jak nie zepsuć sobie wakacji

Urlop to bardzo ważny czas w naszym życiu. Są co prawda osoby, które potrafią spakować się i ruszyć w podróż z dnia na dzień, jednak dla większości z nas wyjazd na wakacje związany jest z długim planowaniem i przygotowaniami. A jak to w życiu bywa, im przedsięwzięcie wymaga większego zaangażowania, tym większe są wobec niego nasze oczekiwania. I tym większe rozczarowanie, jeśli coś idzie nie po naszej myśli. Warto więc w takiej sytuacji wiedzieć, jak nie zepsuć sobie wakacji.

Nie jest najgorzej, gdy winą za wakacyjną katastrofę można obarczyć biuro podróży, linię lotniczą czy hotel. Gorzej, gdy towarzysza podróży… Emocje tym większe, im bardziej mieliśmy wizję wyjazdu, liczyliśmy na wspólny czas i nadrobienie zaległości co do bliskości, przygody, odpoczynku…

jak nie zepsuć sobie wakacji

Ostatnio rozmawiałam ze znajomą, Martyną, która ze smutkiem przyznała, że jej wakacje zakończyły się podróżą powrotną w milczeniu, z rozczarowaniem i żalem do partnera. I gdy opowiedziała, co się wydarzyło, stało się dla mnie całkiem jasne, że ich wakacje zakończyły się katastrofą ze względu na komunikację. Nie wierzysz? Przeczytaj co się wydarzyło. Dowiedz się, jak możesz uniknąć jej błędów i jak nie zepsuć sobie wakacji.

„Planowałam tę podróż na Węgry przez dobre pół roku. Mieliśmy jechać ze znajomymi, ich samochodem. Wzięłam organizację na siebie, bo bardzo to lubię. Dodatkowo, chciałam i mojemu Krzyśkowi i pozostałym sprawić przyjemność, zabierając ich na dobrze przygotowany wyjazd. Przeczytałam chyba wszystkie możliwe przewodniki i blogi o Węgrzech. Gdzie warto pojechać, gdzie zatrzymać się na dłużej, co zwiedzić, żeby nie było banalnie. Długo myślałam jak zaplanować wszystko, żeby było idealnie i jak nie zepsuć sobie wakacji”

„Minęły pierwsze trzy dni urlopu, a my poruszaliśmy się zaplanowaną przeze mnie trasą. Było super. Niestety, czwartego dnia znajomy dostał telefon ze swojej firmy. Jeden z jego pracowników uległ ciężkiemu wypadkowi. Po dłuższym zastanowieniu przeprosił nas i powiedział, że niestety musi wrócić do Polski. Samochód, którym podróżowaliśmy, należał do niego, więc stanęliśmy przed trudną decyzją co robić dalej. Popadliśmy w lekką konsternację.

Zostać i wracać samolotem? Bez sensu, bo zaplanowaliśmy wycieczkę objazdową… Wynająć samochód? Byłoby bardzo drogo… Każde z nas zastanawiało się, co zrobić, jak nie zepsuć sobie wakacji. Sytuacja była napięta, bo decyzja trudna i żadne  rozwiązanie nie było dobre.

W trakcie rozmowy, w której przerzucaliśmy się pomysłami, zasugerowałam jeszcze jedną opcję: powrót ze znajomym do Polski, przesiadkę do własnego auta i kontynuację podróży tylko we dwójkę.  Krzysiek, słysząc ten pomysł, popatrzył na mnie i mocno zamyślony, zapytał: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?”

Powiem Ci, że zdębiałam. W głowie pojawiło mi się kłębowisko myśli i chyba nigdy w życiu nie było mi tak przykro! Tyle moich planów, pracy, zaangażowania, a on jednym zdaniem udowodnił, że kiepsko to zaplanowałam? Że chce wracać? Że nie podobało mu się, a nawet nie pisnął słowem!? Poświęcał się dla mnie, nic nie mówiąc?!? Nie zależało mu???

Koniec końców wróciliśmy ze znajomym do Polski w totalnym milczeniu, ja na fochu, on też. Jeszcze przez tydzień nie rozmawialiśmy.

Gdy trochę emocje opadły i powiedziałam mu, o co mam żal, on odpowiedział, że „tylko pytał” i że „zależało mu bardzo, żeby znaleźć rozwiązanie” oraz „nie chciał mnie urazić, wyjazd mu się bardzo podobał”. Podobał! Wyobrażasz sobie??”

Oczywiście wyobrażam sobie i bardzo dobrze rozumiałam zarówno moją znajomą, jak i zaskoczonego jej reakcją partnera. Takie komunikacyjne „mijanki” dzieją się między ludźmi na co dzień 😊

jak nie zepsuć sobie wakacji

Co dokładnie się dzieje? Prześledźmy na przykładzie historii Martyny:

  • Martyna przygotowała dokładnie wyjazd, włożyła w to dużo zaangażowania (i była dumna ze swojego planu)
  • Podróż przebiegała zgodnie z planem
  • Wtedy pojawiły się nieprzewidziane okoliczności
  • Oboje, Martyna i Krzysiek szukali najlepszego rozwiązania (mieli pozytywne INTENCJE)
  • Krzysiek zadał pytanie: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?” (nadał KOMUNIKAT)
  • Martyna odebrała komunikat, ale dokonała własnej INTERPRETACJI, na poziomie ich RELACJI i tego, co Krzysiek sądzi o wyjeździe.
  • Pojawiły się EMOCJE u Martyny (żal, smutek, złość)
  • Krzysiek próbował TŁUMACZYĆ to, co miał na myśli (jakie miał INTENCJE), ale emocje Martyny już nie pozwoliły jej tego zrozumieć i przyjąć.
  • Pojawiły się EMOCJE u Krzyśka (żal, smutek, złość, bezsilność).
  • Foch, milczenie, obopólny żal.

Wiesz już, gdzie nastąpiło zniekształcenie? Jak powiedzieć to inaczej i jak nie zepsuć sobie wakacji?

Krzysiek zadając pytanie: „Czy warto tu wracać” chciał zastanowić się rzeczowo i dosłownie: „Czy warto tu wracać”.

Co usłyszała Martyna? „Źle wybrałaś wycieczkę, to Twoja wina, że nie jest tutaj interesująco, więc nie warto tu wracać”.

Pierwszym krokiem do zrozumienia między partnerami, rodzicami a dziećmi, między pracownikiem a pracodawcą a nawet między firmą a Klientem, jest uświadomienie sobie, że każdy z nas w różnych sytuacjach komunikuje się na tych płaszczyznach, dokonuje interpretacji, dokłada emocje i komunikacja – mówiąc potocznie – „się rozjeżdża”

Dlatego nadstawiaj uszy, wsłuchuj się nie tylko w to, co mówi druga osoba, ale także w to, jaka stoi za tym INTENCJA. Jeśli masz wątpliwości, zanim puścisz wodze fantazji i pozwolisz „zaszaleć” urażonemu ego, DOPYTAJ (Martyna: „Co chcesz przez to powiedzieć? Że nie podoba ci się wyjazd, czy że co?”).

I z drugiej strony: gdy to ty mówisz, ćwicz komunikację WPROST. Dbaj o to, aby jak najjaśniej wyrażać to, co jest twoją INTENCJĄ. Czasem to może wymagać odrobiny wysiłku, staranności, dodatkowego wyjaśnienia, trochę dłuższej wypowiedzi. (Krzysiek do Martyny: „Kurczę, zastanawiam się co byłoby najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. Tyle się naplanowałaś i tyle przygotowań, a z drugiej strony to tak dużo kilometrów od Polski. Zastanawiam się, czy dalsze zwiedzanie jest warte powrotu, czy może przełożyć to na inny raz. Bo martwi mnie też, że mój samochód nie jest aż taki komfortowy… Co ty o tym sądzisz?”)

Uczestnikom moich szkoleń podkreślam, że ważne jest, w jakie SŁOWA ubierzesz swoje INTENCJE, oraz jak się wsłuchasz w wypowiedź drugiej strony i czy usłyszysz jej INTENCJE, EMOCJE, czy dopytasz, gdy masz wątpliwości.

jak nie zepsuć sobie wakacji

Nie trzeba jechać na Węgry, by to odkryć. Pomyśl sobie, co myślisz gdy Twój partner lub partnerka wchodzi do domu i od progu mówi „Czy te buty muszą być porozrzucane po korytarzu?”.

Co wtedy słyszysz?

„Posprzątaj!”, lub: „Uważa, że jestem kiepskim mężem/żoną, bo nie posprzątałem”.

A co by było, gdybyś usłyszał: „Miałem kiepski dzień, jest mi ciężko i jestem zły”.

Wtedy twoja reakcja mogłaby być taka: „Dobrze słyszę, że miałeś ciężki dzień i jesteś zły?”

Przetestuj, ucz się komunikacji, sprawdzaj!

Warto, bo nagrodą mogą być ocalone niejedne wakacje i niejedna ważna relacja 😉

Pokonaj lęki

Wiesz, co to jest lęk? Strach? Znasz te uczucia? Wiesz, jak powstrzymują Cię od działania, ograniczają, hamują? Gdy zaczynasz myśleć o swoich marzeniach, tych większych i tych mniejszych, strach podpowiada: „… ale to raczej się nie uda”, „Po co Ci to?”, „Nie dasz rady”. Pokonaj lęki!

Może to zaskakujące, ale strach – pomimo, że nie jest przyjemnym uczuciem, jest równocześnie… wygodny!

Łatwiej jest sobie powiedzieć: „Nie jesteś do tego zdolny”, „Nigdy nie będzie Cię na to stać”, niż odważyć się, by zrobić coś nowego, sięgnąć po więcej, wyjść ze strefy komfortu i podjąć wyzwanie.

Jeśli strach prowadzi Cię do wymówek, pamiętaj, że tylko od Ciebie zależy, aby go pokonać i sięgnąć po swoje marzenia. Na drodze realizacji swoich marzeń przyda Ci się mapa z 5 prostymi wskazówkami, jak wygrać ze strachem i się nie poddawać. Pokonaj lęki!

Pokonaj lęki

1. Zrób listę swoich marzeń i powiedz sobie „Chcę”

Odpowiedz sobie szczerze, co robisz by zrealizować swoje cele? Jak często opowiadając o nich używasz słów „kiedyś”, „może”? Czy wykonałeś jakąś pracę, która przybliżyłaby Cię do nich? Czy jesteś gotów na to, by się zaangażować?

Z marzeniami jest jak z podróżą. By dotrzeć do celu musisz go znać. Zatem pierwszym krokiem do pokonania strachu jest wyznaczenie sobie satysfakcjonującego celu. Odpowiedz sobie na pytanie czy jeśli go osiągniesz poczujesz się spełniony?

Zastanów się głębiej. Jaki wyznaczasz sobie idealny wynik? Może jest to poprawa sytuacji zawodowej, a co za tym idzie i finansowej? Może chcesz swobodnie podróżować po świecie? Zachęcam Cię by naprawdę się nad tym zatrzymać. Zastanów się, jak będzie wyglądało twoje życie, gdy uda Ci się swój cel zrealizować.

2. Nazwij swoje wymówki

Gdy dziecko boi się potwora spod łóżka, co robisz? Zapalasz światło, odkrywasz kołdrę, pokazujesz podłogę, śmiejcie się wspólnie ze zwiniętej w rogu maskotki, która wyglądała strasznie w ciemnościach. Z dorosłymi jest tak samo. Nazwij swoje lęki, nadaj im kształt, wypowiedz je na głos, napisz, a zobaczysz, że działa to dokładnie tak samo, jak zapalenie światła w ciemnym pomieszczeniu. Czemu warto to zrobić? Bo to strach sprawia, że odkładasz rzeczy na później. To strach sprawia, że mówisz: „Jestem zmęczony”, „W tej chwili są inne ważniejsze priorytety”, „Tak naprawdę to naiwny pomysł”. Brzmi znajomo?

A teraz bądź ze sobą szczery: ile w tych twierdzeniach jest prawdy? Czy może tylko boisz się, że jeśli podejmiesz wysiłek, to spotka Cię porażka? Chcę Cię zapewnić o jednym… ból niespełnienia jest znacznie bardziej dotkliwy niż ból porażki.

Skoro już rozpoznałeś swoje „potwory spod łóżka”, zastanów się jak je pokonać. Jesteś zbyt zmęczony? Zastanów się, jak rozplanować sobie dzień, by znaleźć odpowiedni czas na sen i odpoczynek. Masz inne priorytety? Zastanów się, jak wyznaczyć sobie cele, by nie musieć ich realizować kosztem innych ważnych dla Ciebie spraw. Jakiś głosik mówi do Ciebie „to głupie”? Powiedz mu „Nie”, bo ten wewnętrzny sabotażysta ma tylko jeden cel: nie chce byś się rozwijał. Pokonaj lęki i nie pozwól mu na to.

Pokonaj lęki

3. Nastaw się na rozwój

Strach sprawia, że stoimy w miejscu. Gdy rozejrzysz się wokół siebie zrozumiesz, że mimo iż dni mijają, Ty jesteś tylko obserwatorem. Boisz się popełnić błąd, boisz się rozczarowania, boisz się zmian. Pokonaj lęki, bo to wszystko Cię powstrzymuje, by ruszyć do przodu.

Zmień komunikat, jaki przekazujesz sobie we własnych wewnętrznych rozmowach.

Powiedz sobie, że nie chodzi o bycie doskonałym, nie chodzi o doskonałą figurę, doskonałą pracę, czy doskonałe wakacje. Coś takiego nie istnieje, jest odrealnione, więc przestań o to walczyć. Pokonaj lęki i pomyśl o drodze rozwoju, która Cię poprowadzi do celu. Poczuj się na niej komfortowo. Być może po drodze popełnisz jakiś błąd, coś pójdzie nie po myśli. Nawet jeśli tak się stanie, poruszasz się po ścieżce rozwoju. W swoim własnym tempie, ale do przodu. Pamiętaj, by się nie zatrzymywać. Tylko wytrwały zwycięży.

4. Szukaj sensu w rozczarowaniach

Nikt nie lubi rozczarowania. Skoro podejmujemy wysiłek związany z realizacją celu, oczekujemy od losu, że wynagrodzi nas za nasze starania. Boimy się bólu rozczarowania i robimy wszystko by go uniknąć. Tymczasem takie rozczarowania to ważne lekcje. Bolesne doświadczenia mogą być szansą na rozwój. Aby pokonać strach, naucz się znajdować sens w rozczarowaniach.

Przygotuj się na to, że na pewnych etapach trudności się pojawią. Wtedy powiesz sobie, że jesteś na ścieżce rozwoju i to nie rozczarowanie czy strach decydują o tym, dokąd zmierzasz, co osiągasz i jak żyjesz. Robisz to TY.

Pokonaj lęki

5. Zaakceptuj porażkę

Czego najbardziej się boimy się zanim zaczniemy realizować cel? Zapewniam Cię, że praktycznie każdy odpowiada: „Porażki”. Pokonaj lęki, bo takie doświadczenie potrafi nas o wiele więcej nauczyć niż łatwo osiągnięty sukces.

Gdy dziecko uczy się jeździć na rowerze, pomimo wywrotek, siniaków i zadrapań uparcie wsiada kolejny raz na siodełko. Nie traktuje upadku jako porażki, tylko jako naukę – drogę do samodzielnej jazdy. Gdyby na początku nauki uległo strachowi, nigdy by nawet nie wsiadło na rower.

Ból upadku to nie koniec świata. Wyciągaj z porażki wnioski, nie rób sobie wyrzutów. Zamiast tego wykorzystaj tę wiedzę w przyszłości i pokonaj lęki, jeżeli znowu się pojawią. To doświadczenie jest bezcenne, nigdy byś nie miał tej wiedzy, gdybyś nie spróbował.

Pokonaj lęki

Pamiętaj: sposób, w jaki reagujesz na swój strach, może wyróżnić Cię z tłumu. Możesz mu się poddać i z roli obserwatora patrzeć, jak życie Cię omija. Ale możesz też zmierzyć się z wewnętrznymi barierami, uwolnić się od nich i tę nową siłę wykorzystać do tego, by wyruszyć w kierunku swojego celu. Pokonaj lęki, a jeżeli zostaniesz w miejscu, to rozejrzyj się dookoła, nic innego bowiem Cię nie czeka.

Jeżeli ruszysz przed siebie, wyczekuj tego, co dziś kryje się za horyzontem. Głębokiej satysfakcji ze spełnienia tego, czego naprawdę pragnąłeś. Pokonaj lęki!

jak wybaczyć

Jednym z ważnych etapów w budowaniu szczęśliwego, trwałego związku jest wybaczanie. Często, gdy podczas sprzeczki pojawia się różnica zdań i poglądów (np. jak wychowywać dzieci, gdzie wybrać się na wakacje, jak zarządzać domowym budżetem), nasze emocje sięgają zenitu, a początkowa irytacja przeradza się we wściekłość.

Potem padają słowa, których na chłodno będziemy żałować. I nawet kiedy już emocje opadną, przychodzi czas, gdy trudno nam się do partnera odezwać, milczymy, mijamy się w korytarzu, zostajemy dłużej w pracy, by uniknąć spotkania. Warto wiedzieć, jak wybaczyć w takiej sytuacji.

Wybaczanie to proces, jednak warto pamiętać, że im dłużej trwa czas żalu, milczącej złości, tym bardziej cierpią nasze wzajemne relacje.

Na moich warsztatach przekonuję Uczestników, że w tej sytuacji najbardziej cierpi ten, kto nie potrafi przebaczyć, bowiem wewnętrzne poczucie zranienia nas osłabia, trawi od środka i ma swoją wysoką cenę.

warsztat rozwoju osobistego

Warto w tej sytuacji zrobić kilka prostych kroków, które pozwolą nam wybaczyć (i sobie i partnerowi/partnerce), by ruszyć do przodu.

Poniższe ćwiczenie wykonaj zawsze po kłótni, gdy trudno ci wybaczyć drugiej stronie. A teraz, aby sprawdzić osobiście, jak ono działa, weź do ręki kartkę papieru i długopis i pomyśl o waszej ostatniej kłótni, na podstawie której przetestujesz poniższy sposób na wybaczanie.

Na początek:

  1. Zapisz maksymalnie obiektywnie sytuację, która się wydarzyła (bez oceniania, wartościowania, jakbyś był kamerą rejestrującą zdarzenie).
  2. Następnie, pod spodem opisu, podziel kartkę pionowo na pół. Lewa strona będzie na notatki o tobie, prawa o twoim partnerze.

Wykonaj teraz poniższe kroki:

  1. Po pierwsze, po „swojej” stronie kartki, nazwij, co w czasie kłótni czułeś (zapewne było to jedno z uczuć: złości, frustracji, bezsilności, wściekłości, niecierpliwości)
  2. Po drugie, stań teraz po stronie swojego partnera i po prawej stronie kartki nazwij to, co w czasie kłótni czuł on/ona (nie bój się, jeśli się chwilę zastanowisz, będziesz to wiedział).
  3. Po trzecie, określ, jakie w tej sytuacji miałeś potrzeby (na przykład: odpoczynku, spokoju, ciszy, niezależności, lub: bliskości, wysłuchania, rozmowy, decydowania).
  4. Po czwarte zastanów się mocno i nazwij potrzeby twojego partnera. Czego on/ona wtedy potrzebował (odpoczynku, decydowania, bliskości, autonomii, czegoś jeszcze innego?)
  5. Porównaj obie strony. Co widzisz? Czy czuliście to samo czy coś innego? Czy mieliście podobne potrzeby czy też inne? Jakie to budzi w tobie teraz emocje?

Gdy zrobisz to zadanie sumiennie, spojrzysz na sytuację z nowego punktu widzenia. Dzięki temu zobaczysz jej szerszą perspektywę.

Zarządzanie stresem i emocjami

Poczujesz być może gotowość, by wyciągnąć rękę. By iść i porozmawiać. By przeprosić „za swoją część”- za niesprawiedliwe słowa, za sposób, w jaki wyraziłeś swoje wzburzone emocje.

Będziesz gotowy, by przyznać komuś prawo do pragnienia czegoś innego, do innego punktu widzenia, do innych potrzeb. Ale też aby powiedzieć o tym, czego i ty potrzebowałeś, jak się w tej sytuacji czułeś.

asertywność

Rozmowa będzie też cudowną okazją, by raz jeszcze usiąść do „negocjacji” i poszukiwań rozwiązania, które zaakceptuje każda za stron.

Pamiętaj: Każdemu zdarza się robić małe (i marne) rzeczy. Warto wiedzieć, jak wybaczyć. Umieć to zrobić (i sobie i innym). Warto też umieć przeprosić. I jeszcze: przyjąć przeprosiny.

Co dzięki temu wszystkiemu zyskasz? Mocniejszą, bardziej dojrzałą relację, opartą na szacunku. Jest o co się starać. Pamiętaj, jak wybaczyć 🙂

warsztat rozwoju osobistego

Miałam niedawno okazję rozmawiać z właścicielem średniej wielkości firmy na temat jego kontaktów z pracownikami. „Wiesz, zanim zacząłem zarządzać zespołami, wydawało mi się, że najtrudniejsza rozmowa z podwładnym to taka, podczas której musisz pracownikowi zwrócić uwagę lub podziękować mu za współpracę. Tymczasem uświadomiłem sobie, że chwalenie też nie jest łatwe i parę razy te rozmowy nie kończyły się wcale przyjemnie” – powiedział.

No właśnie, dla wielu szefów (i pracowników) wydawać by się to mogło niemożliwe, a jednak podczas moich szkoleń podkreślam i uświadamiam menedżerom, że rozmowy, w których chcemy zmotywować i pochwalić pracownika, należy prowadzić świadomie, aby osiągnąć zamierzony cel i jej nie zepsuć. Sytuacja się komplikuje, gdy myśląc o pochwale, szef obawia się, że pracownik „obrośnie w pióra”, lub gdy szef nie umie po prostu wyrażać pozytywnych emocji.

Wspomniany szef podzielił się ze mną przykładami swoich nieudanych spotkań, gdy widział kwaśny uśmiech pracownika lub rozczarowanie na twarzy rozmówcy. Oto niektóre z nich:

„Widzisz Tomku, jak chcesz to potrafisz. W tym miesiącu byłeś naprawdę świetnym pracownikiem. Dzięki!”

„Kasiu ten raport jest naprawdę dobrze zrobiony. Ale niech moja pochwała nie uderzy ci do głowy, pamiętasz w tamtym miesiącu zwracałem Ci raport dwa razy!”

„Ania jest rzetelna, punktualna i niezawodna. Uczcie się od niej i bierzcie przykład!”

 

Zasada jak nie chwalić pracownika jest bardzo podobna do tej, jak nie należy mu zwracać uwagi.

Jeżeli naprawdę chcesz docenić podwładnego, po pierwsze zawsze powiedz mu za co! Nawet jeśli to drobna rzecz. Powiedz: „Zrobiło na mnie wrażenie, jak rozwiązałeś kryzysową sytuację z naszym klientem. Podobało mi się Twoje profesjonalne podejście i opanowanie w tej trudnej rozmowie, którą odbyliśmy we wtorek”. Po drugie, chwal czyny (co pracownik zrobił), nie cechy pracownika (jaki jest). Doceń, że świetnie przygotował raport, zamiast mówić, że pracownik jest rzetelny. Jeśli zrobisz odwrotnie, może zacząć się zastanawiać, czy w sytuacjach, gdy raport Ci się nie podobał uważałeś, że był nierzetelny. I po trzecie nie sabotuj swoich wypowiedzi. Czy wiesz, jak małe słówko „ale” może zmienić sens tego, co przed chwilą powiedziałeś? Jeśli przekażesz podwładnemu pochwałę, a potem powiesz: ALE… zepsujesz cały efekt.

Pamiętaj: Jeśli chcesz pochwalić, po prostu pochwal. Powiedz co ci się podobało w działaniach podwładnego. Podziękuj.

Podczas mojego Szkolenia „Trudne rozmowy z pracownikami” ćwiczymy chwalenie i inne trudne sytuacje w zarządzaniu na praktycznych przykładach. Serdecznie zapraszam na najbliższą grupę już 25 czerwca (wtorek, Warszawa).

 

emocje są ważne

Na jednym z moich ostatnich szkoleń odbyłam bardzo ciekawą rozmowę z pewnym Uczestnikiem. Dotyczyła ona wątku emocji, tego, co w danej chwili czujemy i przeżywamy. Czy emocje są ważne? Oraz: czy możemy mieć na nie wpływ, na przykład, w chwilach wzburzenia?

W trakcie tej dyskusji postawiłam tezę, że owszem, mamy wpływ na to, co czujemy.

– No a wyobraź sobie taką ekstremalną sytuację – powiedział z dużą dozą wątpliwości w głosie ww. Uczestnik – dowiaduję się, że żona mnie zdradza. Wiadomo, jestem wściekły. A ty chcesz powiedzieć, że mogę tego nie czuć?

No właśnie. Dobre pytanie i dobry przykład.

Bo wcale nie chodzi o to, by nic nie czuć. Emocje są ważne. Wściekłość, rozczarowanie i smutek w takiej sytuacji wskazują nam, że naruszone zostały nasze granice, standardy, wartości.

Więc o co chodzi? Chodzi o to, że na te same zdarzenia możemy reagować różnie. Emocje są jak paleta barw – mają natężenie, nasilenie, odcienie…

Przełomem wspomnianej dyskusji był mój przykład o panowaniu nad strachem przed wystąpieniami publicznymi. To przecież też negatywna emocja.

– Czy w takiej sytuacji dopuszczacie – zapytałam Uczestnika i resztę grupy – że można mieć wpływ na to, co się przeżywa? Ile czuje się strachu, stojąc na scenie, że można tę sytuację w pewnym zakresie opanować? Że zamiast strachu możemy czuć lekki niepokój lub dyskomfort?

– No, tak – odpowiedział – to akurat dopuszczam i rozumiem.

– Ok – odparłam – z każdą emocją jest podobnie. Możemy mieć wpływ na to, jak reagujemy na daną sytuację. Jeśli coś nas zdenerwowało, możemy zareagować furią, wściekłością, złością, irytacją itd. Jest całe spektrum emocji. Mają inną nazwę, oddają inną temperaturę tego, co przeżywamy.

Są zresztą dwie szkoły i dwa podejścia do tematu „regulowania” emocji. Pierwsza mówi: „Czuję, to co czuję i tego nie kwestionuję. Nic z tym nie zrobię, na wprost akceptuję”. A druga uczy: „Mogę dostrzec to, co czuję i mogę mieć na to wpływ – zmniejszyć, zwiększyć, zmodyfikować swoje emocje i doznania”.

Która szkoła jest lepsza?

Trudno powiedzieć. Co więcej, uważam, że się nie wykluczają. Bo w chwili, gdy uznaję, że czuję to, co czuję, robię właśnie pierwszy krok ku temu, by móc poczuć coś innego. Sam fakt dostrzeżenia emocji sprawia, że ta emocja już się trochę przekształca.

Jak to może zadziałać? Oto przykład:

Wyobraź sobie że odwiedzasz swoich rodziców. Od progu, jeszcze zanim usłyszysz „Dzień dobry”, Twoja mama „startuje” z zarzutami, że dzieci za cienko ubrane, że na pewno się przeziębią i będą się męczyły z katarem. A poza tym… (bla, bla, bla)

warsztat rozwoju osobistego

Ty czujesz, jak puchnie Ci głowa, ogarnia Cię wściekłość i myślisz same złe rzeczy o swojej matce i waszej relacji. Jeśli zareagujesz automatycznie, idąc za wściekłością, zanim pomyślisz, możesz powiedzieć coś niemiłego, czego po chwili będziesz żałować.

Jeśli natomiast w tej sytuacji, zamiast odwetowego „naskoczenia” powiesz do siebie: „Jestem teraz wściekła/wściekły, że tego słucham!”, wykonasz dwie czynności: nazwiesz swoją emocję (czyli ją dostrzeżesz i „zmaterializujesz”). A równocześnie, dzięki temu, poczujesz mniejszą złość, bo samym faktem nazwania tego, co przeżywasz, „przewentylowałeś” swoje negatywne doświadczenie.

Nazwałam/-em to. I tak wściekłość może stać się złością, a potem nawet irytacją, a to już lżejsze uczucie.

asertywność

asertywność

Krótki przepis na pierwszy krok pracy z emocjami:

Zadawaj sobie kilka razy dziennie pytanie: „Co ja teraz czuję?” I odpowiadaj na nie.

Naucz się nazywać swoje emocje. Naucz się nazywać, co czujesz w danej chwili.

Sprawdź, jaką to robi różnicę. I pamiętaj: emocje są ważne. Doświadczaj ich świadomie.

Pozdrawiam ciepło.

 

 

 

 

Czas świąteczny to moment, kiedy bardziej niż zwykle myślimy o bliskości. Kiedy przed dłuższy czas przebywamy z bliskimi. Kiedy jesteśmy bliżej siebie, bardziej intensywnie. To bardzo cieszy, ale często też, z drugiej strony, wywołuje napięcia.

No właśnie. Gdzie jest „złoty środek” bycia razem? Czy każdą chwilę spędzać z ważnymi dla nas osobami, czy też czasem się oddalać? Jak wyważyć ilość czasu i uwagi na wspólne zajęcia, rozmowy i chwile?

W kontekście rozmów o bliskości i dyskusji w poszukiwaniu odpowiedzi na powyższe pytania, bardzo lubię przytaczać bajkę filozoficzną słynnego niemieckiego filozofa Schopenhauera.

Otóż pewnej jesieni, rodzina jeżozwierzy układała się w ciasnej dziupli do zimowego snu. Aby było im ciepło, zwierzęta przytuliły się mocno do siebie. Po krótkiej chwili poczuły jednak bolesny ucisk igieł swoich bliskich. Odsunęły się więc od siebie. Wtedy natomiast okazało się, że były za daleko, bo zaczął im doskwierać chłód. Także raz jeszcze zbliżyły się do siebie, już trochę mniej, ale znowu, po krótkiej chwili, poczuły bolesne ukłucia. I tak oddalały się od siebie i przybliżały jeszcze klika razy, aż w końcu udało im się znaleźć między sobą idealną odległość.

Podobnie jest u nas, u ludzi. Pragniemy bliskości drugiego człowieka i z drugiej strony potrzebujemy zdrowego dystansu. Zarówno z własnym życiowym partnerem, z dziećmi, rodziną, przyjaciółmi i w pracy.

Za duża bliskość może „dusić” relację z drugim człowiekiem. Sprawiać, że wyzbędziemy się siebie, zrezygnujemy z własnych potrzeb, za wszelką cenę będziemy chcieli być razem.Można przedobrzyć, może być tak ciepło, że aż będzie kłuło 🙂

Z drugiej strony, źle rozumiana niezależność będzie już egoizmem, który też zniszczy ważne dla nas relacje. Możemy zacząć być w kontakcie z drugą osobą tak daleko, że aż będzie za zimno.

Gdzie jest więc ta optymalna granica między bliskością a autonomią?

Nie dostaniesz tu gotowej odpowiedzi. Ale, podobnie jak jeżozwierze z bajki, masz jej szukać i nieprzerwanie ją regulować. Jeśli chcesz zbudować zdrowe, wartościowe relacje, nie bądź za blisko, by nie zgubić siebie, nie bądź też za daleko, by nie zgubić relacji. Sprawdzaj po tym, co sam czujesz i po tym, co widzisz po drugiej stronie. Ustawiaj i sprawdzaj. Wyciągaj wnioski i poprawiaj. Sprawdzaj i znów ewentualnie poprawiaj. Ucz się o bliskości metodą dopasowywania.

To bardzo w porządku, by szukać idealnej odległości. Jeżozwierze to wiedzą.

 


Chcesz o bliskości i relacjach nauczyć się więcej?

Skorzystaj z naszych warsztatów i szkoleń. Dowiesz się, jak dbać o siebie i o innych. Jak budować zdrowe relacje i jak układać sobie świat wolny od toksycznych związków.


Warsztat z asertywności pomoże Ci, jeśli czujesz, że nie zawsze umiesz zadbać o swoje potrzeby, wyrazić co czujesz, wstydzisz się poprosić o pomoc, masz wyrzuty sumienia, gdy odmawiasz. Nauczysz się konstruktywnie komunikować z innymi. Zapraszam Cię na najbliższą grupę już 11 maja.

asertywność


Warsztat z budowania siły wewnętrznej jest dla Ciebie, jeśli chcesz znaleźć odwagę, by ruszyć z miejsca, chcesz wreszcie uwierzyć w siebie i swoje możliwości, odkryć swoje mocne strony, które będziesz wykorzystywać do realizacji swoich marzeń.

warsztat rozwoju osobistego


Szkolenie z zarządzania stresem i emocjami pomoże Ci, jeśli chcesz nauczyć się technik panowania nad goniącymi w głowie myślami, strachem przed przyszłością lub rozpamiętywaniem przeszłości. Gdy chcesz uspokoić swoje ciało i poznać sposoby na dobry sen, pewność siebie w kontaktach z innymi, rozmowach rekrutacyjnych, czy wystąpieniach publicznych.

Zarządzanie stresem i emocjami

skuteczna komunikacja

Moją pierwszą pracę w obsłudze klienta zaczęłam gdzieś w okolicach 2000 roku. Była to firma  informatyczna, zajmowałam się najpierw obsługą zamówień, potem, awansując do działu handlowego,  sprzedażą. Moja praca opierała się na kontaktach, rozmowach, negocjacjach. Nauczyłam się wtedy bardzo dużo. Z książek, ze szkoleń i… z własnego doświadczenia „na polu walki”.

Po tylu latach, jedno wiem na pewno: czy to prowadzisz własną firmę, czy też pracujesz dla kogoś, jeśli masz do czynienia z Klientami i ich obsługą, masz wiedzieć, jak działa komunikacja. Dosłownie: masz ją rozumieć jak „maszynę”. Jeśli nie działa w satysfakcjonujący dla ciebie sposób, masz umieć rozebrać ją na części, nazwać każdy element, zdecydować, którą część wymienić, a następnie złożyć na nowo i sprawdzić jak działa.

Jednym z takich elementów, składających się na  mechanizm „skuteczna komunikacja”, o którym warto wiedzieć i który może ci w sekundę zepsuć/uratować komunikację, jest coś, co nazywamy „zaprzeczeniem doświadczeniu klienta”.

O co chodzi?

Jeśli na co dzień pracujesz w obsłudze klienta, zakładam, że przynajmniej raz w życiu miałeś do czynienia z niezadowolonym Klientem. Przypomnij sobie, czy Twoja reakcja na niezadowolenie klienta prowadziła do eskalacji sytuacji czy ją łagodziła?

Zakładam też, że przynajmniej raz zdarzyło Ci się być niezadowolonym Klientem. I tu podobne pytanie: czy reakcja osoby reprezentującej firmę rozładowywała napięcie czy raczej miałeś wrażenie, że ktoś dolewa oliwy do komunikacyjnego ognia?

Jednym z celów efektywnej komunikacji jest poprowadzenie naszego rozmówcy z miejsca, w którym się obecnie znajduje do miejsca, w którym byśmy chcieli go widzieć. Najczęściej od zdenerwowania i rozczarowania ku polepszeniu relacji. Nawet jeśli w kryzysowej sytuacji ma on negatywne przekonanie na dany temat, to Twoim celem jest zmiana tego w korzystny dla ciebie sposób. Jeśli „przeprowadzamy” klienta w drugą stronę- od zdenerwowania do wściekłości, kierunek jest zdecydowanie niewłaściwy i, co gorsze, to może być efekt naszej nieumiejętnej komunikacji. Powodów może być kilka, ale komunikacyjny mechanizm „zaprzeczenia doświadczeniom” jest tu wysoce prawdopodobny.

Aby to lepiej zrozumieć, przeczytaj przykład.

Postaw się w sytuacji Klienta: „Już od jakiegoś czasu marzysz o kaszmirowym swetrze, który będzie na Tobie świetnie wyglądał. Jest drogi, ale też wart swojej ceny. Decydujesz się na zakup. Masz go na sobie może po raz drugi, gdy zauważasz, że zaczął się rozchodzić na szwach. To wywołuje u Ciebie irytację, bo sweter był naprawdę drogi, miał posłużyć na dłużej, miał być dobrej jakości. Idziesz ze swetrem do sklepu, by złożyć reklamację. Nie da się ukryć, że towarzyszą ci nerwy, bo kupując go, liczyłeś na solidny, jakościowy produkt. Pokazujesz wadliwy towar, mówisz, że po zaledwie kilku dniach sweter rozchodzi się na szwach. W odpowiedzi ekspedientka uśmiecha się i mówi: „Proszę się nie denerwować, ja nie widzę tu żadnej wady fabrycznej”. Wrrr…! Nawet nie pytam, jak zareagujesz na taką odpowiedź! Bo albo odpuścisz i nigdy nie wrócisz do tego sklepu, albo poprosisz o rozmowę z kierownikiem.

Jak więc to się stało, że wystarczyło jedno zdanie, by sytuacja z nieprzyjemnej eskalowała do kryzysowej?

Ekspedientka zaprzeczyła twojemu  bieżącemu doświadczeniu.

Po kolei było tak:

  1. Kupiłeś drogi sweter
  2. Zauważyłeś, że zaczął się rozchodzić na szwach po kilku dniach
  3. Sweter był drogi, więc oczekiwałeś, że będzie dobrej jakości i posłuży Ci na dłużej
  4. Musiałeś wybrać się do sklepu złożyć reklamację
  5. Cała sytuacja stała się bardzo irytująca dla Ciebie
  6. Opowiadając o wszystkim ekspedientce, usłyszałeś: „Proszę się NIE denerwować, ja tu nie widzę wady”
  7. Wrrr…

Jeśli do twojego rozczarowania zakupem i niesmaku, że musisz wybrać się do sklepu, dodamy wyluzowany komentarz, że nie ma „problemu”, możesz doznać „trzaśnięcia”- to wynik zderzenia dwóch doświadczeń: twojej złości i zaprzeczenia przez sprzedawczynię.

Jak zatem powinna zareagować ekspedientka, by nie eskalować irytującej sytuacji? Oto jedna z propozycji odpowiedzi:

„Rozumiem, że kupił Pan u nas sweter. (potwierdzenie doświadczenia klienta) Rozumiem, że nie był tani, a po kilku dniach zauważył Pan wadę. (potwierdzenie doświadczenia klienta) Rzeczywiście można się tym zirytować. (potwierdzenie doświadczenia klienta) Porozmawiam z kierownikiem sklepu, jakie rozwiązanie możemy w tej sytuacji zaproponować (propozycja rozwiązania)”.

Co tu zadziałało? Potwierdzenie Twoich doświadczeń (co pomyślałeś, jak widziałeś tę sytuację i co mogłeś poczuć) i konkretna propozycja rozwiązania. Ekspedientka sprawiła, że zamiast nadal irytować się faktem, że musisz tu być z powodu uszkodzonego swetra, myślami jesteś już przy rozmowie z kierownikiem sklepu i zastanawiasz się, jakie rozwiązanie Ci zaproponuje.

Jaki jest z tego wniosek?

Jeżeli chcesz się skutecznie skomunikować, szczególnie gdy masz przed sobą zdenerwowanego klienta, na początku NIE ZAPRZECZAJ jego emocjom:

  1. Nie doradzaj „Proszę się tylko denerwować”
  2. Nie mów: No tak, ale przecież…
  3. Nie bagatelizuj

W zamian za to:

  1. Wysłuchaj i pozwól się wypowiedzieć
  2. Uznaj, że widzi sprawę, jak widzi i czuje, co czuje
  3. Zaproponuj rozwiązanie

I jeszcze jedno: powyższa zasada i skuteczna komunikacja, dotycząca pracy z Klientami, działa identycznie również w życiu prywatnym, np. w trudnych rozmowach z bliskimi. Pomyśl jak często zdarza Ci się w napiętych sytuacjach czy w nieprzyjemnej rozmowie zaprzeczać doświadczeniom Twojej drugiej połówki („Bo ty się zawsze musisz czepiać o pierdoły!”). Teraz już wiesz, jak możesz to zmienić. 😊

Słowa mają znaczenie. Mowa twojego ciała ma znaczenie. Skuteczna komunikacja ma moc.

I możesz się jej nauczyć.


Dlatego też, jeśli chcesz podnieść swoje kompetencje w zakresie komunikacji, zrobisz to na dwudniowym szkoleniu „Efektywna komunikacja w obsłudze Klienta”. Poznasz szereg technik i mechanizmów, które pozwolą ci zrozumieć komunikację i świadomie zarządzać relacjami z klientami. Zapraszam i bardzo polecam.



efektywna komunikacja

efektywna komunikacja

zarządzanie stresem

coaching

Język motywacji

Dziś przygotowałam artykuł o języku motywacji. W czasie moich szkoleń, warsztatów i coachingu słyszę często od Uczestników, co muszą zacząć lub przestać robić, co powinni lub co należałoby robić. Brzmi to najczęściej tak:

„No ja wiem, że powinnam zacząć być bardziej asertywna”

„Od teraz muszę już myśleć też o sobie”

Muszę zacząć odmawiać moim klientom”

Powinnam zacząć ćwiczyć”

Równocześnie, często ich mowa ciała, ton głosu i komunikacja niewerbalna, przeczy temu, co mówią lub da się wyczuć, że w takim mówieniu nie ma energii i motywacji do działania. To, co można dostrzec, to raczej poczucie przymusu i/lub poczucie winy.

Jestem przeczulona na to, w jaki sposób ze sobą rozmawiamy, bo wiem, że słowa, jakich używamy, robią różnicę. Warto sprawdzić, ile niosą w sobie energii. Czy jest to nasz język motywacji.

Wiele lat temu, pamiętam, że miesiącami powtarzałam do siebie, ze „muszę zacząć ćwiczyć”. Miesiącami. Powtarzałam i nie ćwiczyłam. I w pewnym momencie doznałam objawienia, że poza powtarzaniem, kompletnie nic się w temacie nie dzieje. Poza- prawdę powiedziawszy- traceniem energii i poczuciem winy.

Zapytałam siebie wtedy, czy poza tym, że MUSZĘ ćwiczyć, tak naprawdę CHCĘ ćwiczyć. To pytanie zmieniło perspektywę, bo okazało się, że w zasadzie to ćwiczenia, w tamtym czasie, gdy moje dzieci były jeszcze bardzo małe, w żaden sposób nie było moim priorytetem. Więc gdy zadałam sobie to nowe pytanie „Czy tak naprawdę chcesz ćwiczyć?”- mogłam uczciwie odpowiedzieć, że NIE. Skreślić sport ze swojej listy na jakiś czas, przestać tracić energię na mantrę: „Muszę zacząć ćwiczyć” i zająć się tym, co ważne.

Warto pamiętać, że niezmiernie często nasze słowa: „muszę”, „powinnam”, wypadałoby”, „należy”, „tak trzeba”, niosą ze sobą elementy przymusu, jakiś standard narzucony nam przez innych, jakiegoś „nieznanego autora” tej starej „prawdy”. Warto wtedy sprawdzić, czy tak naprawdę tego chcę? Czy to moje? Jaka jest w tym motywacja, korzyść, radość, dlaczego to dla mnie ważne.

Warto rozmawiać językiem motywacji, w którym jest energia, wybór, radość, satysfakcja.

Zrób teraz małe ĆWICZENIE na język motywacji, które poznałam kiedyś w mojej szkole coachingu Erickson College:

1. Pomyśl o jednej czynności, której nie lubisz robić, a którą chciałbyś regularnie wykonywać (np. regularnie myć samochód)

2. Powtórz tę czynność, wstawiając ją kolejno w następujące sformułowania:

Muszę ………. (np. regularnie myć samochód)

Mogę……….

Zasługuję……..

Spróbuję…….

Jestem zmuszona/-y………

Mogłabym/Mógłbym……………..

Powinnam/Powinienem………………..

Jestem w stanie………….

Postanawiam………..

Pozwalam sobie…………..

Decyduję się na…………………

Chcę……………………

Wybieram……

Stać mnie na to, by……….

Ośmielam się…………..

……………….. (przetestuj też swoje, inne sformułowania tej myśli).

Sprawdź, które sformułowania najbardziej Cię ekscytują, w których jest najwięcej zadowolenia i motywacji. Wybierz 3  zwroty, w których czujesz najwięcej pozytywnego wydźwięku, w których czujesz się właścicielem i autorem decyzji. Przetestuj i znajdź swój język motywacji.

Pamiętaj, że po pierwsze, pytanie: „Czy naprawdę CHCĘ to robić”- pomoże Ci zweryfikować Twoje prawdziwe nastawienie do tematu.

A po drugie, jeśli chcesz dodać sobie motywacji, rozmawiaj ze sobą językiem, który Cię „podkręca”.

Bo ja, naprawdę mogę sobie pozwolić, tak wybieram  i stać mnie na to, by regularnie myć auto 😉



To także może Cię zainteresować:

warsztat rozwoju osobistego

asertywność

Zarządzanie stresem i emocjami

Zarządzanie stresem i emocjami

prosić, aby otrzymać

Przełom starego i nowego roku jest czasem, kiedy więcej podsumowujemy, więcej chcemy i o więcej prosimy. Dlatego też dziś dzielę się moją ważną życiową lekcją. O tym, jak prosić, aby otrzymać to, o co prosimy. Inspiracją i prawdziwym odkryciem na ten temat był dla mnie fragment książki „Jesteś cudem” Reginy Brett, a dokładnie rozdział pt. „Módl się tak, jakbyś wierzył w każde słowo”.

Chociaż w książce autorka pisze o modlitwie do Boga, myślę sobie, że sam sposób proszenia i fakt, że otrzymasz, jest taki sam bez względu na to, kogo lub co prosisz. Czy swojego Boga, Wszechświat, Anioła Stróża, Opatrzność, lub jeszcze coś innego…

O co w tym proszeniu chodzi?

Zazwyczaj, gdy prosimy „siły wyższe” o pomoc, prosimy w myślach- w modlitwie, błaganiach, powtarzając w kółko nasz prośby. Prosimy i prosimy, nie ustajemy w tych prośbach, bez ustanku. Prosimy, nie dając sobie w zasadzie czasu, aby tę pomoc faktycznie otrzymać. Jakbyśmy… nie wierzyli, że to, o co prosimy, będzie nam dane.

Taki sposób proszenia „w kółko” ładnie obrazuje fragment wspomnianej książki Reginy Brett:

Załóżmy, że dzwonię do mojej przyjaciółki Beth i zapraszam ją na lunch w czwartek, a ona przyjmuje zaproszenie. A potem dzwonię do niej co kwadrans, żeby się upewnić, czy na pewno chce zjeść ze mną lunch w czwartek. Przyjaciółka zaczęłaby się zastanawiać: „Dlaczego Regina mi nie wierzy? Czyżby mi nie ufała, że przyjdę?”.

Tak zachowujemy się, prosząc. Najpierw prosimy, a potem wątpimy. Jeśli chcesz naprawdę zawierzyć sile wyższej, którą prosisz, poproś ją tylko raz.  Z wiarą, że otrzymasz. Bądź konkretny. Nie pozostawiaj żadnych wątpliwości, o co ci chodzi. I zamiast „klepać” modlitwy i je powtarzać, ZAUFAJ, ŻE OTRZYMASZ.

Autorka cytuje fragment Biblii, w którym jest napisane: „Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie”. Jak prosić, aby otrzymać?

Przyznam się, że od kiedy przeczytałam tę książkę i wiem, jak prosić aby otrzymać, nieustannie korzystam z tego sposobu proszenia. Możesz mi wierzyć lub nie, on naprawdę działa. Prawdą jest, że minęło sporo czasu, zanim nauczyłam się dostrzegać, że moje prośby się spełniają. Szczególnie, gdy nie były aż tak bardzo precyzyjne. Czasem wracały w innej, niż się spodziewałam, postaci. I dopiero po jakimś czasie uświadamiałam sobie, że to, co otrzymywałam (czasem zaskakującego) jest przecież spełnieniem tego, o co prosiłam. Dlatego dziś też wiem, że trzeba też uważać, o co się prosi.

Oraz że czasem na spełnienie prośby trzeba poczekać. Że nie spełniona modlitwa TERAZ nie oznacza, że nie będzie ona spełniona nigdy. Czasem trzeba poczekać.

Jeśli nie jesteśmy czasem pewni, co jest dla nas najlepsze, idąc za radą autorki książki możemy sformułować naszą prośbę i dodać: „Ześlij mi to albo coś lepszego”. A gdy ogarnia nas zwątpienie, zamiast zaczynać modlić się od nowa, po prostu pozostać w wierze, że otrzymamy, że Bóg już nas wysłuchał. (pamiętając, że do znajomej nie dzwonilibyśmy co 10 minut, aby upewnić się, że się z nami spotka następnego dnia).

Gdy otrzymasz to, o co prosiłeś, PODZIĘKUJ. Okaż w sercu wdzięczność.

Prawdziwa wiara to nie modlitwa bez końca. To ufność, że zostaliśmy usłyszani za pierwszym razem.

Sama wiem, że wszystko powyższe może brzmieć co najmniej dziwnie, zarówno dla osób wierzących jak i niewierzących. Dzielę się tym jednak, bo sama proszę w ten sposób już kilka lat i tak wiele razy otrzymałam to, o co prosiłam. Wierzę więc, że każdy powinien mieć przynajmniej szanse dowiedzieć się o takim sposobie modlitwy i sam spróbować.

Ja naprawdę wiem, że warto.

Życzę Wam na nowy rok spełnienia Waszych przemyślanych, precyzyjnych próśb.



SZKOLENIA I WARSZTATY Z ROZWOJU OSOBISTEGO STYCZEŃ 2019


siła wewnętrzna Zarządzanie stresem i emocjami

asertywność

kodeks honorowy

Ludzki umysł ma jedną niesamowitą właściwość: ELASTYCZNOŚĆ. Dzięki niej możemy wprowadzać zmiany, poszukiwać rozwiązań, tworzyć nowe rzeczy. Równocześnie, ta sama elastyczność, może nam w życiu… szkodzić.

Są sytuacje, gdy pojawiają się pokusy i okazje. Zdarzyło Ci się tak kiedyś? Mamy wtedy tendencję do racjonalizowania, naginania zasad i przymykania oka na to, w co wierzyliśmy wcześniej.

Dlatego warto mieć spisany swój własny kodeks honorowy.

Pamiętam, jak w 2015 roku kończyłam certyfikację mistrza NLP. Cały kurs był długi, z milionem ćwiczeń, technik, niezmiernie intensywny. Warunkiem uzyskania dyplomu ukończenia było napisanie pracy końcowej. Należało najpierw przeprowadzić- w nurcie zgodnym z kursem- sesję z (tak zwanym) prawdziwym klientem, a następnie ją przeanalizować, opisać, wyciągnąć wnioski itd.

O zaliczeniu zaczęłam myśleć w czerwcu, na początku wakacji. Czekał już na mnie wyjazd z rodziną i znajomymi na Mazury. Wizja przeprowadzenia sesji NLP oraz opisania jej na minimum 20 (!!!) stronach zaczęła być mało zachęcająca.

I wtedy mój umysł zaczął uruchamiać wspomniane wcześniej elastyczne myślenie.

Że i tak napracowałam się już bardzo w czasie kursu. Że mam prawo już być zmęczona nauką.. Że i tak już tak dużo umiem..  Że zapłaciłam, a „oni” wymyślają..

To był tylko początek tego, co działo się wtedy w mojej głowie. Po takiej racjonalizacji i „rozmiękczeniu”, mój umysł zaczął rozważać opcje alternatywne. „A może by tak opisać zmyśloną sesję z klientem? Przecież i tak nikt tego nie odkryje..” Działo się w mojej głowie, a cel był jeden: jak by tu zminimalizować wysiłek aby osiągnąć plan 🙂

Uratował mnie wtedy mój kodeks honorowy. Gdybym nie miała go spisanego, byłoby mi bardzo trudno i prawdopodobnie postąpiłabym inaczej.

Co przeczytałam w swoim kodeksie?

Jedną z zasad, którą miałam zapisaną było: „Jeśli się uczę, robię to na 100%”.

Poważnie. Naprawdę to miałam. Tak się umówiłam ze sobą wiele miesięcy wcześniej, tworząc „na chłodno” i racjonalnie swój kodeks honorowy.

Uświadomiłam sobie wtedy, że co z tego, iż otrzymam certyfikat ukończenia kursu, jeśli już zawsze, do końca życia będę mieć świadomość, że nie zdobyłam go uczciwie i na 100%. To dało mi wtedy siłę, pozwoliło umysłowi wrócić na właściwy tor.

Pamiętam, że zrobiłam wtedy prawdziwą, wartościową sesję ze znajomym klientem i napisałam w wakacje z tego pracę. Warto było. Gdy otrzymałam certyfikat, czułam prawdziwą dumę i pełną satysfakcję. Na 100%. 🙂

Dlatego też wiem, że warto mieć w życiu spisany kodeks honorowy. Spisuje się go wtedy, gdy jest się w dobrym stanie mentalnym. Moi Klienci spisują swój kodeks honorowy drugiego dnia na szkoleniu „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”, gdy ich siła mentalna jest „mocna jak dąb”. Ale możesz spisać swój kodeks samodzielnie.

Pamiętaj: Kodeks przydaje się wtedy, gdy przychodzą pokusy i okazje, a umysł zaczyna racjonalizować i kusi, by naginać zasady. Ważne, aby był zapisany. Kodeks w głowie nie działa. Jeśli nie mamy go spisanego, będziemy elastycznie modyfikować swoje reguły.

Moje przykładowe punkty z kodeksu:

-dbam o swoje zdrowie (i łatwiej przychodzi mi zdrowa dieta i regularny sport- przecież tak się ze sobą umówiłam)

-gdy odnoszę sukcesy, świętuję i doceniam siebie

-z błędów wyciągam wnioski i idę dalej

-przekraczam granice swojego strachu (to czytam zawsze, gdy mam wystąpienie publiczne :))

Zachęcam: spisz swój kodeks. Na jakie zasady umówisz się ze sobą? Na jakie reguły? Wedle czego chcesz postępować?

Gdy będziesz to miał spisane, kodeks będzie „pilnował” Ciebie i Twoich decyzji. Warto.



Warsztaty, które mogą Cię zainteresować:

siła wewnętrzna

asertywność

asertywność