Wpisy

Pamiętam jedną z rozmów z Klientem, który pracował ze mną w  life-coachingu. Miał bardzo trudny okres w życiu osobistym, kłopoty z byłą żoną, sprawy dotyczące opieki nad synami. W czasie naszego spotkania opowiadał, że był już naprawdę zmęczony swoim aktualnym życiem, ciągłą mobilizacją, walką o ułożenie relacji na nowo.

Opowiadał też, bardzo sfrustrowany, jak dzielił się swoimi troskami z własnymi rodzicami. Wsparcie, jakie dostawał od nich, polegało głównie na powtarzanej (w dobrej wierze) „mantrze”: „Nie przejmuj się, zobaczysz, wszystko będzie dobrze”.

Pamiętam, jak opowiadając mi o tym, niepocieszony, wybuchł: „Co oni mi mówią?? Jak będzie dobrze?? Jest tak beznadziejnie, jest mi ciężko, skąd oni wiedzą, jak będzie?!?”

Pomyślałam wtedy, w trakcie tej rozmowy, że nie wystarczy mieć dobre chęci, by być komuś pomocnym. A ponieważ każdemu z nas zdarza się rozmawiać z bliską osobą– z partnerem, własnym dzieckiem, rodzicem, przyjacielem – która to osoba ma właśnie gorszy dzień, gorszy czas i dzieli się z nami swoimi troskami, warto wiedzieć, że odruchowe słowa pocieszenia: „nie przejmuj się”, „wszystko będzie dobrze”, „zobaczysz, wszystko wróci do normy”,  wcale takiego pocieszenia nie dają. To, co najszybciej spowodują, to poczucie bycia samotnym w swoich kłopotach…

Zastanawiasz się jak pocieszać, by pocieszyć? Jeśli chcesz ofiarować drugiej osobie zrozumienie, wsparcie, pocieszenie i poczucie ulgi, warto żebyś wiedział, jak to zrobić.

A więc, jeżeli naprawdę chcesz pomóc komuś, komu jest ciężko, kto dzieli się z Tobą swoimi troskami, kto widzisz, że przeżywa trudne chwile, daj mu od siebie dwa wartościowe „prezenty”:

Po pierwsze: Słuchaj i nic nie mów. Nie przerywaj, nie zaprzeczaj, nie pocieszaj. Słuchaj.

Po drugie: Gdy wysłuchasz, spróbuj tylko (i aż) nazwać, co aktualnie przeżywa druga osoba.

Co to znaczy „nazwij to, co przeżywa”? Powiedz coś takiego:

„Widzę, że się tym przejmujesz…”

„Słyszę, że  bardzo Ci na tym zależy”

„Jesteś na to zły?”

„Obawiasz się tego?”

„Słyszę, że to dla Ciebie ważne…”

„Chciałbyś, żeby się dobrze ułożyło?”

„Jesteś już tym zmęczony?”

„Czujesz się bezsilny w tej sytuacji?”

„Chyba dużo w Tobie żalu?”

Jak pocieszać? Obserwując osobę, z którą rozmawiasz, wybierz adekwatny, szczery komentarz i nazwij (może być w formie pytania), co ona przeżywa.

Może Ci się wydawać, że to mało lub, że to brzmi dziwnie, ale obserwuj, jak z Twojego rozmówcy uchodzą emocje, jakim jest to dla niego wsparciem i zrozumieniem. Nie obawiaj się także, że się pomylisz, oceniając błędnie to, co ta osoba przeżywa. Szczególnie, jeżeli sformułujesz to w formie pytania, będzie w tym przestrzeń dla Twojego rozmówcy, aby się odnieść do Twoich słów – potwierdzi lub zaprzeczy, opisując swoimi słowami, co czuje w tym momencie.

Osobiście doświadczyłam ostatnio, jak taki sposób pocieszania działa, w rozmowie z moją nastoletnią córką. Było to dzień przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego w liceum, moja córka szykowała się wieczorem na następny dzień. Zauważyłam, że jest bardzo, ale to bardzo przejęta tym faktem.

Powiedziałam: „Chyba bardzo przejmujesz się tym, że idziesz do nowej szkoły?”

Odpowiedziała: „Nie, nie o to chodzi, chodzi o znajomych”.

„Obawiasz się jacy będą?” – zapytałam ponownie.

„Nie, bardziej chodzi o to, że nie będzie już moich starych znajomych” – odparła w odpowiedzi.

„Czyli że ci starzy byli fajni?” – spytałam.

„Nie, chodzi o to, że starzy znajomi są lepsi od tych, których się nie zna.” – wyjaśniła.

„Aha, czyli martwisz się tym, że nie znasz ludzi z Twojej nowej szkoły?” – zapytałam po raz ostatni.

„No, dokładnie o to chodzi” – odparła.

I tak jakoś, na zakończenie tej krótkiej wymiany zdań, ton jej głosu był lżejszy, emocje trochę opadły i zakończyłam tę rozmowę z poczuciem, że naprawdę spotkałam się w komunikacji z moją córką. Nie doradzałam, nie pocieszałam, nie zaprzeczałam, powtarzając oklepane słowa „wszystko będzie dobrze, zobaczysz”.

Twój partner wraca milczący lub zdenerwowany z pracy, nastoletnie dziecko boryka się ze złamanym sercem po zakończonych wakacjach, przyjaciel ma problemy w związku? Zastanawiasz się jak pocieszać ich w takiej sytuacji? Przetestuj taki sposób rozmowy (słuchaj + milcz + nazwij co przeżywa) i sprawdź, jak taki sposób wsparcia pomoże bliskiej Ci osobie. Czyli na koniec jeszcze: obserwuj, by być obok, by być z bliską Ci osobą, by pocieszyć.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

sposoby na poprawę nastroju

Inny kierowca zajeżdża Ci drogę, a Ty po chwili łapiesz się na tym, że gestykulujesz i krzyczysz w jego stronę? Czujesz jak robisz się czerwony ze złości, bo dzieci lub partner kolejny raz nie robią tego, o co prosisz? W pracy zlecono Ci dodatkowe zdanie, więc by rozładować gromadzące się w Tobie napięcie trzaskasz drzwiami?

Jeżeli należysz do osób, które na trudne sytuacje najczęściej reagują właśnie złością i wybuchem emocji… a potem tego żałujesz, mamy dziś dla Ciebie 4 sprawdzone sposoby na poprawę nastroju. Spróbuj, a zobaczysz, że w Twój nastrój zmieni się w pięć minut!

To wydaje się z pozoru banalne, ale złość powoduje napięcie w ciele, a idąc dalej – osoby spięte częściej na różne sytuacje reagują właśnie złością i nerwami. Wpada się w pewnego rodzaju błędne koło. Zwróć uwagę, jak często chwilę przed tym, zanim wybuchniesz, słyszysz od kogoś: „Co masz taką dziwną minę?”, „O, widać po Tobie, że coś się stało”, „Co jesteś taki zły?”. Te sygnały widoczne są bowiem na Twojej twarzy, w twoim głosie. Zaciskasz zęby, pięści, zmieniasz postawę.

Inni widzą Twoją złość, a Ty najczęściej ją czujesz.

Wiele osób, z którymi pracuję nad zarządzaniem emocjami mówi, że w takich sytuacjach czuje ścisk w żołądku i gardle, ucisk  w klatce piersiowej, spocone dłonie, ciężar na barkach i spłycony oddech.

Wiele osób podkreśla, że nie ma nad tymi odczuciami kontroli. Po prostu, w jednej chwili ich ciało zbiera się do walki, przyjmuje agresywną postawę, jest w pełnej mobilizacji. Po fakcie wiedzą już, że była to mobilizacja nieadekwatna. A w chwili, gdy już się taka agresja „wylała” w naszym ciele, co dalej zrobić z tym zmagazynowanym w nas gniewem i złymi emocjami?

W chwili, gdy zaczynasz odczuwać napięcie w ciele, warto przywołać myśl, że to napięcie jest pożywką dla złości. I dalej, warto włączyć wybraną, wyuczoną technikę redukcji stresu w ciele. Damy wtedy sygnał do głowy, by wydzielić hormony spokoju i zmienić stan, w jakim się znajdujemy.

Co wobec tego możesz świadomie zrobić, by świadomie wpływać na swój nastrój?

Oto sprawdzone sposoby na poprawę nastroju:

 

  1. Patrz na świat łagodnie

Ktoś stoi za blisko Ciebie w kolejce, ktoś zbyt głośno rozmawia przez telefon w autobusie, ktoś zajeżdża Ci drogę na ulicy – jak często w takiej chwili przeszywasz taką osobę mrożącym spojrzeniem. Patrzysz groźnie, z ukosa, cały się napinasz próbując przyciągnąć spojrzenie tej osoby. Za każdym razem, gdy zdarzy się taka sytuacja, świadomie dostrzeż, co robisz i co się dzieje. I gdy poczujesz napięcie, skieruj swoją uwagę na ten fakt, a następnie dosłownie rozluźnij napięcie w oczach.

  1. Pamiętaj o oddechu

Gdy ogarnia Cię gniew i czujesz, że coraz ciężej Ci oddychać, zatrzymaj się na chwilę i pomyśl o tym. Weź kilka głębokich oddechów – wciągaj powietrze przez nos i spokojnie wypuszczaj je przez usta. Skup się na oddechu, pomoże Ci w tym np. liczenie w myśli oddechów.

  1. Nie zapomnij o swoim normalnym głosie

Rozmawiasz z partnerem, dzieckiem, przełożonym lub podwładnym na jakiś trudny temat? Kontroluj swój głos. Zwróć uwagę na to, czy wraz z rosnącym napięciem nie zaczynasz mówić coraz szybciej lub coraz głośniej. Jeżeli tak jest, skup na tym swoją uwagę: zwolnij tempo, wróć do swojego zwyczajowego tonu. Warto pamiętać, że niektóre osoby w złości mają tendencję do mówienia coraz ciszej – jeżeli należysz do tych osób, to także staraj się to kontrolować i skup się na tym by mówić wyraźnie i odpowiednio głośno.

warsztaty uważności mindfulness

  1. Naprzemiennie napinaj i rozluźniaj mięśnie

Dzięki temu w chwili rozluźnienia poczujesz kojące odprężenie. Przy okazji możesz sobie powiedzieć w myślach: „Jeszcze kilka razy tak zrobię i przejdzie mi złość”, „Nie stracę panowania nad sobą, bo na spokojnie łatwiej będzie mi załatwić tę sprawę / przeprowadzić tę rozmowę”, „Opanuję się, bo powiem coś, za co potem będę przepraszać”.

Przy kolejnej emocjonującej sytuacji spróbuj wykonać te ćwiczenia i zwróć uwagę na to, jak zmieni się Twoje samopoczucie. Tajemnica tkwi w tym, że zamiast skupiać się na swoim gniewie, energię skupisz najpierw na odzyskaniu kontroli nad sytuacją, a następnie z jaśniejszym umysłem łatwiej znajdziesz wyjście z sytuacji, w jakiej się znalazłeś.

I pamiętaj o jednym – nie masz kontroli nad innymi ludźmi – zawsze może znaleźć się ktoś, kto zajedzie Ci drogę, nie będzie liczył się z Twoim zdaniem, czy nie weźmie pod uwagę Twoich potrzeb. Tego nie zmienisz i na całe szczęście nie musisz.

Wystarczy, że zmienisz swoje reakcje na tego typu sytuacje, a na to  masz realny wpływ.

Co ważne, z wykonaniem ćwiczeń nie czekaj do ostatniej chwili, gdy już znajdziesz się na krawędzi. Spróbuj wykonać ćwiczenia wcześniej, jeżeli stoisz w korku i już czujesz pojawiające się napięcie, spróbuj się rozluźnić. Wiesz, że czeka Cię trudna rozmowa, weź kilka głębszych oddechów zanim ją zaczniesz.

I pamiętaj praktyka czyni mistrza!

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
Czy zawsze należy być asertywnym

Czy zawsze należy być asertywnym? To pytanie, które zadaję Uczestnikom moich szkoleń i zawsze w tym momencie najpierw zapada cisza, pełna zastanowienia, a następnie zaczyna się interesująca dyskusja na ten temat. Jaka byłaby Twoja odpowiedź?

Czy zawsze należy być asertywnym? Podam Ci przykład, historię, jaką usłyszałam od Adama, jednego z Uczestników szkolenia poświęconego asertywności. Adam od lat boryka się z chorobą Hashimoto, powodującą niedoczynność tarczycy. Pomaga mu przestrzeganie ustalonej diety.

Od kiedy ustaliłem z lekarzem, by unikać produktów zawierających gluten i uczciwie się tego trzymam, mam lepsze wyniki badań i lepiej się czuję” – opowiadał na szkoleniu. „To jednak wyzwanie za każdym razem np. gdy wybieram się z kimś znajomym do restauracji i muszę tłumaczyć dlaczego zwracam uwagę na to, co jem. Ale nie jest tak źle – potrafią zrozumieć”- kontynuował.

Pewnego razu jednak Adam, wybrał się w odwiedziny do swojej, mieszkającej w innej części Polski, babci. Ta, uradowana, postawiła przed nim na stole jego ukochany deser z dzieciństwa – sernik z kruszonką.

Spojrzałem na ten talerz myśląc o tej całej mące z glutenem, a potem na uradowaną minę mojej babci, która była przekonana, że zrobiła mi przyjemność i przyznaję – w pierwszej chwili pomyślałem z konsternacją – co zrobić?

No właśnie, jak byś Ty zachował się na miejscu Adama?

Wyobraź sobie jeszcze, że byłeś niedawno na kursie asertywności, wiesz już sporo na temat swoich asertywnych praw i stawiania granic. Chcesz zadbać o siebie i o swoje zdrowie… I gdy spotyka Cię taka sytuacja – dopada Cię pytanie: Czy zawsze należy być asertywnym?

Uczestnicy, słuchający wtedy na kursie opowieści Adama, mieli dla niego różne odpowiedzi. Jedni odpowiadali, że nie zjedliby sernika, jeśli mieliby się potem źle czuć, odmówiliby babci. Inni oburzeni twierdzili, że w sumie to nic takiego, ten jeden raz zrobić babci przyjemność i zjeść, nawet jeśli potem nie czuliby się dobrze.

Jak postąpić w takiej sytuacji, pozostając w nurcie asertywności, czyli bycia ok wobec siebie i ok wobec innych?

Ku zaskoczeniu zebranych odpowiedziałam, że nie ma znaczenia jak postąpią – dużo ważniejsze jest to, czym będą się kierować jedząc bądź nie –wspomniany sernik 😉

Jeżeli czujesz, że masz wewnętrzną zgodę na to, by zjeść raz posiłek z glutenem (w to miejsce możesz wstawić cokolwiek innego) i zrobisz to, będąc wewnętrznie spójny (nie zmuszony i wbrew sobie) – to ta jednorazowa rezygnacja z diety wpisze się w nurt zachowania asertywnego.

Bowiem asertywność nie jest przymusem. Asertywność to wybór i wewnętrznie spójne decyzje.

 

Pamiętaj, że nie zawsze musisz się zachowywać asertywnie, by być asertywnym! We wszystkim tym chodzi o to, by Twoje asertywne i nieasertywne zachowania były zgodne z Tobą, byś czuł, że masz wewnętrzny wybór. Tymczasem zachowanie nieasertywne to takie, gdy wewnętrznie czujesz, że robisz coś wbrew sobie.

Gdy następnym razem babcia postawi przed Tobą talerz z sernikiem, przyjaciel poprosi Cię o pomoc w przeprowadzce lub sąsiadka, o zajrzenie do jej papużek w czasie wakacji, sprawdź ze sobą, a następnie, uczciwie wobec siebie, powiedz „Tak” lub „Nie”.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

 

potrzeba kontroli

Każdego czasem ponoszą emocje. W takich sytuacjach, po fakcie już, mówimy: „Straciłem panowanie nad sobą”, „Wściekłam się”. Źródła problemu szukamy wtedy w BRAKU KONTROLI nad emocjami, chociaż tak naprawdę problem leży gdzie indziej: to nasza potrzeba KONTROLI danej sytuacji i innych osób.

Jak to działa? Na czym polega potrzeba kontroli? Opowiem Wam na przykładzie Laury, mojej klientki. Laura jest mamą dwójki nastolatków. Wybrali się w tym roku na wspólne wakacje. Po powrocie, na moje pytanie „Jak było?”, odpowiedziała: „Koszmar!”.

Potem opowiedziała mi, że praktycznie każdego dnia dzieci doprowadzały ją do furii, co wiele razy kończyło się dziką awanturą i karami (dla nastolatków!). „Same się o to prosiły” – opowiadała sfrustrowana Laura. W jaki sposób się prosiły? W dalszej rozmowie zrozumiałam: nie robiły tego, co chciała Laura.

Syn spędził dzień w towarzystwie kolegi i pod wieczór wrócił z ogoloną głową, twierdząc, że w starej fryzurze było mu za gorąco… Córka wybrała właśnie te wakacje na swój randkowy debiut.

Zapytałam, czy kłótnie i awantury przyniosły oczekiwany skutek – czyli chęć dzieci do współpracy i realizacji oczekiwań mamy. Zasmucona Laura przyznała, że nie.

Że sytuacja jedynie eskalowała, a im bardziej ona traciła nad sobą panowanie, tym dzieci były bardziej „nieposłuszne”.

Poprosiłam Laurę, by na spokojnie pomyślała o potrzebach swoich i dzieci. Przyznała, że złość ogarniała ją za każdym razem, gdy czuła, że dzieci wymykają się jej spod kontroli. Złościła się, chociaż przecież włosy syna odrosną, a córka może bardziej potrzebowałaby rozmowy, jak nawiązywać relacje w bezpieczny sposób…

No właśnie. Często wpadamy we wściekłość, bo wydaje się nam, że inni mają w stosunku do nas jakieś zobowiązania (powinni nas słuchać, brać nasze zdanie pod uwagę itd.) lub dlatego, że jesteśmy przekonani, że wiemy, co dla nich dobre (a wręcz najlepsze).

Tymczasem inni ludzie (nawet nastoletni) mają dokładnie tak samo jak my swoje zdanie, potrzebę autonomii, samostanowienia, własne przekonanie na temat tego, co dla nich jest dobre.

Zanim ponownie najdzie Cię ochota, by podnieść głos, poddać się emocjom, trzasnąć drzwiami – pamiętaj, że jedyne, co jesteś w stanie kontrolować – to nie inni ludzie, ale Twoje reakcje i sposób, w jaki się komunikujesz z drugą osobą.

Zwróć uwagę, że rozmowa z szacunkiem to nie tylko słowa, jakie wypowiadasz. To także ton głosu, w którym słychać akceptację, szacunek, wyrozumiałość. Im szybciej uświadomisz sobie, że nikt nie jest Twoją własnością (mąż, dzieci, przyjaciele), tym szybciej wpłyniesz pozytywnie na swoje emocje i reakcje. Warto – z szacunku dla siebie i innych.

Wszystkich, którzy chcieliby poznać techniki i ćwiczenia pomocne w kierowaniu własnymi emocjami, serdecznie zapraszamy na nasze warsztaty „Zarządzanie stresem i emocjami”. Ćwiczymy na przykładach z naszego codziennego życia!

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
zmiany

Skuteczne zmiany są trudne, to wiemy. Zastanawiałeś się jednak kiedyś, dlaczego? Jak to się dzieje, że tak często z naszych postanowień noworocznych, decyzji o rozpoczęciu diety, zakupie karnetu na siłownię czy kursu języka obcego, po paru dniach czy tygodniach zostaje tylko rozczarowanie i wyrzuty sumienia, że znowu się nie udało?… Otóż częstym powodem jest nasza tendencja do „świętowania” zmian!

Pomyśl o czymś, co miałeś w planach, ale nie starczyło Ci wytrwałości. A teraz przypomnij sobie, jak przygotowywałeś się do tej zmiany. Najczęściej przy decyzji o zmianie popadamy w pułapkę – zmiana to dla nas ogromne wydarzenie. Jedni o swoim postanowieniu opowiadają znajomym, rodzinie, piszą o planach w mediach społecznościowych. Inni szykują się do zmiany z rozmachem – np. wyznaczają datę rozpoczęcia diety czy kursu języka angielskiego na termin w przyszłości (od poniedziałku, od nowego miesiąca, od nowego roku). Inni kupują karnet na siłownię, a potem kolejne dni spędzają czas na dalszych zakupach – szukają stroju, butów, bidonu itd…

Każda z tych osób powie, że na swój sposób mentalnie przygotowuje się do zaplanowanej zmiany.

Tymczasem wszystkie te działania: planowanie, rozmowy o szykowaniu się do zmiany, myślenie o tym, zużywają bardzo dużo naszej energii. Jeśli za bardzo skupiamy się na rozpoczęciu działań, zapominamy, że będziemy tej energii potrzebować na później, gdy czar nowości i „miesiąc miodowy” opadnie, a pojawią się pierwsze wyzwania związane z motywacją i wytrwałością.

Jeżeli stracimy całą energię na starcie, to potem, gdy będzie nam potrzebna do kontynuacji, może okazać się, że mamy jej już bardzo mało lub nie mamy jej wcale. Blisko wtedy do tego, by zamierzone wyzwanie porzucić.

Jak temu zaradzić?

Pracując w coachingu z Klientami, którzy chcą wprowadzić w swoim życiu zmiany – lubię ten temat rozpatrywać z poziomu metafory biegów na określony dystans.

Zmiana to nie jest bieg na 60 metrów. Gdy mobilizujesz całą swoją energię, by przebiec krótki odcinek, zbierasz się, by jak najszybciej osiągnąć cel. Jednak zmiana życiowa trwa długo i przypomina zdecydowanie bardziej maraton. Dlatego też swoje siły rozłóż równomiernie i dodatkowo załóż, że im dłużej będziesz biec, tym więcej wyzwań związanych z energią będziesz mieć do pokonania i tym lepszej strategii potrzebujesz na ten czas. Warto więc już na początku rozłożyć swoje siły równomiernie.

Planujesz dietę? Zamiast radykalnie rezygnować ze wszystkiego i przerzucać się od razu na samą sałatę, zacznij od jednego zdrowego posiłku dziennie lub zmniejszenia porcji.

Chcesz zacząć żyć bardziej aktywnie? Nie inwestuj od razu w roczny karnet na siłownię i dodatkowo na basen, nie kupuj najdroższych butów do treningu. Spróbuj od 10 minut aktywności dziennie. Po prostu wyjdź przez próg własnego domu i pójdź na krótki spacer do parku. Zrobisz coś prostego, dostaniesz nagrodę w postaci satysfakcji i zyskasz motywację, by jutro powtórzyć to samo. Proporcja wysiłku do nagrody będzie bardzo motywująca.

Pamiętaj: Bardzo radykalne zmiany i skupianie się na nich „z wielkim rozmachem” powodują duże napięcie, zużywają mnóstwo energii, zastanawiamy się, czy damy radę, snujemy dalekosiężne plany. Gdy po kilku dniach przychodzi moment, że energia przygotowań maleje, a wkład wysiłku w wielki plan pozostaje taki sam, czujemy tak duże napięcie zmiany, że musi ono znaleźć gdzieś ujście. Dlatego po trzech dniach męczenia się z samą sałatą nagle złapiesz się na tym, że odreagowałeś przy tabliczce czekolady 😉

Pomyśl o zmianie, którą chcesz wprowadzić w swoim życiu od dawna i ciągle Twoje plany kończyły się porażką. A teraz weź długopis, zapisz co chcesz, oraz zastanów się, jaką pierwszą małą zmianę mógłbyś wprowadzić w tym temacie.  Zmodyfikuj swoje życie metodą małych kroków, na luzie, bez niepotrzebnego napięcia. Zacznij już dziś, od czegoś małego. I sprawdzaj, jak CI z tym będzie, co dalej. Pobiegnij w maratonie, zacznij powoli, dbaj o energię, a odniesiesz wspaniały sukces.

Powodzenia.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Gdy podejmuję temat asertywności czy to na szkoleniach, sesjach coachingowych czy w mediach społecznościowych, od różnych moich klientów słyszę stwierdzenia w takim stylu:

„Mój szef jest bardzo asertywny”, albo

„Mój mąż to dopiero potrafi być asertywny, też bym tak chciała”,

„Załamuję ręce, jak widzę, że moja mama kompletnie nie jest asertywna”.

Być może podobnie myślisz o sobie, swoim dziecku lub innych znanych Ci osobach – w kategoriach tego, jak bardzo są lub nie są asertywne.

I podobnie, jak wiele innych osób, postrzegasz temat asertywności w kategoriach zero – jedynkowych.

Czyli że ktoś jest lub nie jest asertywny, że to cecha,  którą się ma lub nie. Warto wiedzieć, że tak nie jest. Asertywność to nie cecha charakteru, asertywność to umiejętność.

Pamiętam bardzo ciekawą rozmowę sprzed kilku tygodni, z moją Klientką – Eweliną, na temat asertywności właśnie. W czasie tej rozmowy Ewelina opowiadała o swoich zdarzeniach z pracy i z domu, podkreślając co kilka zdań, jak bardzo NIE JEST asertywna.

Wiesz, ja wcale nie umiem zawalczyć o siebie. Kompletnie nie jestem stanowcza i asertywna. To straszne” – mówiła – „Co prawda, ostatnio, gdy moja córka poprosiła mnie o pożyczenie bluzki, którą bardzo lubię, powiedziałam jej, że się nie zgadzam. Bo wiesz- kontynuowała- problem w tym, że gdy ona coś pożycza, rzeczy nigdy nie wracają na swoje miejsce. Zawsze obiecuje, że odda, a potem, dopóki sama nie znajdę i nie upiorę pożyczonej, to jej nie mam. Dlatego tym razem było mi łatwiej powiedzieć córce „nie”, więc odmówiłam, ale tak poza tym NIE JESTEM wcale asertywna.”

A i jeszcze taka sytuacja…” – dodała po chwili – „Zwróciłam pewnemu facetowi uwagę w sklepie, po tym jak próbował stanąć przede mnie bez kolejki. Ale to już naprawdę wszystko”.

Słuchałam Eweliny i jej historii i pomyślałam, że tak mocno jest uczepiona myśli o tym, że NIE JEST asertywna, że całkowicie pomija lub pomniejsza znaczenie tych sytuacji, w których UMIE zachować się asertywnie.

Ewelina nie jest odosobnionym przypadkiem. Wiele osób uważa, że asertywność to cecha charakteru, którą się ma lub której się nie ma.

Co warto zrobić, by być bardziej asertywnym?

Przestań powtarzać: „Nie jestem asertywny”. Zamiast tego zacznij zwracać uwagę na sytuacje, w których umiesz postąpić asertywnie: zadbać o siebie, odmówić, powiedzieć, co wolisz, co Ci się nie podoba. Powiedz sobie: w tej sytuacji ZACHOWAŁAM SIĘ asertywnie. W tej byłam mniej asertywna.

Gdy myślisz o asertywności: na ile punktów oceniasz jej poziom u siebie – przydziel sobie punkty na skali od 1 do 10, gdzie 1 to mało asertywności, a 10 to dużo. Czyli na ile jesteś asertywny? Na 4? Może 5? A może 6 lub więcej?

Z doświadczenia wiem, że zdarzają się sytuacje, gdy trudno nam zachować się asertywnie. Gdy na przykład coś nowego nas zaskoczy. Jeżeli w pierwszym momencie nie zareagowałeś tak, jak byś tego chciał, fakt ten nie przekreśla jeszcze Twojej asertywności i tego, że w innej sytuacji, a może wobec innej osoby, zachowasz się asertywnie.

I na zakończenie tak a wskazówka: zawsze, gdy masz wątpliwości, czy w danej sytuacji zachowałeś się asertywnie, zadaj sobie pytanie Herberta Fensterheim’a, „guru” tego tematu:

 

„Jeśli masz wątpliwości, czy Twoje dane zachowanie było asertywne, sprawdź, czy chociaż odrobinę zwiększyło ono Twój szacunek do samego siebie.”

I będziesz wiedział.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

O pozostawaniu w wygodnej strefie naszego osobistego komfortu pisałam już wiele razy. Trudno go nie lubić – jest nam znany, przytulny, przewidywalny… Nawet nazwę ma… komfortową. 😊

Pozostawanie w strefie komfortu, pomimo, że go tak bardzo lubimy, ma też swoją cenę. Ceną tą jest stagnacja, to, że się nie rozwijamy. Siedząc w tym, co już rozpoznane, sprawdzone – czerpiemy korzyści w postaci spokoju, wygody, przewidywalności, ale z drugiej strony strefa komfortu sprawia, że nie idziemy do przodu, stoimy w miejscu, nie powiększamy swojego potencjału, omijają nas szanse i okazje.

Co niesamowite i całkiem częste, że nawet gdy z czasem pobyt w komforcie (strefa komfortu) zaczyna nas uwierać, bo podskórnie czujemy, że chcielibyśmy zmiany, czegoś nowego, czegoś więcej, i tak strach i obawa przed ryzykiem sprawiają, że nie robimy żadnego kroku.

Ok, wobec tego, co można z tym robić? Jak radzić sobie ze stagnacją, by sięgać po więcej?

Chociaż mamy środek wiosny, wciąż pamiętam jedną, niesamowitą rozmowę, którą przypadkowo usłyszałam w czasie mojego zimowego wyjazdu na narty. Rozmowa ta była dla mnie niezwykle inspirującym doświadczeniem i chcę się nią z Tobą podzielić, w kontekście właśnie pozostawania i wychodzenia ze strefy komfortu.

A więc, ostatnie ferie zimowe spędzałam z rodziną i znajomymi na nartach. Jednego, powiedziałabym standardowego dnia, jak zwykle eksplorowaliśmy kolejne stoki, trasy, wyciągi. Pamiętam, jak podjechałam do jednego, przypadkowego wyciągu. Zatrzymałam się na chwilę, czekając na dzieci. I nagle, dość niespodziewanie i z bardzo dużą (dla mnie) prędkością, przejechał tuż obok mnie nastolatek. Zgrabnie wyhamował jakiś metr ode mnie. Po chwili dojechał do niego – już trochę wolniej – jego kolega. Wtedy właśnie usłyszałam taką oto rozmowę:

„Wiesz…” – powiedział do kolegi pewnym i lekkim równocześnie głosem chłopak, który przyjechał jako pierwszy – „…bo w jeżdżeniu na nartach chodzi o to, że jest taka prędkość, że czujesz komfort, jest bezpiecznie. I jest też taka prędkość, że panikujesz. I teraz chodzi o to, żeby tak jeździć, żeby zawsze TROCHĘ się bać” – dodał z przekonaniem i uśmiechnął się do kolegi.

Ja też, mimowolnie, uśmiechnęłam się- do siebie i do tego, co usłyszałam. Wyjaśnienie było tak proste, a jednocześnie w jednym zdaniu zawierało całą istotę tego, co kryje się pod pojęciem „wychodzenia ze strefy komfortu” i przekraczania własnych granic.

Rozwijać się to znaczy ZAWSZE TROCHĘ SIĘ BAĆ. Trochę.

Co Ty na to? Jeśli chcesz przekraczać swoje możliwości, jak by to było, w myśl tego, co powiedział ten młody narciarz, robić rzeczy tak, żeby TROCHĘ się bać? A gdy już zwiększysz swoje możliwości, przesuniesz się do nowego miejsca, znów… przesunąć poprzeczkę, by po raz kolejny TROCHĘ się bać, ale już z nowego miejsca?

Szczególnie wspaniała to może być koncepcja, jeśli latami siedzimy w tym, co stare, a brak zmiany, blokowany przez strach, po prostu nas uwiera i powstrzymuje przed krokiem do przodu.

Jest taka część nas, która kocha przewidywalność i komfort. Ale jest też taka część nas, która marzy, pragnie więcej, podpowiada nam, że tam, dalej, czeka na nas rozwój, nagroda w postaci satysfakcji, dumy z siebie, radości i szczęścia.

Rozważasz zmianę? Wyjście z dotychczasowego komfortu? Uwiera Cię Twoja obecna, bezpieczna, ale już za ciasna, strefa komfortu?

Sprawdź zatem, jak to będzie, gdy przekroczysz swoje granice TROCHĘ. Do miejsca, gdzie będzie Ci  TROCHĘ niewygodnie. Tyle, ILE DASZ RADĘ ZNIEŚĆ. Gdzie będziesz się tylko TROCHĘ bać.

Wzrastaj wewnętrznie, zmieniaj się, stawaj się lepszą wersją siebie. Zmiana i tak jest nieunikniona, a kurczowe „trzymanie się” starego i siedzenie w za ciasnym pudełku komfortu, to tyko iluzja stabilności i wygody.

Co dziś jest Twoim wyzwaniem? W jakim obszarze WYBIERASZ zmianę i rozwój?

Zaprojektuj, czym jest i co oznacza przesunięcie Twojej granicy komfortu w tym temacie. Zrób tak, aby TROCHĘ przekroczyć swoją dotychczasową granicę.

Życzę nam wszystkim, Tobie i sobie, inspirujących odkryć i decyzji.

Pamiętaj: życie nabiera smaku poza strefą komfortu. I wiedzą o tym nawet dzieci 😉

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
oczekiwania

„Gdyby tylko on łatwiej się domyślał”, „Gdyby tylko ona potrafiła się bardziej wyluzować” – oczekiwania wobec partnera to najczęstsze źródło konfliktów w naszych związkach. Gdy oczekiwania zdominują Twoją komunikację z partnerem a kłótnie staną się normą, szybko może się okazać, że związek, który ma być przecież dla partnerów źródłem radości i wsparcia, staje się źródłem stresu i przykrych przeżyć.

Czy można stworzyć taką relację z partnerem, by w ogóle się nie kłócić? Jeżeli przyjmiemy, że nasze oczekiwania w związku i usilne próby zmieniania partnera do naszych własnych oczekiwań wpływają na to, w jaki sposób się komunikujemy – to tak, jest możliwe, by wprowadzić modyfikacje i budować związek bez kłótni. Także, zmień swój sposób myślenia i komunikowania się, a Twój związek stanie się szczęśliwszy i bardziej owocny.

Oczekiwania? Mów o nich!

Dlaczego oczekiwania wobec partnera są źródłem konfliktów w związku? Na pewnym etapie relacji wyobraziliśmy sobie, jak będzie wyglądał ten tandem. Jaki my wniesiemy wkład do związku i jaki wkład wniesie nasz partner.

Problem w tym, że skoro to były NASZE wyobrażenia, to były one w naturalny sposób subiektywne, stronnicze i prawie na pewno różniły się od wyobrażeń naszego partnera. Ktoś może oczekiwać, że małżonek będzie chętnie i często rozmawiał, był w relacji, opowiadał o swoich przeżyciach, tymczasem druga strona może oczekiwać po powrocie z pracy ciszy, spokoju i odpoczynku w odosobnieniu.

I jeżeli każda ze stron założy, że automatycznie bez rozmowy na ten temat, ich partner będzie wiedział, czego pragną, może to być prosta droga do codziennych kłótni w temacie potrzeb i oczekiwań.

Jeżeli nie komunikujesz partnerowi swoich potrzeb, przyjmij, że on/ona nie będzie ich znać i respektować. Nie musi to wynikać ze złej woli, po prostu twój partner nie jest tobą i nie wie, na czym ci zależy, co dla ciebie ważne, czego pragniesz.

Wiele osób obawia się także, że rozmowa z partnerem na temat swoich potrzeb jest przyznaniem się do tego, że są niedopasowani, że chcą za dużo, że w jakimś sensie „czepiają się”. Jednak szczera komunikacja z partnerem to sygnał dla niego i dla Ciebie, że zasługujecie na godność, szacunek, zrozumienie. Jeśli chcesz być w relacji na lata, pamiętaj, że jeśli nie rozmawiasz, to akceptujesz bieżący stan rzeczy i że jednak każda „odpuszczona” sprawa to przysłowiowy kamyk do ogródka. Przez lata może zebrać się tego tyle, że żal i pretensje będą dominowały w twoich uczuciach. I w drugą stronę – każda przedyskutowana, wyrażona i ustalona sprawa rozwija twój związek, daje ci szczęście, satysfakcję i zwiększa twoją WOLĘ bycia w relacji.

Zarządzaj swoimi oczekiwaniami!

Oczekiwania najczęściej kojarzą nam się z różnicami między partnerami. To nie do końca prawda. Warto się także zastanowić, co druga osoba robi „dobrze” i docenić to. Gdy zmywacie naczynia (lub ustawiacie naczynia w zmywarce 😊)– prawdopodobnie robicie to na dwa różne sposoby, ale czy to znaczy, że któryś z nich jest zły a inny dobry? Nie. Same oczekiwania, bez doceniania i uznawania wartości drugiej strony sprawiają, że Ty stajesz się dokuczliwy, a Twój partner sfrustrowany. I kłótnia gotowa.

Podczas warsztatów pytam często Uczestników, ile takich walk np. o sposób funkcjonowania w domu, o zmywanie naczyń, o właściwe odkurzanie, o właściwe składanie ubrań, stoczyli. I ile było takich, w których można mówić o sukcesie? Gdy widzę na sali kręcenie głowami i słyszę „nie”, dyskutujemy.

O tym, że zanim zacznie się rozmowę o własnych oczekiwaniach względem drugiej osoby, warto najpierw rozważyć, co jest naprawdę ważne a co warto odpuścić.

Czy sposób stawiania talerzy na suszarce naprawdę jest dla mnie ważny i wart dyskusji. Twój wybór. Jeśli uznasz, że jest to dla ciebie sprawa istotna, rozmawiaj. Ale jak pomyślisz, to może uznasz, że możesz odpuścić, doceniając, że partner na równi uczestniczy w domowych pracach? Co więcej, chwila zastanowienia i odpowiedź na pytanie – „Czy to dla mnie NAPRAWDĘ ważne?” da ci szansę na refleksję, obniży napięcie, jeśli takie się w tobie zgromadziło i sprawi, że będziesz mieć większą szansę, aby – zamiast zacząć OBWINIAĆ swojego partnera, zbierzemy się do konstruktywnej i spokojnej rozmowy o tym, na czym na m zależy.

Co w miejsce oczekiwań?

  1. Doceniajcie się.

Okazuj uznanie swojemu partnerowi. Zamiast skupiać się na negatywnych cechach doceń te pozytywne. Może nie rozwiesza prania tak, jak Ty tego chcesz, ale robi najlepszą na świecie poranną kawę? Może za długo rozmawiał ostatnio przez telefon ze znajomymi, ale też nigdy nie musisz go prosić by wyszedł z psem na spacer? A może wczoraj byleś zmęczony po ciężkim dniu w pracy, a Twój partner pograł z dziećmi w grę planszową, żebyś Ty mógł mieć chwilę dla siebie.

Bo w końcu co Was do siebie przyciągnęło i sprawiło, że jesteście razem? Zmywanie naczyń, czy ciepło, wrażliwość, miłość?

  1. Wspierajcie się.

Warto pamiętać, że potrzeba wsparcia jest jedną z fundamentalnych zasad związku. Współczucie, oparcie, powinny być zawsze przed oczekiwaniami. Gdy dzieje się coś złego, ostatnie, co w tej sytuacji możesz powiedzieć, to „a nie mówiłam?”, „miałem rację, że tak będzie”. To są słowa obwiniające. A są sytuacje, gdy racja nie ma znaczenia, liczy się partnerstwo i sztuka bycia w trudnych sytuacjach razem.

  1. Szanujcie się.

Czym jest szacunek w związku? To docenienie perspektywy drugiej osoby i jej potrzeb – to podstawa komunikacji. Nie poprawiaj partnera na każdym kroku. Jeżeli jakaś kwestia wymaga rozmowy,  przemyśl w jaki skuteczny i jednocześnie empatyczny sposób możesz do niej nawiązać, by poszukać razem rozwiązania?

  1. Wychodźcie sobie naprzeciw.

Każdy z nas wchodzi do związku ze zbiorem pewnych zasad i przekonań. Wynieśliśmy je z domu, z wcześniejszych związków, do niektórych spostrzeżeń doszliśmy samodzielnie. Warto jednak być czujnym, by te zasady nie stały się w pewnym momencie ważniejsze niż nasz partner. Miłość otwiera drogę do porozumienia, dyskusji, szukania konsensusu. Pamiętaj, że zadaniem partnera nie jest tylko spełnianie Twoich oczekiwań.

coaching osobisty

  1. Miejcie dla siebie czas.

Gdyby wypisać listę naszych oczekiwań w związku, CZAS znalazłby się na niej  wysoko. Skoro zarówno Ty oczekujesz, że Twój partner będzie mieć czas dla Ciebie i on oczekuje podobnie, wypracujcie sposoby, by znaleźć chwilę na wzmacnianie Waszych relacji. Stwórz zatem rytuały i tradycje, które utrwalają poczucie wspólnoty – wspólne śniadania, popołudniowa kawa, rozmowa na temat, który was łączy, wspólny film…

  1. Wierzcie w siebie.

Wiara w DOBRE INTENCJE partnera to coś, co odnosi się do samego źródła waszego związku. Jeżeli partner zrobi coś niezgodnie z Twoimi oczekiwaniami, a Ty żyjesz w przeświadczeniu, że specjalnie robi to źle, że chce ci zrobić na złość – tym samym kwestionujesz samą istotę swojego związku, jaką jest ZAUFANIE. Czasem, przy wzburzonych emocjach i gdy „nazbierało się” trudno jest przypisać drugiej stronie pozytywne intencje. Pamiętaj jednak: to że macie przejściowe problemy nie znaczy, że Wasz związek musi być problemem.

  1. Wychodź poza schemat nawyków.

Są związki, w których kłótnie wchodzą partnerom w nawyk. Do tego nic się po kłótni nie zmienia, kończy się ona z poczuciem porażki, bez konstruktywnej zmiany przechodzicie do takiego samego życia, jak przed kłótnią. A za miesiąc czy dwa znowu kłócicie się w dokładnie ten sam sposób. I często znów o to samo. Bądź bardzo czujmy i obserwuj, czy też Ci się zdarza być w „pętli” kłótni. Jeżeli tak, warto, gdy znowu przyjdzie ta chwila, coś zmienić. Wziąć oddech, niestandardowo wycofać się, dać sobie godzinę na pomyślenie. Zastanowić się, co można zrobić tym razem inaczej, jak inaczej porozmawiać ze sobą. Na spokojnie, bez emocji. Jeżeli z kłótni uczynisz nawyk, trudno będzie ci budować partnerską, opartą na szacunku relację. Warto, żebyś też wiedział, że czasem wyjście ze schematu może wymagać pomocy specjalisty.

  1. Czasem powiedz: PAUZA.

Jednym z oczekiwań partnerów, lub – częściej – jednej ze stron może być to, że gdy zaczną się spierać, muszą tę dyskusję doprowadzić do końca. Ktoś musi ją „wygrać”, ktoś musi się poddać. Bynajmniej. Czasem w emocjach nie da się dojść do wniosków, tak by żadna ze stron nie poczuła się przegrana. W takiej sytuacji, nawet gdy na język ciśnie Ci się jeszcze 10 argumentów i 3 świetne, cięte riposty… przestań. Zatrzymaj się. Skończ to teraz. Ochłoń. Powiedz: „Czuję, że to jest już mało konstruktywne. Potrzebuję ochłonąć. Wróćmy do tej rozmowy później”. I wróć do tematu, gdy emocje opadną i będziecie gotowi spokojnie siebie wysłuchać.

  1. Nie porównujcie się.

Podczas kłótni partnerom często zdarza się rzucać porównaniami do innych, w ich opinii, udanych związków. Pamiętaj, że każdy z nas jest niepowtarzalny, co za tym idzie także związki są inne. Każdy ma swoją wyjątkową osobowość i swoje potrzeby. Zamiast naśladować szczęśliwe pary, pracuj ze swoim partnerem nad Waszym związkiem. Porównywanie się nie wnosi niczego konstruktywnego, a jedynie rani i obniża wartość waszej relacji.

terapia skoncentrowana na rozwiązaniach

Jak widać, budowanie zdrowych, partnerskich relacji wymaga pracy, uważności, zaangażowania.

Jeśli chcesz się mniej kłócić i mieć więcej satysfakcji ze swojego związku, zrób użytek z informacji w tym tekście w takiej kolejności:

  1. Pomyśl o jednej rzeczy, o którą się często – ostatnio kłócicie.
  2. Sformułuj swoje oczekiwanie wobec twojego partnera.
  3. Sprawdź, czy to, co wyrażasz, jest oczekiwaniem czy oskarżeniem. Jeśli jednak OSKARŻENIEM, nazwij OCZEKIWANIE. Czego CHCESZ? Jak miałoby być po nowemu?
  4. Odpowiedz sobie następnie na pytanie: Czy to naprawdę ważne, aby to zmieniać i o tym rozmawiać? Jeśli tak, nazwij też, dlaczego to dla ciebie ważne.
  5. Nazwij teraz 2 rzeczy, za które najbardziej DOCENIASZ swojego partnera.
  6. Pomyśl, jak dotychczas o tym rozmawiałeś ze swoim partnerem i porozmawiaj INACZEJ. Zmień swój sposób komunikacji o tej ważnej dla ciebie sprawie. Szukaj dobrego rozwiązania. I kolejnego.
  7. Bo oboje zasługujecie na szczęście, szacunek i wasze własne „… i żyli długo i szczęśliwie”. Czego nam wszystkim z całego serca życzę.

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

W życiu prywatnym i zawodowym, niezależnie od tego, czy działamy w wybranej dziedzinie przez 5 czy 20 lat, stajemy czasami twarzą w twarz z problemami, których nie umiemy rozwiązać samodzielnie. Warto w takiej sytuacji zadać sobie pytanie:  Czy coaching jest dla mnie?

Sprawy, z którymi się mierzymy, mogą dotyczyć wielu kwestii. Na przykład trudności z zatrudnieniem właściwych ludzi do swojej firmy. Bądź komunikacji z zespołem, którym zarządzamy. Możemy też stanąć przed zupełnie nowymi wyzwaniami w życiu zawodowym i mierzyć się z brakiem pewności siebie lub stresem.

Podobnie w życiu osobistym. Nawet jeśli mamy za sobą lata doświadczeń, czasem przychodzi chwila, gdy możemy poczuć blokadę, doświadczać uczucia, że stoimy w miejscu lub że to, co nas spotyka, po prostu nas przerasta.

W tych wszystkich sytuacjach warto poprosić o pomoc specjalistę.

Czy coaching jest dla mnie?

Praca z coachem stwarza nieocenioną okazję do zyskania nowej perspektywy w opisanych powyżej sytuacjach. Pozwala zyskać obiektywizm, spojrzenie z pewnej odległości, dystans do tego, w czym na co dzień funkcjonujemy. Idąc za tym dalej, coaching pomaga wygenerować nowe pomysły zyskać motywację do działania i wypracować plan realizacji celów.

Coach, przygotowany profesjonalnie do swojej pracy, towarzyszy Ci w poprawnym określeniu celów, które chcesz osiągnąć. Wspólnie z Tobą nazywa wszystko, co stoi na drodze do sukcesu, a następnie wykorzystuje narzędzia coachingowe umożliwiające Ci przejście drogą zmiany, byś osiągnął założone przez siebie cele.

Na indywidualne spotkanie z coachem decydują się osoby indywidualnie, firmy, które kierują swoich pracowników, osoby zarządzające i właściciele firm. Wszyscy, którzy potrzebują, by wspólnie wypracować ponadprzeciętne rozwiązania i niestandardowe wskazówki w dalszych działaniach. W pracy coacha wykorzystuje wachlarz narzędzi, dopasowując techniki i metody pracy do aktualnych potrzeb osoby, z którą współpracuje. Powstaje dzięki temu wydajna i efektywna praca, w pełni nakierowana na  realizację celów.

Jeśli zatem zastanawiasz się: Czy coaching jest dla mnie? – sprawdź poniżej, w jakich obszarach sprawdzą się indywidualne spotkania z coachem:

Coaching rozwoju osobistego (Life coaching)

  • zmiana (każdego rodzaju, np. zmiany zawodowe, osobiste, trudne zmiany, ambitne zmiany);
  • planowanie zmian, przechodzenie przez zmianę;
  • lepsza organizacja życia i zarządzania sobą w czasie;
  • nabywanie nowych umiejętności, doskonalenie (np. rozwój kompetencji interpersonalnych, komunikacja, asertywność, pewność siebie);
  • zarządzanie stresem, radzenie sobie z trudnymi emocjami;
  • praca z życiowymi wartościami, efektywność osobista, rozwój kreatywności;
  • planowanie misji życiowej; rozwój duchowy, odzyskanie sensu życia, równowagi życiowej.

Executive Coaching (coaching menedżerski)

  • wszystkie problemy i zagadnienia z obszarów zarządzania firmą i zespołami
  • przywództwo;
  • motywacja;
  • strategia rozwoju;
  • kierowanie firmą i zarządzanie;
  • budowanie zespołów;
  • zarządzanie zmianami;
  • komunikacja w zarządzaniu, asertywność menedżera, zarządzanie stresem

Spotkania z coachem to proces. Z założenia mają charakter krótkoterminowy (8-12 sesji), czyli określone ramy, początek i koniec. Mają na celu wzmocnienie Cię wiedzą i narzędziami, których potrzebujesz, aby kontynuować swoje postępy również po zakończeniu procesu.

Klienci zaangażowani w coaching osobisty i coaching biznesowy zauważają:

  • wzrost efektywności i skuteczności w osiąganiu zamierzonych celów;
  • udoskonalenie kompetencji interpersonalnych oraz przywódczych;
  • wzrost motywacji i zaangażowania w podejmowane działania;
  • większą satysfakcję z życia osobistego i z pracy.

Coaching w metaforze

Na zakończenie opowiem Ci historię Miltona Ericsona, która wspaniale i w najbardziej trafny oddaje, czym jest coaching.

Pewnego dnia, gdy byłem jeszcze uczniem szkoły średniej, do naszego gospodarstwa przybłąkał się koń. Miał na sobie siodło, był bardzo spocony i dyszał. Daliśmy mu wody i postanowiliśmy odprowadzić do właściciela. Nikt jednak nie wiedział, skąd przyszedł.

Wsiadłem na niego i poprowadziłem w kierunku drogi. Wiedziałem, że koń wybierze właściwy kierunek, choć nie wiedziałem, jaki on będzie. Koń pognał do przodu. Od czasu do czasu zatrzymywał się i wchodził na pola skubać trawę. Wtedy delikatnie przypominałem mu o drodze. Po pewnym czasie koń skręcił do czyjegoś gospodarstwa. Ucieszony i zdumiony gospodarz wyszedł nam na spotkanie:

   – To mój koń, gdzie go znalazłeś?
    – Jakieś siedem kilometrów stąd.
    – Ale skąd wiedziałeś dokąd go odprowadzić??
    – Nie wiedziałem. Koń wiedział. Ja tylko kierowałem jego uwagę na drogę.

Klient w coachingu zna swoją drogę. Coach towarzyszy, by inspirować i kierować uwagę na drogę.

Do zobaczenia w coachingu.

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
naucz się medytacji

O medytacji mówi się i pisze bardzo dużo, więc zakładam, że Ty też już co nieco na ten temat słyszałeś. Niezależnie od tego, czy już wiesz, jak medytować, czy też dopiero zaczynasz, poniżej znajdziesz informacje, które tę wiedzę zbierają, porządkują i wyjaśniają, dlaczego warto medytować. Naucz się medytacji z nami, by osobiście doświadczyć jej dobrodziejstw.

 

1. Czym jest medytacja?

Ludzki umysł uwielbia być zajęty. W dobie Internetu, krótkich przekazów, przeskakiwania z tematu na temat, miliona reklam, zajawek, newsów, skupia się on na wszystkim i… na niczym.

W rezultacie to, czego doświadczamy, to rozkojarzenie, trudności z koncentracją, ciągła potrzeba stymulacji nowymi bodźcami.

warsztaty uważności mindfulness

Medytacja jest tymczasem określana jako „nic-nie-robienie”. Czas bycia, w którym pozbywamy się pośpiechu i pędu, oczyszczamy naszą głowę, uspokajamy ciało.

Medytacja polega na maksymalnym skupieniu się na procesie oddychania. Na robieniu wdechów i wydechów. Co ważne – nie ma dobrej ani złej medytacji. I cokolwiek się w czasie medytowania dzieje i pojawia, warto przyjmować z łagodną akceptacją.

Co może być istotne, pisząc o medytacji warto nadmienić, że pomimo różnych na ten temat opinii (i/lub obaw), medytacja jest wolna od jakiejkolwiek religii.

2. Korzyści i dobrodziejstwa medytacji

O dobroczynnym wpływie medytacji, można by pisać długo. Zbierając jednak bazowy zestaw korzyści, które odniesiesz dzięki regularnemu medytowaniu, sprowadza się on do następujących aspektów:

  • większa zdolność koncentracji
  • redukcja stresów i napięć
  • umiejętność reagowania i lepsze radzenie sobie z emocjami.
  • zyskanie zdrowego dystansu do tego, co się dzieje w naszym życiu
  • spokój umysłu
  • wzrost odporności fizycznej i psychicznej

warsztat rozwoju osobistego

3. Naucz się medytacji- czyli jak to robić?

Medytować możesz, kiedy masz na to czas, chociaż najlepsze rezultaty przynosi medytacja  o stałej, określonej porze w ciągu dnia. Na przykład rano, zanim zaczniemy inne obowiązki. Na początek wystarczy zacząć od 15 minut dziennie, wykonując poniższe kroki:

  1. Usiądź na podłodze na macie lub na czymś innym wygodnym, po turecku
  2. Podłóż coś pod pośladki, tak, żeby były wyżej. Ja wykorzystuję np. zwinięty na grubo ręcznik
  3. By nie sprawdzać, co chwilę ile czasu już minęło (może być tak, ze będziesz mieć na to ochotę), ustaw sobie timer np. w telefonie. Niech poinformuje Cię, gdy upłynie zaplanowany czas.
  4. Przetestuj medytację z muzyką (do medytacji) oraz bez muzyki. Sprawdź, co Ci służy.
  5. Przyjmij wygodną i prostą pozycję kręgosłupa i zacznij odmierzać czas. Dłonie możesz położyć na kolanach. Sprawdź pozycję dłoni otwartą do góry.
  6. Skieruj całą swoją uwagę na swój oddech. Na proces WDYCHANIA powietrza nosem i WYDYCHANIA ustami. Po prostu bądź. I oddychaj.

4. Czego możesz się spodziewać w trakcie medytacji?

Pamiętaj, że medytacja to trening. Oznacza to więc, że im dłużej to robisz, tym będziesz mieć lepsze efekty i bardziej będziesz odczuwać dobrodziejstwa medytacji. To, co wydaje się być bardzo proste w instrukcji (usiądź i świadomie oddychaj) w praktyce, szczególnie na początku może stwarzać ci pewne trudności.

szkolenie warszwa

Naturalne rzeczy, których możesz się spodziewać w trakcie medytowania to:

  1. Twój umysł będzie chciał być zajęty. Dlatego naturalne jest, że prędzej czy później przez Twoją głowę będą przepływały różne myśli: co ugotować na obiad, co mam jeszcze do zrobienia, czy wysłałem tamtego maila. Uznaj, że to naturalne. Za każdym razem, gdy dostrzeżesz, że Twoja uwaga się rozprasza, łagodnie i ze spokojem kieruj ją na świadome oddychanie.
  2. Drugim zjawiskiem, które możesz dość szybko zaobserwować w czasie medytacji, to „protest” Twojego ciała. Prędzej czy później zacznie ono domagać się uwagi i „krzyczeć” – niewygodnie mi! boli! popraw się natychmiast! I w tym przypadku także pamiętaj, że to naturalne i jest ok. Zasada jest następująca: z jednej strony w medytacji nie chodzi o to, aby siedzieć długo w niewygodnej pozycji, z drugiej natomiast, zamiast – jak to robimy zazwyczaj – od razu reagować na sygnały płynące z ciała, przy pierwszej niewygodzie skierować swoją uwagę na oddychanie i poczekać ze zmianą dłużej niż zwykle. Chodzi o to, by nie reagować od razu, pobyć chwilę w tym doświadczeniu niewygody i zobaczyć, co wydarzy się dalej. Z zaskoczeniem możesz zauważyć, że doświadczane przed chwilą napięcie zmniejsza, się, znika lub ulega pewnej modyfikacji. Oczywiście, jeżeli nadal będziesz chciał zmiany pozycji, to to po prostu zrób.
  3. Po trzecie pamiętaj również, że na to, jak czujesz się w trakcie medytacji, naprawdę nie ma żadnej zasady. W zależności od dnia, Twojej kondycji, ilości spraw, które Cię absorbują, możesz doświadczać: cudownego spokoju w głowie lub przeciwnie: gonitwy myśli, większego spokoju w ciele lub przeciwnie: większych napięć. Trenuj w tym wszystkim AKCEPTACJĘ. Wewnętrzna zgodę, że czegokolwiek doświadczasz – wszystko jest właściwe i poprawne, że jest ok.

  4. I w końcu, w czasie medytacji bądź też przygotowany na to, że dziać się będą dziwne rzeczy z Twoimi postrzeganiem upływu czasu. Czasem będziesz mieć wrażenie, że 15 minut mija niezmiernie szybko, innym razem ten czas może Ci się dłużyć. To też jest naturalne i jest ok. W zależności od dnia możesz sobie ustawić timer na 10-15-20 minut, czasem zrobić sobie dłuższą medytację. Sprawdzaj, co najlepiej Ci służy. Rozwijaj się. Zalecane przez praktyków optimum, do którego możesz zmierzać, to 20 minut każdego dnia, dwa razy dziennie plus raz na tydzień dłuższa medytacja, np. 50 minut w weekend.

Co warto napisać na koniec? Pamiętaj, że wspaniałości i dobrodziejstw medytacji nie doświadczysz „na sucho”. MEDYTACJI NIE DA SIĘ ZROZUMIEĆ – można ją jedynie przeżyć i poczuć. Dlatego zacznij, daj sobie kilka dni – na przykład 7. Po tym czasie będziesz wiedzieć, o co chodzi i co dobrego Ci ona daje.

Szczerze polecam – naucz się medytacji, bądź szczęśliwy, żyj pełnią życia.

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.