jak nie zepsuć sobie wakacji

Urlop to bardzo ważny czas w naszym życiu. Są co prawda osoby, które potrafią spakować się i ruszyć w podróż z dnia na dzień, jednak dla większości z nas wyjazd na wakacje związany jest z długim planowaniem i przygotowaniami. A jak to w życiu bywa, im przedsięwzięcie wymaga większego zaangażowania, tym większe są wobec niego nasze oczekiwania. I tym większe rozczarowanie, jeśli coś idzie nie po naszej myśli. Warto więc w takiej sytuacji wiedzieć, jak nie zepsuć sobie wakacji.

Nie jest najgorzej, gdy winą za wakacyjną katastrofę można obarczyć biuro podróży, linię lotniczą czy hotel. Gorzej, gdy towarzysza podróży… Emocje tym większe, im bardziej mieliśmy wizję wyjazdu, liczyliśmy na wspólny czas i nadrobienie zaległości co do bliskości, przygody, odpoczynku…

jak nie zepsuć sobie wakacji

Ostatnio rozmawiałam ze znajomą, Martyną, która ze smutkiem przyznała, że jej wakacje zakończyły się podróżą powrotną w milczeniu, z rozczarowaniem i żalem do partnera. I gdy opowiedziała, co się wydarzyło, stało się dla mnie całkiem jasne, że ich wakacje zakończyły się katastrofą ze względu na komunikację. Nie wierzysz? Przeczytaj co się wydarzyło. Dowiedz się, jak możesz uniknąć jej błędów i jak nie zepsuć sobie wakacji.

„Planowałam tę podróż na Węgry przez dobre pół roku. Mieliśmy jechać ze znajomymi, ich samochodem. Wzięłam organizację na siebie, bo bardzo to lubię. Dodatkowo, chciałam i mojemu Krzyśkowi i pozostałym sprawić przyjemność, zabierając ich na dobrze przygotowany wyjazd. Przeczytałam chyba wszystkie możliwe przewodniki i blogi o Węgrzech. Gdzie warto pojechać, gdzie zatrzymać się na dłużej, co zwiedzić, żeby nie było banalnie. Długo myślałam jak zaplanować wszystko, żeby było idealnie i jak nie zepsuć sobie wakacji”

„Minęły pierwsze trzy dni urlopu, a my poruszaliśmy się zaplanowaną przeze mnie trasą. Było super. Niestety, czwartego dnia znajomy dostał telefon ze swojej firmy. Jeden z jego pracowników uległ ciężkiemu wypadkowi. Po dłuższym zastanowieniu przeprosił nas i powiedział, że niestety musi wrócić do Polski. Samochód, którym podróżowaliśmy, należał do niego, więc stanęliśmy przed trudną decyzją co robić dalej. Popadliśmy w lekką konsternację.

Zostać i wracać samolotem? Bez sensu, bo zaplanowaliśmy wycieczkę objazdową… Wynająć samochód? Byłoby bardzo drogo… Każde z nas zastanawiało się, co zrobić, jak nie zepsuć sobie wakacji. Sytuacja była napięta, bo decyzja trudna i żadne  rozwiązanie nie było dobre.

W trakcie rozmowy, w której przerzucaliśmy się pomysłami, zasugerowałam jeszcze jedną opcję: powrót ze znajomym do Polski, przesiadkę do własnego auta i kontynuację podróży tylko we dwójkę.  Krzysiek, słysząc ten pomysł, popatrzył na mnie i mocno zamyślony, zapytał: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?”

Powiem Ci, że zdębiałam. W głowie pojawiło mi się kłębowisko myśli i chyba nigdy w życiu nie było mi tak przykro! Tyle moich planów, pracy, zaangażowania, a on jednym zdaniem udowodnił, że kiepsko to zaplanowałam? Że chce wracać? Że nie podobało mu się, a nawet nie pisnął słowem!? Poświęcał się dla mnie, nic nie mówiąc?!? Nie zależało mu???

Koniec końców wróciliśmy ze znajomym do Polski w totalnym milczeniu, ja na fochu, on też. Jeszcze przez tydzień nie rozmawialiśmy.

Gdy trochę emocje opadły i powiedziałam mu, o co mam żal, on odpowiedział, że „tylko pytał” i że „zależało mu bardzo, żeby znaleźć rozwiązanie” oraz „nie chciał mnie urazić, wyjazd mu się bardzo podobał”. Podobał! Wyobrażasz sobie??”

Oczywiście wyobrażam sobie i bardzo dobrze rozumiałam zarówno moją znajomą, jak i zaskoczonego jej reakcją partnera. Takie komunikacyjne „mijanki” dzieją się między ludźmi na co dzień 😊

jak nie zepsuć sobie wakacji

Co dokładnie się dzieje? Prześledźmy na przykładzie historii Martyny:

  • Martyna przygotowała dokładnie wyjazd, włożyła w to dużo zaangażowania (i była dumna ze swojego planu)
  • Podróż przebiegała zgodnie z planem
  • Wtedy pojawiły się nieprzewidziane okoliczności
  • Oboje, Martyna i Krzysiek szukali najlepszego rozwiązania (mieli pozytywne INTENCJE)
  • Krzysiek zadał pytanie: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?” (nadał KOMUNIKAT)
  • Martyna odebrała komunikat, ale dokonała własnej INTERPRETACJI, na poziomie ich RELACJI i tego, co Krzysiek sądzi o wyjeździe.
  • Pojawiły się EMOCJE u Martyny (żal, smutek, złość)
  • Krzysiek próbował TŁUMACZYĆ to, co miał na myśli (jakie miał INTENCJE), ale emocje Martyny już nie pozwoliły jej tego zrozumieć i przyjąć.
  • Pojawiły się EMOCJE u Krzyśka (żal, smutek, złość, bezsilność).
  • Foch, milczenie, obopólny żal.

Wiesz już, gdzie nastąpiło zniekształcenie? Jak powiedzieć to inaczej i jak nie zepsuć sobie wakacji?

Krzysiek zadając pytanie: „Czy warto tu wracać” chciał zastanowić się rzeczowo i dosłownie: „Czy warto tu wracać”.

Co usłyszała Martyna? „Źle wybrałaś wycieczkę, to Twoja wina, że nie jest tutaj interesująco, więc nie warto tu wracać”.

Pierwszym krokiem do zrozumienia między partnerami, rodzicami a dziećmi, między pracownikiem a pracodawcą a nawet między firmą a Klientem, jest uświadomienie sobie, że każdy z nas w różnych sytuacjach komunikuje się na tych płaszczyznach, dokonuje interpretacji, dokłada emocje i komunikacja – mówiąc potocznie – „się rozjeżdża”

Dlatego nadstawiaj uszy, wsłuchuj się nie tylko w to, co mówi druga osoba, ale także w to, jaka stoi za tym INTENCJA. Jeśli masz wątpliwości, zanim puścisz wodze fantazji i pozwolisz „zaszaleć” urażonemu ego, DOPYTAJ (Martyna: „Co chcesz przez to powiedzieć? Że nie podoba ci się wyjazd, czy że co?”).

I z drugiej strony: gdy to ty mówisz, ćwicz komunikację WPROST. Dbaj o to, aby jak najjaśniej wyrażać to, co jest twoją INTENCJĄ. Czasem to może wymagać odrobiny wysiłku, staranności, dodatkowego wyjaśnienia, trochę dłuższej wypowiedzi. (Krzysiek do Martyny: „Kurczę, zastanawiam się co byłoby najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. Tyle się naplanowałaś i tyle przygotowań, a z drugiej strony to tak dużo kilometrów od Polski. Zastanawiam się, czy dalsze zwiedzanie jest warte powrotu, czy może przełożyć to na inny raz. Bo martwi mnie też, że mój samochód nie jest aż taki komfortowy… Co ty o tym sądzisz?”)

Uczestnikom moich szkoleń podkreślam, że ważne jest, w jakie SŁOWA ubierzesz swoje INTENCJE, oraz jak się wsłuchasz w wypowiedź drugiej strony i czy usłyszysz jej INTENCJE, EMOCJE, czy dopytasz, gdy masz wątpliwości.

jak nie zepsuć sobie wakacji

Nie trzeba jechać na Węgry, by to odkryć. Pomyśl sobie, co myślisz gdy Twój partner lub partnerka wchodzi do domu i od progu mówi „Czy te buty muszą być porozrzucane po korytarzu?”.

Co wtedy słyszysz?

„Posprzątaj!”, lub: „Uważa, że jestem kiepskim mężem/żoną, bo nie posprzątałem”.

A co by było, gdybyś usłyszał: „Miałem kiepski dzień, jest mi ciężko i jestem zły”.

Wtedy twoja reakcja mogłaby być taka: „Dobrze słyszę, że miałeś ciężki dzień i jesteś zły?”

Przetestuj, ucz się komunikacji, sprawdzaj!

Warto, bo nagrodą mogą być ocalone niejedne wakacje i niejedna ważna relacja 😉

Pokonaj lęki

Wiesz, co to jest lęk? Strach? Znasz te uczucia? Wiesz, jak powstrzymują Cię od działania, ograniczają, hamują? Gdy zaczynasz myśleć o swoich marzeniach, tych większych i tych mniejszych, strach podpowiada: „… ale to raczej się nie uda”, „Po co Ci to?”, „Nie dasz rady”. Pokonaj lęki!

Może to zaskakujące, ale strach – pomimo, że nie jest przyjemnym uczuciem, jest równocześnie… wygodny!

Łatwiej jest sobie powiedzieć: „Nie jesteś do tego zdolny”, „Nigdy nie będzie Cię na to stać”, niż odważyć się, by zrobić coś nowego, sięgnąć po więcej, wyjść ze strefy komfortu i podjąć wyzwanie.

Jeśli strach prowadzi Cię do wymówek, pamiętaj, że tylko od Ciebie zależy, aby go pokonać i sięgnąć po swoje marzenia. Na drodze realizacji swoich marzeń przyda Ci się mapa z 5 prostymi wskazówkami, jak wygrać ze strachem i się nie poddawać. Pokonaj lęki!

Pokonaj lęki

1. Zrób listę swoich marzeń i powiedz sobie „Chcę”

Odpowiedz sobie szczerze, co robisz by zrealizować swoje cele? Jak często opowiadając o nich używasz słów „kiedyś”, „może”? Czy wykonałeś jakąś pracę, która przybliżyłaby Cię do nich? Czy jesteś gotów na to, by się zaangażować?

Z marzeniami jest jak z podróżą. By dotrzeć do celu musisz go znać. Zatem pierwszym krokiem do pokonania strachu jest wyznaczenie sobie satysfakcjonującego celu. Odpowiedz sobie na pytanie czy jeśli go osiągniesz poczujesz się spełniony?

Zastanów się głębiej. Jaki wyznaczasz sobie idealny wynik? Może jest to poprawa sytuacji zawodowej, a co za tym idzie i finansowej? Może chcesz swobodnie podróżować po świecie? Zachęcam Cię by naprawdę się nad tym zatrzymać. Zastanów się, jak będzie wyglądało twoje życie, gdy uda Ci się swój cel zrealizować.

2. Nazwij swoje wymówki

Gdy dziecko boi się potwora spod łóżka, co robisz? Zapalasz światło, odkrywasz kołdrę, pokazujesz podłogę, śmiejcie się wspólnie ze zwiniętej w rogu maskotki, która wyglądała strasznie w ciemnościach. Z dorosłymi jest tak samo. Nazwij swoje lęki, nadaj im kształt, wypowiedz je na głos, napisz, a zobaczysz, że działa to dokładnie tak samo, jak zapalenie światła w ciemnym pomieszczeniu. Czemu warto to zrobić? Bo to strach sprawia, że odkładasz rzeczy na później. To strach sprawia, że mówisz: „Jestem zmęczony”, „W tej chwili są inne ważniejsze priorytety”, „Tak naprawdę to naiwny pomysł”. Brzmi znajomo?

A teraz bądź ze sobą szczery: ile w tych twierdzeniach jest prawdy? Czy może tylko boisz się, że jeśli podejmiesz wysiłek, to spotka Cię porażka? Chcę Cię zapewnić o jednym… ból niespełnienia jest znacznie bardziej dotkliwy niż ból porażki.

Skoro już rozpoznałeś swoje „potwory spod łóżka”, zastanów się jak je pokonać. Jesteś zbyt zmęczony? Zastanów się, jak rozplanować sobie dzień, by znaleźć odpowiedni czas na sen i odpoczynek. Masz inne priorytety? Zastanów się, jak wyznaczyć sobie cele, by nie musieć ich realizować kosztem innych ważnych dla Ciebie spraw. Jakiś głosik mówi do Ciebie „to głupie”? Powiedz mu „Nie”, bo ten wewnętrzny sabotażysta ma tylko jeden cel: nie chce byś się rozwijał. Pokonaj lęki i nie pozwól mu na to.

Pokonaj lęki

3. Nastaw się na rozwój

Strach sprawia, że stoimy w miejscu. Gdy rozejrzysz się wokół siebie zrozumiesz, że mimo iż dni mijają, Ty jesteś tylko obserwatorem. Boisz się popełnić błąd, boisz się rozczarowania, boisz się zmian. Pokonaj lęki, bo to wszystko Cię powstrzymuje, by ruszyć do przodu.

Zmień komunikat, jaki przekazujesz sobie we własnych wewnętrznych rozmowach.

Powiedz sobie, że nie chodzi o bycie doskonałym, nie chodzi o doskonałą figurę, doskonałą pracę, czy doskonałe wakacje. Coś takiego nie istnieje, jest odrealnione, więc przestań o to walczyć. Pokonaj lęki i pomyśl o drodze rozwoju, która Cię poprowadzi do celu. Poczuj się na niej komfortowo. Być może po drodze popełnisz jakiś błąd, coś pójdzie nie po myśli. Nawet jeśli tak się stanie, poruszasz się po ścieżce rozwoju. W swoim własnym tempie, ale do przodu. Pamiętaj, by się nie zatrzymywać. Tylko wytrwały zwycięży.

4. Szukaj sensu w rozczarowaniach

Nikt nie lubi rozczarowania. Skoro podejmujemy wysiłek związany z realizacją celu, oczekujemy od losu, że wynagrodzi nas za nasze starania. Boimy się bólu rozczarowania i robimy wszystko by go uniknąć. Tymczasem takie rozczarowania to ważne lekcje. Bolesne doświadczenia mogą być szansą na rozwój. Aby pokonać strach, naucz się znajdować sens w rozczarowaniach.

Przygotuj się na to, że na pewnych etapach trudności się pojawią. Wtedy powiesz sobie, że jesteś na ścieżce rozwoju i to nie rozczarowanie czy strach decydują o tym, dokąd zmierzasz, co osiągasz i jak żyjesz. Robisz to TY.

Pokonaj lęki

5. Zaakceptuj porażkę

Czego najbardziej się boimy się zanim zaczniemy realizować cel? Zapewniam Cię, że praktycznie każdy odpowiada: „Porażki”. Pokonaj lęki, bo takie doświadczenie potrafi nas o wiele więcej nauczyć niż łatwo osiągnięty sukces.

Gdy dziecko uczy się jeździć na rowerze, pomimo wywrotek, siniaków i zadrapań uparcie wsiada kolejny raz na siodełko. Nie traktuje upadku jako porażki, tylko jako naukę – drogę do samodzielnej jazdy. Gdyby na początku nauki uległo strachowi, nigdy by nawet nie wsiadło na rower.

Ból upadku to nie koniec świata. Wyciągaj z porażki wnioski, nie rób sobie wyrzutów. Zamiast tego wykorzystaj tę wiedzę w przyszłości i pokonaj lęki, jeżeli znowu się pojawią. To doświadczenie jest bezcenne, nigdy byś nie miał tej wiedzy, gdybyś nie spróbował.

Pokonaj lęki

Pamiętaj: sposób, w jaki reagujesz na swój strach, może wyróżnić Cię z tłumu. Możesz mu się poddać i z roli obserwatora patrzeć, jak życie Cię omija. Ale możesz też zmierzyć się z wewnętrznymi barierami, uwolnić się od nich i tę nową siłę wykorzystać do tego, by wyruszyć w kierunku swojego celu. Pokonaj lęki, a jeżeli zostaniesz w miejscu, to rozejrzyj się dookoła, nic innego bowiem Cię nie czeka.

Jeżeli ruszysz przed siebie, wyczekuj tego, co dziś kryje się za horyzontem. Głębokiej satysfakcji ze spełnienia tego, czego naprawdę pragnąłeś. Pokonaj lęki!

Czas świąteczny to moment, kiedy bardziej niż zwykle myślimy o bliskości. Kiedy przed dłuższy czas przebywamy z bliskimi. Kiedy jesteśmy bliżej siebie, bardziej intensywnie. To bardzo cieszy, ale często też, z drugiej strony, wywołuje napięcia.

No właśnie. Gdzie jest „złoty środek” bycia razem? Czy każdą chwilę spędzać z ważnymi dla nas osobami, czy też czasem się oddalać? Jak wyważyć ilość czasu i uwagi na wspólne zajęcia, rozmowy i chwile?

W kontekście rozmów o bliskości i dyskusji w poszukiwaniu odpowiedzi na powyższe pytania, bardzo lubię przytaczać bajkę filozoficzną słynnego niemieckiego filozofa Schopenhauera.

Otóż pewnej jesieni, rodzina jeżozwierzy układała się w ciasnej dziupli do zimowego snu. Aby było im ciepło, zwierzęta przytuliły się mocno do siebie. Po krótkiej chwili poczuły jednak bolesny ucisk igieł swoich bliskich. Odsunęły się więc od siebie. Wtedy natomiast okazało się, że były za daleko, bo zaczął im doskwierać chłód. Także raz jeszcze zbliżyły się do siebie, już trochę mniej, ale znowu, po krótkiej chwili, poczuły bolesne ukłucia. I tak oddalały się od siebie i przybliżały jeszcze klika razy, aż w końcu udało im się znaleźć między sobą idealną odległość.

Podobnie jest u nas, u ludzi. Pragniemy bliskości drugiego człowieka i z drugiej strony potrzebujemy zdrowego dystansu. Zarówno z własnym życiowym partnerem, z dziećmi, rodziną, przyjaciółmi i w pracy.

Za duża bliskość może „dusić” relację z drugim człowiekiem. Sprawiać, że wyzbędziemy się siebie, zrezygnujemy z własnych potrzeb, za wszelką cenę będziemy chcieli być razem.Można przedobrzyć, może być tak ciepło, że aż będzie kłuło 🙂

Z drugiej strony, źle rozumiana niezależność będzie już egoizmem, który też zniszczy ważne dla nas relacje. Możemy zacząć być w kontakcie z drugą osobą tak daleko, że aż będzie za zimno.

Gdzie jest więc ta optymalna granica między bliskością a autonomią?

Nie dostaniesz tu gotowej odpowiedzi. Ale, podobnie jak jeżozwierze z bajki, masz jej szukać i nieprzerwanie ją regulować. Jeśli chcesz zbudować zdrowe, wartościowe relacje, nie bądź za blisko, by nie zgubić siebie, nie bądź też za daleko, by nie zgubić relacji. Sprawdzaj po tym, co sam czujesz i po tym, co widzisz po drugiej stronie. Ustawiaj i sprawdzaj. Wyciągaj wnioski i poprawiaj. Sprawdzaj i znów ewentualnie poprawiaj. Ucz się o bliskości metodą dopasowywania.

To bardzo w porządku, by szukać idealnej odległości. Jeżozwierze to wiedzą.

 


Chcesz o bliskości i relacjach nauczyć się więcej?

Skorzystaj z naszych warsztatów i szkoleń. Dowiesz się, jak dbać o siebie i o innych. Jak budować zdrowe relacje i jak układać sobie świat wolny od toksycznych związków.


Warsztat z asertywności pomoże Ci, jeśli czujesz, że nie zawsze umiesz zadbać o swoje potrzeby, wyrazić co czujesz, wstydzisz się poprosić o pomoc, masz wyrzuty sumienia, gdy odmawiasz. Nauczysz się konstruktywnie komunikować z innymi. Zapraszam Cię na najbliższą grupę już 11 maja.

asertywność


Warsztat z budowania siły wewnętrznej jest dla Ciebie, jeśli chcesz znaleźć odwagę, by ruszyć z miejsca, chcesz wreszcie uwierzyć w siebie i swoje możliwości, odkryć swoje mocne strony, które będziesz wykorzystywać do realizacji swoich marzeń.

warsztat rozwoju osobistego


Szkolenie z zarządzania stresem i emocjami pomoże Ci, jeśli chcesz nauczyć się technik panowania nad goniącymi w głowie myślami, strachem przed przyszłością lub rozpamiętywaniem przeszłości. Gdy chcesz uspokoić swoje ciało i poznać sposoby na dobry sen, pewność siebie w kontaktach z innymi, rozmowach rekrutacyjnych, czy wystąpieniach publicznych.

Zarządzanie stresem i emocjami

prosić, aby otrzymać

Przełom starego i nowego roku jest czasem, kiedy więcej podsumowujemy, więcej chcemy i o więcej prosimy. Dlatego też dziś dzielę się moją ważną życiową lekcją. O tym, jak prosić, aby otrzymać to, o co prosimy. Inspiracją i prawdziwym odkryciem na ten temat był dla mnie fragment książki „Jesteś cudem” Reginy Brett, a dokładnie rozdział pt. „Módl się tak, jakbyś wierzył w każde słowo”.

Chociaż w książce autorka pisze o modlitwie do Boga, myślę sobie, że sam sposób proszenia i fakt, że otrzymasz, jest taki sam bez względu na to, kogo lub co prosisz. Czy swojego Boga, Wszechświat, Anioła Stróża, Opatrzność, lub jeszcze coś innego…

O co w tym proszeniu chodzi?

Zazwyczaj, gdy prosimy „siły wyższe” o pomoc, prosimy w myślach- w modlitwie, błaganiach, powtarzając w kółko nasz prośby. Prosimy i prosimy, nie ustajemy w tych prośbach, bez ustanku. Prosimy, nie dając sobie w zasadzie czasu, aby tę pomoc faktycznie otrzymać. Jakbyśmy… nie wierzyli, że to, o co prosimy, będzie nam dane.

Taki sposób proszenia „w kółko” ładnie obrazuje fragment wspomnianej książki Reginy Brett:

Załóżmy, że dzwonię do mojej przyjaciółki Beth i zapraszam ją na lunch w czwartek, a ona przyjmuje zaproszenie. A potem dzwonię do niej co kwadrans, żeby się upewnić, czy na pewno chce zjeść ze mną lunch w czwartek. Przyjaciółka zaczęłaby się zastanawiać: „Dlaczego Regina mi nie wierzy? Czyżby mi nie ufała, że przyjdę?”.

Tak zachowujemy się, prosząc. Najpierw prosimy, a potem wątpimy. Jeśli chcesz naprawdę zawierzyć sile wyższej, którą prosisz, poproś ją tylko raz.  Z wiarą, że otrzymasz. Bądź konkretny. Nie pozostawiaj żadnych wątpliwości, o co ci chodzi. I zamiast „klepać” modlitwy i je powtarzać, ZAUFAJ, ŻE OTRZYMASZ.

Autorka cytuje fragment Biblii, w którym jest napisane: „Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie”. Jak prosić, aby otrzymać?

Przyznam się, że od kiedy przeczytałam tę książkę i wiem, jak prosić aby otrzymać, nieustannie korzystam z tego sposobu proszenia. Możesz mi wierzyć lub nie, on naprawdę działa. Prawdą jest, że minęło sporo czasu, zanim nauczyłam się dostrzegać, że moje prośby się spełniają. Szczególnie, gdy nie były aż tak bardzo precyzyjne. Czasem wracały w innej, niż się spodziewałam, postaci. I dopiero po jakimś czasie uświadamiałam sobie, że to, co otrzymywałam (czasem zaskakującego) jest przecież spełnieniem tego, o co prosiłam. Dlatego dziś też wiem, że trzeba też uważać, o co się prosi.

Oraz że czasem na spełnienie prośby trzeba poczekać. Że nie spełniona modlitwa TERAZ nie oznacza, że nie będzie ona spełniona nigdy. Czasem trzeba poczekać.

Jeśli nie jesteśmy czasem pewni, co jest dla nas najlepsze, idąc za radą autorki książki możemy sformułować naszą prośbę i dodać: „Ześlij mi to albo coś lepszego”. A gdy ogarnia nas zwątpienie, zamiast zaczynać modlić się od nowa, po prostu pozostać w wierze, że otrzymamy, że Bóg już nas wysłuchał. (pamiętając, że do znajomej nie dzwonilibyśmy co 10 minut, aby upewnić się, że się z nami spotka następnego dnia).

Gdy otrzymasz to, o co prosiłeś, PODZIĘKUJ. Okaż w sercu wdzięczność.

Prawdziwa wiara to nie modlitwa bez końca. To ufność, że zostaliśmy usłyszani za pierwszym razem.

Sama wiem, że wszystko powyższe może brzmieć co najmniej dziwnie, zarówno dla osób wierzących jak i niewierzących. Dzielę się tym jednak, bo sama proszę w ten sposób już kilka lat i tak wiele razy otrzymałam to, o co prosiłam. Wierzę więc, że każdy powinien mieć przynajmniej szanse dowiedzieć się o takim sposobie modlitwy i sam spróbować.

Ja naprawdę wiem, że warto.

Życzę Wam na nowy rok spełnienia Waszych przemyślanych, precyzyjnych próśb.



SZKOLENIA I WARSZTATY Z ROZWOJU OSOBISTEGO STYCZEŃ 2019


siła wewnętrzna Zarządzanie stresem i emocjami

asertywność

kodeks honorowy

Ludzki umysł ma jedną niesamowitą właściwość: ELASTYCZNOŚĆ. Dzięki niej możemy wprowadzać zmiany, poszukiwać rozwiązań, tworzyć nowe rzeczy. Równocześnie, ta sama elastyczność, może nam w życiu… szkodzić.

Są sytuacje, gdy pojawiają się pokusy i okazje. Zdarzyło Ci się tak kiedyś? Mamy wtedy tendencję do racjonalizowania, naginania zasad i przymykania oka na to, w co wierzyliśmy wcześniej.

Dlatego warto mieć spisany swój własny kodeks honorowy.

Pamiętam, jak w 2015 roku kończyłam certyfikację mistrza NLP. Cały kurs był długi, z milionem ćwiczeń, technik, niezmiernie intensywny. Warunkiem uzyskania dyplomu ukończenia było napisanie pracy końcowej. Należało najpierw przeprowadzić- w nurcie zgodnym z kursem- sesję z (tak zwanym) prawdziwym klientem, a następnie ją przeanalizować, opisać, wyciągnąć wnioski itd.

O zaliczeniu zaczęłam myśleć w czerwcu, na początku wakacji. Czekał już na mnie wyjazd z rodziną i znajomymi na Mazury. Wizja przeprowadzenia sesji NLP oraz opisania jej na minimum 20 (!!!) stronach zaczęła być mało zachęcająca.

I wtedy mój umysł zaczął uruchamiać wspomniane wcześniej elastyczne myślenie.

Że i tak napracowałam się już bardzo w czasie kursu. Że mam prawo już być zmęczona nauką.. Że i tak już tak dużo umiem..  Że zapłaciłam, a „oni” wymyślają..

To był tylko początek tego, co działo się wtedy w mojej głowie. Po takiej racjonalizacji i „rozmiękczeniu”, mój umysł zaczął rozważać opcje alternatywne. „A może by tak opisać zmyśloną sesję z klientem? Przecież i tak nikt tego nie odkryje..” Działo się w mojej głowie, a cel był jeden: jak by tu zminimalizować wysiłek aby osiągnąć plan 🙂

Uratował mnie wtedy mój kodeks honorowy. Gdybym nie miała go spisanego, byłoby mi bardzo trudno i prawdopodobnie postąpiłabym inaczej.

Co przeczytałam w swoim kodeksie?

Jedną z zasad, którą miałam zapisaną było: „Jeśli się uczę, robię to na 100%”.

Poważnie. Naprawdę to miałam. Tak się umówiłam ze sobą wiele miesięcy wcześniej, tworząc „na chłodno” i racjonalnie swój kodeks honorowy.

Uświadomiłam sobie wtedy, że co z tego, iż otrzymam certyfikat ukończenia kursu, jeśli już zawsze, do końca życia będę mieć świadomość, że nie zdobyłam go uczciwie i na 100%. To dało mi wtedy siłę, pozwoliło umysłowi wrócić na właściwy tor.

Pamiętam, że zrobiłam wtedy prawdziwą, wartościową sesję ze znajomym klientem i napisałam w wakacje z tego pracę. Warto było. Gdy otrzymałam certyfikat, czułam prawdziwą dumę i pełną satysfakcję. Na 100%. 🙂

Dlatego też wiem, że warto mieć w życiu spisany kodeks honorowy. Spisuje się go wtedy, gdy jest się w dobrym stanie mentalnym. Moi Klienci spisują swój kodeks honorowy drugiego dnia na szkoleniu „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”, gdy ich siła mentalna jest „mocna jak dąb”. Ale możesz spisać swój kodeks samodzielnie.

Pamiętaj: Kodeks przydaje się wtedy, gdy przychodzą pokusy i okazje, a umysł zaczyna racjonalizować i kusi, by naginać zasady. Ważne, aby był zapisany. Kodeks w głowie nie działa. Jeśli nie mamy go spisanego, będziemy elastycznie modyfikować swoje reguły.

Moje przykładowe punkty z kodeksu:

-dbam o swoje zdrowie (i łatwiej przychodzi mi zdrowa dieta i regularny sport- przecież tak się ze sobą umówiłam)

-gdy odnoszę sukcesy, świętuję i doceniam siebie

-z błędów wyciągam wnioski i idę dalej

-przekraczam granice swojego strachu (to czytam zawsze, gdy mam wystąpienie publiczne :))

Zachęcam: spisz swój kodeks. Na jakie zasady umówisz się ze sobą? Na jakie reguły? Wedle czego chcesz postępować?

Gdy będziesz to miał spisane, kodeks będzie „pilnował” Ciebie i Twoich decyzji. Warto.



Warsztaty, które mogą Cię zainteresować:

siła wewnętrzna

asertywność

asertywność

zmiana jest możliwa

Zadzwoniła do mnie na początku wakacji Kasia. Znalazła moje szkolenia w Internecie. Zaczęła mi opowiadać o swoim życiu i o tym, czego poszukuje. Opowiedziała, że ma dwóch dorosłych już prawie synów, jest żoną z wieloletnim „stażem” i pracuje aktualnie w sklepie. Szukała wsparcia i rozwiązań, bo, jak smutno powiedziała – „ma już wszystkiego dość”.

Przez lata była mamą i żoną, pracującą na co najmniej dwóch etatach i w domu i w pracy. Opowiedziała mi o tym, że przez ostatnie lata gdzieś po drodze zgubiła siebie, zgubiła kontakt z mężem i funkcjonuje w świecie, w którym jest automatem „serwisującym” potrzeby innych. W domu rządzi mąż, w pracy szef… Powiedziała też, że w taki sposób nie da rady już żyć i chce zdobyć takie „moce”, aby mieć odwagę powiedzieć mężowi, co czuje, za co ma po tylu latach żal i czego pragnie w życiu. Powiedziała, że po latach przyszedł czas, aby zacząć „to wszystko” porządkować.

Na koniec zapytała z nadzieją w głosie: „- Czy w moim przypadku zmiana jest możliwa?”

Pracowałyśmy razem przez wakacje. Rozmawiałyśmy o odwadze, wyznaczaniu granic, reagowaniu, gdy ktoś narusza naszą godność. Ostatnio, na szkoleniu z siły wewnętrznej, w którym uczestniczyła, opowiedziała mi o swoich planach na przyszłość. (!) Że zawsze marzyła, żeby jeszcze się uczyć i pójść na studia. I że wreszcie czuje i ma odwagę marzyć, że właśnie teraz jest na to czas. Oraz że zaczęła rozmawiać z mężem i wreszcie miała siłę powiedzieć mu „prawdę” o sobie i swojej perspektywie na ich wspólne życie.

Siedziała przede mną inna osoba. Słyszałam w jej głosie łagodną moc, wypracowaną zmianę, nowe prawdy i pewność, że też zasługuje w życiu na najlepsze.

W pewnym momencie spokojnym głosem powiedziała: „-Wiesz, dużo już bardzo zrobiłam, długą drogę przeszłam. Potrzebuję jeszcze Twojej pomocy i szkoleń, bo wiem, czego się jeszcze chcę nauczyć. Ale powoli. Wiem, że jestem na dobrej drodze. I daję sobie czas, żeby tę drogę spokojnie przejść. Najważniejsze, że zaczęłam. Kurcze, jestem silniejsza, niż myślałam!”

No właśnie.. Zmiana jest możliwa i może być Twoim wyborem. Gdy masz już wszystkiego dość i podejmujesz decyzję, aby ruszyć nową drogą, już w tej właśnie sekundzie stajesz się nowym człowiekiem. Bohaterem swojego życia. To zupełnie jak w bajkach dla dzieci. Główny bohater wyrusza w podróż, aby osiągnąć cel, w drodze pokonuje przeciwności, walczy i wzmacnia swoją siłę. Na końcu, docierając do celu, jest już zupełnie innym człowiekiem.

I być może wcale nie o zdobyty cel w tym wszystkim chodziło. Lecz o to, kim nowym się stał w czasie tej drogi.

Jesteś silniejsza, niż myślisz. Jestem tego pewna. I pamiętaj: zmiana jest możliwa. Powoli.

 



Znajdź swoją wewnętrzną siłę

Znajdź swoją wewnętrzną siłę

Asertywność

Asertywność

5 języków miłości

Dr Chapman, autor znanego poradnika dla małżeństw „Pięć języków miłości”,  wyróżnił w swojej książce 5 podstawowych działań naszych i naszego partnera, które sprawiają, że czujemy się w związku kochani. Na podstawie badań okazało się, że większość ludzi wyraża i interpretuje miłość na te same pięć sposobów. Tak właśnie zostało wyróżnionych 5 języków miłości.

Aby wyjaśnić, na czym języki miłości polegają, najpierw przykład (z życia wzięty) 🙂

Żona mówi z żalem do męża:

-Już mnie nie kochasz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przytuliłeś mnie na dzień dobry!

Mąż ze zdziwieniem wykrzykuje:

-Jak to nie kocham?!? Przecież kupuję ci kwiaty i wymieniam opony w twoim aucie!

 

Zanim przeczytasz więcej o 5 językach miłości, zrób krótkie ćwiczenie. Zrozumiesz, jakimi językami miłości mówisz.


Oto ćwiczenie:

Pomyśl o bardzo bliskiej Ci osobie.

Zastanów się przez chwilę nad tym, skąd wiesz, że ta osoba cię kocha.

A teraz dokończ poniższe zdania trzema spontanicznymi zakończeniami, określającymi, co ta osoba takiego robi, że Ty jesteś przekonany o jej miłości do Ciebie.

Wiem, że ta osoba mnie kocha.

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Gdy masz już swoje własne odpowiedzi, poznaj 5 języków miłości i sprawdź, w które konkretnie wpisują się Twoje odpowiedzi.


5 języków miłości

Oto krótkie opisy wszystkich języków.

  • Słowa czyli wyrażenia afirmatywne. Czujemy się kochani, gdy słyszymy od kogoś słowa wsparcia, pochwały i docenienia. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Gdy mówi mi często, jak wspaniale wyglądam, że wierzy we mnie że dam radę.
  • Dobry czas. Potrzebujemy spędzać z ukochanym jak najwięcej czasu – wspólne spacery, jedzenie posiłków, rozmowa przy kawie. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po tym np., że wspólnie ogląda ze mną filmy, jedzie na wakacje, idzie na spacer.
  • Prezenty i niespodzianki. Nie chodzi tu o materializm, a o małe gesty, które są dowodami miłości. Liściki z wyrazami uczuć, drobne prezenciki czy kwiatek. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Nawet ze zwykłych zakupów potrafi przynieść niespodziewanie coś, co lubię.
  • Drobne przysługi. Robimy coś dla partnera. Czego on nie umie, nie lubi, nie ma czasu. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po takich gestach jak np. odebranie marynarki z pralni, wymiana wspomnianych wcześniej opon, kanapka do pracy.
  • Dotyk, przytulanie, pocałunki. Trzymamy się za ręce, całujemy i przytulamy, kiedy tylko pojawi się okazja. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Mój partner głaszcze mnie, przytula, jesteśmy w ciepłym kontakcie fizycznym.

Warto być otwartym na wszystkie 5 języków i świadomym, które z nich są najważniejsze dla bliskich nam osób, którym chcemy okazywać miłość.

Jeśli nie jesteśmy tego świadomi, możemy bardzo się starać okazać, jak bardzo zależy nam na drugiej osobie. Jeśli jednak nie robimy tego w sposób, który do niej przemawia, osiągniemy efekt, jakbyśmy mówiąc tylko po angielsku rozmawiali z kimś, kto posługuje się wyłącznie chińskim.

Jeśli chcesz mieć pewność, który z wymienionych języków dominuje w Twoim przypadku, możesz także rozwiązać test online w języku polskim KLIK lub na oficjalnej stronie anglojęzycznej KLIK.

Polecam też podsunięcie testu bliskiej Ci osobie. A potem porównanie wyników i ustalenie, co dla kogo jest najważniejsze – które dwa języki najbardziej się liczą dla każdego z Was.

Co ciekawe, swoim życiowym partnerom możemy nieświadomie przypisywać te języki miłości, które są ważne dla nas. Dlatego warto zaciekawić się, jak jest naprawdę i wymienić się wynikami testu.

I przygotujcie się na niespodzianki 😊

 



To także może Cię zainteresować.

Szkolenia // Warsztaty // Kursy:

 

 

Akademia menedżera

Ludzie podążają za liderami z różnych powodów. Powody te można rozpatrywać z trzech perspektyw, z których każda ma inne źródło motywacyjne i psychologiczne. Jesteś liderem? Sprawdź, jakie są trzy rodzaje siły lidera oraz którą z nich wykorzystujesz.

Po pierwsze, ludźmi kieruje strach. Boją się tego, co może się zdarzyć, jeśli nie wykonają poleceń lidera. Mamy tu do czynienia z siłą przymusu.

Lider stosujący ten rodzaj siły wzbudza u podwładnych lęk, że stanie się coś złego lub że stracą coś dobrego, jeżeli nie podporządkują się poleceniom. Zgadzają się więc współpracować z obawy przed ewentualnymi negatywnymi konsekwencjami. Efektem takiego stylu zarządzania jest to, że członkowie zespołu deklarują posłuszeństwo słowami, działają jednak, idąc po najmniejszej linii oporu. Ich zaangażowanie jest powierzchowne i ich energia może łatwo znaleźć ujście w sabotażu i niszczeniu, gdy nikt nie patrzy lub gdy nie ma już zagrożenia.

Znany jest przykład pracownika linii lotniczej, który czując, że się nim manipulowało, dzień przed złożeniem rezygnacji z pracy, umiejętnie wymazał wszystkie rozkłady lotów z systemu firmy. Koszty tej wymuszonej współpracy były dla tej firmy ogromne.

Drugim powodem podążania ludzi za liderem są spodziewane korzyści. Mamy tu do czynienia z siłą użyteczności.

Więzi przy takim stylu zarządzania opierają się na korzystnej wymianie dóbr i usług. Podwładni mają coś, czego potrzebuje lider (czas, pieniądze, energię, umiejętności, zainteresowania, talent, wsparcie itp.) natomiast lider posiada coś, czego potrzebują podwładni (informacje, pieniądze przyjęcie do grona, koleżeństwo, bezpieczeństwo, możliwości). Podwładni pracują dla lidera z przekonaniem, że lider będzie mógł i chciał coś zrobić dla nich, jeżeli oni dotrzymają swojej części umowy, robiąc coś dla niego. Tak dział siła użyteczności.

Trzeci rodzaj motywacji ludzi podążających za liderem różni się od poprzednich. Opiera się na sile będącej wiarą w samego  lidera i w to, co on stara się osiągnąć. Siłą są tu zaufanie i szacunek. Nie jest to ślepa wiara w lidera i bezmyślne posłuszeństwo.

Trzeci rodzaj siły lidera to siła koncentracji na zasadach.

Prawie każdy z nas doświadczył tego rodzaju siły na pewnym etapie swojego życia w relacjach z przełożonym, nauczycielem, członkiem rodziny lub przyjacielem. Mógł to być ktoś, kto ukazał nam możliwość osiągnięcia sukcesu, dodał nam odwagi, gdy wszystko układało się źle, lub po prostu wierzył w nas, gdy potrzebowaliśmy wsparcia. Pokładał w nas wiarę, a my odwzajemniliśmy ją szacunkiem, zaangażowaniem, lojalnością i chęcią pójścia za nim, prawie bezwarunkowo i bez ograniczeń. Siła ta powstaje, gdy wartości lidera i współpracowników opierają się na tych samych wartościach.

Sile koncentracji na zasadach towarzyszy kontrola. Nie jest to jednak kontrola zewnętrzna, lecz samokontrola. Gdy lider jest postrzegany jako godny szacunku, ludzie mu ufają, są przez niego inspirowani, głęboko wierzą w cele przedstawione przez lidera i chcą być przez niego kierowani.

Czego potrzebuje lider, aby tworzyć relacje i budować zespoły oparte na sile koncentracji?

Wizji celu, silnego charakteru i osobowości opartej na szacunku.

Podsumowując: liderzy wykorzystują trzy rodzaje siły.

Siłę przymusu, siłę użyteczności i siłę koncentracji na zasadach. Z tego, jaką siłę stosują, wynika ich styl przywództwa i postawa ich podwładnych.

Chcesz poznać styl przywództwa lidera? Zbadaj motywację i wartości ludzi, którymi ten lider kieruje.

Na podstawie książki Stephena R. Covey’a „Zasady skutecznego przywództwa”


Szkolenia dla menedżerów: WRZESIEŃ 2018

Asertywny menedżer

wyznaczanie zadań

 

trudne rozmowy

 

cichy zabójca

Kilka miesięcy temu, na przełomie listopada i grudnia 2016, realizowałam wymagający (czytaj: trudny) projekt szkoleniowy. Klientem była duża firma z sektora publicznego, miałam siedem grup szkoleniowych, sami kierownicy i dyrektorzy firmy.

Cykl szkoleń poprzedzony był spotkaniami, rozmowami, ustaleniami o wymaganiach mojego Klienta.

Fajnie, prawda? Jest się czym pochwalić! Nic, tylko przygotować, zrealizować i wystawić fakturę.

Jednak aż tak fajnie nie było.

Po początkowym czasie radości i satysfakcji, gdy tylko dowiedziałam się, że to właśnie moja firma będzie realizowała ten projekt, zaczęła do mnie docierać „rzeczywistość”. Że to ważny Klient. Że to duże grupy. Że uczestnicy to szczebel zarządzający. Że będę miała kumulację dni szkoleniowych, jak nigdy przedtem. Po głowie zaczęły krążyć najróżniejsze myśli. Rosnący strach był ich głównym autorem. Podpowiadał różne „mądrości”, w sposób ciągły, 24 godziny na dobę. Także w nocy, gdy miałam spać. Tak więc budziłam się w środku nocy i (wbrew sobie) rozpatrywałam czarne scenariusze i ryzyka. Co więcej, przerażenie skumulowało się w moich plecach. Były tak spięte, że masaż co drugi dzień w zasadzie nie przynosił żadnych efektów.

Gdy szkolenia przeprowadziłam, projekt zakończyłam, całe napięcie z ciała i bezsenność minęły! Wszystko puściło jak ręką odjął!

Masaże przestały być potrzebne. Samej trudno mi było w to uwierzyć, że taka natychmiastowa zmiana..

Dużo się wtedy nauczyłam. Zrozumiałam, że jeśli czegoś nie zacznę robić ze swoimi reakcjami na stres, trudno mi będzie rozwijać się zawodowo i w długim okresie czasu będę poważnie szkodzić swojemu zdrowiu. Zrozumiałam wtedy, że stres to naprawdę cichy zabójca naszych czasów!

Co się ze mną działo w tamtym czasie? To była standardowa reakcja mojego ciała na stres.

Dostawało ono z głowy informacje: „Uciekaj!” „To niebezpieczna sytuacja!” „Jesteś zagrożona”. Ciało było w pełnej gotowości „bojowej”, zmobilizowane i przygotowane na nadchodzące „niebezpieczeństwo”.

Nieistotne, czy „niebezpieczeństwo” było realne czy wirtualne. Ciało reagowało „na poważnie”. Dawało się w pewnym sensie oszukiwać mózgowi.

Jeśli stres, jakiego doświadczamy, jest krótkotrwały- będzie dla nas mobilizujący, motywujący, dający energię do działania. Skorzystamy wtedy z jego dobrodziejstw.

Problemem jest sytuacja, gdy stresu doświadczamy w sposób długotrwały. Gdy nasze ciało funkcjonuje ciągle w stanie walki i ucieczki, a chemia stresu nie opada.

Oto, co się wtedy dzieje: do krwi wydziela się wciąż w większym lub mniejszym stopniu kilkadziesiąt hormonów walki i ucieczki (najbardziej znane to adrenalina, kortyzol, noradrenalina). Krew wciąż szybciej krąży, bo dopompowywana jest do mięśni. Serce bije wciąż szybciej, żeby wykonać swoją „pracę”. Z oszczędności odcinane są układy trawienny i immunologiczny (w czasie „walki” są mniej potrzebne), do krwi wydzielane są tłuszcze i cukry (energia), mięśnie się napinają, gotowe do ataku.

Możliwe efekty?

Obciążenie serca, bezsenność, nadciśnienie, podwyższony cholesterol, cukrzyca, infekcje, niestrawność…

To tylko część objawów, których możemy doświadczać. Gdy trwa to miesiącami i latami, skutki są bardzo niebezpieczne.

Dlatego też trzeba mieć świadomość, co się z nami dzieje- w głowie, w ciele..  I mieć sposoby na zarządzanie swoimi emocjami i swoim stresem.

Aby żyć w zdrowiu, szanując swoje ciało i szczerze o nie dbając, potrzebujemy umieć rozmawiać z samymi sobą. Wyłapać chwile, gdy nas mózg (strach) nas oszukuje, upierając się, że istnieje realne zagrożenie (chociaż go nie ma).

Potrzebujemy umieć oddychać w sposób, który daje ciału uspokojenie.

Poznać mindfulness i medytację.

Pisać dziennik wdzięczności.

Właściwie i zdrowo interpretować to, co się w naszym życiu dzieje.

Jeśli kiedykolwiek powiedziałeś sobie, że stresujesz się, bo życie Cię nie oszczędza i masz dużo trudniej niż inni, więc ciągły stres jest normalny, tym bardziej polecam Ci sprawdzenie, jak radzić sobie ze stresem.

Uwierz, że trudne sytuacje i wyzwania doświadczają wszystkich ludzi. Absolutnie wszystkich. Młodych i dojrzałych. Bogatych i biednych. Samotnych i mających innych wokół siebie. Bezrobotnych i mających pracę. Zdrowych i chorujących.

Różnica polega na tym, w jaki sposób ludzie sobie z wyzwaniami radzą. Zapewniam Cię, że można w bardzo różny sposób. I że można mieć na swój stres realny, namacalny wpływ. Do czego serdecznie namawiam.

Pozdrowienia.



Najbliższe szkolenia w Maleszko.edu

Siła wewnętrzna

Szkolenie zarządzanie stresem

Szkolenie asertywność

Życie pełne niedostatku

Niecierpliwość, złość, frustracja, niepokój, irytacja, wściekłość, bezsilność, wkurzenie.

Które z tych emocji znasz i których doświadczasz na co dzień?  Jeśli nie są Ci one obce i wiesz, jak to jest czuć negatywne emocje, które pochłaniają energię i życiowy entuzjazm, być może złapałeś się w pułapkę nadmiernego „chcenia”.

„Gdybym tylko schudła 2 kilogramy”

„Gdybym tylko był bardziej pewny siebie i odważny..”

„Gdy tylko będę mieć lepszą pracę..”

„Gdy tylko ukończę studia”

„Gdy kupię większe mieszkanie i wymienię samochód..”

„Jak tylko zaoszczędzę na wakacje ze granicą”

„Jak tylko córka dostanie się do dobrej szkoły ..”

Żyjemy obecnie w wielkiej, wszechogarniającej kulturze pragnienia więcej i bardziej. Prowadzimy życie pełne niedostatku.

Świat wokół nas promuje wymagające modele życia i tworzy w naszej podświadomości potrzebę gonienia za osiągnięciami, zdobywania, udawadniania. Czego?

Że dajemy radę, że jesteśmy wystarczająco dobrzy i zasługujemy na uznanie, że stać nas na więcej i więcej…

Reklamy w telewizji obiecują fantastyczne życie dzięki zakupom, otaczaniu się droższymi dobrami materialnymi. Znajomi na Facebooku uśmiechają się, podróżują, mają zabawne przygody, uczestniczą w ciekawych wydarzeniach z mnóstwem znanych, pełnych energii ludzi…

Jeśli dodatkowo w dzieciństwie „dostaliśmy” moduł bycia niewystarczająco dobrymi, w dorosłym życiu chcemy nieustannie być lepsi, doskonalsi, bardziej wspaniali.

Otacza nas wyfiltrowany świat. Tworzy on naszą rzeczywistość i nasze wyobrażenie, do którego chcemy dążyć lub które chcemy nawet prześcignąć. Można mieć pieniądze, uznanie, sławę, osiągnięcia i sukcesy a i tak być nieszczęśliwym.

Mamy mnóstwo oczekiwań wobec swojego wyglądu, swoich kompetencji, wobec ludzi, z którymi żyjemy, wobec swojej pracy, szefa, dzieci, przyjaciół, biznesu, wyników sprzedaży, wizji swojej firmy, swojej kariery… Można by tak wymieniać i wymieniać.

Ok, czy to oznacza, że nie powinniśmy chcieć więcej? W czym jest problem?

Problem pojawia się wtedy, gdy cena, jaką za to płacimy, przewyższa nasze zwykłe, ludzkie możliwości. Gdy żyjąc w pogoni i poczuciu niedostatku żyjemy w transie zdobywania. Gdy doświadczamy przez to negatywnych emocji, frustracji, złości, niepokoju.. Gdy nie umiemy się zatrzymać i przestać gonić królika.

Co jest przeciwieństwem niedostatku?

DOSTATEK? OBFITOŚĆ? DOSTATECZNOŚĆ? Lub DOCENIENIE? A może radość z tu i teraz? Życie całym sercem już teraz? Szczęście z obfitości?

Znajdź swoją nazwę na przeciwieństwo niedostatku.

Jeśli chcesz zatrzymać się w pędzie po więcej i doświadczyć spokoju, ukojenia i cudownego odkrycia, jak wiele masz już TERAZ, przeznacz 5 minut na krótkie ćwiczenie, którego uczę ludzi na szkoleniach i które sama wykonuję regularnie.

Ćwiczenie:

  1. Weź kartkę papieru i długopis.
  2. Zapisz swoje odpowiedzi zaczynając od słów:

Moje 3 talenty:

……………………………………………………………………………………………………………….

Moje 3 pozytywne cechy wyglądu:

……………………………………………………………………………………………………………….

Dobra materialne, za które jestem wdzięczny/-a:

……………………………………………………………………………………………………………….

Ludzie, za których jestem wdzięczny:

……………………………………………………………………………………………………………….

3 ważne aspekty w mojej pracy/w moim biznesie, za które jestem wdzięczny:

……………………………………………………………………………………………………………….

 

Jeśli należysz do grupy ludzi, którzy zapisali swoje odpowiedzi – gratuluję Ci bardzo! Właśnie stworzyłeś swój pierwszy „raport” wdzięczności.

Regularne pisanie dziennika wdzięczności buduje poczucie docenienia i obfitości za to, co już mamy. Daje to nam pozytywną energię, buduje w nas pozytywne uczucia, wspiera szczęście i spokój, jest równowagą i jednym ze źródeł naszej życiowej siły.

Dlatego pisz i czytaj. Doceniaj.

A potem dokonuj własnych wyborów. Tego, co dla Ciebie ważne, co kochasz, co wystarczy. Dzięki temu życie pełne niedostatku zamienisz w życie całym sercem, pełnią i szczęściem.



Czego możesz nauczyć się na naszych kursach w tym miesiącu?

Budowania siły wewnętrznej (na tym szkoleniu piszemy dziennik wdzięczności, afirmacje swojego życia i listę życiowych sukcesów)

Zarządzania stresem i emocjami (uczymy się nazywać emocje, poznać ich źródła i nauczyć się nimi kierować)

Asertywnej komunikacji (Nauczysz się asertywności względem siebie i ludzi wokół Ciebie)

Szczegóły o tych szkoleniach znajdziesz tu:

Siła wewnętrznaSzkolenie zarządzanie stresemSzkolenie asertywność

 

 

 

 

 

 

Ponieważ zależy nam na Twoim sukcesie, na kursy, szkolenia, warsztaty dajemy gwarancję.

Nic nie ryzykujesz, zyskujesz pewność.