Czas świąteczny to moment, kiedy bardziej niż zwykle myślimy o bliskości. Kiedy przed dłuższy czas przebywamy z bliskimi. Kiedy jesteśmy bliżej siebie, bardziej intensywnie. To bardzo cieszy, ale często też, z drugiej strony, wywołuje napięcia.

No właśnie. Gdzie jest „złoty środek” bycia razem? Czy każdą chwilę spędzać z ważnymi dla nas osobami, czy też czasem się oddalać? Jak wyważyć ilość czasu i uwagi na wspólne zajęcia, rozmowy i chwile?

W kontekście rozmów o bliskości i dyskusji w poszukiwaniu odpowiedzi na powyższe pytania, bardzo lubię przytaczać bajkę filozoficzną słynnego niemieckiego filozofa Schopenhauera.

Otóż pewnej jesieni, rodzina jeżozwierzy układała się w ciasnej dziupli do zimowego snu. Aby było im ciepło, zwierzęta przytuliły się mocno do siebie. Po krótkiej chwili poczuły jednak bolesny ucisk igieł swoich bliskich. Odsunęły się więc od siebie. Wtedy natomiast okazało się, że były za daleko, bo zaczął im doskwierać chłód. Także raz jeszcze zbliżyły się do siebie, już trochę mniej, ale znowu, po krótkiej chwili, poczuły bolesne ukłucia. I tak oddalały się od siebie i przybliżały jeszcze klika razy, aż w końcu udało im się znaleźć między sobą idealną odległość.

Podobnie jest u nas, u ludzi. Pragniemy bliskości drugiego człowieka i z drugiej strony potrzebujemy zdrowego dystansu. Zarówno z własnym życiowym partnerem, z dziećmi, rodziną, przyjaciółmi i w pracy.

Za duża bliskość może „dusić” relację z drugim człowiekiem. Sprawiać, że wyzbędziemy się siebie, zrezygnujemy z własnych potrzeb, za wszelką cenę będziemy chcieli być razem.Można przedobrzyć, może być tak ciepło, że aż będzie kłuło 🙂

Z drugiej strony, źle rozumiana niezależność będzie już egoizmem, który też zniszczy ważne dla nas relacje. Możemy zacząć być w kontakcie z drugą osobą tak daleko, że aż będzie za zimno.

Gdzie jest więc ta optymalna granica między bliskością a autonomią?

Nie dostaniesz tu gotowej odpowiedzi. Ale, podobnie jak jeżozwierze z bajki, masz jej szukać i nieprzerwanie ją regulować. Jeśli chcesz zbudować zdrowe, wartościowe relacje, nie bądź za blisko, by nie zgubić siebie, nie bądź też za daleko, by nie zgubić relacji. Sprawdzaj po tym, co sam czujesz i po tym, co widzisz po drugiej stronie. Ustawiaj i sprawdzaj. Wyciągaj wnioski i poprawiaj. Sprawdzaj i znów ewentualnie poprawiaj. Ucz się o bliskości metodą dopasowywania.

To bardzo w porządku, by szukać idealnej odległości. Jeżozwierze to wiedzą.

 


Chcesz o bliskości i relacjach nauczyć się więcej?

Skorzystaj z naszych warsztatów i szkoleń. Dowiesz się, jak dbać o siebie i o innych. Jak budować zdrowe relacje i jak układać sobie świat wolny od toksycznych związków.


Warsztat z asertywności pomoże Ci, jeśli czujesz, że nie zawsze umiesz zadbać o swoje potrzeby, wyrazić co czujesz, wstydzisz się poprosić o pomoc, masz wyrzuty sumienia, gdy odmawiasz. Nauczysz się konstruktywnie komunikować z innymi. Zapraszam Cię na najbliższą grupę już 11 maja.

asertywność


Warsztat z budowania siły wewnętrznej jest dla Ciebie, jeśli chcesz znaleźć odwagę, by ruszyć z miejsca, chcesz wreszcie uwierzyć w siebie i swoje możliwości, odkryć swoje mocne strony, które będziesz wykorzystywać do realizacji swoich marzeń.

warsztat rozwoju osobistego


Szkolenie z zarządzania stresem i emocjami pomoże Ci, jeśli chcesz nauczyć się technik panowania nad goniącymi w głowie myślami, strachem przed przyszłością lub rozpamiętywaniem przeszłości. Gdy chcesz uspokoić swoje ciało i poznać sposoby na dobry sen, pewność siebie w kontaktach z innymi, rozmowach rekrutacyjnych, czy wystąpieniach publicznych.

Zarządzanie stresem i emocjami

prosić, aby otrzymać

Przełom starego i nowego roku jest czasem, kiedy więcej podsumowujemy, więcej chcemy i o więcej prosimy. Dlatego też dziś dzielę się moją ważną życiową lekcją. O tym, jak prosić, aby otrzymać to, o co prosimy. Inspiracją i prawdziwym odkryciem na ten temat był dla mnie fragment książki „Jesteś cudem” Reginy Brett, a dokładnie rozdział pt. „Módl się tak, jakbyś wierzył w każde słowo”.

Chociaż w książce autorka pisze o modlitwie do Boga, myślę sobie, że sam sposób proszenia i fakt, że otrzymasz, jest taki sam bez względu na to, kogo lub co prosisz. Czy swojego Boga, Wszechświat, Anioła Stróża, Opatrzność, lub jeszcze coś innego…

O co w tym proszeniu chodzi?

Zazwyczaj, gdy prosimy „siły wyższe” o pomoc, prosimy w myślach- w modlitwie, błaganiach, powtarzając w kółko nasz prośby. Prosimy i prosimy, nie ustajemy w tych prośbach, bez ustanku. Prosimy, nie dając sobie w zasadzie czasu, aby tę pomoc faktycznie otrzymać. Jakbyśmy… nie wierzyli, że to, o co prosimy, będzie nam dane.

Taki sposób proszenia „w kółko” ładnie obrazuje fragment wspomnianej książki Reginy Brett:

Załóżmy, że dzwonię do mojej przyjaciółki Beth i zapraszam ją na lunch w czwartek, a ona przyjmuje zaproszenie. A potem dzwonię do niej co kwadrans, żeby się upewnić, czy na pewno chce zjeść ze mną lunch w czwartek. Przyjaciółka zaczęłaby się zastanawiać: „Dlaczego Regina mi nie wierzy? Czyżby mi nie ufała, że przyjdę?”.

Tak zachowujemy się, prosząc. Najpierw prosimy, a potem wątpimy. Jeśli chcesz naprawdę zawierzyć sile wyższej, którą prosisz, poproś ją tylko raz.  Z wiarą, że otrzymasz. Bądź konkretny. Nie pozostawiaj żadnych wątpliwości, o co ci chodzi. I zamiast „klepać” modlitwy i je powtarzać, ZAUFAJ, ŻE OTRZYMASZ.

Autorka cytuje fragment Biblii, w którym jest napisane: „Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie”. Jak prosić, aby otrzymać?

Przyznam się, że od kiedy przeczytałam tę książkę i wiem, jak prosić aby otrzymać, nieustannie korzystam z tego sposobu proszenia. Możesz mi wierzyć lub nie, on naprawdę działa. Prawdą jest, że minęło sporo czasu, zanim nauczyłam się dostrzegać, że moje prośby się spełniają. Szczególnie, gdy nie były aż tak bardzo precyzyjne. Czasem wracały w innej, niż się spodziewałam, postaci. I dopiero po jakimś czasie uświadamiałam sobie, że to, co otrzymywałam (czasem zaskakującego) jest przecież spełnieniem tego, o co prosiłam. Dlatego dziś też wiem, że trzeba też uważać, o co się prosi.

Oraz że czasem na spełnienie prośby trzeba poczekać. Że nie spełniona modlitwa TERAZ nie oznacza, że nie będzie ona spełniona nigdy. Czasem trzeba poczekać.

Jeśli nie jesteśmy czasem pewni, co jest dla nas najlepsze, idąc za radą autorki książki możemy sformułować naszą prośbę i dodać: „Ześlij mi to albo coś lepszego”. A gdy ogarnia nas zwątpienie, zamiast zaczynać modlić się od nowa, po prostu pozostać w wierze, że otrzymamy, że Bóg już nas wysłuchał. (pamiętając, że do znajomej nie dzwonilibyśmy co 10 minut, aby upewnić się, że się z nami spotka następnego dnia).

Gdy otrzymasz to, o co prosiłeś, PODZIĘKUJ. Okaż w sercu wdzięczność.

Prawdziwa wiara to nie modlitwa bez końca. To ufność, że zostaliśmy usłyszani za pierwszym razem.

Sama wiem, że wszystko powyższe może brzmieć co najmniej dziwnie, zarówno dla osób wierzących jak i niewierzących. Dzielę się tym jednak, bo sama proszę w ten sposób już kilka lat i tak wiele razy otrzymałam to, o co prosiłam. Wierzę więc, że każdy powinien mieć przynajmniej szanse dowiedzieć się o takim sposobie modlitwy i sam spróbować.

Ja naprawdę wiem, że warto.

Życzę Wam na nowy rok spełnienia Waszych przemyślanych, precyzyjnych próśb.



SZKOLENIA I WARSZTATY Z ROZWOJU OSOBISTEGO STYCZEŃ 2019


siła wewnętrzna Zarządzanie stresem i emocjami

asertywność

kodeks honorowy

Ludzki umysł ma jedną niesamowitą właściwość: ELASTYCZNOŚĆ. Dzięki niej możemy wprowadzać zmiany, poszukiwać rozwiązań, tworzyć nowe rzeczy. Równocześnie, ta sama elastyczność, może nam w życiu… szkodzić.

Są sytuacje, gdy pojawiają się pokusy i okazje. Zdarzyło Ci się tak kiedyś? Mamy wtedy tendencję do racjonalizowania, naginania zasad i przymykania oka na to, w co wierzyliśmy wcześniej.

Dlatego warto mieć spisany swój własny kodeks honorowy.

Pamiętam, jak w 2015 roku kończyłam certyfikację mistrza NLP. Cały kurs był długi, z milionem ćwiczeń, technik, niezmiernie intensywny. Warunkiem uzyskania dyplomu ukończenia było napisanie pracy końcowej. Należało najpierw przeprowadzić- w nurcie zgodnym z kursem- sesję z (tak zwanym) prawdziwym klientem, a następnie ją przeanalizować, opisać, wyciągnąć wnioski itd.

O zaliczeniu zaczęłam myśleć w czerwcu, na początku wakacji. Czekał już na mnie wyjazd z rodziną i znajomymi na Mazury. Wizja przeprowadzenia sesji NLP oraz opisania jej na minimum 20 (!!!) stronach zaczęła być mało zachęcająca.

I wtedy mój umysł zaczął uruchamiać wspomniane wcześniej elastyczne myślenie.

Że i tak napracowałam się już bardzo w czasie kursu. Że mam prawo już być zmęczona nauką.. Że i tak już tak dużo umiem..  Że zapłaciłam, a „oni” wymyślają..

To był tylko początek tego, co działo się wtedy w mojej głowie. Po takiej racjonalizacji i „rozmiękczeniu”, mój umysł zaczął rozważać opcje alternatywne. „A może by tak opisać zmyśloną sesję z klientem? Przecież i tak nikt tego nie odkryje..” Działo się w mojej głowie, a cel był jeden: jak by tu zminimalizować wysiłek aby osiągnąć plan 🙂

Uratował mnie wtedy mój kodeks honorowy. Gdybym nie miała go spisanego, byłoby mi bardzo trudno i prawdopodobnie postąpiłabym inaczej.

Co przeczytałam w swoim kodeksie?

Jedną z zasad, którą miałam zapisaną było: „Jeśli się uczę, robię to na 100%”.

Poważnie. Naprawdę to miałam. Tak się umówiłam ze sobą wiele miesięcy wcześniej, tworząc „na chłodno” i racjonalnie swój kodeks honorowy.

Uświadomiłam sobie wtedy, że co z tego, iż otrzymam certyfikat ukończenia kursu, jeśli już zawsze, do końca życia będę mieć świadomość, że nie zdobyłam go uczciwie i na 100%. To dało mi wtedy siłę, pozwoliło umysłowi wrócić na właściwy tor.

Pamiętam, że zrobiłam wtedy prawdziwą, wartościową sesję ze znajomym klientem i napisałam w wakacje z tego pracę. Warto było. Gdy otrzymałam certyfikat, czułam prawdziwą dumę i pełną satysfakcję. Na 100%. 🙂

Dlatego też wiem, że warto mieć w życiu spisany kodeks honorowy. Spisuje się go wtedy, gdy jest się w dobrym stanie mentalnym. Moi Klienci spisują swój kodeks honorowy drugiego dnia na szkoleniu „Znajdź swoją wewnętrzną siłę”, gdy ich siła mentalna jest „mocna jak dąb”. Ale możesz spisać swój kodeks samodzielnie.

Pamiętaj: Kodeks przydaje się wtedy, gdy przychodzą pokusy i okazje, a umysł zaczyna racjonalizować i kusi, by naginać zasady. Ważne, aby był zapisany. Kodeks w głowie nie działa. Jeśli nie mamy go spisanego, będziemy elastycznie modyfikować swoje reguły.

Moje przykładowe punkty z kodeksu:

-dbam o swoje zdrowie (i łatwiej przychodzi mi zdrowa dieta i regularny sport- przecież tak się ze sobą umówiłam)

-gdy odnoszę sukcesy, świętuję i doceniam siebie

-z błędów wyciągam wnioski i idę dalej

-przekraczam granice swojego strachu (to czytam zawsze, gdy mam wystąpienie publiczne :))

Zachęcam: spisz swój kodeks. Na jakie zasady umówisz się ze sobą? Na jakie reguły? Wedle czego chcesz postępować?

Gdy będziesz to miał spisane, kodeks będzie „pilnował” Ciebie i Twoich decyzji. Warto.



Warsztaty, które mogą Cię zainteresować:

siła wewnętrzna

asertywność

asertywność

zmiana jest możliwa

Zadzwoniła do mnie na początku wakacji Kasia. Znalazła moje szkolenia w Internecie. Zaczęła mi opowiadać o swoim życiu i o tym, czego poszukuje. Opowiedziała, że ma dwóch dorosłych już prawie synów, jest żoną z wieloletnim „stażem” i pracuje aktualnie w sklepie. Szukała wsparcia i rozwiązań, bo, jak smutno powiedziała – „ma już wszystkiego dość”.

Przez lata była mamą i żoną, pracującą na co najmniej dwóch etatach i w domu i w pracy. Opowiedziała mi o tym, że przez ostatnie lata gdzieś po drodze zgubiła siebie, zgubiła kontakt z mężem i funkcjonuje w świecie, w którym jest automatem „serwisującym” potrzeby innych. W domu rządzi mąż, w pracy szef… Powiedziała też, że w taki sposób nie da rady już żyć i chce zdobyć takie „moce”, aby mieć odwagę powiedzieć mężowi, co czuje, za co ma po tylu latach żal i czego pragnie w życiu. Powiedziała, że po latach przyszedł czas, aby zacząć „to wszystko” porządkować.

Na koniec zapytała z nadzieją w głosie: „- Czy w moim przypadku zmiana jest możliwa?”

Pracowałyśmy razem przez wakacje. Rozmawiałyśmy o odwadze, wyznaczaniu granic, reagowaniu, gdy ktoś narusza naszą godność. Ostatnio, na szkoleniu z siły wewnętrznej, w którym uczestniczyła, opowiedziała mi o swoich planach na przyszłość. (!) Że zawsze marzyła, żeby jeszcze się uczyć i pójść na studia. I że wreszcie czuje i ma odwagę marzyć, że właśnie teraz jest na to czas. Oraz że zaczęła rozmawiać z mężem i wreszcie miała siłę powiedzieć mu „prawdę” o sobie i swojej perspektywie na ich wspólne życie.

Siedziała przede mną inna osoba. Słyszałam w jej głosie łagodną moc, wypracowaną zmianę, nowe prawdy i pewność, że też zasługuje w życiu na najlepsze.

W pewnym momencie spokojnym głosem powiedziała: „-Wiesz, dużo już bardzo zrobiłam, długą drogę przeszłam. Potrzebuję jeszcze Twojej pomocy i szkoleń, bo wiem, czego się jeszcze chcę nauczyć. Ale powoli. Wiem, że jestem na dobrej drodze. I daję sobie czas, żeby tę drogę spokojnie przejść. Najważniejsze, że zaczęłam. Kurcze, jestem silniejsza, niż myślałam!”

No właśnie.. Zmiana jest możliwa i może być Twoim wyborem. Gdy masz już wszystkiego dość i podejmujesz decyzję, aby ruszyć nową drogą, już w tej właśnie sekundzie stajesz się nowym człowiekiem. Bohaterem swojego życia. To zupełnie jak w bajkach dla dzieci. Główny bohater wyrusza w podróż, aby osiągnąć cel, w drodze pokonuje przeciwności, walczy i wzmacnia swoją siłę. Na końcu, docierając do celu, jest już zupełnie innym człowiekiem.

I być może wcale nie o zdobyty cel w tym wszystkim chodziło. Lecz o to, kim nowym się stał w czasie tej drogi.

Jesteś silniejsza, niż myślisz. Jestem tego pewna. I pamiętaj: zmiana jest możliwa. Powoli.

 



Znajdź swoją wewnętrzną siłę

Znajdź swoją wewnętrzną siłę

Asertywność

Asertywność

5 języków miłości

Dr Chapman, autor znanego poradnika dla małżeństw „Pięć języków miłości”,  wyróżnił w swojej książce 5 podstawowych działań naszych i naszego partnera, które sprawiają, że czujemy się w związku kochani. Na podstawie badań okazało się, że większość ludzi wyraża i interpretuje miłość na te same pięć sposobów. Tak właśnie zostało wyróżnionych 5 języków miłości.

Aby wyjaśnić, na czym języki miłości polegają, najpierw przykład (z życia wzięty) 🙂

Żona mówi z żalem do męża:

-Już mnie nie kochasz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przytuliłeś mnie na dzień dobry!

Mąż ze zdziwieniem wykrzykuje:

-Jak to nie kocham?!? Przecież kupuję ci kwiaty i wymieniam opony w twoim aucie!

 

Zanim przeczytasz więcej o 5 językach miłości, zrób krótkie ćwiczenie. Zrozumiesz, jakimi językami miłości mówisz.


Oto ćwiczenie:

Pomyśl o bardzo bliskiej Ci osobie.

Zastanów się przez chwilę nad tym, skąd wiesz, że ta osoba cię kocha.

A teraz dokończ poniższe zdania trzema spontanicznymi zakończeniami, określającymi, co ta osoba takiego robi, że Ty jesteś przekonany o jej miłości do Ciebie.

Wiem, że ta osoba mnie kocha.

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Poznaję to po tym, że ……………………………………………………………………………….

Gdy masz już swoje własne odpowiedzi, poznaj 5 języków miłości i sprawdź, w które konkretnie wpisują się Twoje odpowiedzi.


5 języków miłości

Oto krótkie opisy wszystkich języków.

  • Słowa czyli wyrażenia afirmatywne. Czujemy się kochani, gdy słyszymy od kogoś słowa wsparcia, pochwały i docenienia. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Gdy mówi mi często, jak wspaniale wyglądam, że wierzy we mnie że dam radę.
  • Dobry czas. Potrzebujemy spędzać z ukochanym jak najwięcej czasu – wspólne spacery, jedzenie posiłków, rozmowa przy kawie. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po tym np., że wspólnie ogląda ze mną filmy, jedzie na wakacje, idzie na spacer.
  • Prezenty i niespodzianki. Nie chodzi tu o materializm, a o małe gesty, które są dowodami miłości. Liściki z wyrazami uczuć, drobne prezenciki czy kwiatek. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Nawet ze zwykłych zakupów potrafi przynieść niespodziewanie coś, co lubię.
  • Drobne przysługi. Robimy coś dla partnera. Czego on nie umie, nie lubi, nie ma czasu. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Po takich gestach jak np. odebranie marynarki z pralni, wymiana wspomnianych wcześniej opon, kanapka do pracy.
  • Dotyk, przytulanie, pocałunki. Trzymamy się za ręce, całujemy i przytulamy, kiedy tylko pojawi się okazja. Jeśli to mój język miłości, to po czym poznaję, że Partner mnie kocha? Mój partner głaszcze mnie, przytula, jesteśmy w ciepłym kontakcie fizycznym.

Warto być otwartym na wszystkie 5 języków i świadomym, które z nich są najważniejsze dla bliskich nam osób, którym chcemy okazywać miłość.

Jeśli nie jesteśmy tego świadomi, możemy bardzo się starać okazać, jak bardzo zależy nam na drugiej osobie. Jeśli jednak nie robimy tego w sposób, który do niej przemawia, osiągniemy efekt, jakbyśmy mówiąc tylko po angielsku rozmawiali z kimś, kto posługuje się wyłącznie chińskim.

Jeśli chcesz mieć pewność, który z wymienionych języków dominuje w Twoim przypadku, możesz także rozwiązać test online w języku polskim KLIK lub na oficjalnej stronie anglojęzycznej KLIK.

Polecam też podsunięcie testu bliskiej Ci osobie. A potem porównanie wyników i ustalenie, co dla kogo jest najważniejsze – które dwa języki najbardziej się liczą dla każdego z Was.

Co ciekawe, swoim życiowym partnerom możemy nieświadomie przypisywać te języki miłości, które są ważne dla nas. Dlatego warto zaciekawić się, jak jest naprawdę i wymienić się wynikami testu.

I przygotujcie się na niespodzianki 😊

 



To także może Cię zainteresować.

Szkolenia // Warsztaty // Kursy:

 

 

Akademia menedżera

Ludzie podążają za liderami z różnych powodów. Powody te można rozpatrywać z trzech perspektyw, z których każda ma inne źródło motywacyjne i psychologiczne. Jesteś liderem? Sprawdź, jakie są trzy rodzaje siły lidera oraz którą z nich wykorzystujesz.

Po pierwsze, ludźmi kieruje strach. Boją się tego, co może się zdarzyć, jeśli nie wykonają poleceń lidera. Mamy tu do czynienia z siłą przymusu.

Lider stosujący ten rodzaj siły wzbudza u podwładnych lęk, że stanie się coś złego lub że stracą coś dobrego, jeżeli nie podporządkują się poleceniom. Zgadzają się więc współpracować z obawy przed ewentualnymi negatywnymi konsekwencjami. Efektem takiego stylu zarządzania jest to, że członkowie zespołu deklarują posłuszeństwo słowami, działają jednak, idąc po najmniejszej linii oporu. Ich zaangażowanie jest powierzchowne i ich energia może łatwo znaleźć ujście w sabotażu i niszczeniu, gdy nikt nie patrzy lub gdy nie ma już zagrożenia.

Znany jest przykład pracownika linii lotniczej, który czując, że się nim manipulowało, dzień przed złożeniem rezygnacji z pracy, umiejętnie wymazał wszystkie rozkłady lotów z systemu firmy. Koszty tej wymuszonej współpracy były dla tej firmy ogromne.

Drugim powodem podążania ludzi za liderem są spodziewane korzyści. Mamy tu do czynienia z siłą użyteczności.

Więzi przy takim stylu zarządzania opierają się na korzystnej wymianie dóbr i usług. Podwładni mają coś, czego potrzebuje lider (czas, pieniądze, energię, umiejętności, zainteresowania, talent, wsparcie itp.) natomiast lider posiada coś, czego potrzebują podwładni (informacje, pieniądze przyjęcie do grona, koleżeństwo, bezpieczeństwo, możliwości). Podwładni pracują dla lidera z przekonaniem, że lider będzie mógł i chciał coś zrobić dla nich, jeżeli oni dotrzymają swojej części umowy, robiąc coś dla niego. Tak dział siła użyteczności.

Trzeci rodzaj motywacji ludzi podążających za liderem różni się od poprzednich. Opiera się na sile będącej wiarą w samego  lidera i w to, co on stara się osiągnąć. Siłą są tu zaufanie i szacunek. Nie jest to ślepa wiara w lidera i bezmyślne posłuszeństwo.

Trzeci rodzaj siły lidera to siła koncentracji na zasadach.

Prawie każdy z nas doświadczył tego rodzaju siły na pewnym etapie swojego życia w relacjach z przełożonym, nauczycielem, członkiem rodziny lub przyjacielem. Mógł to być ktoś, kto ukazał nam możliwość osiągnięcia sukcesu, dodał nam odwagi, gdy wszystko układało się źle, lub po prostu wierzył w nas, gdy potrzebowaliśmy wsparcia. Pokładał w nas wiarę, a my odwzajemniliśmy ją szacunkiem, zaangażowaniem, lojalnością i chęcią pójścia za nim, prawie bezwarunkowo i bez ograniczeń. Siła ta powstaje, gdy wartości lidera i współpracowników opierają się na tych samych wartościach.

Sile koncentracji na zasadach towarzyszy kontrola. Nie jest to jednak kontrola zewnętrzna, lecz samokontrola. Gdy lider jest postrzegany jako godny szacunku, ludzie mu ufają, są przez niego inspirowani, głęboko wierzą w cele przedstawione przez lidera i chcą być przez niego kierowani.

Czego potrzebuje lider, aby tworzyć relacje i budować zespoły oparte na sile koncentracji?

Wizji celu, silnego charakteru i osobowości opartej na szacunku.

Podsumowując: liderzy wykorzystują trzy rodzaje siły.

Siłę przymusu, siłę użyteczności i siłę koncentracji na zasadach. Z tego, jaką siłę stosują, wynika ich styl przywództwa i postawa ich podwładnych.

Chcesz poznać styl przywództwa lidera? Zbadaj motywację i wartości ludzi, którymi ten lider kieruje.

Na podstawie książki Stephena R. Covey’a „Zasady skutecznego przywództwa”


Szkolenia dla menedżerów: WRZESIEŃ 2018

Asertywny menedżer

wyznaczanie zadań

 

trudne rozmowy

 

cichy zabójca

Kilka miesięcy temu, na przełomie listopada i grudnia 2016, realizowałam wymagający (czytaj: trudny) projekt szkoleniowy. Klientem była duża firma z sektora publicznego, miałam siedem grup szkoleniowych, sami kierownicy i dyrektorzy firmy.

Cykl szkoleń poprzedzony był spotkaniami, rozmowami, ustaleniami o wymaganiach mojego Klienta.

Fajnie, prawda? Jest się czym pochwalić! Nic, tylko przygotować, zrealizować i wystawić fakturę.

Jednak aż tak fajnie nie było.

Po początkowym czasie radości i satysfakcji, gdy tylko dowiedziałam się, że to właśnie moja firma będzie realizowała ten projekt, zaczęła do mnie docierać „rzeczywistość”. Że to ważny Klient. Że to duże grupy. Że uczestnicy to szczebel zarządzający. Że będę miała kumulację dni szkoleniowych, jak nigdy przedtem. Po głowie zaczęły krążyć najróżniejsze myśli. Rosnący strach był ich głównym autorem. Podpowiadał różne „mądrości”, w sposób ciągły, 24 godziny na dobę. Także w nocy, gdy miałam spać. Tak więc budziłam się w środku nocy i (wbrew sobie) rozpatrywałam czarne scenariusze i ryzyka. Co więcej, przerażenie skumulowało się w moich plecach. Były tak spięte, że masaż co drugi dzień w zasadzie nie przynosił żadnych efektów.

Gdy szkolenia przeprowadziłam, projekt zakończyłam, całe napięcie z ciała i bezsenność minęły! Wszystko puściło jak ręką odjął!

Masaże przestały być potrzebne. Samej trudno mi było w to uwierzyć, że taka natychmiastowa zmiana..

Dużo się wtedy nauczyłam. Zrozumiałam, że jeśli czegoś nie zacznę robić ze swoimi reakcjami na stres, trudno mi będzie rozwijać się zawodowo i w długim okresie czasu będę poważnie szkodzić swojemu zdrowiu. Zrozumiałam wtedy, że stres to naprawdę cichy zabójca naszych czasów!

Co się ze mną działo w tamtym czasie? To była standardowa reakcja mojego ciała na stres.

Dostawało ono z głowy informacje: „Uciekaj!” „To niebezpieczna sytuacja!” „Jesteś zagrożona”. Ciało było w pełnej gotowości „bojowej”, zmobilizowane i przygotowane na nadchodzące „niebezpieczeństwo”.

Nieistotne, czy „niebezpieczeństwo” było realne czy wirtualne. Ciało reagowało „na poważnie”. Dawało się w pewnym sensie oszukiwać mózgowi.

Jeśli stres, jakiego doświadczamy, jest krótkotrwały- będzie dla nas mobilizujący, motywujący, dający energię do działania. Skorzystamy wtedy z jego dobrodziejstw.

Problemem jest sytuacja, gdy stresu doświadczamy w sposób długotrwały. Gdy nasze ciało funkcjonuje ciągle w stanie walki i ucieczki, a chemia stresu nie opada.

Oto, co się wtedy dzieje: do krwi wydziela się wciąż w większym lub mniejszym stopniu kilkadziesiąt hormonów walki i ucieczki (najbardziej znane to adrenalina, kortyzol, noradrenalina). Krew wciąż szybciej krąży, bo dopompowywana jest do mięśni. Serce bije wciąż szybciej, żeby wykonać swoją „pracę”. Z oszczędności odcinane są układy trawienny i immunologiczny (w czasie „walki” są mniej potrzebne), do krwi wydzielane są tłuszcze i cukry (energia), mięśnie się napinają, gotowe do ataku.

Możliwe efekty?

Obciążenie serca, bezsenność, nadciśnienie, podwyższony cholesterol, cukrzyca, infekcje, niestrawność…

To tylko część objawów, których możemy doświadczać. Gdy trwa to miesiącami i latami, skutki są bardzo niebezpieczne.

Dlatego też trzeba mieć świadomość, co się z nami dzieje- w głowie, w ciele..  I mieć sposoby na zarządzanie swoimi emocjami i swoim stresem.

Aby żyć w zdrowiu, szanując swoje ciało i szczerze o nie dbając, potrzebujemy umieć rozmawiać z samymi sobą. Wyłapać chwile, gdy nas mózg (strach) nas oszukuje, upierając się, że istnieje realne zagrożenie (chociaż go nie ma).

Potrzebujemy umieć oddychać w sposób, który daje ciału uspokojenie.

Poznać mindfulness i medytację.

Pisać dziennik wdzięczności.

Właściwie i zdrowo interpretować to, co się w naszym życiu dzieje.

Jeśli kiedykolwiek powiedziałeś sobie, że stresujesz się, bo życie Cię nie oszczędza i masz dużo trudniej niż inni, więc ciągły stres jest normalny, tym bardziej polecam Ci sprawdzenie, jak radzić sobie ze stresem.

Uwierz, że trudne sytuacje i wyzwania doświadczają wszystkich ludzi. Absolutnie wszystkich. Młodych i dojrzałych. Bogatych i biednych. Samotnych i mających innych wokół siebie. Bezrobotnych i mających pracę. Zdrowych i chorujących.

Różnica polega na tym, w jaki sposób ludzie sobie z wyzwaniami radzą. Zapewniam Cię, że można w bardzo różny sposób. I że można mieć na swój stres realny, namacalny wpływ. Do czego serdecznie namawiam.

Pozdrowienia.



Najbliższe szkolenia w Maleszko.edu

Siła wewnętrzna

Szkolenie zarządzanie stresem

Szkolenie asertywność

Życie pełne niedostatku

Niecierpliwość, złość, frustracja, niepokój, irytacja, wściekłość, bezsilność, wkurzenie.

Które z tych emocji znasz i których doświadczasz na co dzień?  Jeśli nie są Ci one obce i wiesz, jak to jest czuć negatywne emocje, które pochłaniają energię i życiowy entuzjazm, być może złapałeś się w pułapkę nadmiernego „chcenia”.

„Gdybym tylko schudła 2 kilogramy”

„Gdybym tylko był bardziej pewny siebie i odważny..”

„Gdy tylko będę mieć lepszą pracę..”

„Gdy tylko ukończę studia”

„Gdy kupię większe mieszkanie i wymienię samochód..”

„Jak tylko zaoszczędzę na wakacje ze granicą”

„Jak tylko córka dostanie się do dobrej szkoły ..”

Żyjemy obecnie w wielkiej, wszechogarniającej kulturze pragnienia więcej i bardziej. Prowadzimy życie pełne niedostatku.

Świat wokół nas promuje wymagające modele życia i tworzy w naszej podświadomości potrzebę gonienia za osiągnięciami, zdobywania, udawadniania. Czego?

Że dajemy radę, że jesteśmy wystarczająco dobrzy i zasługujemy na uznanie, że stać nas na więcej i więcej…

Reklamy w telewizji obiecują fantastyczne życie dzięki zakupom, otaczaniu się droższymi dobrami materialnymi. Znajomi na Facebooku uśmiechają się, podróżują, mają zabawne przygody, uczestniczą w ciekawych wydarzeniach z mnóstwem znanych, pełnych energii ludzi…

Jeśli dodatkowo w dzieciństwie „dostaliśmy” moduł bycia niewystarczająco dobrymi, w dorosłym życiu chcemy nieustannie być lepsi, doskonalsi, bardziej wspaniali.

Otacza nas wyfiltrowany świat. Tworzy on naszą rzeczywistość i nasze wyobrażenie, do którego chcemy dążyć lub które chcemy nawet prześcignąć. Można mieć pieniądze, uznanie, sławę, osiągnięcia i sukcesy a i tak być nieszczęśliwym.

Mamy mnóstwo oczekiwań wobec swojego wyglądu, swoich kompetencji, wobec ludzi, z którymi żyjemy, wobec swojej pracy, szefa, dzieci, przyjaciół, biznesu, wyników sprzedaży, wizji swojej firmy, swojej kariery… Można by tak wymieniać i wymieniać.

Ok, czy to oznacza, że nie powinniśmy chcieć więcej? W czym jest problem?

Problem pojawia się wtedy, gdy cena, jaką za to płacimy, przewyższa nasze zwykłe, ludzkie możliwości. Gdy żyjąc w pogoni i poczuciu niedostatku żyjemy w transie zdobywania. Gdy doświadczamy przez to negatywnych emocji, frustracji, złości, niepokoju.. Gdy nie umiemy się zatrzymać i przestać gonić królika.

Co jest przeciwieństwem niedostatku?

DOSTATEK? OBFITOŚĆ? DOSTATECZNOŚĆ? Lub DOCENIENIE? A może radość z tu i teraz? Życie całym sercem już teraz? Szczęście z obfitości?

Znajdź swoją nazwę na przeciwieństwo niedostatku.

Jeśli chcesz zatrzymać się w pędzie po więcej i doświadczyć spokoju, ukojenia i cudownego odkrycia, jak wiele masz już TERAZ, przeznacz 5 minut na krótkie ćwiczenie, którego uczę ludzi na szkoleniach i które sama wykonuję regularnie.

Ćwiczenie:

  1. Weź kartkę papieru i długopis.
  2. Zapisz swoje odpowiedzi zaczynając od słów:

Moje 3 talenty:

……………………………………………………………………………………………………………….

Moje 3 pozytywne cechy wyglądu:

……………………………………………………………………………………………………………….

Dobra materialne, za które jestem wdzięczny/-a:

……………………………………………………………………………………………………………….

Ludzie, za których jestem wdzięczny:

……………………………………………………………………………………………………………….

3 ważne aspekty w mojej pracy/w moim biznesie, za które jestem wdzięczny:

……………………………………………………………………………………………………………….

 

Jeśli należysz do grupy ludzi, którzy zapisali swoje odpowiedzi – gratuluję Ci bardzo! Właśnie stworzyłeś swój pierwszy „raport” wdzięczności.

Regularne pisanie dziennika wdzięczności buduje poczucie docenienia i obfitości za to, co już mamy. Daje to nam pozytywną energię, buduje w nas pozytywne uczucia, wspiera szczęście i spokój, jest równowagą i jednym ze źródeł naszej życiowej siły.

Dlatego pisz i czytaj. Doceniaj.

A potem dokonuj własnych wyborów. Tego, co dla Ciebie ważne, co kochasz, co wystarczy. Dzięki temu życie pełne niedostatku zamienisz w życie całym sercem, pełnią i szczęściem.



Czego możesz nauczyć się na naszych kursach w tym miesiącu?

Budowania siły wewnętrznej (na tym szkoleniu piszemy dziennik wdzięczności, afirmacje swojego życia i listę życiowych sukcesów)

Zarządzania stresem i emocjami (uczymy się nazywać emocje, poznać ich źródła i nauczyć się nimi kierować)

Asertywnej komunikacji (Nauczysz się asertywności względem siebie i ludzi wokół Ciebie)

Szczegóły o tych szkoleniach znajdziesz tu:

Siła wewnętrznaSzkolenie zarządzanie stresemSzkolenie asertywność

 

 

 

 

 

 

Ponieważ zależy nam na Twoim sukcesie, na kursy, szkolenia, warsztaty dajemy gwarancję.

Nic nie ryzykujesz, zyskujesz pewność.

samotność szefa

Ostatnio w czasie indywidualnej sesji rozwojowej (coachingu) z właścicielem dużej firmy transportowej usłyszałam, że dzięki naszemu spotkaniu czuje wielką ulgę, bo chyba pierwszy raz, od kiedy zarządza ludźmi, mógł z kimś porozmawiać i podzielić się wszystkim, co dotyczy jego pracy i codziennych wyzwań.

Podobnie w trakcie szkoleń dla kadry zarządzającej często słyszę, jak jakiś szef mówi „Wielką wartością szkolenia było dla mnie spotkanie innych szefów, wymiana doświadczeń i uświadomienie sobie, że inni mają na co dzień podobne problemy.”

Codzienne dylematy szefa? Jakie decyzje podjąć? Z kim porozmawiać o swoich wątpliwościach, lękach, rozterkach? Co z dawnymi znajomościami, gdy awansowaliśmy i z dnia na dzień stajemy się szefami swoich dotychczasowych kolegów?

Są to dylematy każdego niemal szefa i im wyżej jesteśmy w hierarchii, tym bardziej nieuchronne jest coś, co w literaturze zarządzania nazywane jest „samotnością szefa”.

Z mojego doświadczenia, im szybciej na stanowisku  szefa uznasz zjawisko „samotności szefa”, tym szybciej będziesz mógł zacząć budować profesjonalne relacje z podwładnymi.

Z moich własnych doświadczeń pracy z menedżerami, wyodrębniłam trzy rodzaje samotności szefa.

Pierwsza, to samotność decyzyjna.

samotność szefa

Szczególnie doświadczyć jej można, będąc właścicielem firmy lub będąc wysoko w hierarchii organizacji. Nawet jeśli masz zaufanych ludzi, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami, współpracują i są zaangażowani, są takie decyzje (strategiczne, finansowe, personalne), które – mając zgromadzone wszelkie dane- będziesz musiał podjąć sam. W definicję zarządzania wpisane jest podejmowanie decyzji i ponoszenie odpowiedzialności za ich skutki. Nie zmienia to jednak faktu, że czasem każdy menedżer poczuje się samotny, stojąc w obliczu podjęcia decyzji, której trafność będzie mógł ocenić dopiero po czasie lub gdy decyzja jest po prostu „mniejszym złem”, naruszając i tak czyjeś interesy.

Kolejny rodzaj samotności, to samotność towarzyska.

Zdarzyło ci się kiedyś, że twój zespół umówił się na wyjście po pracy, nie zapraszając swojego szefa (czyli ciebie)? Lub że awansowałeś, zostając kierownikiem swoich dotychczasowych kolegów i raptem wasze relacje zaczęły się zmieniać?

Samotność towarzyska jest kolejnym zjawiskiem, z jakim na stanowisku menedżerskim prędzej czy później każdy szef się zmierzy. Być może ktoś powie, że można być super szefem i równocześnie dobrym kumplem. Być może można, ale jest to co najmniej ryzykowne.

Osobiście znam szereg przypadków, gdzie układ szef-kolega prędzej czy później wymagał poświęcenia i wiązał się z poważnymi nieprzyjemnościami. Dystans z zespołem może nie będzie tak bardzo przydatny w czasie, kiedy wszystko jest dobrze, jednak wyobraź sobie, że w pewnym momencie masz zwolnić kogoś, z kim chodziłeś dotychczas na piwo. Lub że masz zastrzeżenia do jakości pracy swojego podwładnego – kumpla i masz przeprowadzić z nim rozmowę korygującą. Pamiętaj, że w długim okresie czasu- po pierwsze- zawsze pojawią się w takiej relacji negatywne emocje, po drugie taka relacja „kumplowska” z racji posiadanej p rzez ciebie władzy nigdy nie jest równa. I po trzecie- nie chodzi tu tylko o ciebie, ale także o drugą stronę – o jej komfort i godność.

Samotność emocjonalna

samotność szefa

Ponieważ szef to też  człowiek, jemu także bywa w pracy ciężko i po ludzku doświadcza on różnych „ludzkich” emocji. Samotność emocjonalną rozumiem tu jako doświadczanie na stanowisku szefa cierpienia, wynikającego z tego, że profesjonalny szef nie dzieli się z zespołem swoimi rozterkami, dylematami, planami, podejrzeniami. Będąc szefem, regularnie ma dostęp do informacji, których nie przekazuje dalej i o których nie może rozmawiać z podwładnymi. Samotność emocjonalna to ludzki wymiar samotności szefa, za którym stoi potrzeba rozmowy, podzielenia się dylematami, czasem „ponarzekania” na pracę.

Nasuwa się wobec tego pytanie, co z samotnością szefa można robić, aby minimalizować jej wpływ na życie szefa? Zdecydowanie nie warto szukać wsparcia u podwładnych i pracowników niższego szczebla. Szef wylewający swoje żale lub narzekający osłabi firmę i zespół.

Oto kilka przydatnych wskazówek:

  1. Miej po prostu świadomość, że „samotność szefa” istnieje jako pewien standard w pakiecie bycia menedżerem.
  2. Buduj relacje na swoim szczeblu zawodowym – z innymi menedżerami, ze swoim przełożonym.
  3. Korzystaj z profesjonalnego wsparcia specjalistów – coacha biznesowego, doradcy, działu HR.
  4. Regularnie się rozwijaj – czytaj, bierz udział w szkoleniach. To nie tylko poszerzające wiedzę, ale także bardzo odświeżające perspektywę, formy dbania o szefowski komfort.
  5. Dbaj o prywatne relacje towarzyskie i rodzinne. To również jeden ze sposobów dbania o swoje potrzeby społeczne.

Powodzenia. 🙂



Najbliższe szkolenia w Maleszko.edu:

Asertywny menedżerSzkolenie zarządzanie stresem 

skuteczne zarządzanie

 

 

życie daje nam to, o co prosimy

Życie daje nam to, o co prosimy. Dosłownie.

Jak to możliwe? Zapraszam do lektury.

Pewien człowiek wybrał się w Bostonie na spacer. Był piękny, słoneczny dzień. Niewielkie chmury tu i ówdzie przysłaniały delikatnie niebo. Mężczyzna był dobrze ubrany, był w granicach pięćdziesiątki, miał lekką siwiznę na skroniach, wyglądał dostojnie. Szedł, oglądając miasto, przyglądał się budynkom, z których  niektóre były nowoczesne, inne tak stare, jak sama Ameryka.

W pewnej chwili zauważył człowieka, który lekko zataczając się, podążał jego śladem. Nasz bohater dostrzegł, że mężczyzna idący za nim wygląda, jakby się wiele nocy nie mył, nie golił i spał na ulicy. Jasne się stało, że za chwilę podejdzie i będzie żebrał  o pieniądze. Tak też się zdarzyło.

Bezdomny zbliżył się do spacerującego i zapytał: „Szanowny panie, pożyczy mi pan ćwierć dolara?”

Nasz bohater spojrzał na bezdomnego z wahaniem i zastanowieniem w twarzy. Widać było, że coś w myślach waży.

Po chwili zamyślenia zapytał bezdomnego: „Ćwierć dolara? Czy tego pan chce, ćwierć dolara?”

Usłyszał odpowiedź: „Tak, tylko ćwierć dolara”. Mężczyzna sięgnął do kieszeni, wyjął monetę i powiedział:

„Życie daje to, o co się je prosi”.

Bezdomny spojrzał zmieszany na mężczyznę i oddalił się chwiejnym krokiem.

Zastanawiałeś się kiedykolwiek, jaka jest różnica między tymi, którym się powodzi a tymi, którzy ponoszą porażki?

Dlaczego życie jednych jest przepełnione radością i poczuciem, że mogą robić to, co chcą, kiedy chcą, z kim chcą i ile chcą? Czy Bóg zstąpił z nieba i powiedział do jednych: „Jesteście dobrymi ludźmi, dostaniecie życie jak z bajki”? Chyba nie. I jak to robią ludzie, którzy, będąc w opłakanym stanie, zmieniają swoje życie?

Różnica wynika częściowo z tego, co powiedział bohater powyższej historyjki bezdomnemu.

Życie daje to, o co prosimy. Prosisz o ćwierćdolarówkę i ją otrzymasz. Prosisz o wspaniały sukces i radość życia- otrzymasz to.

Wszystko, czego się dotychczas nauczyłam utwierdza mnie w przekonaniu, że jeśli człowiek opanuje sztukę kierowania własnymi stanami emocjonalnymi i zachowaniami, to potrafi zmienić wszystko.

Naucz się zatem prosić, o co trzeba, i możesz być pewien, że to otrzymasz.

Za śmiałym celem, myślą, koncepcją i gorącym pragnieniem idą (świadome i nieświadome) działania. Nasz mózg świadomy wysyła sygnały nieświadomości, aby podjąć działania zmierzające do osiągnięcia tego, o co poprosiliśmy. I pamiętaj też, że tworząc w głowie myśl, tworzysz porcję energii, którą fizycy kwantowi z łatwością potrafią zmierzyć. Także Twoje myśli mają znaczenie.

Także pamiętaj: „Życie naprawdę daje nam to, o co się je prosimy”.



Więcej dla Ciebie:  warsztaty / szkolenia / rozwój:

siła wewnętrzna

asertywność