NATŁOK MYŚLI, czyli co?

Być może znasz taki stan i wiesz, jak to jest, gdy wielość myśli w głowie przewyższa ilość miejsca na nie. To właśnie jest natłok myśli. Dodatkowo, myśli, które mamy w głowie, wciąż są w ruchu, przewijają się, zmieniają, pojawiają się i ustępują miejsca innym, nowym. Rodzą poczucie przytłoczenia, chaosu, zaczynają być większe niż my sami, przerastają nas i nasze możliwości panowania nad nimi.

🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

Gonitwa myśli może dotyczyć zdarzeń z przeszłości, teraźniejszości, przyszłości, relacji z innymi ludźmi, myślenia o nas samych.

„Czy to, co wczoraj odpowiedziałem szefowi było właściwe?”

„Kurczę, ciekawe, dlaczego koleżanka spojrzała na mnie w ten sposób?”

„Co pomyślał o mnie Klient, gdy rozmawialiśmy o ofercie dla niego?”

„Jaką decyzję podjąć w kwestii wyboru szkoły dla syna?”

„Co będzie dalej z moją pracą?”

„Czy w wakacje będzie już można bezpiecznie podróżować?”

„Na kogo wyrosną moje dzieci?”

„Trzeba zawieźć kota do weterynarza…”

I tak bez końca…

Samo myślenie, rzecz jasna, nie jest złe. Jednakże zbyt dużo myśli, natłok, myśli, które roztrząsają przeszłość, obniżają nastrój, straszą, powoduje przeciążenie i generuje bardzo duży stres. W rezultacie z czasem zaczynamy być bardziej zatopieni wewnątrz siebie, a mniej obecni na zewnątrz. Dalej, życie pod presją myślenia może przekładać się na silne napięcie w ciele, na przykład: spięty kark, bóle głowy, problemy żołądkowe, problemy ze snem, a także trudności w relacjach.

Dlatego też warto umieć odróżnić standardowe, normalne myślenie od natłoku. Jeśli to, czego doświadczamy, to dla nas za dużo i chcielibyśmy chociaż na chwilę „przestać myśleć”, warto przyjrzeć się sytuacji i sprawdzić, w jaki sposób możemy sobie pomóc.

Jak możesz zapanować nad myślami i odzyskać panowanie nad własnym umysłem?

Po pierwsze i najważniejsze, uświadom sobie, że Twoje myśli to nie Ty. Możesz do siebie powiedzieć: Ja i moje myśli to dwie różne rzeczy.

Następnie, podejmij działania, by aktywnie wpłynąć na swój stan.

Krok 1: PISZ.

Usiądź, weź długopis, papier i przez 15 minut pisz wszystko, co masz w głowie. Dosłownie WSZYSTKO.

Pozwól sobie przelać na papier każdą myśl, każde słowo, każde zdanie, które przed chwilą wypełniało Twoją głowę. W chwili, gdy się zatrzymasz, zadawaj sobie wytrwale i wielokrotnie pytanie: co jeszcze, co jeszcze i co jeszcze…

Krok 2: ODDYCHAJ

Tylko tyle. I aż tyle.

Nastaw minutnik na 10 minut, usiądź i oddychaj. Świadomie. Co to znaczy? Kieruj swoją uwagę na proces wdechu i wydechu. Oddychaj powoli. Gdy uwaga Ci się rozproszy i pobiegnie znów do kolejnych myśli (a zdarzy Ci się to wielokrotnie), kieruj ją z powrotem na oddychanie. Pamiętaj: to TRENING. Za każdym razem daj rób to przez 10 minut.

Te dwie proste czynności wymagają pewnej uwagi i wysiłku, jednakże, regularnie powtórzone dwa razy dziennie przez tydzień dadzą Ci obraz swojej mocy i skuteczności.

Pozwolą czyścić głowę, łapać dystans do myśli, obniżać napięcie. Być może, za kolejnym razem pisząc lub po prostu oddychając, zauważysz, jak myśli opuszczają Twoją głowę i płyną nad nią, jak białe obłoki na błękitnym niebie. To moja metafora, którą bardzo lubię i która daje mi poczucie spokoju.

Jeśli po wypróbowaniu techniki pisania i oddychania nadal będziesz odczuwać niepokój i natłok myśli, szukaj innych sposobów pomocy. Nie odpuszczaj.

Krok 3: Pamiętaj – TWOJE MYŚLI TO NIE TY. Człowiek jest zawsze większy i silniejszy niż jego myśli. Jego myśli są zawsze mniejsze i słabsze, niż on sam.

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
    mity o asertywności

    Asertywność to przede wszystkim umiejętność odmawiania

    Asertywność często kojarzona jest tylko z umiejętnością odmawiania. Potocznie mówimy, że ktoś, kto umie odmawiać, jest asertywny.

    🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

    Jednak jest to duże uproszczenie. Odmawiać można na wiele sposobów, także w sposób uległy i agresywny. Asertywność natomiast to dużo więcej niż tylko odmawianie. To także stawianie granic, sygnalizowanie swoich potrzeb, wyrażanie tego, co czujemy, co nam się podoba i nie podoba. Świadomość swoich praw.

    Asertywność to także troska o dobre relacje z otoczeniem. Tak więc, będąc asertywnymi, możemy się także zgadzać na różne rzeczy, dbać o relacje, robić coś dla innych. I być w tym asertywnymi.

    Ludzie nie lubią osób asertywnych

    Tematowi asertywności często towarzyszy obawa związana z tym, że ludzie nie lubią osób asertywnych. Jest to ważne zagadnienie, bo znów łączy się z relacjami i strachem, że gdy zacznę asertywnie dbać o siebie, przestaną mnie lubić – czyli – stracę pewne relacje.

    Oczarowując ten mit potwierdzam, że faktycznie może tak być. Może się zdarzyć, że w naszych relacjach, które dotychczas opierały się na uległości, coś się zmieni. Jeśli wcześniej zgadzaliśmy się na wszystko, niezależnie od swoich prawdziwych potrzeb, a teraz powiemy NIE, znajomość może się skończyć lub co najmniej zmienić. Warto to brać pod uwagę.

    Z drugiej strony, warto też rozdzielić te dwie przestrzenie: asertywność i lubienie.

    I uświadomić sobie cos, co jest bardzo ważne w kontekście asertywności, że asertywność nie jest po to, żeby nas lubili, tylko szanowali.

    Podsumowując: ludzie asertywni mogą być zarówno lubiani, jak i nielubiani. W prawdziwych, opartych na szacunku relacjach, jest zawsze przestrzeń na zrozumienie obu stron, prawo do odmowy i wzajemna troska. Takie relacje zostaną, nawet jeśli będziemy asertywni.

    Asertywność to egoizm

    Bardzo często na moich szkoleniach, gdy tylko pojawia się temat asertywności i dbania o siebie, swoje potrzeby, wiem, że prędzej czy później pojawi się słowo EGOIZM.

    Boimy się o nasz wizerunek i nasze relacje, myśląc, że osoby asertywne postrzegane są jako egoistyczne. To nie jest prawda o asertywności.

    Warto pamiętać, że dbanie o siebie, własne potrzeby, własne uczucia i własne granice NIE WYKLUCZA dbania o innych.

    I odwrotnie: że troska o innych ludzi nie może nas zwalniać z troski o samych siebie. Asertywność nie jest więc egoizmem, jest raczej zdrową równowagą i poszukiwaniem takiego sposobu życia ze sobą i z innymi, by dążyć do zdrowej równowagi.

    Mam nadzieję, że wyjaśnienie tych nieoczywistych kwestii pozwoli ci zrozumieć istotę asertywności i przyczyni się do twoich lepszych relacji ze sobą i ze światem. Powodzenia!

    NEWSLETTER

    Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
      asertywny rodzic

      W rozmowach z partnerem, przyjaciółmi, współpracownikami, szukamy argumentów do prowadzenia dojrzałych, merytorycznych dyskusji. A jak to jest w rozmowach z dziećmi? Nie zawsze starcza nam cierpliwości.

      Każdy z rodziców przyzna, że miewa w relacjach z dziećmi sytuacje, gdy jest przekonany, że my, dorośli, wiemy, co dla naszych dzieci najlepsze.

      W rezultacie, w spornych rozmowach, forsuje własne zdanie i ucina szybko „zbędne” dyskusje lub, gdy w rozmowie z dziećmi czuje się bezsilny, dla świętego spokoju daje za wygraną, odpuszcza i zgadza się na wszystko.

      Tak więc, podsumowując, w roli rodzica przerzucamy się często pomiędzy agresją i uległością, a towarzyszące nam uczucia to na zmianę złość i bezsilność.

      Jak więc pozostawać w dobrej relacji, mieć uważność na siebie, swoje potrzeby, szanując równocześnie potrzeby dziecka?

      Jak zachowa się asertywny rodzic?

      Odnieśmy się od koncepcji Marshall’a B. Rosenberga, twórcy nurtu Porozumienia Bez Przemocy (NVC). Postawił on słuszną tezę, że my, ludzie (bez względu na wiek), nigdy nie działamy przeciwko innym, lecz w imię zaspokojenia swoich własnych POTRZEB. Rosenberg wyjaśnia, że za każdym zachowaniem stoi jakaś istotna dla danej osoby potrzeba. Umiejętność słuchania i „przetłumaczenia” zachowań danej osoby na język potrzeb to szansa na odkrycie zupełnie nowej płaszczyzny porozumienia. Nie tylko z własnymi z dziećmi.

      O co chodzi w praktyce?

      Weźmy za przykład sytuację, w której znalazł się zapewne każdy rodzic. Jest środek tygodnia, popołudnie. Twoje dziecko skończyło już zajęcia w szkole. Przed nim jeszcze zadania domowe, może lektura do czytania, bądź też przygotowanie do klasówki. Zwyczajna szkolna codzienność. Twoje dziecko przychodzi do Ciebie i pada znamienne pytanie: „Mamo, czy mogę pograć godzinkę?” Ty wiesz, że priorytetem są zadania domowe. Wiesz też, że nigdy nie kończy się na godzinie. Zaczyna się więc między Wami słowna przepychanka. Odmawiasz, dziecko ponownie prosi: „ale tylko godzinkę”, „jeszcze zdążę z lekcjami”. Ty z rosnącą irytacją negocjujesz: „może później”, „może jutro”. Dziecko wykłada na stół najsilniejsze argumenty: „ale wszyscy umówili się teraz. Piotrek będzie grał, Kacper też, a mnie nie będzie!” Ty, przytłoczony dyskusją, albo ustępujesz, czując wyrzuty sumienia. Albo, mając dość słownych utarczek, podnosisz głos i używasz przewagi bycia rodzicem i mówisz: „Nie obchodzi mnie Piotrek, czy Kacper! Bierz się za lekcje w tej chwili!”. Na tym najczęściej się nie kończy – zaczynają się łzy, awantura. Dziecko naburmuszone odrabia lekcje w żółwim tempie, a Ty masz wszystkiego dość.

      Kto wygrał a kto przegrał?

      Pozostajecie po dwóch stronach barykady. Dziecko ma poczucie krzywdy i niezrozumienia, ty podobnie, tak naprawdę więc każda ze stron przegrała.

      Przyjrzyjmy się teraz tej sytuacji z perspektywy komunikacji opartej na porozumieniu bez przemocy. Zacznijmy od przeanalizowania potrzeb każdej ze stron.

      Jakie były potrzeby Rodzica w sytuacji nakazu odrobienia lekcji?

      Opieka, dobre oceny, przygotowanie do lekcji. Może też forma odpoczynku inna niż komputer. Zatem można powiedzieć w skrócie: odpowiedzialność, bezpieczeństwo, sumienność.

      Jakie potrzeby miało Dziecko, gdy chciało pograć, zanim zacznie odrabiać lekcje?

      Samostanowienie, decydowanie o sobie, radość, zabawa, przyjemność.

      Gdy nasze dziecko się buntuje, złości, jest „nieposłuszne”, mamy pokusę myślenia, że robi to celowo, przeciwko nam, chce nam zrobić na złość. Odbieramy to zachowanie personalnie i jako skierowane przeciwko nam. Tymczasem porozumienie bez przemocy uczy nas, że cokolwiek robi drugi człowiek, robi to po to, by zaspokoić swoje potrzeby. W takiej sytuacji warto więc uświadomić sobie, że bunt jest wyrazem braku zaspokojenia potrzeb. Nie działaniem przeciwko rodzicowi.

      Co oznacza to dla nas, jako rodziców?

      Jak podejdzie do tego asertywny rodzic?

      Podejmując decyzje i dokonując wyborów, warto szukać takich płaszczyzn porozumienia, które pozwolą nam realizować nasze potrzeby z równoprawnym uwzględnieniem potrzeb drugiej strony, w tej sytuacji naszego dziecka.

      Pamiętajmy! Dziecko ma swoje potrzeby i uczucia i podobnie jak my, chce by były one zaspakajane i brane pod uwagę.

      Pamiętaj też, że rozwiązania siłowe zawsze budzą opór. Jeśli chcesz osiągnąć jakiś cel – chcesz by dziecko robiło czegoś mniej lub więcej, szukaj takiej drogi komunikacji, takich sposobów porozumienia, które doprowadzą do tego celu, z uwzględnieniem każdej ze stron. Nie musisz odpuszczać tego, co dla ciebie ważne. Szukaj tylko skutecznych dróg, które do tego celu doprowadzą. Bądź uważny, czy to, co robisz, działa.

      Zwracaj też uwagę, jakie koszty niesie ze sobą Twój sposób osiągania celu. Można bowiem „zafiksować się” tak mocno na celu np. na odrobionych lekcjach, że razi to nieodwracalnie w nasze relacje z dzieckiem i obopólny szacunek.

      Punktem wyjścia jest więc także uznanie wolnej woli drugiego człowieka, także gdy jest nim dziecko. Gdy to zrobimy, łatwiej jest nam przyznać mu prawo do decydowania, do posiadania własnej racji, do własnego punktu widzenia. Prawo do bycia autonomicznym. Od uświadomienia sobie tego faktu zaczyna się szansa na dobrą relację, dialog, szukanie rozwiązań i porozumienie.

      Dlaczego warto o to wszystko zadbać?

      Dlaczego warto być mądrze asertywnym?

      Wróćmy do naszego przykładu.

      Jak zatem to popołudnie po szkolnych zajęciach mogłoby wyglądać, gdyby rodzic podszedł do sytuacji od strony nazwania potrzeb własnych i dziecka? Być może w chwili, gdy dziecko poprosi o możliwość gry na komputerze, zanim odrobi lekcje, zamiast od razu się poddawać lub wpadać w złość – zareagowałby w taki sposób: „Kochanie, słyszę, że chcesz teraz spotkać się na wspólną grę z kolegami i miło spędzić czas. Z drugiej strony dla mnie ważne jest odpowiedzialne podejście do obowiązków szkolnych i systematyczność. Wieczorem będziesz mieć już za mało energii, by skupić się na zadaniach. Co w związku z tym ty proponujesz, by osiągnąć satysfakcję dla każdego z nas?”

      Pewnie w pierwszym odruchu mówicie sobie „u mnie to nie zadziała„. Spokojnie, porozumienie bez przemocy to umiejętność, zatem warto się go nauczyć i ćwiczyć. Być może Wasza domowa komunikacja będzie wymagała prób i powtórek. Jak z każdą nową umiejętnością, to naturalne.

      Zapewniam Cię – dzieci, które traktujemy poważnie, które widzą, że rodzic dostrzega i szanuje ich uczucia, dużo chętniej współpracują. Pytane o to, czego chcą, chętnie udzielają odpowiedzi i wskazówek na temat własnych potrzeb. A jeśli systematycznie stosujemy te zasady w kontaktach rodzinnych, najmłodsi szybko je przyswajają. Język porozumienia stosują następnie w komunikacji z rodzicami i rówieśnikami.

      Asertywny rodzic to asertywne dziecko

      Tak więc pamiętaj, że dajesz przykład! I miej świadomość, że wychowanie to nie tylko to, co przekazujesz swojemu dziecku słowami. Dzieci to najlepsi obserwatorzy, obserwują zachowania rodziców i z tego się uczą. Asertywny rodzic zamiast wygłaszać wykłady o odpowiedzialności, o zdrowym spędzaniu wolnego czasu, czy nawet o tym jak żyć, postępuje we właściwy sposób, a dzieci się tego uczą poprzez obserwację.

      Podczas kolejnej domowej sprzeczki spróbuj zastosować się do zasad porozumienia bez przemocy. Nazwij (wystarczy w myślach) swoje potrzeby, nazwij potrzeby swojego dziecka. Sprawdź, co dobrze działa i stosuj najlepsze rozwiązania. A dodatkowo, świeć dobrym przykładem 😉

      NEWSLETTER

      BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

      Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

        • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
        asertywność kobiet

        Kobiecość w obecnych czasach”, to temat, który regularnie wywołuje w naszym kraju gorące debaty społeczne i protesty. Dlaczego? Bo w temacie roli kobiet w życiu społecznym i rodzinnym zderzają się dwie rzeczywistości: międzypokoleniowe stereotypy, patriarchalne „prawdy” i „mądrości” ze współczesnym, świadomym głosem samych kobiet.

        Temat ten łączy się w szczególny sposób z tematem asertywności. Dlatego też zdecydowałam się poruszyć kilka asertywnych kwestii: wyrażania swoich emocji (nie złość się), reagowania, gdy ktoś czegoś od nas oczekuje (no uśmiechnij się!), narusza nasze granice (jesteś brzydka taka skwaszona! Kiedy będziesz miała dzieci?) w odniesieniu właśnie do asertywności.

        Zacznijmy od samej definicji. Czym jest asertywność?

        Asertywność jest, wbrew obiegowym opiniom, takim rodzajem relacji ze światem, w którym dbamy o siebie i swoje granice na równi z dbaniem o innych. W asertywność wpisuje się szacunek, jaki okazujemy sobie i innym. W asertywność wpisuje się także akceptacja dla odmienności, odmiennych poglądów, odmiennego zdania.

        Warto też nadmienić, że (chociaż często się z tym spotykam) asertywność nie jest tylko odmawianiem i umiejętnością mówienia NIE. Umiejętność odmawiania owszem, wpisuje się w asertywność, jest jednak tylko jej częścią.

        Na szkoleniach i w pracy indywidualnej z moimi klientami słyszę też często od kobiet, że asertywność kojarzona jest z egoizmem i dbaniem tylko o siebie. Otóż nie, jak wspomniałam wcześniej, w asertywność wpisana jest duża uważność i wrażliwość na innych. Ale- w połączeniu z uczciwym dbaniem także o siebie.

        Wychowanie a asertywność kobiet

        Znacie to sformułowanie, kierowane do dziewczynek i kobiet: „Uśmiechnij się, złość piękności szkodzi„? Dziewczynki w naszym kraju są bardziej wychowywane na uległość. Na bycie grzecznymi, ustępującymi innym. Nie okazującymi emocji, uśmiechającymi się, i to niezależnie od tego, że w środku aż kipią z emocji.

        Na nasze umiejętności asertywnej komunikacji (i na ich brak) wpływa też szkoła, która w tradycyjnym modelu kształcenia i wychowania promuje raczej uległość i posłuszeństwo wobec tych, którzy mają władzę i przewagę.

        Jak to potem wpływa na dorosłe życie?

        Edukacja w duchu wspomnianej tu szkoły tradycyjnej ma wpływ na życie i funkcjonowanie dzieci, gdy dorosną. Osoby tak ukształtowane niosą w sobie potrzebę uległości, posłuszeństwa, dostosowania do innych. W tym podejściu ten, kto jest silniejszy, wygrywa, decyduje, rządzi. Nie ma tu równości i szacunku, jest trudność w odmawianiu, dbaniu o siebie, wyrażaniu własnego zdania.

        Wychowywanie dziewczynek (w domu i w szkole) na grzeczne, ułożone, uśmiechnięte i zawsze ustępujące ma wpływ na to, jak funkcjonują potem w dorosłym życiu. Kobiety takie nie wiedzą, że mają prawo chcieć, mają prawo się nie zgodzić, mają prawo odmówić i zadbać o siebie. Kobiety takie mogą latami żyć w przekonaniu, że to one odpowiadają za obowiązki domowe, gotowanie, wychowanie dzieci. Może być tak, że nie potrafią tego zakwestionować, poddać w wątpliwość, oddać odpowiedzialności np. swojemu partnerowi, mężowi, nastoletnim dzieciom.

        Asertywność to także akceptacja odrębności

        Z drugiej strony, nowoczesne szkoły, a takie znam, nastawione są na dialog, debatę, zaciekawienie innym punktem widzenia, wartością tego, że ludzie są różni. W takim wychowaniu jest zgoda na odmowę, na inne zdanie, na negocjowanie, szukanie rozwiązań, by godzić potrzeby różnych stron.

        Czasem możemy słyszeć głosy, że model edukacji opartej na asertywności, pozwalający dzieciom pytać, kwestionować, odmawiać jest niebezpieczny. Niesie za sobą ryzyko wykształcenia dzieci, które nie mają granic, zahamowań, są roszczeniowe itd. Aby uspokoić takie głosy warto rozumieć, że brak granic i wymagań wobec dzieci to jedno. To faktycznie może rodzić zagubienie u dziecka i nieumiejętność funkcjonowania z innymi. Czymś innym jednak jest rozumienie, że każdy człowiek jest odrębną jednostką i ma swoje granice, które należy szanować.

        Szkodzi czy nie szkodzi?

        No więc- czy złość piękności szkodzi czy też nie szkodzi?

        Uspokoję nas wszystkich- złość piękności nie szkodzi. Nie ma związku. Co więcej- nie musisz być piękna, możesz być jaka chcesz. I jeszcze inaczej odwracając: nawet gdyby złość szkodziła „piękności”, to co z tego? Nic.

        Ryby głosu nie mają, ale dzieci już mogą mieć. I jeśli jesteś dorosłą kobietą, wychowaną w duchu tego powiedzenia, to także pamiętaj, że możesz zabierać głos w różnych sytuacjach. Chcieć, prosić, nie zgadzać się, mieć inne zdanie.

        I na koniec wiedz, że…

        Temat asertywności jest tematem wymagającym, trudnym. Wiąże się z naszym wychowaniem, co nam mówili o nas i o świecie ważni dla nas dorośli. Asertywność jest o relacjach z innymi, ze sobą. Asertywność niesie też dylematy, budzi strach i obawy o to, co będzie, gdy przestaniemy być mili i powiemy, że coś się nam nie podoba.

        Ale: Pamiętaj w tym wszystkim o sobie. Nie daj sobie wmówić dziwnych prawd i powiedzeń bez autora. Kwestionuj to, co słyszysz od innych. Nie bierz do siebie opinii ludzi, których nie pytasz o zdanie. Pytaj często siebie, co jest Twoją prawdą. Pamiętaj, że możesz się złościć i głośno cieszyć, być ładna lub brzydka lub jaka chcesz, mieć swoje własne zdanie na różne tematy. Liczysz się. Masz prawo.

        Ucz się asertywności cały czas – także tu, na naszym blogu, gdzie regularnie piszemy na ten temat, odpowiadamy na pytania, poruszamy najważniejsze zagadnienia.

        NEWSLETTER

        Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

          • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

          Czas wokół 1 listopada jest zawsze w jakiś sposób czasem refleksji, nostalgii, zatrzymania się nad przemijaniem. I niezależnie od tego, jak bardzo nie chcemy lub boimy się o tym myśleć, całe życie człowieka jest o rozstaniach, żegnaniu tego, co przemija, o zmianie.

          Można tematy przemijania spychać gdzieś do nieświadomości, strać się o tym nie myśleć i w taki właśnie sposób radzić sobie ze strachem przed utratą tego, co cenne, wartościowe, co kochamy. Równocześnie jednak warto wiedzieć, że to, co zepchane do czeluści „niemyślenia”, może wbrew pozorom przerażać jeszcze bardziej.

          🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

          Dlatego też, pomimo strachu, warto sobie oswajać fakt przemijania i rozstań, idąc drogą refleksji i akceptacji tego, że tak jest.

          Znasz historię o królu Salomonie, który od swoich mędrców dostał uniwersalną wskazówkę, jak dążyć w życiu do równowagi i szczęścia? Wygrawerowali mu na pierścieniu zdanie, że niezależnie, co nas w życiu spotyka, czy jest to dobre czy złe… „to zawsze przeminie”, odejdzie i będzie przeszłością.

          Zatem, gdy coś tracimy, przeżywamy smutek, cierpimy, myśląc o tym, czego już nie ma. Serce boli. Równocześnie, czerpiąc z mądrości akceptacji, możemy pomyśleć także, jakie to wspaniałe, że było nam dane przeżyć to, co przeżyliśmy, spotkać tego, kogo spotkaliśmy, doświadczyć wartości tego, czego doświadczyliśmy.

          Świadomość przemijania daje nam także możliwość innego podejścia do pozytywnych doświadczeń. Możemy je bardziej doceniać, cieszyć się nimi, gdy są, a także mieć pewną dozę wyważeni w ich doświadczaniu. Połączenie tych dwóch podejść niesie piękną wartość – dojrzałość i równowagę emocjonalną. Czego nam wszystkim życzę.

          NEWSLETTER

          Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

            • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
            lepiej skłamać

            Jedna z moich znajomych, Agnieszka, umówiła się ostatnio na randkę z nowo poznanym chłopakiem. Spotkali się w piątek, było „całkiem, całkiem”, jak to określiła, a następnego dnia, już w sobotę, chłopak odezwał się znowu, z kolejną propozycją wyjścia w niedzielę do kina.

            Wiesz, spoko – opowiadała mi Agnieszka – dobrze nam się rozmawiało wtedy, w piątek, miło było, ale kolejne spotkanie od razu za dwa dni? Dla mnie za szybko. Trochę mi się nie chciało, trochę byłam zmęczona, więc napisałam mu, że jestem chora.

            🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

            A byłaś chora? – zapytałam i zdziwiona, i zaciekawiona.

            No nie, jasne, że nie byłam…. ale musiałam mu coś powiedzieć, żeby się nie umawiać… – odparła.

            To dlaczego nie powiedziałaś mu po prostu, że nie chcesz spotykać się w niedzielę? – zapytałam ze śmiechem.

            No wiesz, żeby mu nie było przykro… – powiedziała, zamyślając się na chwilę.

            „Niewinne” kłamstwa

            Randka sama w sobie oczywiście była dla nas ciekawym wątkiem do posłuchania i porozmawiania, jednak wątek tego, że Agnieszka zdecydowała się na „niewinne” kłamstwo po to, żeby nowemu znajomemu „nie było przykro”, był równie zaciekawiający. Czy odmówienie komuś z podaniem wymyślonej przyczyny jest łatwiejsze niż bez przyczyny?

            Czy odmowa ze zmyśloną wymówką o chorobie mniej zrani (lub nie zrani wcale)? Czy odmowa tak po prostu, bez wstawiania zmyślonej przyczyny, zrani?… Czy są sytuacje, które uzasadniają kłamstwo? Szczególnie, gdy mówimy je „dla dobra” drugiej osoby? Czy kłamstwa mają rozmiar – są małe i duże – i jak to się mierzy?

            Rozmowa z Agnieszką stała się dla mnie inspirującym wyjściem do szerszych rozmyślań na temat tego, o co w tym wszystkim chodzi. Czym jest w takich mini-sytuacjach asertywność? Gdzie przebiega granica manipulacji i kłamstwa? Czy da się mieć relacje oparte o odmawianie i bycie zawsze w prawdzie?…

            Trudna sztuka odmawiania

            Myślę, że sprawa jest ważna, bo powszechna. Że regularnie doświadczamy podobnych, niewygodnych sytuacji – z partnerem, dzieckiem, rodzicem, sąsiadem, współpracownikiem, kiedy chcemy odmówić, ale zamiast informacji wprost, uciekamy się do małych kłamstw, mając w głowie, że musimy podać wyjaśnienie, dlaczego odmawiamy i że wtedy jest to bardziej znośne (tak naprawdę dla nas, a nie dla tej drugiej osoby).

            W tamtej rozmowie, z koleżanką, zapytałam ją jeszcze:

            A co by się stało, gdybyś jednak pominęła wątek choroby i powiedziała normalnie: „wiesz, co? dziękuję za propozycję, ale dziś nie chcę się spotykać”?

            Czy znajomy by się obraził? Nie wiadomo, dopóki nie sprawdzimy…

            Jeżeli masz podobnie, wymyślasz wymówki w mocnym przekonaniu, że:

            👉 przyjaciel, któremu odmówisz, obrazi się na Ciebie,

            👉 szef, któremu powiesz „nie”, z miejsca Cię zwolni,

            👉 klient zerwie współpracę,

            👉partner poczuje się odrzucony…

            pomyśl, czy aby z góry, na zapas nie zakładasz że wiesz, jaka będzie reakcja drugiej strony.

            Lepiej skłamać? Najpierw sprawdź!

            I pomyśl dobrze, czy kiedykolwiek sprawdziłeś w realu, jak ta inna osoba zareaguje. Gdy pracuję z klientami nad ich asertywnością i uczą się oni na nowo po prostu odmawiać, są zaskoczeni. Że reakcje innych są „aha, OK”, że relacje dalej trwają, a pozbycie się przymusu zmyślania wymówek daje ulgę, satysfakcję, dużo spokoju i ułożenia się ze sobą. Więc warto. 🙂

            Zatem, niezależnie czy moja znajoma znajdzie kogoś, kto skradnie jej serce, mam nadzieję, że nasza rozmowa i ta sytuacja była dla niej pierwszą lekcją na drodze ku budowaniu prawdziwej asertywności 😉 😉

            NEWSLETTER

            Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

              • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

              Mam dziś dla Was dwie historie z życia menedżera

              Historia nr 1

              Kilka lat temu zgodziłam się zastąpić szefową działu handlowego, Kasię, w czasie jej urlopu. Zespół handlowców znałam, bo to ja wcześniej nim zarządzałam. Jednego poranka, podczas nieobecności Kasi, zajrzał do mojego pokoju Radek, pracownik z jej zespołu.

              🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

              Dość zaaferowany i z energią przekazał mi:

              „Słuchaj! Mamy w firmie problem! Drzwi się zepsuły, karty wejściowe nie działają”.

              „Jasne” – odpowiedziałam – „I co zamierzasz z tym zrobić?”

              Podniósł bardzo zdziwiony brwi do góry i odpowiedział:

              „Zrobić??? Przecież już zrobiłem. Zastępujesz Kasię, więc przekazałem sprawę przełożonemu.”

              Kurtyna…

              Historia nr 2

              Innym razem, podczas wspomnianego wyżej zastępstwa, przychodzi inny handlowiec i od drzwi oznajmia:

              „Mam strasznie wymagającego klienta! Koniecznie chce niestandardową ofertę! Zapowiedział, że jeśli nie spełnimy jego oczekiwań, zamówi od konkurencji. Co możemy mu zaproponować?”

              „Super”– odpowiedziałam- „A co ty proponujesz?”

              „Ja??”– odpowiedział równie zdziwiony co wcześniej wspomniany Radek- „Przecież to ty wiesz i możesz zdecydować, co mu zaproponujemy”

              Obie historie, chociaż dotyczą dwóch różnych tematów, mają ze sobą wiele wspólnego. Dlatego też w obu tych historiach moja reakcja była bardzo podobna. Zanim Ci ją jednak zaprezentuję, zastanówmy się z perspektywy menedżerskiej, co mogłam zrobić i jak zareagować odruchowo.

              (Nie)samodzielny zespół

              Przede wszystkim, mogłam zacząć rozwiązywać sprawę sama. Mogłam rzucicć się na zbieranie informacji, wykonać kilka telefonów, przejść po piętrach firmy w poszukiwaniu właściwych ludzi, w drugim przypadku- przygotować specjalną promocję z opcjami.

              Jak wspomniałam wyżej, w obu przypadkach zareagowałam podobnie. W sytuacji z Radkiem, gdy oznajmił mi, że już swoje zrobił, zapytałam”

              „A co jeszcze innego mógłbyś zrobć?”

              W drugiej sytuacji na wprost odesłałam człowieka z informacją:

              Wróć za 10 minut z dwiema swoimi propozycjami oferty dla tego klienta”.

              I w obu przypadkach, co było dla mnie pewnym zaskoczeniem, ludzie doskonale sobie poradzili. Załatwili sprawę, znaleźli rozwiązanie, opracowali strategię wyjścia z sytuacji.

              Samodzielny zespół? To możliwe!

              Gdy jesteś menedżerem, szczególnie początkującym, możesz mieć odruch robienia zadań za ludzi, wyręczania ich, załatwiania za nich. W konsekwencji, krok po kroku, zwalnia to ich z odpowiedzialności i myślenia, ucząc wygodnej bezradności. A Ty, zamiast delegować zadania i rozwijać zespół, zarządzasz ręcznie, ścigając się z czasem pod natłokiem zadań.

              Chcesz uczyć ludzi myślenia w kategoriach rozwiązań?

              Zatem powtarzaj im:

              „Nie przychodź do mnie z problemem. Przychodź z propozycją rozwiązania”.

              Sprawdź zatem ze sobą, jak działasz i jak funkcjonujesz. Jeżeli jesteś bardzo zajęty, to możliwe, że jesteś w pułapce tego, że wiele bierzesz na siebie, nie wykorzystujesz potencjału i możliwości zespołu. To słabe rozwiązanie, gdy menedżer jest najbardziej zapracowany w firmie. Warto nad tym pracować. Powodzenia. 🙂

              NEWSLETTER

              BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

              Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

                Osioł z tygrysem wiedli spór o kolor trawy.

                „Trawa jest niebieska” – utrzymywał osioł.

                „Nie, trwa jest zielona” – upierał się tygrys.

                Każdy trwał przy swoim, emocje rosły, postanowili więc udać się do lwa, by ten, jako król zwierząt, rozstrzygnął ich spór.

                🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

                Osioł wbiegł pospiesznie na polanę, na której lew właśnie cieszył się popołudniową drzemką i wykrzyknął, budząc króla:

                „Wasza Wysokość, czy to prawda, że trawa jest niebieska?”

                Zaskoczony lew, wysłuchawszy obu stron, orzekł spokojnym głosem:

                „Tak, trawa jest niebieska”.

                A osioł w pośpiechu kontynuował:

                „Tygrys się nie zgadza z tym, zaprzecza i mnie denerwuje. Proszę, Wasza Wysokość, żebyś go ukarał!”

                Ku zdziwieniu tygrysa, król wymierzył mu karę 5 lat milczenia i zakazał wygłaszania publicznie jakichkolwiek opinii.

                Uradowany takim obrotem spraw osioł pogalopował przed siebie, porykując szczęśliwie: „Trawa jest niebieska, a tygrys jest głupi!”.

                Tygrys wyrok króla przyjął z pokorą, ale postanowił jeszcze zapytać lwa, czy faktycznie uważa, że trawa jest niebieska.

                Lew uśmiechnął się dobrotliwie pod nosem i powiedział:

                „Ależ skąd. Oczywiście, że trawa jest zielona”.

                Tygrys, zdumiony, zadał mu kolejne pytanie:

                „To dlaczego zatem, królu, wydałeś taki wyrok i ukarałeś mnie?”

                „To oczywiste” – odpowiedział lew.

                „Kara nie ma niczego wspólnego z tym, czy trawa jest niebieska czy zielona. Ukarałem ciebie, gdyż nie przystoi tak dzielnemu i inteligentnemu stworzeniu jak ty kłócić się z osłem, a dodatkowo przychodzić i marnować mój czas!

                Największą stratą czasu jest kłócić się z durnym osłem, któremu nie zależy na prawdzie i rzeczywistości, tylko na wygranej jego przekonań i iluzji.

                Nigdy nie trać czasu na kłótnie, które nie mają sensu.

                Są ludzie, którzy, niezależnie od ilości dowodów, nie mają możliwości, by zrozumieć. Są też tacy, którzy są zaślepieni przez własne ego i to, czego pragną, to mieć rację, nawet gdy jej nie mają”.

                „I na koniec ci powiem zakończył król lew – że z powodu twojej głupoty, bo do głupoty osła pretensji mieć nie można, przerwaliście mi popołudniową drzemkę. To niedopuszczalne”.

                To powiedziawszy, ponownie zamknął oczy i zapadł w sen.

                Wzmacniaj siebie, buduj swoją życiową mądrość, ucz się wierzyć w siebie.

                Warsztat rozwoju osobistego

                NEWSLETTER

                BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

                Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                  pokonać konkurencję

                  „Wykonuj nie tylko swoją pracę, ale też trochę ekstra.

                  Nie wahaj się dać z siebie trochę więcej,

                  bo ta drobna różnica jest warta całej reszty”

                  Powiedział Dean Briggs i tę myśl przekazuję Uczestnikom moich szkoleń z „Efektywnej komunikacji w obsłudze Klienta” i firmom, z którymi spotykam się na dedykowanych warsztatach „Akademia Profesjonalnej Obsługi Klienta”.

                  O tym, jak ważne w relacjach z klientami są to słowa, przekonałam się niedawno osobiście, z perspektywy Klienta, i to aż dwukrotnie.

                  🎧 Wolisz posłuchać? Czyta autorka, Urszula Grabowska – Maleszko.

                  Wybrałam się ostatnio do myjni. Odwiedzam to miejsce regularnie, najczęściej wybierając ten sam, piąty program mycia. Tym razem był ze mną mój syn i to on poszedł, by zakupić usługę. Zostałam w aucie, prowadząc rozmowę telefoniczną i zdziwiłam się bardzo, że pojawił się z powrotem po dosłownie 30 sekundach.

                  Zapomniałeś czegoś?” – zapytałam zaskoczona.

                  Nie” – odpowiedział – „Z daleka rozpoznali twój samochód i gdy wszedłem, wszystko było już gotowe. Wiedzieli kto, wiedzieli jaki program mycia, obsługa przygotowała potrzebny formularz, jeszcze zanim wszedłem…” – powiedział zadowolony.

                  Zaledwie kilka dni później zdarzyła się kolejna, pozytywnie zaskakująca sytuacja. Prowadziłam dwudniowe warsztaty. Podczas przerwy obiadowej, jak zwykle, uczestnicy mojego szkolenia zeszli na dół do restauracji. Ja zostałam na chwilę jeszcze w sali, aby coś przygotować. Posiłki zawsze wybieramy rano, więc z góry wiadomo, co komu jest serwowane, jedzenie zawsze czeka na nas gotowe. Jedyne, co wybieramy na miejscu u kelnera, to napoje do obiadu.

                  Tak więc, ponieważ zatrzymały mnie w sali jeszcze sprawy organizacyjne, w restauracji pojawiłam się chwilę po uczestnikach mojego szkolenia. Gdy weszłam, zobaczyłam, że wszyscy są już na swoich miejscach i jedzą obiad. Kelner w restauracji dostrzegł mnie z głębi sali i już po chwili szedł do stolika z moim daniem. Na tacy kątem oka dostrzegłam także butelkę napoju. Kelner, idąc w stronę naszego stolika, przytrzymał się stolik wcześniej (przy którym nie było gości), odstawił z tacy napój, a następnie podszedł do nas. Postawił talerz z daniem przede mną i zapytał: „A czego się Pani napije?

                  Odpowiedziałam jak zwykle (a w zasadzie jak zawsze): „Pepsi bez cukru poproszę

                  To, co zrobił w tej chwili kelner, bardzo mnie zdumiało i zaskoczyło. Sięgnął po przygotowaną już wcześniej, odstawioną przed chwilą Pepsi, i mi ją zaserwował.

                  Zachwyciłam się, moje osobiste doświadczenie w obsłudze klienta przeżyło efekt „wow” 🙂  Bo kelner wykazał inicjatywę, pomyślał, pamiętał, co lubię, zaryzykował, bo przecież teoretycznie mogłam chcieć inny napój.

                  Firmy i ich stratedzy od marketingu łamią sobie głowę nad tym, jak zwiększyć sprzedaż, jak stać się rozpoznawalnym, jak pokonać konkurencję lub jak się na jej tle wyróżnić. Inwestują środki w reklamę, wizerunek, bycie na czasie z najnowszymi trendami.

                  Warto jednak pamiętać, że z perspektywy Klienta wiele można wygrać, wyróżniając się „tym czymś ekstra”. W ten sposób buduje się efekt „wow”, a przez to satysfakcję klienta i jego lojalność.

                  Kluczem jest tu inicjatywa i kreatywność osób pracujących z klientami, którzy potrafią zapamiętać Klienta, pomyśleć o jego oczekiwaniach, spełnić je i zaskoczyć klienta czymś ekstra.

                  Inicjatywa pracowników pracujących z klientami jest czynnikiem decydującym, jeżeli chodzi o sukces Twojej firmy. Dlatego też na podsumowanie, raz jeszcze przywołajmy słowa Dean’a Briggs’a: „Wykonuj nie tylko swoją pracę, ale też trochę ekstra, bo ta drobna różnica jest warta całej reszty”.

                  NEWSLETTER

                  Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

                    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                    coachingowy styl zarządzania

                    Wiele razy słyszałam od menedżerów, że „coachują” swoich pracowników.

                    Po wniknięciu w temat okazywało się, że często coaching pracownika oznacza posadzenie człowieka i pogadankę szefa o tym, co się szefowi nie podoba w działaniach podwładnego. Dla niektórych menedżerów coaching pracownika to bezpośrednio „opr…” za coś, co pracownik zrobił. Lub czego nie zrobił.

                    I jedno i drugie to zdecydowanie nie jest coaching.

                    🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

                    Czy szef może być coachem dla swoich podwładnych?

                    Dyskusja się toczy i wśród coachów i wśród menedżerów. Ja jestem przekonana, że zdecydowanie nie może. W sensie dosłownie rozumianego coachingu. Nie warto i nie należy mieszać ról i stref wpływu. Szef jest szefem, coach jest coachem.

                    Natomiast to, co jest możliwe i może być wartością w kierowaniu zespołami, to coachingowy styl zarządzania. Jest on nastawiony na dialog i rozwój kompetencji pracowników. Coachingowy styl zarządzania jest dojrzały, opiera się na założeniu, że jesteśmy dorośli, że relacja pracodawca – pracownik jest dobrowolna i działamy w stronę wspólnych celów i sukcesów. 

                    Dojrzały menedżer ma swobodę zadawania odważnych pytań. Pytań, na które nie zna odpowiedzi i pytań, które niosą ze sobą ryzykowne rozwiązania.

                    Co mam na myśli?

                    Gdy po zakończonym projekcie zapytasz podwładnego, odpowiedzialnego za realizację tego zadania: Z czego jesteś najbardziej zadowolony? albo: Co najlepiej Ci poszło? – uruchamiać się może w Tobie obawa, że taka osoba „obrośnie w piórka”. Może będzie chciała podwyżkę, albo „woda sodowa uderzy jej do głowy”.

                    Dojrzały menedżer potrafi rozwijać swoich ludzi. Pozwala im rosnąć, nawet na większych niż on sam. Dojrzały menedżer zamiast krok po kroku podać instrukcję wykonania zadania, ma odwagę, by zapytać: „Jak planujesz poprowadzić ten projekt?”. Bez strachu, co usłyszy i ze spokojem, że będzie wiedział, co z tym dalej zrobić.

                    Potrafi więc usłyszeć pomysły, koncepcje i rozwiązania inne od swoich. Oraz rozmawiać o nich z otwartą głową.

                    Szef, który rozumie, czym jest coachingowy styl zarządzania zadaje pytania, które prowokują ludzi do myślenia, uwalniają ich potencjał, za co za tym idzie – zwalniają czas i zajętość szefa, budują zespół, który może odpowiedzialnie realizować ambitne zadania.

                    W długim okresie czasu buduje więc samodzielny zespół, zyskując autorytet, lojalność i szacunek.

                    Jak wypracować coachingowy styl zarządzania?

                    W pierwszym kroku to kwestia przedefiniowania swojego nastawienia mentalnego,

                    Następnie przygotowania (szkolenia, książki, coaching), by prowadzić rozmowy, zadawać właściwe pytania i świadomie monitorować rozwój i postępy pracowników.

                    NEWSLETTER

                    BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

                    Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.