emocje są ważne

Na jednym z moich ostatnich szkoleń odbyłam bardzo ciekawą rozmowę z pewnym Uczestnikiem. Dotyczyła ona wątku emocji, tego, co w danej chwili czujemy i przeżywamy. Czy emocje są ważne? Oraz: czy możemy mieć na nie wpływ, na przykład, w chwilach wzburzenia?

W trakcie tej dyskusji postawiłam tezę, że owszem, mamy wpływ na to, co czujemy.

– No a wyobraź sobie taką ekstremalną sytuację – powiedział z dużą dozą wątpliwości w głosie ww. Uczestnik – dowiaduję się, że żona mnie zdradza. Wiadomo, jestem wściekły. A ty chcesz powiedzieć, że mogę tego nie czuć?

No właśnie. Dobre pytanie i dobry przykład.

Bo wcale nie chodzi o to, by nic nie czuć. Emocje są ważne. Wściekłość, rozczarowanie i smutek w takiej sytuacji wskazują nam, że naruszone zostały nasze granice, standardy, wartości.

Więc o co chodzi? Chodzi o to, że na te same zdarzenia możemy reagować różnie. Emocje są jak paleta barw – mają natężenie, nasilenie, odcienie…

Przełomem wspomnianej dyskusji był mój przykład o panowaniu nad strachem przed wystąpieniami publicznymi. To przecież też negatywna emocja.

– Czy w takiej sytuacji dopuszczacie – zapytałam Uczestnika i resztę grupy – że można mieć wpływ na to, co się przeżywa? Ile czuje się strachu, stojąc na scenie, że można tę sytuację w pewnym zakresie opanować? Że zamiast strachu możemy czuć lekki niepokój lub dyskomfort?

– No, tak – odpowiedział – to akurat dopuszczam i rozumiem.

– Ok – odparłam – z każdą emocją jest podobnie. Możemy mieć wpływ na to, jak reagujemy na daną sytuację. Jeśli coś nas zdenerwowało, możemy zareagować furią, wściekłością, złością, irytacją itd. Jest całe spektrum emocji. Mają inną nazwę, oddają inną temperaturę tego, co przeżywamy.

Są zresztą dwie szkoły i dwa podejścia do tematu „regulowania” emocji. Pierwsza mówi: „Czuję, to co czuję i tego nie kwestionuję. Nic z tym nie zrobię, na wprost akceptuję”. A druga uczy: „Mogę dostrzec to, co czuję i mogę mieć na to wpływ – zmniejszyć, zwiększyć, zmodyfikować swoje emocje i doznania”.

Która szkoła jest lepsza?

Trudno powiedzieć. Co więcej, uważam, że się nie wykluczają. Bo w chwili, gdy uznaję, że czuję to, co czuję, robię właśnie pierwszy krok ku temu, by móc poczuć coś innego. Sam fakt dostrzeżenia emocji sprawia, że ta emocja już się trochę przekształca.

Jak to może zadziałać? Oto przykład:

Wyobraź sobie że odwiedzasz swoich rodziców. Od progu, jeszcze zanim usłyszysz „Dzień dobry”, Twoja mama „startuje” z zarzutami, że dzieci za cienko ubrane, że na pewno się przeziębią i będą się męczyły z katarem. A poza tym… (bla, bla, bla)

warsztat rozwoju osobistego

Ty czujesz, jak puchnie Ci głowa, ogarnia Cię wściekłość i myślisz same złe rzeczy o swojej matce i waszej relacji. Jeśli zareagujesz automatycznie, idąc za wściekłością, zanim pomyślisz, możesz powiedzieć coś niemiłego, czego po chwili będziesz żałować.

Jeśli natomiast w tej sytuacji, zamiast odwetowego „naskoczenia” powiesz do siebie: „Jestem teraz wściekła/wściekły, że tego słucham!”, wykonasz dwie czynności: nazwiesz swoją emocję (czyli ją dostrzeżesz i „zmaterializujesz”). A równocześnie, dzięki temu, poczujesz mniejszą złość, bo samym faktem nazwania tego, co przeżywasz, „przewentylowałeś” swoje negatywne doświadczenie.

Nazwałam/-em to. I tak wściekłość może stać się złością, a potem nawet irytacją, a to już lżejsze uczucie.

asertywność

asertywność

Krótki przepis na pierwszy krok pracy z emocjami:

Zadawaj sobie kilka razy dziennie pytanie: „Co ja teraz czuję?” I odpowiadaj na nie.

Naucz się nazywać swoje emocje. Naucz się nazywać, co czujesz w danej chwili.

Sprawdź, jaką to robi różnicę. I pamiętaj: emocje są ważne. Doświadczaj ich świadomie.

Pozdrawiam ciepło.

 

 

 

 

skuteczna komunikacja

Moją pierwszą pracę w obsłudze klienta zaczęłam gdzieś w okolicach 2000 roku. Była to firma  informatyczna, zajmowałam się najpierw obsługą zamówień, potem, awansując do działu handlowego,  sprzedażą. Moja praca opierała się na kontaktach, rozmowach, negocjacjach. Nauczyłam się wtedy bardzo dużo. Z książek, ze szkoleń i… z własnego doświadczenia „na polu walki”.

Po tylu latach, jedno wiem na pewno: czy to prowadzisz własną firmę, czy też pracujesz dla kogoś, jeśli masz do czynienia z Klientami i ich obsługą, masz wiedzieć, jak działa komunikacja. Dosłownie: masz ją rozumieć jak „maszynę”. Jeśli nie działa w satysfakcjonujący dla ciebie sposób, masz umieć rozebrać ją na części, nazwać każdy element, zdecydować, którą część wymienić, a następnie złożyć na nowo i sprawdzić jak działa.

Jednym z takich elementów, składających się na  mechanizm „skuteczna komunikacja”, o którym warto wiedzieć i który może ci w sekundę zepsuć/uratować komunikację, jest coś, co nazywamy „zaprzeczeniem doświadczeniu klienta”.

O co chodzi?

Jeśli na co dzień pracujesz w obsłudze klienta, zakładam, że przynajmniej raz w życiu miałeś do czynienia z niezadowolonym Klientem. Przypomnij sobie, czy Twoja reakcja na niezadowolenie klienta prowadziła do eskalacji sytuacji czy ją łagodziła?

Zakładam też, że przynajmniej raz zdarzyło Ci się być niezadowolonym Klientem. I tu podobne pytanie: czy reakcja osoby reprezentującej firmę rozładowywała napięcie czy raczej miałeś wrażenie, że ktoś dolewa oliwy do komunikacyjnego ognia?

Jednym z celów efektywnej komunikacji jest poprowadzenie naszego rozmówcy z miejsca, w którym się obecnie znajduje do miejsca, w którym byśmy chcieli go widzieć. Najczęściej od zdenerwowania i rozczarowania ku polepszeniu relacji. Nawet jeśli w kryzysowej sytuacji ma on negatywne przekonanie na dany temat, to Twoim celem jest zmiana tego w korzystny dla ciebie sposób. Jeśli „przeprowadzamy” klienta w drugą stronę- od zdenerwowania do wściekłości, kierunek jest zdecydowanie niewłaściwy i, co gorsze, to może być efekt naszej nieumiejętnej komunikacji. Powodów może być kilka, ale komunikacyjny mechanizm „zaprzeczenia doświadczeniom” jest tu wysoce prawdopodobny.

Aby to lepiej zrozumieć, przeczytaj przykład.

Postaw się w sytuacji Klienta: „Już od jakiegoś czasu marzysz o kaszmirowym swetrze, który będzie na Tobie świetnie wyglądał. Jest drogi, ale też wart swojej ceny. Decydujesz się na zakup. Masz go na sobie może po raz drugi, gdy zauważasz, że zaczął się rozchodzić na szwach. To wywołuje u Ciebie irytację, bo sweter był naprawdę drogi, miał posłużyć na dłużej, miał być dobrej jakości. Idziesz ze swetrem do sklepu, by złożyć reklamację. Nie da się ukryć, że towarzyszą ci nerwy, bo kupując go, liczyłeś na solidny, jakościowy produkt. Pokazujesz wadliwy towar, mówisz, że po zaledwie kilku dniach sweter rozchodzi się na szwach. W odpowiedzi ekspedientka uśmiecha się i mówi: „Proszę się nie denerwować, ja nie widzę tu żadnej wady fabrycznej”. Wrrr…! Nawet nie pytam, jak zareagujesz na taką odpowiedź! Bo albo odpuścisz i nigdy nie wrócisz do tego sklepu, albo poprosisz o rozmowę z kierownikiem.

Jak więc to się stało, że wystarczyło jedno zdanie, by sytuacja z nieprzyjemnej eskalowała do kryzysowej?

Ekspedientka zaprzeczyła twojemu  bieżącemu doświadczeniu.

Po kolei było tak:

  1. Kupiłeś drogi sweter
  2. Zauważyłeś, że zaczął się rozchodzić na szwach po kilku dniach
  3. Sweter był drogi, więc oczekiwałeś, że będzie dobrej jakości i posłuży Ci na dłużej
  4. Musiałeś wybrać się do sklepu złożyć reklamację
  5. Cała sytuacja stała się bardzo irytująca dla Ciebie
  6. Opowiadając o wszystkim ekspedientce, usłyszałeś: „Proszę się NIE denerwować, ja tu nie widzę wady”
  7. Wrrr…

Jeśli do twojego rozczarowania zakupem i niesmaku, że musisz wybrać się do sklepu, dodamy wyluzowany komentarz, że nie ma „problemu”, możesz doznać „trzaśnięcia”- to wynik zderzenia dwóch doświadczeń: twojej złości i zaprzeczenia przez sprzedawczynię.

Jak zatem powinna zareagować ekspedientka, by nie eskalować irytującej sytuacji? Oto jedna z propozycji odpowiedzi:

„Rozumiem, że kupił Pan u nas sweter. (potwierdzenie doświadczenia klienta) Rozumiem, że nie był tani, a po kilku dniach zauważył Pan wadę. (potwierdzenie doświadczenia klienta) Rzeczywiście można się tym zirytować. (potwierdzenie doświadczenia klienta) Porozmawiam z kierownikiem sklepu, jakie rozwiązanie możemy w tej sytuacji zaproponować (propozycja rozwiązania)”.

Co tu zadziałało? Potwierdzenie Twoich doświadczeń (co pomyślałeś, jak widziałeś tę sytuację i co mogłeś poczuć) i konkretna propozycja rozwiązania. Ekspedientka sprawiła, że zamiast nadal irytować się faktem, że musisz tu być z powodu uszkodzonego swetra, myślami jesteś już przy rozmowie z kierownikiem sklepu i zastanawiasz się, jakie rozwiązanie Ci zaproponuje.

Jaki jest z tego wniosek?

Jeżeli chcesz się skutecznie skomunikować, szczególnie gdy masz przed sobą zdenerwowanego klienta, na początku NIE ZAPRZECZAJ jego emocjom:

  1. Nie doradzaj „Proszę się tylko denerwować”
  2. Nie mów: No tak, ale przecież…
  3. Nie bagatelizuj

W zamian za to:

  1. Wysłuchaj i pozwól się wypowiedzieć
  2. Uznaj, że widzi sprawę, jak widzi i czuje, co czuje
  3. Zaproponuj rozwiązanie

I jeszcze jedno: powyższa zasada i skuteczna komunikacja, dotycząca pracy z Klientami, działa identycznie również w życiu prywatnym, np. w trudnych rozmowach z bliskimi. Pomyśl jak często zdarza Ci się w napiętych sytuacjach czy w nieprzyjemnej rozmowie zaprzeczać doświadczeniom Twojej drugiej połówki („Bo ty się zawsze musisz czepiać o pierdoły!”). Teraz już wiesz, jak możesz to zmienić. 😊

Słowa mają znaczenie. Mowa twojego ciała ma znaczenie. Skuteczna komunikacja ma moc.

I możesz się jej nauczyć.


Dlatego też, jeśli chcesz podnieść swoje kompetencje w zakresie komunikacji, zrobisz to na dwudniowym szkoleniu „Efektywna komunikacja w obsłudze Klienta”. Poznasz szereg technik i mechanizmów, które pozwolą ci zrozumieć komunikację i świadomie zarządzać relacjami z klientami. Zapraszam i bardzo polecam.



efektywna komunikacja

efektywna komunikacja

zarządzanie stresem

coaching

Język motywacji

Dziś przygotowałam artykuł o języku motywacji. W czasie moich szkoleń, warsztatów i coachingu słyszę często od Uczestników, co muszą zacząć lub przestać robić, co powinni lub co należałoby robić. Brzmi to najczęściej tak:

„No ja wiem, że powinnam zacząć być bardziej asertywna”

„Od teraz muszę już myśleć też o sobie”

Muszę zacząć odmawiać moim klientom”

Powinnam zacząć ćwiczyć”

Równocześnie, często ich mowa ciała, ton głosu i komunikacja niewerbalna, przeczy temu, co mówią lub da się wyczuć, że w takim mówieniu nie ma energii i motywacji do działania. To, co można dostrzec, to raczej poczucie przymusu i/lub poczucie winy.

Jestem przeczulona na to, w jaki sposób ze sobą rozmawiamy, bo wiem, że słowa, jakich używamy, robią różnicę. Warto sprawdzić, ile niosą w sobie energii. Czy jest to nasz język motywacji.

Wiele lat temu, pamiętam, że miesiącami powtarzałam do siebie, ze „muszę zacząć ćwiczyć”. Miesiącami. Powtarzałam i nie ćwiczyłam. I w pewnym momencie doznałam objawienia, że poza powtarzaniem, kompletnie nic się w temacie nie dzieje. Poza- prawdę powiedziawszy- traceniem energii i poczuciem winy.

Zapytałam siebie wtedy, czy poza tym, że MUSZĘ ćwiczyć, tak naprawdę CHCĘ ćwiczyć. To pytanie zmieniło perspektywę, bo okazało się, że w zasadzie to ćwiczenia, w tamtym czasie, gdy moje dzieci były jeszcze bardzo małe, w żaden sposób nie było moim priorytetem. Więc gdy zadałam sobie to nowe pytanie „Czy tak naprawdę chcesz ćwiczyć?”- mogłam uczciwie odpowiedzieć, że NIE. Skreślić sport ze swojej listy na jakiś czas, przestać tracić energię na mantrę: „Muszę zacząć ćwiczyć” i zająć się tym, co ważne.

Warto pamiętać, że niezmiernie często nasze słowa: „muszę”, „powinnam”, wypadałoby”, „należy”, „tak trzeba”, niosą ze sobą elementy przymusu, jakiś standard narzucony nam przez innych, jakiegoś „nieznanego autora” tej starej „prawdy”. Warto wtedy sprawdzić, czy tak naprawdę tego chcę? Czy to moje? Jaka jest w tym motywacja, korzyść, radość, dlaczego to dla mnie ważne.

Warto rozmawiać językiem motywacji, w którym jest energia, wybór, radość, satysfakcja.

Zrób teraz małe ĆWICZENIE na język motywacji, które poznałam kiedyś w mojej szkole coachingu Erickson College:

1. Pomyśl o jednej czynności, której nie lubisz robić, a którą chciałbyś regularnie wykonywać (np. regularnie myć samochód)

2. Powtórz tę czynność, wstawiając ją kolejno w następujące sformułowania:

Muszę ………. (np. regularnie myć samochód)

Mogę……….

Zasługuję……..

Spróbuję…….

Jestem zmuszona/-y………

Mogłabym/Mógłbym……………..

Powinnam/Powinienem………………..

Jestem w stanie………….

Postanawiam………..

Pozwalam sobie…………..

Decyduję się na…………………

Chcę……………………

Wybieram……

Stać mnie na to, by……….

Ośmielam się…………..

……………….. (przetestuj też swoje, inne sformułowania tej myśli).

Sprawdź, które sformułowania najbardziej Cię ekscytują, w których jest najwięcej zadowolenia i motywacji. Wybierz 3  zwroty, w których czujesz najwięcej pozytywnego wydźwięku, w których czujesz się właścicielem i autorem decyzji. Przetestuj i znajdź swój język motywacji.

Pamiętaj, że po pierwsze, pytanie: „Czy naprawdę CHCĘ to robić”- pomoże Ci zweryfikować Twoje prawdziwe nastawienie do tematu.

A po drugie, jeśli chcesz dodać sobie motywacji, rozmawiaj ze sobą językiem, który Cię „podkręca”.

Bo ja, naprawdę mogę sobie pozwolić, tak wybieram  i stać mnie na to, by regularnie myć auto 😉



To także może Cię zainteresować:

warsztat rozwoju osobistego

asertywność

Zarządzanie stresem i emocjami

Zarządzanie stresem i emocjami

Akademia menedżera

Ludzie podążają za liderami z różnych powodów. Powody te można rozpatrywać z trzech perspektyw, z których każda ma inne źródło motywacyjne i psychologiczne. Jesteś liderem? Sprawdź, jakie są trzy rodzaje siły lidera oraz którą z nich wykorzystujesz.

Po pierwsze, ludźmi kieruje strach. Boją się tego, co może się zdarzyć, jeśli nie wykonają poleceń lidera. Mamy tu do czynienia z siłą przymusu.

Lider stosujący ten rodzaj siły wzbudza u podwładnych lęk, że stanie się coś złego lub że stracą coś dobrego, jeżeli nie podporządkują się poleceniom. Zgadzają się więc współpracować z obawy przed ewentualnymi negatywnymi konsekwencjami. Efektem takiego stylu zarządzania jest to, że członkowie zespołu deklarują posłuszeństwo słowami, działają jednak, idąc po najmniejszej linii oporu. Ich zaangażowanie jest powierzchowne i ich energia może łatwo znaleźć ujście w sabotażu i niszczeniu, gdy nikt nie patrzy lub gdy nie ma już zagrożenia.

Znany jest przykład pracownika linii lotniczej, który czując, że się nim manipulowało, dzień przed złożeniem rezygnacji z pracy, umiejętnie wymazał wszystkie rozkłady lotów z systemu firmy. Koszty tej wymuszonej współpracy były dla tej firmy ogromne.

Drugim powodem podążania ludzi za liderem są spodziewane korzyści. Mamy tu do czynienia z siłą użyteczności.

Więzi przy takim stylu zarządzania opierają się na korzystnej wymianie dóbr i usług. Podwładni mają coś, czego potrzebuje lider (czas, pieniądze, energię, umiejętności, zainteresowania, talent, wsparcie itp.) natomiast lider posiada coś, czego potrzebują podwładni (informacje, pieniądze przyjęcie do grona, koleżeństwo, bezpieczeństwo, możliwości). Podwładni pracują dla lidera z przekonaniem, że lider będzie mógł i chciał coś zrobić dla nich, jeżeli oni dotrzymają swojej części umowy, robiąc coś dla niego. Tak dział siła użyteczności.

Trzeci rodzaj motywacji ludzi podążających za liderem różni się od poprzednich. Opiera się na sile będącej wiarą w samego  lidera i w to, co on stara się osiągnąć. Siłą są tu zaufanie i szacunek. Nie jest to ślepa wiara w lidera i bezmyślne posłuszeństwo.

Trzeci rodzaj siły lidera to siła koncentracji na zasadach.

Prawie każdy z nas doświadczył tego rodzaju siły na pewnym etapie swojego życia w relacjach z przełożonym, nauczycielem, członkiem rodziny lub przyjacielem. Mógł to być ktoś, kto ukazał nam możliwość osiągnięcia sukcesu, dodał nam odwagi, gdy wszystko układało się źle, lub po prostu wierzył w nas, gdy potrzebowaliśmy wsparcia. Pokładał w nas wiarę, a my odwzajemniliśmy ją szacunkiem, zaangażowaniem, lojalnością i chęcią pójścia za nim, prawie bezwarunkowo i bez ograniczeń. Siła ta powstaje, gdy wartości lidera i współpracowników opierają się na tych samych wartościach.

Sile koncentracji na zasadach towarzyszy kontrola. Nie jest to jednak kontrola zewnętrzna, lecz samokontrola. Gdy lider jest postrzegany jako godny szacunku, ludzie mu ufają, są przez niego inspirowani, głęboko wierzą w cele przedstawione przez lidera i chcą być przez niego kierowani.

Czego potrzebuje lider, aby tworzyć relacje i budować zespoły oparte na sile koncentracji?

Wizji celu, silnego charakteru i osobowości opartej na szacunku.

Podsumowując: liderzy wykorzystują trzy rodzaje siły.

Siłę przymusu, siłę użyteczności i siłę koncentracji na zasadach. Z tego, jaką siłę stosują, wynika ich styl przywództwa i postawa ich podwładnych.

Chcesz poznać styl przywództwa lidera? Zbadaj motywację i wartości ludzi, którymi ten lider kieruje.

Na podstawie książki Stephena R. Covey’a „Zasady skutecznego przywództwa”


Szkolenia dla menedżerów: WRZESIEŃ 2018

Asertywny menedżer

wyznaczanie zadań

 

trudne rozmowy

 

umiesz oddychać

Oddech towarzyszy nam od urodzenia. Oddychamy od pierwszej chwili przyjścia na świat i rzadko potem myślimy o znaczeniu oddechu. Oddychanie jest naturalne. Nie myślimy o nim.

Jednak mając świadomość swojego oddechu, możemy uczynić go czymś jeszcze większym, niż automatyczne dostarczanie tlenu do komórek.

 

Nauczę Cię dziś, jak oddychać, aby Twój świadomy oddech służył Tobie, dając zdrowie i spokój.

Jeśli nauczysz się oddychać, oddychanie będzie dla Ciebie lekarstwem na stresem, ból, zmęczenie, strach, brak energii lub jej nadmiar.

Oddychanie zamiast tabletki, proszku i zastrzyku? Tak, to możliwe. 😊

O świadomym oddychaniu i jego uzdrowicielskim działaniu przeczytałam w książce Anthonego Robbinsa „Nasza moc bez granic”. To z niej dowiedziałam się po raz pierwszy, że gdy umiesz oddychać, możesz z oddychania zrobić wspaniałe, służące Ci narzędzie. Przećwiczyłam następnie świadome oddychanie na sobie, a następnie, w trakcie szkoleń i treningów indywidualnych, nauczyłam świadomego oddychania dziesiątki, a może już nawet setki ludzi.

Oddychali menedżerowie, ojcowie, matki, osoby zestresowane swoją pracą, ludzie przed wystąpieniami, egzaminami, ważnymi rozmowami. Oddychali, a oddychanie zastępowało im tabletkę na bezsenność, tabletkę przeciwbólową lub tabletkę uspokajającą.

Poniżej znajdziesz sposób, jak nauczyć się świadomego oddychania. Zapraszam na lekcję oddychania. 😉

  1. Zacznij teraz oddychać.
  2. Czytając instrukcję, skieruj równocześnie uwagę na swój oddech.
  3. Zrób 3-4 świadome, łagodne oddechy
  4. Wdech nosem wydech ustami
  5. A teraz zacznij oddychać, wydłużając wydech tak, żeby trwał on ok. 4-5 sekund
  6. Kontynuuj i pamiętaj: wydech ustami!
  7. A teraz zacznij oddychać w taki sposób: 2 sekundy wdech nosem– 4 sekundy zatrzymanie powietrza -8 sekund wydech ustami

 

Aby zapamiętać rytm, powtórz teraz 10 takich świadomych oddechów z zatrzymaniem,

w rytmie : 2-4-8 sekund.

Zaobserwuj reakcję swojego ciała. Szukaj rytmu, który Cię uspokoi.

Oddychając, zobacz oczami wyobraźni, jak w przyszłości przywołujesz taki sposób oddychania w sytuacjach, gdy chcesz pozbyć się zdenerwowania, stresu, bólu, a pragniesz odzyskać równowagę, spokój, energię.

Jeśli czujesz już, że umiesz oddychać w rytmie 2-4-8, sprawdź jeszcze, jak możesz oddychać w ten sposób, robiąc to dyskretnie i niezauważenie. Przyda Ci się to w sytuacjach ważnych spotkań, wystąpień czy prowadzenia wymagających dla Ciebie rozmów.

Spodobało Ci się takie oddychanie?

Jeśli tak, zaplanuj ciąg dalszy: pomyśl teraz o najbliższej sytuacji, w której pooddychasz w rytmie 2-4-8 (być może w trakcie najbliższej rozmowy, słuchając kogoś, a może wracając z pracy lub leżąc na plaży).

Dobrego oddychania. 😊



Szkolenie”Zarządzanie stresem i emocjami”

Poznaj więcej ćwiczeń zarządzania sobą, stresem i emocjami.

Szkolenie zarządzanie stresem

Najbliższy termin: 22.08.2018

rozmawiaj ze swoim szympansem

Wyobraź sobie spotkanie dwóch osób. Siedzą przy stoliku w kawiarni, rozmawiają. Na stole stoją filiżanki z kawą i talerzyki z ciastkiem. Widzisz je z pewnej odległości, więc nie wiesz, o czym rozmawiają.

W pewnym momencie, pomimo tego, że ich nie słyszysz, dostrzegasz, że atmosfera rozmowy się pogarsza. Zmienia się postawa ich ciał, nachylają się do siebie w inny sposób, żywiej gestykulują, mają napięty wyraz twarzy. Jasne jest, że są między nimi negatywne emocje i niezgoda.

A teraz wyobraź sobie, że widzisz to samo spotkanie. Znów obserwujesz je z pewnej odległości, więc nie słyszysz, czego dotyczy rozmowa. Ku swemu zdumieniu, dostrzegasz coś jeszcze. Coś, czego nie widziałeś poprzednio. Przy krześle każdej z tych osób, u jej stóp, leży całkiem spore, prymitywnie wyglądające szympansem. W chwili, gdy oglądasz zdziwiony całą tę sytuację, stworzenia  leżą nieruchomo u stóp swoich „właścicieli”, pogrążone w spokojnym półśnie.

Tylko co jakiś czas podnoszą głowę, rozglądają się wokół, jakby sprawdzając czy jest bezpiecznie i czy wszystko jest ok.

W pewnej chwili jedna z osób przy stoliku coś mówi. Na jej słowa, w ułamku sekundy, szympans drugiej osoby zrywa się na równe łapy. Minęła chwila jak mgnienie oka, a on jest przytomny, napięty, gotowy do ataku. Jego „właściciel” coś odpowiada swojemu rozmówcy, a szympans tego drugiego, zbudzony nagłością sytuacji, także jest w pełnej gotowości, czujny i nieufny. Nie słyszałeś, o co chodzi, jednak jasne jest, że sytuacja jest napięta i lada chwila szympansy rzucą się na siebie.

 

rozmawiaj ze swoim szympansem

No właśnie. Szympans to metaforycznie ucieleśniona, najbardziej prymitywna część mózgu człowieka. Mózg gadzi. Możemy przyjąć, że każde spotkanie dwóch osób, to spotkanie czterech stworzeń. Mózg gadzi jest zero-jedynkowy. Nieufny, czujny, drażliwy. Ma bardzo wrażliwe ego. Zdarzenia  interpretuje wyłącznie jako bezpieczne lub niebezpieczne. W sytuacji niebezpiecznej (lub takiej, którą tak zakwalifikował), atakuje, ucieka lub popada w kompletną bierność, udając „martwego”.

Czeka Cię coś ważnego i nie możesz spać w nocy? Masz przeprowadzić niewygodną rozmowę i ją odwlekasz, unikając konfrontacji? A może ktoś coś mówi, a ty wpadasz w niekontrolowaną złość? Lub nie reagujesz, chociaż w środku ci się gotuje?

Twoje zachowania może dyktować twój szympans, bijąc na alarm i krzycząc:

Uciekaj, to niebezpieczna sytuacja!

Lub: Atakuj, to niebezpieczna sytuacja!

Lub: Siedź cicho, to niebezpieczna sytuacja!

Szympans nas często oszukuje.

Gdy zaczyna być niespokojny i pełen obaw, przejmuje kontrolę nad sytuacją. Daj sobie wtedy świadomie chwilę i sprawdź, czy to jest NAPRAWDĘ niebezpieczna sytuacja. Jeśli nic nie zagraża twojemu życiu i zdrowiu, uspokój swojego szympansa. Powiedz mu w myślach (lub głośno): To jest bezpieczna sytuacja. Rozmawiaj ze swoim szympansem.

Niekoniecznie od razu ci uwierzy, dlatego powtórz to tyle razy, ile potrzeba:

To jest bezpieczna sytuacja. To jest bezpieczna sytuacja. To jest bezpieczna sytuacja…

Obserwuj też swoich rozmówców. Czasem spotykamy kogoś (bliskiego, nieznajomego, klienta, szefa, pracownika, przyjaciela), u kogo od razu szympans jest niespokojny. Przychodzi człowiek, przychodzi szympans i aż bije od nich niepokój.

Możesz wtedy swoim zachowaniem, słowami i obecnością zbudować bezpieczną sytuację i pomóc szympansowi twojego rozmówcy poczuć się komfortowo (To jest bezpieczna sytuacja!).

Obserwuj także to, w jaki sposób ludzie reagują na twoje słowa.

Czasem wystarczy jedno zdanie, wypowiedziane nieopatrznie (lub opatrznie), by wbić szympansowi naszego rozmówcy „szpilę”. Wtedy automatycznie i bez kontroli zaatakuje. Lub zamknie się w sobie (i strzeli focha). 🙂

Także bądź w relacjach uważny na szympansy. 😊 Dostrzegaj, co się dzieje. Co dzieje się z tobą. Z twoim rozmówcą. Między wami. Rozmawiaj ze swoim szympansem.

Pamiętaj: spotkanie dwóch osób, to spotkanie czterech stworzeń. Przebiegnie ono w (maksymalnym dla ciebie) komforcie, jeśli twój szympans będzie wiedział, że to jest bezpieczna sytuacja. Także pamiętaj: rozmawiaj ze swoim szympansem!



Chcesz nauczyć się zarządzać własnymi emocjami?

Sprawdź szkolenia i warsztaty:

Zarządzanie stresem i emocjami

asertywny menedźer

 

 

W czasie szkoleń na temat asertywności i dyskusji dotyczących uległości, bierności i agresji, dużym zaskoczeniem dla uczestników jest często temat „nieoczywistych” zachowań agresywnych.

Gdy myślimy o osobie zachowującej się agresywnie, w naszej wyobraźni, z dużym prawdopodobieństwem, pojawia się ktoś, kto krzyczy, wymachuje rękami, ma czerwoną twarz, idąc w skrajność- używa przemocy fizycznej. Taki zachowania całkiem łatwo jest jednoznacznie sklasyfikować jako agresywne.

Okazuje się jednak, że agresja ma wiele innych, całkiem nieoczywistych twarzy. Szczególnie w rzeczywistości zawodowej, może kryć się pod pozornie niewinnymi żartami, złudną troską o kogoś lub „życzliwymi” uśmiechami i zdrobnieniami.

Oto przykładowa historia:

W zespole Adama, który jest handlowcem, cotygodniowe spotkania działu handlowego odbywają się w luźnej atmosferze. W czasie ostatniego zebrania szef przydzielił Adamowi kilku dodatkowych klientów z wyraźnym poleceniem zorganizowania spotkań w bieżącym tygodniu. Adam- wiedząc, jak szczelnie ma już ułożony grafik na ten tydzień- zaprotestował, informując, że będzie mu trudno zrealizować spotkania zgodnie z oczekiwaniami szefa. Zaczął przy kolegach wyjaśniać, tłumacząc dokładnie, ile ma już zaplanowanych spotkań oraz co będzie robił w bieżącym tygodniu.

– Ktoś tu ewidentnie nie wyrabia się z pracą! – przerwał z lekkim sarkazmem tłumaczenia kolegi Krzysiek. Reszta zespołu zaśmiała się z przekąsem. Poza Adamem, któremu nie było do śmiechu.

Sarkazm, żarty z kogoś (a nie z kimś), plotkowanie (!), uszczypliwości, uwagi nie wprost – to agresja ukryta, ubrana często w życzliwe, uśmiechnięte zdania.

Przy próbie reakcji osoby, której dotyczy agresja nie wprost i która chce zaprotestować, można usłyszeć:

-A co ty dziś taki bez humoru?

Lub:

-Na żartach się nie znasz?

Albo:

-Nie bierz tak wszystkiego do siebie, to dziecinne!

Ukryte zachowania agresywne są często domeną  kilku osób w zespole (firmowych sarkastów). I jeśli są one osobowościowo wystarczająco silne, dochodzi do pewnego rodzaju zbiorowego przyzwolenia na żartowanie z kogoś, sarkazm w komentarzach i plotkowanie.

Nasuwa się pytanie, co należy robić w takiej sytuacji?

Reagować.

Asertywnie.

Nawet jeśli dotyczy to kogoś innego, nie reagując, przyczyniamy się do nakręcania fali agresji. W czarnym scenariuszu jest to droga prowadząca do mobbingu i dużych kłopotów w organizacji.

W jaki sposób mógłby zareagować Adam w powyższej sytuacji?

Sprawdźmy 3 scenariusze: agresywny, uległy i asertywny.

Postawa agresywna (Adam):

– Powiem Ci bez ogródek. Odwal się ode mnie! Przypieprzasz się już od dłuższego czasu! Pilnuj swojej roboty, bo chyba sam nie masz rewelacji! (kontratak)

Postawa nieasertywna – uległa, bierna, niedookreślona (Adam):

Reakcja 1: uśmiecha się przy komentarzu, nic nie mówi.

Reakcja 2: Zadaje nieśmiałym głosem pytanie: -Dlaczego tak mówisz? Dlaczego mnie poniżasz?

Postawa asertywna:

Krzysiek: – Ktoś tu ewidentnie nie wyrabia się z pracą!

Adam reaguje, zadając pytanie wprost: -Czy uważasz, że nie wyrabiam się z pracą?

Krzysiek na to: -Ależ nie! Nie bierz wszystkiego do siebie, to dziecinne!

Adam: -Mam inne zdanie na ten temat. Nie odpowiada mi, gdy komentujesz i podkopujesz moje kompetencje.

Krzysiek, broniąc się: -Przestań, człowieku, nic do ciebie nie mam!

Adam: -To w takim razie przestań komentować i przerywać moją rozmowę, gdy ustalam z szefem plan pracy.

Należy reagować na ukrytą agresję, manipulacje i komunikaty nie wprost.

Bo pamiętajmy:

Ludzie traktują nas dokładnie w taki sposób, w jaki im pozwolimy.

Pozdrowienia,

Urszula Grabowska-Maleszko

Coach/Trener biznesu/Właścicielka firmy szkoleniowej



Szkolenia i rozwój w Maleszko.edu

Asertywny menedżer

Termin: 4.09.2018

Szkolenie asertywność

Termin: 23.08.2018

cichy zabójca

Kilka miesięcy temu, na przełomie listopada i grudnia 2016, realizowałam wymagający (czytaj: trudny) projekt szkoleniowy. Klientem była duża firma z sektora publicznego, miałam siedem grup szkoleniowych, sami kierownicy i dyrektorzy firmy.

Cykl szkoleń poprzedzony był spotkaniami, rozmowami, ustaleniami o wymaganiach mojego Klienta.

Fajnie, prawda? Jest się czym pochwalić! Nic, tylko przygotować, zrealizować i wystawić fakturę.

Jednak aż tak fajnie nie było.

Po początkowym czasie radości i satysfakcji, gdy tylko dowiedziałam się, że to właśnie moja firma będzie realizowała ten projekt, zaczęła do mnie docierać „rzeczywistość”. Że to ważny Klient. Że to duże grupy. Że uczestnicy to szczebel zarządzający. Że będę miała kumulację dni szkoleniowych, jak nigdy przedtem. Po głowie zaczęły krążyć najróżniejsze myśli. Rosnący strach był ich głównym autorem. Podpowiadał różne „mądrości”, w sposób ciągły, 24 godziny na dobę. Także w nocy, gdy miałam spać. Tak więc budziłam się w środku nocy i (wbrew sobie) rozpatrywałam czarne scenariusze i ryzyka. Co więcej, przerażenie skumulowało się w moich plecach. Były tak spięte, że masaż co drugi dzień w zasadzie nie przynosił żadnych efektów.

Gdy szkolenia przeprowadziłam, projekt zakończyłam, całe napięcie z ciała i bezsenność minęły! Wszystko puściło jak ręką odjął!

Masaże przestały być potrzebne. Samej trudno mi było w to uwierzyć, że taka natychmiastowa zmiana..

Dużo się wtedy nauczyłam. Zrozumiałam, że jeśli czegoś nie zacznę robić ze swoimi reakcjami na stres, trudno mi będzie rozwijać się zawodowo i w długim okresie czasu będę poważnie szkodzić swojemu zdrowiu. Zrozumiałam wtedy, że stres to naprawdę cichy zabójca naszych czasów!

Co się ze mną działo w tamtym czasie? To była standardowa reakcja mojego ciała na stres.

Dostawało ono z głowy informacje: „Uciekaj!” „To niebezpieczna sytuacja!” „Jesteś zagrożona”. Ciało było w pełnej gotowości „bojowej”, zmobilizowane i przygotowane na nadchodzące „niebezpieczeństwo”.

Nieistotne, czy „niebezpieczeństwo” było realne czy wirtualne. Ciało reagowało „na poważnie”. Dawało się w pewnym sensie oszukiwać mózgowi.

Jeśli stres, jakiego doświadczamy, jest krótkotrwały- będzie dla nas mobilizujący, motywujący, dający energię do działania. Skorzystamy wtedy z jego dobrodziejstw.

Problemem jest sytuacja, gdy stresu doświadczamy w sposób długotrwały. Gdy nasze ciało funkcjonuje ciągle w stanie walki i ucieczki, a chemia stresu nie opada.

Oto, co się wtedy dzieje: do krwi wydziela się wciąż w większym lub mniejszym stopniu kilkadziesiąt hormonów walki i ucieczki (najbardziej znane to adrenalina, kortyzol, noradrenalina). Krew wciąż szybciej krąży, bo dopompowywana jest do mięśni. Serce bije wciąż szybciej, żeby wykonać swoją „pracę”. Z oszczędności odcinane są układy trawienny i immunologiczny (w czasie „walki” są mniej potrzebne), do krwi wydzielane są tłuszcze i cukry (energia), mięśnie się napinają, gotowe do ataku.

Możliwe efekty?

Obciążenie serca, bezsenność, nadciśnienie, podwyższony cholesterol, cukrzyca, infekcje, niestrawność…

To tylko część objawów, których możemy doświadczać. Gdy trwa to miesiącami i latami, skutki są bardzo niebezpieczne.

Dlatego też trzeba mieć świadomość, co się z nami dzieje- w głowie, w ciele..  I mieć sposoby na zarządzanie swoimi emocjami i swoim stresem.

Aby żyć w zdrowiu, szanując swoje ciało i szczerze o nie dbając, potrzebujemy umieć rozmawiać z samymi sobą. Wyłapać chwile, gdy nas mózg (strach) nas oszukuje, upierając się, że istnieje realne zagrożenie (chociaż go nie ma).

Potrzebujemy umieć oddychać w sposób, który daje ciału uspokojenie.

Poznać mindfulness i medytację.

Pisać dziennik wdzięczności.

Właściwie i zdrowo interpretować to, co się w naszym życiu dzieje.

Jeśli kiedykolwiek powiedziałeś sobie, że stresujesz się, bo życie Cię nie oszczędza i masz dużo trudniej niż inni, więc ciągły stres jest normalny, tym bardziej polecam Ci sprawdzenie, jak radzić sobie ze stresem.

Uwierz, że trudne sytuacje i wyzwania doświadczają wszystkich ludzi. Absolutnie wszystkich. Młodych i dojrzałych. Bogatych i biednych. Samotnych i mających innych wokół siebie. Bezrobotnych i mających pracę. Zdrowych i chorujących.

Różnica polega na tym, w jaki sposób ludzie sobie z wyzwaniami radzą. Zapewniam Cię, że można w bardzo różny sposób. I że można mieć na swój stres realny, namacalny wpływ. Do czego serdecznie namawiam.

Pozdrowienia.



Najbliższe szkolenia w Maleszko.edu

Siła wewnętrzna

Szkolenie zarządzanie stresem

Szkolenie asertywność

Życie pełne niedostatku

Niecierpliwość, złość, frustracja, niepokój, irytacja, wściekłość, bezsilność, wkurzenie.

Które z tych emocji znasz i których doświadczasz na co dzień?  Jeśli nie są Ci one obce i wiesz, jak to jest czuć negatywne emocje, które pochłaniają energię i życiowy entuzjazm, być może złapałeś się w pułapkę nadmiernego „chcenia”.

„Gdybym tylko schudła 2 kilogramy”

„Gdybym tylko był bardziej pewny siebie i odważny..”

„Gdy tylko będę mieć lepszą pracę..”

„Gdy tylko ukończę studia”

„Gdy kupię większe mieszkanie i wymienię samochód..”

„Jak tylko zaoszczędzę na wakacje ze granicą”

„Jak tylko córka dostanie się do dobrej szkoły ..”

Żyjemy obecnie w wielkiej, wszechogarniającej kulturze pragnienia więcej i bardziej. Prowadzimy życie pełne niedostatku.

Świat wokół nas promuje wymagające modele życia i tworzy w naszej podświadomości potrzebę gonienia za osiągnięciami, zdobywania, udawadniania. Czego?

Że dajemy radę, że jesteśmy wystarczająco dobrzy i zasługujemy na uznanie, że stać nas na więcej i więcej…

Reklamy w telewizji obiecują fantastyczne życie dzięki zakupom, otaczaniu się droższymi dobrami materialnymi. Znajomi na Facebooku uśmiechają się, podróżują, mają zabawne przygody, uczestniczą w ciekawych wydarzeniach z mnóstwem znanych, pełnych energii ludzi…

Jeśli dodatkowo w dzieciństwie „dostaliśmy” moduł bycia niewystarczająco dobrymi, w dorosłym życiu chcemy nieustannie być lepsi, doskonalsi, bardziej wspaniali.

Otacza nas wyfiltrowany świat. Tworzy on naszą rzeczywistość i nasze wyobrażenie, do którego chcemy dążyć lub które chcemy nawet prześcignąć. Można mieć pieniądze, uznanie, sławę, osiągnięcia i sukcesy a i tak być nieszczęśliwym.

Mamy mnóstwo oczekiwań wobec swojego wyglądu, swoich kompetencji, wobec ludzi, z którymi żyjemy, wobec swojej pracy, szefa, dzieci, przyjaciół, biznesu, wyników sprzedaży, wizji swojej firmy, swojej kariery… Można by tak wymieniać i wymieniać.

Ok, czy to oznacza, że nie powinniśmy chcieć więcej? W czym jest problem?

Problem pojawia się wtedy, gdy cena, jaką za to płacimy, przewyższa nasze zwykłe, ludzkie możliwości. Gdy żyjąc w pogoni i poczuciu niedostatku żyjemy w transie zdobywania. Gdy doświadczamy przez to negatywnych emocji, frustracji, złości, niepokoju.. Gdy nie umiemy się zatrzymać i przestać gonić królika.

Co jest przeciwieństwem niedostatku?

DOSTATEK? OBFITOŚĆ? DOSTATECZNOŚĆ? Lub DOCENIENIE? A może radość z tu i teraz? Życie całym sercem już teraz? Szczęście z obfitości?

Znajdź swoją nazwę na przeciwieństwo niedostatku.

Jeśli chcesz zatrzymać się w pędzie po więcej i doświadczyć spokoju, ukojenia i cudownego odkrycia, jak wiele masz już TERAZ, przeznacz 5 minut na krótkie ćwiczenie, którego uczę ludzi na szkoleniach i które sama wykonuję regularnie.

Ćwiczenie:

  1. Weź kartkę papieru i długopis.
  2. Zapisz swoje odpowiedzi zaczynając od słów:

Moje 3 talenty:

……………………………………………………………………………………………………………….

Moje 3 pozytywne cechy wyglądu:

……………………………………………………………………………………………………………….

Dobra materialne, za które jestem wdzięczny/-a:

……………………………………………………………………………………………………………….

Ludzie, za których jestem wdzięczny:

……………………………………………………………………………………………………………….

3 ważne aspekty w mojej pracy/w moim biznesie, za które jestem wdzięczny:

……………………………………………………………………………………………………………….

 

Jeśli należysz do grupy ludzi, którzy zapisali swoje odpowiedzi – gratuluję Ci bardzo! Właśnie stworzyłeś swój pierwszy „raport” wdzięczności.

Regularne pisanie dziennika wdzięczności buduje poczucie docenienia i obfitości za to, co już mamy. Daje to nam pozytywną energię, buduje w nas pozytywne uczucia, wspiera szczęście i spokój, jest równowagą i jednym ze źródeł naszej życiowej siły.

Dlatego pisz i czytaj. Doceniaj.

A potem dokonuj własnych wyborów. Tego, co dla Ciebie ważne, co kochasz, co wystarczy. Dzięki temu życie pełne niedostatku zamienisz w życie całym sercem, pełnią i szczęściem.



Czego możesz nauczyć się na naszych kursach w tym miesiącu?

Budowania siły wewnętrznej (na tym szkoleniu piszemy dziennik wdzięczności, afirmacje swojego życia i listę życiowych sukcesów)

Zarządzania stresem i emocjami (uczymy się nazywać emocje, poznać ich źródła i nauczyć się nimi kierować)

Asertywnej komunikacji (Nauczysz się asertywności względem siebie i ludzi wokół Ciebie)

Szczegóły o tych szkoleniach znajdziesz tu:

Siła wewnętrznaSzkolenie zarządzanie stresemSzkolenie asertywność

 

 

 

 

 

 

Ponieważ zależy nam na Twoim sukcesie, na kursy, szkolenia, warsztaty dajemy gwarancję.

Nic nie ryzykujesz, zyskujesz pewność.

samotność szefa

Ostatnio w czasie indywidualnej sesji rozwojowej (coachingu) z właścicielem dużej firmy transportowej usłyszałam, że dzięki naszemu spotkaniu czuje wielką ulgę, bo chyba pierwszy raz, od kiedy zarządza ludźmi, mógł z kimś porozmawiać i podzielić się wszystkim, co dotyczy jego pracy i codziennych wyzwań.

Podobnie w trakcie szkoleń dla kadry zarządzającej często słyszę, jak jakiś szef mówi „Wielką wartością szkolenia było dla mnie spotkanie innych szefów, wymiana doświadczeń i uświadomienie sobie, że inni mają na co dzień podobne problemy.”

Codzienne dylematy szefa? Jakie decyzje podjąć? Z kim porozmawiać o swoich wątpliwościach, lękach, rozterkach? Co z dawnymi znajomościami, gdy awansowaliśmy i z dnia na dzień stajemy się szefami swoich dotychczasowych kolegów?

Są to dylematy każdego niemal szefa i im wyżej jesteśmy w hierarchii, tym bardziej nieuchronne jest coś, co w literaturze zarządzania nazywane jest „samotnością szefa”.

Z mojego doświadczenia, im szybciej na stanowisku  szefa uznasz zjawisko „samotności szefa”, tym szybciej będziesz mógł zacząć budować profesjonalne relacje z podwładnymi.

Z moich własnych doświadczeń pracy z menedżerami, wyodrębniłam trzy rodzaje samotności szefa.

Pierwsza, to samotność decyzyjna.

samotność szefa

Szczególnie doświadczyć jej można, będąc właścicielem firmy lub będąc wysoko w hierarchii organizacji. Nawet jeśli masz zaufanych ludzi, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami, współpracują i są zaangażowani, są takie decyzje (strategiczne, finansowe, personalne), które – mając zgromadzone wszelkie dane- będziesz musiał podjąć sam. W definicję zarządzania wpisane jest podejmowanie decyzji i ponoszenie odpowiedzialności za ich skutki. Nie zmienia to jednak faktu, że czasem każdy menedżer poczuje się samotny, stojąc w obliczu podjęcia decyzji, której trafność będzie mógł ocenić dopiero po czasie lub gdy decyzja jest po prostu „mniejszym złem”, naruszając i tak czyjeś interesy.

Kolejny rodzaj samotności, to samotność towarzyska.

Zdarzyło ci się kiedyś, że twój zespół umówił się na wyjście po pracy, nie zapraszając swojego szefa (czyli ciebie)? Lub że awansowałeś, zostając kierownikiem swoich dotychczasowych kolegów i raptem wasze relacje zaczęły się zmieniać?

Samotność towarzyska jest kolejnym zjawiskiem, z jakim na stanowisku menedżerskim prędzej czy później każdy szef się zmierzy. Być może ktoś powie, że można być super szefem i równocześnie dobrym kumplem. Być może można, ale jest to co najmniej ryzykowne.

Osobiście znam szereg przypadków, gdzie układ szef-kolega prędzej czy później wymagał poświęcenia i wiązał się z poważnymi nieprzyjemnościami. Dystans z zespołem może nie będzie tak bardzo przydatny w czasie, kiedy wszystko jest dobrze, jednak wyobraź sobie, że w pewnym momencie masz zwolnić kogoś, z kim chodziłeś dotychczas na piwo. Lub że masz zastrzeżenia do jakości pracy swojego podwładnego – kumpla i masz przeprowadzić z nim rozmowę korygującą. Pamiętaj, że w długim okresie czasu- po pierwsze- zawsze pojawią się w takiej relacji negatywne emocje, po drugie taka relacja „kumplowska” z racji posiadanej p rzez ciebie władzy nigdy nie jest równa. I po trzecie- nie chodzi tu tylko o ciebie, ale także o drugą stronę – o jej komfort i godność.

Samotność emocjonalna

samotność szefa

Ponieważ szef to też  człowiek, jemu także bywa w pracy ciężko i po ludzku doświadcza on różnych „ludzkich” emocji. Samotność emocjonalną rozumiem tu jako doświadczanie na stanowisku szefa cierpienia, wynikającego z tego, że profesjonalny szef nie dzieli się z zespołem swoimi rozterkami, dylematami, planami, podejrzeniami. Będąc szefem, regularnie ma dostęp do informacji, których nie przekazuje dalej i o których nie może rozmawiać z podwładnymi. Samotność emocjonalna to ludzki wymiar samotności szefa, za którym stoi potrzeba rozmowy, podzielenia się dylematami, czasem „ponarzekania” na pracę.

Nasuwa się wobec tego pytanie, co z samotnością szefa można robić, aby minimalizować jej wpływ na życie szefa? Zdecydowanie nie warto szukać wsparcia u podwładnych i pracowników niższego szczebla. Szef wylewający swoje żale lub narzekający osłabi firmę i zespół.

Oto kilka przydatnych wskazówek:

  1. Miej po prostu świadomość, że „samotność szefa” istnieje jako pewien standard w pakiecie bycia menedżerem.
  2. Buduj relacje na swoim szczeblu zawodowym – z innymi menedżerami, ze swoim przełożonym.
  3. Korzystaj z profesjonalnego wsparcia specjalistów – coacha biznesowego, doradcy, działu HR.
  4. Regularnie się rozwijaj – czytaj, bierz udział w szkoleniach. To nie tylko poszerzające wiedzę, ale także bardzo odświeżające perspektywę, formy dbania o szefowski komfort.
  5. Dbaj o prywatne relacje towarzyskie i rodzinne. To również jeden ze sposobów dbania o swoje potrzeby społeczne.

Powodzenia. 🙂



Najbliższe szkolenia w Maleszko.edu:

Asertywny menedżerSzkolenie zarządzanie stresem 

skuteczne zarządzanie