konflikty w zespole

W moich spotkaniach i sesjach z menedżerami przewija się dość często temat dotyczący atmosfery w ich zespołach. Część szefów, kierowników i dyrektorów zwraca się do mnie z pytaniem, co robić, gdy wśród pracowników wciąż pojawiają się kłótnie, spory i animozje. Jaka jest rola szefa? Ma reagować czy też zostawiać sprawy nietknięte?

Jeżeli Ty też zarządzasz zespołem, w którym są konflikty, przyjrzyj się ze mną tematowi, by sprawdzić, na co masz wpływ, jako szef i co warto robić w sytuacjach kłótni i sporów.

Zatem na początek, odpowiedź na pytanie: Reagować czy nie? – brzmi: reagować. Najgorsze, co może zrobić szef, to uznać, że „to nie moja sprawa” i zastawić rozwój sytuacji samej sobie.

Pamiętaj jedną żelazną zasadę: Jeśli na coś nie reagujesz, oznacza to, że akceptujesz.

Oczywiście, przed podjęciem działań warto byś określił sobie cel, jaki chcesz osiągnąć, wkraczając w trudną sytuację. Rzadko rywalizacja w zespole bywa lepsza niż kreatywna współpraca i dobre relacje. Przykładowy cel, który możesz sobie postawić, a który będzie zasadny i dobrze sformułowany może na przykład brzmieć tak: „chcę mieć dobrze współpracujący, życzliwy i koleżeński zespół”.

Dlaczego warto reagować? Konflikty w zespole mają wpływ na szeroko rozumianą organizację (pracy, firmy, działu), ale także na Ciebie. Pracownicy, kłócąc się, marnują energię na kwestie nie związane bezpośrednio z wykonywaniem swoich obowiązków, a ich uwaga, zamiast skupiać się na zadaniach, rozprasza się na plotkowanie, dokuczanie sobie i inne formy agresji (otwartej i ukrytej).

Jeśli twój zespół się kłóci, przyjrzyj się z uwagą możliwym przyczynom takiej sytuacji. Warto określić możliwe źródła złej atmosfery w zespole.

Przyczyn może być kilka:

  • może to być pojedyncza osoba, która swoją energią i postawą wznieca konflikty w zespole (nazywam ją czasem: manipulująca „mąciwoda”)
  • mogą to być niejasno podzielone zadania (kto za o odpowiada)
  • przyczyną może być sam szef, który nie określa jasno wymagań, zasad, standardów
  • mogą to być także niekompetencje poszczególnych osób i zespołu w kwestiach komunikacyjnych

Co dalej, jeśli już znajdziesz możliwe przyczyny?

Kwestie personalne a zespół

Jeżeli sytuacja dotyczy pojedynczej osoby lub kilku osób, które zatruwają atmosferę w zespole, dopuszczają się manipulacji, plotkowania, warto brać temat „na klatkę” i ujawniać to, co się dzieje.

Jeżeli masz osobę, która przychodzi do pracy i zajmuje się obmawianiem innych za plecami, poświęca dużo energii na opowieści o tym, co dzieje się w zespole, sytuacja wymaga Twojej reakcji. Jeżeli jeszcze dodatkowo dzieje się tak, że ta osoba przychodzi z tymi opowieściami do Ciebie, a Ty dajesz na takie zachowania swój czas i uwagę… to zauważ, że swoim zachowaniem przyzwalasz na to, co ona robi.

Jako przełożony, to ty wyznaczasz standardy w zespole. Zatem, jeżeli dasz się wciągnąć w plotkowanie i obmawianie, sytuacja będzie eskalowała.

Dostrzegam też pewną tendencję wśród grupy szefów, którzy z różnych względów rzadko bywają obecni w firmie. Mają oni czasem pokusę wysłuchania plotek, bo w ich przeświadczeniu daje im to wiedzę o tym, co dzieje się wewnątrz ich zespołu. Niezależnie od tego, jak często jesteś obecny w firmie lub jak często rozmawiasz ze swoimi podwładnymi – uważnie i w sposób zrównoważony skupiaj się na relacjach interpersonalnych i osiąganych celach, realizowanych zadaniach i po prostu pracy, do której twoi ludzie są powołani. Jako szef odnajduj wyważone optimum między uwagą na ludzi i zadania, by nie przyczyniać się do dawania nadmiernej uwagi tylko kwestiom personalnym.

Niejasno podzielone zadania

Drugą przyczyną konfliktów w zespole może być niejasno podzielona odpowiedzialność za zadania wśród Twoich pracowników. Sprawdź czy za poszczególne zadania nie jest odpowiedzialnych jednocześnie kilka osób lub odwrotnie – czy są zadania, do których nie ma przypisanych odpowiedzialności.

Temat pojawia się czasem w moich rozmowach z szefami zespołów sprzedażowych. Jeśli mają kłótnie w zespole, przyglądamy się, jak podzielony jest rynek pomiędzy handlowców. Kiedy handlowcy konkurują ze sobą, mają te same obszary sprzedaży lub niejasny podział klientów, do pewnego stopnia może to być mobilizujące, ale dużo częściej zdarza się, że więcej energii i czasu poświęcają oni rywalizacji i konfliktom niż Klientom. Taka sytuacja kończy się wtedy stratami dla firmy i psuciem relacji wewnętrznych i z Klientami.

Konflikty w zespole a komunikacja

Szukając przyczyn konfliktów przyjrzyj się również warstwie komunikacji w Twojej firmie.

Być może utarły się pewne zasady tego, jak rozmawiacie, w jaki sposób się ze sobą komunikujecie. Już sam standard rozmów może bezpośrednio przyczyniać się do eskalowania emocji.

Tu znowu pamiętaj, że jeśli na coś nie reagujesz, to akceptujesz. I jeśli, na przykład, na spotkaniach zespołów ludzie komunikują się ze sobą podniesionym głosem, z przekleństwami, robią sobie wyrzuty, a ty nic z tym nie robisz, to też ponosisz odpowiedzialność za rezultaty i złą atmosferę.

W kontekście komunikacji w zespole warto, byś przyjrzał się też temu, jak sam się komunikujesz z innymi. Czy potrafisz rozmawiać z szacunkiem, opanowując emocje i rzeczowo?

Może bowiem być tak, że to Ty masz do wykonania pracę związaną z poprawą sposobów komunikacji, by w rezultacie ludzie w Twoim zespole mogli uczyć się od Ciebie standardów komunikacji i brać Cię za przykład.

Jest takie powiedzenie, że „Ryba psuje się od głowy”. Na szkoleniach i w coachingu z kadrą zarządzającą często powtarzam swoją, zmodyfikowaną wersję tego powiedzenia, że „Ryba jest zdrowa od głowy”. Jeśli „uzdrawiasz” komunikację i sposoby zarządzania, okazujesz szacunek, stawiasz granice, pozytywnie wpływasz na swój zespół- modelujesz standardy.

Od czego możesz zatem zacząć rozwiązywanie konfliktów w zespole?

Na początek usiądź wygodnie, weź kartkę i długopis i odpowiedz sobie szczerze na niezmiernie istotne pytanie: „W jaki sposób, ja, jako szef, przyczyniam się do obecnej sytuacji w moim zespole?”.

Zapisz przynajmniej 3 odpowiedzi. A następnie? Działaj.

Może potrzebne będzie ustalenie nowych standardów, może expose szefa, może indywidualne rozmowy, pakiet szkoleń z komunikacji lub asertywności lub indywidualny coaching. Powodzenia.

NEWSLETTER

BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

asert

    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

    work-life balance

    Temat work-life balance pojawia się ostatnio w moich spotkaniach z klientami coachingowymi z dość naturalnego powodu – wakacji, odpoczynku i planów urlopowych.

    Klienci zwracają się do mnie z wątpliwościami, czy odbierając służbowe telefony lub maile podczas urlopu, pracując czasami po godzinach, czy rozmawiając o tym, co się zdarzyło w pracy podczas spotkań ze znajomymi lub rodziną, nie zaburzają swojej równowagi między pracą a tym, co po pracy.

    Samo pojęcie work-life balance, które przewija się w tych dyskusjach, może tak naprawdę oznaczać bardzo wiele i warto się mu przyjrzeć, by wyjaśnić, na czym tak naprawdę polega work-life balance i kiedy pozostajemy w zdrowej równowadze, a kiedy już naruszamy życiową harmonię.

    To, co może budzić wątpliwości lub być błędnie interpretowane, to samo podejście do tego, jak mierzyć równowagę pomiędzy pracą i życiem po pracy. Czy chodzi o to, by po równo pracować i odpoczywać, licząc skrupulatnie godziny?

    Otóż nie. Przede wszystkim, balans wcale nie oznacza równego podziału. Ten balans, który jest w nazwie, należy rozumieć i mierzyć naszym wewnętrznym poczuciem zachowanej równowagi. Także, dbając o work-life balance, dbajmy by przeżywać czas JAKOŚCIOWO, nie skupiając się aż tak bardzo na ilości godzin, czy dni odpoczynku.

    Czym zatem jest work-life balance?

    Jest koncepcją zarządzania czasem, stawiającą sobie za cel odnalezienie zdrowej i satysfakcjonującej równowagi między pracą a życiem poza pracą.

    Balans to wewnętrzne poczucie, że wszystkie części naszego życia pasują do siebie. Dlatego też, poszukując swojego miejsca równowagi, należy odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

    1. Co dla mnie oznacza być w równowadze? Skąd wiem, że jestem?
    2. Co w moim życiu wpływa na jego jakość? Jakie aspekty, zajęcia postrzegam jako zwiększające jego jakość?
    3. W jakich obszarach życia doświadczam obecnie nierównowagi? Czego mi brakuje?
    4. Co wobec tego mogę zrobić, aby przywrócić równowagę w życiu? Jakie konkretne działania podjąć, co zmienić, na co wpłynąć?

    Odpowiedzi na te pytania są niezmiernie ważne, ponieważ po pierwsze pomagają określić własną, indywidualną definicję równowagi, a następnie świadomie kreować i kształtować nasze życie, by było satysfakcjonujące.

    Warto też rozwiać kilka mitów na temat work-life balance i uświadomić sobie, czym, wbrew pojawiającym się czasem głosom, taka równowaga NIE JEST.

    Czym NIE JEST work-life balance?

    1. Nie jest ograniczeniem czasu pracy tylko do wymaganego minimum
    2. Nie jest wyłączeniem służbowych telefonów po godzinach pracy
    3. Nie jest brakiem udziału w firmowych spotkaniach i imprezach organizowanych po pracy lub w weekendy
    4. Nie jest chodzeniem w jeansach w „luźne piątki”

    W naszym życiu zawodowym mogą te elementy istnieć, a i tak możemy pozostawać w równowadze.

    Także podchodźmy na spokojnie do tego modnego obecnie terminu work-life balance. Oddzielajmy to, co przereklamowane, zamieniając obiegowe opinie na własną definicję, by następnie podążać świadomą drogą budowania jakości i satysfakcji życiowej. Powodzenia 🙂

    NEWSLETTER

    BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

    Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
      jak nie zepsuć sobie wakacji

      Urlop to ważny czas w naszym życiu. Są co prawda osoby, które potrafią spakować się i ruszyć w podróż z dnia na dzień, jednak dla większości z nas wyjazd na wakacje związany jest z planowaniem i przygotowaniami. A jak to w życiu bywa, im przedsięwzięcie wymaga większego zaangażowania, tym większe są wobec niego nasze oczekiwania i tym większe rozczarowanie, jeśli coś idzie nie po naszej myśli. Warto więc w takiej sytuacji wiedzieć, jak nie zepsuć sobie wakacji.

      Nie jest najgorzej, gdy winą za wakacyjną katastrofę można obarczyć biuro podróży, linię lotniczą czy hotel. Gorzej, gdy towarzysza podróży… Emocje tym większe, im bardziej mieliśmy określoną wizję wyjazdu, liczyliśmy na wspólny czas i nadrobienie zaległości co do bliskości, przygody, odpoczynku…

      Ostatnio rozmawiałam z klientką, Martyną, która razem ze swoim mężem skorzystała z możliwości wcześniejszego wyjazdu, jeszcze przed końcem roku. Ze smutkiem przyznała, że jej wakacje zakończyły się podróżą powrotną w milczeniu, z rozczarowaniem i żalem do partnera. Wspólnie analizowałyśmy, co się wydarzyło krok po kroku, dzięki czemu stało się dla nas całkiem jasne, że wspólne wakacje zakończyły się katastrofą przez nieudaną komunikację. Przeczytaj, co się wydarzyło, by dowiedzieć się, jak uniknąć błędów i nie zepsuć sobie wakacji.

      „Planowałam tę podróż na Węgry przez dobre pół roku. Mieliśmy jechać ze znajomymi, ich samochodem. Wzięłam organizację na siebie, bo bardzo to lubię. Dodatkowo, chciałam i mojemu Krzyśkowi i pozostałym sprawić przyjemność, zabierając ich na dobrze przygotowany wyjazd. Przeczytałam chyba wszystkie możliwe przewodniki i blogi o Węgrzech. Gdzie warto pojechać, gdzie zatrzymać się na dłużej, co zwiedzić, żeby nie było banalnie. Długo myślałam jak zaplanować wszystko, żeby było idealnie i jak nie zepsuć sobie wakacji”

      „Minęły pierwsze trzy dni urlopu, a my poruszaliśmy się zaplanowaną przeze mnie trasą. Było super. Niestety, czwartego dnia znajomy dostał telefon ze swojej firmy. Jeden z jego pracowników uległ ciężkiemu wypadkowi. Po dłuższym zastanowieniu przeprosił nas i powiedział, że wraca do Polski. Samochód, którym podróżowaliśmy, należał do niego, więc stanęliśmy przed trudną decyzją, co robić dalej. Popadliśmy w lekką konsternację.

      Zostać i wracać samolotem? Bez sensu, bo zaplanowaliśmy wycieczkę objazdową… Wynająć samochód? Byłoby bardzo drogo… Każde z nas zastanawiało się, co zrobić, jak nie zepsuć sobie wakacji. Sytuacja była napięta, bo decyzja trudna i żadne rozwiązanie nie było dobre.

      W trakcie rozmowy, w której przerzucaliśmy się pomysłami, zasugerowałam jeszcze jedną opcję: powrót ze znajomym do Polski, przesiadkę do własnego auta i kontynuację podróży tylko we dwójkę.  Krzysiek, słysząc ten pomysł, popatrzył na mnie i mocno zamyślony, zapytał: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?”

      „Powiem Ci, że zdębiałam.”- opowiadała wzburzona. -„W głowie pojawiło mi się kłębowisko myśli i chyba nigdy w życiu nie było mi aż tak przykro! Tyle moich planów, pracy, zaangażowania, a on jednym zdaniem zasugerował, że kiepsko to zaplanowałam? Że chce wracać? Że nie podobało mu się, a nawet nie pisnął słowem!? Poświęcał się dla mnie, nic nie mówiąc?!? Nie zależało mu?…”

      Koniec końców wróciliśmy ze znajomym do Polski w totalnym milczeniu, ja na fochu, on też. Jeszcze przez tydzień nie rozmawialiśmy.

      Gdy trochę emocje opadły i powiedziałam mu, o co mam żal, on odpowiedział, że „tylko pytał” i że „zależało mu bardzo, żeby znaleźć rozwiązanie” oraz „nie chciał mnie urazić, wyjazd mu się bardzo podobał”. Podobał! Wyobrażasz sobie??”

      Oczywiście wyobrażam sobie i bardzo dobrze rozumiałam zarówno moją klientkę, jak i zaskoczonego jej reakcją partnera. Takie komunikacyjne „mijanki” dzieją się między ludźmi na co dzień 😊

      Prześledźmy na przykładzie historii Martyny, co wydarzyło się w komunikacji między nią i jej partnerem:

      • Martyna przygotowała dokładnie wyjazd, włożyła w to dużo zaangażowania (i była dumna ze swojego planu)
      • Podróż przebiegała zgodnie z planem
      • Pojawiły się nieprzewidziane okoliczności
      • Oboje, Martyna i Krzysiek szukali najlepszego rozwiązania (mieli POZYTYWNE intencje)
      • Krzysiek zadał pytanie: „A czy ty jesteś pewna, że te Węgry i ta podróż są warte tego, żeby tu wracać?” (nadał KOMUNIKAT)
      • Martyna odebrała komunikat, ale dokonała własnej INTERPRETACJI, na poziomie ich RELACJI, dodając od siebie, co Krzysiek sądzi o wyjeździe.
      • Pojawiły się EMOCJE u Martyny (żal, smutek, złość)
      • Krzysiek próbował TŁUMACZYĆ to, co miał na myśli (jakie miał INTENCJE), ale emocje Martyny już nie pozwoliły jej tego zrozumieć i przyjąć.
      • Pojawiły się EMOCJE u Krzyśka (żal, smutek, złość, bezsilność).
      • Foch, milczenie, obopólny żal.

      Widzisz, gdzie nastąpiło zniekształcenie? Gdzie warto było skomunikować się inaczej, wyrazić swoje potrzeby, pczekiwania i nie zepsuć wakacji?

      Krzysiek zadając pytanie: „Czy warto tu wracać” chciał zastanowić się rzeczowo i dosłownie: „Czy warto tu wracać”.

      Co usłyszała Martyna? „Źle wybrałaś wycieczkę, to Twoja wina, że nie jest tutaj interesująco, więc nie warto tu wracać”.

      Pierwszym krokiem do porozumienia w komunikacji (między partnerami, rodzicami a dziećmi, pracownikiem a pracodawcą, firmą a Klientem), jest uświadomienie sobie, że komunikujemy się na różny sposób, że w rozmowach kółko dokonujemy własnych interpretacji, że dokładamy do tego emocje i komunikacja – mówiąc potocznie – „się rozjeżdża”.

      Co wobec tego robić, by się komunikować?

      1. NADSTAWIAJ USZY, wsłuchuj się nie tylko w to, co mówi druga osoba, ale także w to, jaka stoi za tym INTENCJA.
      2. Jeśli masz wątpliwości, zanim puścisz wodze fantazji i pozwolisz „zaszaleć” urażonemu ego, DOPYTAJ (Martyna: „Co chcesz przez to powiedzieć? Że nie podoba ci się wyjazd, czy że co?”).
      3. Gdy to ty mówisz, ćwicz komunikację WPROST. Dbaj o to, aby jak najjaśniej wyrażać swoje POTRZEBYINTENCJE.

      To wymaga wysiłku, staranności, dodatkowego wyjaśnienia, trochę dłuższej wypowiedzi. (Krzysiek do Martyny: „Kurczę, zastanawiam się, co byłoby dla nas najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. Tyle się naplanowałaś i tyle przygotowań, a z drugiej strony to tak dużo kilometrów do Polski. Zastanawiam się, czy dalsze zwiedzanie jest warte powrotu, czy może przełożyć to na inny raz? Bo martwi mnie też, że mój samochód nie jest aż taki komfortowy… Co ty o tym sądzisz?”)

      Swoich Klientów na szkoleniach i w coachingu uczę, że ważne jest, w jakie SŁOWA ubierzesz swoje INTENCJE, oraz jak starannie się wsłuchasz w wypowiedź drugiej strony. Czy usłyszysz INTENCJE, EMOCJE i czy dopytasz, gdy masz wątpliwości.

      Komunikacji warto uczyć się ciągle, nieustannie, to naprawdę niezagospodarowania przestrzeń rozwoju. Dlaczego warto? Bo nagrodą są RELACJE. Ocalone niejedne wakacje i niejedna ważna znajomość.

      Powodzenia! 😉

      NEWSLETTER

      Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

        • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
        autopilot

        Jeden z moich Klientów – Piotr, w sesjach coachingowych opowiedział mi ostatnio o niespotykanej dla niego sytuacji.

        Pewnego wieczora, gdy w piątkowe popołudnie wszedł do swojej sypialni, zaczął się przebierać w piżamę i rozmyślać o tym, jak w pracy piętrzyły się przed nim niezliczone trudności. Przez głowę przewijały mu się rozważania o tym, że koledzy zrzucają na niego odpowiedzialność za wszystkie ważne kwestie. Myślał też o tym, jak ciężko mu wybrnąć z tej sytuacji, bo robili to w pozornie miły sposób: „To zadanie dla ciebie, bo najlepiej się na tym znasz”, „Zadzwoń do Klienta, bo on Ciebie lubi…”

        O kurcze! – w pewnej chwili swoich rozmyślań powiedział do siebie mój Klient- nie wpisałem do kalendarza, że obiecałem kontrahentowi zadzwonić do niego z samego rana, żeby ustalić termin spotkania. Kalendarz chyba zostawiłem w pokoju syna.

        Syn… – jego myśli pobiegły teraz w tym kierunku. Martwiły go bowiem słabe oceny chłopca. To już drugi rok nauczania zdalnego, a w następnym roku egzamin ósmoklasisty. No właśnie, mieliśmy z Kasią porozmawiać o korepetycjach. Ona uważa, że nie warto zaczynać już latem, mi się wydaje jednak…

        Piotrek rusz się! Rodzice już idą” – głos żony z korytarza wyrwał go gwałtownie z rozmyślań. I w tym momencie dotarło do niego, że do sypialni poszedł nie po to, żeby się położyć, ale po wieszaki na płaszcze dla rodziców, którzy niebawem mieli wpaść na kolację.

        Czy Piotr miał problemy z pamięcią?

        Bynajmniej… Piotr, pod natłokiem wielości zdarzeń, był tak zatopiony w rozważaniach, że wykonywane czynności podejmował na autopilocie. To mechanizm umysłu, który zajęty niekończącym się strumieniem myśli odcina nas od świadomego przeżywania teraźniejszości.

        Może tobie także zdarzyła się taka sytuacja:

        • jechałeś do sklepu, a złapałeś się na tym, że właśnie skręciłeś w drogę, która prowadzi Cię codziennie do pracy
        • zacząłeś obierać ziemniaki, mimo, że wcześniej przygotowałeś sobie wszystkie składniki na potrawę z ryżem
        • odpisywałeś na maile i po pół godziny, odkładając komputer, uświadomiłeś sobie, że zajrzałeś na skrzynkę tylko po plik potrzebny Ci do raportu

        To trochę tak, jakby twój umysł działał niezależnie od ciała, lub odwrotnie – ciało działało automatycznie, w oderwaniu od umysłu. A wszystko dzieje się tak subtelnie, że przez długie godziny możesz nie być tego świadomym.

        Czy działanie na autopilocie jest złe? Autopilot może nam czasem nastręczyć problemów, a jednocześnie jest jednym z największych dokonań ewolucji. Pomaga nam, bo jednorazowo możemy się mocno skupić tylko na jednej rzeczy lub powierzchownie na kilku mniej znaczących.

        Zatem, gdy po głowie plącze Ci się kilka a może nawet kilkanaście ważnych myśli – Twoja „pamięć robocza” zaczyna się przepełniać. To moment, kiedy zaczynasz odczuwać stres. Jest tyle spraw do załatwienia, problemów do rozwiązania, tyle wątpliwości, zmartwień, zadań w kolejce…

        To w takich sytuacjach ludzie mówią, że „życie przecieka im przez palce”. Bo nie da się jednocześnie cieszyć spacerem z dzieckiem i myśleć o wczorajszych problemach w pracy, dostrzegać piękna wiosny i myśleć o tym, co trzeba jutro kupić na obiad dla rodziny.

        Gdy pogrążasz się głęboko w swoich myślach, w końcu Twój umysł się zawiesza i ciało potrzebuje wsparcia do funkcjonowania – włącza autopilota.

        To w sposób oczywisty pomocne – dzięki temu pogrążeni w myślach możemy prowadzić samochód, gotować obiad, pisać raport.

        Autopilot niesie też ze sobą pewne niebezpieczeństwa i ograniczenia. Bo to tryb oszczędnościowy, często w niewielkim stopniu angażujący naszą świadomość. To dlatego nie do końca wiemy, co robimy i najlepszym przykładem była historia mojego Klienta…

        W trybie autopilota nawyk wywołuje nawyk. Łapiesz się najpierw na tym, że wychodząc z pracy tak bardzo zagadałeś się ze współpracownikiem, że nie zabrałeś ze stołu kluczy do domu, choć mówiłeś sobie, żeby pamiętać, że tam leżą. Po dojściu do domu uświadamiasz sobie, że dotarłeś tu automatycznie zapominając, że umówiłeś się na mieście. Siedząc w taksówce i pędząc spóźniony na spotkanie uświadamiasz sobie, że nie masz przy sobie gotówki… itd.

        Funkcjonując na autopilocie zmniejszasz lub gubisz kontrolę na swoim życiem i nad czasem. Tracisz go na naprawianie błędów i niedociągnięć. Marnujesz czas na robienie czegoś, czego być może wcale nie planowałeś, podczas gdy faktyczne zadania, które miałeś do realizacji, czekają…

        W Twoje życie subtelnie, krok po kroku, wkrada się chaos.

        Jeśli dodatkowo nawykowe myśli są negatywne: „ktoś na pewno myśli o mnie źle”, „ktoś na pewno chce mnie wykorzystać”, „ktoś na pewno zrobił tak, bo chciał mi zrobić na złość”, to do chaosu dołącza stres, smutek i lęk.

        Co zatem zrobić? Sekretem jest zauważanie, kiedy w Twojej głowie kłębi się zbyt wiele myśli, czy kiedy te myśli z góry zakładają czarne scenariusze. Sekretem jest swego rodzaju przebudzenie: uważność na to, co się dzieje, czego doświadczam, co czuję i myślę.

        I zanim powiesz, że to nie takie łatwe – nie bez powodu mówi się o praktykowaniu lub treningu uważności. Wysportowanej sylwetki nie osiągniesz bez ćwiczeń, to samo dotyczy spokoju, skupienia na chwili obecnej, świadomego życia.

        Ćwicz skupianie się na tym co tu i teraz. Zauważaj, gdy jesteś bez końca zatopiony w myślach, gdy tkwisz myślami w tym, co już się wydarzyło lub gdy jesteś nimi już w przyszłości: w okolicach jutra, a może tego, co za miesiąc lub za 10 lat.

        Skupiając się na tym, na co realnie masz wpływ, obniżasz swój stres, odzyskujesz kontrolę, wiesz, co robisz. Będąc bardziej „obecnym” w pracy, staniesz się bardziej efektywnym. Będąc bardziej „obecnym” w domu, odzyskasz radość z przebywania z bliskimi. Same zalety, dlatego warto. Życzymy ci wspaniałego treningu bycia w teraźniejszości. 🙂

        NEWSLETTER

        BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

        Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

          • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.
          matryca relacji

          Na początek mamy dla Ciebie pytanie: W jaki sposób reagujesz, gdy spotykają Cię w życiu problemy, wydarzenia, na które się nie zgadzasz, rzeczy, które Cię zaskoczyły?

          Czy napotykając problem przeżywasz zdarzenie raz za razem, nie potrafiąc skupić się na niczym innym? A może szukasz winnych, obwiniasz siebie, lub od razu zabierasz się do działania, by rozwiązać problem?

          Aby uświadomić sobie, jak zazwyczaj działasz, pomyśl o ostatnim takim zdarzeniu. Być może było to jakieś głębokie rozczarowanie w pracy, a może trudne wydarzenie z życia osobistego – związane z partnerem, dzieckiem, rodzicem lub znajomymi? Przerwij teraz na chwilę czytanie, weź kartkę (lub notes) i długopis i zapisz krótko, czego dotyczy Twoja obecna sytuacja problemowa. Na końcu artykułu czeka na Ciebie ćwiczenie, dzięki któremu będziesz mieć okazję przyjrzeć się swojej sytuacji problemowej w inny, nowy sposób.

          Alan Seale w swojej książce „Transformująca obecność” prezentuje matrycę relacji, pokazując, na jakim poziomie większość z nas angażuje się w trudną i problemową dla nas życiową sytuację.

          Otóż, według jego podejścia, matryca relacji obejmuje cztery sposoby zaangażowania w problem:

          1. Dramat
          2. Sytuacja
          3. Wybór
          4. Możliwości

          „Jak to możliwe?” – poziom Dramatu

          Najbardziej na powierzchni w podejściu jest poziom Dramatu, czyli reakcja emocjonalna. Na tym poziomie pojawia się zaskoczenie i myśli w stylu: „Jak to możliwe, że mnie to spotkało?”, „To niemożliwe, że tak się stało!”.

          Na tym poziomie dosyć szybko przechodzimy do szukania winnego, pytając siebie: „Czyja to wina?”, „Jak on mógł mi to zrobić?”, „Kto zawinił tej sytuacji?”

          Ten etap przez chwilę może być nam przydatny, bowiem skupiając się na emocjach pozwalamy sobie, by zeszło z nas pierwsze napięcie. Jednakże, zbyt długie przebywanie w Dramacie (chociażby przez wielokrotne opowiadanie tej samej historii komuś bliskiemu) to głównie pułapka dla nas samych. Tracimy energię na tkwienie w emocjach. To zabiera nam siłę, czas i koncentrację.

          „Jak temu zaradzić?” – poziom Sytuacji

          Kolejny etap zaangażowania w sytuację problemową to wg autora poziom Sytuacji. Gdy uda nam się w niego wkroczyć, emocje zastępuje analiza tego, co się wydarzyło i poszukiwanie rozwiązań.

          Na tym etapie zadajemy sobie pytanie: „Jak temu zaradzić”, lub czasem: „Jak temu zaradzić najszybciej, by świat zewnętrzny nie dowiedział się, co się wydarzyło?” Zapraszam Cię, byś znów zrobił przerwę w czytaniu i zapisał odpowiedzi na pytanie: „Jak mogę temu teraz zaradzić?”

          Będąc na poziomie Sytuacji chcemy spowodować, by znowu było „dobrze”, „normalnie”. Chcemy „załatwić sprawę” i o niej zapomnieć.

          Jeśli w trudnej (lub bardzo dla siebie trudnej) sytuacji pozostaniesz na poziomach Dramatu i Sytuacji, niewiele się z tego nauczysz. Na tych poziomach nie dostrzegamy jasno tego, co się naprawdę wydarzyło. Co więcej, istnieje prawdopodobieństwo, że podobna sytuacja znowu się pojawi, ponieważ rzeczywisty PROBLEM leżący u jej podstawy (przesłanie płynące z tej sytuacji) pozostaje niedostrzeżony.

          W naszym społeczeństwie poziom Sytuacji bywa często ostatnim poziomem, do jakiego docieramy. Jesteśmy świetnie wyszkoleni w poszukiwaniu winnych za to, co się stało lub w byciu „rozwiązywaczami” problemów. To ustawia nas w pozycji, w której różne rzeczy w życiu nam „się wydarzają” i musimy sobie z nimi jakoś radzić.

          „Jaką rolę wybieram w tej sytuacji?” – poziom Wyboru

          Warto przekroczyć kolejny próg zaangażowania w problem, który pojawił się w Twoim życiu i przejść na poziom Wyboru.

          Wyjdź z inspirującego założenia, że „Problem nie jest czymś, co należy od razu rozwiązać. To wiadomość, której należy wysłuchać”.

          Na tym poziomie zaangażowania nie chodzi bynajmniej o wybór sposobu, jak naprawić daną sytuację. Ten poziom zachęca nas do podjęcia świadomego wyboru odnośnie tego, kim chcemy być w tej sytuacji. To pytanie o wybór roli i postawy względem zdarzenia.

          By dać sobie szansę obecności na tym poziomie, odpowiadamy na pytania:

          „Jaką rolę chcę przyjąć w tej sytuacji?”

          „Jaką rolę odegrałem w tej sytuacji?”

          „Jak zamierzam się teraz zaangażować w tę sytuację?”

          Ten etap uświadamia nam, że choć nie możemy już zmienić tego, co się wydarzyło, mamy wpływ na to, kim będziemy w tych okolicznościach. To ogromny krok w stronę odpowiedzialności za siebie, swoje wybory i działania. By zaangażować się i współtworzyć z życiem, a nie pozwalać, by życie nam „się zdarzało”.

          „Co chce się wydarzyć?” – poziom Możliwości

          Analiza zdarzenia na poziomie Możliwości otwiera nas na zmianę i niepowtarzalny rozwój.

          Na tym poziomie najmocniejsze pytanie brzmi: „Co chce się wydarzyć?”

          Przyjmujemy tu do wiadomości, że sytuacja zdarzyła się z jakiegoś powodu, nawet, jeżeli jeszcze nie rozumiemy, z jakiego. Uznajemy, że trudna i problemowa sytuacja próbuje nam coś powiedzieć i przekazać ważną wiadomość.

          Im większy Dramat tym większe Możliwości.

          Bo dramat jest jak dzwonek, który alarmuje nas, że COŚ CHCE SIĘ ZMIENIĆ.

          I tak, jeżeli Twoje zaangażowanie dochodzi jedynie do poziomu Dramatu i Sytuacji, złapiesz się w końcu na tym, że tkwisz tylko w bieżącym gaszeniu pożarów. Będziesz czuć, że żyjesz od jednego kryzysu do kolejnego. Twoje życie to będzie akcja – reakcja, do czasu, aż opadniesz z sił.

          Jeśli jednak zaangażujesz się w swoje życie na poziomie Wyboru i Możliwości – zobaczysz, że odzyskując kontrolę odzyskasz też energię. To Ty będziesz wybierać, kim chcesz być w danej sytuacji, a pytanie „Co chce się wydarzyć” otworzy Cię na przeogromny rozwój.

          Jak wdrożyć w codzienne życie 4 poziomy zaangażowania?

          W kontekście trudnej sytuacji, którą zapisałeś i na przykładzie której przetestujesz podejście na 4 poziomach zaangażowania, przejdź w skupieniu przez kolejne etapy, odpowiadając na pytania z każdego poziomu:

          1. Dramatu: Czyja to wina? Kto powinien za to odpowiedzieć? Dlaczego mnie to spotkało?
          2. Sytuacji: Jak mogę to naprawić najszybciej, jak to możliwe?
          3. Wyboru: Jaką wybieram rolę w tej sytuacji? Jaką wybieram postawę wobec tej sytuacji?
          4. Możliwości: Co chce się wydarzyć? Co chce się poprzez to ujawnić? Co próbuje się zmienić? Jaki przełom próbuje się wydarzyć? Jakie pojawiają się tu możliwości?

          Teraz, gdy doszedłeś do poziomu Możliwości, przejdź raz jeszcze „w górę”, dopisując kolejno nowe odpowiedzi na pytania:

          1. A więc, co chce się wydarzyć?
          2. Do bycia kim mnie to zaprasza?
          3. Do zrobienia czego mnie to zaprasza?
          4. Kto jest winny?

          Matryca relacji jest prosta, lecz naprawdę potężna i rozwijająca. Wydarzyła się w Twoim życiu tragedia? Nie poprzestawaj na obwinianiu i szukaniu rozwiązania. Przyjmij przesłanie- mądrą lekcję płynącą z tego zdarzenia, by w przyszłości uniknąć powtórzeń.

          NEWSLETTER

          BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

          Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

            • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

            Czas jest zasobem, którego nie można zaoszczędzić na przyszłość, ani odzyskać, gdy się go utraci.


            O czasie, o zarządzaniu czasem i o braku czasu odbyłam już chyba setki rozmów. Na szkoleniach, w coachingu, w zwyczajnych rozmowach.

            Jedną swoją rozmowę pamiętam szczególnie wyraźnie. Miała miejsce kilka dobrych lat temu, ze znajomym, który opowiadał mi historię swojego ojca. Ojciec ten, z powodu swojego stanu zdrowia, w wieku około 40 lat, zrezygnował całkowicie z pracy zawodowej. Od tamtego czasu, przez wiele lat, zajmował się dorastającymi dziećmi, domem, ogrodem. Obecnie, jak opowiadał mi znajomy, ojciec ma już ponad 70 lat i zawsze MA CZAS. Ma czas, żeby gdzieś pojechać, załatwić rodzinne sprawy, popilnować wnuków, dowieźć obiadki, dostarczyć pisma do urzędów.

            Znajomy w czasie swojej opowieści, kilka razy i z dużą tęsknotą w głosie, powtórzył zdanie, które zwróciło moją uwagę i skłoniło do refleksji.

            „Gdybym tylko ja miał w życiu tyle czasu, co mój ojciec…”

            Po chwili refleksji i zastanowieniu, odniosłam się do jego słów. A moja odpowiedź, chociaż wydawać by się mogło, oczywista, była dla niego zaskoczeniem i wprawiła go w zdumienie.

            Otóż, gdy usłyszałam tę jego myśl (zakładam, że wypowiadaną latami jak mantrę) zapytałam:  „A to nie jest tak, że każdego dnia każdy z nas ma dokładnie tyle samo czasu?…”

            Pamiętam, że mój znajomy zamyślił się wtedy nad tym, co usłyszał. Na swoją tęsknotą do „posiadania” więcej czasu. Nad presją, pod jaką żył od wielu lat. Nad poczuciem, że pragnąłby mieć więcej wpływu na własne życie…


            Psychologia zarządzania czasem opiera się na prostej zasadzie, zwanej PRAWEM KONTROLI.


            Mówi ona, że czujesz się dobrze z samym sobą tylko w takim stopniu, w jakim masz poczucie kontroli nad własnym życiem. Głosi równocześnie, że czujesz się źle z samym sobą w stopniu, w jakim masz wrażenie braku kontroli nad swoim życiem lub swoją pracą.

            Psycholodzy rozróżniają wewnętrzne źródło kontroli, przy którym czujemy, że jesteśmy panami własnego przeznaczenia, oraz zewnętrzne źródło kontroli, przy którym mamy wrażenie, że o naszym życiu decydują czynniki zewnętrzne.

            Kiedy kontrola pochodzi ze źródła zewnętrznego, wydaje nam się, że o naszym życiu decydują szef, rachunki, potrzeby i plany bliskich, ciężar pracy i obowiązków. Czujemy wtedy, że mamy zbyt dużo do zrobienia w zbyt krótkim czasie oraz że nie decydujemy sami o swoim czasie i życiu. Większość tego, co robimy w takim funkcjonowaniu polega na reagowaniu na zdarzenia zewnętrzne.

            Mówimy sobie wtedy, że potrzebujemy więcej czasu.

            Jest duża różnica między działaniem, o którym decydujemy sami i które jest zorientowane na cel, a reagowaniem, które polega na doraźnym uleganiu zewnętrznej presji.

            To różnica JAKOŚCIOWA, między nastawieniem pozytywnym i poczuciem kontroli a nastawieniem negatywnym, stresem i poczuciem bycia pod presją.

            Aby doświadczać w życiu satysfakcji, buduj maksymalne poczucie kontroli nad najważniejszymi aspektami swojego życia zawodowego i osobistego. Zanim tego dokonasz, potrzebujesz określić najpierw, które obszary Twojego życia są dla Ciebie najważniejsze. A następnie będziesz mógł tak dokonywać wyborów, aby potrzebom w tych obszarach dawać jakościowy czas, miejsce i uwagę.

            Często wydaje nam się, że zarządzanie czasem to rozpisanie zadań w kalendarzu. Tymczasem kwestia jest o wiele bardziej złożona. Zarządzanie czasem, a przede wszystkim budowanie poczucia wpływu na własne życie, zaczyna się tak naprawdę od określenia własnych potrzeb, ustalenia planów i celów, na których nam najbardziej zależy. Następnym krokiem jest praca nad własną motywacją i konsekwentne realizowanie najważniejszych swoich potrzeb.

            Podczas szkolenia poświęconego zarządzaniu sobą w czasie uczymy Uczestników, jak mieć wpływ na własne życie, jak umiejętnie określać sobie cele i skupiać się w życiu na tym, co dla nas naprawdę ważne. Czyli jak budować wpływ na własne życie i świadomie przyczyniać się do własnej, życiowej satysfakcji.

            NEWSLETTER

            Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

              • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

              Czy zawsze należy być asertywnym

              Czy zawsze należy być asertywnym? To pytanie, które zadaję Uczestnikom moich szkoleń i zawsze w tym momencie najpierw zapada cisza, pełna zastanowienia, a następnie zaczyna się interesująca dyskusja na ten temat. Jaka byłaby Twoja odpowiedź?

              Czy zawsze należy być asertywnym? Podam Ci przykład, historię, jaką usłyszałam od Adama, jednego z Uczestników szkolenia poświęconego asertywności. Adam od lat boryka się z chorobą Hashimoto, powodującą niedoczynność tarczycy. Pomaga mu przestrzeganie ustalonej diety.

              Od kiedy ustaliłem z lekarzem, by unikać produktów zawierających gluten i uczciwie się tego trzymam, mam lepsze wyniki badań i lepiej się czuję” – opowiadał na szkoleniu. „To jednak wyzwanie za każdym razem np. gdy wybieram się z kimś znajomym do restauracji i muszę tłumaczyć dlaczego zwracam uwagę na to, co jem. Ale nie jest tak źle – potrafią zrozumieć”- kontynuował.

              Pewnego razu jednak Adam, wybrał się w odwiedziny do swojej, mieszkającej w innej części Polski, babci. Ta, uradowana, postawiła przed nim na stole jego ukochany deser z dzieciństwa – sernik z kruszonką.

              Spojrzałem na ten talerz myśląc o tej całej mące z glutenem, a potem na uradowaną minę mojej babci, która była przekonana, że zrobiła mi przyjemność i przyznaję – w pierwszej chwili pomyślałem z konsternacją – co zrobić?

              No właśnie, jak byś Ty zachował się na miejscu Adama?

              Wyobraź sobie jeszcze, że byłeś niedawno na kursie asertywności, wiesz już sporo na temat swoich asertywnych praw i stawiania granic. Chcesz zadbać o siebie i o swoje zdrowie… I gdy spotyka Cię taka sytuacja – dopada Cię pytanie: Czy zawsze należy być asertywnym?

              Uczestnicy, słuchający wtedy na kursie opowieści Adama, mieli dla niego różne odpowiedzi. Jedni odpowiadali, że nie zjedliby sernika, jeśli mieliby się potem źle czuć, odmówiliby babci. Inni oburzeni twierdzili, że w sumie to nic takiego, ten jeden raz zrobić babci przyjemność i zjeść, nawet jeśli potem nie czuliby się dobrze.

              Jak postąpić w takiej sytuacji, pozostając w nurcie asertywności, czyli bycia ok wobec siebie i ok wobec innych?

              Ku zaskoczeniu zebranych odpowiedziałam, że nie ma znaczenia jak postąpią – dużo ważniejsze jest to, czym będą się kierować jedząc bądź nie – wspomniany sernik 😉

              Jeżeli czujesz, że masz wewnętrzną zgodę na to, by zjeść raz posiłek z glutenem (w to miejsce możesz wstawić cokolwiek innego) i zrobisz to, będąc wewnętrznie spójny (nie zmuszony i wbrew sobie) – to ta jednorazowa rezygnacja z diety wpisze się w nurt zachowania asertywnego.

              Bowiem asertywność nie jest przymusem. Asertywność to wybór i wewnętrznie spójne decyzje.

              Pamiętaj, że nie zawsze musisz się zachowywać asertywnie, by być asertywnym! We wszystkim tym chodzi o to, by Twoje asertywne i nieasertywne zachowania były zgodne z Tobą, byś czuł, że masz wewnętrzny wybór. Tymczasem zachowanie nieasertywne to takie, gdy wewnętrznie czujesz, że robisz coś wbrew sobie.

              Gdy następnym razem babcia postawi przed Tobą talerz z sernikiem, przyjaciel poprosi Cię o pomoc w przeprowadzce lub sąsiadka, o zajrzenie do jej papużek w czasie wakacji, sprawdź ze sobą, a następnie, uczciwie wobec siebie, powiedz „Tak” lub „Nie”.

              NEWSLETTER

              Chcesz być na bieżąco i otrzymywać powiadomienia o nowych, inspirujących artykułach, nadchodzących kursach i ciekawostkach rozwojowych? Zapisz się do newslettera:

                • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

                Podczas rozmów, jakie mam okazję prowadzić z kadrą menedżerską w czasie moich szkoleń i coachingu, często pojawia się temat komunikacji w organizacji i wyzwań, jakie w tym zakresie stoją przed osobami zarządzającymi. Im bardziej pionowa struktura zarządzania w firmie, tym bardziej komunikacja w firmie między poszczególnymi szczeblami może przypominać „głuchy telefon”.

                Szef średniej wielkości firmy opowiedział mi kiedyś ekstremalny przykład, prezentujący pułapki związane z komunikacją w organizacji.

                Jego firma się rozrastała, a jemu zależało, by zespół był zgrany, pracownicy nie byli dla siebie anonimowi. Postanowił więc, że zorganizuje kolację integracyjną. Zaprosił do siebie swoich kierowników i podzielił się z nimi pomysłem.

                Opowiedział o swoich przemyśleniach, o tym, że gdy firma była mniejsza wszyscy się dobrze znali i że chciałby to podtrzymać także teraz, przy większej ekipie. Zaznaczył, że jest bardzo zadowolony z pracowników i chciałby im to okazać. Na koniec spotkania poprosił kierowników, by przekazali tę informację dalej.

                Po kilku dniach, gdy osoba odpowiedzialna za rezerwację restauracji na imprezę poprosiła menedżerów o przesłanie informacji, ile osób z każdego działu zadeklarowało chęć spotkania, okazało się, że wielu pracowników wymówiło się brakiem czasu i innymi obowiązkami. Szczebel kierowniczy deklarował obecność, ale już ich podwładni byli mało zainteresowani.

                Bardzo mnie to rozczarowało”– opowiadał właściciel firmy – „Chciałem z nimi świętować, a napotkałem niechęć i opór. Zdecydowałem się anulować imprezę.”

                Dopiero po jakimś czasie sytuacja się wyjaśniła”– kontynuował – „w zaskakujący dla mnie sposób”.

                Otóż okazało się, że po pierwszym spotkaniu, na którym szef przedstawił pomysł imprezy, kierownicy przekazali informację dalej, swoim podwładnym, w mniej więcej taki sposób: „Szef robi imprezę, obecność obowiązkowa”, „W piątek po pracy macie być na spotkaniu integracyjnym”. I tak, im niższy szczebel, tym bardziej „surową” wersję dostawali pracownicy. Z zaproszenia szefa wyszło prawie przymusowe zebranie.

                Co Ci to przypomina? Zabawę w głuchy telefon?

                Nic dziwnego, że mało kto chciał się wybrać” – opowiadał mi właściciel firmy.

                Co zawiodło? Komunikacja. Dlatego podczas szkoleń na kwestię komunikacji uczulam kadrę zarządzającą. Warto zwrócić uwagę na to, co przekazujesz swoim podwładnym, w jaki sposób to robisz, na ile jesteś w tym precyzyjny, by to co mówisz, nie zmieniło się w „głuchy telefon”.

                Zarządzanie informacją jest równie ważne, jak zarządzanie budżetem, planowanie czy rekrutacja. Warto docenić wagę zarządzania informacjami w organizacji i zarządzać nią świadomie. Uważnie łączyć intencje szefa (co chcę powiedzieć) z technikami komunikacji (jak to robię).

                Jeśli chcesz udoskonalić swój warsztat menedżerski, poznać najważniejsze pułapki komunikacyjne i nauczyć się skutecznej komunikacji w zarządzaniu, 15 czerwca 2021 r. weź udział w szkoleniu „Menedżer: Skuteczne zarządzanie i wyznaczanie zadań”.

                Dowiesz się o wiele więcej:

                🔸 jakie są skuteczne sposoby wyznaczania zadań,

                🔸 dokonasz analizy swojej efektywności menedżerskiej,

                🔸 spotkasz innych menedżerów, z którymi wymienisz się wiedzą i doświadczeniami.

                Na szkoleniu dzielę się swoim własnym doświadczeniem z zarządzania zespołami handlowymi, biurami obsługi klienta i pracy na stanowisku dyrektor zarządzającej. Teraz zarezerwujesz miejsce w specjalnej cenie!

                NEWSLETTER

                BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

                Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                  • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

                  bycie konsekwentnym rodzicem

                  Wszystko zaczęło się w sobotni poranek kilka tygodni temu. Wychodziłam z domu po duże zakupy (co oznaczało jakieś 3 godziny nieobecności w domu).

                  Umówiłam się z synem, który zostawał w domu, że zanim sobie pogra z kolegami na komputerze, odrobi najpierw zadanie domowe z języka angielskiego i posprząta swój pokój, czyli zetrze kurze i odkurzy podłogę. Ustaliłam też z nim, że kolejność jest ważna i że nie siada do grania, zanim te prace nie będą zrobione.

                  Ostrzegłam, że jeśli nie dotrzyma umowy, „skonfiskuję” mu xboxa na dwa tygodnie („absurdalnie długo”- pomyślałam sekundę po tym, gdy to zapowiedziałam, ale zdecydowałam, że już tak zostawię, nie wycofując się z tego). Syn obiecał, że wszystkiego dopilnuje i wywiąże się z umowy. Gdy wsiadłam do samochodu pomyślałam nawet, jak super wszystko ustaliłam, zorganizowałam i jak miło dzień się układa 🙂

                  Gdy wróciłam po kilku godzinach do domu, od razu usłyszałam, że syn gra, rozmawiając równocześnie przez telefon z kolegą. Wniosłam zakupy i zajrzałam do jego pokoju. Porządki nie zostały nawet rozpoczęte. Zapytałam, czy zrobił angielski. Odpowiedział przelotem, bardzo zaaferowany grą, że jeszcze niczego nie zrobił, bo kolega mógł grać tylko do południa. Ale zaraz zrobi...

                  Cóż…były ustalenia, zobowiązanie i umowa. Była też moja zapowiedź konsekwencji w przypadku „zerwania” umowy. Stanęłam więc przed dylematem, co zrobić. Zabrać xboxa (i narazić się na krzyki, złość i protesty) czy nie zabrać? Jeśli zabrać, to czy na tak długo czy coś zmieniać? Dać mu dodatkową szansę na zrobienie zaległych rzeczy czy nie dawać? Przerwać grę natychmiast czy też poczekać, aż syn dokończy rundkę z kolegą? Zrobić „pogadankę” umoralniającą o dotrzymywaniu słowa, odpowiedzialności, zaufaniu czy to jednak bez sensu?…

                  Miałam sporo wątpliwości, stanęłam na prawdziwym rodzicielskim rozdrożu.

                  Postałam, pomyślałam. I koniec końców zdecydowałam, co zrobić.

                  Poprosiłam syna, by zakończył grę z kolegą.

                  Następnie spokojnie i na chłodno powiedziałam, że ponieważ 1) obiecał i umówił się ze mną 2) nie dotrzymał słowa, bo granie wygrało ze wszystkim 3) zgodnie z zapowiedzią xboxa dostanie za 2 tygodnie. Zdemontowałam 🙂

                  Co wydarzyło się dalej?

                  Syn był bardzo niezadowolony. Najpierw się złościł, krzyczał, protestował. Potem błagał i negocjował. Następnie groził („Mamo, jeśli mi nie oddasz xboxa, będziesz miała duże kłopoty”). Potem jeszcze się złocił i jeszcze negocjował. Był w tym wszystkim bardzo przekonywujący. Cierpiał. To, co mówił i jak mówił, jakich argumentów używał, naprawdę chwilami mnie „ruszało” i podkopywało moją pewność, co do decyzji…

                  Ale nie ustąpiłam. I tego dnia i przez zapowiedziane dwa tygodnie. Mój syn, gdy zobaczył, usłyszał i poczuł, że zdania nie zmienię, po prostu odpuścił. Zaakceptował. Poszedł zrobić swoje.

                  Czego to nas obojga nauczyło?

                  Dla mnie była to LEKCJA O ADEKWATNOŚCI – aby zapowiadać konsekwencje i odbiór przywilejów w realnej proporcji do rzeczywistości. Bo tym razem, oceniłam, to było za długo.

                  Po drugie była to lekcja o przeżywaniu emocji. Gdy zgodnie z zapowiedzią zrobiłam, co zapowiedziałam, u syna pojawiło się dużo emocji. Dla mnie sztuką było wytrzymać presję z jego strony i poradzić sobie z własnymi emocjami. Trzymałam się mocno wtedy, w tę sobotę, wyników badań psychologicznych mówiących o tym, że każda emocja, nie podsycana, nie trwa dłużej niż 20 minut. Czekałam więc godnie 20 minut, zachowując spokój i patrząc, jak moje dziecko „wyzłaszcza” swoją złość.

                  Całe to zdarzenie było też, a może przede wszystkim, o byciu konsekwentnym rodzicem. Jeżeli nawet odebrałam przywileje na (za) długo, zdecydowałam się utrzymać je konsekwentnie do końca. By pokazać, że traktujemy się na poważnie.

                  Czego nauczył się mój syn?

                  • traktować nasze wzajemne ustalenia na poważnie
                  • że jestem konsekwentnym rodzicem
                  • że podejmowane w życiu decyzje i wybory niosą za sobą konsekwencje
                  • że bierze odpowiedzialność za swoje decyzje i to jest ok.

                  Także, to było dla nas małe-duże zdarzenie. Dobrze, że się wydarzyło, bo każde z nas wiele się z niego nauczyło. Idziemy dalej. Do przodu. Bogatsi o nowe doświadczenia. 🙂

                  NEWSLETTER

                  BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

                  Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                    • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

                    jak reagujesz w sytuacji stresowej

                    W literaturze dotyczącej zdrowia i psychologii znaleźć możemy różne informacje o tym, jak my, ludzie, reagujemy w sytuacji stresowej.

                    W sytuacji takiej uciekamy się do stylów zachowań, które można usystematyzować w następujący sposób:

                    • styl skoncentrowany na zadaniu
                    • styl skoncentrowany na emocjach
                    • styl skoncentrowany na unikaniu

                    Styl skoncentrowany na zadaniu

                    Styl taki stosuje osoba, która w sytuacji stresowej skupia się na problemie i szybko zabiera się za jego rozwiązanie, lub usuwanie jego przyczyn. To styl skupiony na konstruktywnym działaniu i poszukiwaniu sposobów wpływu na rzeczywistość.

                    Wiele lat temu, w grudniowe popołudnie, sąsiadka zauważyła, że w moim domu, w którym pogaszone są wszystkie światła, widać było błyski latarek.

                    Natychmiast oceniła, że to włamywacze, zadzwoniła do mnie, by mnie o tym fakcie poinformować, a następnie chwyciła za szczotkę z długim kijem i ruszyła przegonić złodziei.

                    Historia skończyła się o tyle dobrze, że przestępcy uciekli wcześniej i nie zrobili jej krzywdy.

                    To idealny przykład zachowania w stresie, skoncentrowanego na działaniach.

                    Styl skoncentrowany na emocjach

                    Styl ten oznacza, że w sytuacji stresowej osoba doświadczająca napięcia, przede wszystkim skupia się na przeżywaniu tego, czego doświadcza i próbach rozładowania swoich emocji.

                    Osoba, która przeżywa stres w taki sposób w głowie, wielokrotnie prowadzi dialog wewnętrzny, pisze scenariusze, co zrobi lub powie, jeśli sytuacja dotyczyła osób trzecich lub rozpamiętuje w kółko to, co się stało.

                    Styl skoncentrowany na unikaniu

                    W stylu skoncentrowanym na unikaniu albo angażujemy się w czynności zastępcze albo uciekamy w poszukiwanie kontaktów towarzyskich. Pojawiają się tu np. sprzątanie, seriale, ale też długie rozmowy telefoniczne.

                    Nasuwa się pytanie, który styl jest najlepszy? Część koncepcji na ten temat wskazuje koncentrację na zadaniu, jako najbardziej pożądaną. Warto jednak na style spojrzeć także inaczej, przez pryzmat tego, że radzenie sobie w sytuacji stresowej może być kilkuetapowe i że dany styl, w danym momencie, może być po prostu adekwatny do bieżącej chwili.

                    Za przykład niech nam posłuży moja osobista historia, bardzo stresującej dla mnie, wpadki zawodowej. Jakiś czas temu, w sobotni poranek, tuż przed rozpoczęciem warsztatów, zadzwoniła do mnie, z zupełnie innego miasta, moja klientka. Zdziwionym głosem zapytała, gdzie jestem, bo jej zespół handlowy, zgodnie z ustaleniami, siedzi właśnie w sali szkoleniowej, czekając na moje szkolenie.

                    To, co się zdarzyło potem i jak tym kryzysem zarządziłam, jest dobrym przykładem na to, że różne style radzenia sobie ze stresem mogą być adekwatne na kolejnych etapach sytuacji stresowej.

                    W pierwszej chwili pomyślałam wtedy: „O rety, o rety! Coś pewnie oni pomieszali! To nie może być prawdą!” Po krótkiej rozmowie z dzwoniącą klientką ustaliłyśmy, że odezwę się później. A ja, wątek zapomnianego terminu „zaparkowałam” na czas szkolenia, które właśnie zaczynałam. Rozpoznajecie tu styl unikania? Powiedziałam sobie wtedy: „Nie myśl o tym, skup się na tym, co tu i teraz”.

                    Po zakończeniu dnia szkoleniowego pierwszą rzeczą, jaką sprawdzenie, jak to się stało.

                    Uświadomienie sobie, że to faktycznie ja pomieszałam terminy sprawiło, że pojawiło się we mnie dużo emocji, ukrytych pod myśleniem: „ale porażka!”, „jak mogłam zapomnieć!”. Potrzebowałam czasu, by emocje związane z tym zdarzeniem – złość, bezradność, żal- po prostu „przeżyć”. Tak, to był etap koncentracji na emocjach.

                    Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, zaczęłam analizować możliwości, obmyślać plan, jak rozwiązać zaistniałą sytuację. Byłam już w mocnym skupieniu na zadaniu.

                    Także, gdy doświadczasz stresującej sytuacji, która wybiła cię z rytmu życia, dostrzeż, którą strategię radzenia sobie ze stresem uruchomiłeś na początku. Sprawdź, na ile jest ona w danej chwili pomocna i – co najważniejsze – jak długo chcesz w niej pozostać.

                    Potrzebujesz się na chwilę wyłączyć? Ok, obejrzyj film, schowaj się przed światem, „zaparkuj” problem. Ale nie siedź w tym zbyt długo, sprawdź, kiedy pora iść dalej. Wyzłość się, wysmuć, wyżal. Zaopiekuj własnymi emocjami, i daj im trochę przestrzeni. I znowu – sprawdź, kiedy pora, by iść dalej. By otrzepać się, uznać fakty, ustalić, na co masz wpływ i świadomie przejść do etapu koncentracji na rozwiązaniu, by zacząć budować konstruktywny plan.

                    A Ty jak reagujesz w sytuacji stresowej?

                    Jeżeli obecna sytuacja jest dla ciebie źródłem stresu, sprawdź, jak na nią zareagowałeś, co się zmieniło przez ostatnie tygodnie i na jakim etapie jesteś obecnie. Czy unikasz konfrontacji i udajesz, że rzeczywistość się nie zmieniła? Czy jesteś na etapie emocjonalnego przeżywania tego, co się dzieje? Bo może już pora, by przejść do etapu skupienia się na projektowaniu nowych, skutecznych rozwiązań? Szkoda byłoby ten etap przegapić.

                    NEWSLETTER

                    BĄDŹ NA BIEŻĄCO I ZYSKAJ:

                    Najnowsze artykuły, hity cenowe, nadchodzące kursy!

                      • Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez MALESZKO.EDU Urszula Maleszko-Grabowska z siedzibą w Warszawie ul. Odkryta 1A oraz na otrzymywanie na podany adres e-mail informacji handlowych. Podanie danych jest dobrowolne. Przysługuje mi prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.