samotność szefa

Ostatnio w czasie sesji coachingu z właścicielem dużej firmy transportowej usłyszałam, że dzięki naszemu spotkaniu czuje wielką ulgę. Powiedział, że chyba pierwszy raz, od kiedy zarządza ludźmi, mógł z kimś porozmawiać i podzielić się wszystkim, co dotyczy jego pracy i codziennych wyzwań.

Podobnie w trakcie szkoleń dla kadry zarządzającej- często słyszę menedżerów mówiących w podsumowaniu szkolenia: „Wielką wartością warsztatów było dla mnie spotkanie innych szefów, wymiana doświadczeń i uświadomienie sobie, że inni mają na co dzień podobne problemy.”

🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

Jakich dylematów doświadcza każdego dnia szef? Musi decydować, jakie decyzje podjąć, z kim porozmawiać o swoich wątpliwościach, lękach, rozterkach. Jeśli awansował i z dnia na dzień stał się szefem dla swoich dotychczasowych kolegów- co robić ze swoimi dotychczasowymi relacjami.

Są to dylematy każdego niemal szefa i im wyżej jesteś w hierarchii, tym bardziej nieuchronne jest coś, co w literaturze zarządzania określane jest jako „samotność szefa”.

Wyodrębniam trzy rodzaje „samotności szefa”, z którymi mierzy się lub będzie mierzyć osoba sprawująca kierownicze stanowisko.

Pierwsza, to samotność decyzyjna.

samotność szefa

Szczególnie doświadczyć jej można, będąc właścicielem firmy lub będąc wysoko w hierarchii organizacji. Nawet jeśli masz zaufanych ludzi, których możesz zapytać o zdanie, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami, współpracują i są zaangażowani, są takie decyzje (strategiczne, finansowe, personalne), które – mając zgromadzone wszelkie dane – będziesz i tak musiał podjąć sam. W definicję zarządzania wpisane jest podejmowanie decyzji i ponoszenie odpowiedzialności za ich skutki. W pewnym sensie za to ci płacą. Równocześnie możesz się w tym czuć samotny i to jest naturalne. Stojąc w obliczu podjęcia decyzji pamiętaj, że wyborów dokonujesz „do przodu”, a ich trafność analizujesz”do tyłu”. Oznacza to, że zawsze dopiero po czasie będziesz mógł ocenić, czy to, co zdecydowałeś, było dobre. Tak buduje się doświadczenie.

Kolejny rodzaj samotności, to samotność towarzyska.

Zdarzyło ci się kiedyś, że twój zespół umówił się na wyjście po pracy, nie zapraszając swojego szefa (czyli ciebie)? Lub, że awansowałeś, zostając kierownikiem swoich dotychczasowych kolegów i raptem wasze relacje zaczęły się zmieniać?

Samotność towarzyska jest kolejnym zjawiskiem, z jakim na stanowisku menedżerskim prędzej czy później zmierzy się każdy szef. Być może ktoś powie, że można być super szefem i równocześnie dobrym kumplem. Być może można, jednak w pakiecie bierzesz też odpowiedzialność za i ryzyko takiej decyzji.

Osobiście znam szereg przypadków, gdzie układ szef-kolega prędzej czy później wiązał się z poważnymi nieprzyjemnościami.

Dystans z zespołem może nie będzie tak bardzo przydatny w czasie, kiedy wszystko jest dobrze, jednak wyobraź sobie, że w pewnym momencie masz zwolnić kogoś, z kim chodziłeś dotychczas na piwo. Lub że masz zastrzeżenia do jakości pracy swojego podwładnego-kumpla i masz przeprowadzić z nim rozmowę korygującą.

Pamiętaj, że w długim okresie czasu – po pierwsze – zawsze pojawi się rozbieżność interesów i możliwe negatywne emocje. Po drugie taka relacja „kumplowska”, z racji posiadanej przez ciebie władzy, nigdy nie jest równa. I po trzecie – nie chodzi tu tylko o ciebie, ale także o drugą stronę – o jej komfort i godność.

Samotność szefa = samotność emocjonalna

samotność szefa

Ponieważ szef to też  człowiek, jemu także bywa w pracy ciężko i zwyczajnie po ludzku doświadcza on różnych „ludzkich” emocji. Samotność emocjonalną rozumiem tu jako doświadczanie na stanowisku szefa emocji wynikających z tego, że profesjonalny szef nie dzieli się z zespołem swoimi rozterkami, dylematami, planami, podejrzeniami.

Będąc szefem, regularnie masz w swojej organizacji dostęp do informacji, których nie przekażesz dalej i o których nie możesz rozmawiać z podwładnymi. Samotność emocjonalna to ludzki wymiar samotności szefa, za którym stoi potrzeba rozmowy, podzielenia się dylematami, przysłowiowego spuszczenia powietrza.

Jak wobec tego radzić sobie z samotnością szefa? Co można robić, aby minimalizować jej skutki?

Oto kilka przydatnych wskazówek:

  1. Miej po prostu świadomość, że „samotność szefa” istnieje jako pewien standard i norma w pakiecie bycia menedżerem. Im szybciej uznasz swoją „samotność szefa”, tym szybciej będziesz mógł zacząć budować profesjonalne relacje z podwładnymi. I w konsekwencji czuć się w swojej sytuacji pozytywnie.
  2. Buduj relacje na swoim szczeblu zawodowym – z innymi menedżerami, ze swoim przełożonym.
  3. Korzystaj z profesjonalnego wsparcia specjalistów – coacha biznesowego, doradcy, działu HR.
  4. Regularnie się rozwijaj – czytaj, bierz udział w szkoleniach. To nie tylko poszerza wiedzę, ale także bardzo odświeża perspektywę, rozładowuje emocje, wspiera mentalny komfort.
  5. Dbaj o prywatne relacje towarzyskie i rodzinne. To również jeden ze sposobów dbania o swoje potrzeby społeczne.

Powodzenia i do zobaczenia na kursach menedżerskich w Maleszko.edu. Pozdrawiam.

NEWSLETTER

Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco.

ZYSKAJ Najnowsze artykuły, promocje, informacje o nadchodzących kursach!

    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
    kim jestem
    Mam dziś dla Was jedną z moich ulubionych historii. Już nawet nie pamiętam, kiedy i gdzie usłyszałam ją po raz pierwszy… Niemniej jednak, pamiętam dobrze, że skłoniła mnie ona do refleksji i poszukiwań odpowiedzi na kilka ważnych pytań.

    Po usłyszeniu tej historii myślałam, jak wiele zależy od tego, skąd pochodzimy i w jakim środowisku dorastaliśmy? Jak wielka siła tkwi w naszym sposobie myślenia? Jak zdarzenia i to, co przeżyliśmy, nas kształtuje? Jak te same doświadczenia możemy postrzegać na różne sposoby, jak możemy je inaczej nazywać i jakie mogą być tego konsekwencje, jaką to robi różnicę?

    I jak to się stało, że jestem, kim jestem. No i…. kim tak właściwie jestem?

    Tyle refleksji. A teraz już historia. Oto ona.

    🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube


    Był sobie kiedyś człowiek, który miał dwóch synów. Był on pijakiem, złodziejaszkiem, człowiekiem ciągle skonfliktowanym z prawem i bez pieniędzy. Zawsze, gdy mógł, wybierał drogę na skróty, co przeważnie oznaczało problemy.

    Sam wychowywał przez lata swoich dwóch synów, nie dbając o nich jakoś szczególnie, a wręcz się nimi nie zajmując wcale… Nie okazywał im troski, miłości. To jego, a nie chłopców potrzeby były zawsze na pierwszym miejscu. Synowie dorastali, obserwując życie swojego ojca i ucząc się od niego tyle, ile mogli…

    Warsztat rozwoju osobistego

    Po wielu latach obaj osiągnęli dorosłość i opuścili dom rodzinny. Jeden z synów wyrósł na człowieka bardzo podobnego do ojca – miał ciągle kłopoty, narzekał na brak środków do życia, wcześnie porzucił szkołę, nie stronił od alkoholu, w kółko miał większe i mniejsze konflikty z prawem.

    Natomiast drugi z synów wyrósł na człowieka prawego, systematycznego, zdyscyplinowanego, skończył studia i od najmłodszych lat ciężko pracował. Dbał o siebie i pomagał też innym.

    I pewnego dnia obu braci ktoś zapytał:

    -„Jak to możliwe, że mając takiego ojca, wyrosłeś na takiego człowieka?”

    I każdy z braci, z pewnością w głosie, odpowiedział dokładnie w ten sam sposób:

    -„Jestem, kim jestem, bo kim innym mógłbym być, mając takie dzieciństwo i takiego ojca…?”

    Wierzę, że chociaż czasem może być trudno i potrzeba wiele wytrwałości, w naszych rękach jest więcej, niż nam się może wydawać… Że mamy wpływ na własne życie, że nie wszystko stracone i że zawsze, ale to zawsze jest szansa na zmianę na lepsze.

    Życzę Wam miłych refleksji.

    NEWSLETTER

    Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

      Znajoma przeprowadzała się do nowego mieszkania i od tygodnia nie spała w nocy ze stresu…

      Klient w rozmowie coachingowej opowiadał o swoim awansie, przez który nie może skupić się na niczym do kilku dni… Ktoś inny opowiadał mi, że buduje dom i chodzi wciąż napięty, bo w głowie ma tyle spraw… Przyjaciółka dostała w pracy ambitny projekt do poprowadzenia, do którego ma się nauczyć wielu nowych rzeczy i…także się stresuje, jak jej pójdzie…

      🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

      Co łączy te wszystkie przykłady? Przede wszystkim, oczywiście, stres. Przeżywanie stresu, doświadczanie stresu, mierzenie się ze stresem. Przed każdą z tych osób stoją zdarzenia, które zabierają im uwagę, energię, równowagę i spokój. To po pierwsze.

      Ale te powyższe historie łączy jeszcze coś więcej. Źródłem stresu we wszystkich tych przykładach jest ZMIANA. I co więcej, jak dobrze się przyjrzymy – szczególny rodzaj zmiany: zmiana na lepsze.

      Znajomi mówią: „Ale super!” „Ale będziesz mieć fajnie!” „Ale cudowne wyzwanie!”, a my nie możemy spać w nocy z przejęcia, obaw, niepewności…

      Co wobec tego możemy zrobić w obliczu zmiany i tego, że czujemy stres?

      Na początek warto uznać, że to, czego doświadczamy, jest właściwe nam, ludziom. Że wszyscy mamy podobnie. Zmiana=stres.

      Literatura z zarządzania stresem opisuje, że jednym ze źródeł stresu, poza związkami i pracą, jest właśnie ZMIANA. I zmiana, która niesie stres, wcale nie musi być na gorsze, by burzyła naszą równowagę i wybijała nas z codziennego porządku. Wystarczy, że jest ZMIANĄ.

      I każda zmiana, a nawet sama wizja potencjalnej zmiany, może nieść ze sobą niepokój. Lubię określenie, że zmiana na lepsze i tak jest „słodko-gorzka”. Bo witając „nowe”, zostawiamy za sobą „stare”. A w „starym” jest sentyment, przywiązanie, a także bezpieczeństwo, przewidywalność, komfort…

      Dodatkowo, jeśli chcesz sobie pomóc, pamiętaj, że zmiana ma zawsze swoją dynamikę.

      Początkowo budzi wątpliwości, niepewność. I właśnie nawet ta zmiana na lepsze ma swój słodko – gorzki wymiar, bo z jednej strony czeka nas coś lepszego, a z drugiej to całkiem naturalne odczuwać żal, gdy rozstajemy się ze starym.

      Dlatego też, jeśli rozum podpowiada Ci, że to zmiana na lepsze, a i tak dopada Cię stres, buduj świadomie silny kontakt z energią tego, co czeka Cię w przyszłości.

      Co to znaczy? Skupiaj swoje myślenie na tym, dlaczego chcesz zmiany, co niesie ona dobrego, co spowodowało, że zdecydowałeś się na zmianę?

      A jeśli zmiana w Twoim życiu nie zależy w pełni od Ciebie, pomyśl, jak będziesz o tej zmianie myśleć za 10, 20 lat. I sprawdź, czy masz w życiu takie doświadczenia, że w chwili zmiany wydawała Ci się ona fatalna (na przykład utrata pracy), a w perspektywie czasu okazywało się, że była dla Ciebie bardzo dobra.

      I na koniec, pamiętaj słowa Robin S. Sharma, że „Każda zmiana jest trudna na początku, burzliwa w trakcie i cudowna na końcu”.

      Będzie dobrze. Obiecuję 😊

      NEWSLETTER

      Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

        • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
        bajka o złodzieju siekier

        Patrzymy na coś, oceniamy i wydajemy opinię, jakie to coś jest. Rozmawiamy z kimś i po skończonej rozmowie dokonujemy „klasyfikacji” jaki ten ktoś jest, co i w jaki sposób powiedział. Wiemy wszystko. A jeśli mamy za mało „danych”, nasz umysł dopowiada – niepostrzeżenie wypełnia brakującą lukę informacyjną.

        Fajne – niefajne, ładne – brzydkie, idiota – mądry, ciekawe – nudne.

        Oceniamy, klasyfikujemy i porządkujemy rzeczywistość wokół nas. Żyjemy w przekonaniu, że poddajemy obiektywnej ocenie to, co widzimy, słyszymy i czego doświadczamy.

        🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

        A co, gdyby okazało się, że wcale nie jesteśmy ODBIORCAMI rzeczywistości, tylko jej stuprocentowymi TWÓRCAMI?

        Co by było, gdybyś się dowiedział, że rzeczywistość w ogóle nie istnieje?

        Że nie ma czegoś takiego?

        Że tworzymy ją za każdym razem, gdy dokonujemy interpretacji tego, co zobaczyliśmy, usłyszeliśmy, poczuliśmy?

        Aby lepiej zrozumieć, co mam na myśli, przeczytaj (moją ulubioną) bajkę o złodzieju siekier.

        Oto ona:

        Dawno temu, w dalekiej japońskiej wiosce, chłop rąbał na zimę drewno. W pewnym momencie, gdy układał pieńki, zginęła mu jego siekiera. Podejrzewał, ze zabrał ją  syn sąsiada, zaczął więc go bacznie obserwować.

        Wieczorem, przy kolacji, powiedział do swojej żony:

        – Wiesz, zginęła mi moja siekiera. I wiem nawet, kto mógł ją ukraść…. To syn naszego sąsiada. Widziałem dziś, jak chodził po podwórku. Miał typowy wygląd złodzieja siekier. Miał twarz złodzieja siekier. Gdy mówił do mnie „dzień dobry”, były to słowa złodzieja siekier. Gdy zerkał przechodząc, nawet jego wzrok i postawa były wzrokiem i postawą złodzieja siekier…

        Następnego dnia, porządkując drewno, chłop odnalazł swoją siekierę, przywaloną pod stosem pieńków.

        Wieczorem, przy kolacji, mówi do swojej żony:

        – Znalazłem dziś swoją siekierę. Syn sąsiadów jej nie ukradł.. I wiesz co? – dodał – gdy znalazłem siekierę i obserwowałem chłopaka, wyglądał zupełnie inaczej niż dzień wcześniej. Nie było już w nim niczego z wyglądu złodzieja siekier. Gdy dziś powiedział mi „dzień dobry”, miał normalny głos i spojrzał tak jakoś normalnie. Jego postawa i zachowanie zdecydowanie wskazywały, że nie ma w nim nic ze złodzieja siekier.

        – Taaak… – dodał wolno mężczyzna, z dużym namysłem – coś się musiało w nim zmienić…

        Świat wokół jest odbiciem naszego umysłu. Naszych przekonań, wartości a także osądów i uprzedzeń.

        Ludzie, zamiast wierzyć w to, co widzą, widzą to, w co wierzą.

        Rzeczywistość jest jak film, wyświetlany na ekranie. A projektor jest w naszej głowie.

        Jeśli chciałbyś oglądać inny film, musisz zmienić taśmę w projektorze…

        NEWSLETTER

        Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

          • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
          oczekiwania

          „Gdyby tylko on łatwiej się domyślał”, „Gdyby tylko ona potrafiła się bardziej wyluzować” – oczekiwania wobec partnera to najczęstsze źródło konfliktów w naszych związkach. Gdy oczekiwania zdominują Twoją komunikację z partnerem a kłótnie staną się normą, szybko może się okazać, że związek, który ma być przecież źródłem radości i wsparcia, staje się źródłem stresu i przykrych przeżyć.

          Czy można stworzyć taką relację z partnerem, by w ogóle się nie kłócić? Jeżeli przyjmiemy, że nasze oczekiwania w związku i usilne próby zmieniania partnera do naszych własnych oczekiwań wpływają na to, w jaki sposób się komunikujemy – to tak, jest możliwe, by wprowadzić modyfikacje i budować związek bez kłótni. Także, zmień swój sposób myślenia i komunikowania się, a Twój związek stanie się szczęśliwszy i bardziej owocny.

          Oczekiwania? Mów o nich!

          Dlaczego oczekiwania wobec partnera są źródłem konfliktów w związku? Na pewnym etapie relacji wyobraziliśmy sobie, jak będzie wyglądał ten tandem. Jaki my wniesiemy wkład do związku i jaki wkład wniesie nasz partner.

          Problem w tym, że skoro to były NASZE wyobrażenia, to były one w naturalny sposób subiektywne, stronnicze i prawie na pewno różniły się od wyobrażeń naszego partnera. Ktoś może oczekiwać, że małżonek będzie chętnie i często rozmawiał, był w relacji, opowiadał o swoich przeżyciach, tymczasem druga strona może oczekiwać po powrocie z pracy ciszy, spokoju i odpoczynku w odosobnieniu.

          I jeżeli każda ze stron założy, że automatycznie, bez rozmowy na ten temat, jej partner będzie wiedział, czego pragnie, może to być prosta droga do codziennych kłótni w temacie potrzeb i niespełnionych oczekiwań.

          Jeżeli nie komunikujesz partnerowi swoich potrzeb, przyjmij, że on/ona nie będzie ich znać i respektować. Nie musi to wynikać ze złej woli, po prostu twój partner nie jest tobą i nie wie, na czym ci zależy, co dla ciebie ważne, czego pragniesz.

          Wiele osób obawia się także, że rozmowa z partnerem na temat własnych potrzeb jest przyznaniem się do tego, że są niedopasowani, że chcą za dużo, że w jakimś sensie „czepiają się”. Jednak szczera komunikacja z partnerem to sygnał dla niego i dla Ciebie, że zasługujecie na godność, szacunek, zrozumienie. Jeśli chcesz być w relacji na lata, pamiętaj, że nie rozmawiając akceptujesz bieżący stan rzeczy i że jednak każda „odpuszczona” sprawa to przysłowiowy kamyk do ogródka. Przez lata może zebrać się tego tyle, że żal i pretensje będą dominowały w twoich uczuciach. I w drugą stronę – każda przedyskutowana, wyrażona i ustalona sprawa rozwija twój związek, daje ci szczęście, satysfakcję i zwiększa twoją WOLĘ bycia w relacji.

          Zarządzaj swoimi oczekiwaniami!

          Oczekiwania najczęściej kojarzą nam się z różnicami między partnerami. To nie do końca prawda. Warto się także zastanowić, co druga osoba robi dobrze i to świadomie doceniać. Gdy zmywacie naczynia (lub ustawiacie naczynia w zmywarce 😊) – prawdopodobnie robicie to na dwa różne sposoby. Ale czy to znaczy, że któryś z nich jest zły a inny właściwy? Jeśli skupisz się na tym, by twój partner ustawiał naczynia „po twojemu”, możesz przegapić ważny fakt, że wspólnie uczestniczycie w prowadzeniu domu.

          Podczas moich warsztatów rozwoju osobistego rozmawiamy często z Uczestnikami o relacjach i związkach, i pytam czasem, ile takich walk o zmywanie naczyń, właściwe odkurzanie, właściwe składanie ubrań, stoczyli. I ile było takich, w których można mówić o sukcesie i obustronne satysfakcji?

          Najczęściej rozmowy te sprowadzają się do rozmów o umiejętności odpuszczania i odpowiedzi na pytanie, czy sposób stawiania talerzy na suszarce naprawdę jest bardzo ważny i wart dyskusji. Jeśli uznasz, że jest to dla ciebie sprawa istotna, rozmawiaj. Równocześnie, jeśli się nad tych chwilę dłużej zastanowisz, to może uznasz, że możesz odpuścić, doceniając, że partner na równi uczestniczy w pracach domowych. Co więcej, chwila zastanowienia i odpowiedź na pytanie – „Czy to dla mnie NAPRAWDĘ ważne?” da ci szansę na refleksję, złapanie dystansu do tematu i obniży zgromadzone napięcie, sprawiając, że będziesz mieć większą szansę, aby – zamiast zacząć OBWINIAĆ swojego partnera, zbierać się do konstruktywnej i spokojnej rozmowy o tym, na czym ci zależy.

          Co w miejsce oczekiwań?

          >> Doceniaj

          Okazuj uznanie swojemu partnerowi. Zamiast skupiać się na negatywnych cechach doceń te pozytywne. Może nie rozwiesza prania tak, jak Ty tego chcesz, ale robi najlepszą na świecie poranną kawę? Może za długo rozmawiał ostatnio przez telefon ze znajomymi, ale też nigdy nie musisz go prosić by wyszedł z psem na spacer? A może wczoraj byłeś zmęczony po ciężkim dniu w pracy, a Twój partner pograł z dziećmi w grę planszową, by dać ci chwilę dla siebie?

          Pomyśl czasem, co cię do niego przyciągnęło i sprawiło, że jesteście razem? Zmywanie naczyń, czy ciepło, wrażliwość, miłość, przyjaźń…?

          >> Wspieraj

          Pamiętaj, że potrzeba wsparcia jest jedną z fundamentalnych potrzeb związku. Współczucie, oparcie, powinny być zawsze przed oczekiwaniami. Gdy dzieje się coś złego, ostatnie, co w tej sytuacji możesz powiedzieć, to „a nie mówiłam?”, „miałem rację, że tak będzie”. To są słowa obwiniające. A są sytuacje, gdy racja nie ma znaczenia, liczy się wsparcie, partnerstwo i sztuka bycia w trudnych sytuacjach razem.

          >> Szanuj

          Czym jest szacunek w związku? To docenienie perspektywy drugiej osoby i jej potrzeb – to podstawa komunikacji. Nie poprawiaj partnera na każdym kroku. Jeżeli jakaś kwestia wymaga rozmowy,  przemyśl w jaki skuteczny i jednocześnie empatyczny sposób możesz do niej nawiązać, by poszukać razem rozwiązania?

          >> Wychodź naprzeciw

          Każdy z nas wchodzi do związku ze zbiorem pewnych zasad i przekonań. Wynieśliśmy je z domu, z wcześniejszych związków, do niektórych spostrzeżeń doszliśmy samodzielnie. Warto jednak być czujnym, by te zasady nie stały się w pewnym momencie ważniejsze niż nasz partner. Miłość otwiera drogę do porozumienia, dyskusji, szukania konsensusu. Pamiętaj, że zadaniem partnera nie jest tylko spełnianie Twoich oczekiwań.

          >> Dawaj czas

          Gdyby wypisać listę naszych oczekiwań w związku, CZAS znalazłby się na niej  wysoko. Skoro zarówno Ty oczekujesz, że Twój partner będzie mieć czas dla Ciebie i on oczekuje podobnie, wypracujcie sposoby, by znaleźć chwilę na wzmacnianie Waszych relacji. Stwórz zatem rytuały i tradycje, które utrwalają poczucie wspólnoty – wspólne śniadania, popołudniowa kawa, rozmowa na temat, który was łączy, wspólny film…

          >> Wierz w niego

          Wiara w DOBRE INTENCJE partnera to coś, co odnosi się do samego źródła waszego związku. Jeżeli partner zrobi coś niezgodnie z Twoimi oczekiwaniami, a Ty żyjesz w przeświadczeniu, że specjalnie robi to źle, że chce ci zrobić na złość – tym samym kwestionujesz samą istotę swojego związku, jaką jest ZAUFANIE. Czasem, przy wzburzonych emocjach i gdy „nazbierało się” trudno jest przypisać drugiej stronie pozytywne intencje. Pamiętaj jednak: to że macie przejściowe problemy nie znaczy, że Wasz związek musi być problemem.

          >> Wychodź poza schemat nawyków

          Są związki, w których kłótnie wchodzą partnerom w nawyk. Do tego nic się po kłótni nie zmienia, kończy się ona z poczuciem porażki, bez konstruktywnej zmiany przechodzicie do takiego samego życia, jak przed kłótnią. A za miesiąc czy dwa znowu kłócicie się w dokładnie ten sam sposób. I często znów o to samo. Bądź bardzo czujmy i obserwuj, czy też Ci się zdarza być w „pętli” kłótni. Jeżeli tak, warto, gdy znowu przyjdzie ta chwila, coś zmienić. Wziąć oddech, niestandardowo wycofać się, dać sobie godzinę na pomyślenie. Zastanowić się, co można zrobić tym razem inaczej, jak inaczej porozmawiać ze sobą. Na spokojnie, bez emocji. Jeżeli z kłótni uczynisz nawyk, trudno będzie ci budować partnerską, opartą na szacunku relację. Warto, żebyś też wiedział, że czasem wyjście ze schematu może wymagać pomocy specjalisty.

          >> Czasem powiedz PAUZA

          Jednym z oczekiwań partnerów, lub – częściej – jednej ze stron może być to, że gdy zaczną się spierać, muszą tę dyskusję doprowadzić do końca. Ktoś musi ją „wygrać”, ktoś musi się poddać. Bynajmniej. Czasem w emocjach nie da się dojść do wniosków, tak by żadna ze stron nie poczuła się przegrana. W takiej sytuacji, nawet gdy na język ciśnie Ci się jeszcze 10 argumentów i 3 świetne, cięte riposty… przestań. Zatrzymaj się. Skończ to teraz. Ochłoń. Powiedz: „Czuję, że to jest już mało konstruktywne. Potrzebuję ochłonąć. Wróćmy do tej rozmowy później”. I wróć do tematu, gdy emocje opadną i będziecie gotowi spokojnie siebie wysłuchać.

          >> Nie porównuj

          Podczas kłótni partnerom często zdarza się rzucać porównaniami do innych, w ich opinii, udanych związków. Pamiętaj, że każdy z nas jest niepowtarzalny, co za tym idzie także związki są inne. Każdy ma swoją wyjątkową osobowość i swoje potrzeby. Zamiast naśladować szczęśliwe pary, pracuj ze swoim partnerem nad Waszym związkiem. Porównywanie się nie wnosi niczego konstruktywnego, a jedynie rani i obniża wartość waszej relacji.

          Jak widać, budowanie zdrowych, partnerskich relacji wymaga pracy, uważności, zaangażowania.

          Jeśli chcesz się mniej kłócić i mieć więcej satysfakcji ze swojego związku, zrób użytek z informacji w tym tekście w takiej kolejności:

          1. Pomyśl o jednej rzeczy, o którą się często – ostatnio kłócicie.
          2. Sformułuj swoje oczekiwanie wobec twojego partnera.
          3. Sprawdź, czy to, co wyrażasz, jest oczekiwaniem czy oskarżeniem. Jeśli jednak OSKARŻENIEM, nazwij OCZEKIWANIE. Czego CHCESZ? Jak miałoby być po nowemu?
          4. Odpowiedz sobie następnie na pytanie: Czy to naprawdę ważne, aby to zmieniać i o tym rozmawiać? Jeśli tak, nazwij też, dlaczego to dla ciebie ważne.
          5. Nazwij teraz 2 rzeczy, za które najbardziej DOCENIASZ swojego partnera.
          6. Pomyśl, jak dotychczas o tym rozmawiałeś ze swoim partnerem i porozmawiaj INACZEJ. Zmień swój sposób komunikacji o tej ważnej dla ciebie sprawie. Szukaj dobrego rozwiązania. I kolejnego.
          7. Bo oboje zasługujecie na szczęście, szacunek i wasze własne „… i żyli długo i szczęśliwie”. Czego nam wszystkim z całego serca życzę.

          NEWSLETTER

          BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

          Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

            • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
            prawo do odmówienia

            Miałam ostatnio bardzo ciekawą rozmowę na temat asertywności w zarządzaniu z szefową dużej, międzynarodowej firmy – Elą. Moja Klientka zwróciła się do mnie z wątpliwościami, czy może zlecić swojej dyrektor finansowej nowe, wymagające zadanie.

            A dlaczego miałabyś tego nie zrobić?” – zapytałam.

            Dopiero co ją zatrudniliśmy. Jeszcze się dobrze nie znamy, więc nie do końca wiem, jak zareaguje na to, że zlecę jej już na początku współpracy takie poważne i wymagające zadanie” – odpowiedziała moja Klientka.

            🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

            „Chodzi mi głównie o to, że nie chcę jej postawić w trudnej sytuacji, że może mieć trudność, żeby mi odmówić. No wiesz, jest nowa, może będzie się bała powiedzieć, co o tym sądzi.” – kontynuowała.

            Wątpliwości Eli były dla nas dobrym początkiem do rozmowy o braniu odpowiedzialności za inną, dorosłą osobę.

            Znam Elę od dawna i wiem, że jest wrażliwą, empatyczną osobą. Dodatkowo nowej dyrektor finansowej szukała już od dłuższego czasu. Dlatego też rozumiałam jej wątpliwości w tej sytuacji. Niemniej jednak, po dłuższej rozmowie wspólnie uznałyśmy, że nowa podwładna jest doświadczoną, dojrzałą osobą i potrafi zadbać o siebie, czyli powiedzieć, jeśli coś się jej nie spodoba. Co więcej, że jeśli tak nie jest, warto, zarządzając, dokonać takiego założenia względem osób, z którymi współpracujemy. Bo w innym wypadku będziemy działać i podejmować decyzje ograniczone własnym strachem.

            W tamtej rozmowie Ela zadała mi pytanie:

            „To co uważasz? Mogę jej przydzielić takie zadanie?”

            A następnie, po przyjrzeniu się sytuacji sama sobie odpowiedziała, że może. 🙂

            Każdy, kto zarządza, regularnie ma w swojej pracy wątpliwości dotyczące tego, jak zostaną odebrane jego decyzje, jak pracownik zareaguje na dodatkowe obowiązki czy też jak zespół odbierze wprowadzaną właśnie zmianę.

            I czasem strach szefa przed negatywną reakcją podwładnych jest tak duży, że dyktuje jego zachowanie. Zamiast podjąć rozmowę, przełożony rezygnuje z tego. Czasem, gdy nie ma wyjścia, bo zmiana dotyczy np. całej organizacji lub działu, informuje o swoich decyzjach bez przekonania, zdradzając całym sobą, że pod strojem szefa ma mnóstwo obaw i niepewności.

            W rozmowach z menedżerami często słyszę:

            • Nie zwrócę mojej pracownicy uwagi na zbyt częste prywatne rozmowy w pracy, bo się na mnie obrazi i będzie po dobrej atmosferze w zespole
            • „Jeżeli poproszę zespół, by na majówkę nie brali wydłużonych urlopów, bo to dla nas okres najlepszych utargów, to mi się pozwalniają”
            • „Nie zlecę tego wymagającego zadania, bo nie chcę podwładnego stawiać w sytuacji, która będzie dla niego za trudna. On będzie bał się odmówić i dowiem się o tym dopiero na koniec, gdy się okaże, że nic z tego nie wyszło”

            Jeżeli jesteś szefem firmy, dyrektorem działu, kierownikiem zespołu przyjmij założenie, że współpracujesz z dorosłymi osobami. I że dorośli potrafią o siebie zadbać, powiedzieć, gdy coś jest dla nich niewygodne, zakomunikować, gdy się na coś nie zgadzają.

            Dając im prawo do odmówienia, daj sobie prawo do zwrócenia uwagi, gdy coś ci nie pasuje.

            Po co? By tworzyć atmosferę otwartej komunikacji i uczyć podwładnych, że możecie być w dialogu i relacji dorosły -dorosły, że to jest po prostu ok. Korzyści tego zgarniesz i ty i zespół i organizacja, którą współtworzysz.

            NEWSLETTER

            Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

              • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
              lepiej skłamać

              Jedna z moich znajomych, Agnieszka, umówiła się ostatnio na randkę z nowo poznanym chłopakiem. Spotkali się w piątek, było „całkiem, całkiem”, jak to określiła, a następnego dnia, już w sobotę, chłopak odezwał się znowu, z kolejną propozycją wyjścia w niedzielę do kina.

              Wiesz, spoko – opowiadała mi Agnieszka – dobrze nam się rozmawiało wtedy, w piątek, miło było, ale kolejne spotkanie od razu za dwa dni? Dla mnie za szybko. Trochę mi się nie chciało, trochę byłam zmęczona, więc napisałam mu, że jestem chora.

              🎧 Wolisz obejrzeć film na ten temat? Kliknij poniżej na mój kanał na YouTube

              A byłaś chora? – zapytałam i zdziwiona, i zaciekawiona.

              No nie, jasne, że nie byłam…. ale musiałam mu coś powiedzieć, żeby się nie umawiać… – odparła.

              To dlaczego nie powiedziałaś mu po prostu, że nie chcesz spotykać się w niedzielę? – zapytałam ze śmiechem.

              No wiesz, żeby mu nie było przykro… – powiedziała, zamyślając się na chwilę.

              Randka sama w sobie oczywiście była dla nas ciekawym wątkiem do posłuchania i porozmawiania, jednak wątek tego, że Agnieszka zdecydowała się na „niewinne” kłamstwo po to, żeby nowemu znajomemu „nie było przykro”, był równie zaciekawiający. Czy odmówienie komuś z podaniem wymyślonej przyczyny jest łatwiejsze niż bez przyczyny?

              Czy odmowa ze zmyśloną wymówką o chorobie mniej zrani (lub nie zrani wcale)? Czy odmowa tak po prostu, bez wstawiania zmyślonej przyczyny, zrani?… Czy są sytuacje, które uzasadniają kłamstwo? Szczególnie, gdy mówimy je „dla dobra” drugiej osoby? Czy kłamstwa mają rozmiar – są małe i duże – i jak to się mierzy?

              Rozmowa z Agnieszką stała się dla mnie inspirującym wyjściem do szerszych rozmyślań na temat tego, o co w tym wszystkim chodzi. Czym jest w takich mini-sytuacjach asertywność? Gdzie przebiega granica manipulacji i kłamstwa? Czy da się mieć relacje oparte o odmawianie i bycie zawsze w prawdzie?…

              Myślę, że sprawa jest ważna, bo powszechna. Że regularnie doświadczamy podobnych, niewygodnych sytuacji – z partnerem, dzieckiem, rodzicem, sąsiadem, współpracownikiem, kiedy chcemy odmówić, ale zamiast informacji wprost, uciekamy się do małych kłamstw, mając w głowie, że musimy podać wyjaśnienie, dlaczego odmawiamy i że wtedy jest to bardziej znośne (tak naprawdę dla nas, a nie dla tej drugiej osoby).

              W tamtej rozmowie, z koleżanką, zapytałam ją jeszcze:

              A co by się stało, gdybyś jednak pominęła wątek choroby i powiedziała normalnie: „wiesz, co? dziękuję za propozycję, ale dziś nie chcę się spotykać”?

              Czy znajomy by się obraził? Nie wiadomo, dopóki nie sprawdzimy…

              Jeżeli masz podobnie, wymyślasz wymówki w mocnym przekonaniu, że:

              👉 przyjaciel, któremu odmówisz, obrazi się na Ciebie,

              👉 szef, któremu powiesz „nie”, z miejsca Cię zwolni,

              👉 klient zerwie współpracę,

              👉partner poczuje się odrzucony…

              pomyśl, czy aby z góry, na zapas nie zakładasz że wiesz, jaka będzie reakcja drugiej strony.

              I pomyśl dobrze, czy kiedykolwiek sprawdziłeś w realu, jak ta inna osoba zareaguje. Gdy pracuję z klientami nad ich asertywnością i uczą się oni na nowo po prostu odmawiać, są zaskoczeni. Że reakcje innych są „aha, OK”, że relacje dalej trwają, a pozbycie się przymusu zmyślania wymówek daje ulgę, satysfakcję, dużo spokoju i ułożenia się ze sobą. Więc warto. 🙂

              Zatem, niezależnie czy moja znajoma znajdzie kogoś, kto skradnie jej serce, mam nadzieję, że nasza rozmowa i ta sytuacja była dla niej pierwszą lekcją na drodze ku budowaniu prawdziwej asertywności 😉 😉

              NEWSLETTER

              Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

                • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                pokonać konkurencję

                „Wykonuj nie tylko swoją pracę, ale też trochę ekstra.

                Nie wahaj się dać z siebie trochę więcej,

                bo ta drobna różnica jest warta całej reszty”

                Powiedział Dean Briggs i tę myśl przekazuję Uczestnikom moich szkoleń z „Efektywnej komunikacji w obsłudze Klienta” i firmom, z którymi spotykam się na dedykowanych warsztatach „Akademia Profesjonalnej Obsługi Klienta”.

                O tym, jak ważne w relacjach z klientami są to słowa, przekonałam się niedawno osobiście, z perspektywy Klienta, i to aż dwukrotnie.

                🎧 Wolisz posłuchać? Czyta autorka, Urszula Grabowska – Maleszko.

                Wybrałam się ostatnio do myjni. Odwiedzam to miejsce regularnie, najczęściej wybierając ten sam, piąty program mycia. Tym razem był ze mną mój syn i to on poszedł, by zakupić usługę. Zostałam w aucie, prowadząc rozmowę telefoniczną i zdziwiłam się bardzo, że pojawił się z powrotem po dosłownie 30 sekundach.

                Zapomniałeś czegoś?” – zapytałam zaskoczona.

                Nie” – odpowiedział – „Z daleka rozpoznali twój samochód i gdy wszedłem, wszystko było już gotowe. Wiedzieli kto, wiedzieli jaki program mycia, obsługa przygotowała potrzebny formularz, jeszcze zanim wszedłem…” – powiedział zadowolony.

                Zaledwie kilka dni później zdarzyła się kolejna, pozytywnie zaskakująca sytuacja. Prowadziłam dwudniowe warsztaty. Podczas przerwy obiadowej, jak zwykle, uczestnicy mojego szkolenia zeszli na dół do restauracji. Ja zostałam na chwilę jeszcze w sali, aby coś przygotować. Posiłki zawsze wybieramy rano, więc z góry wiadomo, co komu jest serwowane, jedzenie zawsze czeka na nas gotowe. Jedyne, co wybieramy na miejscu u kelnera, to napoje do obiadu.

                Tak więc, ponieważ zatrzymały mnie w sali jeszcze sprawy organizacyjne, w restauracji pojawiłam się chwilę po uczestnikach mojego szkolenia. Gdy weszłam, zobaczyłam, że wszyscy są już na swoich miejscach i jedzą obiad. Kelner w restauracji dostrzegł mnie z głębi sali i już po chwili szedł do stolika z moim daniem. Na tacy kątem oka dostrzegłam także butelkę napoju. Kelner, idąc w stronę naszego stolika, przytrzymał się stolik wcześniej (przy którym nie było gości), odstawił z tacy napój, a następnie podszedł do nas. Postawił talerz z daniem przede mną i zapytał: „A czego się Pani napije?

                Odpowiedziałam jak zwykle (a w zasadzie jak zawsze): „Pepsi bez cukru poproszę

                To, co zrobił w tej chwili kelner, bardzo mnie zdumiało i zaskoczyło. Sięgnął po przygotowaną już wcześniej, odstawioną przed chwilą Pepsi, i mi ją zaserwował.

                Zachwyciłam się, moje osobiste doświadczenie w obsłudze klienta przeżyło efekt „wow” 🙂  Bo kelner wykazał inicjatywę, pomyślał, pamiętał, co lubię, zaryzykował, bo przecież teoretycznie mogłam chcieć inny napój.

                Firmy i ich stratedzy od marketingu łamią sobie głowę nad tym, jak zwiększyć sprzedaż, jak stać się rozpoznawalnym, jak pokonać konkurencję lub jak się na jej tle wyróżnić. Inwestują środki w reklamę, wizerunek, bycie na czasie z najnowszymi trendami.

                Warto jednak pamiętać, że z perspektywy Klienta wiele można wygrać, wyróżniając się „tym czymś ekstra”. W ten sposób buduje się efekt „wow”, a przez to satysfakcję klienta i jego lojalność.

                Kluczem jest tu inicjatywa i kreatywność osób pracujących z klientami, którzy potrafią zapamiętać Klienta, pomyśleć o jego oczekiwaniach, spełnić je i zaskoczyć klienta czymś ekstra.

                Inicjatywa pracowników pracujących z klientami jest czynnikiem decydującym, jeżeli chodzi o sukces Twojej firmy. Dlatego też na podsumowanie, raz jeszcze przywołajmy słowa Dean’a Briggs’a: „Wykonuj nie tylko swoją pracę, ale też trochę ekstra, bo ta drobna różnica jest warta całej reszty”.

                NEWSLETTER

                Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

                  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                  asertywność w relacji z autorytetem

                  Definicji autorytetu jest wiele. Sprowadzają się one wszystkie do założenia, że osobie, którą postrzegamy jako autorytet, przypisujemy pewną przewagę nad nami, wynikającą z cech tej osoby, jej umiejętności, wiedzy lub posiadanej władzy.

                  To często ktoś, od kogo w jakiś sposób jesteśmy zależni, kto może mieć wpływ na nas i na nasze życie. Kimś takim może być lekarz, urzędnik, ksiądz, prawnik, nauczyciel. Kimś takim jest też niewątpliwie, w relacjach zawodowych, nasz przełożony.

                  🎧 Wolisz posłuchać? Czyta autorka, Urszula Grabowska – Maleszko.

                  Co ciekawe, eksperci zwracają uwagę, że uczucia, które nam towarzyszą w relacji z autorytetem są podobne do tych, które przeżywa dziecko w stosunku do rodziców. Autorytet to symboliczny rodzic, od którego, w pewien sposób, zależymy. Patrzymy na taką osobę przez pryzmat naszych dziecięcych doświadczeń, dlatego może on budzić w nas różne emocje i uczucia.

                  W kontekście asertywności warto zaobserwować siebie. Jak zachowujesz się w relacji z autorytetem, co Ci się uruchamia – jaki sposób myślenia, jakie uczucia, jakie zachowania. I dalej: czego ważnego możesz się dzięki temu nauczyć o sobie i swoich relacjach ze światem.

                  Jak wspomniałam wcześniej, przypisanie danej osobie atrybutu autorytetu uruchomić może w nas różne, automatyczne emocje, uczucia i zachowania. Ich spektrum waha się od onieśmielenia, poprzez zawstydzenie, na zbuntowaniu kończąc i łączy się z tematami uległości wobec innych, agresji i asertywności.

                  Przeczytaj poniższe opisy reakcji w kontakcie z autorytetem i pomyśl, które dotyczą Ciebie:

                  Onieśmielenie – w relacji z autorytetem czujesz się trochę jak małe dziecko, raczej słuchasz niż mówisz, odpowiadasz głównie na pytania, trudno Ci wyrażać własne zdanie. Czasem słyszę od swoich Klientów: „Pan prezes zaproponował mi przejście na „ty”, zgodziłem się, żeby zwracał się do mnie po imieniu, ja jednak i tak będę mówił do niego per „pan”- nie pozwoliłbym sobie na taką poufałość”

                  Potrzeba akceptacji – bardzo zależy Ci, by osoba, która jest dla Ciebie autorytetem, doceniła Cię. Zwracasz czujną uwagę w jakim jest humorze, poszukujesz od takiej osoby słów uznania i potwierdzenia, że Cię akceptuje. Często nieświadomie zachowujesz się przy niej w taki sposób (na przykład „przymilasz się” i jesteś szczególnie uprzejmy), aby otrzymać uznanie i potwierdzenie, że jesteś ok. Przejawia się to czasem w myśleniu w stylu: „Nic nie powiedział, ale widać było, że mu się spodobało, co ode mnie usłyszał”, lub: „Nie chciałem mu o tym wczoraj mówić, bo widziałem, że nie jest w humorze”.

                  Złość i bunt – osobom, które posiadają autorytet (szczególnie autorytet władzy, chociaż może to dotyczyć również autorytetu wiedzy) okazujesz bunt. Jesteś w opozycji do nich, podświadomie negujesz ich pozycję i automatycznie starasz się podważyć to, co sobą reprezentują. Można tak zachowywać się wobec swojego przełożonego, policjanta, lekarza czy nauczyciela. To zestaw zachowań jak u zbuntowanego dziecka, które podważa autorytet, okazuje ograniczone zaufanie wobec niego, czasem w zestawie także zazdrości posiadanej przez drugą stronę pozycji. To sposób myślenia, w którym przewijają się takie założenia, jak: „Co on może wiedzieć?”, „To niewłaściwa osoba na tym stanowisku”, „Zero profesjonalizmu, ja bym to zrobił lepiej”.

                  Strach – autorytet może budzić też w nas lęk i strach. W kontakcie z autorytetem doświadczamy wtedy swojego rodzaju paraliżu i odcięcia od swojej swobody i wiedzy. I znów: taka reakcja może uruchamiać się wobec szefa, znanego aktora, lekarza, którego postrzegamy, jako specjalistę, ale także wobec osoby starszej, gdyż, na przykład, zostaliśmy w dzieciństwie nauczeni, że starsi (od nas) zawsze mają rację i należy się im podporządkować. Mówimy wtedy często po czasie: „Miałem inne zdanie, ale bałem się odezwać”, „Wydawało mi się, że jest inaczej, ale skoro on tak mówił, uznałem, że ma rację”.

                  Życzliwość – w końcu, w obliczu osoby będącej dla nas autorytetem, możemy czuć życzliwość i widzieć w niej człowieka. Możemy rozumieć, że są obszary, w których jest ona ekspertem, specjalistą, wie i potrafi więcej od nas, jednak w całej rozciągłości swojego funkcjonowania jest także człowiekiem i pełni inne, „normalne” role społeczne (jest też na przykład rodzicem, przyjacielem, partnerem, klientem sieci komórkowej, pacjentem w szpitalu itd.).

                  Które z powyższych reakcji na autorytet dotyczą Ciebie?  

                  W relacjach z jakimi autorytetami uruchamia Ci się strach, złość lub onieśmielenie? Przełożony? Specjalista w danej dziedzinie? Lekarz? Prezes dużej firmy? Polityk? Policjant? Twój rodzic? Osoba dużo od Ciebie starsza? Naukowiec lub profesor?

                  Jeśli już wiesz, pojawia się pytanie: jak siebie wesprzeć, by w relacjach z autorytetem dbać o adekwatną, partnerską i ludzką równowagę? Aby wykorzystać tę wiedzę do osobistego rozwoju i zamiast uczuć zawstydzenia, onieśmielenia, bezwzględnego posłuszeństwa lub buntu, wzmocnić swoją pewność siebie, zwiększyć swoje poczucie wartości i czuć uznanie dla każdej ze stron?

                  W sytuacjach, gdy uruchamia Ci się zestaw reakcji i zachowań z serii dziecko – autorytet, dostrzeż to, a następnie utrzymaj kontakt ze swoim wewnętrznym, asertywnym DOROSŁYM.

                  Aby tak było, pamiętaj, że:

                  • jesteś dorosłym, wolnym, wartościowym człowiekiem,
                  • jesteś specjalistą i ekspertem w swojej dziedzinie zawodowej,
                  • nie musisz się porównywać z innymi i ich specjalnościami,
                  • ktoś, kto jest autorytetem w wybranej dziedzinie, jest też po prostu człowiekiem w innych swoich rolach,
                  • jesteś dorosły i potrafisz zachowywać się asertywnie, dbając o szacunek wobec innych i wobec siebie,
                  • podziw dla drugiej osoby nie wyklucza tego, że jesteś wartościowy i tego, w czym sam jesteś dobry

                  Warto w swoim życiu przyjrzeć się stosunkowi do autorytetów, by na tej podstawie nauczyć się budować partnerską komunikację, swój większy spokój oraz szacunek i równowagę we wszystkich swoich relacjach.

                  NEWSLETTER

                  Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

                    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
                    wypalenie zawodowe

                    Rozpoczęłam ostatnio spotkania coachingowe z Arturem, menedżerem, który na jednej z naszych pierwszych sesji przyszedł, usiadł i bez długiego wstępu powiedział:

                    – Nie idzie mi od długiego już czasu w pracy tak, jak bym tego chciał. W zasadzie, to jest wręcz fatalnie.

                    Gdy poprosiłam, żeby powiedział więcej, opowiedział, że pracuje dużo, intensywnie, wkłada w swoją pracę serce, a jednak, pomimo to, brakuje mu energii, spada jego wydajność i osiąga w pracy słabsze rezultaty.

                    🎧 Wolisz posłuchać? Czyta autorka, Urszula Grabowska – Maleszko.

                    Opowiedział też, że aby skupić się na pracy i wycisnąć z siebie jak najwięcej, zrezygnował w tym roku z urlopu, ograniczył udział w szkoleniach i jakiekolwiek „marnotrawstwo” czasu.

                    Niestety, ponieważ wymyślane przez niego sposoby przynosiły dotychczas odwrotne skutki, jego przełożony przekonał go do spotkań ze mną, byśmy mogli przyjrzeć się wspólnie jego sytuacji, poszukując sposobów na odzyskanie zawodowych sił i dawnej wydajności.

                    Gdy rozmawialiśmy, gdy go słuchałam, przypomniała mi się dawno temu usłyszana bajka o zawziętym drwalu. Ponieważ pasowała jak ulał do sytuacji mojego klienta, opowiedziałam mu ją z dużą radością.

                    A brzmiała ona mniej więcej tak:

                    Był sobie kiedyś drwal, który zgłosił się do pracy przy wyrębie lasu. Ponieważ zarobek był dobry i warunki pracy jeszcze lepsze, postanowił przyłożyć się do powierzonych mu obowiązków porządnie.

                    Pierwszego dnia, kiedy stawił się przed majstrem, ten wręczył mu do ręki topór i wyznaczył część lasu, w której miał pracować. Z wielkim entuzjazmem człowiek ów udał się do lasu na wyręb.

                    Pierwszego dnia ściął aż osiemnaście drzew.

                    – Gratuluję ci – powiedział majster – rób tak dalej.

                    Podbudowany słowami majstra, następnego dnia postanowił się wykazać. Położył się wcześnie spać i już o świcie, kiedy wszyscy jeszcze spali, wstał i ruszył do lasu.

                    Pomimo wielkiego wysiłku nie udało mu się ściąć więcej niż piętnaście drzew.

                    „Chyba jestem zmęczony”, pomyślał. Tym razem postanowił położyć się o zachodzie słońca.

                    Wstał skoro świt z zamiarem pobicia swojego rekordu osiemnastu drzew. Jednakże tego dnia nie doszedł nawet do połowy.

                    Następnego udało mu się ściąć tylko siedem, potem pięć, a ostatniego dnia przez całe popołudnie usiłował ściąć drugie drzewo.

                    Zaniepokojony tym, co by na to powiedział majster, drwal postanowił pójść do niego i wszystko opowiedzieć oraz przysiąc mu, że się wysilał do resztek sił.

                    Majster zapytał go:

                    – Kiedy ostatni raz naostrzyłeś swój topór?

                    – Naostrzyć?? Nie miałem czasu, żeby naostrzyć. Byłem za bardzo zajęty ścinaniem drzew…

                    Jak ostrzy się topór w życiu zawodowym? Co warto robić, by odnosić sukcesy i cieszyć się energią wykonywanych zadań?

                    Po pierwsze nie rezygnuj z odpoczynku, urlopu, realizacji marzeń spoza życia zawodowego. Krótkoterminowo być może nie zauważysz różnicy i negatywnego wpływu ciągłej pracy, jednak w długim okresie, taka intensywność odbiera energię i prowadzi do wypalenia zawodowego. Dlatego dbaj o odpoczynek dla swojego ciała i umysłu, o pielęgnowanie ważnych relacji i rozwój swoich pasji pozazawodowych.

                    Po drugie, zadbaj o regularne szkolenie się, zdobywanie nowych umiejętności i rozwijanie tych starych. Takie działania to właśnie „ostrzenie” zawodowego toporu. Rozwój dostarcza energii, świeżego spojrzenia na swoją sytuację i zapewnia satysfakcję z pracy.

                    Słyszę często od swoich klientów, że są tak zawaleni pracą i ciągle próbują w realizacji zadań wyprzedzić samych siebie, że nie mają nawet chwili, by zastanowić się, co robią i jak. To błędne podejście. Jeśli nieustannie ścigasz się z czasem, to dla ciebie czerwony dzwonek. Zatrzymaj się. Zastanów się, co się dzieje. Co robisz, czego nie robisz i co warto przeorganizować. Do tego często przyda ci się też nowa wiedza o tym, jak skutecznie działają inni, a tę zdobędziesz jedynie szkoląc się i rozwijając.

                    A jeżeli zarządzasz i masz zespół, bądź świadomie uważny na to, by organizować środowisko pracy, w którym jest miejsce na ostrzenie ich zawodowych toporów. Zwróć uwagę, by zdobywali nowe umiejętności, rozwijali się, szkolili, odpoczywali, aby w długim okresie czasu mogli doświadczać satysfakcji zawodowej i prezentować maksymalną wydajność.

                    NEWSLETTER

                    Podobał Ci się artykuł? Zostaw swój e-mail, dostaniesz informacje o następnych. 🙂

                      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.