Wpisy

„Dzieci są najważniejsze”, „Szanuj starszych”, „Co ludzie powiedzą”. Od dziecka uczono nas, że dobrze jest przy podejmowaniu decyzji najpierw wziąć pod uwagę dobro wszystkich innych. Dopiero na końcu swoje. Przecież inaczej postępują tylko egoiści… Czy aby na pewno?

W zasadzie każdego dnia stajemy przed takim wyborem i dylematem. Czy zrobić coś zgodnie z własnym przekonaniem, czy postąpić tak, by zadowolić innych. Zrobić coś pod innych. Gdzieś głęboko w nas mamy świadomość, że życie i robienie czegoś pod innych wiąże się z pominięciem swoich potrzeb. Tego co jest dla nas ważne.

Nazwijmy to wprost – poświęcanie się dla innych w długim okresie czasu prowadzi do ogromnego żalu, rozgoryczenia z powodu rezygnacji z siebie. Ostatecznie traci na tym nie tylko osoba, która się poświęca. Tracą też ludzie wokół, których żal, gorycz i pretensje także dotykają (na przykład dzieci, partnera życiowego).

Do refleksji nad tym tematem zachęciła mnie myśl, jaką niedawno przeczytałam.

Jeżeli zastanawiasz się, jak postąpić i czy podążyć za własnymi potrzebami, zrobić to, czego pragniesz i potrzebujesz, czy też poświęcić siebie dla innych, pamiętaj, że jesteś jedyną osobą, która zostanie z Tobą do końca życia.

W poświęcanie się dla innych wpisana jest nasza wewnętrzna obawa przed stratą i rozstaniem. Boimy się braku akceptacji, negatywnej reakcji, krytyki.

Tymczasem warto sobie uświadomić, że rozstania są w naturalny sposób wpisane w nasze życie.

Z przyjaciółmi czasem traci się kontakt. Dzieci się wyprowadzają, rodzice – czy tego chcemy czy nie – w końcu umierają, związki z czasem się kończą.

Jeżeli więc myślisz, jak postąpić i kogo wybrać, pomyśl, że warto wybrać siebie, postąpić według własnych potrzeb. To ty odpowiadasz za siebie, swoje życie i szczęście. I tylko ty będziesz ze sobą do ostatniego dnia swojego życia. Także – to twoja bardzo ważna relacja. Z samym sobą.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Każdego dnia, w każdej chwili, w naszym codziennym życiu, nieprzerwanie toczy się w nas wewnętrzny dialog, gonitwa myśli o tym, co się dzieje, jak postrzegamy napotykane zdarzenia, co o nich myślimy i jak postrzegamy w tym wszystkim samych siebie.

Część z tych myśli jest pozytywna lub neutralna. I to jest ok. Mamy jednak także takie myśli, które są ocenami, interpretacjami i niepochlebnym dialogiem o nas samych. Im częściej i więcej myślimy źle o sobie, tym bardziej utrwalamy schemat takiego myślenia i osłabiamy tym sposobem siebie.

Na przykład nie zdążyłeś z czymś na czas, ktoś obtrąbił Cię bo zagapiłeś się na drodze, zjadłeś pączka, choć umówiłeś się ze sobą, że jesteś na diecie, puściły Ci nerwy i nakrzyczałeś na swoje dziecko.

Być może po tych zdarzeniach pojawiają się w Twojej głowie takie myśli:

„Nic mi się nie udaje”

„Jestem beznadziejnym kierowcą”

„Znowu poniosłem porażkę” / „Nigdy nie dotrzymuję postanowień”.

„Jestem beznadziejną matką / ojcem”

Jeżeli nawykowo źle o sobie myślisz, to po pierwsze zauważ ten fakt. Po drugie pamiętaj – to, co myślisz o sobie, nie jest żadną prawdą. Po trzecie miej świadomość, że w żaden sposób takim sposobem myślenia i postrzegania siebie sobie nie pomagasz.

Takie myślenie niczemu dobremu nie służy. Jest dla Ciebie demotywujące. Co więcej, z biegiem czasu zaczynasz w to coraz mocniej wierzyć i staje się to Twoją nową, niezbyt optymistyczną rzeczywistością. Z naukowego punktu widzenia, w efekcie nawykowego złego myślenia o sobie, w naszym mózgu powstają nowe, silne połączenia neuronowe, przez co coraz łatwiej nam w taki właśnie sposób o sobie myśleć i siebie postrzegać.

Dlatego też chcę Cię zaprosić do czegoś, co nie jest łatwe i wymaga pracy i powtórzeń, ale co sprawi, że zadbasz o siebie i wzmocni Cię życiowo.

Po pierwsze, wyobraź sobie, że dajesz sobie bezwarunkową akceptację. Po drugie uświadom sobie, że jesteś jedyną osobą, która będzie z Tobą do końca życia. Po trzecie pomyśl, że masz prawo w życiu wybierać siebie.

I jeszcze, najważniejsze, aby to wszystko się działo, abyś mógł zacząć praktycznie działać nad samoakceptacją, aby tworzyć i wzmacniać w mózgu nowe połączenia neuronowe, zacznij od rekomendowanego przez specjalistów od neuronauki ćwiczenia. Ćwiczenia wzmacniającego i budującego pewność siebie i poczucie własnej wartości.

Otóż, na każdą krytyczną myśl lub ocenę o samym sobie odpowiedz co najmniej siedmioma wzmocnieniami, czyli pozytywnymi myślami o sobie.

Bądź w tym bardzo konsekwentny. Na początku wyzwaniem jest już samo zauważenie i „złapanie” automatycznych myśli krytycznych. Bądź uważny i dobry dla siebie. Gdy zauważysz, że znów siebie oceniłeś, wypowiedz w myślach, na głos, lub sobie zapisz siedem pozytywnych zdań o sobie. I tyle.

Ponieważ to nie jest żadna magia i czary, lecz wykorzystywanie potencjału naszego umysłu i po prostu tworzenie połączeń neuronowych w Twoim mózgu odpowiedzialnych za pozytywne myślenie o sobie, ćwiczenie to wymaga powtórzeń i konsekwencji w wykonywaniu.

Potrzebujesz regularnie ćwiczyć, aby Twój mózg wytworzył połączenia neuronowe dobrego myślenia o sobie. Na początek daj sobie tydzień, od dziś przez 7 dni i wykonuj ćwiczenie pisemnie. Potem zdecyduj, jak dalej chcesz je kontynuować- pisemnie czy w głowie. Powodzenia. I pamiętaj: nie wahaj się w życiu wybierać siebie. To Twoja odpowiedzialność, by zrobić wszystko i dbać o samego siebie. Przez całe Twoje życie.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

 

 

5 języków miłości

Dr Gary Chapman, autor znanego poradnika dla małżeństw „Pięć języków miłości”,  wyróżnił w swojej książce 5 podstawowych działań naszych i naszego partnera, które sprawiają, że czujemy się w związku kochani. Na podstawie badań okazało się, że większość ludzi wyraża i interpretuje miłość na te same pięć sposobów. Tak właśnie zostało wyróżnionych 5 języków miłości.

Aby wyjaśnić, na czym języki miłości polegają, najpierw przykład (z życia wzięty) 🙂

Żona mówi z żalem do męża:

Już mnie nie kochasz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przytuliłeś mnie na dzień dobry!

Mąż ze zdziwieniem wykrzykuje:

Jak to nie kocham?!? Przecież kupuję ci kwiaty i wymieniam opony w twoim aucie!

Zanim przeczytasz więcej o 5 językach miłości, zrób krótkie ćwiczenie. Zrozumiesz, jakimi językami miłości mówisz.


Oto ćwiczenie:

Pomyśl o bardzo bliskiej Ci osobie.

Zastanów się przez chwilę nad tym, skąd wiesz, że ta osoba cię kocha.

A teraz dokończ poniższe zdania trzema spontanicznymi zakończeniami, określającymi, co ta osoba takiego robi, że Ty jesteś przekonany o jej miłości do Ciebie.

Wiem, że ta osoba mnie kocha.

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Gdy masz już swoje własne odpowiedzi, poznaj 5 języków miłości i sprawdź, w które konkretnie wpisują się Twoje odpowiedzi.


5 języków miłości

Oto krótkie opisy wszystkich języków.

  • Słowa czyli wyrażenia afirmatywne. Czujemy się kochani, gdy słyszymy od kogoś słowa wsparcia, pochwały i docenienia. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Gdy mówi mi często, jak wspaniale wyglądam, że wierzy we mnie że dam radę.
  • Dobry czas. Potrzebujemy spędzać z ukochanym jak najwięcej czasu – wspólne spacery, jedzenie posiłków, rozmowa przy kawie. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po tym np., że wspólnie ogląda ze mną filmy, jedzie na wakacje, idzie na spacer.
  • Prezenty i niespodzianki. Nie chodzi tu o materializm, a o małe gesty, które są dowodami miłości. Liściki z wyrazami uczuć, drobne prezenciki czy kwiatek. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Nawet ze zwykłych zakupów potrafi przynieść niespodziewanie coś, co lubię.
  • Drobne przysługi. Robimy coś dla partnera. Czego on nie umie, nie lubi, nie ma czasu. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po takich gestach jak np. odebranie marynarki z pralni, wymiana wspomnianych wcześniej opon, kanapka do pracy.
  • Dotyk, przytulanie, pocałunki. Trzymamy się za ręce, całujemy i przytulamy, kiedy tylko pojawi się okazja. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Mój partner głaszcze mnie, przytula, jesteśmy w ciepłym kontakcie fizycznym.

Warto być otwartym na wszystkie 5 języków i świadomym, które z nich są najważniejsze dla bliskich nam osób, którym chcemy okazywać miłość.

Jeśli nie jesteśmy tego świadomi, możemy bardzo się starać okazać, jak bardzo zależy nam na drugiej osobie. Jeśli jednak nie robimy tego w sposób, który do niej przemawia, osiągniemy efekt, jakbyśmy mówiąc tylko po angielsku rozmawiali z kimś, kto posługuje się wyłącznie chińskim.

Jeśli chcesz mieć pewność, który z wymienionych języków dominuje w Twoim przypadku, możesz także rozwiązać test online w języku polskim TUTAJ lub na oficjalnej stronie anglojęzycznej TUTAJ.

Polecam też podsunięcie testu bliskiej Ci osobie. A potem porównanie wyników i ustalenie, co dla kogo jest najważniejsze – które dwa języki najbardziej się liczą dla każdego z Was.

Co ciekawe, swoim życiowym partnerom możemy nieświadomie przypisywać te języki miłości, które są ważne dla nas. Dlatego warto zaciekawić się, jak jest naprawdę i wymienić się wynikami testu.

I przygotujcie się na niespodzianki 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

żąl i uraza

Negatywne doświadczenia, takie jak żal i uraza do kogoś, mogą nas trzymać w swoim uścisku latami. A że żal i urazę karmimy swoimi myślami, swoją własną energią, często niewiele tej energii pozostaje nam na radość życia, cieszenie się tym, co mamy i czego doświadczamy na co dzień. Nawet gdy ktoś nam radzi „Odpuść, wybacz, zapomnij!”, najczęściej reagujemy irytacją, zasłaniamy się tym, że inni nas nie rozumieją.

Wbrew temu, co nam służy, w tej niewygodnej sytuacji chowania urazów potrafimy się na stałe „rozgościć”. I dzieje się tak, pomimo że przeżywanie bez końca tych samych zdarzeń z przeszłości rani nas samych, wpływa negatywnie na naszą energię, relacje ze światem, na nasz komfort życia. Dlatego na szkoleniach uczę Uczestników, że w życiu warto umieć wybaczać. Wybaczać sobie i innym. I podkreślam, że wybacza się „dla siebie”, z myślą o sobie i dla swojej siły i jakości życia.

Rozmowę o tym, czym są długoletni żal i uraza oraz o roli wybaczania, miałam okazję prowadzić niedawno podczas sesji coachingowej z Anną, moją klientką. Anna to dojrzała kobieta, po 50-tce, która pracowała w czasie sesji z tematami swojej relacji z mężem.

Zwróciło moją uwagę, że Anna dość wytrwale pomijała w swoich relacjach to, jak układa jej się obecnie w związku z mężem, a wspominając o swojej sytuacji małżeńskiej nawiązywała do pewnego zdarzania sprzed ok. 20 lat (tak, dwudziestu!).

Jej mąż w tamtym czasie bardzo ciężko i niespodziewanie zachorował na serce. Wylądował w szpitalu. I jak na początku bywa, chorym interesuje się każdy, z czasem bliskich i znajomych w szpitalu pojawiało się mniej. Za to moja Klientka trwała przy mężu, jak przy małżeńskiej przysiędze „na dobre i złe”. Odwiedzała go, opiekowała się nim, dodawała otuchy, dotrzymywała towarzystwa. Jednego dnia, jak opowiadała Anna, bardzo spieszyła się do domu. Ich wspólne dzieci, wtedy jeszcze całkiem małe, zostały tego dnia same w domu. I w czasie tej wizyty, gdy chciała już biec na pociąg do ich miasta, mąż błagalnym tonem poprosił, aby została z nim jeszcze chwilę dłużej. Anna została, pojechała następnym pociągiem.

Historia choroby zakończyła się szczęśliwie, mąż stanął na nogi, wrócił do domu, z czasem do pracy. Można by powiedzieć, że wszystko wróciło do normy.

Ale nie do końca…

W czasie naszej rozmowy, Anna, opowiadając tę historię, była naprawdę rozgoryczona. „Wyobraża to Pani sobie?!?”– pytała mnie retorycznie podniesionym głosem – „Małe dzieci były same w domu, a on myślał wtedy tylko o sobie! Zostałam wtedy w szpitalu, a nigdy, ale to nigdy mi za to nawet nie podziękował!”

„Tak jakby to było takie oczywiste”– kontynuowała – „A przecież nie było! Wymagało ode mnie wyrzeczeń, pracy, było mi naprawdę ciężko. Też potrzebowałam wsparcia. A on wtedy myślał tylko o sobie i swojej chorobie! Takim był egoistą! A chociaż proste słowo „Dziękuję” wiele by zmieniło” – zakończyła z żalem w głosie.

Moja Klientka nigdy nie zdecydowała się na rozmowę z mężem. „Dziś, po 20 latach, nawet gdybym powiedziała mu o swoich uczuciach, to nic już by to nie zmieniło. Nie potrafię mu wybaczyć, że wziął mnie wtedy za pewnik”. I tak relację tej kobiety z mężem od wielu lat przepełnia żal i uraza.

Kto w tej relacji został tak naprawdę ukarany? Kto cierpiał?

Mąż, który nie wiedział, że 20 lat temu sprawił tak wielką przykrość małżonce czy Anna, u której stare wspomnienia są wciąż żywe i patrząc na męża, często myśli tylko i wyłącznie o tym, jak ją zranił wiele lat temu? Dawny żal i uraza powodują w niej złość, złość przekłada się na sposób, w jaki rozmawia z mężem, nie dostrzega pozytywnych oznak jego miłości, troski i wkładu w małżeństwo i tak błędne koło się zamyka.

Skoro chowanie urazy, żal negatywnie wpływają na nas samych, to jak to się dzieje, że z własnej woli możemy w niej tkwić np. 20 lat?

Trzymanie się naszych negatywnych doświadczeń, wracanie do nich, przeżywanie ich na nowo, można porównać do rozdrapywania gojącej się rany. Sprawia nam to ból, czemu więc to robimy? Bo lubimy się trzymać się rzeczy, sytuacji i okoliczności, które znamy, nawet jeśli są dla nas nieprzyjemne. „Wygoda” polega na tym, że wszystko to już się wydarzyło, bezpiecznie jest rozpamiętywać, że np. mąż nie podziękował, najlepsza przyjaciółka zdradziła, dziecko oszukało.

Czasem może też być tak, że negatywne doświadczenia z przeszłości chętnie wykorzystujemy do uzasadnienia tego na co się nie decydujemy w teraźniejszości. Pamiętasz tę paskudną rzecz, którą ktoś wyrządził ci lata temu? Przed czym Cię to powstrzymuje? Przed rozmową, spotkaniem z rodziną, przed budową nowego związku, przed poszukaniem lepszej pracy? Prawda jest taka, że jeżeli nie potrafisz wybaczyć, przeszłość staje się częścią twojej teraźniejszości i działa przeciwko tobie. Zabiera energię, hoduje negatywne emocje, okrada ze szczęścia.

Jeśli umiesz wybaczyć, energię marnowaną na chowanie urazy wykorzystasz na pozytywne aspekty swojego życia, na jego wzbogacanie.

Wiesz, jak możesz to zrobić?

Oddziel przeszłość od teraźniejszości. Mam swoją własną metaforę życia jako długiej, piaszczystej drogi, którą widzę w środku ciepłego, słonecznego lata. Na poboczach mojej drogi (życia) rosną polne kwiaty (głównie rumianki i niebieskie chabry), także chwasty i nierównej wysokości trawa. Będąc w tej metaforze – zostaw przeszłość w przeszłości. Zamiast nieść ją na plecach, odłóż ją na poboczu swojej drogi. Niech przeszłe wydarzenia, żal i uraza zostaną tam, gdzie ich miejsce.

Naucz się myśleć o dawnych urazach w taki sposób: nawet jeżeli ktoś zrobił nam kiedyś coś bardzo marnego, zrobił maksymalnie wszystko, na co było go wtedy stać. Gdyby mógł zrobić w tamtym czasie więcej, pewnie by zrobił. Ale nie zrobił. Zostawiaj życiowe balasty na poboczu, w przeszłości. I co ważne: pamiętaj, że to, że wybaczasz, nie znaczy, że akceptujesz. Ale że wybaczasz. Bo wybacza się dla siebie i swojej życiowej siły.

Anna, moja klientka, po rozmowach ze mną, w końcu wybaczyła swojemu mężowi tamte zdarzenia z przeszłości. Spojrzała szerzej na ich relację i jego rolę w rodzinie przez te wszystkie lata. Dostrzegła, jakim był ojcem. Jak dbał o nich, zabierał dzieci na wakacje, gotował obiady, pomagał. Dostrzegła w końcu, że na emeryturze troszczył się też z miłością o wnuki, pilnował ich, wychowywał, opiekował się. Był na każde zawołanie dzieci i wnuków. I nigdy nawet słowa nie powiedział, nigdy na to nie narzekał. Anna uświadomiła sobie, że nie wprost przez słowo „dziękuję”, ale przez wiele swoich uczynków okazał wdzięczność żonie i oddanie rodzinie.

Temat wybaczania jest ważnym zagadnieniem, poruszanym przeze mnie także podczas warsztatów rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”. Jeśli chcesz go zgłębić, przepracować urazy z przeszłości, by iść dalej wolnym i silnym, zapraszam na warsztaty. Na nich się tego nauczysz.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

ktoś cię obraził

Mam znajomą, która kilka miesięcy temu dostała na swoje urodziny od męża trzymiesięczny karnet na siłownię. Z uśmiechem otworzyła prezent i….

po chwili uśmiech zniknął z jej twarzy…. Spojrzała na swojego męża tężejącą z sekundy na sekundę miną i…

…co było dalej, możecie sobie pewnie wyobrazić. Cóż, najbardziej dyplomatycznie mówiąc, dość dobitnie dała wyraz temu, że prezent jej się nie spodobał.

Temat był dla niej na tyle istotny i żywy, że jeszcze kilka tygodni po tym wydarzeniu w rozmowach ze mną do niego wracała. Rozmawiałyśmy, przyglądając się, co tak naprawdę się wydarzyło i skąd u niej aż takie emocje.

No właśnie, skąd u niej aż takie emocje?

Gdyby popatrzeć na to wydarzenie zupełnie z zewnątrz, obiektywnie i sprowadzając je do faktów, moja znajoma otrzymała od męża papierowy kartonik zapisany tekstem. To, co wydarzyło się dalej, po przeczytaniu treści „kartonika” i zorientowaniu się, co jest prezentem, zadziało się bardzo szybko i było ciągiem myśli – interpretacji tego zdarzenia i reakcją emocjonalną mojej znajomej.

Jakie myśli przewinęły się przez jej głowę w chwili, gdy otrzymała prezent?

Przypuszczalnie, było to coś w stylu:

  • Mąż chciał mnie obrazić!
  • Chciał powiedzieć, że jestem za gruba!
  • Uważa, że powinnam chodzić na siłownię!
  • Chciał mi dogadać!
  • Nie jestem atrakcyjna dla męża!

Za tymi automatycznymi myślami uruchomiły się emocje – najszybciej złość (na męża), może też wstyd (przed sobą), dalej żal (do męża), strach…

Gdy moją znajomą zalały emocje, uruchomiło to jej dalsze zachowania – powiedziała (a bardziej: wykrzyczała) w złości mężowi, co o tym myśli, w ich relacji coś się na tamtą chwilę zmieniło.

Jak to możliwe, że osoba dostaje karnet na siłownię i czuje tak dużą presję, że krzyczy na darczyńcę? Jak to możliwe, że prezent może zepsuć aż tak bardzo humor?

Przyjrzyjmy się temu zdarzeniu z dwóch perspektyw: zarządzania emocjami i umiejętności myślenia asertywnego.

My, ludzie, stresujemy się w życiu, gdy czujemy, że nie mamy wyboru. Frustracja nam rośnie, gdy czujemy, że nie mamy wpływu na daną sytuację. Tak było w przypadku mojej znajomej. Jasne, że otwarcie prezentu i gwałtowną reakcję znajomej dzieliły sekundy, wydarzyło się wszystko szybko i nieświadomie. Jednak w tym krótkim zdarzeniu akcja-reakcja, uznała ona, że pójście na siłownię zostało jej narzucone, że ona nie ma wyboru. Że będzie MUSIAŁA pójść ćwiczyć.

Odnosząc się do asertywności – moja znajoma odebrała sobie co najmniej klika asertywnych praw. Oto kilka, wydawać by się mogło, oczywistych myśli, które mogłyby ją w tamtej sytuacji wesprzeć i umocnić, a w rezultacie zainicjowałyby inną reakcję na prezent:

„Mam przecież prawo wyglądać jak chcę”

„Mam prawo według własnego uznania dysponować własnym czasem”

„Mam prawo wybierać, czym chcę się zajmować w swoim wolnym czasie”

„Mam prawo do swojego stylu dbania o zdrowie”

„Mój mąż mnie kocha i chce dla mnie dobrze.”

Co więcej, gdyby zamiast myśli automatycznych i własnej interpretacji, co mąż chciał prezentem wyrazić, zapytałaby go o jego intencje. Wtedy, być może, dowiedziałaby się, że jej partner, który regularnie chodzi na siłownię pomyślał, że to byłaby dobra okazja do spędzania wspólnie czasu? Lub, że usłyszał kilka tygodni temu, jak mówiła, że chciałaby coś zrobić ze swoją aktywnością sportową?

A co, gdyby zapytany, faktycznie powiedział, że chciał zasugerować, żeby zrzuciła kilka kilogramów?

Gdyby w takiej sytuacji umiała myśleć w sposób asertywny, miałaby jasność, że ma prawo decydować i wybierać, jak żyć. Takie myślenie sprawiłoby, że nawet jeśli zrobiłoby jej się przykro w tej sytuacji, umiałaby zareagować w inny, spokojniejszy i bardziej konstruktywny sposób. Z korzyścią dla siebie i dla relacji z mężem.

Mogłaby wtedy, na przykład, powiedzieć do męża: „Jestem bardzo zaskoczona takim prezentem. Zastanowię się i zdecyduję, czy chcę chodzić na siłownię.”

Myślisz, że trudno jest spokojne reagować, gdy ktoś „nas obraża”? Że „są sytuacje, gdy się nie da”?

Viktor Frankl, austriacki psychoterapeuta, autor książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu” powiedział, że między bodźcem (czyli pewnym zdarzeniem w naszym życiu) a naszą reakcją na ten bodziec leży przestrzeń wolności wyboru jak zareagujemy. Że zawsze mamy wybór, więc że sekwencja wygląda tak:

Bodziec    >>>>   wybór jak chcemy zareagować   >>>>   reakcja

I chociaż czasem ta przestrzeń wyboru jest mała, niewielka, niezauważalna, to i tak zawsze jest. Rozwijając się, wzrastając, ucząc nowych zachowań, dostrzegania własnych myśli, rozumienia tego, co przeżywamy i co się z nami dzieje, możemy tę przestrzeń wyboru świadomie poszerzać. Zwiększać własne możliwości reagowania, dawać sobie wybór.

A więc, gdy ty także kolejny raz znajdziesz się w sytuacji „bez wyjścia” (np. gdy poczujesz, że ktoś cię obraził)weź najpierw głęboki oddech i powiedz sobie: „Mam wybór. Mam wybór, jak chcę zareagować.” A następnie skorzystaj z tego prawa. I oddychaj dalej świadomie, bo na to zawsze masz wpływ i to zawsze pomaga. 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Często martwimy się o to, co powiedzą (lub pomyślą) inni, a strach przed oceną powstrzymuje nas od działania, od decyzji, od robienia po swojemu. Należy (i warto) mieć świadomość i pogodzić się z tym, że zawsze, niezależnie od tego, co będziemy robić lub czego nie robić, znajdą się tacy, którzy nas skrytykują.

Podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę” bardzo często pojawia się wątek obaw i strachu przed tym, jak zareagują inni.

Ktoś zwleka z rozwodem, tylko dlatego, bo boi się reakcji rodziny. Ktoś od lat pozwala zrzucać na siebie nadgodziny, bo jest „lubiany” w pracy i nie chce tego zmieniać, stawiając na swoim. Spotykałam osoby, które od wielu lat odkładają marzenia o własnej firmie, bo słyszą od swojego partnera, rodziców, przyjaciół, że „powinni” mieć stabilną pracę i comiesięczny, stały dochód.

I chociaż czasami już jesteśmy świadomi, że jeśli nie wykonamy żadnego kroku, nic w naszym życiu się nie poprawi, to jednak lęk przed tym, co powiedzą inni jest zbyt duży, by podjąć działanie. Życie w takim poczuciu rezygnacji i niespełnienia, z biegiem czasu przepełnia nas poczuciem żalu, zmarnowanych okazji, zgorzknieniem.

W trakcie rozmów o strachu przed oceną pytam:

„Co może stać się najgorszego, gdy ktoś coś o Tobie pomyśli lub powie?”

Zazwyczaj okazuje się, że… nic się nie stanie. Czasami natomiast, ponieważ jako ludzie chcemy przynależeć. Najbardziej boimy się odrzucenia i wykluczenia z jakiejś społeczności. Ucierpi wtedy nasze ego.

Zatem, jak warto myśleć o strachu przed tym, co powiedzą inni?

Otóż, po pierwsze, w prawdziwych relacjach i związkach jest przestrzeń na inność, na akceptację drugiej osoby, otwartość na to, że ma swoje zdanie i swoją koncepcję na życie. Dlatego warto zadać sobie pytanie czy warto utrzymywać relacje, które nas ograniczają.

Z drugiej strony, w takich trudnych sytuacjach warto zainteresować się tym, co czujemy i głębiej zastanowić, skąd w nas strach przed tym, co pomyślą lub powiedzą inni?

Bo na przykład, ktoś wychowywał się w małej wiosce, w której poczucie przynależności lub wykluczenia były ogromnie ważne. Od wczesnego dzieciństwa był „ostrzegany”, jak ważne jest to, co powiedzą sąsiedzi. I teraz niesie w sobie taką koncepcję, podawaną z pokolenia na pokolenie i ma ją głęboko w sobie zakorzenioną. Należy wtedy zadać sobie pytanie, czy moje martwienie się o opinie innych ludzi jest wciąż adekwatne? Czy ma zastosowanie? Co najgorszego się może zdarzyć? Czy jednak strach mnie oszukuje i dyktuje wyobraźni scenariusze bez pokrycia?

Zazwyczaj obawy dyktowane strachem raczej wyolbrzymiają to, że inni ludzie o nas myślą i się nami przejmują.

W rzeczywistości ludzie zajmują się sobą, dbają o siebie i swoje potrzeby, a nie myślą o nas. Jeżeli trudno ci w to uwierzyć, odwróć myślenie. Zastanów się, ile czasu sam poświęcasz na myślenie o innych, a ile na myślenie o sobie. Wierz mi, każdy ma podobnie 😉

W martwieniu się, co powiedzą inni, warto też wziąć pod uwagę jeszcze jeden aspekt. Jeśli zaczynamy żyć pod dyktando innych, robiąc to, czego od nas oczekują, ale wbrew sobie, wchodzimy w układ, w którym konsekwencje życiowych decyzji przypadną nam, a nie naszym „doradcom”. Także warto mieć dystans do tego, jaki pomysł na nasze życie mają inni (przyjaciele, rodzice, najbliżsi).

Jak jeszcze można sobie pomóc?

Należy wiedzieć, czego się w życiu chce. Co się chce realizować, co jest ważne, jakie wartości nam przyświecają. Wtedy przestaje być tak ważne, co pomyślą lub powiedzą inni.

I po drugie – warto umieć uspokoić swoją głowę i swoje myśli. Umieć zatrzymać myśli katastrofizujące, karmiące strachem naszą wyobraźnię. Należy umieć oddzielać fakty od interpretacji i skupiać się wyłącznie na faktach.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Pamiętam jedną z rozmów z Klientem, który pracował ze mną w  life-coachingu. Miał bardzo trudny okres w życiu osobistym, kłopoty z byłą żoną, sprawy dotyczące opieki nad synami. W czasie naszego spotkania opowiadał, że był już naprawdę zmęczony swoim aktualnym życiem, ciągłą mobilizacją, walką o ułożenie relacji na nowo.

Opowiadał też, bardzo sfrustrowany, jak dzielił się swoimi troskami z własnymi rodzicami. Wsparcie, jakie dostawał od nich, polegało głównie na powtarzanej (w dobrej wierze) „mantrze”: „Nie przejmuj się, zobaczysz, wszystko będzie dobrze”.

Pamiętam, jak opowiadając mi o tym, niepocieszony, wybuchł: „Co oni mi mówią?? Jak będzie dobrze?? Jest tak beznadziejnie, jest mi ciężko, skąd oni wiedzą, jak będzie?!?”

Pomyślałam wtedy, w trakcie tej rozmowy, że nie wystarczy mieć dobre chęci, by być komuś pomocnym. A ponieważ każdemu z nas zdarza się rozmawiać z bliską osobą– z partnerem, własnym dzieckiem, rodzicem, przyjacielem – która to osoba ma właśnie gorszy dzień, gorszy czas i dzieli się z nami swoimi troskami, warto wiedzieć, że odruchowe słowa pocieszenia: „nie przejmuj się”, „wszystko będzie dobrze”, „zobaczysz, wszystko wróci do normy”,  wcale takiego pocieszenia nie dają. To, co najszybciej spowodują, to poczucie bycia samotnym w swoich kłopotach…

Zastanawiasz się jak pocieszać, by pocieszyć? Jeśli chcesz ofiarować drugiej osobie zrozumienie, wsparcie, pocieszenie i poczucie ulgi, warto żebyś wiedział, jak to zrobić.

A więc, jeżeli naprawdę chcesz pomóc komuś, komu jest ciężko, kto dzieli się z Tobą swoimi troskami, kto widzisz, że przeżywa trudne chwile, daj mu od siebie dwa wartościowe „prezenty”:

Po pierwsze: Słuchaj i nic nie mów. Nie przerywaj, nie zaprzeczaj, nie pocieszaj. Słuchaj.

Po drugie: Gdy wysłuchasz, spróbuj tylko (i aż) nazwać, co aktualnie przeżywa druga osoba.

Co to znaczy „nazwij to, co przeżywa”? Powiedz coś takiego:

„Widzę, że się tym przejmujesz…”

„Słyszę, że  bardzo Ci na tym zależy”

„Jesteś na to zły?”

„Obawiasz się tego?”

„Słyszę, że to dla Ciebie ważne…”

„Chciałbyś, żeby się dobrze ułożyło?”

„Jesteś już tym zmęczony?”

„Czujesz się bezsilny w tej sytuacji?”

„Chyba dużo w Tobie żalu?”

Jak pocieszać? Obserwując osobę, z którą rozmawiasz, wybierz adekwatny, szczery komentarz i nazwij (może być w formie pytania), co ona przeżywa.

Może Ci się wydawać, że to mało lub, że to brzmi dziwnie, ale obserwuj, jak z Twojego rozmówcy uchodzą emocje, jakim jest to dla niego wsparciem i zrozumieniem. Nie obawiaj się także, że się pomylisz, oceniając błędnie to, co ta osoba przeżywa. Szczególnie, jeżeli sformułujesz to w formie pytania, będzie w tym przestrzeń dla Twojego rozmówcy, aby się odnieść do Twoich słów – potwierdzi lub zaprzeczy, opisując swoimi słowami, co czuje w tym momencie.

Osobiście doświadczyłam ostatnio, jak taki sposób pocieszania działa, w rozmowie z moją nastoletnią córką. Było to dzień przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego w liceum, moja córka szykowała się wieczorem na następny dzień. Zauważyłam, że jest bardzo, ale to bardzo przejęta tym faktem.

Powiedziałam: „Chyba bardzo przejmujesz się tym, że idziesz do nowej szkoły?”

Odpowiedziała: „Nie, nie o to chodzi, chodzi o znajomych”.

„Obawiasz się jacy będą?” – zapytałam ponownie.

„Nie, bardziej chodzi o to, że nie będzie już moich starych znajomych” – odparła w odpowiedzi.

„Czyli że ci starzy byli fajni?” – spytałam.

„Nie, chodzi o to, że starzy znajomi są lepsi od tych, których się nie zna.” – wyjaśniła.

„Aha, czyli martwisz się tym, że nie znasz ludzi z Twojej nowej szkoły?” – zapytałam po raz ostatni.

„No, dokładnie o to chodzi” – odparła.

I tak jakoś, na zakończenie tej krótkiej wymiany zdań, ton jej głosu był lżejszy, emocje trochę opadły i zakończyłam tę rozmowę z poczuciem, że naprawdę spotkałam się w komunikacji z moją córką. Nie doradzałam, nie pocieszałam, nie zaprzeczałam, powtarzając oklepane słowa „wszystko będzie dobrze, zobaczysz”.

Twój partner wraca milczący lub zdenerwowany z pracy, nastoletnie dziecko boryka się ze złamanym sercem po zakończonych wakacjach, przyjaciel ma problemy w związku? Zastanawiasz się jak pocieszać ich w takiej sytuacji? Przetestuj taki sposób rozmowy (słuchaj + milcz + nazwij co przeżywa) i sprawdź, jak taki sposób wsparcia pomoże bliskiej Ci osobie. Czyli na koniec jeszcze: obserwuj, by być obok, by być z bliską Ci osobą, by pocieszyć.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

Czy zawsze należy być asertywnym

Czy zawsze należy być asertywnym? To pytanie, które zadaję Uczestnikom moich szkoleń i zawsze w tym momencie najpierw zapada cisza, pełna zastanowienia, a następnie zaczyna się interesująca dyskusja na ten temat. Jaka byłaby Twoja odpowiedź?

Czy zawsze należy być asertywnym? Podam Ci przykład, historię, jaką usłyszałam od Adama, jednego z Uczestników szkolenia poświęconego asertywności. Adam od lat boryka się z chorobą Hashimoto, powodującą niedoczynność tarczycy. Pomaga mu przestrzeganie ustalonej diety.

Od kiedy ustaliłem z lekarzem, by unikać produktów zawierających gluten i uczciwie się tego trzymam, mam lepsze wyniki badań i lepiej się czuję” – opowiadał na szkoleniu. „To jednak wyzwanie za każdym razem np. gdy wybieram się z kimś znajomym do restauracji i muszę tłumaczyć dlaczego zwracam uwagę na to, co jem. Ale nie jest tak źle – potrafią zrozumieć”- kontynuował.

Pewnego razu jednak Adam, wybrał się w odwiedziny do swojej, mieszkającej w innej części Polski, babci. Ta, uradowana, postawiła przed nim na stole jego ukochany deser z dzieciństwa – sernik z kruszonką.

Spojrzałem na ten talerz myśląc o tej całej mące z glutenem, a potem na uradowaną minę mojej babci, która była przekonana, że zrobiła mi przyjemność i przyznaję – w pierwszej chwili pomyślałem z konsternacją – co zrobić?

No właśnie, jak byś Ty zachował się na miejscu Adama?

Wyobraź sobie jeszcze, że byłeś niedawno na kursie asertywności, wiesz już sporo na temat swoich asertywnych praw i stawiania granic. Chcesz zadbać o siebie i o swoje zdrowie… I gdy spotyka Cię taka sytuacja – dopada Cię pytanie: Czy zawsze należy być asertywnym?

Uczestnicy, słuchający wtedy na kursie opowieści Adama, mieli dla niego różne odpowiedzi. Jedni odpowiadali, że nie zjedliby sernika, jeśli mieliby się potem źle czuć, odmówiliby babci. Inni oburzeni twierdzili, że w sumie to nic takiego, ten jeden raz zrobić babci przyjemność i zjeść, nawet jeśli potem nie czuliby się dobrze.

Jak postąpić w takiej sytuacji, pozostając w nurcie asertywności, czyli bycia ok wobec siebie i ok wobec innych?

Ku zaskoczeniu zebranych odpowiedziałam, że nie ma znaczenia jak postąpią – dużo ważniejsze jest to, czym będą się kierować jedząc bądź nie –wspomniany sernik 😉

Jeżeli czujesz, że masz wewnętrzną zgodę na to, by zjeść raz posiłek z glutenem (w to miejsce możesz wstawić cokolwiek innego) i zrobisz to, będąc wewnętrznie spójny (nie zmuszony i wbrew sobie) – to ta jednorazowa rezygnacja z diety wpisze się w nurt zachowania asertywnego.

Bowiem asertywność nie jest przymusem. Asertywność to wybór i wewnętrznie spójne decyzje.

 

Pamiętaj, że nie zawsze musisz się zachowywać asertywnie, by być asertywnym! We wszystkim tym chodzi o to, by Twoje asertywne i nieasertywne zachowania były zgodne z Tobą, byś czuł, że masz wewnętrzny wybór. Tymczasem zachowanie nieasertywne to takie, gdy wewnętrznie czujesz, że robisz coś wbrew sobie.

Gdy następnym razem babcia postawi przed Tobą talerz z sernikiem, przyjaciel poprosi Cię o pomoc w przeprowadzce lub sąsiadka, o zajrzenie do jej papużek w czasie wakacji, sprawdź ze sobą, a następnie, uczciwie wobec siebie, powiedz „Tak” lub „Nie”.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

 

dlaczego ludzie krzyczą

Pewien hinduski mędrzec udał się nad rzekę Ganges, żeby odbyć świętą kąpiel. Na brzegu natknął się na grupę krewnych, którzy strasznie na siebie wrzeszczeli.

– Dlaczego ludzie krzyczą na siebie, kiedy są wściekli? – zapytał uczniów, którzy podążali za nim w tej wyprawie.

Zastanawiali się długo, w milczeniu. Wreszcie jeden z nich odpowiedział mędrcowi:

– Kiedy tracimy spokój, nie możemy się wyciszyć, więc zaczynamy krzyczeć.


SZKOLENIA DLA CIEBIE

W odpowiedzi mędrzec zadał swoim uczniom kolejne pytanie:

– Po co krzyczeć, skoro osoba, do której się zwracasz, stoi tuż obok ciebie? Równie dobrze można mówić cichym głosem…

Uczniowie dawali różne odpowiedzi, ale żadna nie satysfakcjonowała mistrza. Wreszcie sam zabrał głos.

– Kiedy ludzi ogrania złość, ich serca oddalają się od siebie. Muszą krzyczeć, żeby się wzajemnie usłyszeć. Im bardziej są wściekli, tym głośniej muszą krzyczeć, bo dzieląca ich odległość się zwiększa. A co się dzieje, kiedy dwoje ludzi zakochuje się w sobie? Szepczą. Nie muszą mówić głośniej , bo ich serca lgną do siebie nawzajem. Kiedy ich miłość nabiera mocy, w ogóle nie muszą już mówić. Słowa są niepotrzebne, wystarczy  że patrzą sobie w oczy – dokończył*.


SZKOLENIA DLA CIEBIE


Kiedy więc kłócisz się z kimś, nie używaj słów, które odpychają wasze serca.

Zamilknij, poczekaj, poszukaj słów…

I zacznij mówić szeptem.

By serce drugiej osoby… nadstawiło uszy, pragnąc cię usłyszeć.

I aby się przybliżyło…

 

* Historia na podstawie hinduskiej opowieści, którą można znaleźć na różnych stronach internetowych

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

W życiu prywatnym i zawodowym, niezależnie od tego, czy działamy w wybranej dziedzinie przez 5 czy 20 lat, stajemy czasami twarzą w twarz z problemami, których nie umiemy rozwiązać samodzielnie. Warto w takiej sytuacji zadać sobie pytanie:  Czy coaching jest dla mnie?

Sprawy, z którymi się mierzymy, mogą dotyczyć wielu kwestii. Na przykład trudności z zatrudnieniem właściwych ludzi do swojej firmy. Bądź komunikacji z zespołem, którym zarządzamy. Możemy też stanąć przed zupełnie nowymi wyzwaniami w życiu zawodowym i mierzyć się z brakiem pewności siebie lub stresem.

Podobnie w życiu osobistym. Nawet jeśli mamy za sobą lata doświadczeń, czasem przychodzi chwila, gdy możemy poczuć blokadę, doświadczać uczucia, że stoimy w miejscu lub że to, co nas spotyka, po prostu nas przerasta.

W tych wszystkich sytuacjach warto poprosić o pomoc specjalistę.

Czy coaching jest dla mnie?

Praca z coachem stwarza nieocenioną okazję do zyskania nowej perspektywy w opisanych powyżej sytuacjach. Pozwala zyskać obiektywizm, spojrzenie z pewnej odległości, dystans do tego, w czym na co dzień funkcjonujemy. Idąc za tym dalej, coaching pomaga wygenerować nowe pomysły zyskać motywację do działania i wypracować plan realizacji celów.

Coach, przygotowany profesjonalnie do swojej pracy, towarzyszy Ci w poprawnym określeniu celów, które chcesz osiągnąć. Wspólnie z Tobą nazywa wszystko, co stoi na drodze do sukcesu, a następnie wykorzystuje narzędzia coachingowe umożliwiające Ci przejście drogą zmiany, byś osiągnął założone przez siebie cele.

Na indywidualne spotkanie z coachem decydują się osoby indywidualnie, firmy, które kierują swoich pracowników, osoby zarządzające i właściciele firm. Wszyscy, którzy potrzebują, by wspólnie wypracować ponadprzeciętne rozwiązania i niestandardowe wskazówki w dalszych działaniach. W pracy coacha wykorzystuje wachlarz narzędzi, dopasowując techniki i metody pracy do aktualnych potrzeb osoby, z którą współpracuje. Powstaje dzięki temu wydajna i efektywna praca, w pełni nakierowana na  realizację celów.

Jeśli zatem zastanawiasz się: Czy coaching jest dla mnie? – sprawdź poniżej, w jakich obszarach sprawdzą się indywidualne spotkania z coachem:

Coaching rozwoju osobistego (Life coaching)

  • zmiana (każdego rodzaju, np. zmiany zawodowe, osobiste, trudne zmiany, ambitne zmiany);
  • planowanie zmian, przechodzenie przez zmianę;
  • lepsza organizacja życia i zarządzania sobą w czasie;
  • nabywanie nowych umiejętności, doskonalenie (np. rozwój kompetencji interpersonalnych, komunikacja, asertywność, pewność siebie);
  • zarządzanie stresem, radzenie sobie z trudnymi emocjami;
  • praca z życiowymi wartościami, efektywność osobista, rozwój kreatywności;
  • planowanie misji życiowej; rozwój duchowy, odzyskanie sensu życia, równowagi życiowej.

Executive Coaching (coaching menedżerski)

  • wszystkie problemy i zagadnienia z obszarów zarządzania firmą i zespołami
  • przywództwo;
  • motywacja;
  • strategia rozwoju;
  • kierowanie firmą i zarządzanie;
  • budowanie zespołów;
  • zarządzanie zmianami;
  • komunikacja w zarządzaniu, asertywność menedżera, zarządzanie stresem

Spotkania z coachem to proces. Z założenia mają charakter krótkoterminowy (8-12 sesji), czyli określone ramy, początek i koniec. Mają na celu wzmocnienie Cię wiedzą i narzędziami, których potrzebujesz, aby kontynuować swoje postępy również po zakończeniu procesu.

Klienci zaangażowani w coaching osobisty i coaching biznesowy zauważają:

  • wzrost efektywności i skuteczności w osiąganiu zamierzonych celów;
  • udoskonalenie kompetencji interpersonalnych oraz przywódczych;
  • wzrost motywacji i zaangażowania w podejmowane działania;
  • większą satysfakcję z życia osobistego i z pracy.

Coaching w metaforze

Na zakończenie opowiem Ci historię Miltona Ericsona, która wspaniale i w najbardziej trafny oddaje, czym jest coaching.

Pewnego dnia, gdy byłem jeszcze uczniem szkoły średniej, do naszego gospodarstwa przybłąkał się koń. Miał na sobie siodło, był bardzo spocony i dyszał. Daliśmy mu wody i postanowiliśmy odprowadzić do właściciela. Nikt jednak nie wiedział, skąd przyszedł.

Wsiadłem na niego i poprowadziłem w kierunku drogi. Wiedziałem, że koń wybierze właściwy kierunek, choć nie wiedziałem, jaki on będzie. Koń pognał do przodu. Od czasu do czasu zatrzymywał się i wchodził na pola skubać trawę. Wtedy delikatnie przypominałem mu o drodze. Po pewnym czasie koń skręcił do czyjegoś gospodarstwa. Ucieszony i zdumiony gospodarz wyszedł nam na spotkanie:

   – To mój koń, gdzie go znalazłeś?
    – Jakieś siedem kilometrów stąd.
    – Ale skąd wiedziałeś dokąd go odprowadzić??
    – Nie wiedziałem. Koń wiedział. Ja tylko kierowałem jego uwagę na drogę.

Klient w coachingu zna swoją drogę. Coach towarzyszy, by inspirować i kierować uwagę na drogę.

Do zobaczenia w coachingu.

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.