pokonać konkurencję

„Wykonuj nie tylko swoją pracę, ale też trochę ekstra.

Nie wahaj się dać z siebie trochę więcej,

bo ta drobna różnica jest warta całej reszty”

Dean Briggs

To przesłanie przekazuję uczestnikom moich szkoleń z „Efektywnej komunikacji w obsłudze Klienta” i firmom, z którymi spotykam się na dedykowanych warsztatach „Akademia Profesjonalnej Obsługi Klienta”.

O tym, jak bardzo prawdziwe są to słowa miałam okazję przekonać się niedawno z perspektywy Klienta i to aż dwukrotnie na krótkiej przestrzeni czasu…

Nie tak dawno wybrałam się do myjni. Odwiedzam to miejsce regularnie, najczęściej wybierając ten sam – piąty program mycia. Tym razem nie byłam sama. Był ze mną mój mąż. I podczas gdy ja musiałam odebrać telefon, poprosiłam, aby to on wszedł do środka i wykupił usługę. Jakie było moje zdziwienie, gdy pojawił się ponownie po dosłownie 30 sekundach.

Zapomniałeś czegoś?” – zapytałam zdziwiona.

Nie” – odpowiedział – „Z daleka rozpoznali Twój samochód i gdy wszedłem, wszystko było już gotowe i czekało na Ciebie. Wiedzieli kto, wiedzieli jaki program…” – powiedział zadowolony.

Zaledwie kilka dni później zdarzyła się kolejna, pozytywnie zaskakująca sytuacja. Prowadziłam dwudniowe warsztaty (było to w czasie kiedy poluzowano ograniczenia epidemilogiczne). Podczas przerwy obiadowej, jak zwykle, Uczestnicy zeszli na dół do restauracji. Ja zostałam na chwilę jeszcze w sali, aby coś przygotować. Posiłki zawsze wybieramy rano, więc wiadomo, co komu jest serwowane, jedzenie zawsze czeka na nas gotowe. Jedyne, co wybieramy na miejscu u kelnera, to napoje.

Tak więc, ponieważ zatrzymały mnie w sali jeszcze sprawy organizacyjne, w restauracji pojawiłam się chwilę po Uczestnikach mojego szkolenia. Gdy weszłam zobaczyłam, że wszyscy są już na swoich miejscach i jedzą obiad. Znajomy Kelner dostrzegł mnie z głębi sali i po chwili szedł już do stolika z moim talerzem. Na tacy kątem oka dostrzegłam także butelkę napoju. Kelner, idąc w stronę naszego stolika, przytrzymał się stolik wcześniej (przy którym nikogo nie było), odstawił na niego napój, a następnie podszedł do nas. Postawił talerz z daniem przede mną i zapytał: „A czego się Pani napije?

Odpowiedziałam jak zwykle (w zasadzie jak zawsze): „Pepsi bez cukru poproszę

To, co zrobił w tej chwili kelner, bardzo mnie zdumiało i zaskoczyło. Zamiast ponownie pomaszerować w stronę baru, sięgnął po odstawioną przed chwilą Pepsi, i mi ją zaserwował.

Zachwyciłam się. Bo pomyślał o mnie, pamiętał, co lubię, zaryzykował, bo przecież mogłam chcieć inny napój.

Firmy i ich stratedzy łamią sobie głowę nad tym, jak zwiększyć sprzedaż, jak stać się rozpoznawalnym, jak pokonać konkurencję lub jak się na jej tle wyróżnić. Inwestują środki w reklamę, wizerunek, bycie na czasie z najnowszymi trendami.

Warto jednak pamiętać, że z perspektywy ich Klienta można wygrać i wyróżnić się „tym czymś ekstra”. W ten sposób buduje się satysfakcję klienta i jego lojalność.

Kluczem jest tu inicjatywa i kreatywność Twoich pracowników, którzy potrafią zapamiętać Klienta, pomyśleć o jego oczekiwaniach i je spełnić. Poczucie bycia zapamiętanym to poczucie bycia ważnym. Inicjatywa Twoich pracowników jest czynnikiem decydującym, jeżeli chodzi o przyszły sukces Twojej firmy. Dlatego też jeszcze raz – przekaz dla Ciebie i Twojego zespołu obsługi Klienta: „Wykonuj nie tylko swoją pracę, ale też trochę ekstra, bo ta drobna różnica jest warta całej reszty”.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
asertywny rodzic

W rozmowach z partnerem, przyjaciółmi, współpracownikami, szukamy argumentów do prowadzenia dojrzałych, merytorycznych dyskusji. A jak to jest w rozmowach z dziećmi? Nie zawsze starcza nam cierpliwości.

Każdy z rodziców przyzna, że miewa w relacjach z dziećmi sytuacje, gdy jest przekonany, że my, dorośli, wiemy, co dla naszych dzieci najlepsze.

W rezultacie, w spornych rozmowach, forsuje własne zdanie i ucina szybko „zbędne” dyskusje lub, gdy w rozmowie z dziećmi czuje się bezsilny, dla świętego spokoju daje za wygraną, odpuszcza i zgadza się na wszystko.

Tak więc, podsumowując, w roli rodzica przerzucamy się często pomiędzy agresją i uległością, a towarzyszące nam uczucia to na zmianę złość i bezsilność.

Jak więc pozostawać w dobrej relacji, mieć uważność na siebie, swoje potrzeby, szanując równocześnie potrzeby dziecka? Jak zachowa się asertywny rodzic?

Odnieśmy się od koncepcji Marshall’a B. Rosenberga, twórcy nurtu Porozumienia Bez Przemocy (NVC). Postawił on słuszną tezę, że my, ludzie (bez względu na wiek), nigdy nie działamy przeciwko innym, lecz w imię zaspokojenia swoich własnych POTRZEB. Rosenberg wyjaśnia, że za każdym zachowaniem stoi jakaś istotna dla danej osoby potrzeba. Umiejętność słuchania i „przetłumaczenia” zachowań danej osoby na język potrzeb to szansa na odkrycie zupełnie nowej płaszczyzny porozumienia. Nie tylko z własnymi z dziećmi.

O co chodzi w praktyce?

Weźmy za przykład sytuację, w której znalazł się zapewne każdy rodzic. Jest środek tygodnia, popołudnie. Twoje dziecko skończyło już zajęcia w szkole. Przed nim jeszcze zadania domowe, może lektura do czytania, bądź też przygotowanie do klasówki. Zwyczajna szkolna codzienność. Twoje dziecko przychodzi do Ciebie i pada znamienne pytanie: „Mamo, czy mogę pograć godzinkę?” Ty wiesz, że priorytetem są zadania domowe, wiesz też, że nigdy nie kończy się na godzinie. Zaczyna się więc między Wami słowna przepychanka. Odmawiasz, dziecko ponownie prosi: „ale tylko godzinkę”, „jeszcze zdążę z lekcjami”. Ty z rosnącą irytacją negocjujesz: „może później”, „może jutro”. Dziecko wykłada na stół najsilniejsze argumenty: „ale wszyscy umówili się teraz. Piotrek będzie grał, Kacper też, a mnie nie będzie!” Ty, przytłoczony dyskusją, albo ustępujesz, czując wyrzuty sumienia, albo, mając dość słownych utarczek, podnosisz głos i używasz przewagi bycia rodzicem i mówisz: „Nie obchodzi mnie Piotrek, czy Kacper! Bierz się za lekcje w tej chwili!”. Na tym najczęściej się nie kończy – zaczynają się łzy, awantura. Dziecko naburmuszone odrabia lekcje w żółwim tempie, a Ty masz wszystkiego dość.

Kto wygrał a kto przegrał?

Pozostajecie po dwóch stronach barykady, dziecko ma poczucie krzywdy i niezrozumienia, ty podobnie, tak naprawdę więc każda ze stron przegrała.

Przyjrzyjmy się teraz tej sytuacji z perspektywy komunikacji opartej na porozumieniu bez przemocy. Zacznijmy od przeanalizowania potrzeb każdej ze stron.

Jakie były potrzeby Rodzica w sytuacji nakazu odrobienia lekcji?

Opieka, dobre oceny, przygotowanie do lekcji, może też forma odpoczynku inna niż komputer. Zatem można powiedzieć w skrócie: odpowiedzialność, bezpieczeństwo, sumienność.

Jakie potrzeby miało Dziecko, gdy chciało pograć, zanim zacznie odrabiać lekcje?

Samostanowienie, decydowanie o sobie, radość, zabawa, przyjemność.

Gdy nasze dziecko się buntuje, złości, jest „nieposłuszne”, mamy pokusę myślenia, że robi to celowo, przeciwko nam, chce nam zrobić na złość. Odbieramy to zachowanie personalnie i jako skierowane przeciwko nam. Tymczasem porozumienie bez przemocy uczy nas, że cokolwiek robi drugi człowiek, robi to po to, by zaspokoić swoje potrzeby. W takiej sytuacji warto więc uświadomić sobie, że bunt jest wyrazem braku zaspokojenia potrzeb, nie działaniem przeciwko rodzicowi.

Co oznacza to dla nas, jako rodziców? Jak podejdzie do tego asertywny rodzic?

Podejmując decyzje i dokonując wyborów, warto szukać takich płaszczyzn porozumienia, które pozwolą nam realizować nasze potrzeby z równoprawnym uwzględnieniem potrzeb drugiej strony, w tej sytuacji naszego dziecka.

Pamiętajmy: dziecko ma swoje potrzeby i uczucia i podobnie jak my, chce by były one zaspakajane i brane pod uwagę.

Pamiętaj też, że rozwiązania siłowe zawsze budzą opór. Jeśli chcesz osiągnąć jakiś cel – chcesz by dziecko robiło czegoś mniej lub więcej, szukaj takiej drogi komunikacji, takich sposobów porozumienia, które doprowadzą do tego celu, z uwzględnieniem każdej ze stron. Nie musisz odpuszczać tego, co dla ciebie ważne. Szukaj tylko skutecznych dróg, które do tego celu doprowadzą. Bądź uważny, czy to, co robisz, działa.

Zwracaj też uwagę, jakie koszty niesie ze sobą Twój sposób osiągania celu. Można bowiem „zafiksować się” tak mocno na celu np. na odrobionych lekcjach, że razi to nieodwracalnie w nasze relacje z dzieckiem i obopólny szacunek.

Punktem wyjścia jest więc także uznanie wolnej woli drugiego człowieka, także gdy jest nim dziecko. Gdy to zrobimy, łatwiej jest nam przyznać mu prawo do decydowania, do posiadania własnej racji, do własnego punktu widzenia. Prawo do bycia autonomicznym. Od uświadomienia sobie tego faktu zaczyna się szansa na dobrą relację, dialog, szukanie rozwiązań i porozumienie.

Dlaczego warto o to wszystko zadbać? Dlaczego warto być mądrze asertywnym?

Wróćmy do naszego przykładu.

Jak zatem to popołudnie po szkolnych zajęciach mogłoby wyglądać, gdyby rodzic podszedł do sytuacji od strony nazwania potrzeb własnych i dziecka? Być może w chwili, gdy dziecko poprosi o możliwość gry na komputerze, zanim odrobi lekcje, zamiast od razu się poddawać lub wpadać w złość – zareagowałby w taki sposób: „Kochanie, słyszę, że chcesz teraz spotkać się na wspólną grę z kolegami i miło spędzić czas. Z drugiej strony dla mnie ważne jest odpowiedzialne podejście do obowiązków szkolnych i systematyczność. Wieczorem będziesz mieć już za mało energii, by skupić się na zadaniach. Co w związku z tym ty proponujesz, by osiągnąć satysfakcję dla każdego z nas?”

Pewnie w pierwszym odruchu mówicie sobie „u mnie to nie zadziała„. Spokojnie, porozumienie bez przemocy to umiejętność, zatem warto się go nauczyć i ćwiczyć. Być może Wasza domowa komunikacja będzie wymagała prób i powtórek. Jak z każdą nową umiejętnością, to naturalne.

Zapewniam Cię – dzieci, które traktujemy poważnie, które widzą, że rodzic dostrzega i szanuje ich uczucia, dużo chętniej współpracują. Pytane o to, czego chcą, chętnie udzielają odpowiedzi i wskazówek na temat własnych potrzeb. A jeśli systematycznie stosujemy te zasady w kontaktach rodzinnych, najmłodsi szybko je przyswajają i także stosują język porozumienia w komunikacji z rodzicami i rówieśnikami.

Tak więc pamiętaj, że dajesz przykład! Asertywny rodzic to asertywne dziecko.

I miej świadomość, że wychowanie to nie tylko to, co przekazujesz swojemu dziecku słowami. Dzieci to najlepsi obserwatorzy, obserwują zachowania rodziców i z tego się uczą. Zatem, zamiast wygłaszać wykłady o odpowiedzialności, o zdrowym spędzaniu wolnego czasu, czy nawet o tym jak żyć, postępuj we właściwy sposób, a dzieci się tego od Ciebie nauczą.

Podczas kolejnej domowej sprzeczki spróbuj zastosować się do zasad porozumienia bez przemocy: nazwij (wystarczy w myślach) swoje potrzeby, nazwij potrzeby swojego dziecka. Sprawdź, co dobrze działa i stosuj najlepsze rozwiązania. A dodatkowo, świeć dobrym przykładem 😉

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

sobie wybaczyć

Czasem w życiu jest tak, że ktoś nas rani. Czasem jest też tak, że to my ranimy innych. Czasem ranimy też samych siebie. Zdarza nam się w życiu robić głupstwa, świństwa, marne rzeczy. Czasem szybko o tym zapominamy, a czasem latami nie potrafimy o tym zapomnieć i tego sobie wybaczyć.

I dzieje się też tak, że nawet gdy już przeprosimy osobę, którą skrzywdziliśmy. Ona nam wybaczyła, ale nie potrafimy tego wybaczyć sami sobie. Rozpamiętujemy sprawę, niesiemy ją w sobie, pomimo upływu czasu wciąż w nas jest i się nią zadręczamy. Znam ludzi, którzy latami nie potrafią sobie wybaczyć, chodzą i się obwiniają. Tak można, jasne, ale często to kompletnie niczemu nie służy. Osłabia naszą wiarę w siebie, naszą siłę wewnętrzną, nasze poczucie własnej wartości.

Dlatego warto umieć sobie w życiu wybaczyć popełnione błędy.

Warto umieć powiedzieć sobie, że to, co wtedy zrobiliśmy względem innej osoby, nawet jeśli było naprawdę marne i słabe, było maksymalnie tym, na co nas w danym momencie życia było stać.

Bo gdybyśmy wtedy mogli zachować się inaczej, lepiej, bardziej godnie i po ludzku, to z pewnością byśmy się tak zachowali. Więc, niezależnie od tego, jak małe było nasze zachowanie, było naszym maksymalnym w tamtej sytuacji i w tamtym czasie.

Czasem jest też tak, że to, co zrobiliśmy drugiej osobie, jest w naszej ocenie tak duże, że idziemy do skrzywdzonej osoby i jej o tym mówimy. Warto odpowiedzieć sobie wtedy na pytanie, po co to chcemy uczynić. Czasami takie wyznanie jest po prostu nikomu niepotrzebne. Wtedy też warto umieć sobie po prostu wybaczyć. Bez dzielenia się tym z osobą, którą skrzywdziliśmy.

Pamiętam dobrze jedną moją klientkę Kasię, uczestniczkę warsztatów „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”. Kasia wiele lat wcześniej, w firmowej kuchni, niepochlebnie wypowiadała się na temat swojej koleżanki z pracy. I dopiero po dobrych kilku minutach zorientowała się, że koleżanka stoi nieopodal i wszystko słyszy.

Zrobiło jej się bardzo głupio, przeproszona koleżanka w końcu jej wybaczyła. Jednak Kasia przez lata nie potrafiła wybaczyć sama sobie swojego zachowania. Wstyd i udręczenie tamtą sprawą niosła w sobie aż do czasu naszego spotkania na szkoleniu. Pomimo upływu lat wspomnienie było wciąż bardzo żywe, a jej opowieść pełna emocji – wstydu, zażenowania, zawstydzenia. Wtedy też, na szkoleniu, Kasia zrobiła ćwiczenie, które pomogło jej sprawdzić, czy jest gotowa rozstać się w tym wspomnieniem i je sobie wybaczyć.

Poniżej znajdziesz ćwiczenie, które podczas szkolenia wykonała Kasia. Zapraszam Cię, byś je wykonał i sprawdził osobiście, jak działa wybaczanie sobie. Zajmie Ci ono nie więcej niż 5 minut.

Oto instrukcja:

  1. Weź kartkę papieru i zapisz na niej trzy rzeczy, które Ci ciążą, z których nie jesteś dumny, jakieś świństwa, które zrobiłeś innym i których nie potrafisz sobie wybaczyć.
  2. Jeśli już je zapisałeś, przeczytaj kilka razy to, co zapisałeś na kartce. Popatrz na nie z należytą zadumą i refleksją w sercu, z uczuciami wybaczenia, rozstania, akceptacji.
  3. Gdy będziesz już gotowy, by się z nimi rozstać i je sobie wybaczyć, złóż tę kartkę kilka razy, następnie połóż ją sobie na sercu i na głos powiedz do siebie: „mogę to sobie wybaczyć”.
  4. Stań teraz z tą złożoną kartką przed lustrem, spójrz sobie w oczy, i raz jeszcze, na głos, powiedz do siebie: „możesz to sobie wybaczyć”
  5. Gdy to wszystko zrobisz, porwij tę kartkę i wyrzuć, spal, zniszcz w najlepszy dla siebie sposób.

Jeśli zrobisz to ćwiczenie, wykonasz ważny krok w stronę wybaczania sobie. Zobaczysz i doświadczysz, jakie to ćwiczenie będzie dla Ciebie, jak je odbierzesz, co poczujesz, co to będzie dla Ciebie za przeżycie.

Czasem może też pojawić się wątpliwość, czy jeżeli robię innym świństwa, a potem „sprawnie” sobie wybaczam, czy nie stanę się kimś nieczułym, niewrażliwym, kto bezrefleksyjnie krzywdzi innych.

Na szczęście tak to nie działa. Jeżeli jesteś osobą, która wie, jak to jest dręczyć się latami, z powodu tego, że zrobiłeś komuś przykrość, że kogoś zraniłeś, Twoja wrażliwość i samoświadomość jest duża, a umiejętność wybaczania sobie będzie Ci pomocna w relacji nie z innymi, a z samym sobą.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
życiowe cele

Koniec roku i początek kolejnego to dobra okazja, by podsumować to, co się wydarzyło w minionym czasie i planować kolejne miesiące.

W tym kontekście przygotowałam dla Ciebie zaskakująco skuteczne ćwiczenie, które pomoże Ci zrealizować życiowe cele.

Znalazłam je kiedyś gdzieś w sieci. Przyznaję, że do jego skuteczności podeszłam dość sceptycznie. Jednak zdecydowałam się przetestować jego działanie, wykonując skrupulatnie każdy element instrukcji i przyznaję, że finalnie byłam niezmiernie zaskoczona pozytywnymi rezultatami, jakie ono przyniosło.

Najpierw pozwól, że wyjaśnię na czym ono polega, potem opiszę więcej, jak działa.

Instrukcja wykonania ćwiczenia jest całkiem prosta.

Otóż, Twoim zadaniem jest każdego dnia, przez 30 kolejnych dni, spisywać 10 swoich najważniejszych celów, jakie chcesz osiągnąć w najbliższym czasie. Spisanie celów zajmie Ci codziennie nie więcej niż 5-10 minut.

Jest jednak kilka warunków skuteczności tego ćwiczenia, które masz wziąć pod uwagę.

  • Po pierwsze, jeśli podejmiesz wyzwanie, by wykonać to ćwiczenie, podejdź do niego bardzo systematycznie. Wykonuj je codziennie przez wspomniane 30 dni.
  • Po drugie, sformułuj życiowe cele w czasie teraźniejszym, w formie dokonanej, jakby już się wydarzyły i były spełnione. Określaj je też konkretnie, w postaci maksymalnie mierzalnej.

Czyli na przykład, jeżeli Twój cel dotyczy Twojej wagi, sformułowania w stylu – „odchudzam się w 2021 roku” lub: „schudłam 5 kg” będą gorsze niż cel określony w takiej postaci:

„Jest 30 czerwca 2021 roku. Ważę 57 kg”

(gdzie 57 kg w momencie pisania celów było wagą pożądaną, którą chciałeś osiągnąć, a 30 czerwca datą, do której chcesz swój cel osiągnąć).

Inny przykład, gdyby Twój cel dotyczył finansów. Określenia „dostałem podwyżkę”, „zarabiam więcej” będą gorszym celem niż:

„Jest 30 grudnia 2021. Podpisałem już nową umowę. Moje wynagrodzenie wynosi 10 tys. PLN”

(gdzie 10 tys. jest kwotą, która określa, ile chcesz zarabiać).

Zatem, podsumowując: w tym ćwiczeniu określasz swoje życiowe cele w przyszłości, jakby były obecne i realizowane (bądź już zrealizowane), jakby były Twoją aktualną rzeczywistością, której już doświadczasz. Pozwól się ponieść marzeniom, śmiałym planom, temu, czego pragniesz. Zapisuj.

I jeszcze jeden warunek konieczny skuteczności ćwiczenia. Na końcu, każdego dnia, dopisz także takie zdanie:

„Spisałem swoje cele. Jestem konsekwentny.”

Jak napisałam wcześniej, wykonuj ćwiczenie przez 30 dni. Codziennie wypisuj konsekwentnie 10 swoich najważniejszych celów. I podejdź do ćwiczenia z życzliwą otwartością. Nie musisz wierzyć w jego skuteczność. Po prostu sprawdź, jak zadziała u Ciebie. Zaufaj swojej skuteczności i potędze podświadomości, która będzie Twoje działania skupiać na dążeniu do realizacji tego, co sobie określiłeś.

I jeszcze jedno, jeżeli z dnia na dzień Twoje życiowe cele będą się w pewnym stopniu modyfikowały, to to też jest ok. Podążaj za tym, co podpowiada Ci Twoja intuicja. Po 30 dniach, gdy się rozćwiczysz i uczynisz pisanie swoim standardem – zakładam, że po prostu sam będziesz chciał kontynuować przez kolejny miesiąc.

Daj też temu projektowi i swojej skuteczności czas i wtedy, jak napisałam wyżej, będziesz pozytywnie zaskoczony tym, co się wydarzy!

A więc: kiedy dokładnie zaczynasz? 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
5 języków miłości

Dr Gary Chapman, autor znanego poradnika dla małżeństw „Pięć języków miłości”,  wyróżnił w swojej książce 5 podstawowych działań naszych i naszego partnera, które sprawiają, że czujemy się w związku kochani. Na podstawie badań okazało się, że większość ludzi wyraża i interpretuje miłość na te same pięć sposobów. Tak właśnie zostało wyróżnionych 5 języków miłości.

Aby wyjaśnić, na czym języki miłości polegają, najpierw przykład (z życia wzięty) 🙂

Żona mówi z żalem do męża:

Już mnie nie kochasz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przytuliłeś mnie na dzień dobry!

Mąż ze zdziwieniem wykrzykuje:

Jak to nie kocham?!? Przecież kupuję ci kwiaty i wymieniam opony w twoim aucie!

Zanim przeczytasz więcej o 5 językach miłości, zrób krótkie ćwiczenie. Zrozumiesz, jakimi językami miłości mówisz.


Oto ćwiczenie:

Pomyśl o bardzo bliskiej Ci osobie.

Zastanów się przez chwilę nad tym, skąd wiesz, że ta osoba cię kocha.

A teraz dokończ poniższe zdania trzema spontanicznymi zakończeniami, określającymi, co ta osoba takiego robi, że Ty jesteś przekonany o jej miłości do Ciebie.

Wiem, że ta osoba mnie kocha.

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Gdy masz już swoje własne odpowiedzi, poznaj 5 języków miłości i sprawdź, w które konkretnie wpisują się Twoje odpowiedzi.


5 języków miłości

Oto krótkie opisy wszystkich języków.

  • Słowa czyli wyrażenia afirmatywne. Czujemy się kochani, gdy słyszymy od kogoś słowa wsparcia, pochwały i docenienia. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Gdy mówi mi często, jak wspaniale wyglądam, że wierzy we mnie że dam radę.
  • Dobry czas. Potrzebujemy spędzać z ukochanym jak najwięcej czasu – wspólne spacery, jedzenie posiłków, rozmowa przy kawie. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po tym np., że wspólnie ogląda ze mną filmy, jedzie na wakacje, idzie na spacer.
  • Prezenty i niespodzianki. Nie chodzi tu o materializm, a o małe gesty, które są dowodami miłości. Liściki z wyrazami uczuć, drobne prezenciki czy kwiatek. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Nawet ze zwykłych zakupów potrafi przynieść niespodziewanie coś, co lubię.
  • Drobne przysługi. Robimy coś dla partnera. Czego on nie umie, nie lubi, nie ma czasu. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po takich gestach jak np. odebranie marynarki z pralni, wymiana wspomnianych wcześniej opon, kanapka do pracy.
  • Dotyk, przytulanie, pocałunki. Trzymamy się za ręce, całujemy i przytulamy, kiedy tylko pojawi się okazja. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Mój partner głaszcze mnie, przytula, jesteśmy w ciepłym kontakcie fizycznym.

Warto być otwartym na wszystkie 5 języków i świadomym, które z nich są najważniejsze dla bliskich nam osób, którym chcemy okazywać miłość.

Jeśli nie jesteśmy tego świadomi, możemy bardzo się starać okazać, jak bardzo zależy nam na drugiej osobie. Jeśli jednak nie robimy tego w sposób, który do niej przemawia, osiągniemy efekt, jakbyśmy mówiąc tylko po angielsku rozmawiali z kimś, kto posługuje się wyłącznie chińskim.

Jeśli chcesz mieć pewność, który z wymienionych języków dominuje w Twoim przypadku, możesz także rozwiązać test online w języku polskim TUTAJ lub na oficjalnej stronie anglojęzycznej TUTAJ.

Polecam też podsunięcie testu bliskiej Ci osobie. A potem porównanie wyników i ustalenie, co dla kogo jest najważniejsze – które dwa języki najbardziej się liczą dla każdego z Was.

Co ciekawe, swoim życiowym partnerom możemy nieświadomie przypisywać te języki miłości, które są ważne dla nas. Dlatego warto zaciekawić się, jak jest naprawdę i wymienić się wynikami testu.

I przygotujcie się na niespodzianki 😊

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

zaległe sprawy

Gdy lista zaległości rośnie, a z nią stres i poczucie winy, wiele osób wini za taką sytuację swoją motywację. „Muszę się wziąć w garść”, „Muszę się zmobilizować” – często to sobie powtarzamy w takich sytuacjach. Tymczasem pomocnym odkryciem może być to, że za nasze zaległe sprawy winić należy nie brak motywacji, a sposób myślenia o planowaniu rożnych kwestii.

W czasie szkoleń z zarządzania sobą w czasie i sesji coachingowych z moimi Klientami każdego, kto chce ruszyć zaległe sprawy z miejsca, zachęcam najpierw do spisania ich na kartce. I już na tym etapie można zdiagnozować, gdzie leży przyczyna, że tak trudno niektóre zadania zrealizować.

Często na kartkach pojawiają się takie pozycje:

– wysłać ofertę szefowi

– zadzwonić do Klienta w sprawie maila

– zrobić notatkę

Osobę postronną może zastanowić, co jest trudnego w kliknięciu przycisku „Wyślij” w skrzynce mailowej, albo w wybraniu numeru na telefonie i dlaczego taka pozycja pojawiła się na liście.

W wysłaniu maila z ofertą nie ma nic trudnego, ale po dodatkowych pytaniach szybko okazuje się, że pod tą pozycją kryje się: dokończenie oferty, skonsultowanie jej z zespołem, naniesienie ewentualnych poprawek i dopiero wtedy wysłanie ostatecznej wersji szefowi.

Zatem zadanie o nazwie „wysłać ofertę” wcale nie jest jedynie wysłaniem maila, ale zbiorem wielu czynności, które będą wymagały czasu i organizacji.

Podobnie w przypadku zadania „zadzwonić do Klienta w sprawie maila”. To przykład zadania, jakie wpisała kiedyś na moim szkoleniu – pracująca w agencji reklamowej – jedna z Uczestniczek. Okazało się, że mail dotyczył opracowania kreacji na kampanię reklamową dla nowego produktu. Do maila pojawiły się pytania. Zadanie w rzeczywistości polegało więc na zebraniu pytań od zespołu i umówienie się na telefoniczną konferencję z klientem, podczas której należało zapisać otrzymane wyjaśnienia i następnie w formie notatki rozdystrybuować te ustalenia między członkami zespołu.

Podobne przykłady mogę podawać w nieskończoność. Dobrze w nich widać, że na listach rzeczy do zrobienia lądują niepozorne 2-3 sprawy. Jednak po bardziej wnikliwym i dokładnym przeanalizowaniu okazuje się, że jest ich 3-4 razy więcej! Nic dziwnego więc, że planując pracę w taki sposób, borykamy się z presją i brakiem satysfakcji z postępu swoich prac.

To pułapka, którą często zastawiamy sami na siebie, a dokładniej, zastawia ją na nas nasz mózg. Gdy pojawia się sprawa, która wymaga tego, żeby się nad nią zastanowić, przeanalizować ją, gdy trzeba się zastanowić, jak rozpocząć działanie – nasz mózg, którego zadaniem jest oszczędzać naszą energię i siły podpowiada nam drogę na skróty i zbiór spraw zamyka w proste „wysłać ofertę”, „zadzwonić do Klienta”.

Pułapka polega na tym, że koniec końców całą tę pracę związaną z planowaniem, analizowaniem i angażowaniem energii, trzeba będzie wykonać. Jeżeli więc pozwolimy się oszukiwać naszemu mózgowi, będziemy z niechęcią podchodzili do zadania i gromadzili zaległości.

Borykasz się z zaległymi sprawami – spisz je sobie na kartce. Zwróć uwagę, by spisać wszystkie czynności niezbędne do danego zadania. Czy za pozornie prostą czynnością, np. z życia prywatnego – „posprzątać garaż” nie czai się coś więcej, niż tylko pojawienie się tam z mopem, by przetrzeć podłogę. 😉

Oczywiście nie warto też wpadać w drugą skrajność. Rozpisywanie każdej najdrobniejszej czynności także nam nie przysłuży. Gdy zna twojej liście były wcześniej cztery zaległe sprawy, a teraz nagle pojawią się przed Tobą dwie strony zadań, też wysoko prawdopodobne, że odłożysz je na później, bo przerazi Cię ilość tego, co masz zrobić, a strach paraliżuje i odbiera siły do działania.

Co będzie najskuteczniejsze?

Złotym środkiem w takiej sytuacji będzie zastanowienie się, jakie działanie pozwoli Ci zaległe sprawy ruszyć z miejsca.

Wracając do dwóch przykładów z moich szkoleń: osoba, która przygotowywała ofertę jako pierwszy krok wyznaczyła sobie skonsultowanie pierwszego draftu z kolegami i koleżankami z zespołu. Osoba, która miała tylko „zadzwonić do Klienta”, jako pierwszy krok podała wygospodarowanie czasu na zorganizowanie wewnętrznego spotkania, podczas którego spisze pytania członków zespołu, które przedstawi klientowi podczas telekonferencji.

Jeżeli masz już spisaną swoją listę zaległych spraw, określ, co może być pierwszym krokiem, który nada im bieg. W przypadku sprzątania garażu mogłoby to być wyznaczenie sobie, że zrobisz to w sobotę o 14:00, bo wtedy w domu będzie Twój sąsiad, którego poprosisz o pomoc w przestawieniu szafy blokującej drzwi z garażu do domu.

Pamiętaj także, że ta sama zasada dotyczy też planowania.

Jeżeli tworząc plan użyjesz skrótów myślowych, to już na tym etapie obniżasz szanse na realizację zadań zgodnie z planem. Jeżeli jednak zapiszesz najważniejsze działania, które pozwolą Ci zrealizować sprawnie zadanie, masz ogromną szansę, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Pomogą Ci też w tym zwroty zachęcające do działania. Zapisz sobie zadania w formie „Wyznacz termin spotkania!”, „Skonsultuj uwagi z zespołem!”, „Poproś o akceptację szefa!”. W ten sposób masz gwarancję, że to Ty kierujesz swoją motywacją.

Lista działań pozwala Ci skupić się na tym, co faktycznie chcesz wykonać. Analizę wykonałeś tylko raz, na początku ustalając zadania. Teraz już tylko pozostaje ich realizacja. I to już rzeczywiście zależy od Twojej motywacji 😊

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

Zdarzyło Ci się, że zrobiłeś coś dla kogoś bezinteresownie, z dobrego serca i szczerej dobroci, a to druga osoba nawet nie podziękowała?

Pomyślałeś wtedy, że to brak wdzięczności i że przynajmniej proste „dziękuję” powinno się pojawić?

Jeśli tak, to zapraszam Cię do lektury – sprawdź, bo możesz być w TRÓJKĄCIE! 😊

Rozmawiałam kilka tygodni temu ze znajomą, która z dużym oburzeniem opowiadała mi o swoim ostatnim weekendzie z najbliższą rodziną. O tym, jak pomyślała, że super będzie w niedzielę zrobić pyszny, zdrowy i uroczysty obiad dla męża, dzieci… W sobotę wybrała się na drugi koniec miasta do sklepu z ekologicznymi produktami, warzywa zakupiła w innej części miasta – prosto od „rolnika”. Dzięki zaangażowaniu i przebyciu kilkudziesięciu kilometrów, w niedzielę rano miała wszystko: pomysł na obiad, najwyższej jakości (czyli bardzo drogą) polędwicę, warzywa, składniki na przystawkę i zupę oraz wszystko, co potrzebne do zrobienia pysznego deseru. Miała też entuzjazm, misję i plan, od czego zacząć prace i w jakiej kolejności podać dania.

Ruszyła z gotowaniem i po jakimś czasie, na etapie szykowania ciasta pomyślała, że tyle

się najeździła, od rana już pracuje, a dzieci w piżamach przed telewizorem.. Gdy obierała kolejną marchewkę, przez głowę przeszła jej myśl, że mąż – zamiast siedzieć w gabinecie ze swoimi sprawami – mógłby chociaż przyjść i zapytać, czy jej pomóc… Po kolejnej godzinie, na etapie szykowania polędwicy, czując już ból w plecach, miała dużo żalu do dzieci i męża, że nawet herbaty nikt jej nie zaproponował…

Gdy w końcu, po kilku godzinach gotowania, podała cały obiad a rodzina zjadła i nawet dobrze nie podziękowała, nie mówiąc już o pomocy przy sprzątaniu, moja znajoma była na nich wściekła.

Wpadła do pokoju, gdzie mąż oglądał telewizję i ze łzami w oczach zaczęła mu wrzucać o braku wdzięczności, podziękowania, o tym, że nawet nie zapytał, czy pomóc, że nie posprzątał..

Wiesz, co powiedział jej mąż, szczerze zdziwiony??

„Ale przecież sama chciałaś to wszystko zrobić, nikt cię o to nie prosił..”

Powyższa historia jest klasycznym przykładem czegoś, co w psychologii znane jest pod nazwą „trójkąt dramatyczny Karpmana”. W trójkącie mówimy o trzech rolach: wybawcy (zrobię dla wszystkich pyszny obiad), ofiary (nikt nie docenia mojej pracy) i kata (zero wdzięczności! Jak mogą!).

Do trójkąta najczęściej „wchodzi się” drzwiami wybawcy – ktoś nie poprosił, a pomagam, chcę coś zrobić dla niego lub za niego. Jeśli najpierw nieproszony wyświadczasz przysługę, a potem zaczynasz myśleć, że ta osoba powinna się odwdzięczyć, a potem myślisz jeszcze gorzej o tej osobie, to właśnie znak, że jesteś w trójkącie dramatycznym.

Być może teraz myślisz: „No tak, ale jak ktoś coś ode mnie dostał, to wypadałoby, żeby przynajmniej podziękował”…

Jeśli ktoś nie prosił, a Ty coś tej osobie dałeś (przysługę, prezent, uczynek), to pamiętaj, że dawanie jest bezinteresowne. 

asertywność

Trójkąt dramatyczny może mieć wiele odmian i twarzy – są trójkąty krótsze i dłuższe, mniejsze i większe, pojedyncze i wieloosobowe… Bycie w trójkącie jest zawsze toksyczne, a wchodzenie w role nieproszonego wybawcy, potem skrzywdzonej ofiary i dalej rozzłoszczonego kata może wyrządzić nam i naszym relacjom wiele szkody.

Warto być czujnym i obserwować, kiedy, z kim, w jakich kontekstach zdarza się nam przyjmować role wybawcy, ofiary i kata.

Chciałbyś dowiedzieć się więcej o trójkącie dramatycznym oraz co robić, aby budować zdrowe, uczciwe i szczere relacje?

Zapraszam na mój warsztat rozwoju osobistego „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”.

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

reagowanie

Jednym z wyzwań menedżerów zarządzających zespołami jest REAGOWANIE na zachowania podwładnych.

Reagować? Nie reagować? A jeśli tak, to w jaki sposób, by z jednej strony zadbać o to, czego potrzebujemy, z drugiej o swój wizerunek, z trzeciej jeszcze, o relację i o to, by nie zostać posądzonym o „czepianie się”?

Dylematy czy i jak reagować, dotyczyć mogą realizacji zleconych zadań, jakości pracy, terminowości, ale też takich kwestii jak atmosfera w zespole. W trudnych sytuacjach pojawia się pokusa przemilczenia, bierności, udawania, że szef nie wie i nie widzi, co się dzieje.

Temat tego, w jaki sposób sygnalizować podwładnym, że szef oczekuje innych zachowań pojawił się ostatnio podczas jednej z sesji coachingowych z Martą – menedżerką, z którą pracujemy nad obszarami pewności siebie w zarządzaniu. Marta jest szefową na Polskę dużej, międzynarodowej firmy z branży spożywczej. Często ma wrażenie, że pracownicy, którzy nie realizują zadań na czas, a jakość ich pracy nie jest zadowalająca, często spędzają swój czas na zajęciach niekoniecznie związanych z pracą.

„Pracujemy obecnie hybrydowo, dwa tygodnie z domu, dwa z biura. Będąc w biurze, często słyszę, jak nawet kontaktując się zdalnie z osobami na home-office, pochłaniają ich rozmowy na prywatne tematy, żarty. Obserwuję, że trudno im skupić się na pracy, często też robią sobie przerwy na kawę czy papierosa” – opowiadała.

Widzę to wszystko, a jednak nie umiem zebrać się w sobie, by przeprowadzić z nimi na ten temat rozmowę. Gdy zaczynam o tym myśleć dopada mnie mnóstwo wątpliwości. Czy naprawdę widzę to, co widzę? A może przesadzam? Przecież czasy trudne, muszą jakoś rozładowywać stres.. Czy jeśli wezwę kogoś na rozmowę, nie pogorszę sytuacji? Jak zrobię dalej, jeśli pracownik na moje uwagi zareaguje złością lub zaprzeczeniem?

Co wobec tego warto robić w sytuacji, gdy nie odpowiada Ci zachowanie podwładnych?

Jeśli zarządzasz zespołem i dopadają się podobne wątpliwości, pamiętaj, że przede wszystkim warto reagować. Bo Twój brak reakcji oznacza zgodę i akceptację na określone zachowania. Czyli: jeśli nie reagujesz, to AKCEPTUJESZ.

Jeżeli więc oczekujesz pozytywnych zmian w swoim zespole i zależy Ci na budowaniu morale, opanuj obawy, przygotuj się do rozmowy i podejmuj niewygodne tematy. Rozmawiaj z podwładnymi i reaguj.

Dodatkowo, szczególnie obecnie, przy pracy zdalnej (w pracy w biurze to także zawsze się sprawdzi najlepiej) – umawiaj się z podwładnymi na wyniki i określone rezultaty.

Łatwiej jest rozliczyć ludzi z ustalonych ilości (odebranych telefonów, wystawionych dokumentów, załatwionych maili) niż z efektywnego/nieefektywnego wykorzystania czasu. Jeśli będą realizować przydzielone zadania i wywiązywać się z pracy, będziesz mieć informację, że dobrze zarządzają własnym czasem i skutecznie układają obowiązki, jakie mają do wykonania.


Jeśli chcesz nauczyć się, jak rozmawiać z podwładnymi, by robić to z szacunkiem, i równocześnie realizować cele organizacji, zapisz się na profesjonalne i bardzo praktyczne szkolenie „Trudne rozmowy z pracownikami”.

Opracowujemy i ćwiczymy uniwersalne scenariusze rozmów z pracownikami. Szkolimy pod okiem trenera z wieloletnią praktyką w zarządzaniu zespołami sprzedaży i obsługi Klienta. Warsztat przeznaczony jest dla menedżerów każdego szczebla, którzy chcą nauczyć się, jak reagować i prowadzić skutecznie i z pewnością siebie trudne rozmowy z pracownikami. Zapraszamy! Najbliższa grupa ONLINE już 9 grudnia.

 

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
asertywność kobiet

Fala protestów, jaka przelewa się przez nasz kraj, łączy się w szczególny sposób z tematem asertywności. Dlatego też zdecydowałam się poruszyć temat protestowania, wyrażania swoich emocji, stereotypów względem płci w odniesieniu właśnie do asertywności.

Zacznijmy od samej definicji – czym właściwie jest asertywna komunikacja?

Asertywna komunikacja jest, wbrew obiegowym opiniom, takim rodzajem relacji ze światem, w którym dbamy o siebie i swoje granice na równi z dbaniem o innych. W asertywność wpisuje się szacunek, jaki okazujemy sobie i innym. W asertywność wpisuje się także akceptacja dla odmienności, odmiennych poglądów, odmiennego zdania.

Warto też nadmienić, że asertywność nie jest tylko odmawianiem i umiejętnością mówienia NIE, chociaż – znowu – funkcjonują takie obiegowe opinie. Umiejętność odmawiania wpisuje się w asertywność, jest jednak tylko jej częścią.

Na szkoleniach i w pracy indywidualnej z moimi klientami słyszę też często, że asertywność kojarzona jest z egoizmem i dbaniem tylko o siebie. Otóż nie, jak wspomniałam wcześniej, w asertywność wpisana jest duża uważność i wrażliwość na innych. Ale w połączeniu z uczciwym dbaniem także o siebie.

Wychowanie a asertywność kobiet

Znacie to sformułowanie, kierowane do dziewczynek i kobiet: „Uśmiechnij się, złość piękności szkodzi”? Rozważając modele wychowywania w zależności od płci dziecka, chociaż to się przez lata poprawia, i tak dziewczynki w naszym kraju są bardziej wychowywane na uległość: na bycie grzecznymi, ustępującymi innym, nie okazującymi emocji, uśmiechającymi się, niezależnie od tego, że w środku aż kipią z emocji. Chłopcy z kolei wychowywani są na silnych i walczących, bez okazywania słabości – czyli w konsekwencji bardziej poddawani są treningowi na zachowania agresywne (powiedzenie do chłopców: „Co będziesz płakał? Baba jesteś?”).

Na nasze umiejętności asertywnej komunikacji (i na ich brak) wpływa też szkoła, która w tradycyjnym modelu kształcenia i wychowania promuje raczej uległość i posłuszeństwo wobec tych, którzy mają władzę i przewagę.

Jak to potem wpływa na dorosłe życie?

Edukacja w duchu wspomnianej tu szkoły tradycyjnej ma wpływ na życie i funkcjonowanie dzieci, gdy dorosną. Osoby tak ukształtowane niosą w sobie model zachowań uległych, ale także model, który mówi, że ten, kto jest silniejszy, wygrywa, decyduje, rządzi. Nie ma tu szacunku dla potrzeb każdej ze stron, jest trudność w odmawianiu, dbaniu o siebie, wyrażaniu własnego zdania.

Wychowywanie dziewczynek na grzeczne, ułożone, uśmiechnięte i zawsze ustępują, niesie za sobą konsekwencje tego, jak funkcjonują potem w dorosłym życiu. Kobiety takie nie wiedzą, że mają prawo chcieć, mają prawo się nie zgodzić, mają prawo odmówić i zadbać o siebie. Kobiety takie mogą latami żyć w przekonaniu, że to one odpowiadają za obowiązki domowe, gotowanie, wychowanie dzieci. Może być tak, że nie potrafią tego zakwestionować, poddać w wątpliwość, oddać odpowiedzialności np. swojemu partnerowi, mężowi.

Kobiety w więzieniu, które szkoliłam z kompetencji społecznych, a które są osadzone za ciężkie często przestępstwa, to niejednokrotnie ofiary wieloletniej przemocy domowej.

Zresztą dla osadzonych temat asertywności ma dwa wymiary – do jakiego stopnia można być asertywną w środowisku, w którym żyje się obecnie. Oraz wymiar drugi – jak korzystać z asertywności po wyjściu na wolność. Praca z nimi dobitnie pokazała mi, że temat asertywności wobec siebie i wobec innych jest ważną kompetencją społeczną, którą absolutnie warto nabyć i doskonalić.

Z drugiej strony, nowoczesne szkoły, a takie znam, nastawione są na dialog, debatę, zaciekawienie innym punktem widzenia, wartością tego, że ludzie są różni. W takim wychowaniu jest zgoda na odmowę, na inne zdanie, na negocjowanie, szukanie rozwiązań, by godzić potrzeby różnych stron.

Czasem możemy słyszeć głosy, że model edukacji opartej na asertywności, pozwalający dzieciom pytać, kwestionować, odmawiać jest niebezpieczny, niesie za sobą ryzyko wykształcenia dzieci, które nie mają granic, zahamowań, są roszczeniowe itd. Aby uspokoić takie głosy warto rozumieć, że brak granic i wymagań wobec dzieci to jedno – to faktycznie może rodzić zagubienie u dziecka i nieumiejętność funkcjonowania z innymi. Czymś innym jednak jest rozumienie, że każdy człowiek jest odrębną jednostką i ma swoje granice, które należy szanować.

W asertywnej debacie dziecko uczy się wrażliwości na granice innych i rozumienia, co byłoby ich naruszeniem. W asertywnym funkcjonowaniu osoba potrafi zauważyć, że ktoś narusza jej granice i umie konstruktywnie zareagować, by zadbać o siebie. Edukacja dzieci nastawiona na takie postrzeganie relacji jest jak najbardziej pożądana.

Także podsumowując, na moich szkoleniach odpowiedzi na pytanie „Jak komunikować się asertywnie” – szukają kobiety, mężczyźni, rodzice, nastolatkowie, szefowie i podwładni. Ludzie w naprawdę różnych kontekstach życia zawodowego i prywatnego.

Chcemy wiedzieć, jak odmawiać rodzicom (bo mogą wpływać na nasze życie nawet, gdy  jesteśmy już dorośli), jak konstruktywnie wyrażać swoje niezadowolenie wobec partnera, jak komunikować się z dziećmi, przyjaciółmi, jak zwrócić uwagę nieznajomej osobie w sklepie, która stanęła przed nami bez kolejki, jak zwrócić uwagę podwładnemu, że nie podoba się nam, że się spóźnia, jak odmówić szefowi? – to pytania, na które szukają odpowiedzi uczestnicy moich szkoleń, warsztatów i spotkań indywidualnych. A wszystkie te pytania i odpowiedzi wpisują się w ramy asertywnej komunikacji.

Język protestów a asertywność

Często granica między asertywnością a agresją jest, jak lubię to nazywać, „koronkowa”- bardzo subtelna. Czasem to samo zdanie, wypowiedziane innym tonem, z asertywnego zmienia się w agresywne lub uległe. Koncepcja asertywności wskazuje, że to, czy dany przekaz jest asertywny czy agresywny, zależy też od intencji mówiącego.

Herbert Fensterheim, doktor psychologii i profesor psychiatrii, który zajmował się tematem asertywności w relacjach międzyludzkich, powiedział dwie ważne rzeczy w kontekście asertywności:

„Masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie – nawet jeśli rani to kogoś innego – dopóki twoje intencje nie są agresywne, lecz asertywne.

Oraz:

„Jeśli masz wątpliwości, czy dane zachowanie jest asertywne, sprawdź, czy choćby odrobinę zwiększa ono Twój szacunek do samego siebie.”

Tak więc, jeśli komunikuję coś, mając intencje asertywneobrony własnych granic, zaznaczenia, że ktoś istotnie narusza moją prywatność, a do tego jeśli to, co robię, zwiększa mój szacunek wobec samej siebie, to tak – wpisuję się w asertywność.

W kontekście tematu asertywności, można by zadać sobie także pytanie, czy słowo, które pojawiło się w ostatnim czasie na plakatach (wypierdalać), jest asertywne.

Odpowiadam, że nie. To słowo jest agresywne. Ale równocześnie warto tu dodać coś jeszcze, uzupełniając wiedzę nieoczywistą o asertywności.

Funkcjonuje społecznie taki mit, że zawsze trzeba być asertywnym.

To nie jest prawda. Asertywność to wybór. I są sytuacje, gdy wybór innej strategii, np. uległości lub agresji oraz zachowania nieasertywnego ma uzasadnienie i będzie po prostu bardziej adekwatny do danej sytuacji.

I na koniec warto pamiętać…

Temat asertywności jest tematem wymagającym, żeby nie powiedzieć, trudnym. Wiąże się z relacjami z innymi, z troską o utrzymanie, często bardzo dla nas ważnych, relacji. Asertywność niesie też dylematy, jak się zachować, by pozostać w relacji, budzi strach i obawy o to, co będzie, gdy przestaniemy być mili i powiemy, że coś się nam nie podoba.

W poszukiwaniu asertywnego „środka” balansujemy między troską o własną autonomię i troską o przynależność do społeczności.

Asertywności warto uczyć się cały czas – dlatego na naszym blogu regularnie piszemy na ten temat, odpowiadamy na pytania, poruszamy najważniejsze zagadnienia.

 

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

Gdy obecnie rozglądam się wokół, rozmawiam z Klientami, przyjaciółmi, znajomymi, mam ogromne poczucie, że pandemia szaleje, wymknęła się spod kontroli i rozlewa się z niewyobrażalną siłą pomiędzy ludźmi.

Chorowanie to po pierwsze cały temat zdrowotny, jeżeli chodzi o ciało, ale to także bardzo duży temat dotyczący naszego stanu psychicznego i emocjonalnego.

Miałam w ostatnich dniach okazję rozmawiać z osobami, które – przechodząc wirusa całkiem łagodnie – mierzyły się z równie poważnymi jak wirus tematami: strachu przed tym, co będzie, obaw jak jest, z tematem odosobnienia, „uziemienia”- że muszą siedzieć w domu, nigdzie nie wychodzić, po prostu być i czekać.

Dlatego też zdecydowałam się, że wnioski z moich rozmów z osobami, które chorują, konkluzje, jak lepiej sobie radzić w obecnej sytuacji, zbiorę, by mogli z nich skorzystać inni. Sprawdź, bo być może pomogą Tobie lub okażą się przydatne bliskim Ci osobom.

1. Przede wszystkim bądź bardzo uważny na swój stan zdrowia fizycznego. Jeśli przechodzisz chorobę w miarę łagodnie, i tak miej plan, co zrobisz, gdyby zdrowie zaczęło poważniej szwankować. Ustal numery telefonów, porozmawiaj z bliskimi. Określ scenariusz, co po kolei zrobisz i jak zadziałasz.

2. Zdrowie jest w tej sytuacji najważniejsze. Dlatego też miej świadomość, że Twój organizm mierzy się z wirusem, z jakim nigdy nie miał do czynienia. Więc znowu podkreślam: bądź mądrze uważny na wszystkie objawy, by reagować, gdyby była taka potrzeba. Jako ludzie mamy przedziwną właściwość pomniejszania i bagatelizowania sytuacji. Obecna sytuacja jest poważna. Uznaj to.

3. Nie ufaj temu, że poczujesz się lepiej. Ten wirus działa tak, że w ciągu choroby będą chwile, gdy będziesz się czuć, jakbyś był w pełni zdrowy. Nie ufaj temu. Załóż, że przez minimum dwa, trzy tygodnie chorujesz. Daj sobie przez ten czas pełną opiekę i troskę o swój organizm. Rozmawiałam z wieloma osobami i wiem, że chorują w taki sposób, że czują się źle, potem po nocy nagle odzyskują siły, zaczynają normalnie funkcjonować, a potem znowu dopada je załamanie zdrowotne. Załóż sobie na sztywno, że murowane dwa tygodnie przeznaczasz na chorowanie i dochodzenie do siebie.

4. Włącz pokorę, pokorę i jeszcze raz pokorę. Po prostu masz dać sobie czas, poczekać, wytrwać. Doceń, jeżeli przechodzisz wirusa łagodnie. Miej jednak świadomość, że i tak sytuacja może się pokomplikować, oraz że zarażasz.

5. Choruj „po kawałku”. Wracaj do zdrowia małymi krokami. Pewnie czas Ci się dłuży, pewnie rośnie Twoja niecierpliwość. Pamiętaj, że to wszystko jest naturalne. Dziel powrót do zdrowia na małe odcinki czasu. Powtarzaj sobie: „Ok, wytrzymam do jutra”, „Ok, wytrzymam do soboty”. Pomyśl, czym jest jeden tydzień w skali całego Twojego życia? Mów do siebie: „Jeszcze trochę poczekam”. Uznaj, że irytacja z powodu tego, że nie możesz pójść, gdzie chcesz, nie możesz spotkać się z kim chcesz, że frustrujesz się tym, że przez 2 tygodnie masz żyć inaczej niż normalnie, jest naturalna. Włącz pokłady pokory i cierpliwości. Pamiętaj i powtarzaj sobie, że przecież niebawem, za kilka dni to wszystko się skończy.

6. Jeżeli czujesz się wystarczająco dobrze, planuj sobie dzień. Bądź w kontakcie z bliskimi, rozmawiaj, przyjmuj pomoc.

I na koniec jeszcze jeden skuteczny sposób:

Jeśli jest Ci, lub będzie naprawdę trudno psychicznie i emocjonalnie, weź do ręki kartkę i długopis. Zrób spokojny wdech i wydech. Wyobraź sobie, że sytuacja się odwróciła: jesteś zdrowy i właśnie rozmawiasz z przyjacielem, który zadzwonił do Ciebie z informacją, że zachorował i mówi Ci właśnie, jest bardzo jest mu ciężko. Opowiada, że mu trudno siedzieć w domu, że czuje się ograniczony, porzucony, że czas mu się dłuży, boi się o pracę, o to, co będzie dalej.

I teraz zadanie dla Ciebie: Co byś mu powiedział? Spisz na kartce skrupulatnie swoje słowa otuchy, wsparcia, pocieszenia. Spisz wszystko, co z tej perspektywy wiesz, widzisz i co jest pomocne.

Gdy już wszystko dokładnie zapiszesz, przeczytaj to sobie (po cichu, na głos, wypróbuj na różne sposoby). Lub poproś, by ktoś Ci to przeczytał. Lub nagraj to sobie na dyktafon i odsłuchaj.

Sprawdź osobiście, jak bardzo podniesie Cię to na duchu. Sprawdź, jak bardzo to będzie pomocne.

 

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

 

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

 

Zdjęcie w nagłówku:

House photo created by diana.grytsku – www.freepik.com