Wpisy

dlaczego czas tak szybko mija

Kiedy myślmy o zarządzaniu czasem, to w miarę oczywiste wydaje nam się zarządzanie czasem pracy. Tymczasem zagadnienie zarządzania czasem warto rozważyć również w kontekście czasu wolnego. I chodzi tu zarówno o urlop, weekend, jak i wolne popołudnie.

Zastanów się przez chwilę, jak często zdarza Ci się po weekendzie stwierdzić: „nie wiem gdzie mi umknął ten czas”, albo powiedzieć: „miałam tyle planów, czas minął, a ja nic nie zrobiłam”. A może po urlopie czujesz się tak samo zmęczony, jak przed?

No właśnie, dlatego z pomocą przychodzi umiejętność zarządzania czasem wolnym, czyli takiego organizowania sobie czasu, by spędzać go bardziej efektywnie. By nie kończyć weekendu czy urlopu z poczuciem, że czas nam minął, a nic konstruktywnego się dla nas nie wydarzyło.

Sprawdziłam to na samej sobie. Dopóki nie przeformułowałam swojej organizacji czasu wolnego, często zdarzało mi się, zwłaszcza w weekend, albo mieć poczucie przeładowania obowiązkami i przytłoczenia, albo że nie zrobiłam niczego ze swoich planów i zmarnowałam ten czas.

Dlatego wyciągając wnioski z tego, czego nauczyłam się o zarządzaniu czasem, w każdy weekend, siedząc z poranną kawą, spisuję to, co chcę, aby się w ten weekend wydarzyło (łącznie z listą zakupów i podziałem zadań na dzieci), a następnie planuję sobie trzy najważniejsze zadania.

Trzy najważniejsze zadania dnia (3NZD) to rozwiązanie, które przeniosłam do organizowania się w życiu prywatnym z życia zawodowego. 3NZD to trzy rzeczy, które chcę, aby zrealizowały się w moim wolnym czasie.

Zapisuję te trzy cele (3 maksimum), dzięki czemu wiem, że zakończę wspomniany wcześniej weekend z poczuciem sensownie wykorzystanego czasu.

Podobnie warto robić w czasie urlopu. Od lat, na wyjazdach z rodziną ustalamy, jakie 3 rzeczy, 3 aspekty wakacji, są dla każdego ważne. A potem czynimy ustalenia, jak nasze potrzeby pogodzić. Także, jeśli chcesz spróbować, możesz na przykład zapisać sobie trzy najważniejsze miejsca, które chcesz podczas wyjazdu odwiedzić, byś uznał urlop za udany i dobrze wykorzystany.

By rzeczywiście zadziałała satysfakcja i frajda z dobrze wykorzystanego czasu, pamiętaj, że chodzi w tym głównie o to, by tych planów nie było zbyt dużo. By nie były przeładowane, a zdecydowanie wyważone. Dzięki temu nie będą dla Ciebie źródłem stresu i Twój mózg nie będzie szukał wymówek, by jednak dać sobie z nimi spokój.

Uczestnik jednego z moich szkoleń z zarządzania czasem, w czasie modułu poświęconego właśnie zarządzaniu czasem wolnym, rzucił w grupie pytanie: „No dobrze, ale czy nie o to chodzi w czasie wolnym, żeby nic nie planować? Bo co ze spontanicznością, luzem i odpoczynkiem?”

To było dobre pytanie i słuszna myśl.

Planowanie i korzystanie z umiejętności zarządzania czasem w kontekście życia prywatnego to poszukiwanie optimum.

Właśnie po to, by się nie przeładowywać, ale też mieć poczucie dobrej organizacji (bo przecież w życiu prywatnym normalnie mamy także mnóstwo codziennych spraw „do ogarnięcia), na czas wolny planujemy sobie trzy najważniejsze zadania dnia.

Możemy mieć więcej planów, jednak wyłonienie 3NZD jest kluczowe dla poczucia spełnienia i sensu.

I tym sposobem utrzymujemy też balans między spontanicznością i realizacją tego, co mamy ważne i zaległe.

Tak więc, zarządzaj swoim wolnym czasem, by nadawać kierunek swoim działaniom, a resztę czasu pozostawiaj spontaniczności. Dzięki temu z jednej strony unikniesz poczucia, że czas przecieka Ci przez palce, z drugiej dasz sobie przestrzeń na dowolność.

Podsumowując, celem zarządzania czasem prywatnym jest poszukanie optimum między odpoczynkiem a satysfakcją z tego, że „ogarniasz” 🙂

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

asert

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.


Czas jest zasobem, którego nie można zaoszczędzić na przyszłość, ani odzyskać, gdy się go utraci.


O czasie, o zarządzaniu czasem i o braku czasu odbyłam już chyba setki rozmów. Na szkoleniach, w coachingu, w zwyczajnych rozmowach.

Jedną swoją rozmowę pamiętam szczególnie wyraźnie. Miała miejsce kilka dobrych lat temu, ze znajomym, który opowiadał mi historię swojego ojca. Ojciec ten, z powodu swojego stanu zdrowia, w wieku około 40 lat, zrezygnował całkowicie z pracy zawodowej. Od tamtego czasu, przez wiele lat, zajmował się dorastającymi dziećmi, domem, ogrodem. Obecnie, jak opowiadał mi znajomy, ojciec ma już ponad 70 lat i zawsze MA CZAS. Ma czas, żeby gdzieś pojechać, załatwić rodzinne sprawy, popilnować wnuków, dowieźć obiadki, dostarczyć pisma do urzędów.

Znajomy w czasie swojej opowieści, kilka razy i z dużą tęsknotą w głosie, powtórzył zdanie, które zwróciło moją uwagę i skłoniło do refleksji.

„Gdybym tylko ja miał w życiu tyle czasu, co mój ojciec…”

Po chwili refleksji i zastanowieniu, odniosłam się do jego słów. A moja odpowiedź, chociaż wydawać by się mogło, oczywista, była dla niego zaskoczeniem i wprawiła go w zdumienie.

Otóż, gdy usłyszałam tę jego myśl (zakładam, że wypowiadaną latami jak mantrę) zapytałam:  „A to nie jest tak, że każdego dnia każdy z nas ma dokładnie tyle samo czasu?…”

Pamiętam, że mój znajomy zamyślił się wtedy nad tym, co usłyszał. Na swoją tęsknotą do „posiadania” więcej czasu. Nad presją, pod jaką żył od wielu lat. Nad poczuciem, że pragnąłby mieć więcej wpływu na własne życie…


Psychologia zarządzania czasem opiera się na prostej zasadzie, zwanej PRAWEM KONTROLI.


Mówi ona, że czujesz się dobrze z samym sobą tylko w takim stopniu, w jakim masz poczucie kontroli nad własnym życiem. Głosi równocześnie, że czujesz się źle z samym sobą w stopniu, w jakim masz wrażenie braku kontroli nad swoim życiem lub swoją pracą.

Psycholodzy rozróżniają wewnętrzne źródło kontroli, przy którym czujemy, że jesteśmy panami własnego przeznaczenia, oraz zewnętrzne źródło kontroli, przy którym mamy wrażenie, że o naszym życiu decydują czynniki zewnętrzne.

Kiedy kontrola pochodzi ze źródła zewnętrznego, wydaje nam się, że o naszym życiu decydują szef, rachunki, potrzeby i plany bliskich, ciężar pracy i obowiązków. Czujemy wtedy, że mamy zbyt dużo do zrobienia w zbyt krótkim czasie oraz że nie decydujemy sami o swoim czasie i życiu. Większość tego, co robimy w takim funkcjonowaniu polega na reagowaniu na zdarzenia zewnętrzne.

Mówimy sobie wtedy, że potrzebujemy więcej czasu.

Jest duża różnica między działaniem, o którym decydujemy sami i które jest zorientowane na cel, a reagowaniem, które polega na doraźnym uleganiu zewnętrznej presji.

To różnica JAKOŚCIOWA, między nastawieniem pozytywnym i poczuciem kontroli a nastawieniem negatywnym, stresem i poczuciem bycia pod presją.

Aby doświadczać w życiu satysfakcji, buduj maksymalne poczucie kontroli nad najważniejszymi aspektami swojego życia zawodowego i osobistego. Zanim tego dokonasz, potrzebujesz określić najpierw, które obszary Twojego życia są dla Ciebie najważniejsze. A następnie będziesz mógł tak dokonywać wyborów, aby potrzebom w tych obszarach dawać jakościowy czas, miejsce i uwagę.

Często wydaje nam się, że zarządzanie czasem to rozpisanie zadań w kalendarzu. Tymczasem kwestia jest o wiele bardziej złożona. Zarządzanie czasem, a przede wszystkim budowanie poczucia wpływu na własne życie, zaczyna się tak naprawdę od określenia własnych potrzeb, ustalenia planów i celów, na których nam najbardziej zależy. Następnym krokiem jest praca nad własną motywacją i konsekwentne realizowanie najważniejszych swoich potrzeb.

Podczas szkolenia poświęconego zarządzaniu sobą w czasie uczymy Uczestników, jak mieć wpływ na własne życie, jak umiejętnie określać sobie cele i skupiać się w życiu na tym, co dla nas naprawdę ważne. Czyli jak budować wpływ na własne życie i świadomie przyczyniać się do własnej, życiowej satysfakcji.

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

jak reagujesz w sytuacji stresowej

W literaturze dotyczącej zdrowia i psychologii znaleźć możemy różne informacje o tym, jak my, ludzie, reagujemy w sytuacji stresowej.

W sytuacji takiej uciekamy się do stylów zachowań, które można usystematyzować w następujący sposób:

  • styl skoncentrowany na zadaniu
  • styl skoncentrowany na emocjach
  • styl skoncentrowany na unikaniu

Styl skoncentrowany na zadaniu

Styl taki stosuje osoba, która w sytuacji stresowej skupia się na problemie i szybko zabiera się za jego rozwiązanie, lub usuwanie jego przyczyn. To styl skupiony na konstruktywnym działaniu i poszukiwaniu sposobów wpływu na rzeczywistość.

Wiele lat temu, w grudniowe popołudnie, sąsiadka zauważyła, że w moim domu, w którym pogaszone są wszystkie światła, widać było błyski latarek.

Natychmiast oceniła, że to włamywacze, zadzwoniła do mnie, by mnie o tym fakcie poinformować, a następnie chwyciła za szczotkę z długim kijem i ruszyła przegonić złodziei.

Historia skończyła się o tyle dobrze, że przestępcy uciekli wcześniej i nie zrobili jej krzywdy.

To idealny przykład zachowania w stresie, skoncentrowanego na działaniach.

Styl skoncentrowany na emocjach

Styl ten oznacza, że w sytuacji stresowej osoba doświadczająca napięcia, przede wszystkim skupia się na przeżywaniu tego, czego doświadcza i próbach rozładowania swoich emocji.

Osoba, która przeżywa stres w taki sposób w głowie, wielokrotnie prowadzi dialog wewnętrzny, pisze scenariusze, co zrobi lub powie, jeśli sytuacja dotyczyła osób trzecich lub rozpamiętuje w kółko to, co się stało.

Styl skoncentrowany na unikaniu

W stylu skoncentrowanym na unikaniu albo angażujemy się w czynności zastępcze albo uciekamy w poszukiwanie kontaktów towarzyskich. Pojawiają się tu np. sprzątanie, seriale, ale też długie rozmowy telefoniczne.

Nasuwa się pytanie, który styl jest najlepszy? Część koncepcji na ten temat wskazuje koncentrację na zadaniu, jako najbardziej pożądaną. Warto jednak na style spojrzeć także inaczej, przez pryzmat tego, że radzenie sobie w sytuacji stresowej może być kilkuetapowe i że dany styl, w danym momencie, może być po prostu adekwatny do bieżącej chwili.

Za przykład niech nam posłuży moja osobista historia, bardzo stresującej dla mnie, wpadki zawodowej. Jakiś czas temu, w sobotni poranek, tuż przed rozpoczęciem warsztatów, zadzwoniła do mnie, z zupełnie innego miasta, moja klientka. Zdziwionym głosem zapytała, gdzie jestem, bo jej zespół handlowy, zgodnie z ustaleniami, siedzi właśnie w sali szkoleniowej, czekając na moje szkolenie.

To, co się zdarzyło potem i jak tym kryzysem zarządziłam, jest dobrym przykładem na to, że różne style radzenia sobie ze stresem mogą być adekwatne na kolejnych etapach sytuacji stresowej.

W pierwszej chwili pomyślałam wtedy: „O rety, o rety! Coś pewnie oni pomieszali! To nie może być prawdą!” Po krótkiej rozmowie z dzwoniącą klientką ustaliłyśmy, że odezwę się później. A ja, wątek zapomnianego terminu „zaparkowałam” na czas szkolenia, które właśnie zaczynałam. Rozpoznajecie tu styl unikania? Powiedziałam sobie wtedy: „Nie myśl o tym, skup się na tym, co tu i teraz”.

Po zakończeniu dnia szkoleniowego pierwszą rzeczą, jaką sprawdzenie, jak to się stało.

Uświadomienie sobie, że to faktycznie ja pomieszałam terminy sprawiło, że pojawiło się we mnie dużo emocji, ukrytych pod myśleniem: „ale porażka!”, „jak mogłam zapomnieć!”. Potrzebowałam czasu, by emocje związane z tym zdarzeniem – złość, bezradność, żal- po prostu „przeżyć”. Tak, to był etap koncentracji na emocjach.

Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, zaczęłam analizować możliwości, obmyślać plan, jak rozwiązać zaistniałą sytuację. Byłam już w mocnym skupieniu na zadaniu.

Także, gdy doświadczasz stresującej sytuacji, która wybiła cię z rytmu życia, dostrzeż, którą strategię radzenia sobie ze stresem uruchomiłeś na początku. Sprawdź, na ile jest ona w danej chwili pomocna i – co najważniejsze – jak długo chcesz w niej pozostać.

Potrzebujesz się na chwilę wyłączyć? Ok, obejrzyj film, schowaj się przed światem, „zaparkuj” problem. Ale nie siedź w tym zbyt długo, sprawdź, kiedy pora iść dalej. Wyzłość się, wysmuć, wyżal. Zaopiekuj własnymi emocjami, i daj im trochę przestrzeni. I znowu – sprawdź, kiedy pora, by iść dalej. By otrzepać się, uznać fakty, ustalić, na co masz wpływ i świadomie przejść do etapu koncentracji na rozwiązaniu, by zacząć budować konstruktywny plan.

A Ty jak reagujesz w sytuacji stresowej?

Jeżeli obecna sytuacja jest dla ciebie źródłem stresu, sprawdź, jak na nią zareagowałeś, co się zmieniło przez ostatnie tygodnie i na jakim etapie jesteś obecnie. Czy unikasz konfrontacji i udajesz, że rzeczywistość się nie zmieniła? Czy jesteś na etapie emocjonalnego przeżywania tego, co się dzieje? Bo może już pora, by przejść do etapu skupienia się na projektowaniu nowych, skutecznych rozwiązań? Szkoda byłoby ten etap przegapić.

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

relacje z partnerem

Izoluje, odbiera siłę, zdrowie, zniechęca do działania, sprawia, że przestajemy myśleć racjonalnie. Podsyca negatywne emocje, niszczy relacje z partnerem… tak właśnie działa na nas STRES.

Długotrwały stres pochłania wiele energii, rodzi poczucie bezsilności i osamotnienia. Ma też dużą siłę rażenia – udziela się osobom w naszym najbliższym otoczeniu. W konsekwencji sieje spustoszenie nie tylko w naszym zdrowiu psychicznym i fizycznym, ale i w życiu naszego partnera, a nawet naszych dzieci.

Co znamienne – stres działa „po cichu”, z początku niezauważony. Czasem potrzeba wielu rozmów, żeby uświadomić sobie, że problemy z komunikacją, rozłamy, izolacja w związku to efekty długotrwałego stresu. Warto zatem wiedzieć, jak rozpoznać objawy stresu oraz jak sobie z nimi poradzić, zanim będzie za późno, a nasze relacje z partnerem ucierpią bezpowrotnie.

Jeśli stres to choroba, to jak zatem rozpoznać negatywne symptomy?

  1. Rozdrażnienie

Gdy zamykasz się na partnera w stresujących momentach z pozoru masz wrażenie, że daje to panowanie nad całą sytuacją. Nie obciążasz bliskiej osoby swoimi problemami, wydaje Ci się, że pozwalasz jej na spokojne życie, w czasie gdy Ty toczysz wewnętrzną walkę. A teraz przyjrzyj się sobie w codziennych sytuacjach. Jak często po stresującym dniu zdarza Ci się wybuchnąć na z pozoru błahe sprawy? Rozrzucone buty, za głośna muzyka, sprzeczające się dzieci?

Gdy niesiemy ze sobą bagaż stresu, o wiele szybciej dajemy upust negatywnym emocjom, w najbardziej nieodpowiednich momentach. Dużo częściej zdarza się nam wtedy powiedzieć coś, czego po chwili żałujemy. Partner, którego nie dopuszczasz do swoich problemów nie wie, co jest źródłem takiego zachowania. Czuje się pogubiony, często zraniony i trudno mu się dziwić.

Pomyśl o szczerej rozmowie z bliską osobą. Być może nie będzie Ci w stanie zaproponować rozwiązania, ale już sam fakt, że ktoś Cię wysłucha, może mieć tutaj duże znaczenie. Mówienie o swoich problemach i lękach pozwoli Ci je nazwać, a tym samym oswoić. Spojrzeć na nie z pewnej perspektywy. Jest taki poziom stresu, przy którym nie widzimy już jasno wyjścia z sytuacji. Pamiętaj że są ludzie, którzy profesjonalnie zajmują się pomaganiem i rozmowami pomocnymi w pracy ze stresem. Decyzja o skorzystaniu z fachowej pomocy jest dowodem odwagi i troski o siebie i najbliższych.

  1. Problemy z koncentracją

A dokładnie koncentracja na niewłaściwych kwestiach. Powiedzenie, że „nieszczęścia chodzą parami” ma w sobie coś z prawdy. Zauważyłeś, że w stresujących momentach zdarza Ci się popełniać więcej błędów, tym samym czasem jeszcze pogarszać swoją sytuację. Dzieje się tak, bo koncentrujesz się tylko i wyłącznie na problemie, zamiast na jego rozwiązaniu. Rozkładasz go na czynniki pierwsze, myślisz o tym, jak to na Ciebie wpływa, w głowie piszesz kolejne czarne scenariusze. Im bardziej na tym koncentrujesz swoją energię, tym większa szansa, że któryś z tych czarnych scenariuszy się zrealizuje.

Kiedy jesteśmy zestresowani, nasz mózg przechodzi w tryb „walki lub ucieczki”, a nasze decyzje stają się bardziej pochopne lub odwrotnie nie podejmujemy ich wcale. Takie zachowanie nie wpływa dobrze ani na naszą sytuację w pracy, ani relacje z partnerem.

Czujesz przygnębienie, a może złość? W takiej sytuacji pomyśl sobie, że to Ty panujesz nad swoimi emocjami, nie one nad Tobą. Przypomnij sobie wydarzenie, gdy pod wpływem emocji podejmowałeś decyzję. Jakie były jej skutki? Weź kilka oddechów, opanuj się zanim zareagujesz. Powiedz, że potrzebujesz więcej czasu. Nie ma w tym nic złego.

  1. Tryb oszczędnościowy

Stres poważnie wpływa na Twoje zdrowie. Poza tym, że przewlekły stres jest przyczyną chorób serca, osłabia układ odpornościowy, powoduje depresję to także – mówiąc wprost – odbiera nam siły. Twój organizm to czuje. Jak często po tym, jak jesteś poddany długotrwałej presji chcesz po prostu zostać na kanapie, nakryć się kocem na głowę, zniknąć. Wybierasz patrzenie w telewizor i paczkę chipsów częściej niż spacer, wierząc, że poprawią Ci humor?

Takie zachowanie ma wpływ nie tylko na Ciebie, ale i na Twoje relacje z partnerem, a także na twoje dzieci. Zwróć uwagę na swoje zwyczaje: co ląduje w Twoim koszyku, gdy robisz zakupy. Jak wyglądają Wasze rodzinne posiłki. Jak często stres odbiera Ci siłę do przygotowania obiadu i decydujesz się na zamówienie czegoś na wynos.

Zestresowani rodzice spędzają też mniej czasu ze swoimi dziećmi. Wtedy najczęściej rolę opiekuna przejmuje telewizor, komputer lub telefon. A my, zamiast planować weekendowy wypad za miasto całą energię skupiamy w tym czasie na dręczących nas problemach.

Rozwiązanie? Gdy w sytuacji stresowej Twój mózg podpowiada Ci, by sięgnąć po słodycze i zostać na kanapie, tak naprawdę wypad na siłownię, spędzenie czasu z dzieckiem na wycieczce może mieć na Ciebie terapeutyczne oddziaływanie. Pozwoli Ci skupić się na czymś innym, nabrać zdrowego dystansu, uświadomić sobie, co w życiu jest ważne. Gdy czujesz, że świat Cię przerasta, zacznij od prostych ćwiczeń oddechowych. Skup się na tym, co tu i teraz.

  1. Izolacja i relacje z partnerem

Stres niszczy Twoje relacje. Nie robi tego gwałtownie, lecz niepostrzeżenie. Często więc go bagatelizujemy. A jednak zawsze nasze relacje z partnerem narażone są na efekty długotrwałego stresu. Dlatego nawet te najtrwalsze związki nie są w stanie tego przetrwać. Kiedy jesteś zestresowany, jesteś też bardziej wrażliwy. Napotykane trudności wydają się nie do pokonania. Twoje porażki są coraz większe, a Ty przy nich jesteś coraz mniejszy. Kurczy się Twoja pewność siebie.

Tu już jest prosta droga do problemów z komunikacją i niezrozumieniem. Z jednej strony sam izolujesz się od świata, żyjąc w przekonaniu, że nikt nie może do końca wczuć się w Twoją sytuację, postawić się na Twoim miejscu. Nie wiedząc, jak ci pomóc, twój partner czuje się natomiast odtrącony i beznadziejny. Znam przypadki, gdy długotrwały stres jednego z partnerów kończył się depresją bliskiej osoby.

Uświadom sobie, że nawet najtrudniejsza sytuacja nie musi pociągnąć Was dwojga na skraj przepaści. Pierwszy krok ku temu to uświadomienie sobie, że to Ty decydujesz o tym, jak przeżyjesz swoje życie, nie zły lub dobry los, szczęśliwy czy nieszczęśliwy przypadek. Uświadom sobie, że wszyscy doświadczamy wzlotów i upadków, nie zmienisz tego, możesz jednak zmienić swój sposób reagowania na takie sytuacje. Czas uświadomić sobie, że chwilowe problemy nie muszą decydować o być albo nie być Twojego związku. To pierwszy krok.

A kolejne? Aby uniknąć sytuacji, gdy stres niszczy Twoje relacje z partnerem, dowiedz się, jak radzić sobie z nim w zdrowy i skuteczny sposób. Techniki, z których korzystać można w codziennym życiu, poznają uczestnicy mojego szkolenia „Zarządzanie stresem i emocjami”. Poznają ćwiczenia, które pomagają im mieć kontrolę nad swoimi emocjami: takimi jak strach, złość, niecierpliwość. Uczą się panować nad swoimi reakcjami emocjonalnymi, dowiadują się jak przestać roztrząsać przeszłość oraz wybierać i decydować, co chcą myśleć i jak chcą się czuć. Chcesz zapoczątkować u siebie zmiany? Skorzystaj ze szkolenia.

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

naucz się medytacji

O medytacji mówi się i pisze bardzo dużo, więc zakładam, że Ty też już co nieco na ten temat słyszałeś. Niezależnie od tego, czy już wiesz, jak medytować, czy też dopiero zaczynasz, poniżej znajdziesz informacje, które tę wiedzę zbierają, porządkują i wyjaśniają, dlaczego warto medytować. Naucz się medytacji z nami, by osobiście doświadczyć jej dobrodziejstw.

 

1. Czym jest medytacja?

Ludzki umysł uwielbia być zajęty. W dobie Internetu, krótkich przekazów, przeskakiwania z tematu na temat, miliona reklam, zajawek, newsów, skupia się on na wszystkim i… na niczym.

W rezultacie to, czego doświadczamy, to rozkojarzenie, trudności z koncentracją, ciągła potrzeba stymulacji nowymi bodźcami.

Medytacja jest tymczasem określana jako „nic-nie-robienie”. Czas bycia, w którym pozbywamy się pośpiechu i pędu, oczyszczamy naszą głowę, uspokajamy ciało.

Medytacja polega na maksymalnym skupieniu się na procesie oddychania. Na robieniu wdechów i wydechów. Co ważne – nie ma dobrej ani złej medytacji. I cokolwiek się w czasie medytowania dzieje i pojawia, warto przyjmować z łagodną akceptacją.

Co może być istotne, pisząc o medytacji warto nadmienić, że pomimo różnych na ten temat opinii (i/lub obaw), medytacja jest wolna od jakiejkolwiek religii.

2. Korzyści i dobrodziejstwa medytacji

O dobroczynnym wpływie medytacji, można by pisać długo. Zbierając jednak bazowy zestaw korzyści, które odniesiesz dzięki regularnemu medytowaniu, sprowadza się on do następujących aspektów:

  • większa zdolność koncentracji
  • redukcja stresów i napięć
  • umiejętność reagowania i lepsze radzenie sobie z emocjami.
  • zyskanie zdrowego dystansu do tego, co się dzieje w naszym życiu
  • spokój umysłu
  • wzrost odporności fizycznej i psychicznej

3. Naucz się medytacji- czyli jak to robić?

Medytować możesz, kiedy masz na to czas, chociaż najlepsze rezultaty przynosi medytacja  o stałej, określonej porze w ciągu dnia. Na przykład rano, zanim zaczniemy inne obowiązki. Na początek wystarczy zacząć od 15 minut dziennie, wykonując poniższe kroki:

  1. Usiądź na podłodze na macie lub na czymś innym wygodnym, po turecku
  2. Podłóż coś pod pośladki, tak, żeby były wyżej. Ja wykorzystuję np. zwinięty na grubo ręcznik
  3. By nie sprawdzać, co chwilę ile czasu już minęło (może być tak, ze będziesz mieć na to ochotę), ustaw sobie timer np. w telefonie. Niech poinformuje Cię, gdy upłynie zaplanowany czas.
  4. Przetestuj medytację z muzyką (do medytacji) oraz bez muzyki. Sprawdź, co Ci służy.
  5. Przyjmij wygodną i prostą pozycję kręgosłupa i zacznij odmierzać czas. Dłonie możesz położyć na kolanach. Sprawdź pozycję dłoni otwartą do góry.
  6. Skieruj całą swoją uwagę na swój oddech. Na proces WDYCHANIA powietrza nosem i WYDYCHANIA ustami. Po prostu bądź. I oddychaj.

4. Czego możesz się spodziewać w trakcie medytacji?

Pamiętaj, że medytacja to trening. Oznacza to więc, że im dłużej to robisz, tym będziesz mieć lepsze efekty i bardziej będziesz odczuwać dobrodziejstwa medytacji. To, co wydaje się być bardzo proste w instrukcji (usiądź i świadomie oddychaj) w praktyce, szczególnie na początku może stwarzać ci pewne trudności.

Naturalne rzeczy, których możesz się spodziewać w trakcie medytowania to:

  1. Twój umysł będzie chciał być zajęty. Dlatego naturalne jest, że prędzej czy później przez Twoją głowę będą przepływały różne myśli: co ugotować na obiad, co mam jeszcze do zrobienia, czy wysłałem tamtego maila. Uznaj, że to naturalne. Za każdym razem, gdy dostrzeżesz, że Twoja uwaga się rozprasza, łagodnie i ze spokojem kieruj ją na świadome oddychanie.
  2. Drugim zjawiskiem, które możesz dość szybko zaobserwować w czasie medytacji, to „protest” Twojego ciała. Prędzej czy później zacznie ono domagać się uwagi i „krzyczeć” – niewygodnie mi! boli! popraw się natychmiast! I w tym przypadku także pamiętaj, że to naturalne i jest ok. Zasada jest następująca: z jednej strony w medytacji nie chodzi o to, aby siedzieć długo w niewygodnej pozycji, z drugiej natomiast, zamiast – jak to robimy zazwyczaj – od razu reagować na sygnały płynące z ciała, przy pierwszej niewygodzie skierować swoją uwagę na oddychanie i poczekać ze zmianą dłużej niż zwykle. Chodzi o to, by nie reagować od razu, pobyć chwilę w tym doświadczeniu niewygody i zobaczyć, co wydarzy się dalej. Z zaskoczeniem możesz zauważyć, że doświadczane przed chwilą napięcie zmniejsza, się, znika lub ulega pewnej modyfikacji. Oczywiście, jeżeli nadal będziesz chciał zmiany pozycji, to to po prostu zrób.
  3. Po trzecie pamiętaj również, że na to, jak czujesz się w trakcie medytacji, naprawdę nie ma żadnej zasady. W zależności od dnia, Twojej kondycji, ilości spraw, które Cię absorbują, możesz doświadczać: cudownego spokoju w głowie lub przeciwnie: gonitwy myśli, większego spokoju w ciele lub przeciwnie: większych napięć. Trenuj w tym wszystkim AKCEPTACJĘ. Wewnętrzna zgodę, że czegokolwiek doświadczasz – wszystko jest właściwe i poprawne, że jest ok.

  4. I w końcu, w czasie medytacji bądź też przygotowany na to, że dziać się będą dziwne rzeczy z Twoimi postrzeganiem upływu czasu. Czasem będziesz mieć wrażenie, że 15 minut mija niezmiernie szybko, innym razem ten czas może Ci się dłużyć. To też jest naturalne i jest ok. W zależności od dnia możesz sobie ustawić timer na 10-15-20 minut, czasem zrobić sobie dłuższą medytację. Sprawdzaj, co najlepiej Ci służy. Rozwijaj się. Zalecane przez praktyków optimum, do którego możesz zmierzać, to 20 minut każdego dnia, dwa razy dziennie plus raz na tydzień dłuższa medytacja, np. 50 minut w weekend.

Co warto napisać na koniec? Pamiętaj, że wspaniałości i dobrodziejstw medytacji nie doświadczysz „na sucho”. MEDYTACJI NIE DA SIĘ ZROZUMIEĆ – można ją jedynie przeżyć i poczuć. Dlatego zacznij, daj sobie kilka dni – na przykład 7. Po tym czasie będziesz wiedzieć, o co chodzi i co dobrego Ci ona daje.

Szczerze polecam – naucz się medytacji, bądź szczęśliwy, żyj pełnią życia.

     

    NEWSLETTER

    BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

    Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Dziś opowiem Wam o moich dwóch znajomych, Agacie i Agnieszce. Podczas naszego wspólnego spotkania rozmawiałyśmy o tym, jak radzimy sobie z zadaniami zawodowymi, których nie lubimy i co nas zachęca do działania.

Rozmowa była o tyle ciekawa, bo znałyśmy się od lat i Agata od zawsze żyła w dużym pośpiechu, Agnieszka natomiast kojarzyła mi się ze spokojnym przygotowaniem i zaplanowanymi działaniami. Moje obserwacje dotyczyły również naszych wspólnych „babskich” wyjazdów.

No więc, wracając do naszej rozmowy, Agata powiedziała:

Jak same wiecie, lubię robić zadania w ostatniej chwili. Presja czasu sprawia, że mam dwa razy więcej energii do działania. W pracy czasem nawet wyobrażam sobie, jak szef czy Klient byłby wściekły, gdybym nie skończyła powierzonego mi projektu. To sprawia, że pracuję naprawdę szybciej. W takiej stresowej sytuacji nie muszę nawet jeść, kawa mi wystarcza, mało do mnie dociera, pracuję jak w transie…”

Agnieszka włączyła się do rozmowy, mówiąc: „To ciekawe, bo mnie mobilizuje sam fakt, że coś będzie zrobione na czas. Czasem nawet lubię zacząć wcześniej, jeżeli mam taką możliwość. Po zakończeniu zadania czuję radość, że wszystko mam na tip-top i zapas czasu, by sprawdzić bądź co zmienić, gdybym tak zdecydowała. Robienie rzeczy przed czasem i na czas jest dla mnie miłym uczuciem.

Dyskusja toczyła się dalej, bo temat wart był zgłębiania. Ustaliłyśmy że jeśli chodzi o mnie, kiedyś działałam zawsze na ostatnią chwilę i w pod ogromną presją czasu i stresu, a w ostatnich latach przechodzę systematycznie na stronę działania przed czasem.

Które ze wspomnianych podejść jest bliższe Tobie? I czy wiesz, na czym polega między nimi różnica?

Otóż odpowiedź kryje się w procesach chemicznych w naszych organizmach i w tym, czy bardziej lubisz adrenalinę czy dopaminę.

Adrenalinę nasz organizm wydziela do krwi w momencie zagrożenia. Wyrzut adrenaliny wyzwala w nas nieodkryte dotąd pokłady energii, siły, koncentracji. Gdy mówimy „muszę się spiąć i to w końcu zrobić” znaczy właśnie, że potrzebujesz najpierw adrenaliny, by zabrać się za realizację tego, co masz zaplanowane.

Dzięki adrenalinie możesz siedzieć po nocach, nie potrzebujesz snu, jedzenia, picia.

Przez krótki czas Twój organizm skoncentrowany jest tylko na zadaniu. W takich mementach wizualizujemy sobie sytuację, gdy nie udaje nam się zdążyć na czas, jej konsekwencje i czujemy dreszczyk emocji. Działamy, bo chcemy uniknąć przykrych konsekwencji. Uczymy się chemii strachu.

Warto jednak pamiętać, że w naszych organizmach nic nie dzieje się „za darmo”. Jesteśmy zaprogramowani tak, by jeść, pić, by wstać i rozprostować nogi i przede wszystkim by spać i się regenerować. Zatem im częściej zdarza Ci się realizować w ten sposób projekty, tym bardziej na szwank narażasz swoje zdrowie. Odbija się to też na jakości wykonywanej przez Ciebie pracy. Jest na czas, ale czy jest to satysfakcjonująca wersja wykonania zadania?

Osoby, którymi w działaniach kieruje strach i adrenalina przyznają też, że im bardziej takie sytuacje stają się codziennością, tym częściej jej potrzebują, by działać. Najpierw motywuje je strach, potem do motywacji potrzebują już kryzysów, a w końcu łapią się na tym, że nieustannie gaszą pożary… Dzieje się tak, bo adrenalina uzależnia. Bałagan zawodowy szybko przenosi się też na życie prywatne i w końcu brakuje czasu na wszystko.

Przyjemne uczucie, o którym wspomniała Agnieszka, moja druga znajoma, to działanie innego hormonu – dopaminy.

To hormon nagrody i zaangażowania. Wydziela się, gdy robisz to, co lubisz, co sprawia Ci radość, daje satysfakcję. I kiedy odczuwasz efekty wydzielającej się dopaminy, pozytywne uczucie nakręca Cię jeszcze bardziej. Zyskujesz dodatkowe pokłady motywacji, by kolejne zadania robić na czas, w systematyczny sposób, bo ich podejmowanie po prostu daje Ci przyjemność i radość. Tak właśnie nasz organizm uczy się chemii zaangażowania.

I jeśli znasz to uczucie, gdy z satysfakcją mówisz sobie „skończyłem na czas” lub „skończyłem przed czasem”, prawdopodobnie działasz właśnie pod wpływem chemii zaangażowania.

Warto też wiedzieć, że kierowanie się strachem lub zaangażowaniem w działaniach nie jest nam na stałe przypisane jako cecha. Chemii zaangażowania można (i warto) się nauczyć.

Kto odpowiada za Twoją motywację, na przykład w pracy?

Czasem spotykam się z takimi stwierdzeniami: „szef nas nie potrafi motywować”, „nasza firma nas nie motywuje”. W pracy z menedżerami, gdy pytam ich kto odpowiada za motywację ich zespołów, ci również często odpowiadają, że to ich – czyli menedżerów – zadanie. W takim podejściu zaszyta jest sugestia, że motywacja jest efektem zewnętrznych czynników – presji czasu, klienta, zachęty szefa.

Tak naprawdę masz wpływ i to Ty wybierasz, co Cię motywuje. Możesz nauczyć się, zamiast działać pod presją, działać w przyjemnej biochemii nagrody.

Zacznij od odpowiedzi na pytanie: Po co mam to zrobić? Dlaczego to dla mnie ważne? Co dzięki zrobieniu tego (zadania) będę mieć? Szukaj swojej wewnętrznej motywacji.

Odpowiedź na pytanie „Po co?” to Twój cel.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

sobie wybaczyć

Czasem w życiu jest tak, że ktoś nas rani. Czasem jest też tak, że to my ranimy innych. Czasem ranimy też samych siebie. Zdarza nam się w życiu robić głupstwa, świństwa, marne rzeczy. Czasem szybko o tym zapominamy, a czasem latami nie potrafimy o tym zapomnieć i tego sobie wybaczyć.

I dzieje się też tak, że nawet gdy już przeprosimy osobę, którą skrzywdziliśmy. Ona nam wybaczyła, ale nie potrafimy tego wybaczyć sami sobie. Rozpamiętujemy sprawę, niesiemy ją w sobie, pomimo upływu czasu wciąż w nas jest i się nią zadręczamy. Znam ludzi, którzy latami nie potrafią sobie wybaczyć, chodzą i się obwiniają. Tak można, jasne, ale często to kompletnie niczemu nie służy. Osłabia naszą wiarę w siebie, naszą siłę wewnętrzną, nasze poczucie własnej wartości.

Dlatego warto umieć sobie w życiu wybaczyć popełnione błędy.

Warto umieć powiedzieć sobie, że to, co wtedy zrobiliśmy względem innej osoby, nawet jeśli było naprawdę marne i słabe, było maksymalnie tym, na co nas w danym momencie życia było stać.

Bo gdybyśmy wtedy mogli zachować się inaczej, lepiej, bardziej godnie i po ludzku, to z pewnością byśmy się tak zachowali. Więc, niezależnie od tego, jak małe było nasze zachowanie, było naszym maksymalnym w tamtej sytuacji i w tamtym czasie.

Czasem jest też tak, że to, co zrobiliśmy drugiej osobie, jest w naszej ocenie tak duże, że idziemy do skrzywdzonej osoby i jej o tym mówimy. Warto odpowiedzieć sobie wtedy na pytanie, po co to chcemy uczynić. Czasami takie wyznanie jest po prostu nikomu niepotrzebne. Wtedy też warto umieć sobie po prostu wybaczyć. Bez dzielenia się tym z osobą, którą skrzywdziliśmy.

Pamiętam dobrze jedną moją klientkę Kasię, uczestniczkę warsztatów „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”. Kasia wiele lat wcześniej, w firmowej kuchni, niepochlebnie wypowiadała się na temat swojej koleżanki z pracy. I dopiero po dobrych kilku minutach zorientowała się, że koleżanka stoi nieopodal i wszystko słyszy.

Zrobiło jej się bardzo głupio, przeproszona koleżanka w końcu jej wybaczyła. Jednak Kasia przez lata nie potrafiła wybaczyć sama sobie swojego zachowania. Wstyd i udręczenie tamtą sprawą niosła w sobie aż do czasu naszego spotkania na szkoleniu. Pomimo upływu lat wspomnienie było wciąż bardzo żywe, a jej opowieść pełna emocji – wstydu, zażenowania, zawstydzenia. Wtedy też, na szkoleniu, Kasia zrobiła ćwiczenie, które pomogło jej sprawdzić, czy jest gotowa rozstać się w tym wspomnieniem i je sobie wybaczyć.

Poniżej znajdziesz ćwiczenie, które podczas szkolenia wykonała Kasia. Zapraszam Cię, byś je wykonał i sprawdził osobiście, jak działa wybaczanie sobie. Zajmie Ci ono nie więcej niż 5 minut.

Oto instrukcja:

  1. Weź kartkę papieru i zapisz na niej trzy rzeczy, które Ci ciążą, z których nie jesteś dumny, jakieś świństwa, które zrobiłeś innym i których nie potrafisz sobie wybaczyć.
  2. Jeśli już je zapisałeś, przeczytaj kilka razy to, co zapisałeś na kartce. Popatrz na nie z należytą zadumą i refleksją w sercu, z uczuciami wybaczenia, rozstania, akceptacji.
  3. Gdy będziesz już gotowy, by się z nimi rozstać i je sobie wybaczyć, złóż tę kartkę kilka razy, następnie połóż ją sobie na sercu i na głos powiedz do siebie: „mogę to sobie wybaczyć”.
  4. Stań teraz z tą złożoną kartką przed lustrem, spójrz sobie w oczy, i raz jeszcze, na głos, powiedz do siebie: „możesz to sobie wybaczyć”
  5. Gdy to wszystko zrobisz, porwij tę kartkę i wyrzuć, spal, zniszcz w najlepszy dla siebie sposób.

Jeśli zrobisz to ćwiczenie, wykonasz ważny krok w stronę wybaczania sobie. Zobaczysz i doświadczysz, jakie to ćwiczenie będzie dla Ciebie, jak je odbierzesz, co poczujesz, co to będzie dla Ciebie za przeżycie.

Czasem może też pojawić się wątpliwość, czy jeżeli robię innym świństwa, a potem „sprawnie” sobie wybaczam, czy nie stanę się kimś nieczułym, niewrażliwym, kto bezrefleksyjnie krzywdzi innych.

Na szczęście tak to nie działa. Jeżeli jesteś osobą, która wie, jak to jest dręczyć się latami, z powodu tego, że zrobiłeś komuś przykrość, że kogoś zraniłeś, Twoja wrażliwość i samoświadomość jest duża, a umiejętność wybaczania sobie będzie Ci pomocna w relacji nie z innymi, a z samym sobą.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

życiowe cele

Koniec roku i początek kolejnego to dobra okazja, by podsumować to, co się wydarzyło w minionym czasie i planować kolejne miesiące.

W tym kontekście przygotowałam dla Ciebie zaskakująco skuteczne ćwiczenie, które pomoże Ci zrealizować życiowe cele.

Znalazłam je kiedyś gdzieś w sieci. Przyznaję, że do jego skuteczności podeszłam dość sceptycznie. Jednak zdecydowałam się przetestować jego działanie, wykonując skrupulatnie każdy element instrukcji i przyznaję, że finalnie byłam niezmiernie zaskoczona pozytywnymi rezultatami, jakie ono przyniosło.

Najpierw pozwól, że wyjaśnię na czym ono polega, potem opiszę więcej, jak działa.

Instrukcja wykonania ćwiczenia jest całkiem prosta.

Otóż, Twoim zadaniem jest każdego dnia, przez 30 kolejnych dni, spisywać 10 swoich najważniejszych celów, jakie chcesz osiągnąć w najbliższym czasie. Spisanie celów zajmie Ci codziennie nie więcej niż 5-10 minut.

Jest jednak kilka warunków skuteczności tego ćwiczenia, które masz wziąć pod uwagę.

  • Po pierwsze, jeśli podejmiesz wyzwanie, by wykonać to ćwiczenie, podejdź do niego bardzo systematycznie. Wykonuj je codziennie przez wspomniane 30 dni.
  • Po drugie, sformułuj życiowe cele w czasie teraźniejszym, w formie dokonanej, jakby już się wydarzyły i były spełnione. Określaj je też konkretnie, w postaci maksymalnie mierzalnej.

Czyli na przykład, jeżeli Twój cel dotyczy Twojej wagi, sformułowania w stylu – „odchudzam się w 2021 roku” lub: „schudłam 5 kg” będą gorsze niż cel określony w takiej postaci:

„Jest 30 czerwca 2021 roku. Ważę 57 kg”

(gdzie 57 kg w momencie pisania celów było wagą pożądaną, którą chciałeś osiągnąć, a 30 czerwca datą, do której chcesz swój cel osiągnąć).

Inny przykład, gdyby Twój cel dotyczył finansów. Określenia „dostałem podwyżkę”, „zarabiam więcej” będą gorszym celem niż:

„Jest 30 grudnia 2021. Podpisałem już nową umowę. Moje wynagrodzenie wynosi 10 tys. PLN”

(gdzie 10 tys. jest kwotą, która określa, ile chcesz zarabiać).

Zatem, podsumowując: w tym ćwiczeniu określasz swoje życiowe cele w przyszłości, jakby były obecne i realizowane (bądź już zrealizowane), jakby były Twoją aktualną rzeczywistością, której już doświadczasz. Pozwól się ponieść marzeniom, śmiałym planom, temu, czego pragniesz. Zapisuj.

I jeszcze jeden warunek konieczny skuteczności ćwiczenia. Na końcu, każdego dnia, dopisz także takie zdanie:

„Spisałem swoje cele. Jestem konsekwentny.”

Jak napisałam wcześniej, wykonuj ćwiczenie przez 30 dni. Codziennie wypisuj konsekwentnie 10 swoich najważniejszych celów. I podejdź do ćwiczenia z życzliwą otwartością. Nie musisz wierzyć w jego skuteczność. Po prostu sprawdź, jak zadziała u Ciebie. Zaufaj swojej skuteczności i potędze podświadomości, która będzie Twoje działania skupiać na dążeniu do realizacji tego, co sobie określiłeś.

I jeszcze jedno, jeżeli z dnia na dzień Twoje życiowe cele będą się w pewnym stopniu modyfikowały, to to też jest ok. Podążaj za tym, co podpowiada Ci Twoja intuicja. Po 30 dniach, gdy się rozćwiczysz i uczynisz pisanie swoim standardem – zakładam, że po prostu sam będziesz chciał kontynuować przez kolejny miesiąc.

Daj też temu projektowi i swojej skuteczności czas i wtedy, jak napisałam wyżej, będziesz pozytywnie zaskoczony tym, co się wydarzy!

A więc: kiedy dokładnie zaczynasz? 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

5 języków miłości

Dr Gary Chapman, autor znanego poradnika dla małżeństw „Pięć języków miłości”,  wyróżnił w swojej książce 5 podstawowych działań naszych i naszego partnera, które sprawiają, że czujemy się w związku kochani. Na podstawie badań okazało się, że większość ludzi wyraża i interpretuje miłość na te same pięć sposobów. Tak właśnie zostało wyróżnionych 5 języków miłości.

Aby wyjaśnić, na czym języki miłości polegają, najpierw przykład (z życia wzięty) 🙂

Żona mówi z żalem do męża:

Już mnie nie kochasz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przytuliłeś mnie na dzień dobry!

Mąż ze zdziwieniem wykrzykuje:

Jak to nie kocham?!? Przecież kupuję ci kwiaty i wymieniam opony w twoim aucie!

Zanim przeczytasz więcej o 5 językach miłości, zrób krótkie ćwiczenie. Zrozumiesz, jakimi językami miłości mówisz.


Oto ćwiczenie:

Pomyśl o bardzo bliskiej Ci osobie.

Zastanów się przez chwilę nad tym, skąd wiesz, że ta osoba cię kocha.

A teraz dokończ poniższe zdania trzema spontanicznymi zakończeniami, określającymi, co ta osoba takiego robi, że Ty jesteś przekonany o jej miłości do Ciebie.

Wiem, że ta osoba mnie kocha.

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Gdy masz już swoje własne odpowiedzi, poznaj 5 języków miłości i sprawdź, w które konkretnie wpisują się Twoje odpowiedzi.


5 języków miłości

Oto krótkie opisy wszystkich języków.

  • Słowa czyli wyrażenia afirmatywne. Czujemy się kochani, gdy słyszymy od kogoś słowa wsparcia, pochwały i docenienia. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Gdy mówi mi często, jak wspaniale wyglądam, że wierzy we mnie że dam radę.
  • Dobry czas. Potrzebujemy spędzać z ukochanym jak najwięcej czasu – wspólne spacery, jedzenie posiłków, rozmowa przy kawie. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po tym np., że wspólnie ogląda ze mną filmy, jedzie na wakacje, idzie na spacer.
  • Prezenty i niespodzianki. Nie chodzi tu o materializm, a o małe gesty, które są dowodami miłości. Liściki z wyrazami uczuć, drobne prezenciki czy kwiatek. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Nawet ze zwykłych zakupów potrafi przynieść niespodziewanie coś, co lubię.
  • Drobne przysługi. Robimy coś dla partnera. Czego on nie umie, nie lubi, nie ma czasu. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po takich gestach jak np. odebranie marynarki z pralni, wymiana wspomnianych wcześniej opon, kanapka do pracy.
  • Dotyk, przytulanie, pocałunki. Trzymamy się za ręce, całujemy i przytulamy, kiedy tylko pojawi się okazja. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Mój partner głaszcze mnie, przytula, jesteśmy w ciepłym kontakcie fizycznym.

Warto być otwartym na wszystkie 5 języków i świadomym, które z nich są najważniejsze dla bliskich nam osób, którym chcemy okazywać miłość.

Jeśli nie jesteśmy tego świadomi, możemy bardzo się starać okazać, jak bardzo zależy nam na drugiej osobie. Jeśli jednak nie robimy tego w sposób, który do niej przemawia, osiągniemy efekt, jakbyśmy mówiąc tylko po angielsku rozmawiali z kimś, kto posługuje się wyłącznie chińskim.

Jeśli chcesz mieć pewność, który z wymienionych języków dominuje w Twoim przypadku, możesz także rozwiązać test online w języku polskim TUTAJ lub na oficjalnej stronie anglojęzycznej TUTAJ.

Polecam też podsunięcie testu bliskiej Ci osobie. A potem porównanie wyników i ustalenie, co dla kogo jest najważniejsze – które dwa języki najbardziej się liczą dla każdego z Was.

Co ciekawe, swoim życiowym partnerom możemy nieświadomie przypisywać te języki miłości, które są ważne dla nas. Dlatego warto zaciekawić się, jak jest naprawdę i wymienić się wynikami testu.

I przygotujcie się na niespodzianki 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

zaległe sprawy

Gdy lista zaległości rośnie, a z nią stres i poczucie winy, wiele osób wini za taką sytuację swoją motywację. „Muszę się wziąć w garść”, „Muszę się zmobilizować” – często to sobie powtarzamy w takich sytuacjach. Tymczasem pomocnym odkryciem może być to, że za nasze zaległe sprawy winić należy nie brak motywacji, a sposób myślenia o planowaniu rożnych kwestii.

W czasie szkoleń z zarządzania sobą w czasie i sesji coachingowych z moimi Klientami każdego, kto chce ruszyć zaległe sprawy z miejsca, zachęcam najpierw do spisania ich na kartce. I już na tym etapie można zdiagnozować, gdzie leży przyczyna, że tak trudno niektóre zadania zrealizować.

Często na kartkach pojawiają się takie pozycje:

– wysłać ofertę szefowi

– zadzwonić do Klienta w sprawie maila

– zrobić notatkę

Osobę postronną może zastanowić, co jest trudnego w kliknięciu przycisku „Wyślij” w skrzynce mailowej, albo w wybraniu numeru na telefonie i dlaczego taka pozycja pojawiła się na liście.

W wysłaniu maila z ofertą nie ma nic trudnego, ale po dodatkowych pytaniach szybko okazuje się, że pod tą pozycją kryje się: dokończenie oferty, skonsultowanie jej z zespołem, naniesienie ewentualnych poprawek i dopiero wtedy wysłanie ostatecznej wersji szefowi.

Zatem zadanie o nazwie „wysłać ofertę” wcale nie jest jedynie wysłaniem maila, ale zbiorem wielu czynności, które będą wymagały czasu i organizacji.

Podobnie w przypadku zadania „zadzwonić do Klienta w sprawie maila”. To przykład zadania, jakie wpisała kiedyś na moim szkoleniu – pracująca w agencji reklamowej – jedna z Uczestniczek. Okazało się, że mail dotyczył opracowania kreacji na kampanię reklamową dla nowego produktu. Do maila pojawiły się pytania. Zadanie w rzeczywistości polegało więc na zebraniu pytań od zespołu i umówienie się na telefoniczną konferencję z klientem, podczas której należało zapisać otrzymane wyjaśnienia i następnie w formie notatki rozdystrybuować te ustalenia między członkami zespołu.

Podobne przykłady mogę podawać w nieskończoność. Dobrze w nich widać, że na listach rzeczy do zrobienia lądują niepozorne 2-3 sprawy. Jednak po bardziej wnikliwym i dokładnym przeanalizowaniu okazuje się, że jest ich 3-4 razy więcej! Nic dziwnego więc, że planując pracę w taki sposób, borykamy się z presją i brakiem satysfakcji z postępu swoich prac.

To pułapka, którą często zastawiamy sami na siebie, a dokładniej, zastawia ją na nas nasz mózg. Gdy pojawia się sprawa, która wymaga tego, żeby się nad nią zastanowić, przeanalizować ją, gdy trzeba się zastanowić, jak rozpocząć działanie – nasz mózg, którego zadaniem jest oszczędzać naszą energię i siły podpowiada nam drogę na skróty i zbiór spraw zamyka w proste „wysłać ofertę”, „zadzwonić do Klienta”.

Pułapka polega na tym, że koniec końców całą tę pracę związaną z planowaniem, analizowaniem i angażowaniem energii, trzeba będzie wykonać. Jeżeli więc pozwolimy się oszukiwać naszemu mózgowi, będziemy z niechęcią podchodzili do zadania i gromadzili zaległości.

Borykasz się z zaległymi sprawami – spisz je sobie na kartce. Zwróć uwagę, by spisać wszystkie czynności niezbędne do danego zadania. Czy za pozornie prostą czynnością, np. z życia prywatnego – „posprzątać garaż” nie czai się coś więcej, niż tylko pojawienie się tam z mopem, by przetrzeć podłogę. 😉

Oczywiście nie warto też wpadać w drugą skrajność. Rozpisywanie każdej najdrobniejszej czynności także nam nie przysłuży. Gdy zna twojej liście były wcześniej cztery zaległe sprawy, a teraz nagle pojawią się przed Tobą dwie strony zadań, też wysoko prawdopodobne, że odłożysz je na później, bo przerazi Cię ilość tego, co masz zrobić, a strach paraliżuje i odbiera siły do działania.

Co będzie najskuteczniejsze?

Złotym środkiem w takiej sytuacji będzie zastanowienie się, jakie działanie pozwoli Ci zaległe sprawy ruszyć z miejsca.

Wracając do dwóch przykładów z moich szkoleń: osoba, która przygotowywała ofertę jako pierwszy krok wyznaczyła sobie skonsultowanie pierwszego draftu z kolegami i koleżankami z zespołu. Osoba, która miała tylko „zadzwonić do Klienta”, jako pierwszy krok podała wygospodarowanie czasu na zorganizowanie wewnętrznego spotkania, podczas którego spisze pytania członków zespołu, które przedstawi klientowi podczas telekonferencji.

Jeżeli masz już spisaną swoją listę zaległych spraw, określ, co może być pierwszym krokiem, który nada im bieg. W przypadku sprzątania garażu mogłoby to być wyznaczenie sobie, że zrobisz to w sobotę o 14:00, bo wtedy w domu będzie Twój sąsiad, którego poprosisz o pomoc w przestawieniu szafy blokującej drzwi z garażu do domu.

Pamiętaj także, że ta sama zasada dotyczy też planowania.

Jeżeli tworząc plan użyjesz skrótów myślowych, to już na tym etapie obniżasz szanse na realizację zadań zgodnie z planem. Jeżeli jednak zapiszesz najważniejsze działania, które pozwolą Ci zrealizować sprawnie zadanie, masz ogromną szansę, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Pomogą Ci też w tym zwroty zachęcające do działania. Zapisz sobie zadania w formie „Wyznacz termin spotkania!”, „Skonsultuj uwagi z zespołem!”, „Poproś o akceptację szefa!”. W ten sposób masz gwarancję, że to Ty kierujesz swoją motywacją.

Lista działań pozwala Ci skupić się na tym, co faktycznie chcesz wykonać. Analizę wykonałeś tylko raz, na początku ustalając zadania. Teraz już tylko pozostaje ich realizacja. I to już rzeczywiście zależy od Twojej motywacji 😊

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.