Wpisy

życiowe cele

Koniec roku i początek kolejnego to dobra okazja, by podsumować to, co się wydarzyło w minionym czasie i planować kolejne miesiące.

W tym kontekście przygotowałam dla Ciebie zaskakująco skuteczne ćwiczenie, które pomoże Ci zrealizować życiowe cele.

Znalazłam je kiedyś gdzieś w sieci. Przyznaję, że do jego skuteczności podeszłam dość sceptycznie. Jednak zdecydowałam się przetestować jego działanie, wykonując skrupulatnie każdy element instrukcji i przyznaję, że finalnie byłam niezmiernie zaskoczona pozytywnymi rezultatami, jakie ono przyniosło.

Najpierw pozwól, że wyjaśnię na czym ono polega, potem opiszę więcej, jak działa.

Instrukcja wykonania ćwiczenia jest całkiem prosta.

Otóż, Twoim zadaniem jest każdego dnia, przez 30 kolejnych dni, spisywać 10 swoich najważniejszych celów, jakie chcesz osiągnąć w najbliższym czasie. Spisanie celów zajmie Ci codziennie nie więcej niż 5-10 minut.

Jest jednak kilka warunków skuteczności tego ćwiczenia, które masz wziąć pod uwagę.

  • Po pierwsze, jeśli podejmiesz wyzwanie, by wykonać to ćwiczenie, podejdź do niego bardzo systematycznie. Wykonuj je codziennie przez wspomniane 30 dni.
  • Po drugie, sformułuj życiowe cele w czasie teraźniejszym, w formie dokonanej, jakby już się wydarzyły i były spełnione. Określaj je też konkretnie, w postaci maksymalnie mierzalnej.

Czyli na przykład, jeżeli Twój cel dotyczy Twojej wagi, sformułowania w stylu – „odchudzam się w 2021 roku” lub: „schudłam 5 kg” będą gorsze niż cel określony w takiej postaci:

„Jest 30 czerwca 2021 roku. Ważę 57 kg”

(gdzie 57 kg w momencie pisania celów było wagą pożądaną, którą chciałeś osiągnąć, a 30 czerwca datą, do której chcesz swój cel osiągnąć).

Inny przykład, gdyby Twój cel dotyczył finansów. Określenia „dostałem podwyżkę”, „zarabiam więcej” będą gorszym celem niż:

„Jest 30 grudnia 2021. Podpisałem już nową umowę. Moje wynagrodzenie wynosi 10 tys. PLN”

(gdzie 10 tys. jest kwotą, która określa, ile chcesz zarabiać).

Zatem, podsumowując: w tym ćwiczeniu określasz swoje życiowe cele w przyszłości, jakby były obecne i realizowane (bądź już zrealizowane), jakby były Twoją aktualną rzeczywistością, której już doświadczasz. Pozwól się ponieść marzeniom, śmiałym planom, temu, czego pragniesz. Zapisuj.

I jeszcze jeden warunek konieczny skuteczności ćwiczenia. Na końcu, każdego dnia, dopisz także takie zdanie:

„Spisałem swoje cele. Jestem konsekwentny.”

Jak napisałam wcześniej, wykonuj ćwiczenie przez 30 dni. Codziennie wypisuj konsekwentnie 10 swoich najważniejszych celów. I podejdź do ćwiczenia z życzliwą otwartością. Nie musisz wierzyć w jego skuteczność. Po prostu sprawdź, jak zadziała u Ciebie. Zaufaj swojej skuteczności i potędze podświadomości, która będzie Twoje działania skupiać na dążeniu do realizacji tego, co sobie określiłeś.

I jeszcze jedno, jeżeli z dnia na dzień Twoje życiowe cele będą się w pewnym stopniu modyfikowały, to to też jest ok. Podążaj za tym, co podpowiada Ci Twoja intuicja. Po 30 dniach, gdy się rozćwiczysz i uczynisz pisanie swoim standardem – zakładam, że po prostu sam będziesz chciał kontynuować przez kolejny miesiąc.

Daj też temu projektowi i swojej skuteczności czas i wtedy, jak napisałam wyżej, będziesz pozytywnie zaskoczony tym, co się wydarzy!

A więc: kiedy dokładnie zaczynasz? 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
5 języków miłości

Dr Gary Chapman, autor znanego poradnika dla małżeństw „Pięć języków miłości”,  wyróżnił w swojej książce 5 podstawowych działań naszych i naszego partnera, które sprawiają, że czujemy się w związku kochani. Na podstawie badań okazało się, że większość ludzi wyraża i interpretuje miłość na te same pięć sposobów. Tak właśnie zostało wyróżnionych 5 języków miłości.

Aby wyjaśnić, na czym języki miłości polegają, najpierw przykład (z życia wzięty) 🙂

Żona mówi z żalem do męża:

Już mnie nie kochasz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przytuliłeś mnie na dzień dobry!

Mąż ze zdziwieniem wykrzykuje:

Jak to nie kocham?!? Przecież kupuję ci kwiaty i wymieniam opony w twoim aucie!

Zanim przeczytasz więcej o 5 językach miłości, zrób krótkie ćwiczenie. Zrozumiesz, jakimi językami miłości mówisz.


Oto ćwiczenie:

Pomyśl o bardzo bliskiej Ci osobie.

Zastanów się przez chwilę nad tym, skąd wiesz, że ta osoba cię kocha.

A teraz dokończ poniższe zdania trzema spontanicznymi zakończeniami, określającymi, co ta osoba takiego robi, że Ty jesteś przekonany o jej miłości do Ciebie.

Wiem, że ta osoba mnie kocha.

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Gdy masz już swoje własne odpowiedzi, poznaj 5 języków miłości i sprawdź, w które konkretnie wpisują się Twoje odpowiedzi.


5 języków miłości

Oto krótkie opisy wszystkich języków.

  • Słowa czyli wyrażenia afirmatywne. Czujemy się kochani, gdy słyszymy od kogoś słowa wsparcia, pochwały i docenienia. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Gdy mówi mi często, jak wspaniale wyglądam, że wierzy we mnie że dam radę.
  • Dobry czas. Potrzebujemy spędzać z ukochanym jak najwięcej czasu – wspólne spacery, jedzenie posiłków, rozmowa przy kawie. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po tym np., że wspólnie ogląda ze mną filmy, jedzie na wakacje, idzie na spacer.
  • Prezenty i niespodzianki. Nie chodzi tu o materializm, a o małe gesty, które są dowodami miłości. Liściki z wyrazami uczuć, drobne prezenciki czy kwiatek. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Nawet ze zwykłych zakupów potrafi przynieść niespodziewanie coś, co lubię.
  • Drobne przysługi. Robimy coś dla partnera. Czego on nie umie, nie lubi, nie ma czasu. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po takich gestach jak np. odebranie marynarki z pralni, wymiana wspomnianych wcześniej opon, kanapka do pracy.
  • Dotyk, przytulanie, pocałunki. Trzymamy się za ręce, całujemy i przytulamy, kiedy tylko pojawi się okazja. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Mój partner głaszcze mnie, przytula, jesteśmy w ciepłym kontakcie fizycznym.

Warto być otwartym na wszystkie 5 języków i świadomym, które z nich są najważniejsze dla bliskich nam osób, którym chcemy okazywać miłość.

Jeśli nie jesteśmy tego świadomi, możemy bardzo się starać okazać, jak bardzo zależy nam na drugiej osobie. Jeśli jednak nie robimy tego w sposób, który do niej przemawia, osiągniemy efekt, jakbyśmy mówiąc tylko po angielsku rozmawiali z kimś, kto posługuje się wyłącznie chińskim.

Jeśli chcesz mieć pewność, który z wymienionych języków dominuje w Twoim przypadku, możesz także rozwiązać test online w języku polskim TUTAJ lub na oficjalnej stronie anglojęzycznej TUTAJ.

Polecam też podsunięcie testu bliskiej Ci osobie. A potem porównanie wyników i ustalenie, co dla kogo jest najważniejsze – które dwa języki najbardziej się liczą dla każdego z Was.

Co ciekawe, swoim życiowym partnerom możemy nieświadomie przypisywać te języki miłości, które są ważne dla nas. Dlatego warto zaciekawić się, jak jest naprawdę i wymienić się wynikami testu.

I przygotujcie się na niespodzianki 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

reagowanie

Jednym z wyzwań menedżerów zarządzających zespołami jest REAGOWANIE na zachowania podwładnych.

Reagować? Nie reagować? A jeśli tak, to w jaki sposób, by z jednej strony zadbać o to, czego potrzebujemy, z drugiej o swój wizerunek, z trzeciej jeszcze, o relację i o to, by nie zostać posądzonym o „czepianie się”?

Dylematy czy i jak reagować, dotyczyć mogą realizacji zleconych zadań, jakości pracy, terminowości, ale też takich kwestii jak atmosfera w zespole. W trudnych sytuacjach pojawia się pokusa przemilczenia, bierności, udawania, że szef nie wie i nie widzi, co się dzieje.

Temat tego, w jaki sposób sygnalizować podwładnym, że szef oczekuje innych zachowań pojawił się ostatnio podczas jednej z sesji coachingowych z Martą – menedżerką, z którą pracujemy nad obszarami pewności siebie w zarządzaniu. Marta jest szefową na Polskę dużej, międzynarodowej firmy z branży spożywczej. Często ma wrażenie, że pracownicy, którzy nie realizują zadań na czas, a jakość ich pracy nie jest zadowalająca, często spędzają swój czas na zajęciach niekoniecznie związanych z pracą.

„Pracujemy obecnie hybrydowo, dwa tygodnie z domu, dwa z biura. Będąc w biurze, często słyszę, jak nawet kontaktując się zdalnie z osobami na home-office, pochłaniają ich rozmowy na prywatne tematy, żarty. Obserwuję, że trudno im skupić się na pracy, często też robią sobie przerwy na kawę czy papierosa” – opowiadała.

Widzę to wszystko, a jednak nie umiem zebrać się w sobie, by przeprowadzić z nimi na ten temat rozmowę. Gdy zaczynam o tym myśleć dopada mnie mnóstwo wątpliwości. Czy naprawdę widzę to, co widzę? A może przesadzam? Przecież czasy trudne, muszą jakoś rozładowywać stres.. Czy jeśli wezwę kogoś na rozmowę, nie pogorszę sytuacji? Jak zrobię dalej, jeśli pracownik na moje uwagi zareaguje złością lub zaprzeczeniem?

Co wobec tego warto robić w sytuacji, gdy nie odpowiada Ci zachowanie podwładnych?

Jeśli zarządzasz zespołem i dopadają się podobne wątpliwości, pamiętaj, że przede wszystkim warto reagować. Bo Twój brak reakcji oznacza zgodę i akceptację na określone zachowania. Czyli: jeśli nie reagujesz, to AKCEPTUJESZ.

Jeżeli więc oczekujesz pozytywnych zmian w swoim zespole i zależy Ci na budowaniu morale, opanuj obawy, przygotuj się do rozmowy i podejmuj niewygodne tematy. Rozmawiaj z podwładnymi i reaguj.

Dodatkowo, szczególnie obecnie, przy pracy zdalnej (w pracy w biurze to także zawsze się sprawdzi najlepiej) – umawiaj się z podwładnymi na wyniki i określone rezultaty.

Łatwiej jest rozliczyć ludzi z ustalonych ilości (odebranych telefonów, wystawionych dokumentów, załatwionych maili) niż z efektywnego/nieefektywnego wykorzystania czasu. Jeśli będą realizować przydzielone zadania i wywiązywać się z pracy, będziesz mieć informację, że dobrze zarządzają własnym czasem i skutecznie układają obowiązki, jakie mają do wykonania.


Jeśli chcesz nauczyć się, jak rozmawiać z podwładnymi, by robić to z szacunkiem, i równocześnie realizować cele organizacji, zapisz się na profesjonalne i bardzo praktyczne szkolenie „Trudne rozmowy z pracownikami”.

Opracowujemy i ćwiczymy uniwersalne scenariusze rozmów z pracownikami. Szkolimy pod okiem trenera z wieloletnią praktyką w zarządzaniu zespołami sprzedaży i obsługi Klienta. Warsztat przeznaczony jest dla menedżerów każdego szczebla, którzy chcą nauczyć się, jak reagować i prowadzić skutecznie i z pewnością siebie trudne rozmowy z pracownikami. Zapraszamy! Najbliższa grupa ONLINE już 9 grudnia.

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
asertywność kobiet

Fala protestów, jaka przelewa się przez nasz kraj, łączy się w szczególny sposób z tematem asertywności. Dlatego też zdecydowałam się poruszyć temat protestowania, wyrażania swoich emocji, stereotypów względem płci w odniesieniu właśnie do asertywności.

Zacznijmy od samej definicji – czym właściwie jest asertywna komunikacja?

Asertywna komunikacja jest, wbrew obiegowym opiniom, takim rodzajem relacji ze światem, w którym dbamy o siebie i swoje granice na równi z dbaniem o innych. W asertywność wpisuje się szacunek, jaki okazujemy sobie i innym. W asertywność wpisuje się także akceptacja dla odmienności, odmiennych poglądów, odmiennego zdania.

Warto też nadmienić, że asertywność nie jest tylko odmawianiem i umiejętnością mówienia NIE, chociaż – znowu – funkcjonują takie obiegowe opinie. Umiejętność odmawiania wpisuje się w asertywność, jest jednak tylko jej częścią.

Na szkoleniach i w pracy indywidualnej z moimi klientami słyszę też często, że asertywność kojarzona jest z egoizmem i dbaniem tylko o siebie. Otóż nie, jak wspomniałam wcześniej, w asertywność wpisana jest duża uważność i wrażliwość na innych. Ale w połączeniu z uczciwym dbaniem także o siebie.

Wychowanie a asertywność kobiet

Znacie to sformułowanie, kierowane do dziewczynek i kobiet: „Uśmiechnij się, złość piękności szkodzi”? Rozważając modele wychowywania w zależności od płci dziecka, chociaż to się przez lata poprawia, i tak dziewczynki w naszym kraju są bardziej wychowywane na uległość: na bycie grzecznymi, ustępującymi innym, nie okazującymi emocji, uśmiechającymi się, niezależnie od tego, że w środku aż kipią z emocji. Chłopcy z kolei wychowywani są na silnych i walczących, bez okazywania słabości – czyli w konsekwencji bardziej poddawani są treningowi na zachowania agresywne (powiedzenie do chłopców: „Co będziesz płakał? Baba jesteś?”).

Na nasze umiejętności asertywnej komunikacji (i na ich brak) wpływa też szkoła, która w tradycyjnym modelu kształcenia i wychowania promuje raczej uległość i posłuszeństwo wobec tych, którzy mają władzę i przewagę.

Jak to potem wpływa na dorosłe życie?

Edukacja w duchu wspomnianej tu szkoły tradycyjnej ma wpływ na życie i funkcjonowanie dzieci, gdy dorosną. Osoby tak ukształtowane niosą w sobie model zachowań uległych, ale także model, który mówi, że ten, kto jest silniejszy, wygrywa, decyduje, rządzi. Nie ma tu szacunku dla potrzeb każdej ze stron, jest trudność w odmawianiu, dbaniu o siebie, wyrażaniu własnego zdania.

Wychowywanie dziewczynek na grzeczne, ułożone, uśmiechnięte i zawsze ustępują, niesie za sobą konsekwencje tego, jak funkcjonują potem w dorosłym życiu. Kobiety takie nie wiedzą, że mają prawo chcieć, mają prawo się nie zgodzić, mają prawo odmówić i zadbać o siebie. Kobiety takie mogą latami żyć w przekonaniu, że to one odpowiadają za obowiązki domowe, gotowanie, wychowanie dzieci. Może być tak, że nie potrafią tego zakwestionować, poddać w wątpliwość, oddać odpowiedzialności np. swojemu partnerowi, mężowi.

Kobiety w więzieniu, które szkoliłam z kompetencji społecznych, a które są osadzone za ciężkie często przestępstwa, to niejednokrotnie ofiary wieloletniej przemocy domowej.

Zresztą dla osadzonych temat asertywności ma dwa wymiary – do jakiego stopnia można być asertywną w środowisku, w którym żyje się obecnie. Oraz wymiar drugi – jak korzystać z asertywności po wyjściu na wolność. Praca z nimi dobitnie pokazała mi, że temat asertywności wobec siebie i wobec innych jest ważną kompetencją społeczną, którą absolutnie warto nabyć i doskonalić.

Z drugiej strony, nowoczesne szkoły, a takie znam, nastawione są na dialog, debatę, zaciekawienie innym punktem widzenia, wartością tego, że ludzie są różni. W takim wychowaniu jest zgoda na odmowę, na inne zdanie, na negocjowanie, szukanie rozwiązań, by godzić potrzeby różnych stron.

Czasem możemy słyszeć głosy, że model edukacji opartej na asertywności, pozwalający dzieciom pytać, kwestionować, odmawiać jest niebezpieczny, niesie za sobą ryzyko wykształcenia dzieci, które nie mają granic, zahamowań, są roszczeniowe itd. Aby uspokoić takie głosy warto rozumieć, że brak granic i wymagań wobec dzieci to jedno – to faktycznie może rodzić zagubienie u dziecka i nieumiejętność funkcjonowania z innymi. Czymś innym jednak jest rozumienie, że każdy człowiek jest odrębną jednostką i ma swoje granice, które należy szanować.

W asertywnej debacie dziecko uczy się wrażliwości na granice innych i rozumienia, co byłoby ich naruszeniem. W asertywnym funkcjonowaniu osoba potrafi zauważyć, że ktoś narusza jej granice i umie konstruktywnie zareagować, by zadbać o siebie. Edukacja dzieci nastawiona na takie postrzeganie relacji jest jak najbardziej pożądana.

Także podsumowując, na moich szkoleniach odpowiedzi na pytanie „Jak komunikować się asertywnie” – szukają kobiety, mężczyźni, rodzice, nastolatkowie, szefowie i podwładni. Ludzie w naprawdę różnych kontekstach życia zawodowego i prywatnego.

Chcemy wiedzieć, jak odmawiać rodzicom (bo mogą wpływać na nasze życie nawet, gdy  jesteśmy już dorośli), jak konstruktywnie wyrażać swoje niezadowolenie wobec partnera, jak komunikować się z dziećmi, przyjaciółmi, jak zwrócić uwagę nieznajomej osobie w sklepie, która stanęła przed nami bez kolejki, jak zwrócić uwagę podwładnemu, że nie podoba się nam, że się spóźnia, jak odmówić szefowi? – to pytania, na które szukają odpowiedzi uczestnicy moich szkoleń, warsztatów i spotkań indywidualnych. A wszystkie te pytania i odpowiedzi wpisują się w ramy asertywnej komunikacji.

Język protestów a asertywność

Często granica między asertywnością a agresją jest, jak lubię to nazywać, „koronkowa”- bardzo subtelna. Czasem to samo zdanie, wypowiedziane innym tonem, z asertywnego zmienia się w agresywne lub uległe. Koncepcja asertywności wskazuje, że to, czy dany przekaz jest asertywny czy agresywny, zależy też od intencji mówiącego.

Herbert Fensterheim, doktor psychologii i profesor psychiatrii, który zajmował się tematem asertywności w relacjach międzyludzkich, powiedział dwie ważne rzeczy w kontekście asertywności:

„Masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie – nawet jeśli rani to kogoś innego – dopóki twoje intencje nie są agresywne, lecz asertywne.

Oraz:

„Jeśli masz wątpliwości, czy dane zachowanie jest asertywne, sprawdź, czy choćby odrobinę zwiększa ono Twój szacunek do samego siebie.”

Tak więc, jeśli komunikuję coś, mając intencje asertywneobrony własnych granic, zaznaczenia, że ktoś istotnie narusza moją prywatność, a do tego jeśli to, co robię, zwiększa mój szacunek wobec samej siebie, to tak – wpisuję się w asertywność.

W kontekście tematu asertywności, można by zadać sobie także pytanie, czy słowo, które pojawiło się w ostatnim czasie na plakatach (wypierdalać), jest asertywne.

Odpowiadam, że nie. To słowo jest agresywne. Ale równocześnie warto tu dodać coś jeszcze, uzupełniając wiedzę nieoczywistą o asertywności.

Funkcjonuje społecznie taki mit, że zawsze trzeba być asertywnym.

To nie jest prawda. Asertywność to wybór. I są sytuacje, gdy wybór innej strategii, np. uległości lub agresji oraz zachowania nieasertywnego ma uzasadnienie i będzie po prostu bardziej adekwatny do danej sytuacji.

I na koniec warto pamiętać…

Temat asertywności jest tematem wymagającym, żeby nie powiedzieć, trudnym. Wiąże się z relacjami z innymi, z troską o utrzymanie, często bardzo dla nas ważnych, relacji. Asertywność niesie też dylematy, jak się zachować, by pozostać w relacji, budzi strach i obawy o to, co będzie, gdy przestaniemy być mili i powiemy, że coś się nam nie podoba.

W poszukiwaniu asertywnego „środka” balansujemy między troską o własną autonomię i troską o przynależność do społeczności.

Asertywności warto uczyć się cały czas – dlatego na naszym blogu regularnie piszemy na ten temat, odpowiadamy na pytania, poruszamy najważniejsze zagadnienia.

 

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

żąl i uraza

Negatywne doświadczenia, takie jak żal i uraza do kogoś, mogą nas trzymać w swoim uścisku latami. A że żal i urazę karmimy swoimi myślami, swoją własną energią, często niewiele tej energii pozostaje nam na radość życia, cieszenie się tym, co mamy i czego doświadczamy na co dzień. Nawet gdy ktoś nam radzi „Odpuść, wybacz, zapomnij!”, najczęściej reagujemy irytacją, zasłaniamy się tym, że inni nas nie rozumieją.

Wbrew temu, co nam służy, w tej niewygodnej sytuacji chowania urazów potrafimy się na stałe „rozgościć”. I dzieje się tak, pomimo że przeżywanie bez końca tych samych zdarzeń z przeszłości rani nas samych, wpływa negatywnie na naszą energię, relacje ze światem, na nasz komfort życia. Dlatego na szkoleniach uczę Uczestników, że w życiu warto umieć wybaczać. Wybaczać sobie i innym. I podkreślam, że wybacza się „dla siebie”, z myślą o sobie i dla swojej siły i jakości życia.

Rozmowę o tym, czym są długoletni żal i uraza oraz o roli wybaczania, miałam okazję prowadzić niedawno podczas sesji coachingowej z Anną, moją klientką. Anna to dojrzała kobieta, po 50-tce, która pracowała w czasie sesji z tematami swojej relacji z mężem.

Zwróciło moją uwagę, że Anna dość wytrwale pomijała w swoich relacjach to, jak układa jej się obecnie w związku z mężem, a wspominając o swojej sytuacji małżeńskiej nawiązywała do pewnego zdarzania sprzed ok. 20 lat (tak, dwudziestu!).

Jej mąż w tamtym czasie bardzo ciężko i niespodziewanie zachorował na serce. Wylądował w szpitalu. I jak na początku bywa, chorym interesuje się każdy, z czasem bliskich i znajomych w szpitalu pojawiało się mniej. Za to moja Klientka trwała przy mężu, jak przy małżeńskiej przysiędze „na dobre i złe”. Odwiedzała go, opiekowała się nim, dodawała otuchy, dotrzymywała towarzystwa. Jednego dnia, jak opowiadała Anna, bardzo spieszyła się do domu. Ich wspólne dzieci, wtedy jeszcze całkiem małe, zostały tego dnia same w domu. I w czasie tej wizyty, gdy chciała już biec na pociąg do ich miasta, mąż błagalnym tonem poprosił, aby została z nim jeszcze chwilę dłużej. Anna została, pojechała następnym pociągiem.

Historia choroby zakończyła się szczęśliwie, mąż stanął na nogi, wrócił do domu, z czasem do pracy. Można by powiedzieć, że wszystko wróciło do normy.

Ale nie do końca…

W czasie naszej rozmowy, Anna, opowiadając tę historię, była naprawdę rozgoryczona. „Wyobraża to Pani sobie?!?”– pytała mnie retorycznie podniesionym głosem – „Małe dzieci były same w domu, a on myślał wtedy tylko o sobie! Zostałam wtedy w szpitalu, a nigdy, ale to nigdy mi za to nawet nie podziękował!”

„Tak jakby to było takie oczywiste”– kontynuowała – „A przecież nie było! Wymagało ode mnie wyrzeczeń, pracy, było mi naprawdę ciężko. Też potrzebowałam wsparcia. A on wtedy myślał tylko o sobie i swojej chorobie! Takim był egoistą! A chociaż proste słowo „Dziękuję” wiele by zmieniło” – zakończyła z żalem w głosie.

Moja Klientka nigdy nie zdecydowała się na rozmowę z mężem. „Dziś, po 20 latach, nawet gdybym powiedziała mu o swoich uczuciach, to nic już by to nie zmieniło. Nie potrafię mu wybaczyć, że wziął mnie wtedy za pewnik”. I tak relację tej kobiety z mężem od wielu lat przepełnia żal i uraza.

Kto w tej relacji został tak naprawdę ukarany? Kto cierpiał?

Mąż, który nie wiedział, że 20 lat temu sprawił tak wielką przykrość małżonce czy Anna, u której stare wspomnienia są wciąż żywe i patrząc na męża, często myśli tylko i wyłącznie o tym, jak ją zranił wiele lat temu? Dawny żal i uraza powodują w niej złość, złość przekłada się na sposób, w jaki rozmawia z mężem, nie dostrzega pozytywnych oznak jego miłości, troski i wkładu w małżeństwo i tak błędne koło się zamyka.

Skoro chowanie urazy, żal negatywnie wpływają na nas samych, to jak to się dzieje, że z własnej woli możemy w niej tkwić np. 20 lat?

Trzymanie się naszych negatywnych doświadczeń, wracanie do nich, przeżywanie ich na nowo, można porównać do rozdrapywania gojącej się rany. Sprawia nam to ból, czemu więc to robimy? Bo lubimy się trzymać się rzeczy, sytuacji i okoliczności, które znamy, nawet jeśli są dla nas nieprzyjemne. „Wygoda” polega na tym, że wszystko to już się wydarzyło, bezpiecznie jest rozpamiętywać, że np. mąż nie podziękował, najlepsza przyjaciółka zdradziła, dziecko oszukało.

Czasem może też być tak, że negatywne doświadczenia z przeszłości chętnie wykorzystujemy do uzasadnienia tego na co się nie decydujemy w teraźniejszości. Pamiętasz tę paskudną rzecz, którą ktoś wyrządził ci lata temu? Przed czym Cię to powstrzymuje? Przed rozmową, spotkaniem z rodziną, przed budową nowego związku, przed poszukaniem lepszej pracy? Prawda jest taka, że jeżeli nie potrafisz wybaczyć, przeszłość staje się częścią twojej teraźniejszości i działa przeciwko tobie. Zabiera energię, hoduje negatywne emocje, okrada ze szczęścia.

Jeśli umiesz wybaczyć, energię marnowaną na chowanie urazy wykorzystasz na pozytywne aspekty swojego życia, na jego wzbogacanie.

Wiesz, jak możesz to zrobić?

Oddziel przeszłość od teraźniejszości. Mam swoją własną metaforę życia jako długiej, piaszczystej drogi, którą widzę w środku ciepłego, słonecznego lata. Na poboczach mojej drogi (życia) rosną polne kwiaty (głównie rumianki i niebieskie chabry), także chwasty i nierównej wysokości trawa. Będąc w tej metaforze – zostaw przeszłość w przeszłości. Zamiast nieść ją na plecach, odłóż ją na poboczu swojej drogi. Niech przeszłe wydarzenia, żal i uraza zostaną tam, gdzie ich miejsce.

Naucz się myśleć o dawnych urazach w taki sposób: nawet jeżeli ktoś zrobił nam kiedyś coś bardzo marnego, zrobił maksymalnie wszystko, na co było go wtedy stać. Gdyby mógł zrobić w tamtym czasie więcej, pewnie by zrobił. Ale nie zrobił. Zostawiaj życiowe balasty na poboczu, w przeszłości. I co ważne: pamiętaj, że to, że wybaczasz, nie znaczy, że akceptujesz. Ale że wybaczasz. Bo wybacza się dla siebie i swojej życiowej siły.

Anna, moja klientka, po rozmowach ze mną, w końcu wybaczyła swojemu mężowi tamte zdarzenia z przeszłości. Spojrzała szerzej na ich relację i jego rolę w rodzinie przez te wszystkie lata. Dostrzegła, jakim był ojcem. Jak dbał o nich, zabierał dzieci na wakacje, gotował obiady, pomagał. Dostrzegła w końcu, że na emeryturze troszczył się też z miłością o wnuki, pilnował ich, wychowywał, opiekował się. Był na każde zawołanie dzieci i wnuków. I nigdy nawet słowa nie powiedział, nigdy na to nie narzekał. Anna uświadomiła sobie, że nie wprost przez słowo „dziękuję”, ale przez wiele swoich uczynków okazał wdzięczność żonie i oddanie rodzinie.

Temat wybaczania jest ważnym zagadnieniem, poruszanym przeze mnie także podczas warsztatów rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”. Jeśli chcesz go zgłębić, przepracować urazy z przeszłości, by iść dalej wolnym i silnym, zapraszam na warsztaty. Na nich się tego nauczysz.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

ktoś cię obraził

Mam znajomą, która kilka miesięcy temu dostała na swoje urodziny od męża trzymiesięczny karnet na siłownię. Z uśmiechem otworzyła prezent i….

po chwili uśmiech zniknął z jej twarzy…. Spojrzała na swojego męża tężejącą z sekundy na sekundę miną i…

…co było dalej, możecie sobie pewnie wyobrazić. Cóż, najbardziej dyplomatycznie mówiąc, dość dobitnie dała wyraz temu, że prezent jej się nie spodobał.

Temat był dla niej na tyle istotny i żywy, że jeszcze kilka tygodni po tym wydarzeniu w rozmowach ze mną do niego wracała. Rozmawiałyśmy, przyglądając się, co tak naprawdę się wydarzyło i skąd u niej aż takie emocje.

No właśnie, skąd u niej aż takie emocje?

Gdyby popatrzeć na to wydarzenie zupełnie z zewnątrz, obiektywnie i sprowadzając je do faktów, moja znajoma otrzymała od męża papierowy kartonik zapisany tekstem. To, co wydarzyło się dalej, po przeczytaniu treści „kartonika” i zorientowaniu się, co jest prezentem, zadziało się bardzo szybko i było ciągiem myśli – interpretacji tego zdarzenia i reakcją emocjonalną mojej znajomej.

Jakie myśli przewinęły się przez jej głowę w chwili, gdy otrzymała prezent?

Przypuszczalnie, było to coś w stylu:

  • Mąż chciał mnie obrazić!
  • Chciał powiedzieć, że jestem za gruba!
  • Uważa, że powinnam chodzić na siłownię!
  • Chciał mi dogadać!
  • Nie jestem atrakcyjna dla męża!

Za tymi automatycznymi myślami uruchomiły się emocje – najszybciej złość (na męża), może też wstyd (przed sobą), dalej żal (do męża), strach…

Gdy moją znajomą zalały emocje, uruchomiło to jej dalsze zachowania – powiedziała (a bardziej: wykrzyczała) w złości mężowi, co o tym myśli, w ich relacji coś się na tamtą chwilę zmieniło.

Jak to możliwe, że osoba dostaje karnet na siłownię i czuje tak dużą presję, że krzyczy na darczyńcę? Jak to możliwe, że prezent może zepsuć aż tak bardzo humor?

Przyjrzyjmy się temu zdarzeniu z dwóch perspektyw: zarządzania emocjami i umiejętności myślenia asertywnego.

My, ludzie, stresujemy się w życiu, gdy czujemy, że nie mamy wyboru. Frustracja nam rośnie, gdy czujemy, że nie mamy wpływu na daną sytuację. Tak było w przypadku mojej znajomej. Jasne, że otwarcie prezentu i gwałtowną reakcję znajomej dzieliły sekundy, wydarzyło się wszystko szybko i nieświadomie. Jednak w tym krótkim zdarzeniu akcja-reakcja, uznała ona, że pójście na siłownię zostało jej narzucone, że ona nie ma wyboru. Że będzie MUSIAŁA pójść ćwiczyć.

Odnosząc się do asertywności – moja znajoma odebrała sobie co najmniej klika asertywnych praw. Oto kilka, wydawać by się mogło, oczywistych myśli, które mogłyby ją w tamtej sytuacji wesprzeć i umocnić, a w rezultacie zainicjowałyby inną reakcję na prezent:

„Mam przecież prawo wyglądać jak chcę”

„Mam prawo według własnego uznania dysponować własnym czasem”

„Mam prawo wybierać, czym chcę się zajmować w swoim wolnym czasie”

„Mam prawo do swojego stylu dbania o zdrowie”

„Mój mąż mnie kocha i chce dla mnie dobrze.”

Co więcej, gdyby zamiast myśli automatycznych i własnej interpretacji, co mąż chciał prezentem wyrazić, zapytałaby go o jego intencje. Wtedy, być może, dowiedziałaby się, że jej partner, który regularnie chodzi na siłownię pomyślał, że to byłaby dobra okazja do spędzania wspólnie czasu? Lub, że usłyszał kilka tygodni temu, jak mówiła, że chciałaby coś zrobić ze swoją aktywnością sportową?

A co, gdyby zapytany, faktycznie powiedział, że chciał zasugerować, żeby zrzuciła kilka kilogramów?

Gdyby w takiej sytuacji umiała myśleć w sposób asertywny, miałaby jasność, że ma prawo decydować i wybierać, jak żyć. Takie myślenie sprawiłoby, że nawet jeśli zrobiłoby jej się przykro w tej sytuacji, umiałaby zareagować w inny, spokojniejszy i bardziej konstruktywny sposób. Z korzyścią dla siebie i dla relacji z mężem.

Mogłaby wtedy, na przykład, powiedzieć do męża: „Jestem bardzo zaskoczona takim prezentem. Zastanowię się i zdecyduję, czy chcę chodzić na siłownię.”

Myślisz, że trudno jest spokojne reagować, gdy ktoś „nas obraża”? Że „są sytuacje, gdy się nie da”?

Viktor Frankl, austriacki psychoterapeuta, autor książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu” powiedział, że między bodźcem (czyli pewnym zdarzeniem w naszym życiu) a naszą reakcją na ten bodziec leży przestrzeń wolności wyboru jak zareagujemy. Że zawsze mamy wybór, więc że sekwencja wygląda tak:

Bodziec    >>>>   wybór jak chcemy zareagować   >>>>   reakcja

I chociaż czasem ta przestrzeń wyboru jest mała, niewielka, niezauważalna, to i tak zawsze jest. Rozwijając się, wzrastając, ucząc nowych zachowań, dostrzegania własnych myśli, rozumienia tego, co przeżywamy i co się z nami dzieje, możemy tę przestrzeń wyboru świadomie poszerzać. Zwiększać własne możliwości reagowania, dawać sobie wybór.

A więc, gdy ty także kolejny raz znajdziesz się w sytuacji „bez wyjścia” (np. gdy poczujesz, że ktoś cię obraził)weź najpierw głęboki oddech i powiedz sobie: „Mam wybór. Mam wybór, jak chcę zareagować.” A następnie skorzystaj z tego prawa. I oddychaj dalej świadomie, bo na to zawsze masz wpływ i to zawsze pomaga. 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Często martwimy się o to, co powiedzą (lub pomyślą) inni, a strach przed oceną powstrzymuje nas od działania, od decyzji, od robienia po swojemu. Należy (i warto) mieć świadomość i pogodzić się z tym, że zawsze, niezależnie od tego, co będziemy robić lub czego nie robić, znajdą się tacy, którzy nas skrytykują.

Podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę” bardzo często pojawia się wątek obaw i strachu przed tym, jak zareagują inni.

Ktoś zwleka z rozwodem, tylko dlatego, bo boi się reakcji rodziny. Ktoś od lat pozwala zrzucać na siebie nadgodziny, bo jest „lubiany” w pracy i nie chce tego zmieniać, stawiając na swoim. Spotykałam osoby, które od wielu lat odkładają marzenia o własnej firmie, bo słyszą od swojego partnera, rodziców, przyjaciół, że „powinni” mieć stabilną pracę i comiesięczny, stały dochód.

I chociaż czasami już jesteśmy świadomi, że jeśli nie wykonamy żadnego kroku, nic w naszym życiu się nie poprawi, to jednak lęk przed tym, co powiedzą inni jest zbyt duży, by podjąć działanie. Życie w takim poczuciu rezygnacji i niespełnienia, z biegiem czasu przepełnia nas poczuciem żalu, zmarnowanych okazji, zgorzknieniem.

W trakcie rozmów o strachu przed oceną pytam:

„Co może stać się najgorszego, gdy ktoś coś o Tobie pomyśli lub powie?”

Zazwyczaj okazuje się, że… nic się nie stanie. Czasami natomiast, ponieważ jako ludzie chcemy przynależeć. Najbardziej boimy się odrzucenia i wykluczenia z jakiejś społeczności. Ucierpi wtedy nasze ego.

Zatem, jak warto myśleć o strachu przed tym, co powiedzą inni?

Otóż, po pierwsze, w prawdziwych relacjach i związkach jest przestrzeń na inność, na akceptację drugiej osoby, otwartość na to, że ma swoje zdanie i swoją koncepcję na życie. Dlatego warto zadać sobie pytanie czy warto utrzymywać relacje, które nas ograniczają.

Z drugiej strony, w takich trudnych sytuacjach warto zainteresować się tym, co czujemy i głębiej zastanowić, skąd w nas strach przed tym, co pomyślą lub powiedzą inni?

Bo na przykład, ktoś wychowywał się w małej wiosce, w której poczucie przynależności lub wykluczenia były ogromnie ważne. Od wczesnego dzieciństwa był „ostrzegany”, jak ważne jest to, co powiedzą sąsiedzi. I teraz niesie w sobie taką koncepcję, podawaną z pokolenia na pokolenie i ma ją głęboko w sobie zakorzenioną. Należy wtedy zadać sobie pytanie, czy moje martwienie się o opinie innych ludzi jest wciąż adekwatne? Czy ma zastosowanie? Co najgorszego się może zdarzyć? Czy jednak strach mnie oszukuje i dyktuje wyobraźni scenariusze bez pokrycia?

Zazwyczaj obawy dyktowane strachem raczej wyolbrzymiają to, że inni ludzie o nas myślą i się nami przejmują.

W rzeczywistości ludzie zajmują się sobą, dbają o siebie i swoje potrzeby, a nie myślą o nas. Jeżeli trudno ci w to uwierzyć, odwróć myślenie. Zastanów się, ile czasu sam poświęcasz na myślenie o innych, a ile na myślenie o sobie. Wierz mi, każdy ma podobnie 😉

W martwieniu się, co powiedzą inni, warto też wziąć pod uwagę jeszcze jeden aspekt. Jeśli zaczynamy żyć pod dyktando innych, robiąc to, czego od nas oczekują, ale wbrew sobie, wchodzimy w układ, w którym konsekwencje życiowych decyzji przypadną nam, a nie naszym „doradcom”. Także warto mieć dystans do tego, jaki pomysł na nasze życie mają inni (przyjaciele, rodzice, najbliżsi).

Jak jeszcze można sobie pomóc?

Należy wiedzieć, czego się w życiu chce. Co się chce realizować, co jest ważne, jakie wartości nam przyświecają. Wtedy przestaje być tak ważne, co pomyślą lub powiedzą inni.

I po drugie – warto umieć uspokoić swoją głowę i swoje myśli. Umieć zatrzymać myśli katastrofizujące, karmiące strachem naszą wyobraźnię. Należy umieć oddzielać fakty od interpretacji i skupiać się wyłącznie na faktach.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
Czy zawsze należy być asertywnym

Czy zawsze należy być asertywnym? To pytanie, które zadaję Uczestnikom moich szkoleń i zawsze w tym momencie najpierw zapada cisza, pełna zastanowienia, a następnie zaczyna się interesująca dyskusja na ten temat. Jaka byłaby Twoja odpowiedź?

Czy zawsze należy być asertywnym? Podam Ci przykład, historię, jaką usłyszałam od Adama, jednego z Uczestników szkolenia poświęconego asertywności. Adam od lat boryka się z chorobą Hashimoto, powodującą niedoczynność tarczycy. Pomaga mu przestrzeganie ustalonej diety.

Od kiedy ustaliłem z lekarzem, by unikać produktów zawierających gluten i uczciwie się tego trzymam, mam lepsze wyniki badań i lepiej się czuję” – opowiadał na szkoleniu. „To jednak wyzwanie za każdym razem np. gdy wybieram się z kimś znajomym do restauracji i muszę tłumaczyć dlaczego zwracam uwagę na to, co jem. Ale nie jest tak źle – potrafią zrozumieć”- kontynuował.

Pewnego razu jednak Adam, wybrał się w odwiedziny do swojej, mieszkającej w innej części Polski, babci. Ta, uradowana, postawiła przed nim na stole jego ukochany deser z dzieciństwa – sernik z kruszonką.

Spojrzałem na ten talerz myśląc o tej całej mące z glutenem, a potem na uradowaną minę mojej babci, która była przekonana, że zrobiła mi przyjemność i przyznaję – w pierwszej chwili pomyślałem z konsternacją – co zrobić?

No właśnie, jak byś Ty zachował się na miejscu Adama?

Wyobraź sobie jeszcze, że byłeś niedawno na kursie asertywności, wiesz już sporo na temat swoich asertywnych praw i stawiania granic. Chcesz zadbać o siebie i o swoje zdrowie… I gdy spotyka Cię taka sytuacja – dopada Cię pytanie: Czy zawsze należy być asertywnym?

Uczestnicy, słuchający wtedy na kursie opowieści Adama, mieli dla niego różne odpowiedzi. Jedni odpowiadali, że nie zjedliby sernika, jeśli mieliby się potem źle czuć, odmówiliby babci. Inni oburzeni twierdzili, że w sumie to nic takiego, ten jeden raz zrobić babci przyjemność i zjeść, nawet jeśli potem nie czuliby się dobrze.

Jak postąpić w takiej sytuacji, pozostając w nurcie asertywności, czyli bycia ok wobec siebie i ok wobec innych?

Ku zaskoczeniu zebranych odpowiedziałam, że nie ma znaczenia jak postąpią – dużo ważniejsze jest to, czym będą się kierować jedząc bądź nie –wspomniany sernik 😉

Jeżeli czujesz, że masz wewnętrzną zgodę na to, by zjeść raz posiłek z glutenem (w to miejsce możesz wstawić cokolwiek innego) i zrobisz to, będąc wewnętrznie spójny (nie zmuszony i wbrew sobie) – to ta jednorazowa rezygnacja z diety wpisze się w nurt zachowania asertywnego.

Bowiem asertywność nie jest przymusem. Asertywność to wybór i wewnętrznie spójne decyzje.

 

Pamiętaj, że nie zawsze musisz się zachowywać asertywnie, by być asertywnym! We wszystkim tym chodzi o to, by Twoje asertywne i nieasertywne zachowania były zgodne z Tobą, byś czuł, że masz wewnętrzny wybór. Tymczasem zachowanie nieasertywne to takie, gdy wewnętrznie czujesz, że robisz coś wbrew sobie.

Gdy następnym razem babcia postawi przed Tobą talerz z sernikiem, przyjaciel poprosi Cię o pomoc w przeprowadzce lub sąsiadka, o zajrzenie do jej papużek w czasie wakacji, sprawdź ze sobą, a następnie, uczciwie wobec siebie, powiedz „Tak” lub „Nie”.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

 

zmiany

Skuteczne zmiany są trudne, to wiemy. Zastanawiałeś się jednak kiedyś, dlaczego? Jak to się dzieje, że tak często z naszych postanowień noworocznych, decyzji o rozpoczęciu diety, zakupie karnetu na siłownię czy kursu języka obcego, po paru dniach czy tygodniach zostaje tylko rozczarowanie i wyrzuty sumienia, że znowu się nie udało?… Otóż częstym powodem jest nasza tendencja do „świętowania” zmian!

Pomyśl o czymś, co miałeś w planach, ale nie starczyło Ci wytrwałości. A teraz przypomnij sobie, jak przygotowywałeś się do tej zmiany. Najczęściej przy decyzji o zmianie popadamy w pułapkę – zmiana to dla nas ogromne wydarzenie. Jedni o swoim postanowieniu opowiadają znajomym, rodzinie, piszą o planach w mediach społecznościowych. Inni szykują się do zmiany z rozmachem – np. wyznaczają datę rozpoczęcia diety czy kursu języka angielskiego na termin w przyszłości (od poniedziałku, od nowego miesiąca, od nowego roku). Inni kupują karnet na siłownię, a potem kolejne dni spędzają czas na dalszych zakupach – szukają stroju, butów, bidonu itd…

Każda z tych osób powie, że na swój sposób mentalnie przygotowuje się do zaplanowanej zmiany.

Tymczasem wszystkie te działania: planowanie, rozmowy o szykowaniu się do zmiany, myślenie o tym, zużywają bardzo dużo naszej energii. Jeśli za bardzo skupiamy się na rozpoczęciu działań, zapominamy, że będziemy tej energii potrzebować na później, gdy czar nowości i „miesiąc miodowy” opadnie, a pojawią się pierwsze wyzwania związane z motywacją i wytrwałością.

Jeżeli stracimy całą energię na starcie, to potem, gdy będzie nam potrzebna do kontynuacji, może okazać się, że mamy jej już bardzo mało lub nie mamy jej wcale. Blisko wtedy do tego, by zamierzone wyzwanie porzucić.

Jak temu zaradzić?

Pracując w coachingu z Klientami, którzy chcą wprowadzić w swoim życiu zmiany – lubię ten temat rozpatrywać z poziomu metafory biegów na określony dystans.

Zmiana to nie jest bieg na 60 metrów. Gdy mobilizujesz całą swoją energię, by przebiec krótki odcinek, zbierasz się, by jak najszybciej osiągnąć cel. Jednak zmiana życiowa trwa długo i przypomina zdecydowanie bardziej maraton. Dlatego też swoje siły rozłóż równomiernie i dodatkowo załóż, że im dłużej będziesz biec, tym więcej wyzwań związanych z energią będziesz mieć do pokonania i tym lepszej strategii potrzebujesz na ten czas. Warto więc już na początku rozłożyć swoje siły równomiernie.

Planujesz dietę? Zamiast radykalnie rezygnować ze wszystkiego i przerzucać się od razu na samą sałatę, zacznij od jednego zdrowego posiłku dziennie lub zmniejszenia porcji.

Chcesz zacząć żyć bardziej aktywnie? Nie inwestuj od razu w roczny karnet na siłownię i dodatkowo na basen, nie kupuj najdroższych butów do treningu. Spróbuj od 10 minut aktywności dziennie. Po prostu wyjdź przez próg własnego domu i pójdź na krótki spacer do parku. Zrobisz coś prostego, dostaniesz nagrodę w postaci satysfakcji i zyskasz motywację, by jutro powtórzyć to samo. Proporcja wysiłku do nagrody będzie bardzo motywująca.

Pamiętaj: Bardzo radykalne zmiany i skupianie się na nich „z wielkim rozmachem” powodują duże napięcie, zużywają mnóstwo energii, zastanawiamy się, czy damy radę, snujemy dalekosiężne plany. Gdy po kilku dniach przychodzi moment, że energia przygotowań maleje, a wkład wysiłku w wielki plan pozostaje taki sam, czujemy tak duże napięcie zmiany, że musi ono znaleźć gdzieś ujście. Dlatego po trzech dniach męczenia się z samą sałatą nagle złapiesz się na tym, że odreagowałeś przy tabliczce czekolady 😉

Pomyśl o zmianie, którą chcesz wprowadzić w swoim życiu od dawna i ciągle Twoje plany kończyły się porażką. A teraz weź długopis, zapisz co chcesz, oraz zastanów się, jaką pierwszą małą zmianę mógłbyś wprowadzić w tym temacie.  Zmodyfikuj swoje życie metodą małych kroków, na luzie, bez niepotrzebnego napięcia. Zacznij już dziś, od czegoś małego. I sprawdzaj, jak CI z tym będzie, co dalej. Pobiegnij w maratonie, zacznij powoli, dbaj o energię, a odniesiesz wspaniały sukces.

Powodzenia.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Gdy podejmuję temat asertywności czy to na szkoleniach, sesjach coachingowych czy w mediach społecznościowych, od różnych moich klientów słyszę stwierdzenia w takim stylu:

„Mój szef jest bardzo asertywny”, albo

„Mój mąż to dopiero potrafi być asertywny, też bym tak chciała”,

„Załamuję ręce, jak widzę, że moja mama kompletnie nie jest asertywna”.

Być może podobnie myślisz o sobie, swoim dziecku lub innych znanych Ci osobach – w kategoriach tego, jak bardzo są lub nie są asertywne.

I podobnie, jak wiele innych osób, postrzegasz temat asertywności w kategoriach zero – jedynkowych.

Czyli że ktoś jest lub nie jest asertywny, że to cecha,  którą się ma lub nie. Warto wiedzieć, że tak nie jest. Asertywność to nie cecha charakteru, asertywność to umiejętność.

Pamiętam bardzo ciekawą rozmowę sprzed kilku tygodni, z moją Klientką – Eweliną, na temat asertywności właśnie. W czasie tej rozmowy Ewelina opowiadała o swoich zdarzeniach z pracy i z domu, podkreślając co kilka zdań, jak bardzo NIE JEST asertywna.

Wiesz, ja wcale nie umiem zawalczyć o siebie. Kompletnie nie jestem stanowcza i asertywna. To straszne” – mówiła – „Co prawda, ostatnio, gdy moja córka poprosiła mnie o pożyczenie bluzki, którą bardzo lubię, powiedziałam jej, że się nie zgadzam. Bo wiesz- kontynuowała- problem w tym, że gdy ona coś pożycza, rzeczy nigdy nie wracają na swoje miejsce. Zawsze obiecuje, że odda, a potem, dopóki sama nie znajdę i nie upiorę pożyczonej, to jej nie mam. Dlatego tym razem było mi łatwiej powiedzieć córce „nie”, więc odmówiłam, ale tak poza tym NIE JESTEM wcale asertywna.”

A i jeszcze taka sytuacja…” – dodała po chwili – „Zwróciłam pewnemu facetowi uwagę w sklepie, po tym jak próbował stanąć przede mnie bez kolejki. Ale to już naprawdę wszystko”.

Słuchałam Eweliny i jej historii i pomyślałam, że tak mocno jest uczepiona myśli o tym, że NIE JEST asertywna, że całkowicie pomija lub pomniejsza znaczenie tych sytuacji, w których UMIE zachować się asertywnie.

Ewelina nie jest odosobnionym przypadkiem. Wiele osób uważa, że asertywność to cecha charakteru, którą się ma lub której się nie ma.

Co warto zrobić, by być bardziej asertywnym?

Przestań powtarzać: „Nie jestem asertywny”. Zamiast tego zacznij zwracać uwagę na sytuacje, w których umiesz postąpić asertywnie: zadbać o siebie, odmówić, powiedzieć, co wolisz, co Ci się nie podoba. Powiedz sobie: w tej sytuacji ZACHOWAŁAM SIĘ asertywnie. W tej byłam mniej asertywna.

Gdy myślisz o asertywności: na ile punktów oceniasz jej poziom u siebie – przydziel sobie punkty na skali od 1 do 10, gdzie 1 to mało asertywności, a 10 to dużo. Czyli na ile jesteś asertywny? Na 4? Może 5? A może 6 lub więcej?

Z doświadczenia wiem, że zdarzają się sytuacje, gdy trudno nam zachować się asertywnie. Gdy na przykład coś nowego nas zaskoczy. Jeżeli w pierwszym momencie nie zareagowałeś tak, jak byś tego chciał, fakt ten nie przekreśla jeszcze Twojej asertywności i tego, że w innej sytuacji, a może wobec innej osoby, zachowasz się asertywnie.

I na zakończenie tak a wskazówka: zawsze, gdy masz wątpliwości, czy w danej sytuacji zachowałeś się asertywnie, zadaj sobie pytanie Herberta Fensterheim’a, „guru” tego tematu:

 

„Jeśli masz wątpliwości, czy Twoje dane zachowanie było asertywne, sprawdź, czy chociaż odrobinę zwiększyło ono Twój szacunek do samego siebie.”

I będziesz wiedział.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.