić dalej. Popadliśmy w lekką konsternację.

                Zostać i wracać samolotem? Bez sensu, bo zaplanowaliśmy wycieczkę objazdową… Wynająć samochód? Byłoby bardzo drogo… Każde z nas zastanawiało się, co zrobić, jak nie zepsuć sobie wakacji. Sytuacja była napięta, bo decyzja trudna i żadne rozwiązanie nie było dobre.

                W trakcie rozmowy, w której przerzucaliśmy się pomysłami, zasugerowałam jeszcze jedną opcję: powrót ze znajomym do Polski, przesiadkę do własnego auta i kontynuację podróży tylko we dwójkę.  Krzysiek, słysząc ten pomysł, popatrzył na mnie i mocno zamyślony, zapytał: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?”

                „Powiem Ci, że zdębiałam.”- opowiadała wzburzona. -„W głowie pojawiło mi się kłębowisko myśli i chyba nigdy w życiu nie było mi aż tak przykro! Tyle moich planów, pracy, zaangażowania, a on jednym zdaniem zasugerował, że kiepsko to zaplanowałam? Że chce wracać? Że nie podobało mu się, a nawet nie pisnął słowem!? Poświęcał się dla mnie, nic nie mówiąc?!? Nie zależało mu?…”

                Koniec końców wróciliśmy ze znajomym do Polski w totalnym milczeniu, ja na fochu, on też. Jeszcze przez tydzień nie rozmawialiśmy.

                Gdy trochę emocje opadły i powiedziałam mu, o co mam żal, on odpowiedział, że „tylko pytał” i że „zależało mu bardzo, żeby znaleźć rozwiązanie” oraz „nie chciał mnie urazić, wyjazd mu się bardzo podobał”. Podobał! Wyobrażasz sobie??”

                Oczywiście wyobrażam sobie i bardzo dobrze rozumiałam zarówno moją klientkę, jak i zaskoczonego jej reakcją partnera. Takie komunikacyjne „mijanki” dzieją się między ludźmi na co dzień 😊

                Prześledźmy na przykładzie historii Martyny, co wydarzyło się w komunikacji między nią i jej partnerem:

                • Martyna przygotowała dokładnie wyjazd, włożyła w to dużo zaangażowania (i była dumna ze swojego planu)
                • Podróż przebiegała zgodnie z planem
                • Pojawiły się nieprzewidziane okoliczności
                • Oboje, Martyna i Krzysiek szukali najlepszego rozwiązania (mieli POZYTYWNE intencje)
                • Krzysiek zadał pytanie: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?” (nadał KOMUNIKAT)
                • Martyna odebrała komunikat, ale dokonała własnej INTERPRETACJI, na poziomie ich RELACJI, dodając od siebie, co Krzysiek sądzi o wyjeździe.
                • Pojawiły się EMOCJE u Martyny (żal, smutek, złość)
                • Krzysiek próbował TŁUMACZYĆ to, co miał na myśli (jakie miał INTENCJE), ale emocje Martyny już nie pozwoliły jej tego zrozumieć i przyjąć.
                • Pojawiły się EMOCJE u Krzyśka (żal, smutek, złość, bezsilność).
                • Foch, milczenie, obopólny żal.

                Widzisz, gdzie nastąpiło zniekształcenie? Gdzie warto było skomunikować się inaczej, wyrazić swoje potrzeby, pczekiwania i nie zepsuć wakacji?

                Krzysiek zadając pytanie: „Czy warto tu wracać” chciał zastanowić się rzeczowo i dosłownie: „Czy warto tu wracać”.

                Co usłyszała Martyna? „Źle wybrałaś wycieczkę, to Twoja wina, że nie jest tutaj interesująco, więc nie warto tu wracać”.

                Pierwszym krokiem do porozumienia w komunikacji (między partnerami, rodzicami a dziećmi, pracownikiem a pracodawcą, firmą a Klientem), jest uświadomienie sobie, że komunikujemy się na różny sposób, że w rozmowach kółko dokonujemy własnych interpretacji, że dokładamy do tego emocje i komunikacja – mówiąc potocznie – „się rozjeżdża”.

                Co wobec tego robić, by się komunikować?

                1. NADSTAWIAJ USZY, wsłuchuj się nie tylko w to, co mówi druga osoba, ale także w to, jaka stoi za tym INTENCJA.
                2. Jeśli masz wątpliwości, zanim puścisz wodze fantazji i pozwolisz „zaszaleć” urażonemu ego, DOPYTAJ (Martyna: „Co chcesz przez to powiedzieć? Że nie podoba ci się wyjazd, czy że co?”).
                3. Gdy to ty mówisz, ćwicz komunikację WPROST. Dbaj o to, aby jak najjaśniej wyrażać swoje POTRZEBYINTENCJE.

                To wymaga wysiłku, staranności, dodatkowego wyjaśnienia, trochę dłuższej wypowiedzi. (Krzysiek do Martyny: „Kurczę, zastanawiam się, co byłoby dla nas najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. Tyle się naplanowałaś i tyle przygotowań, a z drugiej strony to tak dużo kilometrów do Polski. Zastanawiam się, czy dalsze zwiedzanie jest warte powrotu, czy może przełożyć to na inny raz? Bo martwi mnie też, że mój samochód nie jest aż taki komfortowy… Co ty o tym sądzisz?”)

                Swoich Klientów na szkoleniach i w coachingu uczę, że ważne jest, w jakie SŁOWA ubierzesz swoje INTENCJE, oraz jak starannie się wsłuchasz w wypowiedź drugiej strony. Czy usłyszysz INTENCJE, EMOCJE i czy dopytasz, gdy masz wątpliwości.

                Komunikacji warto uczyć się ciągle, nieustannie, to naprawdę niezagospodarowania przestrzeń rozwoju. Dlaczego warto? Bo nagrodą są RELACJE. Ocalone niejedne wakacje i niejedna ważna znajomość.

                Powodzenia! 😉

                NEWSLETTER

                Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

                  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                  matryca relacji

                  Na początek mamy dla Ciebie pytanie: W jaki sposób reagujesz, gdy spotykają Cię w życiu problemy, wydarzenia, na które się nie zgadzasz, rzeczy, które Cię zaskoczyły?

                  Czy napotykając problem przeżywasz zdarzenie raz za razem, nie potrafiąc skupić się na niczym innym? A może szukasz winnych, obwiniasz siebie, lub od razu zabierasz się do działania, by rozwiązać problem?

                  Aby uświadomić sobie, jak zazwyczaj działasz, pomyśl o ostatnim takim zdarzeniu. Być może było to jakieś głębokie rozczarowanie w pracy, a może trudne wydarzenie z życia osobistego – związane z partnerem, dzieckiem, rodzicem lub znajomymi? Przerwij teraz na chwilę czytanie, weź kartkę (lub notes) i długopis i zapisz krótko, czego dotyczy Twoja obecna sytuacja problemowa. Na końcu artykułu czeka na Ciebie ćwiczenie, dzięki któremu będziesz mieć okazję przyjrzeć się swojej sytuacji problemowej w inny, nowy sposób.

                  Alan Seale w swojej książce „Transformująca obecność” prezentuje matrycę relacji, pokazując, na jakim poziomie większość z nas angażuje się w trudną i problemową dla nas życiową sytuację.

                  Otóż, według jego podejścia, matryca relacji obejmuje cztery sposoby zaangażowania w problem:

                  1. Dramat
                  2. Sytuacja
                  3. Wybór
                  4. Możliwości

                  „Jak to możliwe?” – poziom Dramatu

                  Najbardziej na powierzchni w podejściu jest poziom Dramatu, czyli reakcja emocjonalna. Na tym poziomie pojawia się zaskoczenie i myśli w stylu: „Jak to możliwe, że mnie to spotkało?”, „To niemożliwe, że tak się stało!”.

                  Na tym poziomie dosyć szybko przechodzimy do szukania winnego, pytając siebie: „Czyja to wina?”, „Jak on mógł mi to zrobić?”, „Kto zawinił tej sytuacji?”

                  Ten etap przez chwilę może być nam przydatny, bowiem skupiając się na emocjach pozwalamy sobie, by zeszło z nas pierwsze napięcie. Jednakże, zbyt długie przebywanie w Dramacie (chociażby przez wielokrotne opowiadanie tej samej historii komuś bliskiemu) to głównie pułapka dla nas samych. Tracimy energię na tkwienie w emocjach. To zabiera nam siłę, czas i koncentrację.

                  „Jak temu zaradzić?” – poziom Sytuacji

                  Kolejny etap zaangażowania w sytuację problemową to wg autora poziom Sytuacji. Gdy uda nam się w niego wkroczyć, emocje zastępuje analiza tego, co się wydarzyło i poszukiwanie rozwiązań.

                  Na tym etapie zadajemy sobie pytanie: „Jak temu zaradzić”, lub czasem: „Jak temu zaradzić najszybciej, by świat zewnętrzny nie dowiedział się, co się wydarzyło?” Zapraszam Cię, byś znów zrobił przerwę w czytaniu i zapisał odpowiedzi na pytanie: „Jak mogę temu teraz zaradzić?”

                  Będąc na poziomie Sytuacji chcemy spowodować, by znowu było „dobrze”, „normalnie”. Chcemy „załatwić sprawę” i o niej zapomnieć.

                  Jeśli w trudnej (lub bardzo dla siebie trudnej) sytuacji pozostaniesz na poziomach Dramatu i Sytuacji, niewiele się z tego nauczysz. Na tych poziomach nie dostrzegamy jasno tego, co się naprawdę wydarzyło. Co więcej, istnieje prawdopodobieństwo, że podobna sytuacja znowu się pojawi, ponieważ rzeczywisty PROBLEM leżący u jej podstawy (przesłanie płynące z tej sytuacji) pozostaje niedostrzeżony.

                  W naszym społeczeństwie poziom Sytuacji bywa często ostatnim poziomem, do jakiego docieramy. Jesteśmy świetnie wyszkoleni w poszukiwaniu winnych za to, co się stało lub w byciu „rozwiązywaczami” problemów. To ustawia nas w pozycji, w której różne rzeczy w życiu nam „się wydarzają” i musimy sobie z nimi jakoś radzić.

                  „Jaką rolę wybieram w tej sytuacji?” – poziom Wyboru

                  Warto przekroczyć kolejny próg zaangażowania w problem, który pojawił się w Twoim życiu i przejść na poziom Wyboru.

                  Wyjdź z inspirującego założenia, że „Problem nie jest czymś, co należy od razu rozwiązać. To wiadomość, której należy wysłuchać”.

                  Na tym poziomie zaangażowania nie chodzi bynajmniej o wybór sposobu, jak naprawić daną sytuację. Ten poziom zachęca nas do podjęcia świadomego wyboru odnośnie tego, kim chcemy być w tej sytuacji. To pytanie o wybór roli i postawy względem zdarzenia.

                  By dać sobie szansę obecności na tym poziomie, odpowiadamy na pytania:

                  „Jaką rolę chcę przyjąć w tej sytuacji?”

                  „Jaką rolę odegrałem w tej sytuacji?”

                  „Jak zamierzam się teraz zaangażować w tę sytuację?”

                  Ten etap uświadamia nam, że choć nie możemy już zmienić tego, co się wydarzyło, mamy wpływ na to, kim będziemy w tych okolicznościach. To ogromny krok w stronę odpowiedzialności za siebie, swoje wybory i działania. By zaangażować się i współtworzyć z życiem, a nie pozwalać, by życie nam „się zdarzało”.

                  „Co chce się wydarzyć?” – poziom Możliwości

                  Analiza zdarzenia na poziomie Możliwości otwiera nas na zmianę i niepowtarzalny rozwój.

                  Na tym poziomie najmocniejsze pytanie brzmi: „Co chce się wydarzyć?”

                  Przyjmujemy tu do wiadomości, że sytuacja zdarzyła się z jakiegoś powodu, nawet, jeżeli jeszcze nie rozumiemy, z jakiego. Uznajemy, że trudna i problemowa sytuacja próbuje nam coś powiedzieć i przekazać ważną wiadomość.

                  Im większy Dramat tym większe Możliwości.

                  Bo dramat jest jak dzwonek, który alarmuje nas, że COŚ CHCE SIĘ ZMIENIĆ.

                  I tak, jeżeli Twoje zaangażowanie dochodzi jedynie do poziomu Dramatu i Sytuacji, złapiesz się w końcu na tym, że tkwisz tylko w bieżącym gaszeniu pożarów. Będziesz czuć, że żyjesz od jednego kryzysu do kolejnego. Twoje życie to będzie akcja – reakcja, do czasu, aż opadniesz z sił.

                  Jeśli jednak zaangażujesz się w swoje życie na poziomie Wyboru i Możliwości – zobaczysz, że odzyskując kontrolę odzyskasz też energię. To Ty będziesz wybierać, kim chcesz być w danej sytuacji, a pytanie „Co chce się wydarzyć” otworzy Cię na przeogromny rozwój.

                  Jak wdrożyć w codzienne życie 4 poziomy zaangażowania?

                  W kontekście trudnej sytuacji, którą zapisałeś i na przykładzie której przetestujesz podejście na 4 poziomach zaangażowania, przejdź w skupieniu przez kolejne etapy, odpowiadając na pytania z każdego poziomu:

                  1. Dramatu: Czyja to wina? Kto powinien za to odpowiedzieć? Dlaczego mnie to spotkało?
                  2. Sytuacji: Jak mogę to naprawić najszybciej, jak to możliwe?
                  3. Wyboru: Jaką wybieram rolę w tej sytuacji? Jaką wybieram postawę wobec tej sytuacji?
                  4. Możliwości: Co chce się wydarzyć? Co chce się poprzez to ujawnić? Co próbuje się zmienić? Jaki przełom próbuje się wydarzyć? Jakie pojawiają się tu możliwości?

                  Teraz, gdy doszedłeś do poziomu Możliwości, przejdź raz jeszcze „w górę”, dopisując kolejno nowe odpowiedzi na pytania:

                  1. A więc, co chce się wydarzyć?
                  2. Do bycia kim mnie to zaprasza?
                  3. Do zrobienia czego mnie to zaprasza?
                  4. Kto jest winny?

                  Matryca relacji jest prosta, lecz naprawdę potężna i rozwijająca. Wydarzyła się w Twoim życiu tragedia? Nie poprzestawaj na obwinianiu i szukaniu rozwiązania. Przyjmij przesłanie- mądrą lekcję płynącą z tego zdarzenia, by w przyszłości uniknąć powtórzeń.

                  NEWSLETTER

                  BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

                  Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                    Czy zawsze należy być asertywnym

                    Czy zawsze należy być asertywnym? To pytanie, które zadaję Uczestnikom moich szkoleń i zawsze w tym momencie najpierw zapada cisza, pełna zastanowienia, a następnie zaczyna się interesująca dyskusja na ten temat. Jaka byłaby Twoja odpowiedź?

                    Czy zawsze należy być asertywnym? Podam Ci przykład, historię, jaką usłyszałam od Adama, jednego z Uczestników szkolenia poświęconego asertywności. Adam od lat boryka się z chorobą Hashimoto, powodującą niedoczynność tarczycy. Pomaga mu przestrzeganie ustalonej diety.

                    Od kiedy ustaliłem z lekarzem, by unikać produktów zawierających gluten i uczciwie się tego trzymam, mam lepsze wyniki badań i lepiej się czuję” – opowiadał na szkoleniu. „To jednak wyzwanie za każdym razem np. gdy wybieram się z kimś znajomym do restauracji i muszę tłumaczyć dlaczego zwracam uwagę na to, co jem. Ale nie jest tak źle – potrafią zrozumieć”- kontynuował.

                    Pewnego razu jednak Adam, wybrał się w odwiedziny do swojej, mieszkającej w innej części Polski, babci. Ta, uradowana, postawiła przed nim na stole jego ukochany deser z dzieciństwa – sernik z kruszonką.

                    Spojrzałem na ten talerz myśląc o tej całej mące z glutenem, a potem na uradowaną minę mojej babci, która była przekonana, że zrobiła mi przyjemność i przyznaję – w pierwszej chwili pomyślałem z konsternacją – co zrobić?

                    No właśnie, jak byś Ty zachował się na miejscu Adama?

                    Wyobraź sobie jeszcze, że byłeś niedawno na kursie asertywności, wiesz już sporo na temat swoich asertywnych praw i stawiania granic. Chcesz zadbać o siebie i o swoje zdrowie… I gdy spotyka Cię taka sytuacja – dopada Cię pytanie: Czy zawsze należy być asertywnym?

                    Uczestnicy, słuchający wtedy na kursie opowieści Adama, mieli dla niego różne odpowiedzi. Jedni odpowiadali, że nie zjedliby sernika, jeśli mieliby się potem źle czuć, odmówiliby babci. Inni oburzeni twierdzili, że w sumie to nic takiego, ten jeden raz zrobić babci przyjemność i zjeść, nawet jeśli potem nie czuliby się dobrze.

                    Jak postąpić w takiej sytuacji, pozostając w nurcie asertywności, czyli bycia ok wobec siebie i ok wobec innych?

                    Ku zaskoczeniu zebranych odpowiedziałam, że nie ma znaczenia jak postąpią – dużo ważniejsze jest to, czym będą się kierować jedząc bądź nie – wspomniany sernik 😉

                    Jeżeli czujesz, że masz wewnętrzną zgodę na to, by zjeść raz posiłek z glutenem (w to miejsce możesz wstawić cokolwiek innego) i zrobisz to, będąc wewnętrznie spójny (nie zmuszony i wbrew sobie) – to ta jednorazowa rezygnacja z diety wpisze się w nurt zachowania asertywnego.

                    Bowiem asertywność nie jest przymusem. Asertywność to wybór i wewnętrznie spójne decyzje.

                    Pamiętaj, że nie zawsze musisz się zachowywać asertywnie, by być asertywnym! We wszystkim tym chodzi o to, by Twoje asertywne i nieasertywne zachowania były zgodne z Tobą, byś czuł, że masz wewnętrzny wybór. Tymczasem zachowanie nieasertywne to takie, gdy wewnętrznie czujesz, że robisz coś wbrew sobie.

                    Gdy następnym razem babcia postawi przed Tobą talerz z sernikiem, przyjaciel poprosi Cię o pomoc w przeprowadzce lub sąsiadka, o zajrzenie do jej papużek w czasie wakacji, sprawdź ze sobą, a następnie, uczciwie wobec siebie, powiedz „Tak” lub „Nie”.

                    NEWSLETTER

                    Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

                      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.