emocje są ważne

Na jednym z moich ostatnich szkoleń odbyłam bardzo ciekawą rozmowę z pewnym Uczestnikiem. Dotyczyła ona wątku emocji, tego, co w danej chwili czujemy i przeżywamy. Czy emocje są ważne? Oraz: czy możemy mieć na nie wpływ, na przykład, w chwilach wzburzenia?

W trakcie tej dyskusji postawiłam tezę, że owszem, mamy wpływ na to, co czujemy.

– No a wyobraź sobie taką ekstremalną sytuację – powiedział z dużą dozą wątpliwości w głosie ww. Uczestnik – dowiaduję się, że żona mnie zdradza. Wiadomo, jestem wściekły. A ty chcesz powiedzieć, że mogę tego nie czuć?

No właśnie. Dobre pytanie i dobry przykład.

Bo wcale nie chodzi o to, by nic nie czuć. Emocje są ważne. Wściekłość, rozczarowanie i smutek w takiej sytuacji wskazują nam, że naruszone zostały nasze granice, standardy, wartości.

Więc o co chodzi? Chodzi o to, że na te same zdarzenia możemy reagować różnie. Emocje są jak paleta barw – mają natężenie, nasilenie, odcienie…

Przełomem wspomnianej dyskusji był mój przykład o panowaniu nad strachem przed wystąpieniami publicznymi. To przecież też negatywna emocja.

– Czy w takiej sytuacji dopuszczacie – zapytałam Uczestnika i resztę grupy – że można mieć wpływ na to, co się przeżywa? Ile czuje się strachu, stojąc na scenie, że można tę sytuację w pewnym zakresie opanować? Że zamiast strachu możemy czuć lekki niepokój lub dyskomfort?

– No, tak – odpowiedział – to akurat dopuszczam i rozumiem.

– Ok – odparłam – z każdą emocją jest podobnie. Możemy mieć wpływ na to, jak reagujemy na daną sytuację. Jeśli coś nas zdenerwowało, możemy zareagować furią, wściekłością, złością, irytacją itd. Jest całe spektrum emocji. Mają inną nazwę, oddają inną temperaturę tego, co przeżywamy.

Są zresztą dwie szkoły i dwa podejścia do tematu „regulowania” emocji. Pierwsza mówi: „Czuję, to co czuję i tego nie kwestionuję. Nic z tym nie zrobię, na wprost akceptuję”. A druga uczy: „Mogę dostrzec to, co czuję i mogę mieć na to wpływ – zmniejszyć, zwiększyć, zmodyfikować swoje emocje i doznania”.

Która szkoła jest lepsza?

Trudno powiedzieć. Co więcej, uważam, że się nie wykluczają. Bo w chwili, gdy uznaję, że czuję to, co czuję, robię właśnie pierwszy krok ku temu, by móc poczuć coś innego. Sam fakt dostrzeżenia emocji sprawia, że ta emocja już się trochę przekształca.

Jak to może zadziałać? Oto przykład:

Wyobraź sobie że odwiedzasz swoich rodziców. Od progu, jeszcze zanim usłyszysz „Dzień dobry”, Twoja mama „startuje” z zarzutami, że dzieci za cienko ubrane, że na pewno się przeziębią i będą się męczyły z katarem. A poza tym… (bla, bla, bla)

warsztat rozwoju osobistego

Ty czujesz, jak puchnie Ci głowa, ogarnia Cię wściekłość i myślisz same złe rzeczy o swojej matce i waszej relacji. Jeśli zareagujesz automatycznie, idąc za wściekłością, zanim pomyślisz, możesz powiedzieć coś niemiłego, czego po chwili będziesz żałować.

Jeśli natomiast w tej sytuacji, zamiast odwetowego „naskoczenia” powiesz do siebie: „Jestem teraz wściekła/wściekły, że tego słucham!”, wykonasz dwie czynności: nazwiesz swoją emocję (czyli ją dostrzeżesz i „zmaterializujesz”). A równocześnie, dzięki temu, poczujesz mniejszą złość, bo samym faktem nazwania tego, co przeżywasz, „przewentylowałeś” swoje negatywne doświadczenie.

Nazwałam/-em to. I tak wściekłość może stać się złością, a potem nawet irytacją, a to już lżejsze uczucie.

asertywność

asertywność

Krótki przepis na pierwszy krok pracy z emocjami:

Zadawaj sobie kilka razy dziennie pytanie: „Co ja teraz czuję?” I odpowiadaj na nie.

Naucz się nazywać swoje emocje. Naucz się nazywać, co czujesz w danej chwili.

Sprawdź, jaką to robi różnicę. I pamiętaj: emocje są ważne. Doświadczaj ich świadomie.

Pozdrawiam ciepło.

 

 

 

 

Czas świąteczny to moment, kiedy bardziej niż zwykle myślimy o bliskości. Kiedy przed dłuższy czas przebywamy z bliskimi. Kiedy jesteśmy bliżej siebie, bardziej intensywnie. To bardzo cieszy, ale często też, z drugiej strony, wywołuje napięcia.

No właśnie. Gdzie jest „złoty środek” bycia razem? Czy każdą chwilę spędzać z ważnymi dla nas osobami, czy też czasem się oddalać? Jak wyważyć ilość czasu i uwagi na wspólne zajęcia, rozmowy i chwile?

W kontekście rozmów o bliskości i dyskusji w poszukiwaniu odpowiedzi na powyższe pytania, bardzo lubię przytaczać bajkę filozoficzną słynnego niemieckiego filozofa Schopenhauera.

Otóż pewnej jesieni, rodzina jeżozwierzy układała się w ciasnej dziupli do zimowego snu. Aby było im ciepło, zwierzęta przytuliły się mocno do siebie. Po krótkiej chwili poczuły jednak bolesny ucisk igieł swoich bliskich. Odsunęły się więc od siebie. Wtedy natomiast okazało się, że były za daleko, bo zaczął im doskwierać chłód. Także raz jeszcze zbliżyły się do siebie, już trochę mniej, ale znowu, po krótkiej chwili, poczuły bolesne ukłucia. I tak oddalały się od siebie i przybliżały jeszcze klika razy, aż w końcu udało im się znaleźć między sobą idealną odległość.

Podobnie jest u nas, u ludzi. Pragniemy bliskości drugiego człowieka i z drugiej strony potrzebujemy zdrowego dystansu. Zarówno z własnym życiowym partnerem, z dziećmi, rodziną, przyjaciółmi i w pracy.

Za duża bliskość może „dusić” relację z drugim człowiekiem. Sprawiać, że wyzbędziemy się siebie, zrezygnujemy z własnych potrzeb, za wszelką cenę będziemy chcieli być razem.Można przedobrzyć, może być tak ciepło, że aż będzie kłuło 🙂

Z drugiej strony, źle rozumiana niezależność będzie już egoizmem, który też zniszczy ważne dla nas relacje. Możemy zacząć być w kontakcie z drugą osobą tak daleko, że aż będzie za zimno.

Gdzie jest więc ta optymalna granica między bliskością a autonomią?

Nie dostaniesz tu gotowej odpowiedzi. Ale, podobnie jak jeżozwierze z bajki, masz jej szukać i nieprzerwanie ją regulować. Jeśli chcesz zbudować zdrowe, wartościowe relacje, nie bądź za blisko, by nie zgubić siebie, nie bądź też za daleko, by nie zgubić relacji. Sprawdzaj po tym, co sam czujesz i po tym, co widzisz po drugiej stronie. Ustawiaj i sprawdzaj. Wyciągaj wnioski i poprawiaj. Sprawdzaj i znów ewentualnie poprawiaj. Ucz się o bliskości metodą dopasowywania.

To bardzo w porządku, by szukać idealnej odległości. Jeżozwierze to wiedzą.

 


Chcesz o bliskości i relacjach nauczyć się więcej?

Skorzystaj z naszych warsztatów i szkoleń. Dowiesz się, jak dbać o siebie i o innych. Jak budować zdrowe relacje i jak układać sobie świat wolny od toksycznych związków.


Warsztat z asertywności pomoże Ci, jeśli czujesz, że nie zawsze umiesz zadbać o swoje potrzeby, wyrazić co czujesz, wstydzisz się poprosić o pomoc, masz wyrzuty sumienia, gdy odmawiasz. Nauczysz się konstruktywnie komunikować z innymi. Zapraszam Cię na najbliższą grupę już 11 maja.

asertywność


Warsztat z budowania siły wewnętrznej jest dla Ciebie, jeśli chcesz znaleźć odwagę, by ruszyć z miejsca, chcesz wreszcie uwierzyć w siebie i swoje możliwości, odkryć swoje mocne strony, które będziesz wykorzystywać do realizacji swoich marzeń.

warsztat rozwoju osobistego


Szkolenie z zarządzania stresem i emocjami pomoże Ci, jeśli chcesz nauczyć się technik panowania nad goniącymi w głowie myślami, strachem przed przyszłością lub rozpamiętywaniem przeszłości. Gdy chcesz uspokoić swoje ciało i poznać sposoby na dobry sen, pewność siebie w kontaktach z innymi, rozmowach rekrutacyjnych, czy wystąpieniach publicznych.

Zarządzanie stresem i emocjami

skuteczna komunikacja

Moją pierwszą pracę w obsłudze klienta zaczęłam gdzieś w okolicach 2000 roku. Była to firma  informatyczna, zajmowałam się najpierw obsługą zamówień, potem, awansując do działu handlowego,  sprzedażą. Moja praca opierała się na kontaktach, rozmowach, negocjacjach. Nauczyłam się wtedy bardzo dużo. Z książek, ze szkoleń i… z własnego doświadczenia „na polu walki”.

Po tylu latach, jedno wiem na pewno: czy to prowadzisz własną firmę, czy też pracujesz dla kogoś, jeśli masz do czynienia z Klientami i ich obsługą, masz wiedzieć, jak działa komunikacja. Dosłownie: masz ją rozumieć jak „maszynę”. Jeśli nie działa w satysfakcjonujący dla ciebie sposób, masz umieć rozebrać ją na części, nazwać każdy element, zdecydować, którą część wymienić, a następnie złożyć na nowo i sprawdzić jak działa.

Jednym z takich elementów, składających się na  mechanizm „skuteczna komunikacja”, o którym warto wiedzieć i który może ci w sekundę zepsuć/uratować komunikację, jest coś, co nazywamy „zaprzeczeniem doświadczeniu klienta”.

O co chodzi?

Jeśli na co dzień pracujesz w obsłudze klienta, zakładam, że przynajmniej raz w życiu miałeś do czynienia z niezadowolonym Klientem. Przypomnij sobie, czy Twoja reakcja na niezadowolenie klienta prowadziła do eskalacji sytuacji czy ją łagodziła?

Zakładam też, że przynajmniej raz zdarzyło Ci się być niezadowolonym Klientem. I tu podobne pytanie: czy reakcja osoby reprezentującej firmę rozładowywała napięcie czy raczej miałeś wrażenie, że ktoś dolewa oliwy do komunikacyjnego ognia?

Jednym z celów efektywnej komunikacji jest poprowadzenie naszego rozmówcy z miejsca, w którym się obecnie znajduje do miejsca, w którym byśmy chcieli go widzieć. Najczęściej od zdenerwowania i rozczarowania ku polepszeniu relacji. Nawet jeśli w kryzysowej sytuacji ma on negatywne przekonanie na dany temat, to Twoim celem jest zmiana tego w korzystny dla ciebie sposób. Jeśli „przeprowadzamy” klienta w drugą stronę- od zdenerwowania do wściekłości, kierunek jest zdecydowanie niewłaściwy i, co gorsze, to może być efekt naszej nieumiejętnej komunikacji. Powodów może być kilka, ale komunikacyjny mechanizm „zaprzeczenia doświadczeniom” jest tu wysoce prawdopodobny.

Aby to lepiej zrozumieć, przeczytaj przykład.

Postaw się w sytuacji Klienta: „Już od jakiegoś czasu marzysz o kaszmirowym swetrze, który będzie na Tobie świetnie wyglądał. Jest drogi, ale też wart swojej ceny. Decydujesz się na zakup. Masz go na sobie może po raz drugi, gdy zauważasz, że zaczął się rozchodzić na szwach. To wywołuje u Ciebie irytację, bo sweter był naprawdę drogi, miał posłużyć na dłużej, miał być dobrej jakości. Idziesz ze swetrem do sklepu, by złożyć reklamację. Nie da się ukryć, że towarzyszą ci nerwy, bo kupując go, liczyłeś na solidny, jakościowy produkt. Pokazujesz wadliwy towar, mówisz, że po zaledwie kilku dniach sweter rozchodzi się na szwach. W odpowiedzi ekspedientka uśmiecha się i mówi: „Proszę się nie denerwować, ja nie widzę tu żadnej wady fabrycznej”. Wrrr…! Nawet nie pytam, jak zareagujesz na taką odpowiedź! Bo albo odpuścisz i nigdy nie wrócisz do tego sklepu, albo poprosisz o rozmowę z kierownikiem.

Jak więc to się stało, że wystarczyło jedno zdanie, by sytuacja z nieprzyjemnej eskalowała do kryzysowej?

Ekspedientka zaprzeczyła twojemu  bieżącemu doświadczeniu.

Po kolei było tak:

  1. Kupiłeś drogi sweter
  2. Zauważyłeś, że zaczął się rozchodzić na szwach po kilku dniach
  3. Sweter był drogi, więc oczekiwałeś, że będzie dobrej jakości i posłuży Ci na dłużej
  4. Musiałeś wybrać się do sklepu złożyć reklamację
  5. Cała sytuacja stała się bardzo irytująca dla Ciebie
  6. Opowiadając o wszystkim ekspedientce, usłyszałeś: „Proszę się NIE denerwować, ja tu nie widzę wady”
  7. Wrrr…

Jeśli do twojego rozczarowania zakupem i niesmaku, że musisz wybrać się do sklepu, dodamy wyluzowany komentarz, że nie ma „problemu”, możesz doznać „trzaśnięcia”- to wynik zderzenia dwóch doświadczeń: twojej złości i zaprzeczenia przez sprzedawczynię.

Jak zatem powinna zareagować ekspedientka, by nie eskalować irytującej sytuacji? Oto jedna z propozycji odpowiedzi:

„Rozumiem, że kupił Pan u nas sweter. (potwierdzenie doświadczenia klienta) Rozumiem, że nie był tani, a po kilku dniach zauważył Pan wadę. (potwierdzenie doświadczenia klienta) Rzeczywiście można się tym zirytować. (potwierdzenie doświadczenia klienta) Porozmawiam z kierownikiem sklepu, jakie rozwiązanie możemy w tej sytuacji zaproponować (propozycja rozwiązania)”.

Co tu zadziałało? Potwierdzenie Twoich doświadczeń (co pomyślałeś, jak widziałeś tę sytuację i co mogłeś poczuć) i konkretna propozycja rozwiązania. Ekspedientka sprawiła, że zamiast nadal irytować się faktem, że musisz tu być z powodu uszkodzonego swetra, myślami jesteś już przy rozmowie z kierownikiem sklepu i zastanawiasz się, jakie rozwiązanie Ci zaproponuje.

Jaki jest z tego wniosek?

Jeżeli chcesz się skutecznie skomunikować, szczególnie gdy masz przed sobą zdenerwowanego klienta, na początku NIE ZAPRZECZAJ jego emocjom:

  1. Nie doradzaj „Proszę się tylko denerwować”
  2. Nie mów: No tak, ale przecież…
  3. Nie bagatelizuj

W zamian za to:

  1. Wysłuchaj i pozwól się wypowiedzieć
  2. Uznaj, że widzi sprawę, jak widzi i czuje, co czuje
  3. Zaproponuj rozwiązanie

I jeszcze jedno: powyższa zasada i skuteczna komunikacja, dotycząca pracy z Klientami, działa identycznie również w życiu prywatnym, np. w trudnych rozmowach z bliskimi. Pomyśl jak często zdarza Ci się w napiętych sytuacjach czy w nieprzyjemnej rozmowie zaprzeczać doświadczeniom Twojej drugiej połówki („Bo ty się zawsze musisz czepiać o pierdoły!”). Teraz już wiesz, jak możesz to zmienić. 😊

Słowa mają znaczenie. Mowa twojego ciała ma znaczenie. Skuteczna komunikacja ma moc.

I możesz się jej nauczyć.


Dlatego też, jeśli chcesz podnieść swoje kompetencje w zakresie komunikacji, zrobisz to na dwudniowym szkoleniu „Efektywna komunikacja w obsłudze Klienta”. Poznasz szereg technik i mechanizmów, które pozwolą ci zrozumieć komunikację i świadomie zarządzać relacjami z klientami. Zapraszam i bardzo polecam.



efektywna komunikacja

efektywna komunikacja

zarządzanie stresem

coaching

Język motywacji

Dziś przygotowałam artykuł o języku motywacji. W czasie moich szkoleń, warsztatów i coachingu słyszę często od Uczestników, co muszą zacząć lub przestać robić, co powinni lub co należałoby robić. Brzmi to najczęściej tak:

„No ja wiem, że powinnam zacząć być bardziej asertywna”

„Od teraz muszę już myśleć też o sobie”

Muszę zacząć odmawiać moim klientom”

Powinnam zacząć ćwiczyć”

Równocześnie, często ich mowa ciała, ton głosu i komunikacja niewerbalna, przeczy temu, co mówią lub da się wyczuć, że w takim mówieniu nie ma energii i motywacji do działania. To, co można dostrzec, to raczej poczucie przymusu i/lub poczucie winy.

Jestem przeczulona na to, w jaki sposób ze sobą rozmawiamy, bo wiem, że słowa, jakich używamy, robią różnicę. Warto sprawdzić, ile niosą w sobie energii. Czy jest to nasz język motywacji.

Wiele lat temu, pamiętam, że miesiącami powtarzałam do siebie, ze „muszę zacząć ćwiczyć”. Miesiącami. Powtarzałam i nie ćwiczyłam. I w pewnym momencie doznałam objawienia, że poza powtarzaniem, kompletnie nic się w temacie nie dzieje. Poza- prawdę powiedziawszy- traceniem energii i poczuciem winy.

Zapytałam siebie wtedy, czy poza tym, że MUSZĘ ćwiczyć, tak naprawdę CHCĘ ćwiczyć. To pytanie zmieniło perspektywę, bo okazało się, że w zasadzie to ćwiczenia, w tamtym czasie, gdy moje dzieci były jeszcze bardzo małe, w żaden sposób nie było moim priorytetem. Więc gdy zadałam sobie to nowe pytanie „Czy tak naprawdę chcesz ćwiczyć?”- mogłam uczciwie odpowiedzieć, że NIE. Skreślić sport ze swojej listy na jakiś czas, przestać tracić energię na mantrę: „Muszę zacząć ćwiczyć” i zająć się tym, co ważne.

Warto pamiętać, że niezmiernie często nasze słowa: „muszę”, „powinnam”, wypadałoby”, „należy”, „tak trzeba”, niosą ze sobą elementy przymusu, jakiś standard narzucony nam przez innych, jakiegoś „nieznanego autora” tej starej „prawdy”. Warto wtedy sprawdzić, czy tak naprawdę tego chcę? Czy to moje? Jaka jest w tym motywacja, korzyść, radość, dlaczego to dla mnie ważne.

Warto rozmawiać językiem motywacji, w którym jest energia, wybór, radość, satysfakcja.

Zrób teraz małe ĆWICZENIE na język motywacji, które poznałam kiedyś w mojej szkole coachingu Erickson College:

1. Pomyśl o jednej czynności, której nie lubisz robić, a którą chciałbyś regularnie wykonywać (np. regularnie myć samochód)

2. Powtórz tę czynność, wstawiając ją kolejno w następujące sformułowania:

Muszę ………. (np. regularnie myć samochód)

Mogę……….

Zasługuję……..

Spróbuję…….

Jestem zmuszona/-y………

Mogłabym/Mógłbym……………..

Powinnam/Powinienem………………..

Jestem w stanie………….

Postanawiam………..

Pozwalam sobie…………..

Decyduję się na…………………

Chcę……………………

Wybieram……

Stać mnie na to, by……….

Ośmielam się…………..

……………….. (przetestuj też swoje, inne sformułowania tej myśli).

Sprawdź, które sformułowania najbardziej Cię ekscytują, w których jest najwięcej zadowolenia i motywacji. Wybierz 3  zwroty, w których czujesz najwięcej pozytywnego wydźwięku, w których czujesz się właścicielem i autorem decyzji. Przetestuj i znajdź swój język motywacji.

Pamiętaj, że po pierwsze, pytanie: „Czy naprawdę CHCĘ to robić”- pomoże Ci zweryfikować Twoje prawdziwe nastawienie do tematu.

A po drugie, jeśli chcesz dodać sobie motywacji, rozmawiaj ze sobą językiem, który Cię „podkręca”.

Bo ja, naprawdę mogę sobie pozwolić, tak wybieram  i stać mnie na to, by regularnie myć auto 😉



To także może Cię zainteresować:

warsztat rozwoju osobistego

asertywność

Zarządzanie stresem i emocjami

Zarządzanie stresem i emocjami

prosić, aby otrzymać

Przełom starego i nowego roku jest czasem, kiedy więcej podsumowujemy, więcej chcemy i o więcej prosimy. Dlatego też dziś dzielę się moją ważną życiową lekcją. O tym, jak prosić, aby otrzymać to, o co prosimy. Inspiracją i prawdziwym odkryciem na ten temat był dla mnie fragment książki „Jesteś cudem” Reginy Brett, a dokładnie rozdział pt. „Módl się tak, jakbyś wierzył w każde słowo”.

Chociaż w książce autorka pisze o modlitwie do Boga, myślę sobie, że sam sposób proszenia i fakt, że otrzymasz, jest taki sam bez względu na to, kogo lub co prosisz. Czy swojego Boga, Wszechświat, Anioła Stróża, Opatrzność, lub jeszcze coś innego…

O co w tym proszeniu chodzi?

Zazwyczaj, gdy prosimy „siły wyższe” o pomoc, prosimy w myślach- w modlitwie, błaganiach, powtarzając w kółko nasz prośby. Prosimy i prosimy, nie ustajemy w tych prośbach, bez ustanku. Prosimy, nie dając sobie w zasadzie czasu, aby tę pomoc faktycznie otrzymać. Jakbyśmy… nie wierzyli, że to, o co prosimy, będzie nam dane.

Taki sposób proszenia „w kółko” ładnie obrazuje fragment wspomnianej książki Reginy Brett:

Załóżmy, że dzwonię do mojej przyjaciółki Beth i zapraszam ją na lunch w czwartek, a ona przyjmuje zaproszenie. A potem dzwonię do niej co kwadrans, żeby się upewnić, czy na pewno chce zjeść ze mną lunch w czwartek. Przyjaciółka zaczęłaby się zastanawiać: „Dlaczego Regina mi nie wierzy? Czyżby mi nie ufała, że przyjdę?”.

Tak zachowujemy się, prosząc. Najpierw prosimy, a potem wątpimy. Jeśli chcesz naprawdę zawierzyć sile wyższej, którą prosisz, poproś ją tylko raz.  Z wiarą, że otrzymasz. Bądź konkretny. Nie pozostawiaj żadnych wątpliwości, o co ci chodzi. I zamiast „klepać” modlitwy i je powtarzać, ZAUFAJ, ŻE OTRZYMASZ.

Autorka cytuje fragment Biblii, w którym jest napisane: „Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie”. Jak prosić, aby otrzymać?

Przyznam się, że od kiedy przeczytałam tę książkę i wiem, jak prosić aby otrzymać, nieustannie korzystam z tego sposobu proszenia. Możesz mi wierzyć lub nie, on naprawdę działa. Prawdą jest, że minęło sporo czasu, zanim nauczyłam się dostrzegać, że moje prośby się spełniają. Szczególnie, gdy nie były aż tak bardzo precyzyjne. Czasem wracały w innej, niż się spodziewałam, postaci. I dopiero po jakimś czasie uświadamiałam sobie, że to, co otrzymywałam (czasem zaskakującego) jest przecież spełnieniem tego, o co prosiłam. Dlatego dziś też wiem, że trzeba też uważać, o co się prosi.

Oraz że czasem na spełnienie prośby trzeba poczekać. Że nie spełniona modlitwa TERAZ nie oznacza, że nie będzie ona spełniona nigdy. Czasem trzeba poczekać.

Jeśli nie jesteśmy czasem pewni, co jest dla nas najlepsze, idąc za radą autorki książki możemy sformułować naszą prośbę i dodać: „Ześlij mi to albo coś lepszego”. A gdy ogarnia nas zwątpienie, zamiast zaczynać modlić się od nowa, po prostu pozostać w wierze, że otrzymamy, że Bóg już nas wysłuchał. (pamiętając, że do znajomej nie dzwonilibyśmy co 10 minut, aby upewnić się, że się z nami spotka następnego dnia).

Gdy otrzymasz to, o co prosiłeś, PODZIĘKUJ. Okaż w sercu wdzięczność.

Prawdziwa wiara to nie modlitwa bez końca. To ufność, że zostaliśmy usłyszani za pierwszym razem.

Sama wiem, że wszystko powyższe może brzmieć co najmniej dziwnie, zarówno dla osób wierzących jak i niewierzących. Dzielę się tym jednak, bo sama proszę w ten sposób już kilka lat i tak wiele razy otrzymałam to, o co prosiłam. Wierzę więc, że każdy powinien mieć przynajmniej szanse dowiedzieć się o takim sposobie modlitwy i sam spróbować.

Ja naprawdę wiem, że warto.

Życzę Wam na nowy rok spełnienia Waszych przemyślanych, precyzyjnych próśb.



SZKOLENIA I WARSZTATY Z ROZWOJU OSOBISTEGO STYCZEŃ 2019


siła wewnętrzna Zarządzanie stresem i emocjami

asertywność

kodeks honorowy

Ludzki umysł ma jedną niesamowitą właściwość: ELASTYCZNOŚĆ. Dzięki niej możemy wprowadzać zmiany, poszukiwać rozwiązań, tworzyć nowe rzeczy. Równocześnie, ta sama elastyczność, może nam w życiu… szkodzić.

Są sytuacje, gdy pojawiają się pokusy i okazje. Zdarzyło Ci się tak kiedyś? Mamy wtedy tendencję do racjonalizowania, naginania zasad i przymykania oka na to, w co wierzyliśmy wcześniej.

Dlatego warto mieć spisany swój własny kodeks honorowy.

Pamiętam, jak w 2015 roku kończyłam certyfikację mistrza NLP. Cały kurs był długi, z milionem ćwiczeń, technik, niezmiernie intensywny. Warunkiem uzyskania dyplomu ukończenia było napisanie pracy końcowej. Należało najpierw przeprowadzić- w nurcie zgodnym z kursem- sesję z (tak zwanym) prawdziwym klientem, a następnie ją przeanalizować, opisać, wyciągnąć wnioski itd.

O zaliczeniu zaczęłam myśleć w czerwcu, na początku wakacji. Czekał już na mnie wyjazd z rodziną i znajomymi na Mazury. Wizja przeprowadzenia sesji NLP oraz opisania jej na minimum 20 (!!!) stronach zaczęła być mało zachęcająca.

I wtedy mój umysł zaczął uruchamiać wspomniane wcześniej elastyczne myślenie.

Że i tak napracowałam się już bardzo w czasie kursu. Że mam prawo już być zmęczona nauką.. Że i tak już tak dużo umiem..  Że zapłaciłam, a „oni” wymyślają..

To był tylko początek tego, co działo się wtedy w mojej głowie. Po takiej racjonalizacji i „rozmiękczeniu”, mój umysł zaczął rozważać opcje alternatywne. „A może by tak opisać zmyśloną sesję z klientem? Przecież i tak nikt tego nie odkryje..” Działo się w mojej głowie, a cel był jeden: jak by tu zminimalizować wysiłek aby osiągnąć plan 🙂

Uratował mnie wtedy mój kodeks honorowy. Gdybym nie miała go spisanego, byłoby mi bardzo trudno i prawdopodobnie postąpiłabym inaczej.

Co przeczytałam w swoim kodeksie?

Jedną z zasad, którą miałam zapisaną było: „Jeśli się uczę, robię to na 100%”.

Poważnie. Naprawdę to miałam. Tak się umówiłam ze sobą wiele miesięcy wcześniej, tworząc „na chłodno” i racjonalnie swój kodeks honorowy.

Uświadomiłam sobie wtedy, że co z tego, iż otrzymam certyfikat ukończenia kursu, jeśli już zawsze, do końca życia będę mieć świadomość, że nie zdobyłam go uczciwie i na 100%. To dało mi wtedy siłę, pozwoliło umysłowi wrócić na właściwy tor.

Pamiętam, że zrobiłam wtedy prawdziwą, wartościową sesję ze znajomym klientem i napisałam w wakacje z tego pracę. Warto było. Gdy otrzymałam certyfikat, czułam prawdziwą dumę i pełną satysfakcję. Na 100%. 🙂

Dlatego też wiem, że warto mieć w życiu spisany kodeks honorowy. Spisuje się go wtedy, gdy jest się w dobrym stanie mentalnym. Moi Klienci spisują swój kodeks honorowy drugiego dnia na szkoleniu „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”, gdy ich siła mentalna jest „mocna jak dąb”. Ale możesz spisać swój kodeks samodzielnie.

Pamiętaj: Kodeks przydaje się wtedy, gdy przychodzą pokusy i okazje, a umysł zaczyna racjonalizować i kusi, by naginać zasady. Ważne, aby był zapisany. Kodeks w głowie nie działa. Jeśli nie mamy go spisanego, będziemy elastycznie modyfikować swoje reguły.

Moje przykładowe punkty z kodeksu:

-dbam o swoje zdrowie (i łatwiej przychodzi mi zdrowa dieta i regularny sport- przecież tak się ze sobą umówiłam)

-gdy odnoszę sukcesy, świętuję i doceniam siebie

-z błędów wyciągam wnioski i idę dalej

-przekraczam granice swojego strachu (to czytam zawsze, gdy mam wystąpienie publiczne :))

Zachęcam: spisz swój kodeks. Na jakie zasady umówisz się ze sobą? Na jakie reguły? Wedle czego chcesz postępować?

Gdy będziesz to miał spisane, kodeks będzie „pilnował” Ciebie i Twoich decyzji. Warto.



Warsztaty, które mogą Cię zainteresować:

siła wewnętrzna

asertywność

asertywność

zmiana jest możliwa

Zadzwoniła do mnie na początku wakacji Kasia. Znalazła moje szkolenia w Internecie. Zaczęła mi opowiadać o swoim życiu i o tym, czego poszukuje. Opowiedziała, że ma dwóch dorosłych już prawie synów, jest żoną z wieloletnim „stażem” i pracuje aktualnie w sklepie. Szukała wsparcia i rozwiązań, bo, jak smutno powiedziała – „ma już wszystkiego dość”.

Przez lata była mamą i żoną, pracującą na co najmniej dwóch etatach i w domu i w pracy. Opowiedziała mi o tym, że przez ostatnie lata gdzieś po drodze zgubiła siebie, zgubiła kontakt z mężem i funkcjonuje w świecie, w którym jest automatem „serwisującym” potrzeby innych. W domu rządzi mąż, w pracy szef… Powiedziała też, że w taki sposób nie da rady już żyć i chce zdobyć takie „moce”, aby mieć odwagę powiedzieć mężowi, co czuje, za co ma po tylu latach żal i czego pragnie w życiu. Powiedziała, że po latach przyszedł czas, aby zacząć „to wszystko” porządkować.

Na koniec zapytała z nadzieją w głosie: „- Czy w moim przypadku zmiana jest możliwa?”

Pracowałyśmy razem przez wakacje. Rozmawiałyśmy o odwadze, wyznaczaniu granic, reagowaniu, gdy ktoś narusza naszą godność. Ostatnio, na szkoleniu z siły wewnętrznej, w którym uczestniczyła, opowiedziała mi o swoich planach na przyszłość. (!) Że zawsze marzyła, żeby jeszcze się uczyć i pójść na studia. I że wreszcie czuje i ma odwagę marzyć, że właśnie teraz jest na to czas. Oraz że zaczęła rozmawiać z mężem i wreszcie miała siłę powiedzieć mu „prawdę” o sobie i swojej perspektywie na ich wspólne życie.

Siedziała przede mną inna osoba. Słyszałam w jej głosie łagodną moc, wypracowaną zmianę, nowe prawdy i pewność, że też zasługuje w życiu na najlepsze.

W pewnym momencie spokojnym głosem powiedziała: „-Wiesz, dużo już bardzo zrobiłam, długą drogę przeszłam. Potrzebuję jeszcze Twojej pomocy i szkoleń, bo wiem, czego się jeszcze chcę nauczyć. Ale powoli. Wiem, że jestem na dobrej drodze. I daję sobie czas, żeby tę drogę spokojnie przejść. Najważniejsze, że zaczęłam. Kurcze, jestem silniejsza, niż myślałam!”

No właśnie.. Zmiana jest możliwa i może być Twoim wyborem. Gdy masz już wszystkiego dość i podejmujesz decyzję, aby ruszyć nową drogą, już w tej właśnie sekundzie stajesz się nowym człowiekiem. Bohaterem swojego życia. To zupełnie jak w bajkach dla dzieci. Główny bohater wyrusza w podróż, aby osiągnąć cel, w drodze pokonuje przeciwności, walczy i wzmacnia swoją siłę. Na końcu, docierając do celu, jest już zupełnie innym człowiekiem.

I być może wcale nie o zdobyty cel w tym wszystkim chodziło. Lecz o to, kim nowym się stał w czasie tej drogi.

Jesteś silniejsza, niż myślisz. Jestem tego pewna. I pamiętaj: zmiana jest możliwa. Powoli.

 



Znajdź swoją wewnętrzną siłę

Znajdź swoją wewnętrzną siłę

Asertywność

Asertywność

5 języków miłości

Dr Chapman, autor znanego poradnika dla małżeństw „Pięć języków miłości”,  wyróżnił w swojej książce 5 podstawowych działań naszych i naszego partnera, które sprawiają, że czujemy się w związku kochani. Na podstawie badań okazało się, że większość ludzi wyraża i interpretuje miłość na te same pięć sposobów. Tak właśnie zostało wyróżnionych 5 języków miłości.

Aby wyjaśnić, na czym języki miłości polegają, najpierw przykład (z życia wzięty) 🙂

Żona mówi z żalem do męża:

-Już mnie nie kochasz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przytuliłeś mnie na dzień dobry!

Mąż ze zdziwieniem wykrzykuje:

-Jak to nie kocham?!? Przecież kupuję ci kwiaty i wymieniam opony w twoim aucie!

 

Zanim przeczytasz więcej o 5 językach miłości, zrób krótkie ćwiczenie. Zrozumiesz, jakimi językami miłości mówisz.


Oto ćwiczenie:

Pomyśl o bardzo bliskiej Ci osobie.

Zastanów się przez chwilę nad tym, skąd wiesz, że ta osoba cię kocha.

A teraz dokończ poniższe zdania trzema spontanicznymi zakończeniami, określającymi, co ta osoba takiego robi, że Ty jesteś przekonany o jej miłości do Ciebie.

Wiem, że ta osoba mnie kocha.

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Gdy masz już swoje własne odpowiedzi, poznaj 5 języków miłości i sprawdź, w które konkretnie wpisują się Twoje odpowiedzi.


5 języków miłości

Oto krótkie opisy wszystkich języków.

  • Słowa czyli wyrażenia afirmatywne. Czujemy się kochani, gdy słyszymy od kogoś słowa wsparcia, pochwały i docenienia. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Gdy mówi mi często, jak wspaniale wyglądam, że wierzy we mnie że dam radę.
  • Dobry czas. Potrzebujemy spędzać z ukochanym jak najwięcej czasu – wspólne spacery, jedzenie posiłków, rozmowa przy kawie. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po tym np., że wspólnie ogląda ze mną filmy, jedzie na wakacje, idzie na spacer.
  • Prezenty i niespodzianki. Nie chodzi tu o materializm, a o małe gesty, które są dowodami miłości. Liściki z wyrazami uczuć, drobne prezenciki czy kwiatek. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Nawet ze zwykłych zakupów potrafi przynieść niespodziewanie coś, co lubię.
  • Drobne przysługi. Robimy coś dla partnera. Czego on nie umie, nie lubi, nie ma czasu. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po takich gestach jak np. odebranie marynarki z pralni, wymiana wspomnianych wcześniej opon, kanapka do pracy.
  • Dotyk, przytulanie, pocałunki. Trzymamy się za ręce, całujemy i przytulamy, kiedy tylko pojawi się okazja. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Mój partner głaszcze mnie, przytula, jesteśmy w ciepłym kontakcie fizycznym.

Warto być otwartym na wszystkie 5 języków i świadomym, które z nich są najważniejsze dla bliskich nam osób, którym chcemy okazywać miłość.

Jeśli nie jesteśmy tego świadomi, możemy bardzo się starać okazać, jak bardzo zależy nam na drugiej osobie. Jeśli jednak nie robimy tego w sposób, który do niej przemawia, osiągniemy efekt, jakbyśmy mówiąc tylko po angielsku rozmawiali z kimś, kto posługuje się wyłącznie chińskim.

Jeśli chcesz mieć pewność, który z wymienionych języków dominuje w Twoim przypadku, możesz także rozwiązać test online w języku polskim KLIK lub na oficjalnej stronie anglojęzycznej KLIK.

Polecam też podsunięcie testu bliskiej Ci osobie. A potem porównanie wyników i ustalenie, co dla kogo jest najważniejsze – które dwa języki najbardziej się liczą dla każdego z Was.

Co ciekawe, swoim życiowym partnerom możemy nieświadomie przypisywać te języki miłości, które są ważne dla nas. Dlatego warto zaciekawić się, jak jest naprawdę i wymienić się wynikami testu.

I przygotujcie się na niespodzianki 😊

 



To także może Cię zainteresować.

Szkolenia // Warsztaty // Kursy:

 

 

Akademia menedżera

Ludzie podążają za liderami z różnych powodów. Powody te można rozpatrywać z trzech perspektyw, z których każda ma inne źródło motywacyjne i psychologiczne. Jesteś liderem? Sprawdź, jakie są trzy rodzaje siły lidera oraz którą z nich wykorzystujesz.

Po pierwsze, ludźmi kieruje strach. Boją się tego, co może się zdarzyć, jeśli nie wykonają poleceń lidera. Mamy tu do czynienia z siłą przymusu.

Lider stosujący ten rodzaj siły wzbudza u podwładnych lęk, że stanie się coś złego lub że stracą coś dobrego, jeżeli nie podporządkują się poleceniom. Zgadzają się więc współpracować z obawy przed ewentualnymi negatywnymi konsekwencjami. Efektem takiego stylu zarządzania jest to, że członkowie zespołu deklarują posłuszeństwo słowami, działają jednak, idąc po najmniejszej linii oporu. Ich zaangażowanie jest powierzchowne i ich energia może łatwo znaleźć ujście w sabotażu i niszczeniu, gdy nikt nie patrzy lub gdy nie ma już zagrożenia.

Znany jest przykład pracownika linii lotniczej, który czując, że się nim manipulowało, dzień przed złożeniem rezygnacji z pracy, umiejętnie wymazał wszystkie rozkłady lotów z systemu firmy. Koszty tej wymuszonej współpracy były dla tej firmy ogromne.

Drugim powodem podążania ludzi za liderem są spodziewane korzyści. Mamy tu do czynienia z siłą użyteczności.

Więzi przy takim stylu zarządzania opierają się na korzystnej wymianie dóbr i usług. Podwładni mają coś, czego potrzebuje lider (czas, pieniądze, energię, umiejętności, zainteresowania, talent, wsparcie itp.) natomiast lider posiada coś, czego potrzebują podwładni (informacje, pieniądze przyjęcie do grona, koleżeństwo, bezpieczeństwo, możliwości). Podwładni pracują dla lidera z przekonaniem, że lider będzie mógł i chciał coś zrobić dla nich, jeżeli oni dotrzymają swojej części umowy, robiąc coś dla niego. Tak dział siła użyteczności.

Trzeci rodzaj motywacji ludzi podążających za liderem różni się od poprzednich. Opiera się na sile będącej wiarą w samego  lidera i w to, co on stara się osiągnąć. Siłą są tu zaufanie i szacunek. Nie jest to ślepa wiara w lidera i bezmyślne posłuszeństwo.

Trzeci rodzaj siły lidera to siła koncentracji na zasadach.

Prawie każdy z nas doświadczył tego rodzaju siły na pewnym etapie swojego życia w relacjach z przełożonym, nauczycielem, członkiem rodziny lub przyjacielem. Mógł to być ktoś, kto ukazał nam możliwość osiągnięcia sukcesu, dodał nam odwagi, gdy wszystko układało się źle, lub po prostu wierzył w nas, gdy potrzebowaliśmy wsparcia. Pokładał w nas wiarę, a my odwzajemniliśmy ją szacunkiem, zaangażowaniem, lojalnością i chęcią pójścia za nim, prawie bezwarunkowo i bez ograniczeń. Siła ta powstaje, gdy wartości lidera i współpracowników opierają się na tych samych wartościach.

Sile koncentracji na zasadach towarzyszy kontrola. Nie jest to jednak kontrola zewnętrzna, lecz samokontrola. Gdy lider jest postrzegany jako godny szacunku, ludzie mu ufają, są przez niego inspirowani, głęboko wierzą w cele przedstawione przez lidera i chcą być przez niego kierowani.

Czego potrzebuje lider, aby tworzyć relacje i budować zespoły oparte na sile koncentracji?

Wizji celu, silnego charakteru i osobowości opartej na szacunku.

Podsumowując: liderzy wykorzystują trzy rodzaje siły.

Siłę przymusu, siłę użyteczności i siłę koncentracji na zasadach. Z tego, jaką siłę stosują, wynika ich styl przywództwa i postawa ich podwładnych.

Chcesz poznać styl przywództwa lidera? Zbadaj motywację i wartości ludzi, którymi ten lider kieruje.

Na podstawie książki Stephena R. Covey’a „Zasady skutecznego przywództwa”


Szkolenia dla menedżerów: WRZESIEŃ 2018

Asertywny menedżer

wyznaczanie zadań

 

trudne rozmowy

 

umiesz oddychać

Oddech towarzyszy nam od urodzenia. Oddychamy od pierwszej chwili przyjścia na świat i rzadko potem myślimy o znaczeniu oddechu. Oddychanie jest naturalne. Nie myślimy o nim.

Jednak mając świadomość swojego oddechu, możemy uczynić go czymś jeszcze większym, niż automatyczne dostarczanie tlenu do komórek.

 

Nauczę Cię dziś, jak oddychać, aby Twój świadomy oddech służył Tobie, dając zdrowie i spokój.

Jeśli nauczysz się oddychać, oddychanie będzie dla Ciebie lekarstwem na stresem, ból, zmęczenie, strach, brak energii lub jej nadmiar.

Oddychanie zamiast tabletki, proszku i zastrzyku? Tak, to możliwe. 😊

O świadomym oddychaniu i jego uzdrowicielskim działaniu przeczytałam w książce Anthonego Robbinsa „Nasza moc bez granic”. To z niej dowiedziałam się po raz pierwszy, że gdy umiesz oddychać, możesz z oddychania zrobić wspaniałe, służące Ci narzędzie. Przećwiczyłam następnie świadome oddychanie na sobie, a następnie, w trakcie szkoleń i treningów indywidualnych, nauczyłam świadomego oddychania dziesiątki, a może już nawet setki ludzi.

Oddychali menedżerowie, ojcowie, matki, osoby zestresowane swoją pracą, ludzie przed wystąpieniami, egzaminami, ważnymi rozmowami. Oddychali, a oddychanie zastępowało im tabletkę na bezsenność, tabletkę przeciwbólową lub tabletkę uspokajającą.

Poniżej znajdziesz sposób, jak nauczyć się świadomego oddychania. Zapraszam na lekcję oddychania. 😉

  1. Zacznij teraz oddychać.
  2. Czytając instrukcję, skieruj równocześnie uwagę na swój oddech.
  3. Zrób 3-4 świadome, łagodne oddechy
  4. Wdech nosem wydech ustami
  5. A teraz zacznij oddychać, wydłużając wydech tak, żeby trwał on ok. 4-5 sekund
  6. Kontynuuj i pamiętaj: wydech ustami!
  7. A teraz zacznij oddychać w taki sposób: 2 sekundy wdech nosem– 4 sekundy zatrzymanie powietrza -8 sekund wydech ustami

 

Aby zapamiętać rytm, powtórz teraz 10 takich świadomych oddechów z zatrzymaniem,

w rytmie : 2-4-8 sekund.

Zaobserwuj reakcję swojego ciała. Szukaj rytmu, który Cię uspokoi.

Oddychając, zobacz oczami wyobraźni, jak w przyszłości przywołujesz taki sposób oddychania w sytuacjach, gdy chcesz pozbyć się zdenerwowania, stresu, bólu, a pragniesz odzyskać równowagę, spokój, energię.

Jeśli czujesz już, że umiesz oddychać w rytmie 2-4-8, sprawdź jeszcze, jak możesz oddychać w ten sposób, robiąc to dyskretnie i niezauważenie. Przyda Ci się to w sytuacjach ważnych spotkań, wystąpień czy prowadzenia wymagających dla Ciebie rozmów.

Spodobało Ci się takie oddychanie?

Jeśli tak, zaplanuj ciąg dalszy: pomyśl teraz o najbliższej sytuacji, w której pooddychasz w rytmie 2-4-8 (być może w trakcie najbliższej rozmowy, słuchając kogoś, a może wracając z pracy lub leżąc na plaży).

Dobrego oddychania. 😊



Szkolenie”Zarządzanie stresem i emocjami”

Poznaj więcej ćwiczeń zarządzania sobą, stresem i emocjami.

Szkolenie zarządzanie stresem

Najbliższy termin: 22.08.2018