samotność szefa

Ostatnio w czasie indywidualnej sesji rozwojowej (coachingu) z właścicielem dużej firmy transportowej usłyszałam, że dzięki naszemu spotkaniu czuje wielką ulgę, bo chyba pierwszy raz, od kiedy zarządza ludźmi, mógł z kimś porozmawiać i podzielić się wszystkim, co dotyczy jego pracy i codziennych wyzwań.

Podobnie w trakcie szkoleń dla kadry zarządzającej często słyszę, jak jakiś szef mówi „Wielką wartością szkolenia było dla mnie spotkanie innych szefów, wymiana doświadczeń i uświadomienie sobie, że inni mają na co dzień podobne problemy.”

Codzienne dylematy szefa? Jakie decyzje podjąć? Z kim porozmawiać o swoich wątpliwościach, lękach, rozterkach? Co z dawnymi znajomościami, gdy awansowaliśmy i z dnia na dzień stajemy się szefami swoich dotychczasowych kolegów?

Są to dylematy każdego niemal szefa i im wyżej jesteśmy w hierarchii, tym bardziej nieuchronne jest coś, co w literaturze zarządzania określane jest jako „samotność szefa”.

Z mojego doświadczenia, im szybciej na stanowisku  szefa uznasz zjawisko określane jako „samotność szefa”, tym szybciej będziesz mógł zacząć budować profesjonalne relacje z podwładnymi.

Z moich własnych doświadczeń pracy z menedżerami, wyodrębniłam trzy rodzaje „samotności szefa”.

Pierwsza, to samotność decyzyjna.

samotność szefa

Szczególnie doświadczyć jej można, będąc właścicielem firmy lub będąc wysoko w hierarchii organizacji. Nawet jeśli masz zaufanych ludzi, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami, współpracują i są zaangażowani, są takie decyzje (strategiczne, finansowe, personalne), które – mając zgromadzone wszelkie dane – będziesz musiał podjąć sam. W definicję zarządzania wpisane jest podejmowanie decyzji i ponoszenie odpowiedzialności za ich skutki. Nie zmienia to jednak faktu, że czasem każdy menedżer poczuje się samotny, stojąc w obliczu podjęcia decyzji, której trafność będzie mógł ocenić dopiero po czasie lub gdy decyzja jest po prostu „mniejszym złem”, naruszając i tak czyjeś interesy.

Kolejny rodzaj samotności, to samotność towarzyska.

Zdarzyło ci się kiedyś, że twój zespół umówił się na wyjście po pracy, nie zapraszając swojego szefa (czyli ciebie)? Lub że awansowałeś, zostając kierownikiem swoich dotychczasowych kolegów i raptem wasze relacje zaczęły się zmieniać?

Samotność towarzyska jest kolejnym zjawiskiem, z jakim na stanowisku menedżerskim prędzej czy później każdy szef się zmierzy. Być może ktoś powie, że można być super szefem i równocześnie dobrym kumplem. Być może można, ale jest to co najmniej ryzykowne.

Osobiście znam szereg przypadków, gdzie układ szef-kolega prędzej czy później wymagał poświęcenia i wiązał się z poważnymi nieprzyjemnościami.

Dystans z zespołem może nie będzie tak bardzo przydatny w czasie, kiedy wszystko jest dobrze, jednak wyobraź sobie, że w pewnym momencie masz zwolnić kogoś, z kim chodziłeś dotychczas na piwo. Lub że masz zastrzeżenia do jakości pracy swojego podwładnego – kumpla i masz przeprowadzić z nim rozmowę korygującą.

Pamiętaj, że w długim okresie czasu – po pierwsze – zawsze pojawią się w takiej relacji negatywne emocje, po drugie taka relacja „kumplowska” z racji posiadanej przez ciebie władzy nigdy nie jest równa. I po trzecie – nie chodzi tu tylko o ciebie, ale także o drugą stronę – o jej komfort i godność.

Samotność szefa = samotność emocjonalna

samotność szefa

Ponieważ szef to też  człowiek, jemu także bywa w pracy ciężko i po ludzku doświadcza on różnych „ludzkich” emocji. Samotność emocjonalną rozumiem tu jako doświadczanie na stanowisku szefa cierpienia, wynikającego z tego, że profesjonalny szef nie dzieli się z zespołem swoimi rozterkami, dylematami, planami, podejrzeniami.

Będąc szefem, regularnie ma dostęp do informacji, których nie przekazuje dalej i o których nie może rozmawiać z podwładnymi. Samotność emocjonalna to ludzki wymiar samotności szefa, za którym stoi potrzeba rozmowy, podzielenia się dylematami, czasem „ponarzekania” na pracę.

Nasuwa się wobec tego pytanie, co z samotnością szefa można robić, aby minimalizować jej wpływ na życie szefa? Zdecydowanie nie warto szukać wsparcia u podwładnych i pracowników niższego szczebla. Szef wylewający swoje żale lub narzekający osłabi firmę i zespół.

Oto kilka przydatnych wskazówek:

  1. Miej po prostu świadomość, że „samotność szefa” istnieje jako pewien standard w pakiecie bycia menedżerem.
  2. Buduj relacje na swoim szczeblu zawodowym – z innymi menedżerami, ze swoim przełożonym.
  3. Korzystaj z profesjonalnego wsparcia specjalistów – coacha biznesowego, doradcy, działu HR.
  4. Regularnie się rozwijaj – czytaj, bierz udział w szkoleniach. To nie tylko poszerzające wiedzę, ale także bardzo odświeżające perspektywę, formy dbania o szefowski komfort.
  5. Dbaj o prywatne relacje towarzyskie i rodzinne. To również jeden ze sposobów dbania o swoje potrzeby społeczne.

Powodzenia. 🙂

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
stawiać granice

Znajoma (poprosiła mnie o zmianę imienia, więc niech będzie dziś Kaśką), opowiedziałam mi ostatnio o ćwiczeniu, które wykonywała kiedyś, uczestnicząc w warsztatach z asertywności dla kobiet.

Ćwiczenie przebiegało w parach. Jedna osoba miała za zadanie odejść na pewną odległość, a następnie zacząć się powoli przybliżać do koleżanki, z którą ćwiczyła. Miała przybliżać się i przybliżać do czasu, aż usłyszy od tej drugiej komunikat: GRANICA. Miał to być znak, aby się zatrzymać i nie przybliżać się bardziej. Tak więc, zadaniem Kaśki w tym ćwiczeniu było doświadczać przybliżania i w chwili, gdy koleżanka z pary będzie już za blisko (przekroczy subiektywne granice bliskości), zareagować i powiedzieć „GRANICA”.

asertywność

W parze mojej znajomej ćwiczenie przebiegało „dziwnie”. Za każdym razem koleżanka „przybliżająca się” wchodziła wręcz fizycznie na moją znajomą. Po kilku próbach dziewczyny zgłosiły się więc do prowadzącej o pomoc, z pytaniem, co w przebiegu ich ćwiczenia idzie „nie tak”.

Prowadząca warsztaty weszła w rolę przybliżającej się. W sposób lekko przerysowany (dość szybko i zdecydowanie) zaczęła zbliżać się „ćwiczeniowo” do Kaśki. I znów powtórzyło się to, co w poprzednich odsłonach ćwiczenia.

Prowadząca także dosłownie weszła na Kaśkę, która nagle, w gwałtownym odruchu, odepchnęła ją od siebie.

„Co ty robisz?”– padło od prowadzącej warsztaty zaciekawione pytanie.

„No jak to co?„- prawie wykrzyknęła Kaśka – „Odepchnęłam cię, bo na mnie weszłaś!”

„Jasne”– odpowiedziała ze spokojem prowadząca.- „A gdzie była twoja „GRANICA”, którą miałaś dać mi znać, że jestem już za blisko i chcesz, żebym się zatrzymała?”

Kaśka, jak mi opowiadała, w tamtym momencie szkolenia – zdębiała. I to dosłownie. Otworzyła szeroko zdziwione oczy, zamilkła i zrobiła ustami „karpia”.

jak asertywnie odmawiać

Uświadomiła sobie w tamtej sekundzie, że faktycznie, pomimo, iż miała w rękach „narzędzie”, w jakiś sposób, mentalnie, było ono poza jej zasięgiem. Jej zdziwienie było ogromne, bo w ćwiczeniu, jak w soczewce, zobaczyła swoje dotychczasowe relacje w życiu osobistym i zawodowym. Z dziećmi, z mężem, ze swoimi rodzicami, w firmie.

Olśniło ją, że podobnie jak na szkoleniu – pozwala innym przekraczać własne granice, nie dając bliskim jasno znać, gdzie te granice biegną i że one już są. I gdy już ma dość i jest przeciążona tym, że „podchodzą za blisko” i „krążą” po jej terytorium – naskakuje, warczy, odpycha i atakuje złością. Oni nie rozumieją i są zaskoczeni, bo przecież nic wcześniej nie sygnalizowała, a ona zła – i na nich i na siebie, że się nie domyślili.

Czego nauczyłam się od Kaśki? Czego możemy nauczyć się z jej historii?

Tego, by sprawdzać najpierw, gdzie jest nasza granica. Nie musimy jej „stawiać”, bo ona najpewniej już jest, istnieje, mamy ją już ustawioną. Najpierw tylko sami potrzebujemy ją dostrzec. Zobaczyć, gdzie się zaczyna, gdzie kończy, jakie terytorium obejmuje. Następnie zaś należy upewnić się, czy REAGUJEMY czując, że ktoś tę granicę przekracza.

stres

A ty? Reagujesz? Mówisz wystarczająco wcześnie i jednoznacznie słowo: „GRANICA”?

Mówisz je głosem spokojnym i zdecydowanym, bez wykrzyknika, bo reagujesz na czas? Bez czekania, aż ktoś wejdzie ci na głowę? Wcześniej, od razu?

To ważne, by tak było i by świat wiedział, gdzie przebiega granica naszego terytorium. Ważne i dla nas i dla świata.

I to my odpowiadamy za to, by była pełna jasność co do tego, gdzie ta nasza granica dokładnie jest. 🙂

NEWSLETTER

Bądź z nami w kontakcie i otrzymuj informacje o nowościach, artykułach i nadchodzących szkoleniach.

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

zdrowe relacje

Dziś poruszam temat inwestowania. Nie, nie będzie o finansach i zysku mierzonym w złotówkach 🙂 Pisząc „inwestowanie” mam na myśli inwestycje życiowe: w zdrowe relacje, codzienne inwestycje energii, czasu i uwagi. Będzie też o sprawdzaniu, czy „inwestując” otrzymujemy adekwatny „zwrot z inwestycji”.

Pomyśl o sobie. Masz w życiu sytuacje, projekty, relacje, gdzie przeinwestowujesz? Gdzie Twój nakład energii, uwagi i wysiłku nie przynosi Ci oczekiwanego zwrotu?

Może to być relacja z kimś – znajomość prywatna lub zawodowa, przyjaźń lub związek intymny.

Czujesz, że ta relacja dużo Cię kosztuje? Łożysz środki i czujesz, że wciąż dopłacasz?

A może to np. zmaganie się z własnym ciałem? Być może wkładasz całe mnóstwo uwagi i energii w pilnowanie diety, forsowanie reżimów „jedzeniowych” i sportowych, makijaże i układanie fryzur? Sprawdź i upewnij się, czy to inwestycja z adekwatnym zwrotem.

Bo być może zmniejszenie nakładów – odpuszczenie, poluzowanie, wycofanie nadmiaru energii przywoła więcej równowagi w Twoim życiu? Zniknie napięcie, wyciskanie, oczekiwania, a w ich miejsce pojawią się spokój, równowaga, życzliwość względem siebie i spełnione, zdrowe relacje?

Inwestujemy codziennie. Walutą jest nasza uwaga i energia.

Każdego dnia odpowiedz więc sobie na pytanie: „Gdzie chcę dziś skierować swoją uwagę i energię? W co chcę ją zainwestować? Na co „opłaci” mi się przeznaczyć dziś siebie? Co jest naprawdę warte zainwestowania właśnie dziś?”

Nie skupiaj się na tym, co uznasz za niewarte inwestowania uwagi i energii. Nie dokładaj do „biznesu”, nie przeinwestowuj i nie nadpłacaj. Pozwól sprawom układać się, a energii przepływać. Jak każdy wytrawny inwestor monitoruj rynek swojego życia i adekwatnie decyduj o swoich „finansach”.

W co chcę dziś zainwestować siebie?

  • Wspólny czas z dziećmi?
  • Spotkanie z przyjacielem?
  • Telefon do Klienta?
  • Lektura ciekawej książki?
  • Spacer?

Uważnie decyduj, będąc ekspertem od bilansu swojego życia.

Warto też odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest zwrot z inwestycji. Jak można obliczyć, że inwestycja jest trafiona?

Miernika szukaj w sobie – sprawdzaj swoje uczucia: zadowolenie, satysfakcję, równowagę, przyjemność, radość, spokój, równowagę energii. Tam, gdzie przeinwestowujesz, będzie smutek, żal, rozczarowanie i pretensje.

I jeszcze jedno ważne, na koniec: jasne, że każde inwestowanie niesie też w sobie ryzyko. Nie bój się tego ryzyka podejmować, nie bój się inwestować w projekty, relacje, aktywności. Dzięki trafionym i nietrafionym inwestycjom uczysz się, czego Ci w życiu potrzeba. Uczysz się dbać o siebie i budować zdrowe, adekwatne relacje. Życzę Ci uważności, mądrości i wielu trafionych decyzji inwestycyjnych. Powodzenia. 🙂

NEWSLETTER

Bądź z nami w kontakcie i otrzymuj informacje o nowościach, artykułach i nadchodzących szkoleniach.

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
dlaczego czas tak szybko mija

Kiedy myślmy o zarządzaniu czasem, to w miarę oczywiste wydaje nam się zarządzanie czasem pracy. Tymczasem zagadnienie zarządzania czasem warto rozważyć również w kontekście czasu wolnego. I chodzi tu zarówno o urlop, weekend, jak i wolne popołudnie.

Zastanów się przez chwilę, jak często zdarza Ci się po weekendzie stwierdzić: „nie wiem gdzie mi umknął ten czas”, albo powiedzieć: „miałam tyle planów, czas minął, a ja nic nie zrobiłam”. A może po urlopie czujesz się tak samo zmęczony, jak przed?

No właśnie, dlatego z pomocą przychodzi umiejętność zarządzania czasem wolnym, czyli takiego organizowania sobie czasu, by spędzać go bardziej efektywnie. By nie kończyć weekendu czy urlopu z poczuciem, że czas nam minął, a nic konstruktywnego się dla nas nie wydarzyło.

Sprawdziłam to na samej sobie. Dopóki nie przeformułowałam swojej organizacji czasu wolnego, często zdarzało mi się, zwłaszcza w weekend, albo mieć poczucie przeładowania obowiązkami i przytłoczenia, albo że nie zrobiłam niczego ze swoich planów i zmarnowałam ten czas.

Dlatego wyciągając wnioski z tego, czego nauczyłam się o zarządzaniu czasem, w każdy weekend, siedząc z poranną kawą, spisuję to, co chcę, aby się w ten weekend wydarzyło (łącznie z listą zakupów i podziałem zadań na dzieci), a następnie planuję sobie trzy najważniejsze zadania.

Trzy najważniejsze zadania dnia (3NZD) to rozwiązanie, które przeniosłam do organizowania się w życiu prywatnym z życia zawodowego. 3NZD to trzy rzeczy, które chcę, aby zrealizowały się w moim wolnym czasie.

Zapisuję te trzy cele (3 maksimum), dzięki czemu wiem, że zakończę wspomniany wcześniej weekend z poczuciem sensownie wykorzystanego czasu.

Podobnie warto robić w czasie urlopu. Od lat, na wyjazdach z rodziną ustalamy, jakie 3 rzeczy, 3 aspekty wakacji, są dla każdego ważne. A potem czynimy ustalenia, jak nasze potrzeby pogodzić. Także, jeśli chcesz spróbować, możesz na przykład zapisać sobie trzy najważniejsze miejsca, które chcesz podczas wyjazdu odwiedzić, byś uznał urlop za udany i dobrze wykorzystany.

By rzeczywiście zadziałała satysfakcja i frajda z dobrze wykorzystanego czasu, pamiętaj, że chodzi w tym głównie o to, by tych planów nie było zbyt dużo. By nie były przeładowane, a zdecydowanie wyważone. Dzięki temu nie będą dla Ciebie źródłem stresu i Twój mózg nie będzie szukał wymówek, by jednak dać sobie z nimi spokój.

Uczestnik jednego z moich szkoleń z zarządzania czasem, w czasie modułu poświęconego właśnie zarządzaniu czasem wolnym, rzucił w grupie pytanie: „No dobrze, ale czy nie o to chodzi w czasie wolnym, żeby nic nie planować? Bo co ze spontanicznością, luzem i odpoczynkiem?”

To było dobre pytanie i słuszna myśl.

Planowanie i korzystanie z umiejętności zarządzania czasem w kontekście życia prywatnego to poszukiwanie optimum.

Właśnie po to, by się nie przeładowywać, ale też mieć poczucie dobrej organizacji (bo przecież w życiu prywatnym normalnie mamy także mnóstwo codziennych spraw „do ogarnięcia), na czas wolny planujemy sobie trzy najważniejsze zadania dnia.

Możemy mieć więcej planów, jednak wyłonienie 3NZD jest kluczowe dla poczucia spełnienia i sensu.

I tym sposobem utrzymujemy też balans między spontanicznością i realizacją tego, co mamy ważne i zaległe.

Tak więc, zarządzaj swoim wolnym czasem, by nadawać kierunek swoim działaniom, a resztę czasu pozostawiaj spontaniczności. Dzięki temu z jednej strony unikniesz poczucia, że czas przecieka Ci przez palce, z drugiej dasz sobie przestrzeń na dowolność.

Podsumowując, celem zarządzania czasem prywatnym jest poszukanie optimum między odpoczynkiem a satysfakcją z tego, że „ogarniasz” 🙂

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

asert

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

konflikty w zespole

W moich spotkaniach i sesjach z menedżerami przewija się dość często temat dotyczący atmosfery w ich zespołach. Część szefów, kierowników i dyrektorów zwraca się do mnie z pytaniem, co robić, gdy wśród pracowników wciąż pojawiają się kłótnie, spory i animozje. Jaka jest rola szefa? Ma reagować czy też zostawiać sprawy nietknięte?

Jeżeli Ty też zarządzasz zespołem, w którym są konflikty, przyjrzyj się ze mną tematowi, by sprawdzić, na co masz wpływ, jako szef i co warto robić w sytuacjach kłótni i sporów.

Zatem na początek, odpowiedź na pytanie: Reagować czy nie? – brzmi: reagować. Najgorsze, co może zrobić szef, to uznać, że „to nie moja sprawa” i zastawić rozwój sytuacji samej sobie.

Pamiętaj jedną żelazną zasadę: Jeśli na coś nie reagujesz, oznacza to, że akceptujesz.

Oczywiście, przed podjęciem działań warto byś określił sobie cel, jaki chcesz osiągnąć, wkraczając w trudną sytuację. Rzadko rywalizacja w zespole bywa lepsza niż kreatywna współpraca i dobre relacje. Przykładowy cel, który możesz sobie postawić, a który będzie zasadny i dobrze sformułowany może na przykład brzmieć tak: „chcę mieć dobrze współpracujący, życzliwy i koleżeński zespół”.

Dlaczego warto reagować? Konflikty w zespole mają wpływ na szeroko rozumianą organizację (pracy, firmy, działu), ale także na Ciebie. Pracownicy, kłócąc się, marnują energię na kwestie nie związane bezpośrednio z wykonywaniem swoich obowiązków, a ich uwaga, zamiast skupiać się na zadaniach, rozprasza się na plotkowanie, dokuczanie sobie i inne formy agresji (otwartej i ukrytej).

Jeśli twój zespół się kłóci, przyjrzyj się z uwagą możliwym przyczynom takiej sytuacji. Warto określić możliwe źródła złej atmosfery w zespole.

Przyczyn może być kilka:

  • może to być pojedyncza osoba, która swoją energią i postawą wznieca konflikty w zespole (nazywam ją czasem: manipulująca „mąciwoda”)
  • mogą to być niejasno podzielone zadania (kto za o odpowiada)
  • przyczyną może być sam szef, który nie określa jasno wymagań, zasad, standardów
  • mogą to być także niekompetencje poszczególnych osób i zespołu w kwestiach komunikacyjnych

Co dalej, jeśli już znajdziesz możliwe przyczyny?

Kwestie personalne a zespół

Jeżeli sytuacja dotyczy pojedynczej osoby lub kilku osób, które zatruwają atmosferę w zespole, dopuszczają się manipulacji, plotkowania, warto brać temat „na klatkę” i ujawniać to, co się dzieje.

Jeżeli masz osobę, która przychodzi do pracy i zajmuje się obmawianiem innych za plecami, poświęca dużo energii na opowieści o tym, co dzieje się w zespole, sytuacja wymaga Twojej reakcji. Jeżeli jeszcze dodatkowo dzieje się tak, że ta osoba przychodzi z tymi opowieściami do Ciebie, a Ty dajesz na takie zachowania swój czas i uwagę… to zauważ, że swoim zachowaniem przyzwalasz na to, co ona robi.

Jako przełożony, to ty wyznaczasz standardy w zespole. Zatem, jeżeli dasz się wciągnąć w plotkowanie i obmawianie, sytuacja będzie eskalowała.

Dostrzegam też pewną tendencję wśród grupy szefów, którzy z różnych względów rzadko bywają obecni w firmie. Mają oni czasem pokusę wysłuchania plotek, bo w ich przeświadczeniu daje im to wiedzę o tym, co dzieje się wewnątrz ich zespołu. Niezależnie od tego, jak często jesteś obecny w firmie lub jak często rozmawiasz ze swoimi podwładnymi – uważnie i w sposób zrównoważony skupiaj się na relacjach interpersonalnych i osiąganych celach, realizowanych zadaniach i po prostu pracy, do której twoi ludzie są powołani. Jako szef odnajduj wyważone optimum między uwagą na ludzi i zadania, by nie przyczyniać się do dawania nadmiernej uwagi tylko kwestiom personalnym.

Niejasno podzielone zadania

Drugą przyczyną konfliktów w zespole może być niejasno podzielona odpowiedzialność za zadania wśród Twoich pracowników. Sprawdź czy za poszczególne zadania nie jest odpowiedzialnych jednocześnie kilka osób lub odwrotnie – czy są zadania, do których nie ma przypisanych odpowiedzialności.

Temat pojawia się czasem w moich rozmowach z szefami zespołów sprzedażowych. Jeśli mają kłótnie w zespole, przyglądamy się, jak podzielony jest rynek pomiędzy handlowców. Kiedy handlowcy konkurują ze sobą, mają te same obszary sprzedaży lub niejasny podział klientów, do pewnego stopnia może to być mobilizujące, ale dużo częściej zdarza się, że więcej energii i czasu poświęcają oni rywalizacji i konfliktom niż Klientom. Taka sytuacja kończy się wtedy stratami dla firmy i psuciem relacji wewnętrznych i z Klientami.

Konflikty w zespole a komunikacja

Szukając przyczyn konfliktów przyjrzyj się również warstwie komunikacji w Twojej firmie.

Być może utarły się pewne zasady tego, jak rozmawiacie, w jaki sposób się ze sobą komunikujecie. Już sam standard rozmów może bezpośrednio przyczyniać się do eskalowania emocji.

Tu znowu pamiętaj, że jeśli na coś nie reagujesz, to akceptujesz. I jeśli, na przykład, na spotkaniach zespołów ludzie komunikują się ze sobą podniesionym głosem, z przekleństwami, robią sobie wyrzuty, a ty nic z tym nie robisz, to też ponosisz odpowiedzialność za rezultaty i złą atmosferę.

W kontekście komunikacji w zespole warto, byś przyjrzał się też temu, jak sam się komunikujesz z innymi. Czy potrafisz rozmawiać z szacunkiem, opanowując emocje i rzeczowo?

Może bowiem być tak, że to Ty masz do wykonania pracę związaną z poprawą sposobów komunikacji, by w rezultacie ludzie w Twoim zespole mogli uczyć się od Ciebie standardów komunikacji i brać Cię za przykład.

Jest takie powiedzenie, że „Ryba psuje się od głowy”. Na szkoleniach i w coachingu z kadrą zarządzającą często powtarzam swoją, zmodyfikowaną wersję tego powiedzenia, że „Ryba jest zdrowa od głowy”. Jeśli „uzdrawiasz” komunikację i sposoby zarządzania, okazujesz szacunek, stawiasz granice, pozytywnie wpływasz na swój zespół- modelujesz standardy.

Od czego możesz zatem zacząć rozwiązywanie konfliktów w zespole?

Na początek usiądź wygodnie, weź kartkę i długopis i odpowiedz sobie szczerze na niezmiernie istotne pytanie: „W jaki sposób, ja, jako szef, przyczyniam się do obecnej sytuacji w moim zespole?”.

Zapisz przynajmniej 3 odpowiedzi. A następnie? Działaj.

Może potrzebne będzie ustalenie nowych standardów, może expose szefa, może indywidualne rozmowy, pakiet szkoleń z komunikacji lub asertywności lub indywidualny coaching. Powodzenia.

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

asert

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

work-life balance

Temat work-life balance pojawia się ostatnio w moich spotkaniach z klientami coachingowymi z dość naturalnego powodu – wakacji, odpoczynku i planów urlopowych.

Klienci zwracają się do mnie z wątpliwościami, czy odbierając służbowe telefony lub maile podczas urlopu, pracując czasami po godzinach, czy rozmawiając o tym, co się zdarzyło w pracy podczas spotkań ze znajomymi lub rodziną, nie zaburzają swojej równowagi między pracą a tym, co po pracy.

Samo pojęcie work-life balance, które przewija się w tych dyskusjach, może tak naprawdę oznaczać bardzo wiele i warto się mu przyjrzeć, by wyjaśnić, na czym tak naprawdę polega work-life balance i kiedy pozostajemy w zdrowej równowadze, a kiedy już naruszamy życiową harmonię.

To, co może budzić wątpliwości lub być błędnie interpretowane, to samo podejście do tego, jak mierzyć równowagę pomiędzy pracą i życiem po pracy. Czy chodzi o to, by po równo pracować i odpoczywać, licząc skrupulatnie godziny?

Otóż nie. Przede wszystkim, balans wcale nie oznacza równego podziału. Ten balans, który jest w nazwie, należy rozumieć i mierzyć naszym wewnętrznym poczuciem zachowanej równowagi. Także, dbając o work-life balance, dbajmy by przeżywać czas JAKOŚCIOWO, nie skupiając się aż tak bardzo na ilości godzin, czy dni odpoczynku.

Czym zatem jest work-life balance?

Jest koncepcją zarządzania czasem, stawiającą sobie za cel odnalezienie zdrowej i satysfakcjonującej równowagi między pracą a życiem poza pracą.

Balans to wewnętrzne poczucie, że wszystkie części naszego życia pasują do siebie. Dlatego też, poszukując swojego miejsca równowagi, należy odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

  1. Co dla mnie oznacza być w równowadze? Skąd wiem, że jestem?
  2. Co w moim życiu wpływa na jego jakość? Jakie aspekty, zajęcia postrzegam jako zwiększające jego jakość?
  3. W jakich obszarach życia doświadczam obecnie nierównowagi? Czego mi brakuje?
  4. Co wobec tego mogę zrobić, aby przywrócić równowagę w życiu? Jakie konkretne działania podjąć, co zmienić, na co wpłynąć?

Odpowiedzi na te pytania są niezmiernie ważne, ponieważ po pierwsze pomagają określić własną, indywidualną definicję równowagi, a następnie świadomie kreować i kształtować nasze życie, by było satysfakcjonujące.

Warto też rozwiać kilka mitów na temat work-life balance i uświadomić sobie, czym, wbrew pojawiającym się czasem głosom, taka równowaga NIE JEST.

Czym NIE JEST work-life balance?

  1. Nie jest ograniczeniem czasu pracy tylko do wymaganego minimum
  2. Nie jest wyłączeniem służbowych telefonów po godzinach pracy
  3. Nie jest brakiem udziału w firmowych spotkaniach i imprezach organizowanych po pracy lub w weekendy
  4. Nie jest chodzeniem w jeansach w „luźne piątki”

W naszym życiu zawodowym mogą te elementy istnieć, a i tak możemy pozostawać w równowadze.

Także podchodźmy na spokojnie do tego modnego obecnie terminu work-life balance. Oddzielajmy to, co przereklamowane, zamieniając obiegowe opinie na własną definicję, by następnie podążać świadomą drogą budowania jakości i satysfakcji życiowej. Powodzenia 🙂

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
jak nie zepsuć sobie wakacji

Urlop to ważny czas w naszym życiu. Są co prawda osoby, które potrafią spakować się i ruszyć w podróż z dnia na dzień, jednak dla większości z nas wyjazd na wakacje związany jest z planowaniem i przygotowaniami. A jak to w życiu bywa, im przedsięwzięcie wymaga większego zaangażowania, tym większe są wobec niego nasze oczekiwania i tym większe rozczarowanie, jeśli coś idzie nie po naszej myśli. Warto więc w takiej sytuacji wiedzieć, jak nie zepsuć sobie wakacji.

Nie jest najgorzej, gdy winą za wakacyjną katastrofę można obarczyć biuro podróży, linię lotniczą czy hotel. Gorzej, gdy towarzysza podróży… Emocje tym większe, im bardziej mieliśmy określoną wizję wyjazdu, liczyliśmy na wspólny czas i nadrobienie zaległości co do bliskości, przygody, odpoczynku…

Ostatnio rozmawiałam z klientką, Martyną, która razem ze swoim mężem skorzystała z możliwości wcześniejszego wyjazdu, jeszcze przed końcem roku. Ze smutkiem przyznała, że jej wakacje zakończyły się podróżą powrotną w milczeniu, z rozczarowaniem i żalem do partnera. Wspólnie analizowałyśmy, co się wydarzyło krok po kroku, dzięki czemu stało się dla nas całkiem jasne, że wspólne wakacje zakończyły się katastrofą przez nieudaną komunikację. Przeczytaj, co się wydarzyło, by dowiedzieć się, jak uniknąć błędów i nie zepsuć sobie wakacji.

„Planowałam tę podróż na Węgry przez dobre pół roku. Mieliśmy jechać ze znajomymi, ich samochodem. Wzięłam organizację na siebie, bo bardzo to lubię. Dodatkowo, chciałam i mojemu Krzyśkowi i pozostałym sprawić przyjemność, zabierając ich na dobrze przygotowany wyjazd. Przeczytałam chyba wszystkie możliwe przewodniki i blogi o Węgrzech. Gdzie warto pojechać, gdzie zatrzymać się na dłużej, co zwiedzić, żeby nie było banalnie. Długo myślałam jak zaplanować wszystko, żeby było idealnie i jak nie zepsuć sobie wakacji”

„Minęły pierwsze trzy dni urlopu, a my poruszaliśmy się zaplanowaną przeze mnie trasą. Było super. Niestety, czwartego dnia znajomy dostał telefon ze swojej firmy. Jeden z jego pracowników uległ ciężkiemu wypadkowi. Po dłuższym zastanowieniu przeprosił nas i powiedział, że wraca do Polski. Samochód, którym podróżowaliśmy, należał do niego, więc stanęliśmy przed trudną decyzją, co robić dalej. Popadliśmy w lekką konsternację.

Zostać i wracać samolotem? Bez sensu, bo zaplanowaliśmy wycieczkę objazdową… Wynająć samochód? Byłoby bardzo drogo… Każde z nas zastanawiało się, co zrobić, jak nie zepsuć sobie wakacji. Sytuacja była napięta, bo decyzja trudna i żadne rozwiązanie nie było dobre.

W trakcie rozmowy, w której przerzucaliśmy się pomysłami, zasugerowałam jeszcze jedną opcję: powrót ze znajomym do Polski, przesiadkę do własnego auta i kontynuację podróży tylko we dwójkę.  Krzysiek, słysząc ten pomysł, popatrzył na mnie i mocno zamyślony, zapytał: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?”

„Powiem Ci, że zdębiałam.”- opowiadała wzburzona. -„W głowie pojawiło mi się kłębowisko myśli i chyba nigdy w życiu nie było mi aż tak przykro! Tyle moich planów, pracy, zaangażowania, a on jednym zdaniem zasugerował, że kiepsko to zaplanowałam? Że chce wracać? Że nie podobało mu się, a nawet nie pisnął słowem!? Poświęcał się dla mnie, nic nie mówiąc?!? Nie zależało mu?…”

Koniec końców wróciliśmy ze znajomym do Polski w totalnym milczeniu, ja na fochu, on też. Jeszcze przez tydzień nie rozmawialiśmy.

Gdy trochę emocje opadły i powiedziałam mu, o co mam żal, on odpowiedział, że „tylko pytał” i że „zależało mu bardzo, żeby znaleźć rozwiązanie” oraz „nie chciał mnie urazić, wyjazd mu się bardzo podobał”. Podobał! Wyobrażasz sobie??”

Oczywiście wyobrażam sobie i bardzo dobrze rozumiałam zarówno moją klientkę, jak i zaskoczonego jej reakcją partnera. Takie komunikacyjne „mijanki” dzieją się między ludźmi na co dzień 😊

Prześledźmy na przykładzie historii Martyny, co wydarzyło się w komunikacji między nią i jej partnerem:

  • Martyna przygotowała dokładnie wyjazd, włożyła w to dużo zaangażowania (i była dumna ze swojego planu)
  • Podróż przebiegała zgodnie z planem
  • Pojawiły się nieprzewidziane okoliczności
  • Oboje, Martyna i Krzysiek szukali najlepszego rozwiązania (mieli POZYTYWNE intencje)
  • Krzysiek zadał pytanie: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?” (nadał KOMUNIKAT)
  • Martyna odebrała komunikat, ale dokonała własnej INTERPRETACJI, na poziomie ich RELACJI, dodając od siebie, co Krzysiek sądzi o wyjeździe.
  • Pojawiły się EMOCJE u Martyny (żal, smutek, złość)
  • Krzysiek próbował TŁUMACZYĆ to, co miał na myśli (jakie miał INTENCJE), ale emocje Martyny już nie pozwoliły jej tego zrozumieć i przyjąć.
  • Pojawiły się EMOCJE u Krzyśka (żal, smutek, złość, bezsilność).
  • Foch, milczenie, obopólny żal.

Widzisz, gdzie nastąpiło zniekształcenie? Gdzie warto było skomunikować się inaczej, wyrazić swoje potrzeby, pczekiwania i nie zepsuć wakacji?

Krzysiek zadając pytanie: „Czy warto tu wracać” chciał zastanowić się rzeczowo i dosłownie: „Czy warto tu wracać”.

Co usłyszała Martyna? „Źle wybrałaś wycieczkę, to Twoja wina, że nie jest tutaj interesująco, więc nie warto tu wracać”.

Pierwszym krokiem do porozumienia w komunikacji (między partnerami, rodzicami a dziećmi, pracownikiem a pracodawcą, firmą a Klientem), jest uświadomienie sobie, że komunikujemy się na różny sposób, że w rozmowach kółko dokonujemy własnych interpretacji, że dokładamy do tego emocje i komunikacja – mówiąc potocznie – „się rozjeżdża”.

Co wobec tego robić, by się komunikować?

  1. NADSTAWIAJ USZY, wsłuchuj się nie tylko w to, co mówi druga osoba, ale także w to, jaka stoi za tym INTENCJA.
  2. Jeśli masz wątpliwości, zanim puścisz wodze fantazji i pozwolisz „zaszaleć” urażonemu ego, DOPYTAJ (Martyna: „Co chcesz przez to powiedzieć? Że nie podoba ci się wyjazd, czy że co?”).
  3. Gdy to ty mówisz, ćwicz komunikację WPROST. Dbaj o to, aby jak najjaśniej wyrażać swoje POTRZEBYINTENCJE.

To wymaga wysiłku, staranności, dodatkowego wyjaśnienia, trochę dłuższej wypowiedzi. (Krzysiek do Martyny: „Kurczę, zastanawiam się, co byłoby dla nas najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. Tyle się naplanowałaś i tyle przygotowań, a z drugiej strony to tak dużo kilometrów do Polski. Zastanawiam się, czy dalsze zwiedzanie jest warte powrotu, czy może przełożyć to na inny raz? Bo martwi mnie też, że mój samochód nie jest aż taki komfortowy… Co ty o tym sądzisz?”)

Swoich Klientów na szkoleniach i w coachingu uczę, że ważne jest, w jakie SŁOWA ubierzesz swoje INTENCJE, oraz jak starannie się wsłuchasz w wypowiedź drugiej strony. Czy usłyszysz INTENCJE, EMOCJE i czy dopytasz, gdy masz wątpliwości.

Komunikacji warto uczyć się ciągle, nieustannie, to naprawdę niezagospodarowania przestrzeń rozwoju. Dlaczego warto? Bo nagrodą są RELACJE. Ocalone niejedne wakacje i niejedna ważna znajomość.

Powodzenia! 😉

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:
  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
autopilot

Jeden z moich Klientów – Piotr, w sesjach coachingowych opowiedział mi ostatnio o niespotykanej dla niego sytuacji.

Pewnego wieczora, gdy w piątkowe popołudnie wszedł do swojej sypialni, zaczął się przebierać w piżamę i rozmyślać o tym, jak w pracy piętrzyły się przed nim niezliczone trudności. Przez głowę przewijały mu się rozważania o tym, że koledzy zrzucają na niego odpowiedzialność za wszystkie ważne kwestie. Myślał też o tym, jak ciężko mu wybrnąć z tej sytuacji, bo robili to w pozornie miły sposób: „To zadanie dla ciebie, bo najlepiej się na tym znasz”, „Zadzwoń do Klienta, bo on Ciebie lubi…”

O kurcze! – w pewnej chwili swoich rozmyślań powiedział do siebie mój Klient- nie wpisałem do kalendarza, że obiecałem kontrahentowi zadzwonić do niego z samego rana, żeby ustalić termin spotkania. Kalendarz chyba zostawiłem w pokoju syna.

Syn… – jego myśli pobiegły teraz w tym kierunku. Martwiły go bowiem słabe oceny chłopca. To już drugi rok nauczania zdalnego, a w następnym roku egzamin ósmoklasisty. No właśnie, mieliśmy z Kasią porozmawiać o korepetycjach. Ona uważa, że nie warto zaczynać już latem, mi się wydaje jednak…

Piotrek rusz się! Rodzice już idą” – głos żony z korytarza wyrwał go gwałtownie z rozmyślań. I w tym momencie dotarło do niego, że do sypialni poszedł nie po to, żeby się położyć, ale po wieszaki na płaszcze dla rodziców, którzy niebawem mieli wpaść na kolację.

Czy Piotr miał problemy z pamięcią?

Bynajmniej… Piotr, pod natłokiem wielości zdarzeń, był tak zatopiony w rozważaniach, że wykonywane czynności podejmował na autopilocie. To mechanizm umysłu, który zajęty niekończącym się strumieniem myśli odcina nas od świadomego przeżywania teraźniejszości.

Może tobie także zdarzyła się taka sytuacja:

  • jechałeś do sklepu, a złapałeś się na tym, że właśnie skręciłeś w drogę, która prowadzi Cię codziennie do pracy
  • zacząłeś obierać ziemniaki, mimo, że wcześniej przygotowałeś sobie wszystkie składniki na potrawę z ryżem
  • odpisywałeś na maile i po pół godziny, odkładając komputer, uświadomiłeś sobie, że zajrzałeś na skrzynkę tylko po plik potrzebny Ci do raportu

To trochę tak, jakby twój umysł działał niezależnie od ciała, lub odwrotnie – ciało działało automatycznie, w oderwaniu od umysłu. A wszystko dzieje się tak subtelnie, że przez długie godziny możesz nie być tego świadomym.

Czy działanie na autopilocie jest złe? Autopilot może nam czasem nastręczyć problemów, a jednocześnie jest jednym z największych dokonań ewolucji. Pomaga nam, bo jednorazowo możemy się mocno skupić tylko na jednej rzeczy lub powierzchownie na kilku mniej znaczących.

Zatem, gdy po głowie plącze Ci się kilka a może nawet kilkanaście ważnych myśli – Twoja „pamięć robocza” zaczyna się przepełniać. To moment, kiedy zaczynasz odczuwać stres. Jest tyle spraw do załatwienia, problemów do rozwiązania, tyle wątpliwości, zmartwień, zadań w kolejce…

To w takich sytuacjach ludzie mówią, że „życie przecieka im przez palce”. Bo nie da się jednocześnie cieszyć spacerem z dzieckiem i myśleć o wczorajszych problemach w pracy, dostrzegać piękna wiosny i myśleć o tym, co trzeba jutro kupić na obiad dla rodziny.

Gdy pogrążasz się głęboko w swoich myślach, w końcu Twój umysł się zawiesza i ciało potrzebuje wsparcia do funkcjonowania – włącza autopilota.

To w sposób oczywisty pomocne – dzięki temu pogrążeni w myślach możemy prowadzić samochód, gotować obiad, pisać raport.

Autopilot niesie też ze sobą pewne niebezpieczeństwa i ograniczenia. Bo to tryb oszczędnościowy, często w niewielkim stopniu angażujący naszą świadomość. To dlatego nie do końca wiemy, co robimy i najlepszym przykładem była historia mojego Klienta…

W trybie autopilota nawyk wywołuje nawyk. Łapiesz się najpierw na tym, że wychodząc z pracy tak bardzo zagadałeś się ze współpracownikiem, że nie zabrałeś ze stołu kluczy do domu, choć mówiłeś sobie, żeby pamiętać, że tam leżą. Po dojściu do domu uświadamiasz sobie, że dotarłeś tu automatycznie zapominając, że umówiłeś się na mieście. Siedząc w taksówce i pędząc spóźniony na spotkanie uświadamiasz sobie, że nie masz przy sobie gotówki… itd.

Funkcjonując na autopilocie zmniejszasz lub gubisz kontrolę na swoim życiem i nad czasem. Tracisz go na naprawianie błędów i niedociągnięć. Marnujesz czas na robienie czegoś, czego być może wcale nie planowałeś, podczas gdy faktyczne zadania, które miałeś do realizacji, czekają…

W Twoje życie subtelnie, krok po kroku, wkrada się chaos.

Jeśli dodatkowo nawykowe myśli są negatywne: „ktoś na pewno myśli o mnie źle”, „ktoś na pewno chce mnie wykorzystać”, „ktoś na pewno zrobił tak, bo chciał mi zrobić na złość”, to do chaosu dołącza stres, smutek i lęk.

Co zatem zrobić? Sekretem jest zauważanie, kiedy w Twojej głowie kłębi się zbyt wiele myśli, czy kiedy te myśli z góry zakładają czarne scenariusze. Sekretem jest swego rodzaju przebudzenie: uważność na to, co się dzieje, czego doświadczam, co czuję i myślę.

I zanim powiesz, że to nie takie łatwe – nie bez powodu mówi się o praktykowaniu lub treningu uważności. Wysportowanej sylwetki nie osiągniesz bez ćwiczeń, to samo dotyczy spokoju, skupienia na chwili obecnej, świadomego życia.

Ćwicz skupianie się na tym co tu i teraz. Zauważaj, gdy jesteś bez końca zatopiony w myślach, gdy tkwisz myślami w tym, co już się wydarzyło lub gdy jesteś nimi już w przyszłości: w okolicach jutra, a może tego, co za miesiąc lub za 10 lat.

Skupiając się na tym, na co realnie masz wpływ, obniżasz swój stres, odzyskujesz kontrolę, wiesz, co robisz. Będąc bardziej „obecnym” w pracy, staniesz się bardziej efektywnym. Będąc bardziej „obecnym” w domu, odzyskasz radość z przebywania z bliskimi. Same zalety, dlatego warto. Życzymy ci wspaniałego treningu bycia w teraźniejszości. 🙂

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
matryca relacji

Na początek mamy dla Ciebie pytanie: W jaki sposób reagujesz, gdy spotykają Cię w życiu problemy, wydarzenia, na które się nie zgadzasz, rzeczy, które Cię zaskoczyły?

Czy napotykając problem przeżywasz zdarzenie raz za razem, nie potrafiąc skupić się na niczym innym? A może szukasz winnych, obwiniasz siebie, lub od razu zabierasz się do działania, by rozwiązać problem?

Aby uświadomić sobie, jak zazwyczaj działasz, pomyśl o ostatnim takim zdarzeniu. Być może było to jakieś głębokie rozczarowanie w pracy, a może trudne wydarzenie z życia osobistego – związane z partnerem, dzieckiem, rodzicem lub znajomymi? Przerwij teraz na chwilę czytanie, weź kartkę (lub notes) i długopis i zapisz krótko, czego dotyczy Twoja obecna sytuacja problemowa. Na końcu artykułu czeka na Ciebie ćwiczenie, dzięki któremu będziesz mieć okazję przyjrzeć się swojej sytuacji problemowej w inny, nowy sposób.

Alan Seale w swojej książce „Transformująca obecność” prezentuje matrycę relacji, pokazując, na jakim poziomie większość z nas angażuje się w trudną i problemową dla nas życiową sytuację.

Otóż, według jego podejścia, matryca relacji obejmuje cztery sposoby zaangażowania w problem:

  1. Dramat
  2. Sytuacja
  3. Wybór
  4. Możliwości

„Jak to możliwe?” – poziom Dramatu

Najbardziej na powierzchni w podejściu jest poziom Dramatu, czyli reakcja emocjonalna. Na tym poziomie pojawia się zaskoczenie i myśli w stylu: „Jak to możliwe, że mnie to spotkało?”, „To niemożliwe, że tak się stało!”.

Na tym poziomie dosyć szybko przechodzimy do szukania winnego, pytając siebie: „Czyja to wina?”, „Jak on mógł mi to zrobić?”, „Kto zawinił tej sytuacji?”

Ten etap przez chwilę może być nam przydatny, bowiem skupiając się na emocjach pozwalamy sobie, by zeszło z nas pierwsze napięcie. Jednakże, zbyt długie przebywanie w Dramacie (chociażby przez wielokrotne opowiadanie tej samej historii komuś bliskiemu) to głównie pułapka dla nas samych. Tracimy energię na tkwienie w emocjach. To zabiera nam siłę, czas i koncentrację.

„Jak temu zaradzić?” – poziom Sytuacji

Kolejny etap zaangażowania w sytuację problemową to wg autora poziom Sytuacji. Gdy uda nam się w niego wkroczyć, emocje zastępuje analiza tego, co się wydarzyło i poszukiwanie rozwiązań.

Na tym etapie zadajemy sobie pytanie: „Jak temu zaradzić”, lub czasem: „Jak temu zaradzić najszybciej, by świat zewnętrzny nie dowiedział się, co się wydarzyło?” Zapraszam Cię, byś znów zrobił przerwę w czytaniu i zapisał odpowiedzi na pytanie: „Jak mogę temu teraz zaradzić?”

Będąc na poziomie Sytuacji chcemy spowodować, by znowu było „dobrze”, „normalnie”. Chcemy „załatwić sprawę” i o niej zapomnieć.

Jeśli w trudnej (lub bardzo dla siebie trudnej) sytuacji pozostaniesz na poziomach Dramatu i Sytuacji, niewiele się z tego nauczysz. Na tych poziomach nie dostrzegamy jasno tego, co się naprawdę wydarzyło. Co więcej, istnieje prawdopodobieństwo, że podobna sytuacja znowu się pojawi, ponieważ rzeczywisty PROBLEM leżący u jej podstawy (przesłanie płynące z tej sytuacji) pozostaje niedostrzeżony.

W naszym społeczeństwie poziom Sytuacji bywa często ostatnim poziomem, do jakiego docieramy. Jesteśmy świetnie wyszkoleni w poszukiwaniu winnych za to, co się stało lub w byciu „rozwiązywaczami” problemów. To ustawia nas w pozycji, w której różne rzeczy w życiu nam „się wydarzają” i musimy sobie z nimi jakoś radzić.

„Jaką rolę wybieram w tej sytuacji?” – poziom Wyboru

Warto przekroczyć kolejny próg zaangażowania w problem, który pojawił się w Twoim życiu i przejść na poziom Wyboru.

Wyjdź z inspirującego założenia, że „Problem nie jest czymś, co należy od razu rozwiązać. To wiadomość, której należy wysłuchać”.

Na tym poziomie zaangażowania nie chodzi bynajmniej o wybór sposobu, jak naprawić daną sytuację. Ten poziom zachęca nas do podjęcia świadomego wyboru odnośnie tego, kim chcemy być w tej sytuacji. To pytanie o wybór roli i postawy względem zdarzenia.

By dać sobie szansę obecności na tym poziomie, odpowiadamy na pytania:

„Jaką rolę chcę przyjąć w tej sytuacji?”

„Jaką rolę odegrałem w tej sytuacji?”

„Jak zamierzam się teraz zaangażować w tę sytuację?”

Ten etap uświadamia nam, że choć nie możemy już zmienić tego, co się wydarzyło, mamy wpływ na to, kim będziemy w tych okolicznościach. To ogromny krok w stronę odpowiedzialności za siebie, swoje wybory i działania. By zaangażować się i współtworzyć z życiem, a nie pozwalać, by życie nam „się zdarzało”.

„Co chce się wydarzyć?” – poziom Możliwości

Analiza zdarzenia na poziomie Możliwości otwiera nas na zmianę i niepowtarzalny rozwój.

Na tym poziomie najmocniejsze pytanie brzmi: „Co chce się wydarzyć?”

Przyjmujemy tu do wiadomości, że sytuacja zdarzyła się z jakiegoś powodu, nawet, jeżeli jeszcze nie rozumiemy, z jakiego. Uznajemy, że trudna i problemowa sytuacja próbuje nam coś powiedzieć i przekazać ważną wiadomość.

Im większy Dramat tym większe Możliwości.

Bo dramat jest jak dzwonek, który alarmuje nas, że COŚ CHCE SIĘ ZMIENIĆ.

I tak, jeżeli Twoje zaangażowanie dochodzi jedynie do poziomu Dramatu i Sytuacji, złapiesz się w końcu na tym, że tkwisz tylko w bieżącym gaszeniu pożarów. Będziesz czuć, że żyjesz od jednego kryzysu do kolejnego. Twoje życie to będzie akcja – reakcja, do czasu, aż opadniesz z sił.

Jeśli jednak zaangażujesz się w swoje życie na poziomie Wyboru i Możliwości – zobaczysz, że odzyskując kontrolę odzyskasz też energię. To Ty będziesz wybierać, kim chcesz być w danej sytuacji, a pytanie „Co chce się wydarzyć” otworzy Cię na przeogromny rozwój.

Jak wdrożyć w codzienne życie 4 poziomy zaangażowania?

W kontekście trudnej sytuacji, którą zapisałeś i na przykładzie której przetestujesz podejście na 4 poziomach zaangażowania, przejdź w skupieniu przez kolejne etapy, odpowiadając na pytania z każdego poziomu:

  1. Dramatu: Czyja to wina? Kto powinien za to odpowiedzieć? Dlaczego mnie to spotkało?
  2. Sytuacji: Jak mogę to naprawić najszybciej, jak to możliwe?
  3. Wyboru: Jaką wybieram rolę w tej sytuacji? Jaką wybieram postawę wobec tej sytuacji?
  4. Możliwości: Co chce się wydarzyć? Co chce się poprzez to ujawnić? Co próbuje się zmienić? Jaki przełom próbuje się wydarzyć? Jakie pojawiają się tu możliwości?

Teraz, gdy doszedłeś do poziomu Możliwości, przejdź raz jeszcze „w górę”, dopisując kolejno nowe odpowiedzi na pytania:

  1. A więc, co chce się wydarzyć?
  2. Do bycia kim mnie to zaprasza?
  3. Do zrobienia czego mnie to zaprasza?
  4. Kto jest winny?

Matryca relacji jest prosta, lecz naprawdę potężna i rozwijająca. Wydarzyła się w Twoim życiu tragedia? Nie poprzestawaj na obwinianiu i szukaniu rozwiązania. Przyjmij przesłanie- mądrą lekcję płynącą z tego zdarzenia, by w przyszłości uniknąć powtórzeń.

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

Czas jest zasobem, którego nie można zaoszczędzić na przyszłość, ani odzyskać, gdy się go utraci.


O czasie, o zarządzaniu czasem i o braku czasu odbyłam już chyba setki rozmów. Na szkoleniach, w coachingu, w zwyczajnych rozmowach.

Jedną swoją rozmowę pamiętam szczególnie wyraźnie. Miała miejsce kilka dobrych lat temu, ze znajomym, który opowiadał mi historię swojego ojca. Ojciec ten, z powodu swojego stanu zdrowia, w wieku około 40 lat, zrezygnował całkowicie z pracy zawodowej. Od tamtego czasu, przez wiele lat, zajmował się dorastającymi dziećmi, domem, ogrodem. Obecnie, jak opowiadał mi znajomy, ojciec ma już ponad 70 lat i zawsze MA CZAS. Ma czas, żeby gdzieś pojechać, załatwić rodzinne sprawy, popilnować wnuków, dowieźć obiadki, dostarczyć pisma do urzędów.

Znajomy w czasie swojej opowieści, kilka razy i z dużą tęsknotą w głosie, powtórzył zdanie, które zwróciło moją uwagę i skłoniło do refleksji.

„Gdybym tylko ja miał w życiu tyle czasu, co mój ojciec…”

Po chwili refleksji i zastanowieniu, odniosłam się do jego słów. A moja odpowiedź, chociaż wydawać by się mogło, oczywista, była dla niego zaskoczeniem i wprawiła go w zdumienie.

Otóż, gdy usłyszałam tę jego myśl (zakładam, że wypowiadaną latami jak mantrę) zapytałam:  „A to nie jest tak, że każdego dnia każdy z nas ma dokładnie tyle samo czasu?…”

Pamiętam, że mój znajomy zamyślił się wtedy nad tym, co usłyszał. Na swoją tęsknotą do „posiadania” więcej czasu. Nad presją, pod jaką żył od wielu lat. Nad poczuciem, że pragnąłby mieć więcej wpływu na własne życie…


Psychologia zarządzania czasem opiera się na prostej zasadzie, zwanej PRAWEM KONTROLI.


Mówi ona, że czujesz się dobrze z samym sobą tylko w takim stopniu, w jakim masz poczucie kontroli nad własnym życiem. Głosi równocześnie, że czujesz się źle z samym sobą w stopniu, w jakim masz wrażenie braku kontroli nad swoim życiem lub swoją pracą.

Psycholodzy rozróżniają wewnętrzne źródło kontroli, przy którym czujemy, że jesteśmy panami własnego przeznaczenia, oraz zewnętrzne źródło kontroli, przy którym mamy wrażenie, że o naszym życiu decydują czynniki zewnętrzne.

Kiedy kontrola pochodzi ze źródła zewnętrznego, wydaje nam się, że o naszym życiu decydują szef, rachunki, potrzeby i plany bliskich, ciężar pracy i obowiązków. Czujemy wtedy, że mamy zbyt dużo do zrobienia w zbyt krótkim czasie oraz że nie decydujemy sami o swoim czasie i życiu. Większość tego, co robimy w takim funkcjonowaniu polega na reagowaniu na zdarzenia zewnętrzne.

Mówimy sobie wtedy, że potrzebujemy więcej czasu.

Jest duża różnica między działaniem, o którym decydujemy sami i które jest zorientowane na cel, a reagowaniem, które polega na doraźnym uleganiu zewnętrznej presji.

To różnica JAKOŚCIOWA, między nastawieniem pozytywnym i poczuciem kontroli a nastawieniem negatywnym, stresem i poczuciem bycia pod presją.

Aby doświadczać w życiu satysfakcji, buduj maksymalne poczucie kontroli nad najważniejszymi aspektami swojego życia zawodowego i osobistego. Zanim tego dokonasz, potrzebujesz określić najpierw, które obszary Twojego życia są dla Ciebie najważniejsze. A następnie będziesz mógł tak dokonywać wyborów, aby potrzebom w tych obszarach dawać jakościowy czas, miejsce i uwagę.

Często wydaje nam się, że zarządzanie czasem to rozpisanie zadań w kalendarzu. Tymczasem kwestia jest o wiele bardziej złożona. Zarządzanie czasem, a przede wszystkim budowanie poczucia wpływu na własne życie, zaczyna się tak naprawdę od określenia własnych potrzeb, ustalenia planów i celów, na których nam najbardziej zależy. Następnym krokiem jest praca nad własną motywacją i konsekwentne realizowanie najważniejszych swoich potrzeb.

Podczas szkolenia poświęconego zarządzaniu sobą w czasie uczymy Uczestników, jak mieć wpływ na własne życie, jak umiejętnie określać sobie cele i skupiać się w życiu na tym, co dla nas naprawdę ważne. Czyli jak budować wpływ na własne życie i świadomie przyczyniać się do własnej, życiowej satysfakcji.

NEWSLETTER

Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.