Wpisy

zostawić przeszłość

Czy potrafisz zostawić przeszłość, przeszłe zdarzenia, dawne urazy, żal, za sobą? Czy może nosisz w sobie to, co było kiedyś i jest w Tobie wciąż żywe?

Ktoś Cię zawiódł, bo zrobił coś, co uważałeś za złamanie zasad i nie potrafisz zapomnieć? Ktoś powiedział Ci coś, co zraniło Cię do głębi i na zawsze wpłynęło na Twój, pełen żalu, stosunek do tej osoby?

🎧 Wyłącznie na moim kanale na YouTube wykonasz ćwiczenie, które pozwoli Ci zostawić przeszłość za sobą. Kliknij poniżej!

Chociaż to niełatwe, a czasem niezmiernie trudne, warto umieć zostawiać przeszłość za sobą. Mam dziś dla Ciebie bajkę filozoficzną i ciekawa jestem, do jakich refleksji Cię ona skłoni. Weź z niej mądrość dla siebie i pomyśl, jak chcesz, by ta historia wpłynęła na Twoje życie…

Jak zostawić przeszłość za sobą?

Dwóch mnichów zen sposobiło się do przejścia rzeki w bród. Nadeszła też wtedy nad rzekę młoda, piękna dziewczyna. Ona również pragnęła przeprawić się na drugą stronę, lecz przerażał ją gwałtowny nurt.

Jeden z mnichów wziął ją z uśmiechem na swoje ramiona i z dużą łatwością przeniósł na drugi brzeg rzeki. Dziewczyna podziękowała i poszła w swoją stronę.

Jego towarzysz, zobaczywszy, co zrobił mnich, zawrzał gniewem i zawołał wzburzony: „Cóż uczyniłeś!? Mnichowi nie wolno przecież dotknąć ciała kobiety!…”

I dalej, przez całą drogę, gdy szli razem, nie rozluźnił zaciśniętych z gniewu zębów. Dwie godziny później, kiedy dochodzili już do klasztoru, oznajmił głosem pełnym wyrzutu, że o tym, co się stało, powiadomi w klasztorze ich mistrza.

„To, co zrobiłeś, jest zawstydzające i zabronione przez regułę naszego klasztoru!” – wyjaśniał dalej współtowarzyszowi podróży.

Wielce to zadziwiło tego drugiego. Po chwili ciszy i zastanowienia, zapytał z nutą zdumienia w głosie:

„Co jest zadziwiające? Co jest zabronione?”

„Jak to?!? Zapomniałeś już, co karygodnego zrobiłeś? Już tego nie pamiętasz? Przecież chwilę temu niosłeś na swoich ramionach piękną dziewczynę!” – grzmiał.

„A, o to ci chodzi…” – rzekł z uśmiechem pierwszy z mnichów i dodał– „To prawda, że ją niosłem. Ale upłynęły już dwie godziny, odkąd ja zostawiłem ją na drugim brzegu. Ty tymczasem, mój bracie, nadal wytrwale ją niesiesz na swoich plecach!…”

Jeśli coś Cię w życiu zgorszyło, zraniło, zasmuciło, nie nieś całego bagażu tego zdarzenia ze sobą przez dalsze życie. Zostaw to na poboczu swojej drogi życia wszystko, co może na mim pozostać. Wystarczy, że w dalszą podróż zabierzesz jedynie esencję tego doświadczenia – naukę z niego płynącą, życiową lekcję, mądrość, które przydadzą Ci się dalej w życiu.

Warsztat rozwoju osobistego

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

    Czas świąteczny to moment, kiedy bardziej niż zwykle myślimy o bliskości. Kiedy przed dłuższy czas przebywamy z bliskimi. Kiedy jesteśmy bliżej siebie, bardziej intensywnie. To bardzo cieszy, ale często też, z drugiej strony, wywołuje napięcia.

    No właśnie. Gdzie jest „złoty środek” bycia razem? Czy każdą chwilę spędzać z ważnymi dla nas osobami, czy też czasem się oddalać? Jak wyważyć ilość czasu i uwagi na wspólne zajęcia, rozmowy i chwile?

    🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

    W kontekście rozmów o bliskości i dyskusji w poszukiwaniu odpowiedzi na powyższe pytania, bardzo lubię przytaczać bajkę filozoficzną słynnego niemieckiego filozofa Schopenhauera.

    Bajka o jeżozwierzach

    Otóż pewnej jesieni, rodzina jeżozwierzy układała się w ciasnej dziupli do zimowego snu. Aby było im ciepło, zwierzęta przytuliły się mocno do siebie. Po krótkiej chwili poczuły jednak bolesny ucisk igieł swoich bliskich. Odsunęły się więc od siebie. Wtedy natomiast okazało się, że były za daleko, bo zaczął im doskwierać chłód. Także raz jeszcze zbliżyły się do siebie, już trochę mniej, ale znowu, po krótkiej chwili, poczuły bolesne ukłucia. I tak oddalały się od siebie i przybliżały jeszcze klika razy, aż w końcu udało im się znaleźć między sobą idealną odległość.

    Czego możemy się nauczyć?

    Podobnie jest u nas, u ludzi. Pragniemy bliskości drugiego człowieka i z drugiej strony potrzebujemy zdrowego dystansu. Zarówno z własnym życiowym partnerem, z dziećmi, rodziną, przyjaciółmi i w pracy.

    Za duża bliskość może „dusić” relację z drugim człowiekiem. Sprawiać, że wyzbędziemy się siebie, zrezygnujemy z własnych potrzeb, za wszelką cenę będziemy chcieli być razem. Można przedobrzyć, może być tak ciepło, że aż będzie kłuło 🙂

    Z drugiej strony, za duży dystans w relacjach sprawi, że będzie zimno, może zniszczyć ważne dla nas relacje.

    Gdzie jest optymalna granica między bliskością a autonomią?

    Nie dostaniesz tu gotowej odpowiedzi. Ale, podobnie jak jeżozwierze z bajki, masz jej szukać i nieprzerwanie ją regulować. Jeśli chcesz zbudować zdrowe, wartościowe relacje, nie bądź za blisko, by nie zgubić siebie, nie bądź też za daleko, by nie zgubić relacji. Sprawdzaj po tym, co sam czujesz i po tym, co widzisz po drugiej stronie. Ustawiaj i sprawdzaj. Wyciągaj wnioski i poprawiaj. Sprawdzaj i znów ewentualnie poprawiaj. Ucz się o bliskości metodą dopasowywania.

    To bardzo w porządku, by szukać idealnej odległości. Jeżozwierze to wiedzą.

    Chcesz o bliskości i relacjach nauczyć się więcej?

    Skorzystaj z naszych warsztatów i szkoleń o asertywności, budowaniu siły wewnętrznej, o stresie. Dowiesz się, jak dbać o siebie i o innych. Jak budować zdrowe relacje i jak układać sobie świat wolny od toksycznych związków.


    Warsztat z asertywności pomoże Ci, jeśli czujesz, że nie zawsze umiesz zadbać o swoje potrzeby, wyrazić co czujesz, wstydzisz się poprosić o pomoc, masz wyrzuty sumienia, gdy odmawiasz. Nauczysz się konstruktywnie komunikować z innymi. Zapraszam!


    Warsztat z budowania siły wewnętrznej jest dla Ciebie, jeśli chcesz znaleźć odwagę, by ruszyć z miejsca, chcesz wreszcie uwierzyć w siebie i swoje możliwości, odkryć swoje mocne strony, które będziesz wykorzystywać do realizacji swoich marzeń.

    Warsztat rozwoju osobistego

    Szkolenie z zarządzania stresem i emocjami pomoże Ci, jeśli chcesz nauczyć się technik panowania nad goniącymi w głowie myślami, strachem przed przyszłością lub rozpamiętywaniem przeszłości. Gdy chcesz uspokoić swoje ciało i poznać sposoby na dobry sen, pewność siebie w kontaktach z innymi, rozmowach rekrutacyjnych, czy wystąpieniach publicznych.

    NEWSLETTER

    Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych 🙂

      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
      oczekiwania

      „Gdyby tylko on łatwiej się domyślał”, „Gdyby tylko ona potrafiła się bardziej wyluzować” – oczekiwania wobec partnera to najczęstsze źródło konfliktów w naszych związkach. Gdy oczekiwania zdominują Twoją komunikację z partnerem a kłótnie staną się normą, szybko może się okazać, że związek, który ma być przecież źródłem radości i wsparcia, staje się źródłem stresu i przykrych przeżyć.

      Czy można stworzyć taką relację z partnerem, by w ogóle się nie kłócić? Jeżeli przyjmiemy, że nasze oczekiwania w związku i usilne próby zmieniania partnera do naszych własnych oczekiwań wpływają na to, w jaki sposób się komunikujemy – to tak, jest możliwe, by wprowadzić modyfikacje i budować związek bez kłótni. Także, zmień swój sposób myślenia i komunikowania się, a Twój związek stanie się szczęśliwszy i bardziej owocny.

      Oczekiwania? Mów o nich!

      Dlaczego oczekiwania wobec partnera są źródłem konfliktów w związku? Na pewnym etapie relacji wyobraziliśmy sobie, jak będzie wyglądał ten tandem. Jaki my wniesiemy wkład do związku i jaki wkład wniesie nasz partner.

      Problem w tym, że skoro to były NASZE wyobrażenia, to były one w naturalny sposób subiektywne, stronnicze i prawie na pewno różniły się od wyobrażeń naszego partnera. Ktoś może oczekiwać, że małżonek będzie chętnie i często rozmawiał, był w relacji, opowiadał o swoich przeżyciach, tymczasem druga strona może oczekiwać po powrocie z pracy ciszy, spokoju i odpoczynku w odosobnieniu.

      I jeżeli każda ze stron założy, że automatycznie, bez rozmowy na ten temat, jej partner będzie wiedział, czego pragnie, może to być prosta droga do codziennych kłótni w temacie potrzeb i niespełnionych oczekiwań.

      Jeżeli nie komunikujesz partnerowi swoich potrzeb, przyjmij, że on/ona nie będzie ich znać i respektować. Nie musi to wynikać ze złej woli, po prostu twój partner nie jest tobą i nie wie, na czym ci zależy, co dla ciebie ważne, czego pragniesz.

      Wiele osób obawia się także, że rozmowa z partnerem na temat własnych potrzeb jest przyznaniem się do tego, że są niedopasowani, że chcą za dużo, że w jakimś sensie „czepiają się”. Jednak szczera komunikacja z partnerem to sygnał dla niego i dla Ciebie, że zasługujecie na godność, szacunek, zrozumienie. Jeśli chcesz być w relacji na lata, pamiętaj, że nie rozmawiając akceptujesz bieżący stan rzeczy i że jednak każda „odpuszczona” sprawa to przysłowiowy kamyk do ogródka. Przez lata może zebrać się tego tyle, że żal i pretensje będą dominowały w twoich uczuciach. I w drugą stronę – każda przedyskutowana, wyrażona i ustalona sprawa rozwija twój związek, daje ci szczęście, satysfakcję i zwiększa twoją WOLĘ bycia w relacji.

      Zarządzaj swoimi oczekiwaniami!

      Oczekiwania najczęściej kojarzą nam się z różnicami między partnerami. To nie do końca prawda. Warto się także zastanowić, co druga osoba robi dobrze i to świadomie doceniać. Gdy zmywacie naczynia (lub ustawiacie naczynia w zmywarce 😊) – prawdopodobnie robicie to na dwa różne sposoby. Ale czy to znaczy, że któryś z nich jest zły a inny właściwy? Jeśli skupisz się na tym, by twój partner ustawiał naczynia „po twojemu”, możesz przegapić ważny fakt, że wspólnie uczestniczycie w prowadzeniu domu.

      Podczas moich warsztatów rozwoju osobistego rozmawiamy często z Uczestnikami o relacjach i związkach, i pytam czasem, ile takich walk o zmywanie naczyń, właściwe odkurzanie, właściwe składanie ubrań, stoczyli. I ile było takich, w których można mówić o sukcesie i obustronne satysfakcji?

      Najczęściej rozmowy te sprowadzają się do rozmów o umiejętności odpuszczania i odpowiedzi na pytanie, czy sposób stawiania talerzy na suszarce naprawdę jest bardzo ważny i wart dyskusji. Jeśli uznasz, że jest to dla ciebie sprawa istotna, rozmawiaj. Równocześnie, jeśli się nad tych chwilę dłużej zastanowisz, to może uznasz, że możesz odpuścić, doceniając, że partner na równi uczestniczy w pracach domowych. Co więcej, chwila zastanowienia i odpowiedź na pytanie – „Czy to dla mnie NAPRAWDĘ ważne?” da ci szansę na refleksję, złapanie dystansu do tematu i obniży zgromadzone napięcie, sprawiając, że będziesz mieć większą szansę, aby – zamiast zacząć OBWINIAĆ swojego partnera, zbierać się do konstruktywnej i spokojnej rozmowy o tym, na czym ci zależy.

      Co w miejsce oczekiwań?

      >> Doceniaj

      Okazuj uznanie swojemu partnerowi. Zamiast skupiać się na negatywnych cechach doceń te pozytywne. Może nie rozwiesza prania tak, jak Ty tego chcesz, ale robi najlepszą na świecie poranną kawę? Może za długo rozmawiał ostatnio przez telefon ze znajomymi, ale też nigdy nie musisz go prosić by wyszedł z psem na spacer? A może wczoraj byłeś zmęczony po ciężkim dniu w pracy, a Twój partner pograł z dziećmi w grę planszową, by dać ci chwilę dla siebie?

      Pomyśl czasem, co cię do niego przyciągnęło i sprawiło, że jesteście razem? Zmywanie naczyń, czy ciepło, wrażliwość, miłość, przyjaźń…?

      >> Wspieraj

      Pamiętaj, że potrzeba wsparcia jest jedną z fundamentalnych potrzeb związku. Współczucie, oparcie, powinny być zawsze przed oczekiwaniami. Gdy dzieje się coś złego, ostatnie, co w tej sytuacji możesz powiedzieć, to „a nie mówiłam?”, „miałem rację, że tak będzie”. To są słowa obwiniające. A są sytuacje, gdy racja nie ma znaczenia, liczy się wsparcie, partnerstwo i sztuka bycia w trudnych sytuacjach razem.

      >> Szanuj

      Czym jest szacunek w związku? To docenienie perspektywy drugiej osoby i jej potrzeb – to podstawa komunikacji. Nie poprawiaj partnera na każdym kroku. Jeżeli jakaś kwestia wymaga rozmowy,  przemyśl w jaki skuteczny i jednocześnie empatyczny sposób możesz do niej nawiązać, by poszukać razem rozwiązania?

      >> Wychodź naprzeciw

      Każdy z nas wchodzi do związku ze zbiorem pewnych zasad i przekonań. Wynieśliśmy je z domu, z wcześniejszych związków, do niektórych spostrzeżeń doszliśmy samodzielnie. Warto jednak być czujnym, by te zasady nie stały się w pewnym momencie ważniejsze niż nasz partner. Miłość otwiera drogę do porozumienia, dyskusji, szukania konsensusu. Pamiętaj, że zadaniem partnera nie jest tylko spełnianie Twoich oczekiwań.

      >> Dawaj czas

      Gdyby wypisać listę naszych oczekiwań w związku, CZAS znalazłby się na niej  wysoko. Skoro zarówno Ty oczekujesz, że Twój partner będzie mieć czas dla Ciebie i on oczekuje podobnie, wypracujcie sposoby, by znaleźć chwilę na wzmacnianie Waszych relacji. Stwórz zatem rytuały i tradycje, które utrwalają poczucie wspólnoty – wspólne śniadania, popołudniowa kawa, rozmowa na temat, który was łączy, wspólny film…

      >> Wierz w niego

      Wiara w DOBRE INTENCJE partnera to coś, co odnosi się do samego źródła waszego związku. Jeżeli partner zrobi coś niezgodnie z Twoimi oczekiwaniami, a Ty żyjesz w przeświadczeniu, że specjalnie robi to źle, że chce ci zrobić na złość – tym samym kwestionujesz samą istotę swojego związku, jaką jest ZAUFANIE. Czasem, przy wzburzonych emocjach i gdy „nazbierało się” trudno jest przypisać drugiej stronie pozytywne intencje. Pamiętaj jednak: to że macie przejściowe problemy nie znaczy, że Wasz związek musi być problemem.

      >> Wychodź poza schemat nawyków

      Są związki, w których kłótnie wchodzą partnerom w nawyk. Do tego nic się po kłótni nie zmienia, kończy się ona z poczuciem porażki, bez konstruktywnej zmiany przechodzicie do takiego samego życia, jak przed kłótnią. A za miesiąc czy dwa znowu kłócicie się w dokładnie ten sam sposób. I często znów o to samo. Bądź bardzo czujmy i obserwuj, czy też Ci się zdarza być w „pętli” kłótni. Jeżeli tak, warto, gdy znowu przyjdzie ta chwila, coś zmienić. Wziąć oddech, niestandardowo wycofać się, dać sobie godzinę na pomyślenie. Zastanowić się, co można zrobić tym razem inaczej, jak inaczej porozmawiać ze sobą. Na spokojnie, bez emocji. Jeżeli z kłótni uczynisz nawyk, trudno będzie ci budować partnerską, opartą na szacunku relację. Warto, żebyś też wiedział, że czasem wyjście ze schematu może wymagać pomocy specjalisty.

      >> Czasem powiedz PAUZA

      Jednym z oczekiwań partnerów, lub – częściej – jednej ze stron może być to, że gdy zaczną się spierać, muszą tę dyskusję doprowadzić do końca. Ktoś musi ją „wygrać”, ktoś musi się poddać. Bynajmniej. Czasem w emocjach nie da się dojść do wniosków, tak by żadna ze stron nie poczuła się przegrana. W takiej sytuacji, nawet gdy na język ciśnie Ci się jeszcze 10 argumentów i 3 świetne, cięte riposty… przestań. Zatrzymaj się. Skończ to teraz. Ochłoń. Powiedz: „Czuję, że to jest już mało konstruktywne. Potrzebuję ochłonąć. Wróćmy do tej rozmowy później”. I wróć do tematu, gdy emocje opadną i będziecie gotowi spokojnie siebie wysłuchać.

      >> Nie porównuj

      Podczas kłótni partnerom często zdarza się rzucać porównaniami do innych, w ich opinii, udanych związków. Pamiętaj, że każdy z nas jest niepowtarzalny, co za tym idzie także związki są inne. Każdy ma swoją wyjątkową osobowość i swoje potrzeby. Zamiast naśladować szczęśliwe pary, pracuj ze swoim partnerem nad Waszym związkiem. Porównywanie się nie wnosi niczego konstruktywnego, a jedynie rani i obniża wartość waszej relacji.

      Jak widać, budowanie zdrowych, partnerskich relacji wymaga pracy, uważności, zaangażowania.

      Jeśli chcesz się mniej kłócić i mieć więcej satysfakcji ze swojego związku, zrób użytek z informacji w tym tekście w takiej kolejności:

      1. Pomyśl o jednej rzeczy, o którą się często – ostatnio kłócicie.
      2. Sformułuj swoje oczekiwanie wobec twojego partnera.
      3. Sprawdź, czy to, co wyrażasz, jest oczekiwaniem czy oskarżeniem. Jeśli jednak OSKARŻENIEM, nazwij OCZEKIWANIE. Czego CHCESZ? Jak miałoby być po nowemu?
      4. Odpowiedz sobie następnie na pytanie: Czy to naprawdę ważne, aby to zmieniać i o tym rozmawiać? Jeśli tak, nazwij też, dlaczego to dla ciebie ważne.
      5. Nazwij teraz 2 rzeczy, za które najbardziej DOCENIASZ swojego partnera.
      6. Pomyśl, jak dotychczas o tym rozmawiałeś ze swoim partnerem i porozmawiaj INACZEJ. Zmień swój sposób komunikacji o tej ważnej dla ciebie sprawie. Szukaj dobrego rozwiązania. I kolejnego.
      7. Bo oboje zasługujecie na szczęście, szacunek i wasze własne „… i żyli długo i szczęśliwie”. Czego nam wszystkim z całego serca życzę.

      NEWSLETTER

      BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

      Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

        • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

        Pamiętam jedną z rozmów z Klientem, który pracował ze mną w  life-coachingu. Miał bardzo trudny okres w życiu osobistym, kłopoty z byłą żoną, sprawy dotyczące opieki nad synami. W czasie naszego spotkania opowiadał, że był już naprawdę zmęczony swoim aktualnym życiem, ciągłą mobilizacją, walką o ułożenie relacji na nowo.

        🎧 Wolisz posłuchać? Czyta autorka, Urszula Grabowska – Maleszko.

        Opowiadał też, bardzo sfrustrowany, jak dzielił się swoimi troskami z własnymi rodzicami. Wsparcie, jakie dostawał od nich, polegało głównie na powtarzanej (w dobrej wierze) „mantrze”: „Nie przejmuj się, zobaczysz, wszystko będzie dobrze”.

        Pamiętam, jak opowiadając mi o tym, niepocieszony, wybuchł: „Co oni mi mówią?? Jak będzie dobrze?? Jest tak beznadziejnie, jest mi ciężko, skąd oni wiedzą, jak będzie?!?”

        Warsztat rozwoju osobistego

        Pomyślałam wtedy, w trakcie tej rozmowy, że nie wystarczy mieć dobre chęci, by być komuś pomocnym. A ponieważ każdemu z nas zdarza się rozmawiać z bliską osobą– z partnerem, własnym dzieckiem, rodzicem, przyjacielem – która to osoba ma właśnie gorszy dzień, gorszy czas i dzieli się z nami swoimi troskami, warto wiedzieć, że odruchowe słowa pocieszenia: „nie przejmuj się”, „wszystko będzie dobrze”, „zobaczysz, wszystko wróci do normy”,  wcale takiego pocieszenia nie dają. To, co najszybciej spowodują, to poczucie bycia samotnym w swoich kłopotach…

        Zastanawiasz się jak pocieszać, by pocieszyć? Jeśli chcesz ofiarować drugiej osobie zrozumienie, wsparcie, pocieszenie i poczucie ulgi, warto żebyś wiedział, jak to zrobić.

        A więc, jeżeli naprawdę chcesz pomóc komuś, komu jest ciężko, kto dzieli się z Tobą swoimi troskami, kto widzisz, że przeżywa trudne chwile, daj mu od siebie dwa wartościowe „prezenty”:

        Po pierwsze: Słuchaj i nic nie mów. Nie przerywaj, nie zaprzeczaj, nie pocieszaj. Słuchaj.

        Po drugie: Gdy wysłuchasz, spróbuj tylko (i aż) nazwać, co aktualnie przeżywa druga osoba.

        Co to znaczy „nazwij to, co przeżywa”? Powiedz coś takiego:

        „Widzę, że się tym przejmujesz…”

        „Słyszę, że  bardzo Ci na tym zależy”

        „Jesteś na to zły?”

        „Obawiasz się tego?”

        „Słyszę, że to dla Ciebie ważne…”

        „Chciałbyś, żeby się dobrze ułożyło?”

        „Jesteś już tym zmęczony?”

        „Czujesz się bezsilny w tej sytuacji?”

        „Chyba dużo w Tobie żalu?”

        Jak pocieszać? Obserwując osobę, z którą rozmawiasz, wybierz adekwatny, szczery komentarz i nazwij (może być w formie pytania), co ona przeżywa.

        Może Ci się wydawać, że to mało lub, że to brzmi dziwnie, ale obserwuj, jak z Twojego rozmówcy uchodzą emocje, jakim jest to dla niego wsparciem i zrozumieniem. Nie obawiaj się także, że się pomylisz, oceniając błędnie to, co ta osoba przeżywa. Szczególnie, jeżeli sformułujesz to w formie pytania, będzie w tym przestrzeń dla Twojego rozmówcy, aby się odnieść do Twoich słów – potwierdzi lub zaprzeczy, opisując swoimi słowami, co czuje w tym momencie.

        Osobiście doświadczyłam ostatnio, jak taki sposób pocieszania działa, w rozmowie z moją nastoletnią córką. Było to dzień przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego w liceum, moja córka szykowała się wieczorem na następny dzień. Zauważyłam, że jest bardzo, ale to bardzo przejęta tym faktem.

        Powiedziałam: „Chyba bardzo przejmujesz się tym, że idziesz do nowej szkoły?”

        Odpowiedziała: „Nie, nie o to chodzi, chodzi o znajomych”.

        „Obawiasz się jacy będą?” – zapytałam ponownie.

        „Nie, bardziej chodzi o to, że nie będzie już moich starych znajomych” – odparła w odpowiedzi.

        „Czyli że ci starzy byli fajni?” – spytałam.

        „Nie, chodzi o to, że starzy znajomi są lepsi od tych, których się nie zna.” – wyjaśniła.

        „Aha, czyli martwisz się tym, że nie znasz ludzi z Twojej nowej szkoły?” – zapytałam po raz ostatni.

        „No, dokładnie o to chodzi” – odparła.

        I tak jakoś, na zakończenie tej krótkiej wymiany zdań, ton jej głosu był lżejszy, emocje trochę opadły i zakończyłam tę rozmowę z poczuciem, że naprawdę spotkałam się w komunikacji z moją córką. Nie doradzałam, nie pocieszałam, nie zaprzeczałam, powtarzając oklepane słowa „wszystko będzie dobrze, zobaczysz”.

        Twój partner wraca milczący lub zdenerwowany z pracy, nastoletnie dziecko boryka się ze złamanym sercem po zakończonych wakacjach, przyjaciel ma problemy w związku? Zastanawiasz się jak pocieszać ich w takiej sytuacji? Przetestuj taki sposób rozmowy (słuchaj + milcz + nazwij co przeżywa) i sprawdź, jak taki sposób wsparcia pomoże bliskiej Ci osobie. Czyli na koniec jeszcze: obserwuj, by być obok, by być z bliską Ci osobą, by pocieszyć.

        NEWSLETTER

        Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

          • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
          stawiać granice

          Znajoma (poprosiła mnie o zmianę imienia, więc niech będzie dziś Kaśką), opowiedziała mi ostatnio o ćwiczeniu, które wykonywała kiedyś, uczestnicząc w warsztatach z asertywności dla kobiet.

          🎧 Wolisz posłuchać? Tekst bloga czyta autorka, Urszula Grabowska – Maleszko.

          Ćwiczenie przebiegało w parach. Jedna osoba miała za zadanie odejść na pewną odległość, a następnie zacząć się powoli przybliżać do koleżanki, z którą ćwiczyła. Miała przybliżać się i przybliżać do czasu, aż usłyszy od tej drugiej komunikat: GRANICA. Miał to być znak, aby się zatrzymać i nie przybliżać się bardziej. Tak więc, zadaniem Kaśki w tym ćwiczeniu było doświadczać przybliżania i w chwili, gdy koleżanka z pary będzie już za blisko (przekroczy subiektywne granice bliskości), zareagować i powiedzieć „GRANICA”.

          asertywność

          W parze mojej znajomej ćwiczenie przebiegało „dziwnie”. Za każdym razem koleżanka „przybliżająca się” wchodziła wręcz fizycznie na moją znajomą. Po kilku próbach dziewczyny zgłosiły się więc do prowadzącej o pomoc, z pytaniem, co w przebiegu ich ćwiczenia idzie „nie tak”.

          Prowadząca warsztaty weszła w rolę przybliżającej się. W sposób lekko przerysowany (dość szybko i zdecydowanie) zaczęła zbliżać się „ćwiczeniowo” do Kaśki. I znów powtórzyło się to, co w poprzednich odsłonach ćwiczenia.

          Prowadząca także dosłownie weszła na Kaśkę, która nagle, w gwałtownym odruchu, odepchnęła ją od siebie.

          „Co ty robisz?”– padło od prowadzącej warsztaty zaciekawione pytanie.

          „No jak to co?„- prawie wykrzyknęła Kaśka – „Odepchnęłam cię, bo na mnie weszłaś!”

          „Jasne”– odpowiedziała ze spokojem prowadząca.- „A gdzie była twoja „GRANICA”, którą miałaś dać mi znać, że jestem już za blisko i chcesz, żebym się zatrzymała?”

          Kaśka, jak mi opowiadała, w tamtym momencie szkolenia – zdębiała. I to dosłownie. Otworzyła szeroko zdziwione oczy, zamilkła i zrobiła ustami „karpia”.

          jak asertywnie odmawiać

          Uświadomiła sobie w tamtej sekundzie, że faktycznie, pomimo, iż miała w rękach „narzędzie”, w jakiś sposób, mentalnie, było ono poza jej zasięgiem. Jej zdziwienie było ogromne, bo w ćwiczeniu, jak w soczewce, zobaczyła swoje dotychczasowe relacje w życiu osobistym i zawodowym. Z dziećmi, z mężem, ze swoimi rodzicami, w firmie.

          Olśniło ją, że podobnie jak na szkoleniu – pozwala innym przekraczać własne granice, nie dając bliskim jasno znać, gdzie te granice biegną i że one już są. I gdy już ma dość i jest przeciążona tym, że „podchodzą za blisko” i „krążą” po jej terytorium – naskakuje, warczy, odpycha i atakuje złością. Oni nie rozumieją i są zaskoczeni, bo przecież nic wcześniej nie sygnalizowała, a ona zła – i na nich i na siebie, że się nie domyślili.

          Czego nauczyłam się od Kaśki? Czego możemy nauczyć się z jej historii?

          Tego, by sprawdzać najpierw, gdzie jest nasza granica. Nie musimy jej „stawiać”, bo ona najpewniej już jest, istnieje, mamy ją już ustawioną. Najpierw tylko sami potrzebujemy ją dostrzec. Zobaczyć, gdzie się zaczyna, gdzie kończy, jakie terytorium obejmuje. Następnie zaś należy upewnić się, czy REAGUJEMY czując, że ktoś tę granicę przekracza.

          stres

          A ty? Reagujesz? Mówisz wystarczająco wcześnie i jednoznacznie słowo: „GRANICA”?

          Mówisz je głosem spokojnym i zdecydowanym, bez wykrzyknika, bo reagujesz na czas? Bez czekania, aż ktoś wejdzie ci na głowę? Wcześniej, od razu?

          To ważne, by tak było i by świat wiedział, gdzie przebiega granica naszego terytorium. Ważne i dla nas i dla świata.

          I to my odpowiadamy za to, by była pełna jasność co do tego, gdzie ta nasza granica dokładnie jest. 🙂

          NEWSLETTER

          Bądź z nami w kontakcie i otrzymuj informacje o nowościach, artykułach i nadchodzących szkoleniach.

            • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

            zdrowe relacje

            Dziś poruszam temat inwestowania. Nie, nie będzie o finansach i zysku mierzonym w złotówkach 🙂 Pisząc „inwestowanie” mam na myśli życiowe angażowanie się: w zdrowe relacje, codzienne inwestycje energii, czasu i uwagi. Będzie też o tym, jak weryfikować, czy angażujemy się zdrowo i otrzymujemy adekwatny „zwrot z inwestycji”.

            Pomyśl o sobie. Masz w życiu sytuacje, projekty, relacje, gdzie dajesz z siebie bardzo dużo, ale gdzie Twój nakład energii, uwagi i wysiłku nie przynosi Ci oczekiwanego zwrotu, oczekiwanych rezultatów i spodziewanej satysfakcji?

            Może to relacja – znajomość prywatna lub zawodowa, przyjaźń lub związek intymny.

            Czujesz, że ta relacja za dużo Cię kosztuje? Chociaż wciąż się angażujesz, czujesz, że dajesz więcej niż otrzymujesz?

            A może to np. zmaganie się z własnym ciałem? Być może wkładasz całe mnóstwo uwagi i energii w pilnowanie diety, forsowanie reżimów „jedzeniowych” i sportowych, makijaże i układanie fryzur? Sprawdź i upewnij się, co Ci to daje, czy naprawdę ilość uwagi i pracy jest adekwatna do tego, o co, być może od wielu lat, walczysz.

            Bo być może zmniejszenie nakładów – odpuszczenie, poluzowanie, wycofanie nadmiaru energii przywoła więcej równowagi w Twoim życiu? Zniknie napięcie, wyciskanie, oczekiwania, a w ich miejsce pojawią się spokój, równowaga, życzliwość względem siebie i spełnione, zdrowe relacje?

            Inwestujemy codziennie. Walutą jest nasza uwaga i energia.

            Każdego dnia odpowiedz więc sobie na pytanie: „Gdzie chcę dziś skierować swoją uwagę i energię? W co chcę ją zainwestować? Na co „opłaci” mi się przeznaczyć dziś siebie? Co jest naprawdę warte zainwestowania właśnie dziś?”

            Nie skupiaj się na tym, co uznasz za niewarte inwestowania uwagi i energii. Nie dokładaj do „biznesu”, nie przeinwestowuj i nie nadpłacaj. Pozwól sprawom układać się, a energii przepływać. Jak każdy wytrawny inwestor monitoruj rynek swojego życia i adekwatnie decyduj o swoich „finansach”.

            W co chcę dziś zainwestować siebie?

            • Wspólny czas z dziećmi?
            • Spotkanie z przyjacielem?
            • Telefon do Klienta?
            • Lektura ciekawej książki?
            • Spacer?

            Uważnie decyduj, będąc ekspertem od bilansu swojego życia.

            Warto też odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest zwrot z inwestycji. Jak można obliczyć, że inwestycja jest trafiona?

            Miernika szukaj w sobie – sprawdzaj swoje uczucia: zadowolenie, satysfakcję, równowagę, przyjemność, radość, spokój, równowagę energii. Tam, gdzie przeinwestowujesz, będzie smutek, żal, rozczarowanie i pretensje.

            I jeszcze jedno ważne, na koniec: jasne, że każde inwestowanie niesie też w sobie ryzyko. Nie bój się tego ryzyka podejmować, nie bój się inwestować w projekty, relacje, aktywności. Dzięki trafionym i nietrafionym inwestycjom uczysz się, czego Ci w życiu potrzeba. Uczysz się dbać o siebie i budować zdrowe, adekwatne relacje. Życzę Ci uważności, mądrości i wielu trafionych decyzji inwestycyjnych. Powodzenia. 🙂

            NEWSLETTER

            Bądź z nami w kontakcie i otrzymuj informacje o nowościach, artykułach i nadchodzących szkoleniach.

              • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
              jak nie zepsuć sobie wakacji

              Urlop to ważny czas w naszym życiu. Są co prawda osoby, które potrafią spakować się i ruszyć w podróż z dnia na dzień, jednak dla większości z nas wyjazd na wakacje związany jest z planowaniem i przygotowaniami. A jak to w życiu bywa, im przedsięwzięcie wymaga większego zaangażowania, tym większe są wobec niego nasze oczekiwania i tym większe rozczarowanie, jeśli coś idzie nie po naszej myśli. Warto więc w takiej sytuacji wiedzieć, jak nie zepsuć sobie wakacji.

              Nie jest najgorzej, gdy winą za wakacyjną katastrofę można obarczyć biuro podróży, linię lotniczą czy hotel. Gorzej, gdy towarzysza podróży… Emocje tym większe, im bardziej mieliśmy określoną wizję wyjazdu, liczyliśmy na wspólny czas i nadrobienie zaległości co do bliskości, przygody, odpoczynku…

              Ostatnio rozmawiałam z klientką, Martyną, która razem ze swoim mężem skorzystała z możliwości wcześniejszego wyjazdu, jeszcze przed końcem roku. Ze smutkiem przyznała, że jej wakacje zakończyły się podróżą powrotną w milczeniu, z rozczarowaniem i żalem do partnera. Wspólnie analizowałyśmy, co się wydarzyło krok po kroku, dzięki czemu stało się dla nas całkiem jasne, że wspólne wakacje zakończyły się katastrofą przez nieudaną komunikację. Przeczytaj, co się wydarzyło, by dowiedzieć się, jak uniknąć błędów i nie zepsuć sobie wakacji.

              „Planowałam tę podróż na Węgry przez dobre pół roku. Mieliśmy jechać ze znajomymi, ich samochodem. Wzięłam organizację na siebie, bo bardzo to lubię. Dodatkowo, chciałam i mojemu Krzyśkowi i pozostałym sprawić przyjemność, zabierając ich na dobrze przygotowany wyjazd. Przeczytałam chyba wszystkie możliwe przewodniki i blogi o Węgrzech. Gdzie warto pojechać, gdzie zatrzymać się na dłużej, co zwiedzić, żeby nie było banalnie. Długo myślałam jak zaplanować wszystko, żeby było idealnie i jak nie zepsuć sobie wakacji”

              „Minęły pierwsze trzy dni urlopu, a my poruszaliśmy się zaplanowaną przeze mnie trasą. Było super. Niestety, czwartego dnia znajomy dostał telefon ze swojej firmy. Jeden z jego pracowników uległ ciężkiemu wypadkowi. Po dłuższym zastanowieniu przeprosił nas i powiedział, że wraca do Polski. Samochód, którym podróżowaliśmy, należał do niego, więc stanęliśmy przed trudną decyzją, co robić dalej. Popadliśmy w lekką konsternację.

              Zostać i wracać samolotem? Bez sensu, bo zaplanowaliśmy wycieczkę objazdową… Wynająć samochód? Byłoby bardzo drogo… Każde z nas zastanawiało się, co zrobić, jak nie zepsuć sobie wakacji. Sytuacja była napięta, bo decyzja trudna i żadne rozwiązanie nie było dobre.

              W trakcie rozmowy, w której przerzucaliśmy się pomysłami, zasugerowałam jeszcze jedną opcję: powrót ze znajomym do Polski, przesiadkę do własnego auta i kontynuację podróży tylko we dwójkę.  Krzysiek, słysząc ten pomysł, popatrzył na mnie i mocno zamyślony, zapytał: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?”

              „Powiem Ci, że zdębiałam.”- opowiadała wzburzona. -„W głowie pojawiło mi się kłębowisko myśli i chyba nigdy w życiu nie było mi aż tak przykro! Tyle moich planów, pracy, zaangażowania, a on jednym zdaniem zasugerował, że kiepsko to zaplanowałam? Że chce wracać? Że nie podobało mu się, a nawet nie pisnął słowem!? Poświęcał się dla mnie, nic nie mówiąc?!? Nie zależało mu?…”

              Koniec końców wróciliśmy ze znajomym do Polski w totalnym milczeniu, ja na fochu, on też. Jeszcze przez tydzień nie rozmawialiśmy.

              Gdy trochę emocje opadły i powiedziałam mu, o co mam żal, on odpowiedział, że „tylko pytał” i że „zależało mu bardzo, żeby znaleźć rozwiązanie” oraz „nie chciał mnie urazić, wyjazd mu się bardzo podobał”. Podobał! Wyobrażasz sobie??”

              Oczywiście wyobrażam sobie i bardzo dobrze rozumiałam zarówno moją klientkę, jak i zaskoczonego jej reakcją partnera. Takie komunikacyjne „mijanki” dzieją się między ludźmi na co dzień 😊

              Prześledźmy na przykładzie historii Martyny, co wydarzyło się w komunikacji między nią i jej partnerem:

              • Martyna przygotowała dokładnie wyjazd, włożyła w to dużo zaangażowania (i była dumna ze swojego planu)
              • Podróż przebiegała zgodnie z planem
              • Pojawiły się nieprzewidziane okoliczności
              • Oboje, Martyna i Krzysiek szukali najlepszego rozwiązania (mieli POZYTYWNE intencje)
              • Krzysiek zadał pytanie: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?” (nadał KOMUNIKAT)
              • Martyna odebrała komunikat, ale dokonała własnej INTERPRETACJI, na poziomie ich RELACJI, dodając od siebie, co Krzysiek sądzi o wyjeździe.
              • Pojawiły się EMOCJE u Martyny (żal, smutek, złość)
              • Krzysiek próbował TŁUMACZYĆ to, co miał na myśli (jakie miał INTENCJE), ale emocje Martyny już nie pozwoliły jej tego zrozumieć i przyjąć.
              • Pojawiły się EMOCJE u Krzyśka (żal, smutek, złość, bezsilność).
              • Foch, milczenie, obopólny żal.

              Widzisz, gdzie nastąpiło zniekształcenie? Gdzie warto było skomunikować się inaczej, wyrazić swoje potrzeby, pczekiwania i nie zepsuć wakacji?

              Krzysiek zadając pytanie: „Czy warto tu wracać” chciał zastanowić się rzeczowo i dosłownie: „Czy warto tu wracać”.

              Co usłyszała Martyna? „Źle wybrałaś wycieczkę, to Twoja wina, że nie jest tutaj interesująco, więc nie warto tu wracać”.

              Pierwszym krokiem do porozumienia w komunikacji (między partnerami, rodzicami a dziećmi, pracownikiem a pracodawcą, firmą a Klientem), jest uświadomienie sobie, że komunikujemy się na różny sposób, że w rozmowach kółko dokonujemy własnych interpretacji, że dokładamy do tego emocje i komunikacja – mówiąc potocznie – „się rozjeżdża”.

              Co wobec tego robić, by się komunikować?

              1. NADSTAWIAJ USZY, wsłuchuj się nie tylko w to, co mówi druga osoba, ale także w to, jaka stoi za tym INTENCJA.
              2. Jeśli masz wątpliwości, zanim puścisz wodze fantazji i pozwolisz „zaszaleć” urażonemu ego, DOPYTAJ (Martyna: „Co chcesz przez to powiedzieć? Że nie podoba ci się wyjazd, czy że co?”).
              3. Gdy to ty mówisz, ćwicz komunikację WPROST. Dbaj o to, aby jak najjaśniej wyrażać swoje POTRZEBYINTENCJE.

              To wymaga wysiłku, staranności, dodatkowego wyjaśnienia, trochę dłuższej wypowiedzi. (Krzysiek do Martyny: „Kurczę, zastanawiam się, co byłoby dla nas najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. Tyle się naplanowałaś i tyle przygotowań, a z drugiej strony to tak dużo kilometrów do Polski. Zastanawiam się, czy dalsze zwiedzanie jest warte powrotu, czy może przełożyć to na inny raz? Bo martwi mnie też, że mój samochód nie jest aż taki komfortowy… Co ty o tym sądzisz?”)

              Swoich Klientów na szkoleniach i w coachingu uczę, że ważne jest, w jakie SŁOWA ubierzesz swoje INTENCJE, oraz jak starannie się wsłuchasz w wypowiedź drugiej strony. Czy usłyszysz INTENCJE, EMOCJE i czy dopytasz, gdy masz wątpliwości.

              Komunikacji warto uczyć się ciągle, nieustannie, to naprawdę niezagospodarowania przestrzeń rozwoju. Dlaczego warto? Bo nagrodą są RELACJE. Ocalone niejedne wakacje i niejedna ważna znajomość.

              Powodzenia! 😉

              NEWSLETTER

              Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

                • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                Czy zawsze należy być asertywnym

                Czy zawsze należy być asertywnym? To pytanie, które zadaję Uczestnikom moich szkoleń i zawsze w tym momencie najpierw zapada cisza, pełna zastanowienia, a następnie zaczyna się interesująca dyskusja na ten temat. Jaka byłaby Twoja odpowiedź?

                Czy zawsze należy być asertywnym? Podam Ci przykład, historię, jaką usłyszałam od Adama, jednego z Uczestników szkolenia poświęconego asertywności. Adam od lat boryka się z chorobą Hashimoto, powodującą niedoczynność tarczycy. Pomaga mu przestrzeganie ustalonej diety.

                Od kiedy ustaliłem z lekarzem, by unikać produktów zawierających gluten i uczciwie się tego trzymam, mam lepsze wyniki badań i lepiej się czuję” – opowiadał na szkoleniu. „To jednak wyzwanie za każdym razem np. gdy wybieram się z kimś znajomym do restauracji i muszę tłumaczyć dlaczego zwracam uwagę na to, co jem. Ale nie jest tak źle – potrafią zrozumieć”- kontynuował.

                Pewnego razu jednak Adam, wybrał się w odwiedziny do swojej, mieszkającej w innej części Polski, babci. Ta, uradowana, postawiła przed nim na stole jego ukochany deser z dzieciństwa – sernik z kruszonką.

                Spojrzałem na ten talerz myśląc o tej całej mące z glutenem, a potem na uradowaną minę mojej babci, która była przekonana, że zrobiła mi przyjemność i przyznaję – w pierwszej chwili pomyślałem z konsternacją – co zrobić?

                No właśnie, jak byś Ty zachował się na miejscu Adama?

                Wyobraź sobie jeszcze, że byłeś niedawno na kursie asertywności, wiesz już sporo na temat swoich asertywnych praw i stawiania granic. Chcesz zadbać o siebie i o swoje zdrowie… I gdy spotyka Cię taka sytuacja – dopada Cię pytanie: Czy zawsze należy być asertywnym?

                Uczestnicy, słuchający wtedy na kursie opowieści Adama, mieli dla niego różne odpowiedzi. Jedni odpowiadali, że nie zjedliby sernika, jeśli mieliby się potem źle czuć, odmówiliby babci. Inni oburzeni twierdzili, że w sumie to nic takiego, ten jeden raz zrobić babci przyjemność i zjeść, nawet jeśli potem nie czuliby się dobrze.

                Jak postąpić w takiej sytuacji, pozostając w nurcie asertywności, czyli bycia ok wobec siebie i ok wobec innych?

                Ku zaskoczeniu zebranych odpowiedziałam, że nie ma znaczenia jak postąpią – dużo ważniejsze jest to, czym będą się kierować jedząc bądź nie – wspomniany sernik 😉

                Jeżeli czujesz, że masz wewnętrzną zgodę na to, by zjeść raz posiłek z glutenem (w to miejsce możesz wstawić cokolwiek innego) i zrobisz to, będąc wewnętrznie spójny (nie zmuszony i wbrew sobie) – to ta jednorazowa rezygnacja z diety wpisze się w nurt zachowania asertywnego.

                Bowiem asertywność nie jest przymusem. Asertywność to wybór i wewnętrznie spójne decyzje.

                Pamiętaj, że nie zawsze musisz się zachowywać asertywnie, by być asertywnym! We wszystkim tym chodzi o to, by Twoje asertywne i nieasertywne zachowania były zgodne z Tobą, byś czuł, że masz wewnętrzny wybór. Tymczasem zachowanie nieasertywne to takie, gdy wewnętrznie czujesz, że robisz coś wbrew sobie.

                Gdy następnym razem babcia postawi przed Tobą talerz z sernikiem, przyjaciel poprosi Cię o pomoc w przeprowadzce lub sąsiadka, o zajrzenie do jej papużek w czasie wakacji, sprawdź ze sobą, a następnie, uczciwie wobec siebie, powiedz „Tak” lub „Nie”.

                NEWSLETTER

                Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

                  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

                  relacje z partnerem

                  Izoluje, odbiera siłę, zdrowie, zniechęca do działania, sprawia, że przestajemy myśleć racjonalnie. Podsyca negatywne emocje, niszczy relacje z partnerem… tak właśnie działa na nas STRES.

                  Długotrwały stres pochłania wiele energii, rodzi poczucie bezsilności i osamotnienia. Ma też dużą siłę rażenia – udziela się osobom w naszym najbliższym otoczeniu. W konsekwencji sieje spustoszenie nie tylko w naszym zdrowiu psychicznym i fizycznym, ale i w życiu naszego partnera, a nawet naszych dzieci.

                  Co znamienne – stres działa „po cichu”, z początku niezauważony. Czasem potrzeba wielu rozmów, żeby uświadomić sobie, że problemy z komunikacją, rozłamy, izolacja w związku to efekty długotrwałego stresu. Warto zatem wiedzieć, jak rozpoznać objawy stresu oraz jak sobie z nimi poradzić, zanim będzie za późno, a nasze relacje z partnerem ucierpią bezpowrotnie.

                  Jeśli stres to choroba, to jak zatem rozpoznać negatywne symptomy?

                  1. Rozdrażnienie

                  Gdy zamykasz się na partnera w stresujących momentach z pozoru masz wrażenie, że daje to panowanie nad całą sytuacją. Nie obciążasz bliskiej osoby swoimi problemami, wydaje Ci się, że pozwalasz jej na spokojne życie, w czasie gdy Ty toczysz wewnętrzną walkę. A teraz przyjrzyj się sobie w codziennych sytuacjach. Jak często po stresującym dniu zdarza Ci się wybuchnąć na z pozoru błahe sprawy? Rozrzucone buty, za głośna muzyka, sprzeczające się dzieci?

                  Gdy niesiemy ze sobą bagaż stresu, o wiele szybciej dajemy upust negatywnym emocjom, w najbardziej nieodpowiednich momentach. Dużo częściej zdarza się nam wtedy powiedzieć coś, czego po chwili żałujemy. Partner, którego nie dopuszczasz do swoich problemów nie wie, co jest źródłem takiego zachowania. Czuje się pogubiony, często zraniony i trudno mu się dziwić.

                  Pomyśl o szczerej rozmowie z bliską osobą. Być może nie będzie Ci w stanie zaproponować rozwiązania, ale już sam fakt, że ktoś Cię wysłucha, może mieć tutaj duże znaczenie. Mówienie o swoich problemach i lękach pozwoli Ci je nazwać, a tym samym oswoić. Spojrzeć na nie z pewnej perspektywy. Jest taki poziom stresu, przy którym nie widzimy już jasno wyjścia z sytuacji. Pamiętaj że są ludzie, którzy profesjonalnie zajmują się pomaganiem i rozmowami pomocnymi w pracy ze stresem. Decyzja o skorzystaniu z fachowej pomocy jest dowodem odwagi i troski o siebie i najbliższych.

                  1. Problemy z koncentracją

                  A dokładnie koncentracja na niewłaściwych kwestiach. Powiedzenie, że „nieszczęścia chodzą parami” ma w sobie coś z prawdy. Zauważyłeś, że w stresujących momentach zdarza Ci się popełniać więcej błędów, tym samym czasem jeszcze pogarszać swoją sytuację. Dzieje się tak, bo koncentrujesz się tylko i wyłącznie na problemie, zamiast na jego rozwiązaniu. Rozkładasz go na czynniki pierwsze, myślisz o tym, jak to na Ciebie wpływa, w głowie piszesz kolejne czarne scenariusze. Im bardziej na tym koncentrujesz swoją energię, tym większa szansa, że któryś z tych czarnych scenariuszy się zrealizuje.

                  Kiedy jesteśmy zestresowani, nasz mózg przechodzi w tryb „walki lub ucieczki”, a nasze decyzje stają się bardziej pochopne lub odwrotnie nie podejmujemy ich wcale. Takie zachowanie nie wpływa dobrze ani na naszą sytuację w pracy, ani relacje z partnerem.

                  Czujesz przygnębienie, a może złość? W takiej sytuacji pomyśl sobie, że to Ty panujesz nad swoimi emocjami, nie one nad Tobą. Przypomnij sobie wydarzenie, gdy pod wpływem emocji podejmowałeś decyzję. Jakie były jej skutki? Weź kilka oddechów, opanuj się zanim zareagujesz. Powiedz, że potrzebujesz więcej czasu. Nie ma w tym nic złego.

                  1. Tryb oszczędnościowy

                  Stres poważnie wpływa na Twoje zdrowie. Poza tym, że przewlekły stres jest przyczyną chorób serca, osłabia układ odpornościowy, powoduje depresję to także – mówiąc wprost – odbiera nam siły. Twój organizm to czuje. Jak często po tym, jak jesteś poddany długotrwałej presji chcesz po prostu zostać na kanapie, nakryć się kocem na głowę, zniknąć. Wybierasz patrzenie w telewizor i paczkę chipsów częściej niż spacer, wierząc, że poprawią Ci humor?

                  Takie zachowanie ma wpływ nie tylko na Ciebie, ale i na Twoje relacje z partnerem, a także na twoje dzieci. Zwróć uwagę na swoje zwyczaje: co ląduje w Twoim koszyku, gdy robisz zakupy. Jak wyglądają Wasze rodzinne posiłki. Jak często stres odbiera Ci siłę do przygotowania obiadu i decydujesz się na zamówienie czegoś na wynos.

                  Zestresowani rodzice spędzają też mniej czasu ze swoimi dziećmi. Wtedy najczęściej rolę opiekuna przejmuje telewizor, komputer lub telefon. A my, zamiast planować weekendowy wypad za miasto całą energię skupiamy w tym czasie na dręczących nas problemach.

                  Rozwiązanie? Gdy w sytuacji stresowej Twój mózg podpowiada Ci, by sięgnąć po słodycze i zostać na kanapie, tak naprawdę wypad na siłownię, spędzenie czasu z dzieckiem na wycieczce może mieć na Ciebie terapeutyczne oddziaływanie. Pozwoli Ci skupić się na czymś innym, nabrać zdrowego dystansu, uświadomić sobie, co w życiu jest ważne. Gdy czujesz, że świat Cię przerasta, zacznij od prostych ćwiczeń oddechowych. Skup się na tym, co tu i teraz.

                  1. Izolacja i relacje z partnerem

                  Stres niszczy Twoje relacje. Nie robi tego gwałtownie, lecz niepostrzeżenie. Często więc go bagatelizujemy. A jednak zawsze nasze relacje z partnerem narażone są na efekty długotrwałego stresu. Dlatego nawet te najtrwalsze związki nie są w stanie tego przetrwać. Kiedy jesteś zestresowany, jesteś też bardziej wrażliwy. Napotykane trudności wydają się nie do pokonania. Twoje porażki są coraz większe, a Ty przy nich jesteś coraz mniejszy. Kurczy się Twoja pewność siebie.

                  Tu już jest prosta droga do problemów z komunikacją i niezrozumieniem. Z jednej strony sam izolujesz się od świata, żyjąc w przekonaniu, że nikt nie może do końca wczuć się w Twoją sytuację, postawić się na Twoim miejscu. Nie wiedząc, jak ci pomóc, twój partner czuje się natomiast odtrącony i beznadziejny. Znam przypadki, gdy długotrwały stres jednego z partnerów kończył się depresją bliskiej osoby.

                  Uświadom sobie, że nawet najtrudniejsza sytuacja nie musi pociągnąć Was dwojga na skraj przepaści. Pierwszy krok ku temu to uświadomienie sobie, że to Ty decydujesz o tym, jak przeżyjesz swoje życie, nie zły lub dobry los, szczęśliwy czy nieszczęśliwy przypadek. Uświadom sobie, że wszyscy doświadczamy wzlotów i upadków, nie zmienisz tego, możesz jednak zmienić swój sposób reagowania na takie sytuacje. Czas uświadomić sobie, że chwilowe problemy nie muszą decydować o być albo nie być Twojego związku. To pierwszy krok.

                  A kolejne? Aby uniknąć sytuacji, gdy stres niszczy Twoje relacje z partnerem, dowiedz się, jak radzić sobie z nim w zdrowy i skuteczny sposób. Techniki, z których korzystać można w codziennym życiu, poznają uczestnicy mojego szkolenia „Zarządzanie stresem i emocjami”. Poznają ćwiczenia, które pomagają im mieć kontrolę nad swoimi emocjami: takimi jak strach, złość, niecierpliwość. Uczą się panować nad swoimi reakcjami emocjonalnymi, dowiadują się jak przestać roztrząsać przeszłość oraz wybierać i decydować, co chcą myśleć i jak chcą się czuć. Chcesz zapoczątkować u siebie zmiany? Skorzystaj ze szkolenia.

                  NEWSLETTER

                  BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

                  Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

                    asertywność kobiet

                    Kobiecość w obecnych czasach. Gorąca debata społeczna i uliczne protesty. O roli kobiet w życiu społecznym i rodzinnym warto mówić. Warto poruszać tematy stereotypów, międzypokoleniowych „prawd” i „mądrości”, konceptu miejsca kobiet w społeczeństwie.

                    Temat ten łączy się w szczególny sposób z tematem asertywności. Dlatego też zdecydowałam się poruszyć kwestię wyrażania swoich emocji, mówienia NIE, reagowania, gdy ktoś narusza nasze granice i wyrażania swoich emocji w odniesieniu właśnie do asertywności.

                    Zacznijmy od samej definicji – czym właściwie jest asertywna komunikacja?

                    Asertywna komunikacja jest, wbrew obiegowym opiniom, takim rodzajem relacji ze światem, w którym dbamy o siebie i swoje granice na równi z dbaniem o innych. W asertywność wpisuje się szacunek, jaki okazujemy sobie i innym. W asertywność wpisuje się także akceptacja dla odmienności, odmiennych poglądów, odmiennego zdania.

                    Warto też nadmienić, że asertywność nie jest tylko odmawianiem i umiejętnością mówienia NIE, chociaż – znowu – funkcjonują takie obiegowe opinie. Umiejętność odmawiania wpisuje się w asertywność, jest jednak tylko jej częścią.

                    Na szkoleniach i w pracy indywidualnej z moimi klientami słyszę też często, że asertywność kojarzona jest z egoizmem i dbaniem tylko o siebie. Otóż nie, jak wspomniałam wcześniej, w asertywność wpisana jest duża uważność i wrażliwość na innych. Ale w połączeniu z uczciwym dbaniem także o siebie.

                    Wychowanie a asertywność kobiet

                    Znacie to sformułowanie, kierowane do dziewczynek i kobiet: „Uśmiechnij się, złość piękności szkodzi”? Rozważając modele wychowywania w zależności od płci dziecka, chociaż to się przez lata poprawia, i tak dziewczynki w naszym kraju są bardziej wychowywane na uległość: na bycie grzecznymi, ustępującymi innym, nie okazującymi emocji, uśmiechającymi się, niezależnie od tego, że w środku aż kipią z emocji. Chłopcy z kolei wychowywani są na silnych i walczących, bez okazywania słabości – czyli w konsekwencji bardziej poddawani są treningowi na zachowania agresywne (powiedzenie do chłopców: „Co będziesz płakał? Baba jesteś?”).

                    Na nasze umiejętności asertywnej komunikacji (i na ich brak) wpływa też szkoła, która w tradycyjnym modelu kształcenia i wychowania promuje raczej uległość i posłuszeństwo wobec tych, którzy mają władzę i przewagę.

                    Jak to potem wpływa na dorosłe życie?

                    Edukacja w duchu wspomnianej tu szkoły tradycyjnej ma wpływ na życie i funkcjonowanie dzieci, gdy dorosną. Osoby tak ukształtowane niosą w sobie model zachowań uległych, ale także model, który mówi, że ten, kto jest silniejszy, wygrywa, decyduje, rządzi. Nie ma tu szacunku dla potrzeb każdej ze stron, jest trudność w odmawianiu, dbaniu o siebie, wyrażaniu własnego zdania.

                    Wychowywanie dziewczynek na grzeczne, ułożone, uśmiechnięte i zawsze ustępują, niesie za sobą konsekwencje tego, jak funkcjonują potem w dorosłym życiu. Kobiety takie nie wiedzą, że mają prawo chcieć, mają prawo się nie zgodzić, mają prawo odmówić i zadbać o siebie. Kobiety takie mogą latami żyć w przekonaniu, że to one odpowiadają za obowiązki domowe, gotowanie, wychowanie dzieci. Może być tak, że nie potrafią tego zakwestionować, poddać w wątpliwość, oddać odpowiedzialności np. swojemu partnerowi, mężowi.

                    Kobiety w więzieniu, które szkoliłam z kompetencji społecznych, a które są osadzone za ciężkie często przestępstwa, to niejednokrotnie ofiary wieloletniej przemocy domowej.

                    Zresztą dla osadzonych temat asertywności ma dwa wymiary – do jakiego stopnia można być asertywną w środowisku, w którym żyje się obecnie. Oraz wymiar drugi – jak korzystać z asertywności po wyjściu na wolność. Praca z nimi dobitnie pokazała mi, że temat asertywności wobec siebie i wobec innych jest ważną kompetencją społeczną, którą absolutnie warto nabyć i doskonalić.

                    Z drugiej strony, nowoczesne szkoły, a takie znam, nastawione są na dialog, debatę, zaciekawienie innym punktem widzenia, wartością tego, że ludzie są różni. W takim wychowaniu jest zgoda na odmowę, na inne zdanie, na negocjowanie, szukanie rozwiązań, by godzić potrzeby różnych stron.

                    Czasem możemy słyszeć głosy, że model edukacji opartej na asertywności, pozwalający dzieciom pytać, kwestionować, odmawiać jest niebezpieczny, niesie za sobą ryzyko wykształcenia dzieci, które nie mają granic, zahamowań, są roszczeniowe itd. Aby uspokoić takie głosy warto rozumieć, że brak granic i wymagań wobec dzieci to jedno – to faktycznie może rodzić zagubienie u dziecka i nieumiejętność funkcjonowania z innymi. Czymś innym jednak jest rozumienie, że każdy człowiek jest odrębną jednostką i ma swoje granice, które należy szanować.

                    W asertywnej debacie dziecko uczy się wrażliwości na granice innych i rozumienia, co byłoby ich naruszeniem. W asertywnym funkcjonowaniu osoba potrafi zauważyć, że ktoś narusza jej granice i umie konstruktywnie zareagować, by zadbać o siebie. Edukacja dzieci nastawiona na takie postrzeganie relacji jest jak najbardziej pożądana.

                    Także podsumowując, na moich szkoleniach odpowiedzi na pytanie „Jak komunikować się asertywnie” – szukają kobiety, mężczyźni, rodzice, nastolatkowie, szefowie i podwładni. Ludzie w naprawdę różnych kontekstach życia zawodowego i prywatnego.

                    Chcemy wiedzieć, jak odmawiać rodzicom (bo mogą wpływać na nasze życie nawet, gdy  jesteśmy już dorośli), jak konstruktywnie wyrażać swoje niezadowolenie wobec partnera, jak komunikować się z dziećmi, przyjaciółmi, jak zwrócić uwagę nieznajomej osobie w sklepie, która stanęła przed nami bez kolejki, jak zwrócić uwagę podwładnemu, że nie podoba się nam, że się spóźnia, jak odmówić szefowi? – to pytania, na które szukają odpowiedzi uczestnicy moich szkoleń, warsztatów i spotkań indywidualnych. A wszystkie te pytania i odpowiedzi wpisują się w ramy asertywnej komunikacji.

                    Asertywność a agresja

                    Często granica między asertywnością a agresją jest, jak lubię to nazywać, „koronkowa”- bardzo subtelna. Czasem to samo zdanie, wypowiedziane innym tonem, z asertywnego zmienia się w agresywne lub uległe. Koncepcja asertywności wskazuje, że to, czy dany przekaz jest asertywny czy agresywny, zależy też od intencji mówiącego.

                    Herbert Fensterheim, doktor psychologii i profesor psychiatrii, który zajmował się tematem asertywności w relacjach międzyludzkich, powiedział dwie ważne rzeczy w kontekście asertywności:

                    „Masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie – nawet jeśli rani to kogoś innego – dopóki twoje intencje nie są agresywne, lecz asertywne.

                    Oraz:

                    „Jeśli masz wątpliwości, czy dane zachowanie jest asertywne, sprawdź, czy choćby odrobinę zwiększa ono Twój szacunek do samego siebie.”

                    Tak więc, jeśli komunikuję coś, mając intencje asertywneobrony własnych granic, zaznaczenia, że ktoś istotnie narusza moją prywatność, a do tego jeśli to, co robię, zwiększa mój szacunek wobec samej siebie, to tak – wpisuję się w asertywność.

                     

                    Funkcjonuje społecznie taki mit, że zawsze trzeba być asertywnym.

                    To nie jest prawda. Asertywność to wybór. I są sytuacje, gdy wybór innej strategii, np. uległości lub agresji oraz zachowania nieasertywnego ma uzasadnienie i będzie po prostu bardziej adekwatny do danej sytuacji.

                    I na koniec warto pamiętać…

                    Temat asertywności jest tematem wymagającym, żeby nie powiedzieć, trudnym. Wiąże się z relacjami z innymi, z troską o utrzymanie, często bardzo dla nas ważnych, relacji. Asertywność niesie też dylematy, jak się zachować, by pozostać w relacji, budzi strach i obawy o to, co będzie, gdy przestaniemy być mili i powiemy, że coś się nam nie podoba.

                    W poszukiwaniu asertywnego „środka” balansujemy między troską o własną autonomię i troską o przynależność do społeczności.

                    Asertywności warto uczyć się cały czas – dlatego na naszym blogu regularnie piszemy na ten temat, odpowiadamy na pytania, poruszamy najważniejsze zagadnienia.

                     

                     

                    NEWSLETTER

                    Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

                     

                      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.