Wpisy

relacje z partnerem

Izoluje, odbiera siłę, zdrowie, zniechęca do działania, sprawia, że przestajemy myśleć racjonalnie. Podsyca negatywne emocje, niszczy relacje z partnerem… tak właśnie działa na nas STRES.

Długotrwały stres pochłania wiele energii, rodzi poczucie bezsilności i osamotnienia. Ma też dużą siłę rażenia – udziela się osobom w naszym najbliższym otoczeniu. W konsekwencji sieje spustoszenie nie tylko w naszym zdrowiu psychicznym i fizycznym, ale i w życiu naszego partnera, a nawet naszych dzieci.

Co znamienne – stres działa „po cichu”, z początku niezauważony. Czasem potrzeba wielu rozmów, żeby uświadomić sobie, że problemy z komunikacją, rozłamy, izolacja w związku to efekty długotrwałego stresu. Warto zatem wiedzieć, jak rozpoznać objawy stresu oraz jak sobie z nimi poradzić, zanim będzie za późno, a nasze relacje z partnerem ucierpią bezpowrotnie.

Jeśli stres to choroba, to jak zatem rozpoznać negatywne symptomy?

  1. Rozdrażnienie

Gdy zamykasz się na partnera w stresujących momentach z pozoru masz wrażenie, że daje to panowanie nad całą sytuacją. Nie obciążasz bliskiej osoby swoimi problemami, wydaje Ci się, że pozwalasz jej na spokojne życie, w czasie gdy Ty toczysz wewnętrzną walkę. A teraz przyjrzyj się sobie w codziennych sytuacjach. Jak często po stresującym dniu zdarza Ci się wybuchnąć na z pozoru błahe sprawy? Rozrzucone buty, za głośna muzyka, sprzeczające się dzieci?

Gdy niesiemy ze sobą bagaż stresu, o wiele szybciej dajemy upust negatywnym emocjom, w najbardziej nieodpowiednich momentach. Dużo częściej zdarza się nam wtedy powiedzieć coś, czego po chwili żałujemy. Partner, którego nie dopuszczasz do swoich problemów nie wie, co jest źródłem takiego zachowania. Czuje się pogubiony, często zraniony i trudno mu się dziwić.

Pomyśl o szczerej rozmowie z bliską osobą. Być może nie będzie Ci w stanie zaproponować rozwiązania, ale już sam fakt, że ktoś Cię wysłucha, może mieć tutaj duże znaczenie. Mówienie o swoich problemach i lękach pozwoli Ci je nazwać, a tym samym oswoić. Spojrzeć na nie z pewnej perspektywy. Jest taki poziom stresu, przy którym nie widzimy już jasno wyjścia z sytuacji. Pamiętaj że są ludzie, którzy profesjonalnie zajmują się pomaganiem i rozmowami pomocnymi w pracy ze stresem. Decyzja o skorzystaniu z fachowej pomocy jest dowodem odwagi i troski o siebie i najbliższych.

  1. Problemy z koncentracją

A dokładnie koncentracja na niewłaściwych kwestiach. Powiedzenie, że „nieszczęścia chodzą parami” ma w sobie coś z prawdy. Zauważyłeś, że w stresujących momentach zdarza Ci się popełniać więcej błędów, tym samym czasem jeszcze pogarszać swoją sytuację. Dzieje się tak, bo koncentrujesz się tylko i wyłącznie na problemie, zamiast na jego rozwiązaniu. Rozkładasz go na czynniki pierwsze, myślisz o tym, jak to na Ciebie wpływa, w głowie piszesz kolejne czarne scenariusze. Im bardziej na tym koncentrujesz swoją energię, tym większa szansa, że któryś z tych czarnych scenariuszy się zrealizuje.

Kiedy jesteśmy zestresowani, nasz mózg przechodzi w tryb „walki lub ucieczki”, a nasze decyzje stają się bardziej pochopne lub odwrotnie nie podejmujemy ich wcale. Takie zachowanie nie wpływa dobrze ani na naszą sytuację w pracy, ani relacje z partnerem.

Czujesz przygnębienie, a może złość? W takiej sytuacji pomyśl sobie, że to Ty panujesz nad swoimi emocjami, nie one nad Tobą. Przypomnij sobie wydarzenie, gdy pod wpływem emocji podejmowałeś decyzję. Jakie były jej skutki? Weź kilka oddechów, opanuj się zanim zareagujesz. Powiedz, że potrzebujesz więcej czasu. Nie ma w tym nic złego.

  1. Tryb oszczędnościowy

Stres poważnie wpływa na Twoje zdrowie. Poza tym, że przewlekły stres jest przyczyną chorób serca, osłabia układ odpornościowy, powoduje depresję to także – mówiąc wprost – odbiera nam siły. Twój organizm to czuje. Jak często po tym, jak jesteś poddany długotrwałej presji chcesz po prostu zostać na kanapie, nakryć się kocem na głowę, zniknąć. Wybierasz patrzenie w telewizor i paczkę chipsów częściej niż spacer, wierząc, że poprawią Ci humor?

Takie zachowanie ma wpływ nie tylko na Ciebie, ale i na Twoje relacje z partnerem, a także na twoje dzieci. Zwróć uwagę na swoje zwyczaje: co ląduje w Twoim koszyku, gdy robisz zakupy. Jak wyglądają Wasze rodzinne posiłki. Jak często stres odbiera Ci siłę do przygotowania obiadu i decydujesz się na zamówienie czegoś na wynos.

Zestresowani rodzice spędzają też mniej czasu ze swoimi dziećmi. Wtedy najczęściej rolę opiekuna przejmuje telewizor, komputer lub telefon. A my, zamiast planować weekendowy wypad za miasto całą energię skupiamy w tym czasie na dręczących nas problemach.

Rozwiązanie? Gdy w sytuacji stresowej Twój mózg podpowiada Ci, by sięgnąć po słodycze i zostać na kanapie, tak naprawdę wypad na siłownię, spędzenie czasu z dzieckiem na wycieczce może mieć na Ciebie terapeutyczne oddziaływanie. Pozwoli Ci skupić się na czymś innym, nabrać zdrowego dystansu, uświadomić sobie, co w życiu jest ważne. Gdy czujesz, że świat Cię przerasta, zacznij od prostych ćwiczeń oddechowych. Skup się na tym, co tu i teraz.

  1. Izolacja i relacje z partnerem

Stres niszczy Twoje relacje. Nie robi tego gwałtownie, lecz niepostrzeżenie. Często więc go bagatelizujemy. A jednak zawsze nasze relacje z partnerem narażone są na efekty długotrwałego stresu. Dlatego nawet te najtrwalsze związki nie są w stanie tego przetrwać. Kiedy jesteś zestresowany, jesteś też bardziej wrażliwy. Napotykane trudności wydają się nie do pokonania. Twoje porażki są coraz większe, a Ty przy nich jesteś coraz mniejszy. Kurczy się Twoja pewność siebie.

Tu już jest prosta droga do problemów z komunikacją i niezrozumieniem. Z jednej strony sam izolujesz się od świata, żyjąc w przekonaniu, że nikt nie może do końca wczuć się w Twoją sytuację, postawić się na Twoim miejscu. Nie wiedząc, jak ci pomóc, twój partner czuje się natomiast odtrącony i beznadziejny. Znam przypadki, gdy długotrwały stres jednego z partnerów kończył się depresją bliskiej osoby.

Uświadom sobie, że nawet najtrudniejsza sytuacja nie musi pociągnąć Was dwojga na skraj przepaści. Pierwszy krok ku temu to uświadomienie sobie, że to Ty decydujesz o tym, jak przeżyjesz swoje życie, nie zły lub dobry los, szczęśliwy czy nieszczęśliwy przypadek. Uświadom sobie, że wszyscy doświadczamy wzlotów i upadków, nie zmienisz tego, możesz jednak zmienić swój sposób reagowania na takie sytuacje. Czas uświadomić sobie, że chwilowe problemy nie muszą decydować o być albo nie być Twojego związku. To pierwszy krok.

A kolejne? Aby uniknąć sytuacji, gdy stres niszczy Twoje relacje z partnerem, dowiedz się, jak radzić sobie z nim w zdrowy i skuteczny sposób. Techniki, z których korzystać można w codziennym życiu, poznają uczestnicy mojego szkolenia „Zarządzanie stresem i emocjami”. Poznają ćwiczenia, które pomagają im mieć kontrolę nad swoimi emocjami: takimi jak strach, złość, niecierpliwość. Uczą się panować nad swoimi reakcjami emocjonalnymi, dowiadują się jak przestać roztrząsać przeszłość oraz wybierać i decydować, co chcą myśleć i jak chcą się czuć. Chcesz zapoczątkować u siebie zmiany? Skorzystaj ze szkolenia.

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
asertywny rodzic

W rozmowach z partnerem, przyjaciółmi, współpracownikami, szukamy argumentów do prowadzenia dojrzałych, merytorycznych dyskusji. A jak to jest w rozmowach z dziećmi? Nie zawsze starcza nam cierpliwości.

Każdy z rodziców przyzna, że miewa w relacjach z dziećmi sytuacje, gdy jest przekonany, że my, dorośli, wiemy, co dla naszych dzieci najlepsze.

W rezultacie, w spornych rozmowach, forsuje własne zdanie i ucina szybko „zbędne” dyskusje lub, gdy w rozmowie z dziećmi czuje się bezsilny, dla świętego spokoju daje za wygraną, odpuszcza i zgadza się na wszystko.

Tak więc, podsumowując, w roli rodzica przerzucamy się często pomiędzy agresją i uległością, a towarzyszące nam uczucia to na zmianę złość i bezsilność.

Jak więc pozostawać w dobrej relacji, mieć uważność na siebie, swoje potrzeby, szanując równocześnie potrzeby dziecka? Jak zachowa się asertywny rodzic?

Odnieśmy się od koncepcji Marshall’a B. Rosenberga, twórcy nurtu Porozumienia Bez Przemocy (NVC). Postawił on słuszną tezę, że my, ludzie (bez względu na wiek), nigdy nie działamy przeciwko innym, lecz w imię zaspokojenia swoich własnych POTRZEB. Rosenberg wyjaśnia, że za każdym zachowaniem stoi jakaś istotna dla danej osoby potrzeba. Umiejętność słuchania i „przetłumaczenia” zachowań danej osoby na język potrzeb to szansa na odkrycie zupełnie nowej płaszczyzny porozumienia. Nie tylko z własnymi z dziećmi.

O co chodzi w praktyce?

Weźmy za przykład sytuację, w której znalazł się zapewne każdy rodzic. Jest środek tygodnia, popołudnie. Twoje dziecko skończyło już zajęcia w szkole. Przed nim jeszcze zadania domowe, może lektura do czytania, bądź też przygotowanie do klasówki. Zwyczajna szkolna codzienność. Twoje dziecko przychodzi do Ciebie i pada znamienne pytanie: „Mamo, czy mogę pograć godzinkę?” Ty wiesz, że priorytetem są zadania domowe, wiesz też, że nigdy nie kończy się na godzinie. Zaczyna się więc między Wami słowna przepychanka. Odmawiasz, dziecko ponownie prosi: „ale tylko godzinkę”, „jeszcze zdążę z lekcjami”. Ty z rosnącą irytacją negocjujesz: „może później”, „może jutro”. Dziecko wykłada na stół najsilniejsze argumenty: „ale wszyscy umówili się teraz. Piotrek będzie grał, Kacper też, a mnie nie będzie!” Ty, przytłoczony dyskusją, albo ustępujesz, czując wyrzuty sumienia, albo, mając dość słownych utarczek, podnosisz głos i używasz przewagi bycia rodzicem i mówisz: „Nie obchodzi mnie Piotrek, czy Kacper! Bierz się za lekcje w tej chwili!”. Na tym najczęściej się nie kończy – zaczynają się łzy, awantura. Dziecko naburmuszone odrabia lekcje w żółwim tempie, a Ty masz wszystkiego dość.

Kto wygrał a kto przegrał?

Pozostajecie po dwóch stronach barykady, dziecko ma poczucie krzywdy i niezrozumienia, ty podobnie, tak naprawdę więc każda ze stron przegrała.

Przyjrzyjmy się teraz tej sytuacji z perspektywy komunikacji opartej na porozumieniu bez przemocy. Zacznijmy od przeanalizowania potrzeb każdej ze stron.

Jakie były potrzeby Rodzica w sytuacji nakazu odrobienia lekcji?

Opieka, dobre oceny, przygotowanie do lekcji, może też forma odpoczynku inna niż komputer. Zatem można powiedzieć w skrócie: odpowiedzialność, bezpieczeństwo, sumienność.

Jakie potrzeby miało Dziecko, gdy chciało pograć, zanim zacznie odrabiać lekcje?

Samostanowienie, decydowanie o sobie, radość, zabawa, przyjemność.

Gdy nasze dziecko się buntuje, złości, jest „nieposłuszne”, mamy pokusę myślenia, że robi to celowo, przeciwko nam, chce nam zrobić na złość. Odbieramy to zachowanie personalnie i jako skierowane przeciwko nam. Tymczasem porozumienie bez przemocy uczy nas, że cokolwiek robi drugi człowiek, robi to po to, by zaspokoić swoje potrzeby. W takiej sytuacji warto więc uświadomić sobie, że bunt jest wyrazem braku zaspokojenia potrzeb, nie działaniem przeciwko rodzicowi.

Co oznacza to dla nas, jako rodziców? Jak podejdzie do tego asertywny rodzic?

Podejmując decyzje i dokonując wyborów, warto szukać takich płaszczyzn porozumienia, które pozwolą nam realizować nasze potrzeby z równoprawnym uwzględnieniem potrzeb drugiej strony, w tej sytuacji naszego dziecka.

Pamiętajmy: dziecko ma swoje potrzeby i uczucia i podobnie jak my, chce by były one zaspakajane i brane pod uwagę.

Pamiętaj też, że rozwiązania siłowe zawsze budzą opór. Jeśli chcesz osiągnąć jakiś cel – chcesz by dziecko robiło czegoś mniej lub więcej, szukaj takiej drogi komunikacji, takich sposobów porozumienia, które doprowadzą do tego celu, z uwzględnieniem każdej ze stron. Nie musisz odpuszczać tego, co dla ciebie ważne. Szukaj tylko skutecznych dróg, które do tego celu doprowadzą. Bądź uważny, czy to, co robisz, działa.

Zwracaj też uwagę, jakie koszty niesie ze sobą Twój sposób osiągania celu. Można bowiem „zafiksować się” tak mocno na celu np. na odrobionych lekcjach, że razi to nieodwracalnie w nasze relacje z dzieckiem i obopólny szacunek.

Punktem wyjścia jest więc także uznanie wolnej woli drugiego człowieka, także gdy jest nim dziecko. Gdy to zrobimy, łatwiej jest nam przyznać mu prawo do decydowania, do posiadania własnej racji, do własnego punktu widzenia. Prawo do bycia autonomicznym. Od uświadomienia sobie tego faktu zaczyna się szansa na dobrą relację, dialog, szukanie rozwiązań i porozumienie.

Dlaczego warto o to wszystko zadbać? Dlaczego warto być mądrze asertywnym?

Wróćmy do naszego przykładu.

Jak zatem to popołudnie po szkolnych zajęciach mogłoby wyglądać, gdyby rodzic podszedł do sytuacji od strony nazwania potrzeb własnych i dziecka? Być może w chwili, gdy dziecko poprosi o możliwość gry na komputerze, zanim odrobi lekcje, zamiast od razu się poddawać lub wpadać w złość – zareagowałby w taki sposób: „Kochanie, słyszę, że chcesz teraz spotkać się na wspólną grę z kolegami i miło spędzić czas. Z drugiej strony dla mnie ważne jest odpowiedzialne podejście do obowiązków szkolnych i systematyczność. Wieczorem będziesz mieć już za mało energii, by skupić się na zadaniach. Co w związku z tym ty proponujesz, by osiągnąć satysfakcję dla każdego z nas?”

Pewnie w pierwszym odruchu mówicie sobie „u mnie to nie zadziała„. Spokojnie, porozumienie bez przemocy to umiejętność, zatem warto się go nauczyć i ćwiczyć. Być może Wasza domowa komunikacja będzie wymagała prób i powtórek. Jak z każdą nową umiejętnością, to naturalne.

Zapewniam Cię – dzieci, które traktujemy poważnie, które widzą, że rodzic dostrzega i szanuje ich uczucia, dużo chętniej współpracują. Pytane o to, czego chcą, chętnie udzielają odpowiedzi i wskazówek na temat własnych potrzeb. A jeśli systematycznie stosujemy te zasady w kontaktach rodzinnych, najmłodsi szybko je przyswajają i także stosują język porozumienia w komunikacji z rodzicami i rówieśnikami.

Tak więc pamiętaj, że dajesz przykład! Asertywny rodzic to asertywne dziecko.

I miej świadomość, że wychowanie to nie tylko to, co przekazujesz swojemu dziecku słowami. Dzieci to najlepsi obserwatorzy, obserwują zachowania rodziców i z tego się uczą. Zatem, zamiast wygłaszać wykłady o odpowiedzialności, o zdrowym spędzaniu wolnego czasu, czy nawet o tym jak żyć, postępuj we właściwy sposób, a dzieci się tego od Ciebie nauczą.

Podczas kolejnej domowej sprzeczki spróbuj zastosować się do zasad porozumienia bez przemocy: nazwij (wystarczy w myślach) swoje potrzeby, nazwij potrzeby swojego dziecka. Sprawdź, co dobrze działa i stosuj najlepsze rozwiązania. A dodatkowo, świeć dobrym przykładem 😉

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

żąl i uraza

Negatywne doświadczenia, takie jak żal i uraza do kogoś, mogą nas trzymać w swoim uścisku latami. A że żal i urazę karmimy swoimi myślami, swoją własną energią, często niewiele tej energii pozostaje nam na radość życia, cieszenie się tym, co mamy i czego doświadczamy na co dzień. Nawet gdy ktoś nam radzi „Odpuść, wybacz, zapomnij!”, najczęściej reagujemy irytacją, zasłaniamy się tym, że inni nas nie rozumieją.

Wbrew temu, co nam służy, w tej niewygodnej sytuacji chowania urazów potrafimy się na stałe „rozgościć”. I dzieje się tak, pomimo że przeżywanie bez końca tych samych zdarzeń z przeszłości rani nas samych, wpływa negatywnie na naszą energię, relacje ze światem, na nasz komfort życia. Dlatego na szkoleniach uczę Uczestników, że w życiu warto umieć wybaczać. Wybaczać sobie i innym. I podkreślam, że wybacza się „dla siebie”, z myślą o sobie i dla swojej siły i jakości życia.

Rozmowę o tym, czym są długoletni żal i uraza oraz o roli wybaczania, miałam okazję prowadzić niedawno podczas sesji coachingowej z Anną, moją klientką. Anna to dojrzała kobieta, po 50-tce, która pracowała w czasie sesji z tematami swojej relacji z mężem.

Zwróciło moją uwagę, że Anna dość wytrwale pomijała w swoich relacjach to, jak układa jej się obecnie w związku z mężem, a wspominając o swojej sytuacji małżeńskiej nawiązywała do pewnego zdarzania sprzed ok. 20 lat (tak, dwudziestu!).

Jej mąż w tamtym czasie bardzo ciężko i niespodziewanie zachorował na serce. Wylądował w szpitalu. I jak na początku bywa, chorym interesuje się każdy, z czasem bliskich i znajomych w szpitalu pojawiało się mniej. Za to moja Klientka trwała przy mężu, jak przy małżeńskiej przysiędze „na dobre i złe”. Odwiedzała go, opiekowała się nim, dodawała otuchy, dotrzymywała towarzystwa. Jednego dnia, jak opowiadała Anna, bardzo spieszyła się do domu. Ich wspólne dzieci, wtedy jeszcze całkiem małe, zostały tego dnia same w domu. I w czasie tej wizyty, gdy chciała już biec na pociąg do ich miasta, mąż błagalnym tonem poprosił, aby została z nim jeszcze chwilę dłużej. Anna została, pojechała następnym pociągiem.

Historia choroby zakończyła się szczęśliwie, mąż stanął na nogi, wrócił do domu, z czasem do pracy. Można by powiedzieć, że wszystko wróciło do normy.

Ale nie do końca…

W czasie naszej rozmowy, Anna, opowiadając tę historię, była naprawdę rozgoryczona. „Wyobraża to Pani sobie?!?”– pytała mnie retorycznie podniesionym głosem – „Małe dzieci były same w domu, a on myślał wtedy tylko o sobie! Zostałam wtedy w szpitalu, a nigdy, ale to nigdy mi za to nawet nie podziękował!”

„Tak jakby to było takie oczywiste”– kontynuowała – „A przecież nie było! Wymagało ode mnie wyrzeczeń, pracy, było mi naprawdę ciężko. Też potrzebowałam wsparcia. A on wtedy myślał tylko o sobie i swojej chorobie! Takim był egoistą! A chociaż proste słowo „Dziękuję” wiele by zmieniło” – zakończyła z żalem w głosie.

Moja Klientka nigdy nie zdecydowała się na rozmowę z mężem. „Dziś, po 20 latach, nawet gdybym powiedziała mu o swoich uczuciach, to nic już by to nie zmieniło. Nie potrafię mu wybaczyć, że wziął mnie wtedy za pewnik”. I tak relację tej kobiety z mężem od wielu lat przepełnia żal i uraza.

Kto w tej relacji został tak naprawdę ukarany? Kto cierpiał?

Mąż, który nie wiedział, że 20 lat temu sprawił tak wielką przykrość małżonce czy Anna, u której stare wspomnienia są wciąż żywe i patrząc na męża, często myśli tylko i wyłącznie o tym, jak ją zranił wiele lat temu? Dawny żal i uraza powodują w niej złość, złość przekłada się na sposób, w jaki rozmawia z mężem, nie dostrzega pozytywnych oznak jego miłości, troski i wkładu w małżeństwo i tak błędne koło się zamyka.

Skoro chowanie urazy, żal negatywnie wpływają na nas samych, to jak to się dzieje, że z własnej woli możemy w niej tkwić np. 20 lat?

Trzymanie się naszych negatywnych doświadczeń, wracanie do nich, przeżywanie ich na nowo, można porównać do rozdrapywania gojącej się rany. Sprawia nam to ból, czemu więc to robimy? Bo lubimy się trzymać się rzeczy, sytuacji i okoliczności, które znamy, nawet jeśli są dla nas nieprzyjemne. „Wygoda” polega na tym, że wszystko to już się wydarzyło, bezpiecznie jest rozpamiętywać, że np. mąż nie podziękował, najlepsza przyjaciółka zdradziła, dziecko oszukało.

Czasem może też być tak, że negatywne doświadczenia z przeszłości chętnie wykorzystujemy do uzasadnienia tego na co się nie decydujemy w teraźniejszości. Pamiętasz tę paskudną rzecz, którą ktoś wyrządził ci lata temu? Przed czym Cię to powstrzymuje? Przed rozmową, spotkaniem z rodziną, przed budową nowego związku, przed poszukaniem lepszej pracy? Prawda jest taka, że jeżeli nie potrafisz wybaczyć, przeszłość staje się częścią twojej teraźniejszości i działa przeciwko tobie. Zabiera energię, hoduje negatywne emocje, okrada ze szczęścia.

Jeśli umiesz wybaczyć, energię marnowaną na chowanie urazy wykorzystasz na pozytywne aspekty swojego życia, na jego wzbogacanie.

Wiesz, jak możesz to zrobić?

Oddziel przeszłość od teraźniejszości. Mam swoją własną metaforę życia jako długiej, piaszczystej drogi, którą widzę w środku ciepłego, słonecznego lata. Na poboczach mojej drogi (życia) rosną polne kwiaty (głównie rumianki i niebieskie chabry), także chwasty i nierównej wysokości trawa. Będąc w tej metaforze – zostaw przeszłość w przeszłości. Zamiast nieść ją na plecach, odłóż ją na poboczu swojej drogi. Niech przeszłe wydarzenia, żal i uraza zostaną tam, gdzie ich miejsce.

Naucz się myśleć o dawnych urazach w taki sposób: nawet jeżeli ktoś zrobił nam kiedyś coś bardzo marnego, zrobił maksymalnie wszystko, na co było go wtedy stać. Gdyby mógł zrobić w tamtym czasie więcej, pewnie by zrobił. Ale nie zrobił. Zostawiaj życiowe balasty na poboczu, w przeszłości. I co ważne: pamiętaj, że to, że wybaczasz, nie znaczy, że akceptujesz. Ale że wybaczasz. Bo wybacza się dla siebie i swojej życiowej siły.

Anna, moja klientka, po rozmowach ze mną, w końcu wybaczyła swojemu mężowi tamte zdarzenia z przeszłości. Spojrzała szerzej na ich relację i jego rolę w rodzinie przez te wszystkie lata. Dostrzegła, jakim był ojcem. Jak dbał o nich, zabierał dzieci na wakacje, gotował obiady, pomagał. Dostrzegła w końcu, że na emeryturze troszczył się też z miłością o wnuki, pilnował ich, wychowywał, opiekował się. Był na każde zawołanie dzieci i wnuków. I nigdy nawet słowa nie powiedział, nigdy na to nie narzekał. Anna uświadomiła sobie, że nie wprost przez słowo „dziękuję”, ale przez wiele swoich uczynków okazał wdzięczność żonie i oddanie rodzinie.

Temat wybaczania jest ważnym zagadnieniem, poruszanym przeze mnie także podczas warsztatów rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”. Jeśli chcesz go zgłębić, przepracować urazy z przeszłości, by iść dalej wolnym i silnym, zapraszam na warsztaty. Na nich się tego nauczysz.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

ktoś cię obraził

Mam znajomą, która kilka miesięcy temu dostała na swoje urodziny od męża trzymiesięczny karnet na siłownię. Z uśmiechem otworzyła prezent i….

po chwili uśmiech zniknął z jej twarzy…. Spojrzała na swojego męża tężejącą z sekundy na sekundę miną i…

…co było dalej, możecie sobie pewnie wyobrazić. Cóż, najbardziej dyplomatycznie mówiąc, dość dobitnie dała wyraz temu, że prezent jej się nie spodobał.

Temat był dla niej na tyle istotny i żywy, że jeszcze kilka tygodni po tym wydarzeniu w rozmowach ze mną do niego wracała. Rozmawiałyśmy, przyglądając się, co tak naprawdę się wydarzyło i skąd u niej aż takie emocje.

No właśnie, skąd u niej aż takie emocje?

Gdyby popatrzeć na to wydarzenie zupełnie z zewnątrz, obiektywnie i sprowadzając je do faktów, moja znajoma otrzymała od męża papierowy kartonik zapisany tekstem. To, co wydarzyło się dalej, po przeczytaniu treści „kartonika” i zorientowaniu się, co jest prezentem, zadziało się bardzo szybko i było ciągiem myśli – interpretacji tego zdarzenia i reakcją emocjonalną mojej znajomej.

Jakie myśli przewinęły się przez jej głowę w chwili, gdy otrzymała prezent?

Przypuszczalnie, było to coś w stylu:

  • Mąż chciał mnie obrazić!
  • Chciał powiedzieć, że jestem za gruba!
  • Uważa, że powinnam chodzić na siłownię!
  • Chciał mi dogadać!
  • Nie jestem atrakcyjna dla męża!

Za tymi automatycznymi myślami uruchomiły się emocje – najszybciej złość (na męża), może też wstyd (przed sobą), dalej żal (do męża), strach…

Gdy moją znajomą zalały emocje, uruchomiło to jej dalsze zachowania – powiedziała (a bardziej: wykrzyczała) w złości mężowi, co o tym myśli, w ich relacji coś się na tamtą chwilę zmieniło.

Jak to możliwe, że osoba dostaje karnet na siłownię i czuje tak dużą presję, że krzyczy na darczyńcę? Jak to możliwe, że prezent może zepsuć aż tak bardzo humor?

Przyjrzyjmy się temu zdarzeniu z dwóch perspektyw: zarządzania emocjami i umiejętności myślenia asertywnego.

My, ludzie, stresujemy się w życiu, gdy czujemy, że nie mamy wyboru. Frustracja nam rośnie, gdy czujemy, że nie mamy wpływu na daną sytuację. Tak było w przypadku mojej znajomej. Jasne, że otwarcie prezentu i gwałtowną reakcję znajomej dzieliły sekundy, wydarzyło się wszystko szybko i nieświadomie. Jednak w tym krótkim zdarzeniu akcja-reakcja, uznała ona, że pójście na siłownię zostało jej narzucone, że ona nie ma wyboru. Że będzie MUSIAŁA pójść ćwiczyć.

Odnosząc się do asertywności – moja znajoma odebrała sobie co najmniej klika asertywnych praw. Oto kilka, wydawać by się mogło, oczywistych myśli, które mogłyby ją w tamtej sytuacji wesprzeć i umocnić, a w rezultacie zainicjowałyby inną reakcję na prezent:

„Mam przecież prawo wyglądać jak chcę”

„Mam prawo według własnego uznania dysponować własnym czasem”

„Mam prawo wybierać, czym chcę się zajmować w swoim wolnym czasie”

„Mam prawo do swojego stylu dbania o zdrowie”

„Mój mąż mnie kocha i chce dla mnie dobrze.”

Co więcej, gdyby zamiast myśli automatycznych i własnej interpretacji, co mąż chciał prezentem wyrazić, zapytałaby go o jego intencje. Wtedy, być może, dowiedziałaby się, że jej partner, który regularnie chodzi na siłownię pomyślał, że to byłaby dobra okazja do spędzania wspólnie czasu? Lub, że usłyszał kilka tygodni temu, jak mówiła, że chciałaby coś zrobić ze swoją aktywnością sportową?

A co, gdyby zapytany, faktycznie powiedział, że chciał zasugerować, żeby zrzuciła kilka kilogramów?

Gdyby w takiej sytuacji umiała myśleć w sposób asertywny, miałaby jasność, że ma prawo decydować i wybierać, jak żyć. Takie myślenie sprawiłoby, że nawet jeśli zrobiłoby jej się przykro w tej sytuacji, umiałaby zareagować w inny, spokojniejszy i bardziej konstruktywny sposób. Z korzyścią dla siebie i dla relacji z mężem.

Mogłaby wtedy, na przykład, powiedzieć do męża: „Jestem bardzo zaskoczona takim prezentem. Zastanowię się i zdecyduję, czy chcę chodzić na siłownię.”

Myślisz, że trudno jest spokojne reagować, gdy ktoś „nas obraża”? Że „są sytuacje, gdy się nie da”?

Viktor Frankl, austriacki psychoterapeuta, autor książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu” powiedział, że między bodźcem (czyli pewnym zdarzeniem w naszym życiu) a naszą reakcją na ten bodziec leży przestrzeń wolności wyboru jak zareagujemy. Że zawsze mamy wybór, więc że sekwencja wygląda tak:

Bodziec    >>>>   wybór jak chcemy zareagować   >>>>   reakcja

I chociaż czasem ta przestrzeń wyboru jest mała, niewielka, niezauważalna, to i tak zawsze jest. Rozwijając się, wzrastając, ucząc nowych zachowań, dostrzegania własnych myśli, rozumienia tego, co przeżywamy i co się z nami dzieje, możemy tę przestrzeń wyboru świadomie poszerzać. Zwiększać własne możliwości reagowania, dawać sobie wybór.

A więc, gdy ty także kolejny raz znajdziesz się w sytuacji „bez wyjścia” (np. gdy poczujesz, że ktoś cię obraził)weź najpierw głęboki oddech i powiedz sobie: „Mam wybór. Mam wybór, jak chcę zareagować.” A następnie skorzystaj z tego prawa. I oddychaj dalej świadomie, bo na to zawsze masz wpływ i to zawsze pomaga. 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Często martwimy się o to, co powiedzą (lub pomyślą) inni, a strach przed oceną powstrzymuje nas od działania, od decyzji, od robienia po swojemu. Należy (i warto) mieć świadomość i pogodzić się z tym, że zawsze, niezależnie od tego, co będziemy robić lub czego nie robić, znajdą się tacy, którzy nas skrytykują.

Podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę” bardzo często pojawia się wątek obaw i strachu przed tym, jak zareagują inni.

Ktoś zwleka z rozwodem, tylko dlatego, bo boi się reakcji rodziny. Ktoś od lat pozwala zrzucać na siebie nadgodziny, bo jest „lubiany” w pracy i nie chce tego zmieniać, stawiając na swoim. Spotykałam osoby, które od wielu lat odkładają marzenia o własnej firmie, bo słyszą od swojego partnera, rodziców, przyjaciół, że „powinni” mieć stabilną pracę i comiesięczny, stały dochód.

I chociaż czasami już jesteśmy świadomi, że jeśli nie wykonamy żadnego kroku, nic w naszym życiu się nie poprawi, to jednak lęk przed tym, co powiedzą inni jest zbyt duży, by podjąć działanie. Życie w takim poczuciu rezygnacji i niespełnienia, z biegiem czasu przepełnia nas poczuciem żalu, zmarnowanych okazji, zgorzknieniem.

W trakcie rozmów o strachu przed oceną pytam:

„Co może stać się najgorszego, gdy ktoś coś o Tobie pomyśli lub powie?”

Zazwyczaj okazuje się, że… nic się nie stanie. Czasami natomiast, ponieważ jako ludzie chcemy przynależeć. Najbardziej boimy się odrzucenia i wykluczenia z jakiejś społeczności. Ucierpi wtedy nasze ego.

Zatem, jak warto myśleć o strachu przed tym, co powiedzą inni?

Otóż, po pierwsze, w prawdziwych relacjach i związkach jest przestrzeń na inność, na akceptację drugiej osoby, otwartość na to, że ma swoje zdanie i swoją koncepcję na życie. Dlatego warto zadać sobie pytanie czy warto utrzymywać relacje, które nas ograniczają.

Z drugiej strony, w takich trudnych sytuacjach warto zainteresować się tym, co czujemy i głębiej zastanowić, skąd w nas strach przed tym, co pomyślą lub powiedzą inni?

Bo na przykład, ktoś wychowywał się w małej wiosce, w której poczucie przynależności lub wykluczenia były ogromnie ważne. Od wczesnego dzieciństwa był „ostrzegany”, jak ważne jest to, co powiedzą sąsiedzi. I teraz niesie w sobie taką koncepcję, podawaną z pokolenia na pokolenie i ma ją głęboko w sobie zakorzenioną. Należy wtedy zadać sobie pytanie, czy moje martwienie się o opinie innych ludzi jest wciąż adekwatne? Czy ma zastosowanie? Co najgorszego się może zdarzyć? Czy jednak strach mnie oszukuje i dyktuje wyobraźni scenariusze bez pokrycia?

Zazwyczaj obawy dyktowane strachem raczej wyolbrzymiają to, że inni ludzie o nas myślą i się nami przejmują.

W rzeczywistości ludzie zajmują się sobą, dbają o siebie i swoje potrzeby, a nie myślą o nas. Jeżeli trudno ci w to uwierzyć, odwróć myślenie. Zastanów się, ile czasu sam poświęcasz na myślenie o innych, a ile na myślenie o sobie. Wierz mi, każdy ma podobnie 😉

W martwieniu się, co powiedzą inni, warto też wziąć pod uwagę jeszcze jeden aspekt. Jeśli zaczynamy żyć pod dyktando innych, robiąc to, czego od nas oczekują, ale wbrew sobie, wchodzimy w układ, w którym konsekwencje życiowych decyzji przypadną nam, a nie naszym „doradcom”. Także warto mieć dystans do tego, jaki pomysł na nasze życie mają inni (przyjaciele, rodzice, najbliżsi).

Jak jeszcze można sobie pomóc?

Należy wiedzieć, czego się w życiu chce. Co się chce realizować, co jest ważne, jakie wartości nam przyświecają. Wtedy przestaje być tak ważne, co pomyślą lub powiedzą inni.

I po drugie – warto umieć uspokoić swoją głowę i swoje myśli. Umieć zatrzymać myśli katastrofizujące, karmiące strachem naszą wyobraźnię. Należy umieć oddzielać fakty od interpretacji i skupiać się wyłącznie na faktach.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
zostawić przeszłość

Czy potrafisz zostawiać przeszłe zdarzenia, dawne urazy, żal, za sobą, w przeszłości? Czy może nosisz w sobie to, co było kiedyś i jest w Tobie wciąż żywe? Ktoś Cię zawiódł, bo zrobił coś, co uważałeś za złamanie zasad i nie potrafisz zapomnieć? Ktoś powiedział Ci coś, co zraniło Cię do głębi i na zawsze wpłynęło na Twój, pełen żalu, stosunek do tej osoby?

Dziś nie otrzymasz tu ode mnie gotowego rozwiązania – jak zostawić przeszłość za sobą. Jednak opowiem Ci bajkę i ciekawa jestem, do jakich refleksji Cię ona skłoni. Jaką mądrość z niej weźmiesz dla siebie i jak ta historia wpłynie na Twoje życie…

 

 

Bajka zaczyna się w momencie, gdy dwóch mnichów zen sposobiło się do przejścia rzeki w bród. Nadeszła też wtedy nad rzekę młoda, piękna dziewczyna. Ona również pragnęła przeprawić się na drugą stronę, lecz przerażał ją gwałtowny nurt.

Jeden z mnichów wziął ją z uśmiechem na swoje ramiona i z dużą łatwością przeniósł na drugi brzeg rzeki. Dziewczyna podziękowała i poszła w swoją stronę.

Jego towarzysz, zobaczywszy, co zrobił mnich, zawrzał gniewem i zawołał wzburzony: „Cóż uczyniłeś!? Mnichowi nie wolno przecież dotknąć ciała kobiety!…”

I dalej, przez całą drogę, gdy szli razem, nie rozluźnił zaciśniętych z gniewu zębów. Dwie godziny później, kiedy dochodzili już do klasztoru, oznajmił głosem pełnym wyrzutu, że o tym, co się stało, powiadomi w klasztorze ich mistrza.

„To, co zrobiłeś, jest zawstydzające i zabronione przez regułę naszego klasztoru!” – wyjaśniał dalej współtowarzyszowi podróży.

Wielce to zadziwiło tego drugiego. Po chwili ciszy i zastanowienia, zapytał z nutą zdumienia w głosie:

„Co jest zadziwiające? Co jest zabronione?”

„Jak to?!? Zapomniałeś już, co karygodnego zrobiłeś? Już tego nie pamiętasz? Przecież chwilę temu niosłeś na swoich ramionach piękną dziewczynę!” – grzmiał.

„A, o to ci chodzi…” – rzekł z uśmiechem pierwszy z mnichów i dodał– „To prawda, że ją niosłem. Ale upłynęły już dwie godziny, odkąd ja zostawiłem ją na drugim brzegu. Ty tymczasem, mój bracie, nadal wytrwale ją niesiesz na swoich plecach!…”

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Zdarza Ci się myśleć, że byłbyś spokojniejszym, bardziej opanowanym człowiekiem, gdyby nie Ci wszyscy ludzie, którzy Cię otaczają…? Jak często ich bezmyślność, nieodpowiedzialność, bezsensowne działania wyprowadzają Cię z równowagi i wiesz, że gdyby nie oni, byłbyś oceanem spokoju…

No właśnie… Jak to się dzieje, że inni nas denerwują, złoszczą, wkurzają? Jak to możliwe, że ktoś nieznajomy, lub przeciwnie – bardzo bliski – potrafi sprawić, że w dwie minuty wybuchamy i jesteśmy praktycznie „ugotowani”? Jak inni to robią, że potrafią tak umiejętnie wpłynąć na nasze emocje?

Ja odpowiedź na pytanie o tym, kto odpowiada za moją irytację, dostałam kiedyś od swojej nastoletniej córki. Był to taki etap w moim życiu zawodowym, że zajmowałam się już od jakiegoś czasu tematami emocji, zarządzania stresem, radzenia sobie z tym, co przeżywamy. No ale ponieważ w życiu często droga od teorii do praktyki jest dość wyboista, historia, którą chcę się z wami tu podzielić, olśniła mnie, wręcz rozwojowo spiorunowała.

A więc, pewnego letniego popołudnia, jakieś 3 lata temu, zajrzałam do pokoju mojej córki, chcąc ją o coś zapytać. Od razu (korzystając z modułu auto-matki) obiegam jej pokój wzrokiem, robiąc szybką (i dość krytyczną) ocenę, że ten standard czystości, który zastałam, jest daleki od tego, na jaki umawiałam się (tyle już razy) z moją córką.

Gdy tylko zobaczyłam, co zobaczyłam, zaczęłam odruchowo zwracać się do niej podniesionym głosem (według córki: czepiać się 😉) i mówić, co mi się nie podoba.

Czemu od razu krzyczysz?”- zapytała dość obojętnym tonem córka.

Ja, nadal podniesionym głosem, odparłam (odkrzyczałam): Krzyczę, bo Ty mnie znowu denerwujesz!

W odpowiedzi Hania, z dużym spokojem i dystansem, ważąc każde słowo, odpowiedziała: „Mamo. Chciałabym Ci przypomnieć, że nikt nie może Cię zdenerwować, tylko ty sama siebie, Więc jeżeli się denerwujesz, to weź odpowiedzialność za swoje emocje, bo to jest Twoja własna decyzja.”

Bang! To był ten moment, kiedy teoria skleiła mi się z praktyką i nastąpiło olśnienie. Sama tak córki mówiłam wiele razy, a teraz dostałam tę refleksję z powrotem… 😊 Możecie sobie wyobrazić moją minę w tamtym momencie…

Wiecie, jakie dwa ciekawe wnioski wyciągnęłam z tego zdarzenia?

  1. Lubię dzieci, bo skutecznie oduczają nas, dorosłych, głupoty 😉 i sprawnie potrafią wyłapać niekonsekwencję między tym, co robimy i co mówimy. Czuję pokorę i wdzięczność, gdy dostaję takie życiowe prezenty, opakowane w dziecięcą inteligencję.
  2. Faktycznie moja córka miała rację. Nie da się temu zaprzeczyć.

 

 

W sytuacjach, gdy puszczają nam nerwy, często mówimy, że dzieje się tak, bo „ktoś nas zdenerwował”. Otóż nie. Zdenerwowaliśmy się sami. Nikt i nic nas nie może zdenerwować, dopóki to my na to zdenerwowanie sobie nie pozwolimy.

Oczywiście, są osoby i sytuacje, które mogą, potrafią i próbują oddziaływać na nas emocjonalnie. Są osoby, które dobrze wiedzą, jak prowokować nas do reakcji emocjonalnej. Jednak pamiętaj – jeśli powiesz: „To on mnie sprowokował, że nakrzyczałem”, będzie to nieprawdą. To Ty pozwoliłeś się sprowokować. Bo to zawsze jest Twoja wewnętrzna decyzja, jak zareagujesz w danej sytuacji.

Co wobec tego wynika z mojego doświadczenia z córką i jak można podsumować temat tego, kto Cię denerwuje i czy inni nas denerwują?

  1. Po pierwsze, dobra wiadomość jest taka, że tylko i wyłącznie Ty odpowiadasz za to, jak reagujesz na rożne okoliczności, to, co powiedzieli bądź zrobili inni.
  2. Następnym razem gdy zrobisz komuś wyrzut: „Bo to ty mnie zdenerwowałeś!”, usłysz siebie i powiedz sobie „No cóż, tak, to ja się zdenerwowałem na to, co się stało”.

Sprawdź, jaką to zrobi różnicę i pamiętaj, że w życiu zawsze masz wpływ.

Masz wpływ na siebie, jak zareagujesz, co poczujesz, jak zechcesz przeżyć daną sytuację.

Powiem więcej: to jest bardzo dobra, wręcz doskonała wiadomość. 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
sposoby na poprawę nastroju

Inny kierowca zajeżdża Ci drogę, a Ty po chwili łapiesz się na tym, że gestykulujesz i krzyczysz w jego stronę? Czujesz jak robisz się czerwony ze złości, bo dzieci lub partner kolejny raz nie robią tego, o co prosisz? W pracy zlecono Ci dodatkowe zdanie, więc by rozładować gromadzące się w Tobie napięcie trzaskasz drzwiami?

Jeżeli należysz do osób, które na trudne sytuacje najczęściej reagują właśnie złością i wybuchem emocji… a potem tego żałujesz, mamy dziś dla Ciebie 4 sprawdzone sposoby na poprawę nastroju. Spróbuj, a zobaczysz, że w Twój nastrój zmieni się w pięć minut!

To wydaje się z pozoru banalne, ale złość powoduje napięcie w ciele, a idąc dalej – osoby spięte częściej na różne sytuacje reagują właśnie złością i nerwami. Wpada się w pewnego rodzaju błędne koło. Zwróć uwagę, jak często chwilę przed tym, zanim wybuchniesz, słyszysz od kogoś: „Co masz taką dziwną minę?”, „O, widać po Tobie, że coś się stało”, „Co jesteś taki zły?”. Te sygnały widoczne są bowiem na Twojej twarzy, w twoim głosie. Zaciskasz zęby, pięści, zmieniasz postawę.

Inni widzą Twoją złość, a Ty najczęściej ją czujesz.

Wiele osób, z którymi pracuję nad zarządzaniem emocjami mówi, że w takich sytuacjach czuje ścisk w żołądku i gardle, ucisk  w klatce piersiowej, spocone dłonie, ciężar na barkach i spłycony oddech.

Wiele osób podkreśla, że nie ma nad tymi odczuciami kontroli. Po prostu, w jednej chwili ich ciało zbiera się do walki, przyjmuje agresywną postawę, jest w pełnej mobilizacji. Po fakcie wiedzą już, że była to mobilizacja nieadekwatna. A w chwili, gdy już się taka agresja „wylała” w naszym ciele, co dalej zrobić z tym zmagazynowanym w nas gniewem i złymi emocjami?

W chwili, gdy zaczynasz odczuwać napięcie w ciele, warto przywołać myśl, że to napięcie jest pożywką dla złości. I dalej, warto włączyć wybraną, wyuczoną technikę redukcji stresu w ciele. Damy wtedy sygnał do głowy, by wydzielić hormony spokoju i zmienić stan, w jakim się znajdujemy.

Co wobec tego możesz świadomie zrobić, by świadomie wpływać na swój nastrój?

Oto sprawdzone sposoby na poprawę nastroju:

 

  1. Patrz na świat łagodnie

Ktoś stoi za blisko Ciebie w kolejce, ktoś zbyt głośno rozmawia przez telefon w autobusie, ktoś zajeżdża Ci drogę na ulicy – jak często w takiej chwili przeszywasz taką osobę mrożącym spojrzeniem. Patrzysz groźnie, z ukosa, cały się napinasz próbując przyciągnąć spojrzenie tej osoby. Za każdym razem, gdy zdarzy się taka sytuacja, świadomie dostrzeż, co robisz i co się dzieje. I gdy poczujesz napięcie, skieruj swoją uwagę na ten fakt, a następnie dosłownie rozluźnij napięcie w oczach.

  1. Pamiętaj o oddechu

Gdy ogarnia Cię gniew i czujesz, że coraz ciężej Ci oddychać, zatrzymaj się na chwilę i pomyśl o tym. Weź kilka głębokich oddechów – wciągaj powietrze przez nos i spokojnie wypuszczaj je przez usta. Skup się na oddechu, pomoże Ci w tym np. liczenie w myśli oddechów.

  1. Nie zapomnij o swoim normalnym głosie

Rozmawiasz z partnerem, dzieckiem, przełożonym lub podwładnym na jakiś trudny temat? Kontroluj swój głos. Zwróć uwagę na to, czy wraz z rosnącym napięciem nie zaczynasz mówić coraz szybciej lub coraz głośniej. Jeżeli tak jest, skup na tym swoją uwagę: zwolnij tempo, wróć do swojego zwyczajowego tonu. Warto pamiętać, że niektóre osoby w złości mają tendencję do mówienia coraz ciszej – jeżeli należysz do tych osób, to także staraj się to kontrolować i skup się na tym by mówić wyraźnie i odpowiednio głośno.

warsztaty uważności mindfulness

  1. Naprzemiennie napinaj i rozluźniaj mięśnie

Dzięki temu w chwili rozluźnienia poczujesz kojące odprężenie. Przy okazji możesz sobie powiedzieć w myślach: „Jeszcze kilka razy tak zrobię i przejdzie mi złość”, „Nie stracę panowania nad sobą, bo na spokojnie łatwiej będzie mi załatwić tę sprawę / przeprowadzić tę rozmowę”, „Opanuję się, bo powiem coś, za co potem będę przepraszać”.

Przy kolejnej emocjonującej sytuacji spróbuj wykonać te ćwiczenia i zwróć uwagę na to, jak zmieni się Twoje samopoczucie. Tajemnica tkwi w tym, że zamiast skupiać się na swoim gniewie, energię skupisz najpierw na odzyskaniu kontroli nad sytuacją, a następnie z jaśniejszym umysłem łatwiej znajdziesz wyjście z sytuacji, w jakiej się znalazłeś.

I pamiętaj o jednym – nie masz kontroli nad innymi ludźmi – zawsze może znaleźć się ktoś, kto zajedzie Ci drogę, nie będzie liczył się z Twoim zdaniem, czy nie weźmie pod uwagę Twoich potrzeb. Tego nie zmienisz i na całe szczęście nie musisz.

Wystarczy, że zmienisz swoje reakcje na tego typu sytuacje, a na to  masz realny wpływ.

Co ważne, z wykonaniem ćwiczeń nie czekaj do ostatniej chwili, gdy już znajdziesz się na krawędzi. Spróbuj wykonać ćwiczenia wcześniej, jeżeli stoisz w korku i już czujesz pojawiające się napięcie, spróbuj się rozluźnić. Wiesz, że czeka Cię trudna rozmowa, weź kilka głębszych oddechów zanim ją zaczniesz.

I pamiętaj praktyka czyni mistrza!

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
potrzeba kontroli

Każdego czasem ponoszą emocje. W takich sytuacjach, po fakcie już, mówimy: „Straciłem panowanie nad sobą”, „Wściekłam się”. Źródła problemu szukamy wtedy w BRAKU KONTROLI nad emocjami, chociaż tak naprawdę problem leży gdzie indziej: to nasza potrzeba KONTROLI danej sytuacji i innych osób.

Jak to działa? Na czym polega potrzeba kontroli? Opowiem Wam na przykładzie Laury, mojej klientki. Laura jest mamą dwójki nastolatków. Wybrali się w tym roku na wspólne wakacje. Po powrocie, na moje pytanie „Jak było?”, odpowiedziała: „Koszmar!”.

Potem opowiedziała mi, że praktycznie każdego dnia dzieci doprowadzały ją do furii, co wiele razy kończyło się dziką awanturą i karami (dla nastolatków!). „Same się o to prosiły” – opowiadała sfrustrowana Laura. W jaki sposób się prosiły? W dalszej rozmowie zrozumiałam: nie robiły tego, co chciała Laura.

Syn spędził dzień w towarzystwie kolegi i pod wieczór wrócił z ogoloną głową, twierdząc, że w starej fryzurze było mu za gorąco… Córka wybrała właśnie te wakacje na swój randkowy debiut.

Zapytałam, czy kłótnie i awantury przyniosły oczekiwany skutek – czyli chęć dzieci do współpracy i realizacji oczekiwań mamy. Zasmucona Laura przyznała, że nie.

Że sytuacja jedynie eskalowała, a im bardziej ona traciła nad sobą panowanie, tym dzieci były bardziej „nieposłuszne”.

Poprosiłam Laurę, by na spokojnie pomyślała o potrzebach swoich i dzieci. Przyznała, że złość ogarniała ją za każdym razem, gdy czuła, że dzieci wymykają się jej spod kontroli. Złościła się, chociaż przecież włosy syna odrosną, a córka może bardziej potrzebowałaby rozmowy, jak nawiązywać relacje w bezpieczny sposób…

No właśnie. Często wpadamy we wściekłość, bo wydaje się nam, że inni mają w stosunku do nas jakieś zobowiązania (powinni nas słuchać, brać nasze zdanie pod uwagę itd.) lub dlatego, że jesteśmy przekonani, że wiemy, co dla nich dobre (a wręcz najlepsze).

Tymczasem inni ludzie (nawet nastoletni) mają dokładnie tak samo jak my swoje zdanie, potrzebę autonomii, samostanowienia, własne przekonanie na temat tego, co dla nich jest dobre.

Zanim ponownie najdzie Cię ochota, by podnieść głos, poddać się emocjom, trzasnąć drzwiami – pamiętaj, że jedyne, co jesteś w stanie kontrolować – to nie inni ludzie, ale Twoje reakcje i sposób, w jaki się komunikujesz z drugą osobą.

Zwróć uwagę, że rozmowa z szacunkiem to nie tylko słowa, jakie wypowiadasz. To także ton głosu, w którym słychać akceptację, szacunek, wyrozumiałość. Im szybciej uświadomisz sobie, że nikt nie jest Twoją własnością (mąż, dzieci, przyjaciele), tym szybciej wpłyniesz pozytywnie na swoje emocje i reakcje. Warto – z szacunku dla siebie i innych.

Wszystkich, którzy chcieliby poznać techniki i ćwiczenia pomocne w kierowaniu własnymi emocjami, serdecznie zapraszamy na nasze warsztaty „Zarządzanie stresem i emocjami”. Ćwiczymy na przykładach z naszego codziennego życia!

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
dlaczego ludzie krzyczą

Pewien hinduski mędrzec udał się nad rzekę Ganges, żeby odbyć świętą kąpiel. Na brzegu natknął się na grupę krewnych, którzy strasznie na siebie wrzeszczeli.

– Dlaczego ludzie krzyczą na siebie, kiedy są wściekli? – zapytał uczniów, którzy podążali za nim w tej wyprawie.

Zastanawiali się długo, w milczeniu. Wreszcie jeden z nich odpowiedział mędrcowi:

– Kiedy tracimy spokój, nie możemy się wyciszyć, więc zaczynamy krzyczeć.


SZKOLENIA DLA CIEBIE

W odpowiedzi mędrzec zadał swoim uczniom kolejne pytanie:

– Po co krzyczeć, skoro osoba, do której się zwracasz, stoi tuż obok ciebie? Równie dobrze można mówić cichym głosem…

Uczniowie dawali różne odpowiedzi, ale żadna nie satysfakcjonowała mistrza. Wreszcie sam zabrał głos.

– Kiedy ludzi ogrania złość, ich serca oddalają się od siebie. Muszą krzyczeć, żeby się wzajemnie usłyszeć. Im bardziej są wściekli, tym głośniej muszą krzyczeć, bo dzieląca ich odległość się zwiększa. A co się dzieje, kiedy dwoje ludzi zakochuje się w sobie? Szepczą. Nie muszą mówić głośniej , bo ich serca lgną do siebie nawzajem. Kiedy ich miłość nabiera mocy, w ogóle nie muszą już mówić. Słowa są niepotrzebne, wystarczy  że patrzą sobie w oczy – dokończył*.


SZKOLENIA DLA CIEBIE


Kiedy więc kłócisz się z kimś, nie używaj słów, które odpychają wasze serca.

Zamilknij, poczekaj, poszukaj słów…

I zacznij mówić szeptem.

By serce drugiej osoby… nadstawiło uszy, pragnąc cię usłyszeć.

I aby się przybliżyło…

 

* Historia na podstawie hinduskiej opowieści, którą można znaleźć na różnych stronach internetowych

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.